Skocz do zawartości

Lord Nargogh

Hall of FAme
  • Zawartość

    13055
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    21

Wpisy blogu napisane przez Lord Nargogh

  1. Lord Nargogh
    Wszystkie Fallouty jakie miałem, przeszedłem już na wylot. Wracałem do nich często i ze smutkiem godziłem się z faktem, że więcej gier z tej serii już nie będzie.
    Na szczęście byłem w błędzie. Pewnego pięknego dnia świat obeszła wiadomość, że powstanie trzecia część serii, a za jej wykonanie wzięła się Bethesda. Co więcej, w Fallouta 3 mieliśmy grać z perspektywy pierwszej osoby.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Były to dla mnie po prostu fenomenalne wieści. Spełniły się tym samym dwa moje marzenia naraz - pierwsze dotyczyło powstania trzeciej części serii, a drugie - zobaczenie pustkowi oczami bohatera, którym kieruję. Mocno mnie zdziwiło oburzenie środowiska graczy (trwające do dzisiaj), na szczęście antyfani byli i są w zdecydowanej mniejszości, o czym świadczy doskonała kondycja marki Fallout w dniu dzisiejszym.
    Ale wracając do samej gry - kiedy odpaliłem ją po raz pierwszy, to nie była dla mnie typowa rozgrywka przy komputerze. To było doznanie, które trwało naprawdę długo i w gruncie rzeczy trwa nadal.
    Początek w Krypcie 101 może być nieco irytujący, zwłaszcza przy konieczności powtarzania go za każdym rozpoczęciem gry od nowa - ale równie denerwująca była Temple of Trials z F2, więc bez problemu mogę ten etap grze wybaczyć.
    Natomiast chwila, w której opuszczamy schron po raz pierwszy... nie do opisania. Tak jak w Falloucie 1 czytaliśmy opis, jak słońce widziane pierwszy raz w życiu nas oślepia, w Falloucie 3 mogliśmy to doświadczyć na własnej skórze (a raczej oczach).
    Świat gry jest otwarty i ogromny. W dwóch pierwszych częściach serii łatwo było zrobić wszystko, co było do zrobienia i wykonać wszystkie questy w kilkadziesiąt godzin. W trzeciej zaś, nigdy nie udało mi się tego dokonać, pomimo setek godzin przy niej spędzonych. Za każdym kolejnym przejściem odkrywam sporo lokacji i questów, których nie zrobiłem nigdy wcześniej. Taki już jest urok gier ze stajni Bethesdy.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Ponownie spotykamy na swojej drodze Bractwo Stali, jak i Enklawę. Po stołecznym pustkowiu krąży także mnóstwo mutantów, od ghuli poczynając (zarówno cywilizowanych jak i zdziczałych), przez szpony śmierci, a kończąc na Supermutantach. Tym razem jednak stawiamy czoło innemu 'szczepowi' niż temu znanemu z dwóch pierwszych części gry. Antyfani zjechali F3 za odmienny wygląd mutantów, nie zapoznając się z wytłumaczeniem zawartym w samej grze, iż istotnie nie są to te same mutki co w F1 i F2.
    Jeśli chodzi o zawarte w grze zadania, to są one dość zróżnicowane i ciekawe. Rozbrojenie/detonacja bomby atomowej. Prace badawcze nad poradnikiem przetrwania na pustkowiach. Poszukiwania zaginionego androida. Misja ratunkowa grupy najemników w pułapce supermutantów. Polowanie/uwolnienie niewolników. Pojedynek superbohaterów. Rozgrywka o Tenpenny Tower. Polowanie na ogniste mrówki. I wiele, wiele, wiele więcej.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Samych zadań jest sporo, ale jeszcze więcej czasu zając nam może badanie i zwiedzanie rozmaitych lokacji. Bardzo podobało mi się rozwinięcie zaniedbanego w poprzednich częściach wątku - eksperymentu Vault-Tec z kryptami. Krypt na Stołecznym Pustkowiu jest naprawdę wiele i w każdej z nich możemy poczytać o eksperymencie w niej przeprowadzonym (a także zmierzyć się z jego konsekwencjami). Dla przykładu mogę wspomnieć o krypcie, w której musimy stawić czoło dziesiątkom klonów jednej osoby - Gary'ego. Lub o schronie, w którego układzie wentylacyjnym rozprowadzono narkotyki halucynogenne (których to halucynacji doświadczamy na własnej skórze). Schronów jest znacznie więcej i samo ich zwiedzanie dostarczy nam dziesiątki godzin rozrywki.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Wątek główny obejmuje poszukiwania naszego zaginionego ojca, a następnie realizację projektu Purity mającego na celu zapewnienie czystej wody dla wszystkich mieszkańców pustkowi. Co ciekawe, w kolejnej części gry (Fallout New Vegas) zbiorniki wodne są w większości czyste i nie napromieniowane. Można spekulować, że miało to związek z wątkiem głównym w Falloucie 3, chociaż fakt iż region Mojave nie został zbombardowany przez pociski jądrowe jest także sensownym wytłumaczeniem (chociaż mamy przecież wiatr i opady deszczu, które mogłyby rozprowadzić skażenie na ten rejon. Podobnie opady deszczu pochodzącego z wody z rejonu Stołecznego Pustkowia mogły oczyszczać zbiorniki wodne na Mojave).
    Nie wnikając w szczegóły wątku głównego, czeka nas kilka epickich bitew z mutantami i Enklawą.
    Cóż powiedzieć więcej? Fallout 3 to zdecydowanie godny przedstawiciel serii. Pomimo początkowej (i trwającej częściowo nadal) fali hejtu, posiada ogromną liczbę wiernych fanów, myślę że nawet większą niż oryginalne części gry (wielu fanów nigdy nie zagrało w F1 czy F2). Z pewnym niesmakiem przyglądam się zarzutom kierowanym przez hejterów z NMA wobec F3, zwłaszcza że można większość (jeśli nie wszystkie) z nich bez problemu odnieść do poprzednich części gry, które były istotnie grywalne i klimatyczne, ale niepozbawione licznych wad.
    Następna część serii, Fallout New Vegas jest moją ulubioną, ale następnym razem chciałbym opisać dodatki do trzeciej części gry, albowiem z pewnością są one godne uwagi.
  2. Lord Nargogh
    Tragedia, która miała miejsce dwa dni temu posłuży mi za przykład do opinii, którą wygłaszałem już dawno (co prawda nie na blogu).
    To nie religia czyni człowieka terrorystą. To człowiek sam decyduje o tym, żeby nim zostać.
    Mam tylko powierzchowną wiedzę o naukach islamu, jednak z tego co wiem, to Koran nie zachęca do 'mordowania niewiernych' - wprost przeciwnie, nawołuje do szacunku do wszystkich ludzi. Wiem to z pierwszej ręki, bowiem mój kolega ze studiów jest muzułmaninem.

    Świat jest ostatnimi czasy bardzo nieprzychylny muzułmanom, ze względu na straszliwe czyny dokonywane przez marny procent ludzi, podających się za muzułman (bo jak inaczej nazwać kogoś, kto twierdzi że wyznaje jakąś religię, a postępuje wbrew jej zasadom?). Na codzień mamy do czynienia z poprawnością polityczną, która nie pozwala wygłaszać pewnych tez wprost, dlatego nie słyszy się o tym aż tak dużo. Ale gdy tylko pojawiły się pierwsze wzmianki o zamachu, wyszło szydło z worka. Media na całym świecie zarzuciły nas informacjami, że to w zasadzie niemal pewne, iż zamachu dokonali islamscy terroryści. Podobno nawet jedna grupa terrorystyczna przyznała się do tego czynu.
    Prawda okazała się jednak taka, że zakpiły z nas nasze własne uprzedzenia. Morderca okazał się być fundamentalistą, ale.... chrześcijańskim.
    Chrześcijaństwo jest religią miłości. Nie ma żadnego usprawiedliwienia ani uzasadnienia dla czynów, które dokonał ten... półczłowiek. Jezus Chrystus, najważniejszy Nauczyciel tego wyznania niewątpliwie potępiłby straszliwie jego zachowanie.
    Mimo to znajdują się wciąż ludzie, którzy są w stanie ubzdurać sobie, iż to, co chcą zrobić, jest słuszne. Że dokonując wielkiego zła, według ich religii dokonują dobra. Nie ma tu znaczenia czy mówimy o chrześcijaninie, muzułmaninie czy wyznawcy dowolnej innej religii.
    Coraz więcej mówi się o 'zagrożeniu' ze strony Islamu, często wspomina się o nienawiści propagowanej przez nielicznych przecież wyrzutków tej religii... a tu coś takiego. Przykładów na chrześcijańską nienawiść można znaleźć od groma w całej Polsce, zwłaszcza wśród 'Prawdziwych Polaków'. Wystarczy wyjść z domu, posłuchać rozmów niektórych ludzi. Wystarczy włączyć telewizję i pooglądać tych, którzy podają się za bardzo religijnych chrześcijan. Od dawna w rozmowach ze znajomymi wspominałem, że fundamentalni chrześcijanie nie są lepsi od fundamentalnych muzułman, jednak do tej pory nie byłem w stanie zbić argumentu, że ci pierwsi nie dokonują krwawych zamachów terrorystycznych.
    Ale teraz już mogę bardzo łatwo tego dokonać.
    Ludzie od zarania dziejów zasłaniali się religią, gdy dokonywali okrutnych czynów, snuli mordercze i krwawe plany. Tu nie ma znaczenia tak naprawdę, czy mamy do czynienia z chrześcijańskim papieżem, który nawołuje do 'zabijania niewiernych' na krucjacie, czy islamskim fundamentalistą, który nawołuje w zasadzie do tego samego. Jeśli występuje jakaś różnica, to tylko na niekorzyść chrześcijan, bowiem papież jest oficjalnym przedstawicielem potężnego odłamu tej religii, a islamski fundamentalista - wyrzutkiem.
    Źle się w tym świecie dzieje, ale jeśli przyjrzeć się historii ludzkości, to zawsze działo się źle. Tym pesymistycznym stwierdzeniem zakończę ten wpis.
  3. Lord Nargogh
    Zapanowała moda na chwalenie się swoimi kolekcjami, więc nie będę gorszy i pokażę co takiego dobrego nagromadziłem przez te wszystkie lata. Pamiętajcie tylko, że to nie jest nawet mniejsza połowa większej połowy średniej połowy mojej kolekcji!
    Na początek artefakt jaki udało mi się znaleźć w pudełku z zestawem nazywającym się 'trzecia ręka' i służącym do dokonywania drobnych czynności manualnych (ot, taka lupa na stojaku). Niestety nie udało mi się do tej pory określić jego właściwości. Czy na pokładzie jest jakiś wizard z zapamiętanym zaklęciem identyfikacji?

    Eksponat numer dwa - kiedyś pewna grupa poszukiwaczy przygód zdobyła dla mnie artefakt niezwykłej mocy - nic innego jak samą Włócznię Przeznaczenia we własnej osobie!

    Trzeci artefakt zdobyłem podczas konsumpcji napoju pewnej marki. Jest to zaszyfrowana mapa do bliżej nieokreślonego skarbu! Nie płaciłem za nią, po prostu polowałem na odpowiednią butelkę aż trafiłem na to co trzeba. No ale Wy laicy kolekcjonerstwa nie zrozumiecie.

    Do czwartego artefaktu mam pewien szczególny sentyment. Jest to fragment Andurila, który skruszył się gdy Sauron na niego nadepnął. Zdobyłem go na pewnej aukcji jako gratis.

    Piąty eksponat kupiłem kiedyś od tajemniczego Cygana. Zapewniał mnie on, że wielokrotnie zwiększa siłę użytkownika.

    Ten artefakt dostałem gratis do mikroskopu. Jestem pewien, że był to wyjątkowy egzemplarz bo naprawdę musiałem się natrudzić, żeby go zdobyć.

    Siódmy eksponat stanowi swoisty Order za odwagę - dostałem go od pani dentystki za to, że byłem mężny podczas niewyobrażalnych tortur, jakim mnie poddawano. Nikt przede mną nie wykazał się wystarczającą odwagą i hardością, by otrzymać ten unikatowy przedmiot. O boże, jak ja bardzo muszę być lepszy od Was.

    Ostatni, ósmy artefakt to unikatowe ogniwo galwaniczne które dostałem wyjątkowo gratis jako piąte w opakowaniu. Ponownie jego zdobycie przez moją osobę było ewenementem - reszta żałosnych frajerów płaciła tą samą cenę za śmieszne 4 baterie!

    To by było na tyle. Oczywiście nie pokazałem całej mojej kolekcji, ale nie chcę Was wprawiać w kompleksy i załamanie - jestem człowiekiem tolerancyjnym i wiem że ludzie nie tak Wspaniali jak Ja którzy nie zdobyli takiej Niezwykłej Kolekcji mają swoje uczucia i łatwo je zranić wypominając im ich mierność. Gdybyście mieli jakieś pytania to jak zawsze chętnie pomogę, ale nie liczcie że osiągniecie Mój Ogrom.
  4. Lord Nargogh
    Ostatnimi czasy wszyscy zdają się wpadać w jakąś panikę związaną z SOPA, PIPA i ACTA. Na Wasze szczęście posiadam liczne kontakty m.in. w Kongresie USA i zdobyłem mnóstwo prawdziwych, rzetelnych informacji na temat tych aktów prawnych.
    Przede wszystkim **** ******** * *** ************ *, **** ******** * *** **** ******** * ***. Przecież to dość oczywiste, a mimo to ludzie ***** * ** ******** ** *** **** ******** * *** **** ******** * ***. A prawdziwa przyczyna powoływania tych aktów jest prosta i oczywista - ** *** **** ******** * *** ****** *** **** ******** * *** **** ** *** **** ******** * *** **** ** *** **** ******** * *** ****** *** **** ******** * *** **** ** *** **** ******** * *** ****. Doprawdy, nie rozumiem czemu ******* nie może ** *** **** ******** * *** ****, bo wtedy wszystko ** *** **** ******** * *** ****** *** **** ******** * *** **** ** *** **** ******** * *** ****.
    Mam nadzieję że zdołałem wszystko Wam wyjaśnić.
    PS: ** *** **** ******** * *** ****** *** **** ******** * *** ****!
  5. Lord Nargogh
    Zdania na temat Ego Draconis są na tym forum podzielone. Podziału dokonala w głównej mierze recenzja tej gry napisana przez gema. Moim zdaniem - bardzo kiepska, krzywdząca i nierzetelna (zainteresowanych odsyłam do TEGO tematu. Ponieważ wiele osób mogło niesłusznie zrezygnować z kupna tej gry na skutek przeczytania tej recenzji (pozwolę sobie zauważyć, że internetowa średnia ocen ED wynosi ponad 80%, to też o czymś świadczy), postanowiłem sam napisać swój własny test gry.
    Na początek z grubsza powiem o co tak naprawdę chodzi w tej grze. Jest to po prostu doskonały action-RPG z przyjemnym systemem walki i doskonałą fabułą i grywalnością, o klimacie nie wspominając.
    Zacznijmy od potencjalnych wad Ego Draconis. W dobie rozpieszczonych Crysisem graczy grafika ED może się wydawać nieco podstarzała - ale nie powinien być to problem, skoro 90% graczy chwali się w swoich sygnaturkach faktem że należy do 11%, dla których grafika nie ma znaczenia. Mi osobiście grafika Divinity 2 się podobała - po prostu nie oczekuję od gry niczego więcej od strony graficznej.
    Kolejną potencjalną wadą są bugi i problemy z płynnością podczas przeglądania ekranu ekwipunku. O bugach w głównej mierze słyszałem od innych graczy, bo jedyny, jaki mi się zdarzył polegał na jedno-dwukrotnym zawieszeniu się gry podczas wczytywania.
    Recenzja gema skrytykowała Ego Draconis w dużym stopniu za jej stopień trudności. Dla autora gra była w takim stopniu skomplikowana i trudna, że nie był w stanie pokonać jednego z pierwszych bossów - a nie ukrywam że dla mnie ten boss był żałośnie prosty. Ogólnie każda osoba, która zagrała w Ego przyznaje że nie jest to gra prosta - ale z pewnością nie jest też zbyt trudna. Jest po prostu w sam raz, a w dobie popularności casualowych gier w których wykonuje się kombosy dwoma klawiszami, a zabija przeciwnika jednym jest to odstępstwo nie do zaakceptowania. Bullshit - takich gier powinno być jak najwięcej. Ile współczesnych produkcji sprawia że człowiek czasem musi zaklnąć wczytując grę i próbując pokonać jakiegoś przeciwnika jeszcze raz? Bardzo niewiele, a to jest bardzo ważny element czerpania z gry satysfakcji i przyjemności.
    Fabuła Ego Draconis jest doskonała - szczerze mówiąc niewiele gier, w jakie zagrałem do tej pory oferowało tak ciekawą i intrygującą przygodę, z zakończeniem bardziej szokującym niż to mające miejsce w obu KOTORach razem wziętych. Akcja gry ma miejsce kilkaset- kilka tysięcy lat po zakończeniu wydarzeń z poprzedniej części gry, i spin-offu Beyond Divinity. Smoki, uznane za największego wroga ludzkości zostały niemalże wymordowane przez grupę Pogromców, do których należy również główny bohater. Z czasem fabuła jednak ujawnia głębię intrygi, która doprowadziła ludzkość do postrzegania Pradawnych w taki właśnie sposób, a ich wyginięcie było tak naprawdę bardzo na rękę Głównemu Złemu - Przeklętemu o niewinnie brzmiącym imieniu Damian. Ale wracając do tematu - nasz bohater-pogromca przekona się niejednokrotnie jak bardzo tragiczne potrafi być przeznaczenie, stając się w końcu tym, co zaprzysiągł zniszczyć i czego nienawidził najbardziej - Smokiem (konkretnie to Smoczym Rycerzem, ale żeby zrozumieć różnicę należałoby pograć nieco w grę).
    Jedną z największych zalet Ego Draconis jest poczucie humoru, w szczególności skryte w dialogach. Nasz heros posiada wyjątkowo cięty język i bardzo często przed przebiciem swojego przeciwnika mieczem raczy nas soczystymi żartami i ciętymi obelgami w jego stronę. Nie grałem nigdy w żadną grę, która pozwalałaby aż tak bardzo ponabijać się z bossów przed rozpoczeciem walki z nimi. Humor widoczny jest również przy opisie statystyk bohatera.
    Muzyka w Ego Draconis jest doskonała i została skomponowana przez tego samego człowieka, który był odpowiedzialny za soundtrack poprzednich częsci - Kirilla Pokrovskego (który pozwala ściągnąć większość ze swoich dzieł ze swojej strony internetowej, niestety z wyjątkiem tego z Ego Draconis - http://www.kirillpokrovsky.com/ ).
    Przejdźmy teraz do drobnej demonstracji rozmaitych elementów gry.


    Wędrówka po Fiordach Orobaskich

    Tak wygląda przeciętny ekran rozgrywki Interfejs jest intuicyjny i wygodny, a rozgrywkę obserwujemy zza pleców bohatera.


    Tak wygląda ekran 'edycji' chowańca, której możemy dokonywać u nekromantów. Tak też wygląda nasz chowaniec.

    Jedną z atrakcji oferowanych przez Ego Draconis jest możliwość złożenia sobie chowańca z rozmaitych części ciał zabitych wrogów. W zależności od wyboru kończyny, nasz chowaniec będzie posiadał inne zalety/wady i umiejętności. Chowańca naprawdę warto zdobyć, gdyż dobrze złożony potrafi stanowić potężne wsparcie. Ja osobiście ostatnio stworzyłem sobie chowańca-maga, który razem ze mną miotał w przeciwników grad potężnych zaklęc ofensywnych, i miał więcej punktów zycia ode mnie.


    Ekran ekwipunku bohatera.

    Jak widać Ego Draconis pozwala skompletować wiele elementów ekwipunku - hełm, pancerz, tarcza, rękawice, spodnie, pas, amulet, dwa pierścienie, bransolety i kolczyki. W grze można zdobyć tradycyjnie rozmaite unikatowe przedmioty i zestawy zyskujące na mocy wraz z kompletowaniem kolejnych ich części.


    Drzewko umiejętności bohatera. To nie są wszystkie możliwe skille, można przewijać drzewko jeszcze w dół.

    Umiejętności są podzielone na kilka 'ścieżek' - Kapłana, Maga, Wojownika, Łowcy i Pogromcy Smoków. Niektóre umiejętności są bierne, a niektóre aktywne. Co poziom dostajemy do dyspozycji 1 punkt umiejętności do rozdysponowania, każdą umiejetność można zwiększyć maksymalnie na 5 poziom - no, chyba że wykupimy u trenera z naszej wieży bitewnej (baza wypadowa i nasz prywatny pałac który zdobywamy w połowie gry) rozszerzenie konkretnych umiejętności, które pozwoli nam je zwiększyć nawet do 13 (jeśli nie 15 - nie sprawdziłem, bo na 13 poziomie i tak były bardzo silne). Dużo punktów umiejętności można zdobyć czytając rozmaite księgi i umysły poteżnych przeciwników.


    Tak wygląda nasz bohater po przemianie w smoka.

    Przemiana w smoka jest jedną z największych zalet i nowinek zawartych w Ego Draconis. Umożliwia ona bardzo szybkie przemieszczanie się z jednej strony mapy na drugą i walkę z innymi latającymi stworami, a także niszczenie latających i naziemnych fortec wroga. Nie jest możliwa walka z istotami naziemnymi - co jest dość logiczne, biorąc pod uwagę że wówczas gra byłaby zbyt prosta.


    Oddzielny ekran ekwipunku dla smoka, któremu możemy zmieniać zbroję.

    Dokładnie tak - nasza smocza forma posiada oddzielny ekran ekwipunku, w którym możemy dowolnie zmieniać pancerz (osłony na tors, głowę, pazury , nogi i ogon)


    Drzewko smoczych umiejętności.

    Smok posiada także oddzielne drzewko umiejętności. Punktów umiejętności smoka nie zdobywamy jednak wraz z awansem na poziom - musimy w tym celu znależć i przeczytać odpowiednie księgi (bądź umysł).
    Właśnie - czytanie mysli. Możemy w zamian za koszt w punktach doświadczenia poczytać sobie mysli DOWOLNEJ istoty. Czasem poznamy jakieś tajne hasło, czasem nauczymy się czegoś nowego, czasem dowiemy się czegoś co zapewni nam przewagę nad przeciwnikiem, a czasem... dowiemy się że nieszczególnie naszej ofierze smakował obiad. Mimo wszystko naprawdę warto jest zaglądać w każdy umysł, jaki tylko się da.
    No cóż, nadszedł czas na krótkie podsumowanie. Według mnie Ego Draconis jest bardzo dobrą grą - pozytywnie wyróznia się w kilku aspektach na tle najnowszych produkcji. Racjonalny poziom trudności, wielka grywalność, frajda ze smoczej formy, rozbawienie wszechobecnym humorem, zaskakująca fabuła i doskonały klimat czynią tą produkcję wartą swojej ceny i zapoznania się z nią.
    Z czystym sumieniem przyznaję że Ego Draconis jest najlepszym sequelem gry w jakiego dane mi było zagrać, ponieważ jest dużo lepszy od swoich poprzedniczek, nic nie tracąc na klimacie i związku z serii. Naprawdę polecam.
  6. Lord Nargogh
    Długo wstrzymywałem się przed zakupieniem/zagraniem w jakąkolwiek grę z gatunku 'indie'. Przełamałem się dopiero wczoraj, gdy na gog.com pojawiła się promocja umożliwiająca zakup 5 tytułów za 10$.
    Jednym z tytułów, które zakupiłem była orgazmicznie wręcz przez niektórych chwalona Botanicula. Że nietypowa, niezwykła, wyjątkowa, obdarzona piękną grafiką i soundtrackiem.
    No to się skusiłem. I srodze żałuję.
    Gra jest nudna i prosta jak budowa cepa. Cała rozgrywka opiera się na jeżdżeniu myszką po ekranie i sprawdzaniu co można kliknąć. 'Łamigłówki' (jeśli można je tak nazwać) polegają na klikaniu wszystkiego co się da bez ładu i składu, bo rozwiązanie nigdy nie jest sensowne i logiczne, trzeba zatem klikając przypadkowo 'doklikać' się do rozwiązania. Jako przykład podam 'łamigłówkę' z podniesieniem klucza z dna jakiejś jamy. Musimy za pomocą jednego ze stworków (nigdy nie wiadomo którego, trzeba kliknąć po kolei i jak 'zaskoczy' to dopiero się okazuje, że to ten) 'wykiełkować' pędy, za pomocą których podniesiemy klucz. Problem w tym, że rozwiązaniem okazało się kiełkowanie pod kątem, który na początku wydaje się najbardziej oddalać pędy od klucza, a pod sam koniec gwałtownie skręca i sięga po klucz.
    Udźwiękowienie mnie straszliwie drażni, a przesławny soundtrack to w głównej mierze jeden, zapętlony i puszczany na okrągło utwór, który w dodatku niesamowicie mnie irytuje. Mówię to jako osoba słuchająca wyłącznie soundtracków, więc trzeba się naprawdę postarać żeby wkurzyć mnie w ten sposób.
    Reasumując: nudno, prosto, prymitywnie, nielogicznie, irytująco. Nie jest to pełnoprawna gra, na niektórych stronach internetowych znajdują się darmowe i dużo bardziej skomplikowane gierki we flashu. Szczerze odradzam.
    A dlaczego tak nie cierpię indie? Bo patrzę, patrzę a pełnoprawnego produktu dopatrzeć się nie mogę.
  7. Lord Nargogh
    Wiedźmin 2:
    system walki - *
    QTE -
    sterowanie - (nie można przypisać strzałek, leworęczni praktycznie nie mają jak grać)
    interakcja z otoczeniem i toporność - (muszę 10 razy podchodzić do każdych drzwi/skrzyni, żeby gra 'załapała' i wskazała mi je do interakcji)
    Jak na razie po przejściu prologu gra jak dla mnie nie zasługuje na więcej niż 5/10. Może później zmienię zdanie.
    Nie komentuje na razie informacji o 4 różnych rozpoczęciach, chociaż w prologu nie widziałem totalnie NIC co świadczyłoby o wybranej przeze mnie ścieżce w pierwszej części gry. Jeśli późniejsza rozgrywka tego nie wykaże, gra dostanie ode mnie kolejne za obiecanki cacanki twórców i ocena spadnie o oczko w dół.
    * - Jak można było zrobić system walki jeszcze gorszy niż w jedynce? Pytam się JAK!?
  8. Lord Nargogh
    Nie ma chyba w tym kraju żadnego świadomego człowieka, który nie usłyszałby o ostatniej aferze z Romanem Polańskim.
    Mianowicie został aresztowany za czyn, którego dopuścił się ok 30 lat temu, a od odpowiedzialności za ten czyn migał się az do dziś. Dokładnie to chodzi o gwałt na 13latce. W czasie procesu udało mu się wynegocjowac ze stroną poszkodowaną ugodę - brak wyroku w zamian za pieniężne zadośćuczunienie. Ofiara (a raczej jej rodzice) zgodzili się na to wyjście, ale sędzia nie. Polański potem wypłakiwał się na łamach róznych mediów o tym, jak niesprawiedliwy i zły sędzia mu się trafił.
    A ja do tego sędziego mam szacunek i jestem zadowolony z jego decyzji. Człowiek po prostu zdał sobie sprawę, że przestępca, który ma szczęście być bogatym celebrytą - próbuje wymigać się od odpowiedzialnosci przy użyciu swoich pieniędzy. To nie jest sprawiedliwość, dlatego nie wolno było się na takie rozwiązanie zgodzić.
    Więc Polański prysnął za granicę, i do tej pory przebywał na wolności. W USA był ścigany przez list gończy - ostatnio jednak zdecydowano się rozszerzyć poszukiwania winnego na inne kraje - i w Szwajcarii, która ma podpisany z USA traktat ekstradycyjny, Polański "wpadł".
    I od razu szlachetni Polacy się oburzyli. "Jak to, po tylu latach, poza tym znany reżyser, itp itd". To taka typowa cecha dla naszego narodu - idealizowanie ludzi, którymi mozna sie za granicą "pochwalić". Co z tego że to gwałciciel-pedofil, zrobił kilka fajnych filmów więc mozna mu darować. Ja jestem cała sprawą zbulwersowany. O gwałcie Polanskiego usłyszałem kilka lat temu, duzo później, niz usłyszałem o nim samym. Bo u nas się o takich "niechlubnych" sprawach nie mówi. Żenada, i tyle.
    Zbigniew Hołdys bardzo ładnie całą sprawę podsumował. Wyraził swój sprzeciw przeciwko tej niesprawiedliwosci. Pisząc "niesprawiedliwość" nie mam na mysli aresztowania po trzydziestu latach, a sytuacji w której jurnemu reżyserowi sprawa ujdzie na sucho.
    A jakie jest moje zdanie na ten temat? Łatwo to wywnioskowac czytając resztę tego wpisu. Napiszę tylko tyle, ze moim zdaniem Polański powinień zgnić za kratkami, niezaleznie od tego że jest już stary (74 lata) czy schorowany. Nalezy mu się, i tyle. Miał całe 30 lat na stawienie się w USA i męskie poniesienie odpowiedzialności za swój czyn. Wolał uciekać i pławić sie w luksusie. Jedyne czego żałuję w tej sytuacji, to tego, że moze zostać potraktowany zbyt łagodnie, albo nie dożyć całego wypełnienia wyroku.
    Żałosni obrońcy Polańskiego osłaniają się tym, że trzynastolatki same wpychają sie ludziom dorosłym do łózka. Pewnie, przeciez GWAŁT z definicji polega na dobrowolnym odbyciu stosunku. A nawet jesli mają rację, to co z tego? Logiczniejszym rozwiązaniem byłoby przesunięcie wieku oznaczającego pedofilię z <15 lat do <13 lat, a nie uniewinnianie jednego znanego pedofila. Ja oczywiście jestem przeciwny obu rozwiązaniom.
    Poza tym, od kiedy prowokacja do zbrodni jest jej usprawiedliwieniem? Czy jesli ktoś do mnie powie "zabij mnie, sukinsynu" to mam prawo strzelić mu w łeb? Nie sądzę. I na tym zakończę ten wpis.
  9. Lord Nargogh
    Wiersz napisany przez mój mózg po trzech tygodniach nieustającej nauki dniami i nocami a zarazem przy świadomości że następny tydzień zleci mi na tym samym:
    Ghhhhwarffflarrrf ffroofffrllff
    gggrrrggoggggghhrrrff
    gghhhhwarrrrplll.
  10. Lord Nargogh
    Siema nie jestem taki nowy ale postanowiłem wprowadzić nowy cykl na swoim blogu w którym będę wbijał szpile we wbijaczy szpil ludziom xD
    Polecam, ekstra blok: xD
    http://forum.cdaction.pl/index.php?autocom=blog&blogid=4147&showentry=41736
    Zaczynam od uczty intelektualnej, czyli błyskotliwych ripost Nintendomana:
    Lol, jak jesteś taki nowy to wystaw się na półce w biedronce obok estelli xD Co ty jesteś, krawiec żeby wbijać szpile w poduszeczkę xD
    Rotfl, jak się gra na kodach to potem każda gra jest krótsza xD Ale nie dziwota, jak wujek szwagra załatwił ze straganu nową nieśmiganą rosyjską wersję gry to czeba szybko skończyć, bo szkoda czasu marnować xD
    Mój kolega z zawarcia dorwał X360 za 0 zł, bo sklepał jakiegoś dzieciaka który krzyczał że kupił je za 500 zł dziewczynce xD On chyba ceny sprawdzał u Kaszubów xD
    LOL kto jeszcze ma neta tylko w domu, u mnie na balkon internet podciongneli i nawet w piwnicy wifi łapie xD Rumuni z mojego osiedla się z niego śmiejo xDD
    OMG ROTFL wbija sobie szpile w żyłe, jak jakiś krawiec emo XD
    Dobra narazie, bo mama mówi że jutro znowu zaśpię na religię i ksiądz mnie wyrzuci z mojego gimnazjum nara
  11. Lord Nargogh
    Czy jest wśród nas chociaż jedna osoba, która nigdy nie obejrzała 'Matrixa', albo przynajmniej o nim słyszała? Myślę, że niewielu jest takich ludzi. A jeszcze mniej jest takich, którzy w tym filmie byli w stanie dostrzec coś więcej niż tylko napierdzielankę z fajnymi efektami specjalnymi.
    A każda część trylogii zawiera wiele istotnych pytań i przesłań. Na tyle dużo, że powstało o tym kilka książek. Ja postaram się wyodrębnić coniektóre z nich i wyrazić swoje zdanie na ich temat.
    Zacznijmy od prostego pytania - czym jest Matrix? Filmowy Matrix to symulacja komputerowa, która kontroluje odczuwanie zmysłów w mózgu i sprawia wrażenie, jakoby 'sen' który odbywa się w naszej głowie był prawdziwy. Stanowi system kontroli i ograniczania ludzi - z jego powodu nie mogą tak naprawdę decydować za siebie, po prostu nie są wolni.
    Ale czy potrzebna jest komputerowa symulacja do tego, by stworzyć taki ograniczający 'Matrix'? Moim skromnym zdaniem nie.
    Wszyscy nieustannie żyjemy w takim Matrixie i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Na nasze życia nałożone są tysiące ograniczeń, które sprawiają iż pomimo że nie ma żadnego systemu komputerowego w naszej głowie, to nie jesteśmy wolni. Nie oszukujmy się, nie wolno nam robić wszystkiego.
    Poza naturalnymi prawami fizyki, ogranicza nas po prostu państwo, w którym żyjemy. Tak moi drodzy, Rzeczpospolita Polska jest Matrixem, który trzyma nas w szyku i ogranicza naszą wolność.
    Oczywiście RP nie jest jedynym środkiem regulacji, jaki jest na tym świecie - każdy moloch administracyjno-terytorialny jakim jest państwo wprowadza takie ograniczenia, z tą tylko różnicą że niektóre robią to bardziej od innych.
    W jaki sposób państwo ogranicza naszą wolność? Poprzez rozmaite przepisy, prawa, konstytucje. Niektóre są oczywiście logiczne i potrzebne do jego sprawnego funkcjonowania, inne są daremne i bezsensowne. Nie muszę się zastanawiać nad ich sensem i potrzebą istnienia, wystarczy mi świadomość, że dopóki one są, to nigdy nie będę w pełni wolny. Nie jesteśmy w pełni wolni w żadnym miejscu, w którym ktoś inny od nas ustala reguły i oczekuje ich przestrzegania.
    Ograniczają nas także nasze zmysły - nie mamy wpływu na to, w jaki sposób nasz mózg zinterpretuje jakiś sygnał. Świat tak naprawdę nie jest wcale kolorowy - to nasz mózg przyporządkowuje różne 'barwy' różnym długościom fali, których tak w ogóle nie jesteśmy w stanie wszystkich dostrzec. Różne organizmy w róznym stopniu mają zaawansowane swoje zmysły. Słyszymy ograniczony zakres częstotliwości dźwięku - są zaś zwierzęta, które ten dźwięk słyszą w większym zakresie.
    Nasze zmysły to zarazem nasze oczy na otaczającą nas rzeczywistość i klapki, które nam tą rzeczywistość przysłaniają. Niejednokrotnie zapominamy o tym że na świecie jest więcej rzeczy, niż tylko jesteśmy w stanie dostrzec i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Jesteśmy skąpani w promieniowaniu kosmicznym, o którego istnieniu większość ludzi zwyczajnie nie wie. Przykładów na takie 'przeoczenia' percepcji człowieka możnaby wyliczać w nieskończoność.
    Zatem nasuwa się podobne pytanie, jakie zadał Morfeusz w pierwszej części 'Matrixa':
    Jak zdefiniować 'rzeczywiste'? Co decyduje o tym, że dana rzecz bądź istota istnieje, czy też nie? Czy to, że czegoś nie dostrzegamy oznacza automatycznie że tego nie ma? A może z kolei jeśli wydaje nam się, że coś widzimy to stanowi to jednoznaczny dowód istnienia tej rzeczy?
    Są to pytania bez jednoznacznej odpowiedzi. Nigdy jej nie poznamy w pełni, dopóki będziemy skuci w okowy śmiertelności i niedoskonałości. Nigdy nie będziemy w stanie dostrzec i zbadać wszystko.
    Dyskusji o większej liczbie wymiarów niż wskazują na to nasze zmysły nie będę nawet zaczynać. Wielu z Was i tak słyszało historyjkę o dwuwymiarowych ludzikach, niezdolnych dostrzec trzeciego wymiaru jakiejkolwiek rzeczy. Może zatem istnieć kilkadziesiąt wymiarów więcej niż 3 (4 jeśli liczyć czas), a my nigdy się o tym nawet nie dowiemy.
    Ale my tu gadu-gadu, a kwestia poruszona w tytule wpisu nie została jeszcze poruszona.
    Jaki byłby Wasz wybór? Niebieska czy czerwona pigułka? Czy chcielibyście kosztem rezygnacji z dotychczasowego życia przekonać się, co rzeczywistość oferuje ponad to, co widzieliście do tej pory? Czy filmowy Matrix był naprawdę czymś złym? W końcu widzieliście, jak wyglądała nasza ukochana planeta. 'Wolność' nie oferowała zbyt szerokich perspektyw - a w zasadzie gwarantowała obniżenie standardu życia. Oczywiście można spierać się o to, czy leżenie w bezruchu w specjalnej komorze przez całe życie oznacza luksusowe warunki, ale prawda jest taka, że dopóki nie jest się tego świadomym to ta kwestia nie stanowi problemu. Nie jest absolutnie niemożliwym, abyśmy my w tej chwili spoczywali w takiej komorze, nie zdając sobie z tego sprawy. Chcielibyśmy o tym wiedzieć?
    Ja osobiście wolałbym jednak zostać podłączonym do tego nieszczęsnego Matrixa. Rzeczywistość jaką postrzegamy i tak jest ograniczona przez nasze zmysły i percepcję. To jest wybór pomiędzy dwoma rodzajami niewoli i w związku z tym ja zdecydowałbym się wybrać tą przyjemniejszą.
    Wybieram niebieską pigułkę. A Wy?
  12. Lord Nargogh
    Na początek obawiam się że muszę zgasić podniecenie rozpalonych forumowych ekonomistów - nie będę dzisiaj mówił o inflacji ani walucie. Jednakże o 'złotym' wspominać będę tutaj więcej niż jeden raz, a jednocześnie użyję tego wyrazu tylko jednokrotnie. Jak to możliwe? Ano tak, że ostatnimi czasy to słowo dorobiło się całej gamy nowych synonimów.
    I nikt tak naprawdę nie wie po co. A może Wy wiecie? Jakby co, to nie wstydźcie się mnie oświecić w komentarzach.
    Do tego tematu natchnęła mnie dzisiaj komunikacja miejska, albowiem czekając na przyjazd autobusu, mimowolnie zacząłem czytać ogłoszenia porozwieszane na okolicznych latarniach (nie żeby to w Polsce było zabronione - jesteśmy państwem ludzi praworządnych i uczciwych, więc nikt nie rozwiesiłby żadnego ogłoszenia wbrew prawu). Większość z nich było standardowym, nudnym pożyczkowym bełkotem, jeden plakat jednak wyróżniał się na tle pozostałych.
    (Akurat nie z powodu tony błędów ortograficznych, które na nim się znajdowały)
    Moją uwagę przykuła informacja o kosztach wejścia na dyskotekę (bo o tym tak w ogóle był plakat):
    Wjazd - 5 zyli
    Zyli. Czyli to już do tego doszło. 'Zeta' przestało wystarczać, nie wspominając już w ogóle o anachronicznych 'złotych'.
    Nasuwa się pytanie: po co to komu? O ile jeszcze w przypadku 'Zeta' można silić się na argumentację że to słowo jest krótsze, to po jaką cholerę przechodzić do jakichś 'zylów'? I co będzie następne?
    Wlot - 4 zygi
    Wpływ - 3 zonki
    Wpełz - 5 zergi
    Zapewne z ostatniego rozwiązania najbardziej zadowoleni byliby fani Starcrafta. Złotówka - Zerg, Grosz - Protoss.
    '- Poproszę chleb.
    - Dwa zergi czterdzieści dziewięć protossów.'
    Takie rozwiązanie miałoby chociaż odrobinę stylu i klimatu, w przeciwieństwie do durnych 'zyli'.
    A najgorsze jest to, że te głupie 'zyle' to wierzchołek góry lodowej. W naszym kraju język ciągle ewoluuje - i to nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wystarczy sobie wejść na taką witrynę jak Miejski słownik slangu. Na razie wystarczy, a kiedyś będzie to niezbędne by porozumieć się z Polakiem wywodzącym się z innego 'blokowiska'.
    Spójrzmy na kilka losowych słów zaczynających się literą 'A':
    - Abiebie, abubaka, agrobrendy, anus... no dobra, słowo anus wszyscy znamy ;P
    W każdym razie zwróćcie uwagę na te pozostałe - to ma być język polski? Taka ma być nasza ojczysta mowa? Tego chcemy słuchać, to chcemy wypowiadać?
    Dla mnie to brzmi raczej jak jakaś bardzo radykalna odmiana kongijskiego (jeśli takowy istnieje).
    Wiecie co te słowa w ogóle znaczą? Słyszeliście je kiedyś wcześniej?
    Mógłbym zmarnować tysiące znaków na omówienie innych nowych 'słów' w naszym języku, ale po co tracić czas - i tak większość normalnych ludzi wcześniej o nich nie słyszała.
    Dla mnie takie zjawisko jest co najmniej niepokojące - nie tylko ze względu na to, że trudno mi zrozumieć taką mowę. Nie, to nie jest największy problem.
    Moim zdaniem największym problemem przy stosowaniu i wymyślaniu takich słów jest tak zwane wieśniactwo wypływające strumieniami z osoby, która się na to sili. Nie oszukujmy się - taki wymuszony slang nie ma żadnego stylu.
    Co da się z tym zrobić? Nic się z tym nie da zrobić. Można tylko pilnować samego siebie, żeby przypadkiem nie przerodzić się w takiego slangowego potwora. Ponadto można zapamiętać dwa słowa z tego neo-slangu, którymi będzie można zawsze się posłużyć gdy ktoś będzie rzucał w naszą stronę 'zylami' i innymi 'abiebiami'.
    Narx, Ziomichochu!
    I modlić się że ten przedstawiciel Żalo-Sapiens zrozumie co mamy na myśli wypowiadajac te słowa.
    PS: Wiem, że dawno temu obiecałem dokończenie mojej listy ludzkich cech, które wzbudzają we mnie obrzydzenie, ale jakoś nieszczególnie mam zapał, żeby to teraz zrobić. Jakby ktoś totalnie nie miał niczego ciekawego w swoim życiu i jakimś cudem chciał ją przeczytać, to nie ma się czego bać - ta lista w końcu zostanie uzupełniona, ba! Ona wciąż się rozrasta, bo ludzkość codziennie podsuwa mi kolejne powody do intelektualnej niestrawności.
  13. Lord Nargogh
    Ktoś już kiedyś chyba poruszał ten temat na blogu, ale to nieistotne - sam mam conieco do powiedzenia w tej sprawie.
    Uważam że patriotyzm czy raczej duma narodowa jest powodem do wstydu. Dlaczego? Bo w moim odczuciu jest nieobiektywnym leczeniem kompleksów.
    Dlaczego mamy być dumni z czegoś, na co nie mieliśmy żadnego wpływu? Czy przed urodzeniem wybieramy naród, w którym mamy się narodzić? Nie sądzę.
    Dlaczego będąc Polakiem miałbym być bardziej dumny niż będąc Niemcem czy też Rosjaninem?
    Z powodu historii?
    Ta, podniecajmy się bitwą pod Grunwaldem. Podniecajmy się powstaniami narodowymi. Podniecajmy się tymi wszystkimi wydarzeniami, których łącznie było tyle, ile niektóre kraje miały zdarzeń równie "dumnych" w ciągu jednego roku.
    Zwłaszcza że "dumność" niektórych wydarzeń jest kwestionowalna. Ja uznaję połowę powstań narodowych za głupotę.
    I co jest lepsze: bycie Polakiem, który będzie się do końca świata podniecał kilkoma średnio istotnymi wydarzeniami historycznymi, czy bycie chocby Niemcem, którego państwo oferuje mu sto razy lepsze warunki do życia?
    No sorry, ale bycie obywatelem kraju który ma bardzo małe znaczenie (wbrew temu co niektórzy sądzą) na świecie nie będzie w moim odczuciu powodem do dumy.
    Ale pomijając zupelnie "jakość" narodu, który nam się trafił przy urodzinach - nawet jeśli miałbym się narodzić jako członek narodu bogów - to jaki mam powód, by być z tego dumnym? NIE MIALEM NA TO ŻADNEGO WPŁYWU!
    Dlaczego mam być dumny widząc jak drużyna piłkarzy w biało czerwonych strojach zdobywa jakis puchar? TO NIE JA GRAM, i nie mam ŻADNEGO wpływu na ich zwycięstwo! Mógłbym się równie dobrze nie narodzić, a ich szanse na wygraną nie zmalałyby o 0,000000000000000000000000000000000000000000001%.
    Ale dlaczego mam marudzić? W końcu dzisiaj jest święto, które napawa mnie dumą.
    Dnia 25 lipca 306 roku w Eboracum (dzisiejszy York) obwołano cesarzem Konstantyna I, syna Konstancjusza I Chlorusa; nowy cesarz przystąpił do umacniania swojej pozycji w Brytanii i Galii.
    Jestem z tego dumny. Taaak. Co z tego że nie miałem na to wpływu? Patrioci mają prawo do durnej dumy, to ja też....
  14. Lord Nargogh
    Dzisiaj o 20:30 ma się odbyć jakaś wielka akcja gaszenia świateł czy czegośtam na 60 minut. Bo jakimś ekologom się coś przyśniło/komuś obiad zaszkodził albo coś w tym rodzaju.
    W każdym razie zgodnie z pierwszym paragrafem kodeksu 'Na Przekór!', podpunktem 'Na pochybel (zgniło)zielonym!' wnoszę apelację o wzięcie udziału w akcji
    UWUEWCONPPE
    (Uruchom Wszystkie Urządzenia Elektryczne W Cholerę O 20:30 Na Przekór Pustym Ekologom)
    Krótsza wersja: WK - Wysadzamy Korki!
    'Jak ma być ciemno, to tylko z powodu awarii przeciążonej elektrowni!'


    +

    Artystyczna alegoria dzisiejszej akcji

    Bijemy rekord obciążenia elektrowni! Nie pozostawaj obojętny! Niech się ekolodzy zdziwią!
    *- niniejsza akcja jest formą antyterroryzmu ekologicznego.
    Zapraszamy także do udziału w akcji 'Wylewamy detergenty do rzek', która odbędzie się dzień przed 'Polowaniem w Parkach Narodowych' w tygodniu 'Wysadzania Wielorybów w Powietrze'.
    Nie dajmy sobie w kaszę dmuchać!
  15. Lord Nargogh
    Jedna z moich najbardziej ukochanych gier evah.
    Pamiętam, jakby to działo się wczoraj - mój stary komputer, ciemny, kiepski monitor, a na nim - demko nietypowego RTSa. Tak, demko. Nie pamiętam kiedy ostatnio uruchomiłem jakieś demo, a w tamto zagrywałem się godzinami.
    Knights & Merchants to gra pod wieloma względami podobna do serii Settlers, a zarazem pod wieloma innymi od niej różna. Ja tutaj opowiem conieco o jej drugiej części (która zawiera swoją drogą kampanię z pierwszej) - The Peasants Rebellion.

    Jeśli chodzi o podobieństwa - to tutaj także mamy rozbudowę królestwa od podstaw i obrabianie rozmaitych surowców - drwale ścinają kłody, cieśle wycinają z nich deski. Rolnicy zbierają ziarno, młynarze je mielą, a piekarze - wypiekają z mąki pyszny chleb.


    Fragment małego, samowystarczalnego miasta. Specjalnie dla Was zaznaczyłem Spichrz, abyście w grze dostępne towary obejrzeć mogli.

    W przypadku zaś różnic - tutaj każdy mieszkaniec królestwa, czy to pomocnik, cieśla, kowal czy rycerz - każdy tak samo musi jeść. Robotnicy pożywiają się w gospodach, żołnierzom żywność dostarczają pomocnicy. Menu jest stosunkowo ubogie - chleby, wino, kiełbasy i ryby. Każdy z pokarmów posiada inną wartość odżywczą i w różnym stopniu nasyca robotników - najpożywniejsze są oczywiście te towary, które trudniej uzyskać, w kolejności: kiełbasy (trzeba wyhodować zboże, wykarmić nim świnie i zrobić kiełbasy z ich mięsa - zajmuje duużo czasu), chleb (trzeba wyhodować zboże, zmielić je na mąkę i upiec z niego chleb - zajmuje stosunkowo niewiele czasu), wino (trzeba wyhodować winogrona, zebrać je, ugnieść i zrobić z nich wino - zajmuje mało czasu) i ryby (trzeba tylko złapać rybę - zajmuje bardzo mało czasu, ale jest też nieszczególnie sycące). Żołnierze są na szczęście mniej wybredni i najadają się w równym stopniu rybą, jak i kiełbasą. Widać trudne, polowe warunki potrafią sprawić, że człowiek ceni jedzenie bardziej.
    Właśnie - żołnierze. Tutaj mamy ich dużo więcej, niż w starszych częściach Settlers. Do boju z naszym imieniem na ustach wyruszą Żołdacy, Topornicy, Miecznicy, Łucznicy, Kusznicy, Piechurzy z Lancami, Halabardnicy, Lekka i Ciężka Jazda. Każdy z nich posiada zalety i wady na zasadzie RPS*. W drugiej części dochodzą także cztery jednostki najemnicze, ale są one tak koszmarnie drogie, że nie będę o nich wspominał. Dochodzą także machiny oblężnicze.


    Dwie szkoły, spichrz, huta, warsztat płatnerski, kuźnia i gospoda

    Rozgrywka jest powolna, ale sprawia dużo radości. Dzieje się to za sprawą doskonale zanimowanych procesów wytwarzania towarów - widzimy jak każdy z robotników wypełnia swoją rolę. Obserwowanie, jak rzeźnik szatkuje mięso i 'naciąga' kiełbasy jest relaksujące, podobnie jak widok farmera na żniwach i piekarza uderzającego ciastem o blat. W prostej, ale ładnej graficzce urzeka mnie ogromna jej szczegółowość.
    Gdy nasze miasto zostanie samowystarczalne (rozumiem przez to, że będzie wytwarzać więcej żywności, niż zużywać i odbudowywać zapasy - właśnie, ta gra jest o tyle interesująca, że jeśli zaniedbamy gospodarkę to nasi ludzie będą umierać z głodu i przegramy wojnę bez stoczenia bitwy), zaczniemy w końcu na masową skalę produkować broń. Topory, Lance, Łuki, Miecze, Halabardy, Kusze. Pancerze skórzane i płytowe. Tarcze drewniane i stalowe. No, i oczywiście konie dla jazdy - z tym, że je również należy wyhodować, a nie 'wyprodukować'.
    Wyżej wymieniony ekwipunek wykorzystamy do wyszkolenia wspomnianych wcześniej żołnierzy. Każdy z wojaków wymaga innego zestawu ekwipunku - żołdak zadowoli się zwykłym toporem, ciężki konny wymaga natomiast konia, zbroi płytowej, miecza i tarczy stalowej.
    Po zgromadzeniu odpowiedniej ilości surowców i wyszkoleniu odpowiedniej ilości rekrutów, przystąpimy do budowy armii. I tutaj ciekawostka - żołnierze podobnych kategorii wiążą się w oddziały. Nie ma tutaj możliwości 'rozciągnięcia' i objęcia myszką całej naszej armii - tutaj rozkazujemy pojedynczym oddziałom, którym narzucamy dowolną prostokątną formację (czytaj: decydujemy, czy ma być 3x1, 4x4 itp). Żołdacy, topornicy i miecznicy mogą być w tym samym oddziale, podobnie piechurzy z lancą i halabardnicy, łucznicy i kusznicy, lekka i ciężka jazda.


    Mój samotny zwiadowca dostrzegł właśnie armię przeciwnika. Chwilę później bohatersko poległ

    Mamy zatem armię porozkładaną w rozsądnych oddziałach, nadeszła więc pora ataku bądź obrony. I tutaj gra również zadziwia nas swoim stopniem złożenia; bitwy nie są bowiem banalne. Nie wystarczy zaznaczyć oddziałów i wskazać im celu - tutaj istotna bardzo jest taktyka. Łucznicy i kusznicy muszą być w odpowiedniej odległości by strzelać, muszą być także osłaniani przez inne jednostki. Najlepiej umieścić ich na wzniesieniu, doskonale się także broni na moście. Wszystko zależy od inwencji i taktyki gracza, a ma ona ogromne znaczenie - można niewielkimi siłami pokonywać ogromne armie, o ile dobrze się nimi dowodzi i zajmie nimi odpowiednie pozycje. Dość powiedzieć, że w kampanii nie ma misji, w której mielibyśmy przewagę militarną bądź gospodarczą nad komputerem; jest też kilka misji czysto taktycznych, w których nieraz musimy się zmierzyć z siłami czterokrotnie przewyższających nas pod każdym względem (liczebność i uzbrojenie - nasze skórznie przeciwko ich zbrojom płytowym). Ale da się wygrać, a zwycięstwo przyniesie nam nielichą satysfakcję.
    I tak to wszystko mniej więcej wygląda. Cóż mogę więcej dodać? Może tylko tyle, że muszę się oddalić, by popatrzeć jak świnie taplają się w błocie i ponarzekać na leniwych budowniczych, którzy znowu muszą wyżreć całą kiełbasę z gospody.
    Zatem, siostry i bracia - polecam Wam serdecznie tą grę. Można ją dostać w pełni upatchowanej wersji na witrynie gog.com za 5.99 $, albo 150 CDPunktów.
    *RPS - Rock Paper Scissors - oznacza to, że część jednostek sprawdza się lepiej przeciwko pozostałym. I tak piechur z lancą przegra w walce z topornikiem, ale bez problemu poradzi sobie z wojownikiem na koniu.
  16. Lord Nargogh
    Zapraszam Was dzisiaj na podróż do fantastycznego świata, do krainy Lodowego Wichru...
    Icewind Dale to pierwszy tytuł wykorzystujący system D&D, w jaki zagrałem, jest to również mój pierwszy kontakt z uniwersum Forgotten Realms. Ukończyłem go już kilka razy, ba, robię to po raz kolejny nawet w tej chwili. Jest to gra do bólu liniowa i teoretycznie jednorazowa, mimo to nie mogę oprzeć się przeżywaniu zawartej w niej przygody raz jeszcze, nawet mając w zanadrzu kilkadziesiąt innych gier, których jeszcze nawet nie tknąłem (a na które miałem ochotę). Co jest w niej takiego niezwykłego?

    UWAGA: Wpis będzie zawierał nieukryte spoilery oraz screeny pokazujące lokacje z całej gry. W moim przekonaniu zajrzenie pod spódniczkę grze przed ślubem może tylko zachęcić do zagrania w nią, zwłaszcza że fabuła nie jest w tej grze najważniejsza.


    Biblioteka w przeklętej twierdzy Odcięta Dłoń.

    Przede wszystkim klimat. Piękna, dwuwymiarowa grafika w połączeniu z doskonałą muzyką buduje go w niesamowity sposób. Czy to gdy wędruję po zmrożonych rozpadlinach Doliny Cieni, czy gdy zwiedzam mroczne grobowce Kresselacka Czarnego Wilka, czy gdy rozwiązuję zagadkę twierdzy Odciętej Dłoni, zamarłej w pół-nieumarłej stazie... Lokacji jest sporo i są dość zróźnicowane. Wbrew temu, czego można spodziewać się po tytule nie zobaczymy w tej grze zbyt dużo śniegu.



    Kresselack Czarny Wilk we własnej osobie. "Jeśli poszukujecie zła, to znaleźliście je."

    Drużynę tworzymy w całości jeszcze przed rozpoczęciem gry. Do dyspozycji mamy 6 ras (człowiek, półelf, elf, krasnolud, niziołek, gnom) i 8 klas (wojownik, paladyn, łowca, złodziej, druid, kapłan, bard, mag). Możemy także stworzyć maga-specjalistę (dostaje on dodatkowe miejsce na czar na każdy poziom, ale nie może za karę rzucać zaklęć z 1-2 szkół magii przeciwnych jego specjalizacji), dwuklasowca oraz wieloklasowca. Dwuklasowiec różni się od wieloklasowca tym, że może po zdobyciu kilku poziomów jednej klasy przerzuca się na drugą, blokując rozwój tej pierwszej. Wieloklasowiec rozwija wszystkie klasy naraz. Tylko ludzie mogą być dwuklasowcami, a wieloklasowcami jedynie nie-ludzie.
    Poprowadzić możemy maksymalnie sześciu bohaterów i taką właśnie liczbę zalecam wybierać, bowiem mniejsza ilość postaci szybciej awansuje na wyższe poziomy, ale otrzymuje z tego powodu dużo mniej doświadczenia. Nic nie narzuca nam składu naszej ekipy, jeśli tylko tego zechcemy, możemy stworzyć drużynę składającą się tylko i wyłącznie z magów, aczkolwiek marne byłyby jej szanse na przetrwanie. Są natomiast pewne ograniczenia co do ras i klas, to znaczy nie możemy stworzyć niziołka-barda, nawet pomimo opisu tej rasy wskazującego na jej zamiłowanie do rozrywek i śpiewu. To zostało naprawione w drugiej części gry, o której napiszę kiedy indziej a w której mamy absolutną swobodę i możemy stworzyć nawet półorka-czarownika.



    Screen z malowniczego Kuldahar. Oprócz chatki widać na nim jeden z korzeni Wielkiego Dębu.

    Skoro już wspomniałem o marnych szansach drużyny magów, od razu wyjaśnię i uprzedzę Was przed początkową słabością tej klasy. Tak, mag na początku jest bardzo słaby. Niemal nie potrafi walczyć, ma mało punktów życia, nie nosi zbroi i może rzucać mniej zaklęć niż bard posiadający ten sam poziom doświadczenia. Sytuacja jednak z każdym kolejnym zdobytym przez maga poziomem ulega zmianie - do dyspozycji dostajemy więcej silniejszych zaklęć i powoli zaczynamy zostawiać magię barda w tyle. Zajmuje to dość sporo czasu, lecz warto przemęczyć się przez początek gry z bezużyteczną postacią, by później zyskać bardzo cennego sprzymierzeńca.


    Na screenie występuje: astrolabium, elfi mag-widmo, przeklęty lisz z dobrym sercem i moja wspaniała drużyna.

    Gra stosuje kilka prostych, acz logicznych pomysłów, których nie widziałem nigdzie indziej. Przykładowo jeśli dowódcą naszej drużyny jest świątobliwy paladyn, to uratuje to nas parę razy przed pułapkami zastawionymi przez zło. Na przykład jeśli podejdziemy do fałszywego kapłana, to gdy ten zacznie nam lać miód w uszy swoimi kłamstwami, nasz bohater po prostu mu przerwie i twardo powie, że jego aura zbyt śmierdzi złem, by się dać na to nabrać. W zasadzie jest kilka klas, które oferują unikatowe opcje dialogowe i zadania. Druid może zaproponować ogrowi specjalny przepis na miksturę leczniczą, a bard może wymienić się pieśniami z duchem jeziora. Niemal w każdym wypadku, gdy odkryjemy taką dodatkową opcję dialogową, zostaniemy wynagrodzeni pokaźną (jak na dany moment gry) ilością punktów doświadczenia.



    Przykład dialogu, w którym paladyn wyczuwa smród zła na kilometr.

    Pomimo iż napisałem, że fabuła nie jest najważniejszym elementem tej gry, warto byłoby nakreślić pokrótce o co chodzi. Jesteśmy drużyną bohaterów przybyłych do małej wioski Easthaven, którzy wybierają się z ekspedycją do miasta Kuldahar, leżącego w korzeniach wielkiego dębu celem odkrycia źródła zła nękającego mieszkańców tej osady. W tym celu będziemy zwiedzać rozmaite grobowce, jaskinie, fortece oraz lodowe pustkowia.



    Fragment cut-scenki z gry.

    Jak na dzisiejsze standardy, gra jest bardzo długa - dużo dłuższa od kochanego przez wszystkich w tym kraju Wiedźmina 2. Po 30 godzinach grania doszedłem do niecałej połowy gry, a przypominam iż nie przechodzę jej po raz pierwszy.


    Tutaj chwilę wcześniej miało miejsce niezłe JEBUDUP BUM BUM.

    W grze jest sporo ciekawych dialogów, chociaż większość czasu i tak spędzamy na walce. Jednakże prawda jest taka, iż zastosowana przez twórców proporcja pomiędzy tymi dwoma aspektami gry pozwala czerpać z rozgrywki wiele przyjemności. Sama walka jest wymagająca i znudzone wskazanie celu wojakom bardzo rzadko pozwala wyjść ze starcia cało. Bardzo istotne jest wykorzystywanie wszystkich umiejętności i cech charakterystycznych postaci z naszej drużyny. Bardzo ważne jest, by nie ograniczać wykorzystywania magii tylko do celów ofensywnych. Dobry gracz jest w stanie wyczuć sytuację w której przydatne byłoby wzmocnienie drużyny czarami, osłabienie nimi przeciwnika bądź zwyczajne zranienie go magią ofensywną. Bardzo często musimy także korzystać z czarów kontrujących uroki przeciwnika. Przykładowo - widzisz, że wrogi kapłan rzucił na siebie Płaszcz Strachu? Lepiej rzuć Przełamanie Strachu na swoją drużynę jak najszybciej! Szaman orków sparaliżował kilka postaci z Twojej drużyny? Jak najszybciej przyślij do nich kapłana, by zerwał z nich więzy! Nie muszę chyba tłumaczyć, jakim ułatwieniem jest odwrócona sytuacja (przerażony/sparaliżowany przeciwnik). Istotne również jest, by w porę rozbroić pułapki w pomieszczeniu, przez które mamy zamiar wyjść. Kiedyś nie cierpiałem klasy złodzieja i nie posiadałem żadnego w drużynie. Notorycznie zdarzało mi się włazić w pułapki otruwające i wprawiające w obłęd członków mojej drużyny przy jednoczesnym napotkaniu znacznych sił wroga. Kończyło się to dla mojej drużyny zmianą profesji z 'Poszukiwacz przygód' na 'kaszanka'.
    Reasumując - Icewind Dale to niewątpliwie godny uwagi klasyk. Polecam go wszystkim osobom sympatyzującym z systemem D&D, a także zachęcam do zapoznania się z nim tych, którzy nigdy do tej pory z niego nie korzystali. Rozrywka oferowana przez tą grę jest niesamowita. Fascynujące starcia z rozmaitymi potworami, przeplatane zwiedzaniem niezwykle klimatycznych lokacji to przyjemność, której życzę wielu graczom.
  17. Lord Nargogh
    Dzisiaj ze swoim kolegą zażarcie kłóciłem się na temat tego czym jest kromka chleba. Nasze dwie przeciwwstawne opinie macie do wyboru w ankiecie - byłbym wdzięczny za ewentualne zagłosowanie w niej w zgodzie ze swoim sumieniem, a szczególnie wdzięczny za zagłosowanie w zgodzie z moim. Jeśli ankieta pójdzie po mojej myśli, to wykorzystam ją do wyśmiania go. Jeśli nie - cóż, nigdy się o niej nie dowie ]:->
    Ale nie o tym będzie dzisiejszy wpis.
    Ostatnimi czasy daje się w telewizji zobaczyć żałosne potyczki słowne pomiędzy partiami polityczymi w Polsce. A nie, czekaj. ZAWSZE można było je oglądać. W zasadzie od pierwszego dnia gdy w naszym kraju zagościła 'demokracja'.
    I muszę przyznać że początkowo mnie to bawiło - miło było patrzeć na grupę posłów, wybrańców i reprezentantów Narodu kłócących się jak małe szczyle.
    Ale mam tego dość. Zaczęło mnie to nużyć i żenować. W końcu ile można? I zamiast tego dobrze by było w końcu coś zrobić. Ale nie, lepiej się kłócić i nawzajem wymyślać/wytykać sobie potknięcia.
    Włączcie jakikolwiek kanał telewizyjny. Zaprawdę powiadam Wam, nie znajdziecie dnia ani godziny w którym nie wspomniane zostanie ani słowem o starciu na linii koalicja-opozycja czy też kłótniach wewnętrznych w środku koalicji. Poseł X to, Posłanka Y tamto, PO to, PiS tamto, i tak na okrągło. Przerost formy nad treścią i bezustanne robienie z igieł wideł.
    Te wszystkie kłótnie i pozostałe dziecinne zachowania wynikają z prostego faktu, że w Polsce kampania wyborcza zaczyna się w minutę po zakończeniu poprzednich wyborów. Od pierwszych słów przywódców partii po ich porażkach/sukcesach. Wieczna brudna kampania i czarny P-R, nawet po ogłoszeniu ciszy wyborczej. Te nieustannie kłamiące/oczerniające się nawzajem mordy przyprawiają mnie już o odruch wymiotny.
    Oczywiście w tym całym pierniczeniu farmazonów nie chodzi tylko o sukces w następnych wyborach, o nie. Zazwyczaj dodatkowo chodzi też o odwrócenie uwagi od poważniejszych problemów, wynikających z kolei z błędów i matactw popełnionych przez własną partię.
    Czy Wy też nie macie tego dość?
    Na koniec zaproponuję rozwiązanie tego problemu rodem z jakiegoś sci-fi, i w stylu niezwykle popularnego Krzysztofa Kononowicza.
    Zlikwidować system wielopartyjny. Zmniejszyć listę posłów do 100 osób. Ustanowić zakaz istnienia jakiejkolwiek partii i klubów parlamentarnych. Każdy poseł decydowałby całkowicie w zgodzie z własnym sumieniem, i przekonaniami. Każdy poseł musiałby więcej i wydajniej pracować. Jeśli komuś nadal chciałoby się pooczerniać stronę przeciwną, to musiałby się bardziej napocić - zamiast nagadywać o jednej partii, musiałby obgadać kilkuset posłów. Dalsze benefity: całkowity brak kosztów istnienia partii politycznych, znacznie utrudniona korupcja (zamiast przekupić garstkę ludzi stanowiących władzę w partii, trzeba byłoby to zrobić z dziesiątkami osób; dużo większe koszty i ryzyko wpadki).
    A Wy? Macie jakieś pomysły?
  18. Lord Nargogh
    ...i to dosłowne.
    Nie chodzi oczywiście o wyniesienie ich na ołtarze za niesamowite zasługi i poświęcenie dla religii chrześcijańskiej (lol), a posprzątanie Krakowskiego Przedmieścia. Dzisiaj rano policja na prośbę BOR w związku z jutrzejszymi uroczystościami rozwiązała problem tak zwanych 'obrońców krzyża'. Najpierw przysłano paru ludzi na negocjację by przemówić obrońcom do resztek rozsądku, co poskutkowało - niespodziewanie - wycofaniem się większości z nich. Garstka pozostałych została wyniesiona spod pałacu. Tak wiecie, bierze się rozszalałą babcię pod pachę i wynosi spod krzyża. Podobno tylko dwóch facetów zareagowało agresywnie, z czego jeden z nich okazał się być ścigany listem gończym.

    I dobrze się stało, mam nadzieję że dzisiaj nie zobaczymy twarzy Jarosława Kaczyńskiego gadającej kolejne bzdury na ten temat w telewizji, a także wiele pisowskich 'osobistości' wygadujących kolejne kłamstwa i nadużycia.
    Sprawa została rozwiązana w najlepszy możliwy (w tej chwili) sposób. Zachowano się stanowczo, a zarazem nie zastosowano wobec manifestujących przemocy. (dla mnie walka z fanatykiem, który sam zaatakował nie liczy się jako zastosowanie przemocy).
    Zapewne jeszcze przez parę dni będzie słychać narzekania w telewizji, ale w końcu mediom ten temat się znudzi, bo bitwa została wygrana.
    Na przyszłość radziłbym ludziom pamiętać, że demokracja to rząd ludu, a nie rząd tłumu - i nie należy pozwalać sobą pomiatac takiej tłuszczy.
    To tyle. Have a nice day, everybody - ta wiadomość mi sprawiła dzisiaj dużo radości, Kto wie - może sprawi ją także któremuś z Was?
  19. Lord Nargogh
    Ponieważ odkryłem jak łatwo można robić gameplaye z gier (wcisnąć klawisz na początek filmu, wcisnąć klawisz na koniec, potem w minutę powycinać niepotrzebne fragmenty Windows Movie Makerem i przy użyciu tego samego programu załadować na yt... nie dziwota że byle dzieci zaczęły wrzucać tego tonę), zdecydowałem że być może od czasu do czasu wrzucę jakieś krótkie filmiki zawierające ciekawe moim zdaniem rzeczy zaobserwowane w różnych grach.
    Na początek Fallout New Vegas i mała pułapka którą przygotowałem przed namiotem Caesara. Nawaliłem przy wejściu ładunków wybuchowych zdalnie odpalanych, wbiegłem do środka i wywabiłem wszystkich na zewnątrz. Odpaliłem ładunek i... wszyscy z wyjątkiem dwóch osób, które wyszły już po odpaleniu zostali dosłownie UNICESTWIENI. Brak popiołu, brak krwi, brak ciał, brak czegokolwiek. Po prostu... pufff... i nic nie zostało.


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
  20. Lord Nargogh
    Witam po dłuższej przerwie w prowadzeniu bloga. W międzyczasie zdążyłem skończyć studia, szukać pracy, znaleźć pracę i pracować - także byłem dość zajęty.
    Ale dość o mnie, nie zebraliście się tutaj, żeby posłuchać o życiowych zawirowaniach Waszego ulubionego moderatora. Jeśli otworzyliście ten wpis, to zrobiliście to po przeczytaniu jego tytułu obiecującego ucztę dla uszu w postaci soundtracków z polskich gier.
    I ten Wasz głód dobrej muzyki z pewnością zostanie zaspokojony.
    Na rozgrzewkę chciałbym zaprezentować utwór z polskiego westernu (zdaje sobie sprawę, jak to komicznie brzmi) - Call of Juarez:

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Słyszymy ten utwór tuż po uruchomieniu gry, w menu głównym. Od razu zdajemy sobie sprawę, że [beeep] właśnie dostało rzeczywistość (shit got real). Mamy przed sobą nieco mroczną opowieść na dzikim zachodzie, przedstawioną z perspektywy dwóch postaci. W zasadzie niemal do samego końca nie wiadomo jakie są intencje każdej z nich. Nie będę wnikać w samą zawartość gry, uważam jednak że ten utwór dobrze oddaje jej klimat.
    Na drugim przystanku naszego audiopociągu znajduje się zdezelowana Ziemia:

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Earth - wyśmienita, oryginalna i rodzima seria gier strategicznych. Odwieczny konflikt między zmienną ilością frakcji (od 2 do 4, w zależności od części gry). Tutaj słyszymy melodie odtwarzane w czasie rozbudowy bazy zrobotyzowanej frakcji składającej się z maszyn sterowanych za pomocą sztucznej inteligencji. Nie wiem jak Wy, ale ja słyszę robotyczną precyzję maszyn połączoną z zewem nowoczesnej technologii wykonanym za pomocą elektrycznej gitary.
    Kolejny utwór jaki chciałbym zaprezentować pochodzi z tej samej serii gier, a konkretnie jej najnowszej części, której akcja nie ogranicza się już do naszej rodzimej planety. W zasadzie 'nie ogranicza' jest słowem nieco chybionym, gdyż na skutek przeprowadzonych w poprzednich częściach wojen nasza kochana Ziemia już nie istnieje, dosłownie i w przenośni. Akcja gry umiejscowiona jest w szerokim zakresie planet znajdujących się w naszym układzie słonecznym - ale nie tylko.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Ja w tym utworze słyszę... nadzieję. Nadzieję ludzkości na nowy początek, na nowe życie na świeżo skolonizowanych planetach.
    Kolejny etap naszej podróży przeniesie nas setki las wstecz na rodzime tereny naszego kraju, zamieszkane wówczas przez słowiańskie plemiona:

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Tajemnicze i magiczne słowiańskie knieje. Kapłani Trygława, Peruna i Swaroga. Dzielni i hardzi Woje. Podstępne wiedźmy i czarownicy. To wszystko możemy napotkać w tej grze, a pewien tego przedsmak doświadczyć w tym utworze.
    Dwa ostatnie przystanki przeniosą nas do fikcyjnego, fantastycznego i brudnego świata prozy Sapkowskiego.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Youtube Video -> Oryginalne wideo Magiczny, choć brutalny świat. Wieśniacy obficie klnąc zabierają się leniwie do codziennych obowiązków. Wszędzie [beeep] i dealerzy. Śmierć czyha za każdym rogiem, ale także pod ziemią i na niebie. Ludzie, przyzwyczajeni do podłości świata próbują prowadzić 'normalne' życia, rzadko kiedy zatrzymując się i zastanawiając nad konsekwencjami swoich czynów. 'Moralność' to słowo, które jest temu światu równie obce co trudne do wymówienia dla parobka z pospólstwa.
    To wszystko co przygotowałem na dzisiaj. Nie chcę nic obiecywać, ale przymierzałem się do powrotu do pisania już od dłuższego czasu. Czy to tłumacząc komuś na czacie jakiś fenomen fizyczny, czy narzekając innej osobie na wkurzające zachowania niektórych ludzi. Dzisiaj sobie słuchałem jednego z tych utworów i zacząłem ubolewać, że niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z ich istnienia i naszego dorobku w zakresie muzyki skomponowanej na potrzeby gier. Miejmy nadzieję, że po dzisiejszym dniu choć jedna osoba więcej będzie zdawać sobie z tego sprawę.
    Ta-ta!
  21. Lord Nargogh
    Nadszedł czas bym napisał o czymś, co chodziło po mojej głowie od bardzo dawna i od równie długiego czasu mnie irytowało.
    Jest sobie taka grupa społeczna, 'ekolodzy'/'zieloni' czy jak inaczej ich tam nie nazwać. Są też 'ekoentuzjaści' i ogólnie ludzie, którzy chętnie promują ekologiczny sposób życia.

    Przedstawiciele pierwszej grupy zajmują sie strajkami i manifestacjami przeciwko budowom obwodnic, elektrowni jądrowych, wysokiemu zużyciu energii. Walczą o takie głupoty jak nakaz używania energooszczędnych świetlówek, które w istocie zużywają mniej prądu elektrycznego, ale zarazem są toksyczne i bardzo szkodliwe dla środowiska. Dla ludzkiego oka też nie są najlepsze.
    Przedstawiciele drugiej grupy od czasu do czasu wystąpią w telewizji i zachęcą innych do dbania o naszą planetę, ci mniej znani/wpływowi - po prostu będa segregować plastikowe butelki i wyłączać niepotrzebne urządzenia elektryczne, o oszczędzaniu wody nie wspominając.
    Grupa pierwsza reprezentuje lobby idiotów, grupa druga w gruncie rzeczy wykonuje kawał dobrej roboty, kompromitując się jednak swoją niewiedzą i ignorancją w niektórych dziedzinach życia. A mianowicie chodzi mi na przykład o dzisiejsze 'święto' - Wszystkich Świętych.
    W naszym kraju uroczystość ta obchodzona jest z takim... khem... rozmachem, że wzrasta do rozmiarów katastrofy ekologicznej.
    Ktoś zaraz pomyśli - 'no, teraz to totalnie mu odbiło - Wszystkich Świętych katastrofą ekologiczną? Co będzie następne? Szparagi propagujące nazizm?*' Pozwolę więc sobie pokrótce przedstawić mój tok myślenia:
    - Po pierwsze znicze. MILIONY chędożonych, płonących zniczy. Tony dwutlenku węgla (i nie tylko, plastikowe znicze potrafią się także podpalić i w procesie spalania uwolnić do powietrza jeszcze nieco innych świństw) wyemitowane do atmosfery przez kilka dni podczas których nawiedzane są cmentarze.
    - Po drugie znicze. MILIONY chędożonych, plastikowych i szklanych zniczy. Ponadto tony plastikowych kwiatów i wiązanek. Wszystkie zostaną wrzucone do zbiorczych śmietników znajdujących się na cmentarzach, a następnie rzucone na jakieś wysypisko śmieci, gdzie pozostaną jeszcze przez setki tysięcy lat.
    - Po trzecie setki tysięcy samochodów podróżujących po całym kraju i emitujących tony spalin do atmosfery. W dodatku wiele z nich zostanie rozbitych, podróżujący nimi ludzie zasilą kolejne miejsca na cmentarzu, a z samochodu zostanie kupa szkodliwych odpadów których też trzeba będzie się pozbyć.
    Mało? Myślę że bardzo dużo, jeśli wziąc pod uwagę skalę całego zjawiska. To nie są jakieś śmieszne ilości śmieci/spalin, to są TONY ODPADÓW i KŁĘBY DYMU.
    I teraz wyjaśnię, dlaczego swój wpis zapoczątkowałem narzekaniem na ekologów i ekoentuzjastów.
    BO TA BANDA IGNORANTÓW/HIPOKRYTÓW SIEDZI ABSOLUTNIE CICHO PODCZAS TRWANIA TEJ KATASTROFY EKOLOGICZNEJ, KTÓREJ SKALA W PRZECIĄGU DZIESIĄTEK LAT OŚMIESZA ZAGROŻENIE WYCIEKIEM Z REAKTORÓW JĄDROWYCH W NAWET DZIESIĘCIU ELEKTROWNIACH NARAZ.
    To tyle na dzisiaj, dziękuję. Miłego tłuczenia się w autobusach/samochodach celem zapalenia świeczki na kawałku kamienia. Niech trupom zrobi się ciepło.
    *- o tym porozmawiamy innym razem. Teraz nie mogę. Oni patrzą...
  22. Lord Nargogh
    Ostatnio całą Polską wstrząsnęła tragedia zamordowanego policjanta, który interweniował w cywilu i został pchnięty nożem przez młodocianego bandziora (a może przez kilku z nich? nie ma to znaczenia).
    Później cała Polska ponownie była wstrząśnięta inną tragedią - innego policjanta brutalnie pobito i w ciężkim stanie trafił do szpitala.
    Co łączyło te dwa przestępstwa oprócz nienawiści jaką darzyli instytucję Policji odpowiedzialni za nie ludzie? Łączyło ich zamiłowanie do twórczości niejakiej 'Firmy'.
    Wszyscy słyszeliśmy o słynnym 'JP na 100%'. Żeby nie być wulgarnym, sparafrazuję ten skrót na swój sposób. 'Uprawiać intensywny stosunek z Policją na 100%'. Teraz szczyle obnoszą się ze swoją niechęcią do 'systemu' otwarcie i są bardzo z tego dumni. Nie będę się wypowiadał na ten temat, bo po prostu brakuje mi słów na określenie takiej żenady. Zwrócę za to uwagę na coś innego.
    Gdyby policjanta zamordował jakikolwiek nastolatek który kiedyś jakimś cudem zainstalował grę pokroju GTA, CS czy CoD to od razu usłyszelibyśmy setki wypowiedzi specjalistów na temat szkodliwości przemocy w grach i o tym, że należy jej zabronić.
    Natomiast gdy zbrodnię popełnili miłośnicy charakterystycznego, niszowego rodzaju muzyki który zachęca do tego typu zachowań - nikomu to nie przeszkadza.
    Ba, praktycznie nikt nie zwrócił na to uwagi.
    To gry są złe i koniec.
    A ja naprawdę nie rozumiem w tym przypadku zachowania mediów. Czy muzyka, która skłania do zbrodni i buntu nie jest dobrym tematem na reportaż? Wydaje mi się, że to materiał na interesujące 'śledztwo dziennikarskie'.
    A mimo to ani o tym widu, ani słychu.
    Bo media w Polsce nie są rzetelne. Tutaj wybiera się tematy do reportaży według własnego upodobania, a nie według tego, co jest reportażu warte.
    I taki jest mój komentarz na dziś.
×
×
  • Utwórz nowe...