Skocz do zawartości

Lord Nargogh

Hall of FAme
  • Zawartość

    13055
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    21

Wpisy blogu napisane przez Lord Nargogh

  1. Lord Nargogh
    Wszyscy pamiętamy wielką aferę jaka miała miejsce tuż po aresztowaniu Romana Polańskiego. Wówczas okazało się że w tym świecie podwójne standardy to rzecz jak najbardziej normalna i jak to trafnie określił Zbigniew Hołdys 'znane osoby mogą bezkarnie gwałcić małolaty w odbyt' (cytat swobodny).
    Jak się okazało, reżyser został aresztowany podczas kręcenia swojego ostatniego filmu - i w związku z tym dokończył swoje dzieło już zza krat. Osoby, które obejrzały jego najnowsze dzieło doszukują się w nim artystycznego przekazu walki reżysera z tyranią Ameryki, z osaczeniem i niesprawiedliwością.
    Ale przejdźmy do rzeczy; krótki komentarz na dziś:
    Roman Polański będzie walczył o Złotego Niedźwiedzia na festiwalu filmowym w Berlinie. Jak dla mnie to powinien się postarać o Złotego PedoBeara w Bernie.
  2. Lord Nargogh
    Oglądając dzisiaj kilka wydań rozmaitych dzienników informacyjnych usłyszałem wypowiedź, którą stwierdziłem że muszę skomentować. A z drugiej strony nie ma w zasadzie co się rozpisywać nad tą sprawą, więc zdecydowałem się stworzyć nowy minicykl na moim blogu - 'krótkie komentarze'.
    Na początek wrzućmy na ruszt wypowiedź Renaty Beger po ogłoszeniu wyroku sądu w sprawie seksafery w Samoobronie. Dla niewtajemniczonych: sąd uznał Andrzeja Leppera i Stanisława Łyżwińskiego jako winnych zarzucanych im czynów i skazał ich na kilka lat więzienia bez zawieszenia.
    Panowie oczywiście nadal uważają że to proces polityczny (jakby kogokolwiek tym kraju jeszcze obchodziła ich partia) i mają zamiar odwoływać się od wyroku sądu do wyższej instancji.
    W sumie nic ciekawego - ciekawa była natomiast wypowiedź Renaty Beger po ogłoszeniu tego werdyktu, która brzmiała mniej więcej tak:
    'W Samoobronie nie było żadnej seksafery - w przeciwnym wypadku jak pani wytłumaczy fakt, że MNIE ona ominęła?'*
    ...
    No jasne, jakim cudem taką seksbombę jak Renatę Beger ominęło molestowanie seksualne. Któż bowiem mógłby się oprzeć jej urokowi?
    Zatem mój komentarz jest następujący: Nie, nie było żadnej seksafery w Samoobronie. To absolutnie niemożliwe żeby ktoś NIE był zainteresowany panią Beger i molestował kogokolwiek innego w tej partii.
    * - możliwe że wypowiedziała te słowa już wcześniej, w każdym razie ja tego nie pamiętam.
  3. Lord Nargogh
    TVN od pewnego czasu raczy nas nowym programem w swojej ramówce. Idea jest prosta - jest sobie pewna znana (tak mówią, chociaż ja nic o tym nie wiem?) restauratorka - Magda Gessler. Magda chodzi sobie po różnych restauracjach i pomaga im rozwinąć się i wyjść na prostą. Cudowny, pozytywny główny bohater okazuje się być istnym wybawieniem dla bankrutujących lokali...
    ...ale czy na pewno?
    Moim zdaniem, niekoniecznie. Po pierwsze - program jest ogromną ANTYREKLAMĄ dla każdej restauracji, która się do niego zgłosi. Przez godzinę trwania programu będziemy nieustannie obserwować bajzel w kuchni, latające swobodnie po blacie robaki, odgrzewanie starych dań, a także setki innych rzeczy, które są w restauracjach zupełnie normalne - ale z których przeciętny konsument nie zdaje sobie sprawy. A gdy coś takiego zobaczy, nabiera ogromnej awersji do lokalu, w którym to miało miejsce. Robaków nie da się wyplenić w dwa dni, nie da się tak samo zmienić wieloletnich złych nawyków. Po prostu widząc jakiś lokal w tym programie, mamy niemal pewność że wytknięte podczas jego trwania zaniedbania będą tam miały miejsce nadal.
    Po drugie - program jest jedną, wielką REKLAMĄ dla przypraw marki Prymat, a także dla samej Magdy Gessler. Na początku każdego odcinka odtwarzany jest ten sam, kilkuminutowy filmik promocyjny opowiadający o wspaniałości Magdy Gessler i jej restauracji. DOKŁADNIE ten sam. Na początku i na końcu programu jest wyemitowany krótki film promocyjny dla przypraw Prymat (też dokładnie ten sam), w którym Magda Gessler wychwala je pod niebiosa. Kucharce, która 'nie uznaje w kuchni żadnych kompromisów' kodeks honorowy nie przeszkadza reklamować przeciętnej marki przypraw jako tajemnicy pyszności swojej kuchni. I to jest ta sprzedajność, o której mówię w tytule. Przyprawy Prymat towarzyszą nam zresztą przez cały czas trwania programu - ich opakowania są porozrzucane w różnych miejscach kuchni, ZAWSZE przodem do kamery.
    Ale nie jest to jedyny powód, z którego nie cierpię tej kobiety. W każdym programie jest dokładnie to samo - wchodzi do restauracji, której ma 'pomóc', zamawia wszystko, co się da, po czym ostentacyjnie i z obrzydzeniem próbuje po kęsie każdej z zamówionych potraw, nie szczędząc widzom barwnych opisów o tym, jak obrzydliwe jedzenie własnie wzięła do ust. Nie pasuje jej wszystko - wystrój, menu, smak, wino. Wszystko, co było w restauracji przed jej przyjściem. Doprowadza ludzi swoim postępowaniem do płaczu. W poprzednim odcinku uznała pewne pierogi za ohydne - co było o tyle ciekawe, że miały one reputację najpyszniejszych w okolicy i były wychwalane przez wszystkich klientów przez 20 lat istnienia restauracji. Ale Magda Gessler wie lepiej i koniec. W jednym programie czepiała się pizzy za to, że po podniesieniu kawałka nie opada on w dół. W dzisiejszym odcinku kawałek zamówionej pizzy opadł w dół i w związku z tym Gessler stwierdziła, że powinien stać do góry. Jej dezaprobata jest wyraźnie wymuszona, denerwująca i żałosna.
    W swojej krytyce i czepialstwie jest na tyle bezczelna, że w każdym niemal programie cała ekipa pracująca w restauracji jest do niej wrogo nastawiona. W dzisiejszym odcinku WSZYSCY pracownicy restauracji złożyli wymówienie z pracy z powodu tego, co Gessler powiedziała o uwielbianym przez nich menagerze, którego postanowiła zwolnić. Twierdziła między innymi, że ten menager nie potrafi pociągnąć za soba ludzi - co było ciekawe w zetknięciu z ich wymówieniem z pracy związanym z rezygnacją menagera. Nie chcieli bez niego pracować.
    Jeszcze conieco o samej Magdzie Gessler. Podobno przygotowuje ona jedzenie dla znanych ludzi. Czy to zasługa jej niebywałego talentu? Nigdy w życiu. Po prostu miała szczęście. Ludzi serwujących przepyszne potrawy są tysiące, jedyny powód, dla którego nie są oni tacy znani to fakt, że nikt znany nie zajrzał w progi ich restauracji. Gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności, to Gessler równie dobrze mogłaby dzisiaj podawać przypalone frytki smażone wielokrotnie na tym samym oleju w malutkim pubie z fast-foodami. W związku z tym strasznie denerwuje mnie jej pycha i bezczelne zachowanie.
    Dlatego chociaż sama idea programu jest ciekawa, ciężko jest go oglądać bez irytacji wywołanej bezczelnością głównej bohaterki, a także z powodu natrętnych reklam. A co Wy sądzicie?
  4. Lord Nargogh
    Powracam po długiej przerwie do prowadzenia tego jakże popularnego i uwielbianego bloga. Zacznę od razu z grubej rury od tematyki która jest bliska większości graczy - LASERÓW.
    Niewielu spośród nich zdaje sobie tak naprawdę sprawę z tego, jak działa rzeczywisty odpowiednik ich ulubionej broni. Ja spróbuję wytłumaczyć podstawową budowę i działanie lasera w sposób barbarzyńsko prosty. Od razu podkreślę że szczegółowy i precyzyjny opis zajmuje kilka grubych woluminów napisanych tak podłym naukowym żargonem, że moje oczy wymiotowały na sam tego widok i osobiście nie cierpię części fizyki zajmującej się laserami. Wybrałem inną specjalność - nanotechnologie. No, ale odbiegam od tematu.

    Najlepiej będzie zacząć od rozszyfrowania nazwy tego urządzenia - LASER to inaczej skrót od Light Amplification by Stimulated Emission of Radiation. Można to przetłumaczyć jako 'Wzmocnienie Światła poprzez Wymuszoną Emisję Promieniowania'. Pamiętajcie zatem że poprawna polska nazwa to WŚWEP i najlepiej takiej właśnie używać, gdyż jest ona wyraźnie prostsza i łatwiejsza w wymowie od oryginalnej.
    Podstawy teorii potrzebnej do opracowania Lasera opracował Einstein w 1917 roku (publikacje na temat emisji spontanicznej i wymuszonej oraz absorpcji). Prekursor Lasera zwany Maserem (skrót oznacza niemal to samo, tylko zamiast 'Light' mamy 'Microwaves' <mikrofale>) powstał w 1954 roku, zaś właściwy pierwszy działający Laser został uruchomiony w 1960 roku. Był to laser rubinowy, którego nazwa pochodzi od ośrodka czynnego, ale do tego dojdziemy później.
    Najprościej można powiedzieć że Laser składa się z trzech elementów - układu pompującego, ośrodka czynnego i rezonatora. Co się kryje za tymi nazwami?
    Układ pompujący wytwarza inwersję obsadzeń. Oznacza to, iż więcej molekuł w ośrodku czynnym znajduje się w stanie wzbudzonym, niż w stacjonarnym. Gdy molekuła jest w stanie wzbudzonym to dąży do 'rozładowania się' niczym nastolatek pod wpływem burzy hormonów gdy rodziców nie ma w domu. Przykład ten jest o tyle trafny, że w obu wypadkach mamy do czynienia ze swojego rodzaju emisją na skutek tego dążenia. Molekuła wyemituje kwant promieniowania (foton, albo po prostu światło po ludzkiemu) a nastolatek... coś innego, jednak jest to dyskusja na inny termin i miejsce.
    Wyemitowane fotony krążyć będą następnie po rezonatorze, co umożliwi uzyskanie promienia świetlnego o pożądanej mocy. Prostym przykładem rezonatora może być interferometr Fabry-Perota składajacy się z dwóch częściowo przepuszczalnych zwierciadeł ułożonych naprzeciwko siebie. Wyemitowane światło odbija się od nich wielokrotnie, ostatecznie wychodząc z rezonatora i dając nam promień laserowy.
    Lasery można podzielić według różnych kategorii - ja ograniczę się do wspomnienia o podziale według ośrodka czynnego. Mamy więc lasery gazowe, barwnikowe, na ciele stałym a także te najpopularniejsze - półprzewodnikowe. Laser półprzewodnikowy macie w komputerze z którego przeglądacie ten blog, w stacji dysków DVD. Także wszelkie straganowe lasery są półprzewodnikowe.
    Każdy ośrodek czynny ma inne właściwości, wymaga innej 'obsługi' i oferuje inne zastosowanie do lasera.
    Nie wnikając w szczegóły, oto kilka foć laserów na różnych ośrodkach czynnych:


    Laser barwnikowy z naszego wydziału. Osobiście nigdy go nie widziałem, na laborkach pracujemy głównie na straganowych półprzewodnikowych kupolaserach.




    Rubinowy pręt służący za ośrodek czynny w laserze na ciele stałym.




    Laser gazowy na dwutlenku węgla.

    To tyle na dzisiaj. Wiem, że fizyka w zasadzie nikogo nie obchodzi, ale szczerze mówiąc mam to gdzieś. Jak będę miał ochotę, to będę o niej pisał. Zawsze to zdrowsze od ciągłego klnięcia na braci...tfu, Kaczyńskiego.
  5. Lord Nargogh
    Rację miało wiele osób oskarżających prezydenta Lecha Kaczyńskiego o odpowiedzialność za tragedię jaka miała miejsce w Smoleńsku. Mieli rację, nawet pomimo zasypania ich potem wyzwiskami za obrażanie nowomianowanego świętego męża stanu.
    Zachęcam 'linczujących' do przeczytania:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,8..._wczesniej.html
    A następnie wygłoszenia bez cienia wątpliwości i wyrzutów sumienia takiego zdania: 'Uważam, że to nie Lech Kaczyński jest moralnie odpowiedzialny za katastrofę samolotu w Smoleńsku'.
    Tyle na dzisiaj.*
    *-Ciekaw jestem jedynie, co ujawnią nagrania z czarnych skrzynek. Może coś w stylu 'Nie, jestem zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, zabraniam panu zmieniać lądowiska, proszę mi wylądować tutaj albo podzieli pan losy swojego poprzednika!' (który wyleciał za niesubordynację).
  6. Lord Nargogh
    Jak zapewne wszyscy zdążyli zauważyć, niektórzy mają teraz wakacje. Ja należę do zacnego grona tych ludzi, i w związku z tym mam nieco więcej czasu na wszystko niż zwykle ? w tym na produkowanie się na blogu. Stąd pojawia się tutaj kolejna felienzja (mój twór ? ani to recenzja, ani felieton). Tym razem mój wybór padł na Diablo 2 razem z dodatkiem Pan Zniszczenia.
    Diablo 2 jest doskonałym dowodem na to, że grafika nie jest najważniejsza. Upłynęło już 9 lat od premiery, a w Diablo gra nadal tysiące (miliony?) graczy, zarówno w single?u jak i na Battle.necie. Warto również zwrócić uwagę na to, że grafika D2 była już podstarzała w chwili premiery.
    Ale po kolei. Czym jest Diablo? Diablo to jeden z najlepszych Hack n? Slashy w historii. Wróć. Diablo to moim zdaniem NAJLEPSZY Hn?S w historii gier. Owszem, znajdzie się wiele gier, które posiadają każdy element bardziej dopracowany niż Diablo ? ale one już dawno zostały zapomniane, a w Diablo ludzie grają nadal. Bo Diablo ma to COŚ.
    Do wyboru mamy siedem klas (pięć z podstawki i dwie z dodatku) :
    - Barbarzyńca
    ? Niesamowicie silny i wytrzymały wojownik, władający orężem na poziomie mistrzowskim. Jego umiejętności składają się z rozmaitych potężnych ciosów, skoków, szału bitewnego, okrzyków bitewnych i zdolności biernych takich jak mistrzostwo we władaniu określoną bronią czy też skóra z żelaza.
    - Paladyn
    ? Świątobliwy wojownik z godnymi odnotowania zdolnościami magicznymi. Doskonały dowódca ? jego aury wspierają całą drużynę, lub też szkodzą całym oddziałom wrogów. Jego umiejętności składają się właśnie z aur, ciosów specjalnych i bosko-magicznych zdolności typu Pięść z Niebios, Święta Tarcza czy też Święty Młot (który jest przekleństwem battle.netu, bo ze świecą szukać postaci która nie jest Paladynem Hammerdinem).
    - Amazonka
    ? Zręczna i szybka wojowniczka, posługująca się przede wszystkim łukami, kuszami, włóczniami i oszczepami. Jej umiejętności skupiają się na rozmaitych atakach specjalnych przy użyciu tych broni, a także zdolnościach biernych pozwalających Amazonce unikać ataków skierowanych przeciwko niej, a nawet przywołać potężną Walkirię.
    - Czarodziejka
    ? Po prostu czarodziejka. Jej zaklęcia opierają się na trzech żywiołach: Ogniu, Zimnie i Błyskawicach. Na wyższych poziomach trudności sama radzi sobie kiepsko, ale jako dodatek do drużyny jest doskonała dzięki czarom o dużym zasięgu działania. Potrafi się teleportować, co jest nie bez znaczenia w grze Multi.
    - Zabójczyni
    ? kolejna zręczna i szybka wojowniczka, w sumie jeszcze zręczniejsza i szybsza od Amazonki. Jej umiejętności opierają się na rozmaitych wschodnich sztukach walki, pułapkach i technikach zwiększających szybkość, odporność i tym podobne. Potrafi przywołać swój cień, który jest w stanie doskonale walczyć i odwrócić uwagę od prawdziwej Zabójczyni.
    - Druid
    ? wojownik natury. Jest to postać można śmiało powiedzieć uniwersalna ? może zarówno przywoływać żywioły i stworzenia natury do pomocy w walce (jako mag), jak i walczyć w pierwszym szeregu jako Wilkołak lub Niedźwiedziołak. Jego umiejętności składają się z czarów bitewnych, specjalnych ataków po przemianie i przywołań wilków, niedźwiedzia, duchów i winorośli.
    - Nekromanta
    ? mag śmierci. Potrafi przeklinać swoich wrogów, zmniejszając ich statystyki i zwracając ich przeciwko sobie nawzajem , potrafi zatruwać całe armie naraz zabójczą trucizną, miotać magicznymi kościami, uwalniać na wrogów wściekłe dusze. Wreszcie ? potrafi zakłócić spoczynek swoich przeciwników poprzez ożywienie ich kości lub też ich samych. Nekromanta potrafi także tworzyć rozmaite golemy.
    Moje ulubione klasy to Druid i Nekromanta. Zresztą ? kto grał ze mną przez bnet, ten o tym wie.
    Blizzard dobrał i stworzył klasy w taki sposób, żeby z każdej można było stworzyć potężną postać na rozmaite sposoby - niestety znacznie faworyzując paladyna, który jak już pisałem stanowi istną plagę battle.netu.
    Jeśli chodzi o fabułę Diablo 2, to po prostu jest pretekstem do ogromnej rozwałki, o którą przecież w tej grze przede wszystkim chodzi. Zadania są dość dziwne i powtarzalne, nie wspominając już o tym, że nie ma ich zbyt wiele. Ale w tej grze nie chodzi o wykonywanie zadań czy też delektowanie się fabułą ? w niej chodzi po prostu o haczenie i slaszenie kolejnych hord wrogów na rozmaite sposoby, najlepiej z grupą innych graczy.
    No ale jakaś tam fabuła oczywiście jest. Rozchodzi się oczywiście najpierw o powstrzymanie Wielkiego Zła, co nam oczywiście nie wychodzi, i kończy się na konieczności pozabijania wszystkich Wielkich Złych.





    Wielcy Źli, czyli Mroczna Trójca. Od lewej - Mefisto, Diablo, Baal. Zdjęcia wykonane ukrytą kamerą, stąd widzimy jak Diablo się przeciąga.

    Dźwięk stoi na przyzwoitym poziomie, a muzyka na epickim. Tak, muzyka jest wspaniała, i w związku z tym doczekała się wydania na oddzielnym krążku. Mimo to Blizzard przez długi okres czasu pozwalał ją ściągnąć ze swojej oficjalnej strony ? co z nieznanych przeze mnie przyczyn uległo zmianie. Nadal jednak można posłuchać jej online na tej oficjalnej stronie ? do czego zachęcam, bo naprawdę warto.
    Klimat w tej grze jest niesamowity. Tego nie da się po prostu opisać, to trzeba zobaczyć i poczuć samemu. Muzyka, dźwięk, ?mhroczność? rozmaitych lokacji i sposób ich wykonania wywołują nie lada wrażenie.
    Grywalność Diablo jest doskonała. Można spędzić setki godzin na wędrowaniu po świecie Sanktuarium, i nadal nie odczuwać znudzenia. Te moje 200 godzin z xfire spędzone przy grze, to wierzchołek góry lodowej, bo gram w Diablo już od wielu lat. Myślę że gdyby zsumować wszystkie godziny, to wyszłoby że było ich parę tysięcy. I nadal mi się to nie znudziło, i nie tylko mi, wystarczy popatrzeć na liczbę aktywnych graczy na bnecie. To chyba najlepszy argument przemawiający za grywalnością.
    Wszystkie wymienione przeze mnie rzeczy są dla gry bardzo istotne, ale mimo wszystko nie pozwoliłyby jej przetrwać przez tyle lat, gdyby nie doskonały tryb multiplayer. Blizzard pozwala każdemu posiadaczowi oryginalnej kopii D2 grać na swoim oficjalnym serwerze ? battle.necie. Graczy tam są tysiące, jeśli nie miliony - w związku z tym w każdej porze dnia można znaleźć towarzystwo do rozgrywki, nawet nie mając żadnych znajomych aktualnie grających w Diablo.
    Diablo 2 to można powiedzieć raj dla Power gamerów. Możliwości rozwoju postaci są ogromne, zarówno dzięki doborowi odpowiednich umiejętności, jak i sprzętu. Paladyn 90 poziomu paladynowi 90 poziomu nierówny. Sprzęt tutaj jednak rozgrywa pierwsze skrzypce ? i o ile ktoś nie korzysta z nielegalnych botów (albo nie ma znajomych którzy z nich korzystają) to większości dobrego sprzętu nie zobaczy na oczy. Ja osobiście nie widziałem. Spędziłem mnóstwo godzin na polowaniu na sprzęt (co widać po moim miniprofilu na xfire) ? a jednak nie udało mi się znaleźć nic przyzwoitego. Oszust korzystający z bota ma go zaprogramowanego na szukanie sprzętu i zdobywanie doświadczenia przez 24 godziny na dobę. Włącza się komputer, ustawia bota, wraca po tygodniu i delektuje zgromadzonym majątkiem. Oszuści są straszliwym i zaniedbanym przez Blizzard problemem na battle.necie, podobnie jak boty reklamowe ?bo osoby polujące na sprzęt botami, potem sprzedają go innym graczom za prawdziwe pieniądze.
    Boty te jednak nie psują zabawy na tyle, żeby nie było warto jej kontynuować. Lada moment zbliża się kolejny reset rankingu na bnecie, razem z nowym patchem, który ma te problemy z oszustami rozwiązać. Oczywiście jest to bardzo blizzardowy ?lada moment? ? bo patch ma status ?za chwilkę wyjdzie? już od kwietnia tego roku.
    Rozpisałem się o tym battle.necie, ale wróćmy do tego Power Gamingu i ogólnie rozwoju postaci.





    Po lewej ekran statystyk, po prawej ekwipunku.






    Przykładowe drzewko umiejętności, w tym przypadku dla Nekromanty. Mamy podział na karty, ale na obrazku widać wszystkie trzy dzięki skomplikowanym technikom fotomontażu i moim niezwykłym zdolnościom w zakresie grafiki komputerowej

    Mam nadzieję, że zrozumieliście o co chodzi. W każdym razie po ukończeniu gry na normalnym poziomie trudności, można ją kontynuować na poziomie Koszmar, a później Piekło. Można powiedzieć że dopiero od tego momentu zaczyna się prawdziwa zabawa ? o ile na normalu poradzić sobie może każdy, to już na Piekle tylko niemal perfekcyjnie zaplanowane i wyposażone postacie. Zakończenie każdego poziomu trudności i rozpoczęcie gry na kolejnym oznacza że Twoja dopiero co odpicowana i potężna postać znowu jest nikim. Warto, naprawdę warto popróbować grać dalej i zobaczyć ile jest wart nasz barbarzyńca/amazonka/ktokolwiek. Żeby prosto wyjaśnić dlaczego Piekło jest takie trudne powiem tylko, że niektóre klasy nie są w stanie go samodzielnie ukończyć ? bo niemal każdy przeciwnik jest na coś niewrażliwy, a jeśli nasza postać zadaje tylko jeden rodzaj obrażeń, to ma pozamiatane. Z kolei rezygnacja ze specjalizacji w jednym żywiole oznacza zmniejszenie obrażeń w takim stopniu, że i tak nie jesteśmy w stanie nikogo zranić. Co więc pozostaje? Grać z kolegami, albo ludźmi poznanymi na battle.necie (ewentualnie stworzyć Druida, hehe).
    Nadeszła chyba pora na małe podsumowanie. Diablo 2 to kamień milowy dla gatunku Hn?S ? każdy, kto uważa się za fana tego gatunku, powinien w Diablo zagrać. Ba, nawet osoby które haczyć i slaszyć nie lubią powinny spróbować ? bo ta gra ma w sobie to coś, co potrafi do siebie przekonać. Szczególnie warto pogrywać w Diablo za pomocą Battle.netu, bo tylko w ten sposób można poznać prawdziwe piękno tej gry, odczuć satysfakcję z pokonanego potężnego przeciwnika, odnalezionego wspaniałego artefaktu, ze stworzonej potężnej postaci. Oceny tej grze nie wystawię, bo jak już napisałem ? nie jest to właściwie recenzja. Walnę tylko stempelek ?Koniecznie warto zagrać? ? ŁUP!
  7. Lord Nargogh
    Nadchodzi w życiu każdego człowieka taki moment, w którym zdaje on sobie sprawę z tego że nie można cały czas marudzić i narzekać.
    W moim życiu chyba właśnie nadszedł ten moment, bo podjąłem decyzję, że prócz opryskliwych, wrednych i złośliwych wpisów zamieszczę czasem coś... neutralnego. Na przykład swoją pseudo-recenzję gry. Od tej pory od czasu do czasu będę opisywał jakąś grę, serial czy program telewizyjny, które przypadły mi do gustu.
    Jak zapewne widać po moim miniprofilu Xfire, aktualnie grywam w Fallouta 3. I to od tej gry zacznę. Będzie długo i być możne nudno, ale nie dbam o to. Blog jest w końcu przede wszystkim dla twórcy, więc zawrę w tym tekście wszystkie przemyślenia, ktore chciałbym zawrzeć. Oceny będą bardzo subiektywne - chodzi w nich o to, co JA sądzę o danej grze, a nie o to co sądzą INNI. No i uprzedzam - będą spoilery, więc jeśli ktoś nie chce poznać szczegółów fabuły, niech ma się na baczności.
    Fallout 3, jakikolwiek by nie był, wzbudził w środowisku graczy ogromne emocje. Można w sumie śmiało powiedzieć że jest to jedna z najbardziej kontrowersyjnych gier w historii rozrywki multimedialnej. Od początku jej powstawanie śledzone było z ogromnym zainteresowaniem, a ujawniane informacje na jej temat stawały się źródłem burzliwych dyskusji.
    Kontrowersje zaczęły się od tego, że Fallout 3 miał... nie powstać. Projekt Van Buren (bo tak początkowo miała się nazywać trzecia część gry) upadł, ku wielkiej rozpaczy wśród graczy. Pewnego pięknego dnia dowiedzieliśmy się o tym, że prawa do tytułu przejęła Bethesda, i że silnikiem na bazie którego stworzona będzie gra, będzie zmodyfikowany silnik z Obliviona. Wieści te wywołały burzę wśród graczy, niektórzy byli z tego powodu załamani, inni - wściekli.
    Po premierze gry kontrowersje nie ucichły, bo tytuł wydawał się spełniać zarazem marzenia i obawy graczy - u każdego oczywiście inne.
    Grafika - według totalnie niepotwierdzonych, wziętych z (_!_) badań, najważniejszy element gry dla 89% graczy. Dla mnie grafika również jest ważna, ale nie w taki sposób, jak niektórym się wydaje.
    Dla mnie grafika nie musi być nowoczesna i wypasiona, ale po prostu ładna. Wiek i technologie nie mają znaczenia. Grafika Heroes of Might and Magic III jest dla mnie piękna, i zawsze już taka pozostanie. Podobnie grafika z Settlers 2 - ta z oryginalnej wersji (pikselowata) wydaje mi się ładniejsza niż ta z remake'u. Bo ta pierwsza miała swój urok, to COŚ.
    To COŚ ma również grafika Fallouta 3. W momencie premiery nie prezentowała nic odkrywczego, ale przypadła mi do gustu. Nuklearne pustkowie robi naprawdę duże wrażenie - podobnie jak rozmaicie pomutowane stworzenia. Szpony Śmierci są autentycznie przerażające (czego nie można powiedzieć o tych z Fallouta 1 czy 2), podobnie Yao Guai. Dzikie ghule również wyglądają niesamowicie - czego niestety nie można powiedzieć o ich "normalnych" kuzynach, którzy w Falloucie 3 wyglądają po prostu idiotycznie. Nie będę wymieniał każdego stworzenia z nazwy, ale mogę po prostu powiedzieć - większość mi się autentycznie podoba.
    Super Mutanci - wzbudzili dużo kontrowersji. Niektórym (tak jak mi) przypadli do gustu, zaś innym zbytnio przypominali orków. Osobiście uważam że SupMuty z trzeciej części Fallouta są najlepiej wykonane ze wszystkich, ale nie można ich porównywać - jest to inna odmiana tych stworzeń niż z dotychczasowych Falloutów. Ten gatunek nie powstał poprzez wrzucenie do Kadzi. O mutantach można powiedzieć krótko: po prostu szpetna, zmutowana kupa mięsa. Na masywnych ramionach mutantów widzimy nabrzmiałe, fioletowe żyły, na twarzy brak warg, a na głowie brak włosów. Ich pancerz skonstruowany jest z tego, czego się da - kawałki stali, opon, skóry i tym podobnych. Taka wizja mutantow idealnie trafia w moje wyobrażenia na ich temat.





    Mutant leży, strzelba stoi, Lord mutanta się nie boi!

    Powierzchnia wody wygląda doskonale, bardzo dobrze oddaje graficznie... brudność tej wody.
    Bardzo mi się podobała gra świateł. Promienie słońca potrafią autentycznie oślepić w czasie wędrówki, i utrudnić celowanie w rozmaitych wrogów.





    Oto, co mam na myśli mówiąc "Gra świateł".

    Modele ludzi są wykonane przyzwoicie, czego nie można powiedzieć o twarzach. Niektóre za przeproszeniem mordy są doprawdy przerażające. Ludzie "młodzi" wyglądają w miarę przyzwoicie, ale postnuklearni staruszkowie z wyglądu faktycznie przypominają stworzenia które zbyt długo przebywały na słońcu czy w zasięgu promieniowania radioaktywnego.
    Ekwipunek. Broni jest oczywiście dużo mniej niż w poprzednich częściach, ale za to pancerzy jest znacznie więcej. Bardzo często znajdujemy zwyczajne elementy ubioru, które niekoniecznie mają zastosowanie w bitwie. Może i to nieistotny detal, ale ja lubię czasem popatrzeć, jak moja postać wygląda w różnych strojach, zamiast dostawać na początku kombinezon który będę nosić pod pancerzem do końca gry.





    Mały pokaz falloutowej mody. Zaprzeczam plotkom, jakobym faworyzował Power Armory!

    Budynki w tym rankingu wypadają rozmaicie. Niektóre są zrobione fajnie i klimatycznie (jak na przykład zrujnowane przedwojenne domki jednorodzinne, w których znajdujemy nieraz szkielety ludzi którzy zginęli na skutek promieniowania w czasie codziennych czynności. Raz nawet spotkałem "małżeństwo" szkieletów w łóżku, jeden szkielet obejmował drugi), inne trochę przygłupawo.
    Co do graficznych niedoróbek - przy wychodzeniu z podziemi bardzo często widzimy przebijające przez dziurawe drzwi promienie słoneczne - a po przekroczeniu tych drzwi dowiadujemy się, że właśnie trwa noc. Czasami zdarza się że ciała po śmierci są powyginane w nienaturalny sposób, poza tym niektóre efekty krytyczne przy ataku są zbyt... groteskowe. Na przykład eksplodująca jak arbuz głowa przeciwnika.
    Klimat. Rzecz bardzo istotna w każdej grze zawierającej "Fallout" w tytule. Nawet niesławny Fallout Tactics swój klimat posiadał. A jak jest w przypadku tej części cyklu? Wyśmienicie. Jak już wcześniej pisałem wrażenie klimatu buduje doskonale gra świateł i architektura. Doskonale do nuklearnego stylu wpasowuje się również muzyka - nawet w tej chwili jej słucham, by lepiej wczuć się w pisanie recenzji tej gry. Raz wędrujemy po pustkowiu, raz kręcimy się po jaskini, raz błądzimy po Krypcie. Każda sytuacja ma inny, specyficzny klimat, który mi osobiście bardzo odpowiada.





    Czy za rogiem czai się dziki Ghul? A może rozglądając się za Ghulami, wdepnę w jakąś pułapkę? Nigdy nie wiadomo...






    Kolejnym dobrym przykładem klimatycznej chwili jest etap rozgrywający się w Tranqulity Lane.

    Dwa słowa o kompasie. Wiele osób na niego narzeka, ale ja uważam go za dobrodziejstwo. Błądzenie w poszukiwaniu celu misji wydłuża czas gry sztucznie i tylko mnie zbędnie denerwuje. Dlaczego w poprzednich falloutach tego nie było? Bo nie było potrzebne - gdy patrzysz na świat z rzutu izometrycznego to widzisz większy teren jednocześnie, i zawsze doskonale wiesz, czy w danym miejscu juz byleś i jak z niego wyjść. Oczami bohatera nie jest już tak łatwo. Zresztą spróbujcie pokonać ten sam labirynt patrząc na niego z góry, albo z poziomu oczu wędrującego w nim człowieka. Zrozumiecie, co mam na myśli.
    A teraz dwa słowa o "Wampirach" jakich spotykamy podczas podróży. Sporo osób wyśmiewalo ten wątek, że w świecie science-fiction zbliżamy się do fantasy. No cóż, te osoby widać niezbyt dokładnie czytały dialogi jakie odbywamy z tymi postaciami. "Wampiryzm" to tylko ich sposób na utrzymywanie nad sobą kontroli. Ci ludzie to nic innego jak mutanci-kanibale, którzy o ile nie nasycą swojego głodu na ludzkie ciało, to tracą nad sobą kontrolę i próbują zabić wszystkie żywe istoty w swoim otoczeniu. Ich przywódca, Vincent odkrył że mogą zapanować nad swoim głodem jeśli będą pożywiać się krwią zamiast ciałem. Na tym polega ten cały ich "wampiryzm". Śmieszy Was to? Bo mnie nie.
    Grywalność. Dla mnie niezaprzeczalnie najważniejszy element gry.
    Tutaj Fallout 3 nie dał mi najmniejszych powodów do narzekania. Gra jest wciągająca i dostarcza zabawy na wiele godzin. Badanie ruin, polowanie na mutanty, wystrajanie domu, przymierzanie ubrań, wykonywanie zadań, eksploracja pustkowi - można robić co tylko dusza zapragnie, czerpiąc z tego nie lada przyjemność. Samo wyszukiwane smaczków to rozrywka na długie godziny - pamiętam jak raz znalazlem w ruinach domku przedwojenne nagranie jakiegoś zbuntowanego nastolatka, który miał już dość ciągłych fałszywych alarmów nuklearnych i stwierdził że pierniczy schron swoich rodziców i że teraz idzie na spotkanie atomowego grzyba. Wytrawny podróżnik spotka również starego, dobrego Harolda - ktorego długa historia może znaleźc swoje zakończenie za naszą sprawą, jeśli chcemy.





    Rozbity statek Obcych - przykład tego, co możemy spotkać wędrując po pustkowiach

    V.A.T.S. Jak dla mnie genialny system rozszerzający możliwości taktyczne w czasie walki, ponadto doskonały pomost pomiędzy walką turową z poprzednich częsci i walką w czasie rzeczywistym z F3. Mimo to nie korzystałem z niego zbyt często - tylko w sytuacji, w której podejrzewałem że walka może stanowić poważniejsze wyzwanie.
    Właśnie, wyzwanie. Wbrew temu co niektórzy sądzą walka nie jest zawsze banalna. Behemoth czy Mirelurk Hunter to tylko wierzchołek góry lodowej z serii bardzo poważnych zagrożeń, które stają nam na drodze. Szczególnie ten drugi jest niebezpieczny - bo zwykle atakuje nas w ciasnych pomieszczeniach, gdzie nie mamy możliwości ucieczki i korzystania z osłon, co w sytuacji w której ów Hunter zabija nas trzema ciosami na pełnym pasku zdrowia - nie jest zbyt ciekawe. Czy wspominałem że zabić go jest znacznie trudniej niż zostać przez niego zabitym?
    Dialogi. Tutaj niestety muszę przyznać ludziom rację, że są dużo gorsze niż w poprzednich częściach. Nie są jednak takie złe - najbardziej ucierpiały kwestie dialogowe naszego bohatera. NPC nadal potrafią gadać jak najęci.
    Fabuła. Jeśli o wątek główny chodzi, to jest niezbyt oryginalny i dość krótki - chociaż ma kilka emocjonujących momentów, jak na przykład ucieczka przed Enklawą z Washington Memorial, i późniejsze odbicie tego Memoriala z pomocą Liberty Prime'a. Miły był proces tworzenia postaci - przedstawiony jako rozmaite istotne chwile w życiu dziecka i nastolatka. Zakończenie natomiast było głupie - brak możliwości kontynuacji gry po ukończeniu wątku głównego to poważne przewinienie na tle poprzednich częsci.
    A zadania poboczne - miodzio. Rozbrajanie bomby w Megatonie, sprawa Ghuli w Tenpenny Tower, pisanie przewodnika po pustkowiach, poszukiwania androida (z zaskakującym zakończeniem - doktorek, który wyśmiewa androida, któremu wydaje się że jest człowiekiem sam okazuje się być androidem!) i wiele, wiele innych, również takich nienotowanych na liście zadań w PipBoyu. Po prostu - nie sposób się nudzić.
    Więcej już mi chyba nie przychodzi do głowy, więc nadszedł czas na werdykt. Wystawię tej grze dwie oceny - jedną jako samodzielnej grze o nieokreślonym gatunku, drugą jako kolejnej części Fallouta (czyli wielkiego cRPG).
    Fallout 3 jako samodzielna gra:
    Ocena: 10/10
    + Grafika
    + Grywalność!
    + Klimat
    + VATS
    + Duży teren do zbadania
    + Dźwięk i muzyka
    - Błędy graficzne, groteskowe umieranie wrogów
    - Krótki wątek główny
    Fallout 3 jako kolejna część cyklu: 6/10.
    Bez rozpisywania się na plusy i minusy, po prostu cięzko znaleźć jakieś wspólne cechy tych gier prócz tego samego uniwersum. Co nie przeszkadza F3 w byciu doskonałym tytułem, ale jednak jeśli ktoś jest hardcore'owym fanem jedynki i dwójki, to lepiej dla niego żeby tej gry nie uruchamiał.
    Na koniec mała refleksja: Czy Fallout 3 jest cRPGiem? Nie wiem, i nie obchodzi mnie to. Wiem, że jeśli gry cRPG wyglądałyby tak jak Fallout 3, to i tak byłbym ich wielkim fanem.





    Nawet Chuck Norris grał w Fallouta 3!

    Uff, to by było na tyle. Wyszedł mi chyba raczej felieton, niż recenzja, ale nie szkodzi, nie robię tego za pieniądze ;P
  8. Lord Nargogh
    Siostry i Bracia!
    Zebraliśmy się tutaj, albowiem wielu z Was zgrzeszyło na tym forum swoją pychą, butnością i nietolerancją wobec twórczości (bądź 'tfurczości') innych. Tym skromnym wpisem postaram się Was przekonać do porzucenia tej grzesznej drogi i wstąpienia z powrotem na ścieżkę Światłości i Prawdy.
    Po tym krzepiącym, kaznodziejskim wstępie pozwolę sobie przejść do rzeczy. Jak już kiedyś pisałem, codziennie przeglądam wszystkie nowe wpisy na blogach i w związku z tym mam bardzo bogate doświadczenie jeśli chodzi o to, co ludzie mogą na nich wypisywać. Zdarzają się blogi ciekawe, kontrowersyjne, zabawne, prymitywne, pOkEmOnIaStE ? dosłownie wszystkie, jakie tylko może sobie człowiek wyobrazić lub też jakich może się bać.
    I to jest w porządku, tak długo jak długo nie koliduje z dość liberalnym regulaminem. Cd-Action użycza forumowiczom możliwości nieograniczonego korzystania ze swoich blogów i zamieszczania na nich praktycznie czego tylko dusza zapragnie, jeśli tylko spełnia to kilka punktów regulaminu blogów, którego nie będę tutaj przytaczał, bo w końcu nasi forumowicze i tak znają go już na pamięć.
    Jest jednak grupa ludzi, którym to się bardzo nie podoba. Wydaje im się że mają boskie prawo decydowania, które wpisy powinny ujrzeć światło dzienne, a które nie. Stosowane przez nich kryterium dotyczy jakości wpisu ? jeśli wpis jest poniżej jakiegoś (ich zdaniem) poziomu, to nie powinien ujrzeć światła dziennego.
    Tacy ?strażnicy jakości i piękna blogów? nie poprzestają tylko na posiadaniu wspaniałych, idealistycznych poglądów, ale także prowadzą swoistą krucjatę przeciwko wszystkiemu co nie wpasuje się w ich wyobrażenie na temat jakości wpisu na blogu. Spamują blogi obraźliwymi komentarzami, tworzą własne wpisy w których próbują pouczać innych na temat tego jak powinni pisać, a także dość często próbują podjudzać ludzi przeciwko konkretnym osobom bądź tez grupie ludzi piszących na blogach.
    W większości wypadków są to zwyczajni hipokryci.
    Wystarczy się rozejrzeć po ich własnych blogach, które zwykle nie prezentują sobą nic ciekawego. Jeden z nich zarzucał niejakiemu dariuszkowi że przynosi wstyd całemu forum i witrynie Cd-Action i jego zdaniem każdy wpis na blogu powinien być zrobiony starannie i dopracowany ? tak jak na jego własnym blogu.
    Zapomniał dodać że bardzo często ma problemy z uszanowaniem praw autorskich na rozmaitych witrynach, kopiując całe partie tekstu do swojego wpisu i nie zostawiając żadnego odnośnika do źródła, sugerując że tekst jest jego autorstwa.
    Inny cwaniak wyraża swoje niezadowolenie pełnym błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i gramatycznych komentarzem. Jakby jakość jego komentarza nie mówiła sama za siebie ? ma w zwyczaju dodawać na swoim blogu wpisy składające się tylko i wyłącznie z jednego zdania.
    A już ogromna banda Krzyżowców atakuje z uporem godnym świętego wojownika dariuszka w komentarzach na jego blogu życząc mu śmierci bądź innych tragicznych zdarzeń.
    I to JEST zabronione przez regulamin blogów, toteż przyłapani sprawcy zostali odpowiednio ?wynagrodzeni? za swoją batalię.
    Blog jest prywatnym królestwem danego forumowicza. Jeśli skorzystasz z przywileju wejścia do jego domeny, to zachowuj się jak na gościa przystało i traktuj gospodarza z szacunkiem. To jego dom i jeśli coś Ci w nim nie odpowiada ? to nie wchodź tam. To zrozumiałe że bałagan u kogoś w pokoju/domu może być denerwujący, jednak zwykle wtedy po prostu się takiej osoby nie odwiedza, a nie zbiera grupę ludzi i manifestuje przed jego domem ze sloganami ?UMRZYJ, ŚMIECIARZU!?
    Ponadto jeśli oczekujesz że ktoś będzie reprezentował sobą jakiś poziom ? to oczekuj od siebie tego samego. Nie podoba Ci się blog/wpis? Napisz co Ci leży na wątrobie, ale z sensem i szacunkiem. Racjonalna i sprawiedliwa krytyka to dobra rzecz. Jeśli zaś zaczniesz kogoś wyzywać i życzyć mu śmierci za jego styl pisania na blogu, to sam sobie odpowiedz na pytanie ile sobą reprezentujesz.
    Prowadzenie bloga jest tutaj naprawdę opcjonalne. Odwiedzanie blogów innych jest jeszcze bardziej.
    A najlepszym wyznacznikiem jakości bloga powinna być liczba jego komentarzy i wyświetleń na wpis, ale dzięki działaniom naszych wspaniałych ?krzyżowców? tak nie jest. Słaby blog powinien świecić pustkami, a nie być odwiedzany dwadzieścia razy dziennie i zasypywany komentarzami.
    Na samym początku istnienia blogów, zanim wszyscy przyzwyczaili się do panujących tutaj reguł, niektórzy moderatorzy prowadzili osąd konkretnych wpisów i jeśli jakikolwiek z nich został uznany przez nich za niegodzien ? był kasowany. Tego właśnie chcecie? Żeby osoby z zewnątrz subiektywnie osądzały Wasze wpisy, czy powinny się pojawić na blogu? Podkreślam że wielu z Was naprawdę by było rozczarowanych obrotem spraw gdyby to tego doszło, bo nagle okazałoby się że przestałyby pojawiać się wpisy nie tylko na znienawidzonych ?kiepskich? blogach, ale także na Waszych własnych.
    Siostry i Bracia! Więcej szacunku i tolerancji wobec siebie nawzajem. Nie jesteśmy tutaj po to, żeby ze sobą walczyć, ale w pokoju koegzystować. Jeśli jakiś blog jest Waszym zdaniem wart zapomnienia, to zapomnijcie o nim i sprawcie żeby inni również o nim zapomnieli, zwyczajnie nie odwiedzając i nie komentując go. Niech spadnie na samo dno wszelkich rankingów.
    Niechaj boski Admin ma nas w swojej opiece!


    Z moderatorskim błogosławieństwem
    Lord Nargogh

    PS:Wpis ten jest małą dygresją od ogólnego marudzenia na całą ludzkość, ale nie przyzwyczajajcie się zbytnio ? ciąg dalszy ludzkich cech wzbudzających we mnie obrzydzenie już wkrótce!
    PS2: Ankieta jest robiona tylko i wyłącznie z mojej ciekawości i w związku z tym nie oczekiwałbym że nadejdą jakieś zmiany z powodu jej rezultatów. No, chyba że zagłosuje w niej kilka tysięcy osób ;P
  9. Lord Nargogh
    Jak widać spodobał mi się pomysł Rankina na umieszczanie swoich przepisów na blogu. Ponieważ lubię gotować, sam przedstawię kilka swoich "dzieł". Na początek coś prostego i smacznego:
    (uwaga: składniki w sosie i kotletach się powtarzają, ale podaję je oddzielnie, gdyby ktoś chciał zrobić tylko sos lub tylko kotlety)


    Kotleciki w sosie cebulowym

    Składniki:
    Kotlety:
    - ok 500 g. mielonego mięsa (wieprzowo-wołowego),
    - 1/2 suchej bułki,
    - bułka tarta,
    - jajko,
    - majeranek,
    - mala lub średnia cebula,
    - nieco oleju uniwersalnego,
    - kostka rosołowa,
    - sól i pieprz.
    Sos:
    - 4-5 średnich cebul,
    - nieco oleju uniwersalnego,
    - majeranek,
    - pół kostki rosołowej,
    - szczypta przyprawy typu "warzywko",
    - 2 łyżki mąki,
    - nieco wody,
    - nieco oleju,
    - sól i pieprz.
    Najpierw zajmujemy się kotletami. Cebulkę należy drobno posiekać i zeszklić na oleju, a suchą bułkę "utopić" w wywarze z kostki rosołowej. Mielone mięso umieszczamy w misce, po czym dodajemy do niej zeszkloną cebulkę, zmiękczoną bułkę, jajko, szczyptę majeranku, sól i pieprz. Całość mieszamy. Jeśli masa mięsna jest zbyt luźna, można dodać nieco bułki tartej. Jeśli nie ufamy swoim zdolnościom doprawiania, próbujemy mięsa - czy jest dostatecznie słone i pikantne.
    Z masy mięsnej lepimy niezbyt duże kotleciki, po czym obtaczamy je w bułce tartej i wrzucamy na rozgrzaną patelnię posmarowaną olejem. Jeśli mamy zamiar podać je z sosem, jedynie lekko je rumienimy, nie smażymy do końca.
    Przyszła kolej na sos. Obieramy cebulę a nastepnie kroimy ją w cienkie talarki. Na patelnię lejemy nieco oleju i wsypujemy pokrojoną cebulę. Na małym ogniu smażymy cebulę aż do częściowego zmięknięcia. Następnie dorzucamy do cebuli podsmażone wcześniej kotleciki, i łyżkę mąki.
    W międzyczasie mieszamy w misce nieco wody, majeranku, kostkę rosołową (woda ma być zimna, kostka rozpusci się w gorącym sosie), sól, pieprz i drugą łyżkę mąki.
    Wylewamy zawartość miski na patelnię i mieszamy. Zostawiamy całość na chwilę do podduszenia.
    Po chwili wracamy i próbujemy sosu - w zależności od smaku dodajemy lub nie więcej soli i pieprzu.
    I voila'! Gotowe. Wbrew pozorom jest to bardzo proste danie, tekstu w przepisie jest dużo, bo chciałem opisać gotowanie krok po kroku, żeby najwięksi laicy mogli spróbować swoich sił.
    Najlepiej podawać z ziemniakami.





    SMACZNEGO!

  10. Lord Nargogh
    Dużo czasu minęło od poprzedniej potrawy, ale jakoś wcześniej nie mogłem się zebrać żeby strzelić fotkę jakiemuś rarytasowi.
    Na dzisiaj przewidziano jedzonko postne i wegetariańskie - Placuszki z cukinii.
    SKŁADNIKI:
    - 2-3 średnie cukinie,
    - 2 jajka,
    - poł główki czosnku,
    - nieco chilli i soli,
    - mąka pszenna.
    Najpierw myjemy i oczyszczamy cukinię, najlepiej średnią i świeżą - bo te starsze i większe mają niejadalną, twardą jak skała skórkę. Następnie przy użyciu tarki ścieramy ją, posypujemy solą i zostawiamy pod przykryciem na pół godziny. Po upływie tego czasu odsączamy startą cukinię i wyciskujemy z niej resztki soku. Dodajemy jajka, chilli i zmiażdżony czosnek. Następnie dodajemy 4-5 czubatych łyżek mąki. Ponownie mieszamy wszystko i zostawiamy na kilka minut - cukinia przy kontakcie z mąką wypuści jeszcze więcej soku. Gdy minie trochę czasu, mieszamy całość ponownie, i dosypujemy tyle mąki, aby uzyskać gęstość jaka nas interesuje. Placki smażymy z obu stron na rozgrzanej patelni z olejem. I Voila'! Smacznego!

  11. Lord Nargogh
    Nadszedł chyba czas, żeby zebrać do kupy wszystkie przemyślenia na tytułowy temat i zrobić swoistą czarną listę ludzkich zachowań, zjawisk i innych rzeczy, których wyjątkowo nie lubię oglądać z różnych przyczyn - czy to głupoty, która z nich uderza, czy zwykłego draństwa. Wprawne oko zauważy pewne związki z tym, o czym już kiedyś pisałem (np. rodziny wielodzietne), tym razem jednak zamiast skupiać się na jednym negatywnym zjawisku zrobimy sobie maluchną kumulację. Oczywiście nie sposób wymienić WSZYSTKIEGO co mi działa na nerwy, szkoda na to czasu i zdrowia (mojego i ewentualnych czytelników), a poza tym na pewno nie byłbym sobie w stanie wszystkiego naraz przypomnieć. W związku z tym lista prawdopodobnie będzie aktualizowana, więc jeśli przyjdzie Wam coś do głowy - to śmiało dajcie mi o tym znać.
    Żeby było ładnie, estetycznie i czytelnie, powymieniam wszystko w punktach. A ponieważ wyszło mi ich póki co aż 16, tekst zostanie podzielony na kilka części (każda opublikowana innego dnia ? nie przesadzajmy z rozmiarem jednorazowej dawki jadu), spośród których ostatnia będzie zawierała ankietę w której spytam Was które z wymienionych przeze mnie zjawisk obrzydzają Was najbardziej.
    1. Niekompetencja i przyzwolenie na nią
    W dzisiejszych czasach ze świeczką można szukać 'właściwego człowieka na właściwym miejscu', a wynika to z prostej przyczyny - dzisiaj często zatrudnia się ludzi niekompetentnych/zostawia się ich na dawnym stanowisku pomimo skarg etc. Dlaczego się tak dzieje? Z różnych przyczyn - czy to pokrewieństwo z daną osobą/jej krewnymi, czy sympatia, jaką darzymy tą osobę, niechęć do wycieku na zewnątrz informacji o posiadaniu niekompetentnej ekipy (i szukania rozwiązania tego kłopotu za pomocą zmiecenia problemu pod dywan! Po prostu kpina) czy po prostu ignorancja ze strony osoby odpowiedzialnej za zatrudnienie. Ile razy zdarzało się że rozmaitym lekarzom/pielęgniarkom/nauczycielom/komukolwiek karygodne zaniedbania uchodziły na sucho tak długo, jak długo sprawa nie wyciekła do mediów?
    Człowieka często uderza bezsilność w takiej sytuacji. Co zrobić, jeśli wykładowca kluczowego przedmiotu jest niekompetentny (niewyraźnie mówi, po raz osiemnasty wygłasza dokładnie ten sam (!) wykład stanowiący zaledwie 1% materiału który nas będzie obowiązywał na egzaminie), ale posiada na uczelni mnóstwo znajomych i jest nietykalny z tego względu że jest w Polsce cenionym naukowcem?
    Nic nie można zrobić. I to jest dobijające.
    2. Nieodpowiedzialność
    Pisałem niedawno na tym blogu o tym, że nie podoba mi się niekontrolowane rozmnażanie się ubogich rodzin wielodzietnych. I tak sobie myślę że to może być doskonały przykład nieodpowiedzialności ? dla czerpania przyjemności seksualnej bądź czerpania pieniędzy na utrzymanie z budżetu państwa tacy ludzie są w stanie zrujnować życie swoim przyszłym ubogim/upośledzonym dzieciom. Kompletny brak odpowiedzialności.
    A innych przykładów na tego typu zachowania jest mrowie. Ba, jestem pewien że każdy z nas byłby w stanie znaleźć dziesiątki nieodpowiedzialnych zachowań które ?popełnił? chociażby w ubiegłym tygodniu. Ile razy zastanowiłeś się jakie skutki może przynieść Twoje zachowanie? Czy za każdym razem uwzględniasz ewentualne konsekwencje Twoich działań, które mogą spłynąć na Ciebie lub innych ludzi? Nie? W takim razie jesteś nieodpowiedzialnym człowiekiem. Tak? W takim razie God Bless you, oby takich jak Ty było jak najwięcej. Najlepiej rozmnażaj się ile tylko będziesz w stanie (dobrze to wpłynie na pulę genetyczną ludzkości).
    O dobro Twojego potomstwa się nie martwię ? w końcu ich przyszły rodzic jest odpowiedzialnym człowiekiem.
    3. Piractwo i ogólnie cwaniactwo (joł!)
    Nasz ukochany temat na tym forum ? piractwo. Zastanawiam się czy ci niezbyt inteligentni ludzie, zwani potocznie ?piratami? (ja mam na to inną nazwę, ale ze względu na stanowisko jakie tu piastuję nie wypada mi jej napisać) zdają sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów (swoją drogą znów wracamy do tematyki odpowiedzialności). Poza tym że piracenie jest zwykłym draństwem niezgodnym z prawem i niewątpliwie niepoprawnym moralnie, przynosi ogromną szkodę dla całej społeczności graczy. Utrata znaczenia komputera PC dla producentów gier jest bezpośrednim skutkiem ogromnego rozpiracenia tej platformy. Piraci niemal każdy ? ze świecą szukać w 100% legalnej kolekcji gier/filmów/muzyki, a przyznanie się do posiadania takowej w dowolnym towarzystwie zwykle grozi co najmniej wyśmianiem.
    Najbardziej żenujące są argumenty piratów o cenach gier. Gra jest produktem luksusowym i opcjonalnym, nikt nie zmusza do skorzystania z jej uroków. Jeśli nie stać Cię na kupowanie gier, które kosztują 200 zł (a tylko takie Cię interesują) ? trudno, poszukaj sobie tańszego hobby! Takie zachowanie jest najbardziej oczywiste dla myślącego człowieka, i sprawdza się doskonale w innych rodzajach rozrywki. Jako przykład można wymienić podróże dookoła świata, skoki ze spadochronu, szybkie i luksusowe auta ? jeśli człowiek ma na te rzeczy ochotę (nawet wieeelką), a nie ma na nie pieniędzy ? to zwyczajnie rezygnuje i szuka sobie innych zainteresowań.
    Pirat niestety po prostu bierze to, co mu się nie należy i karuzela marginalizacji PC-ta kręci się dalej?
    W tytule padło również słowo ?cwaniactwo?, jako że piractwo jest przykładem właśnie cwaniactwa, które też samo w sobie jest jednym z największych problemów niedoskonałych i małostkowych ludzi.
    4. Popadanie w nałogi i sprzeciw wobec prób uwolnienia od nich
    Czy to papierosy, czy alkohol, czy narkotyki, czy słodycze, komputer lub cokolwiek innego ? ludzie bezlitośnie potrafią się od tego uzależnić. Oczywiście wszystko jest dla ludzi (z wyjątkiem narkotyków [one są dla kretynów] i papierosów [one są dla niedojrzałych emocjonalnie dzieci]), ale trzeba pamiętać o tym, żeby potrafić zachować umiar. Życie pokazuje że wszystko w nadmiarze może nam zaszkodzić, nie wspominając już o tym że dowolna przyjemność której doznajemy zbyt często traci swój urok.
    Jak można sobie zrobić coś takiego? Nigdy tego nie zrozumiem. Oczywiście ludzie w zasadzie z definicji popełniają błędy i to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, jednakże gdy ktoś stawia opór przeciwko ich naprawieniu ? to jest zwyczajnym debilem. A taki opór stawiają osoby, które już się od czegoś uzależniły.
    Ostatnio rząd wpadł na genialny pomysł wprowadzenia bardzo restrykcyjnych przepisów wobec palenia papierosów, co wzbudziło ogromny sprzeciw i oburzenie ludzi uzależnionych od palenia, uważających że ktoś próbuje im ograniczyć prawa obywatelskie i traktować ich jak ludzi drugiej kategorii!
    Damn, mają doskonałą szansę na uwolnienie się od jednego z najgłupszych możliwych nałogów, i nie chcą z niej skorzystać!
    Ale wróćmy do tego ?ograniczania swobód obywatelskich? i ?ludzi drugiej kategorii?. Czy kiedykolwiek jakikolwiek palacz zapalając kolejny papieros w pubie czy na przystanku autobusowym (gdzie mu tego robić nie wolno) zastanowił się w jaki sposób wpływa na swobody obywatelskie ludzi, którzy papierosów nie palą a mają nieszczęście znajdować się w jego otoczeniu? Czy zdaje sobie z tego sprawę, że dym wylatujący z jego papierosa ogranicza moje obywatelskie prawo do oddychania świeżym powietrzem? Czy spytał mnie o zdanie, czy nie mam nic przeciwko jego zatruwaniu środowiska, do którego mam takie samo obywatelskie prawo jak on?
    Nie.
    I dlatego uważam że nikt ich nie powinien pytać o zdanie przy wprowadzaniu tego restrykcyjnego przepisu.
    5. Hipokryzja
    Rak który toczy polskie (i nie tylko ? każdy człowiek ma w związku z nią coś za uszami) społeczeństwo od niepamiętnych czasów. Uwielbiamy wprost krytykować innych za rzeczy, które sami bardzo często robimy.
    Najczęściej hipokryzja jest w jakiś sposób związana z religią. Jest to niefortunne, zwłaszcza biorąc pod uwagę że większość religii świata piętnuje w ludziach tą cechę i nakłania ich zasadniczo do czynienia dobra. A w jaki sposób się ta hipokryzja objawia? Wytykanie grzechów innym, samemu mając mnóstwo za uszami. Można hipokrycić (uwielbiam wymyślać nowe słowa) bezpośrednio ? czyli skrytykujesz sąsiadkę, która ma kochanka samemu mając jednego lub też podświadomie ? piętnując tego geja, który mieszka piętro niżej jako człowieka który łamie wszystkie możliwe prawa boskie i utrudniając mu życie jak się tylko da, zapominając że ?nie wolno czynić drugiemu, co Tobie niemiłe?.
    Wszyscy jesteśmy hipokrytami. Nie będę ukrywał tego, że sam nim jestem ? paradoksalnie hipokryzją byłoby twierdzenie, że nie ma się z tą cechą nic wspólnego. Ważne natomiast jest aby być świadomym tej swojej wady i zrobić co w swojej mocy, by ją zminimalizować. To wymaga wielkiej pracy i odwagi, żeby dostrzec w sobie cechy, które się wypomina innym i spróbować je naprawić bądź przyznać się na głos do tego.
    I to by było na tyle na dzisiaj, palce mnie już od pisania bolą, a poza tym wątpię żeby ktokolwiek miał ochotę czytać dłuższą ilość tekstu we wpisie na blogu, zwłaszcza mojego wrednego, jadowitego autorstwa
  12. Lord Nargogh
    Przemyśleń na temat ludzkich przywar ciąg dalszy. Żeby nie marnować skupienia czytelników, przejdźmy od razu do rzeczy:
    6. Pseudopatriotyzm
    Na samym wstępie podkreślam że nie mam tu na myśli wszystkich ludzi darzących ojczyznę miłością i szacunkiem (chociaż sam mam na temat takich praktyk określone zdanie ? o czym już kiedyś pisałem), a jedynie grupę która się głośno za takich patriotów uważa, nie mając zbyt wiele z nimi wspólnego.
    Co prawda ogłaszają wszem i wobec jak bardzo kochają swoją ojczyznę, ale mają poważne problemy z okazywaniem tych uczuć ? a to na wybory się nie pójdzie, a to się ?zapomni? o paru sprawach w orzeczeniu podatkowym, a to nie ma się bladego pojęcia o historii własnego kraju, zasadach ojczystego języka? można wymieniać w nieskończoność. W zasadzie to jakby wziąć takich ludzi pod lupę to okaże się że ich patriotyzm ogranicza się tylko do mówienia o wielkości własnej ojczyzny bez żadnych podstaw ani wiedzy która mogłaby ich doprowadzić do takiej opinii.
    Nie jestem w stanie zliczyć sytuacji w których byłem świadkiem kompromitacji takich ?patriotów?. Od samego słowa zaczynając - gdy przyznają wszem i wobec że są ?patryjotami?. Mam po prostu wielką ochotę parsknąć śmiechem gdy czytam wypowiedź takiego ?pseudopatrioty? na temat jego szacunku do ojczyzny, jednocześnie będąc świadkiem jego niezdolności do opanowania ojczystego języka ? jednej z najbardziej podstawowych rzeczy czyniących człowieka członkiem danego narodu.
    Inną sprawą są nieudolne próby wpojenia patriotyzmu w szkole, które mnie osobiście doprowadziły do opinii zupełnie przeciwnej. Od samego początku kształcenia próbowano mi wmówić że powinienem być patriotą dumnym ze swojego kraju ?bo tak?. Nikt w zasadzie nie próbował mnie przekonać DLACZEGO powinienem tak sądzić ? po prostu urodziłem się Polakiem, więc mam być z tego dumny. Szczególnie komicznie wyglądało to na lekcjach historii, gdy każde wydarzenie i bitwę starano się przedstawić w sposób jak najkorzystniejszy dla naszego narodu, nawet jak fakty mówiły coś zgoła innego. ?Polscy żołnierze walczyli dziennie, ale ?.?; ?Waleczni polscy obrońcy z całych sił stawiali opór, ale?.?
    No właśnie. Zawsze było jakieś ?ale??
    Morał z tego punktu powinien być prosty ? jeśli chcesz być postrzegany jako patriota, to zachowuj się jakbyś faktycznie nim był. A jeśli masz zamiar wyrobić w kimś przekonanie o wielkości własnego narodu, to rób to porządnie, bo inaczej osiągniesz efekt przeciwny do zamierzonego.
    7. Stosowanie podwójnych standardów
    Świadomie czy nie, większość (jeśli nie całość) ludzi stawia różne wymagania innym i sobie samym. Ale nie tylko o stawianie wymagań chodzi, ale również o zwyczajne traktowanie pozostałych na różne sposoby.
    Właśnie to zjawisko jest główną przyczyną niesprawiedliwości na świecie. Podwójne standardy są wszędzie ? w szkole, w szpitalach, w polityce, a nawet w rodzinie. Pozwolę sobie zauważyć że całkiem niedawno na Haiti życie straciło ponad 150 tysięcy ludzi. Strasznie mało, a przynajmniej za mało żeby ogłosić żałobę narodową w Polsce. W końcu u nas w kraju nie ogłasza się takiego ?święta? z byle powodu, prawda? A nie, czekaj. Ostatnia żałoba narodowa odbyła się po śmierci 13 górników (pozostałych 7 zmarło już po jej ogłoszeniu, więc się nie liczą, o!). I jak się coś takiego nazywa? Ano podwójny standard ? życie Haitańczyków jest mniej warte od życia Polaków dla niektórych ludzi. Przelicznik wynosi około 11538,46 Haitańczyka na jednego Polaka. To znaczy wynosi co najmniej tyle, bo taka liczba jeszcze nie jest wystarczająco duża do ogłoszenia żałoby.
    Ale wróćmy do samych standardów. Ile razy byliście wkurzeni, gdy nauczyciel wyraźnie lepiej traktował innych uczniów od Was? Ile razy zdawaliście sobie sprawę że innym wolno więcej od Was?
    Zbyt wiele razy.
    Podałem mało przykładów, ale chyba każdy rozumie o co mi chodzi ? na tym świecie ludzie nie są sobie równi na ich własne życzenie. To znaczy nie do końca ? bo przecież inni ludzie nie muszą mieć tak dobrze jak ja, ale ja nie mogę mieć gorzej od innych ludzi?
    8. Nietolerancja
    MUSISZ lubić to, co ja; NIE WOLNO Ci słuchać takiej muzyki, bo ja jej nie słucham; NIE MOŻESZ mieć innego zdania od nas; Twoje poglądy są GŁUPIE, bo różnią się od moich?
    Nietolerancja nie odnosi się tylko do orientacji seksualnej, rasy i narodowości. Spotykamy się z nią na codzień na każdym kroku. Oczywiście w pewnym sensie jest potrzebna, bo ludzie wymyślili całe mnóstwo zachowań, których nie wolno tolerować (np. strzelanie do dzieciaków w szkołach ? chociaż czasem aż się ma ochotę?), ale problem polega oczywiście na tym, żeby wiedzieć gdzie leży granica rozsądnej tolerancji.
    Ostatnio całkiem ciekawy wpis o tym skrobnął kolega Iskier ? zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z nim (wpisem, nie Iskrem ? tego drania lepiej unikać ;D).
    9. Niedoedukowanie połączone z wymądrzaniem
    Głupota nie boli, jak niektórzy mawiają (a może skleroza? Nie wiem, nie pamiętam ;3 ). W każdym razie mnie boli ? naprawdę nie mogę wprost patrzeć na brak elementarnej wiedzy niektórych ludzi. Jakby tego było mało ? nie dość, że niektórzy są głupi (wiem że w to trudno uwierzyć, ale tak jest w istocie!), to wydaje im się że wszystkie rozumy pozjadali. Gorzej niż na głupka patrzy się na głupka który próbuje udawać że jest mądry.
    Bo łatwo zrozumieć, że obecnie na świecie wiedzy jest tyle, że niemożliwym jest by wiedzieć WSZYSTKO ? ale na litość Odyna, jeśli nie masz o czymś pojęcia, to nie próbuj się wymądrzać na ten temat! Jestem świadkiem takich sytuacji niemal bez przerwy ? czy to na forum, czy czytając gazetę/czasopismo, czy słuchając poniektórych swoich kolegów, czy (a nawet zwłaszcza) oglądając telewizję.
    Dlatego mam dwa apele:
    - Nie wymądrzajcie się w dziedzinach, w których nie jesteście mocni;
    - Gdy jesteście świadkiem sytuacji w której ktoś to robi ? bezlitośnie udowodnijcie mu, że się myli. Upokorzcie go. Po prostu zniszczcie.
    10. Naśladownictwo i brak osobowości
    Bezpośredni skutek nietolerancji. Bojąc się, że ktoś może odrzucić nasz wygląd/zachowanie/zainteresowania dusimy w sobie własną osobowość i przywdziewamy na siebie osobowość zbiorczą naszego otoczenia, z czasem tracąc do reszty swoją własną. Boimy się sprzeciwić woli tłumu ? a czasem wystarczy żeby tylko jedna osoba wyraziła swój sprzeciw, by kolejnym przybyło odwagi by to zrobić. Dlatego nie bójmy się wyrażać swojej opinii i sprzeciwiać temu, co nam nie odpowiada. Nie naśladujmy zachowań innych ? bądźmy sobą, a jeśli już siebie zatraciliśmy na skutek tego naśladownictwa ? to spróbujmy odzyskać własną osobowość. Doprowadźmy swoim uporem do tego, by inni szanowali naszą odmienność.
    U mnie jest zupełnie na odwrót niż u większości ludzi ? totalnie gardzę tymi, którzy podążają za wolą tłumu, a darzę ogromnym szacunkiem tych, którzy potrafią zawsze być sobą i nigdy nikogo nie udawać.
    Oczywiście nie wolno przeginać w drugą stronę, czyli sprzeciwiać się woli pozostałych ?z założenia?. Jeśli przypadkiem nasi znajomi są podobni do nas to tym lepiej dla nas, nie warto na siłę próbować być oryginalnym.
    Świat byłby dużo ciekawszy, gdyby każdy robił to, na co naprawdę ma ochotę, a nie tylko to, na co wpadli jego znajomi. Naprawdę wolałbym , żeby dziwactwo było czymś normalnym.
    Myślę, że wystarczy tych przemyśleń na dzisiaj. Ciąg dalszy niebawem ? zostało mi jeszcze 7 punktów do omówienia, a lista ciągle wzrasta ? wczoraj łącznie miało być ich 16, dzisiaj jest już 17. Czy to świat staje się coraz gorszy, czy może mi coraz bardziej odbija? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi ;P
  13. Lord Nargogh
    Towarzysze! Towarzyszki!

    Źle się dzieje towarzysze, źle się dzieje. Na blogach i na forum źle się dzieje. W związku z tym komisja w składzie:
    Przewodniczący: prof. Lord Nargogh;
    Pierwszy wiceprzewodniczący: Lord Nargogh;
    Drugi wiceprzewodniczący: Lord Nargogh;
    Sekretarz: Lord Nargogh;
    Komisarz: płk Lord Nargogh;
    Pozostali członkowie komisji: Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh, Lord Nargogh;
    Członek honorowy: Lord Nargogh.
    Zdecydowała się wystosować poniższy manifest celem poprawy trudnej sytuacji.
    Albowiem sytuacja jest trudna. Nie tak się umawialiśmy, towarzysze. To my Wam prezentujemy całe nowe podforum z garścią działów ('Rozrywka' się nazywa) plus darmowe, piękne środowisko blogowe a Wy co robicie w zamian?
    Defraudujecie naszą wdzięczność. W 'Rozrywce' dyskutować nie chcecie, a na blogach pisać. Tak towarzysze, czujnemu oku naszego Komitetu nie umknie nic - dziesiątki gości codziennie przegląda nowe wpisy na blogach, czerpie całymi garściami z naszej wspólnej twórczości i nie śmie samemu dać nic w zamian logując się na forum i zakładając własnego bloga!
    Tak dłużej być nie może.
    W związku z tym nasza Komisja postuluje od Was co następuje:
    - Na forum logować się i aktywnie udzielać;
    - Rozejrzeć się po nim i zapoznać z nowymi działami;
    - Stworzyć bloga i aktywnie wypisywać na nim różne głupoty;
    - Otaczać swoją sympatią członków w/w Komisji.
    Oczekuję, że podporządkujecie się po dobroci, towarzysze. Nie chcemy w końcu uruchamiać naszego aparatu bezpieczeństwa, prawda? Towarzysz-egzekutor zajmujący się przesłuchaniami nie bez powodu ma przezwisko 'gili-gili'. Nie chcecie poczuć na sobie jego metod przesłuchiwania.
    A teraz mniej formalnie. No kurka, ile jest tutaj aktywnych blogów? Na pewno mniej niż 300, co oznacza że znajdujemy się w sytuacji gorszej od Leonidasa pod Termopile. A miliony niewdzięcznych (z pewnością są to miliony) czytelników-Persów atakuje nas swoimy oczyma. Czy oni nie mają nic ciekawego do powiedzenia? Otóż z pewnością mają, tylko niech wezmą swoje leniwe pupy w troki i przeleją swoje myśli na klawiaturę.
    Więc jak będzie, towarzysze? Pomożecie?
  14. Lord Nargogh
    Dzisiaj wyłamię się od publikowania relacji ze swojej szkoły letniej, bowiem przeczytałem dziś news, który natchnął mnie do ponarzekania na zjawisko, które irytuje mnie od dawna; mianowicie manipulowanie ludźmi za pomocą wyników sondaży.

    Gadu-gadu (czyli właściwie Onet) robi to za pomocą swoich newsów bezustannie.
    Na przykład: Zapytano Polaków o zdanie w sprawie czy powinno się zdelegalizować batony czekoladowe, które jak podejrzewają naukowcy mogą powodować niespodziewany wzrost potencji;
    za zdelegalizowaniem batoników opowiedziało się 25,7% respondentów;
    25,3% jest przeciwko delegalizacji;
    22% uważa, że batony powinny być refundowane przez NFZ;
    14% sądzi, że potrzebnych jest więcej badań naukowych;
    13% jest zdenerwowana faktem, że rząd zajmuje się tak błahymi sprawami.
    NOTORYCZNIE też zdarza się, że suma głosów daleko wykracza ponad 100%. Przypadek? Śmiem wątpić.
    Ale wracając do tematu. Jakie są wyniki sondażu, każdy widzi. Interesująca część zaczyna się w momencie, gdy ten niesławny onet czy jakakolwiek inna strona próbuje nam tej wyniki sprzedać i wmówić, że białe jest czarne. Nagłówek całego newsa (i jego wydźwięk) brzmi zazwyczaj na przykład: 'Polacy za zdelegalizowaniem batonów!' - a przecież jest to przysłowiowa [beeep] prawda.
    Zacznijmy od tego, że owszem - najwięcej procent uzbierała odpowiedź wypowiadająca się 'za' zdelegalizowaniem batonów. Ale tuż zaraz za nią znajduje się kolejna, o zupełnie przeciwnym wydźwięku! W dodatku gdyby dodać do siebie pozostałe wyniki, które w końcu jakby nie patrzeć NIE SĄ za delegalizacją - to otrzymamy, że 25,7% Polaków chce delegalizacji batonów, a 74,3% jest jej (przynajmniej na dzień dzisiejszy) przeciwna.
    Większość ludzi nie dostrzeże tej różnicy. Jest to paskudna i perfidna manipulacja, którą obserwuję w mediach coraz częściej.
    Morał z dzisiejszego wpisu jest więc prosty - nie dajcie sobą zmanipulować i sami analizujcie liczby, które się Wam podaje.
    PS: Do napisania dzisiejszego wpisu natchnął mnie
    TEN news. Nie podano nawet wszystkich wyników (suma głosów jest znacznie niższa niż 100%), ale z tych podanych można śmiało wyliczyć, żew 66,3% respondentów jest przeciwna wydaleniu Palikota z partii, a już co najmniej ich ta sprawa w ogóle nie obchodzi (więc nie mogą być zarazem ZA wydaleniem). Żadnego znaku zapytania, po prostu oznajmienie faktu, że Polacy są za wydaleniem Palikota. Czego sondaż sam w sobie jest zaprzeczeniem.
  15. Lord Nargogh
    Niszowego poczucia humoru o tematyce maturalnej ciąg dalszy.
    Dzisiaj zajmiemy się arkuszem pisemnym matury rozszerzonej z biologii. Ponieważ kolejne matury ulegają kolejnym uproszczeniom, domyślam się że n00bizacja matury z biologii w roku 2102 osiągnie apogeum.
    Test zamknięty znajduje się powyżej
    Za część zamkniętą arkusza można zdobyć maksymalnie 6 punktów.
    Test otwarty:
    7. Galerianka zdobyła pewnego dnia osiem par jeansów, trzy kurtki i nieco biżuterii. Kto jest ojcem jej dziecka?
    8. Jacek zjadł na obiad kotleta schabowego, garść ziemniaków i nieco surówki z kapusty. Co się stanie jeśli wypije koktajl mleczny z ogórkami kiszonymi? Odpowiedź uzasadnij.
    9. Edward cierpi na niewydolność nerek. Tymczasem w jego szpitalu pojawił się niespodziewany dawca tego narządu. Edward ma szczęście być pierwszy na liście oczekujących. Jaki organ będzie miał przeszczepiony Edward? Przeprowadź dogłębną analizę jego historii choroby i uzasadnij odpowiedź.
    10. ?Krew jest czerwona bo składa się z soku truskawkowego? ? przeprowadź analizę słuszności tej tezy.
    Za część otwartą arkusza można zdobyć maksymalnie 16 punktów. Odpowiedzi można umieszczać w komentarzach.
    Za poprawne wypełnienie karty egzaminacyjnej swoim nickiem można zdobyć maksymalnie 28 punktów.
    Maksymalna liczba punktów do zdobycia ? 50 pkt. Ilość punktów wymagana do zaliczenia egzaminu ? 26 punktów.
    Powodzenia!
    Osobom, którym nie uda się zdać egzaminu za pierwszym podejściem przypominamy, że nie ma tutaj przegranych i że wszyscy jesteśmy wartościowymi ludźmi!
  16. Lord Nargogh
    Dzisiaj Lord będzie się śmiał z polskiego egzaminu dojrzałości.
    Matura - jaka jest, każdy widzi. Większość z osób czytających ten wpis prawdopodobnie ma maturę już za sobą, bądź ma w planach jej napisanie. Dzisiaj posiadanie matury nie jest najmniejszym powodem do dumy - raczej jej brak oznacza powód do znacznego wstydu. Z kilku przyczyn.
    Przede wszystkim współczesna matura jest tak banalnie prosta, że trzeba mieć zaawansowany stopień niewydolności umysłowej by jej po trzech latach liceum z powodzeniem nie zdać.
    Ponadto wciąż prowadzone są działania celem dalszego uproszczenia tej matury. Dodano obowiązkowy egzamin pisemny z matematyki (na plus), ale obniżono jego poziom trudności w takim stopniu, że moim zdaniem osoby które nie są w stanie jej obecnie zaliczyć powinny zostać pozbawione praw obywatelskich, bowiem ze swoim zacofaniem umysłowym nie kwalifikują się jako przedstawiciele homo sapiens.
    Ale ja dzisiaj nie o tym.
    Razem z Iskierem przed chwilą nabijaliśmy się z matury ustnej z języka polskiego, wymyślając głupie, lubieżne i dość niecenzuralne tematy jakie naszym zdaniem powinny być do wyboru na tego typu egzaminie. I wówczas wpadłem na jakże genialny pomysł wyobrażenia sobie jak będzie wyglądał ten egzamin za 92 lata. W końcu ministerstwo będzie musiało uwzględnić dorobek współczesnej kultury i inne osiągnięcia polskiej cywilizacji XXI wieku. I na tego typu zagadnieniach skupię się tym razem.
    Zakładam, że za kilkadziesiąt lat literatura jako taka zejdzie na plan drugi i będziemy raczej skupiać się na wszystkich dorobkach współczesnej kultury równomiernie - w tym telewizji i internetu.
    Trochę sobie polecę po bandzie, ale w końcu to mój blog i chyba przede wszystkim o to chodzi =)
    1. Dlaczego białe nie jest białe, a czarne nie jest czarne? Omówienie wybranych pozycji z zakresu filozofii Kaczynizmu.
    2. 'Jestem hardcorem!' jako przejaw buntu młodzieży XXI wieku przeciwko prawom fizyki i jako chęć ascendencji ku niebiosom.
    3. Dwa geje pingwiny, czyli przykłady piękna homoseksualnej miłości rodzicielskiej w literaturze dla dzieci XXI wieku.
    4. 'Tato, kupę!' - omówienie dorobku kulturalnego reklam z minionego wieku.
    5. Pokolenia JP II i JP na 100%. Omówienie podobieństw i różnic.
    6. Demotywatory.pl jako bijący rekordy popularności serwis informacyjny.
    7. Ewolucja kroków tanecznych. Porównanie tańca z literatury młodopolskiej z wybranymi odcinkami spośród 150 ostatnich edycji Tańca z Gwiazdami.
    8. Od zera, przez geja do bohatera - omówienie akceleracji karier wybranych celebrytów pod wpływem ich przyznania się do własnego homoseksualizmu.
    9. 'Daj kamienia!' - porównanie anonimowego bohatera XXI wieku z Dawidem - jego biblijnym odpowiednikiem podczas jego walki z Goliatem.
    10. 'CHWDP', 'LEGIA PANY' i inne dzieła malowidła naściennego XXI wieku. Porównanie z jaskiniowymi malowidłami z epoki kamienia łupanego. Wyjaśnienie, dlaczego człowiek współczesny jest bardziej rozwinięty pod tym względem od jaskiniowca.
    11. 'Matrix' i 'Zielona Mila'. Omówienie archetypu Wielkiego Łysego Murzyna.
    12. 'Foczki', 'Hajs', 'Melanż', 'Zioło' i inne osiągnięcia kulturowe polskiego hip-hopu.
    13. 'Zostań ninja', 'Wybierz łopatę', 'Przeżyj za 50 zł do końca miesiąca' i inne dylematy studenta XXI wieku.
    14. Omówienie wybranych traktatów filozoficznych Joli Rutowicz i ich zasług na tle postrzegania współczesnej rzeczywistości.
    15. Syzyfowa praca. Porównanie starań Syzyfa z dylematami depilacyjnymi współczesnych kobiet.
    16. 'Człowiek, który przeszedł pieszo wszystkie polskie autostrady w 15 minut'. Omówienie biografii znanego niewidomego sportowca bez jednej nogi.
    EDIT: Rozszerzenie listy na podstawie twórczości komentatorów:
    17. Koncepcja słów "ale urwał" w oparciu na dobytku kultury i własnych doświadczeń. [melon1992]
    18. Anal i Oral jako współczesna Alfa i Omega [iskier]
    19. Absurdy w życiu codziennym, w prawie, oraz w szkołach. Czemu część ludzi godzi się na takie rzeczy, a reszta nie ma nic do powiedzenia w tych sytuacjach. [Maciejka01]
    20. Fizyka: Widelec, nóż i zapałka, czyli wyższa fizyka na podstawie Demotywatory.pl [roziaq]
    21. Biologia: WoWcraftia - choroba XXI w. , która zdziesiątkowała ludność Azji. [roziaq]
    22. Informatyka: DRM v201.2 - jak zabezpieczyć grę przed legalnymi graczami? [roziaq]
    23. Galerianizm - sposób na zostanie milionerem... [roziaq]
    24. "Nie ma takiego bicia.." - jak bezstresowo wychowywać dzieci... [roziaq]
    25. Pokemonologia - Omów Wszystkie 50 generacji pokemonów oraz napisz biografię legendarnego trenera Darusia . [dariusxq]
    26. ABC czyli WSAD ubiegłego wieku - opisz genezę i przebieg transformacji. [pavlaq89]
    27. Celebrytyzm jako wytwór kulturowy mediów. Przez łóżko do sukcesu i magiczne 5 minut za wszelką cenę. Omów na przykładach strategie bycia sławnym i podziwianym w pierwszej dekadzie XXI wieku. [slavkovic]
    28. Omów wczesne próby klonowania i ich wpływ na politykę XXI wieku. [Aiden]
    29. Trudna droga do sławy,okupiona latami wyrzeczeń i ciężką pracą-omów i porównaj biografię Baski z klatki B i Gracjana Roztockiego z uwzględnieniem ich najwybitniejszych cytatów. [Lukas699CK]
    30. J3S13M D3B1L3M,SP43RD1L1J SL3D1U i inne-omów wybrane sposoby na usunięcie Śledzika z Naszej-Klasy oraz ich skuteczność. [Lukas699CK]
    31. Od:"HeY! CiO tAm Ó FaS sŁYhaCI?" Do "cH3j cJo tAM Oo wash sHł1cHaC?" omów zmiany zachodzące przez to stulecie w języku pokemonów-prezentacja multimedialna. [Lukas699CK]
    A Wy? Macie jakieś propozycje tematów na maturę z języka polskiego za tyle lat?
  17. Lord Nargogh
    Z czystej ciekawości zdecydowałem się rzucić okiem na tematy pracy pisemnej, jakie były częścią tegorocznej matury z języka polskiego. Wystarczyło pobieżne przejrzenie całego arkusza, bym całkowicie się zagotował. Nadszedł czas poruszyć temat, który irytował mnie niewiarygodnie przez cały okres trwania liceum.

    Może na początek po prostu zacytuję wspomniane tematy:
    Temat 1. Analizując wiersze "Gdy tu mój trup..." Adama Mickiewicza oraz "Światło w ciemnościach" Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, porównaj ukazane w nich obrazy świata marzeń i rzeczywistości. Wykorzystaj właściwe konteksty.
    Temat 2. Analizując podane fragmenty powieści Zofii Nałkowskiej "Granica", przedstaw obraz Justyny i jej związku z Zenonem w oczach różnych bohaterów powieści. W kontekście całej powieści wyjaśnij, jakie konsekwencje wynikają z zestawienia odmiennych spojrzeń na bohaterów i relacji pomiędzy nimi.
    Po przeczytaniu wyżej wymienionych tematów, przyszła mi do głowy tylko jedna myśl.
    Co za stos bezwartościowego [beeep].
    Na poważnie - dzisiejszy sposób kształcenia młodzieży w zakresie języka polskiego w szkole średniej jest karygodny, śmieszny i całkowicie bezwartościowy.
    Zdolności językowe moich rówieśników, którzy ten egzamin mają już za sobą są po prostu żenujące. A to wszystko wynika z tego, że zamiast porządnie nauczyć nas, jak władać naszym ojczystym językiem zmuszano nas do bezustannej nadinterpretacji i wymuszonego uwielbienia wątpliwych 'dzieł' literackich, które ja określiłbym mianem - gówniane. Lektury szkolne z bardzo nielicznymi wyjątkami są tragicznie nudne i bezwartościowe gdy spoglądam na nie z perspektywy czasu. Dlatego też większość uczniów ich zwyczajnie nie czyta - ja byłem jedyną osobą w swojej klasie (w renomowanym ponoć liceum), która przeczytała wszystkie obowiązujące wówczas lektury. Zniechęca to ludzi do czytania książek w ogóle i doprowadza do cofania się młodzieży w rozwoju.
    Ja akurat byłem jedną z lepiej interpretujących przekazy autorów wierszy osób. Od mojej matury minęły już trzy lata i mogę z całą pewnością powiedzieć, że cały ten przedmiot w liceum był dla mnie całkowicie bezwartościowy. Wszystkie zdolności językowe jakie zdobyłem wyniosłem z gimnazjum. W liceum były tylko wiersze i nudne lektury, a także ograniczenie do jednej, maturalnej formy - analizy i interpretacji. Nie było pisania listów, recenzji, referatów, felietonów ani zwyczajnego dokształcania w zakresie poprawnego wysławiania się.
    Jedna wielka pieprzona strata czasu. Zawsze byłem pod tym względem straszliwie cięty, a moja polonistka mi tego nie ułatwiała, odpowiadając na moje pytanie 'po co to wszystko?' zabawnymi w jej odczuciu słowami, że 'może kiedyś w teleturnieju dostanę takie pytanie'.
    Na reformę edukacji nie ma co liczyć, każda kolejna bowiem zdaje się być gorsza od poprzedniej. Cały system nauczania w tym kraju, na każdym etapie kształcenia po prostu leży. Trudno mi wskazać przedmiot w szkole średniej, na którym wyłożono niezaprzeczalnie przydatną wiedzę. W szkole średniej przedmioty humanistyczne są stratą czasu, a ścisłe są zrealizowane w nudny i nieprzydatny dla człowieka niezamierzającego kontynuować edukacji w tym zakresie sposób. Natomiast gdy ktoś jednak zdecyduje się pójść w tym kierunku, to na studiach boleśnie przekona się, że w szkole średniej najzwyczajniej marnowano jego czas i nie nauczono go tego, czego trzeba. I wtedy istnieje kilka możliwości - albo ta osoba zawsze interesowała się tematem na wyrost i posiada potrzebną wiedzę dzięki własnemu wysiłkowi, albo błyskawicznie nadrobi zaległości ucząc się we własnym zakresie, albo też zostanie w danej dziedzinie zwyczajnym ciołkiem przynoszącym wstyd swoim kolegom po fachu. Takie ciołki bardzo często zdobywają nawet tytuł magistra, bo system oceniania na studiach nie jest sprawiedliwy i nieraz bez trudu udaje im się przeciskać poprzez kolejne semestry.
    A nie potrafią tak naprawdę nic.
    Reasumując - jeśli ktoś chce się uważać w tym kraju za człowieka wykształconego, nie powinien w ogóle polegać na organach edukacji, a zdobywać wiedzę we własnym zakresie. Na każdym etapie edukacji uczy się człowieka niepotrzebnych rzeczy, a o tym, co tak naprawdę jest potrzebne w życiu/w zawodzie/na studiach człowiek najczęściej przekonuje się boleśnie na skutek własnego nieprzygotowania do sytuacji, które przed nim się pojawią.
  18. Lord Nargogh
    Jakiś czas temu gadaliśmy sobie z Dogmatem Iskrzyńskim na temat najbardziej klimatycznych naszym zdaniem momentów w grach. Wtedy też wpadłem na pomysł żeby zrobić własną listę takowych. Oczywiście nie jest to pierwsza ani ostatnia lista tego typu, tym niemniej częściowo robię ją dla samego siebie, żebym kiedyś w razie problemów ze zdecydowaniem się w co zagrać mógł się oprzeć na tym, co sądziłem o kilku ulubionych tytułach wcześniej.
    Jak każda lista tego typu, ta również jest skrajnie subiektywna, ale opinie o klimacie w grze nie mogą być obiektywne, bo na każdego działa coś innego. Dla niektórych niesamowity klimat ma rozpierniczone pole bitwy, na którym słychać jeden wybuch za drugim - a ja na przykład do takich osób nie należę, stąd nie znajdziecie na tej liście nic podobnego.
    Kolejność jest absolutnie przypadkowa, chodzi po prostu o zbiór momentów w grach, które uznaję za klimatyczne. Ograniczyłem się do jednego momentu na tytuł, oczywiście tego najlepszego moim zdaniem.
    Żeby dać niektórym przedsmak klimatu zawartego w danej chwili gry, a innym którzy mieli szczęście go osobiście doświadczyć przypomnieć 'jak to było', postaram się powklejać filmiki z YT zawierające muzykę, jaką dane było nam słyszeć w danym momencie. Albowiem muzyka jest jednym z najważniejszych wyznaczników klimatu, drogie dzieci.
    Jak dobrze pójdzie, to może znajdę coś co nie jest samą muzyczką, a całym filmikiem z danego etapu.
    I żeby mi potem nikt nie jęczał - w tym rankingu gdzieniegdzie zawarte będą ważne spoilery z fabuły danej gry.
    Ale dość tej czczej gadaniny, nie jesteśmy w końcu w Sejmie ani na konferencji prasowej. Przejdźmy do rzeczy.


    Gothic 1 - Świątynia Śniącego



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Panie, tu jakieś nieumarłe latają. Co gorsza nie tylko szkielety ludzi, ale i orków i innego plugastwa. Pełno pajęczyn, ciemne korytarze, tajemnicze inskrypcje na ścianach. Gdzieniegdzie pułapki. Co gorsza niektóre z tych bestyj rozmawiać jeszcze z nami chcieją.
    Muzyka specjalnie cichsza, by wzbudzać w graczu jeszcze większe poczucie zagrożenia przy każdym najdrobniejszym słyszalnym szmerze. Idziesz sobie spokojnie ciemnym korytarzem, słuch przyzwyczaja Ci się do tej niepokojącej ciszy zakłócanej jedynie delikatnie brzmiącą muzyką - a tu nagle ŁUP! Dostajesz mieczem po plecach z zaskoczenia od szkieletu, z którego obecności wcześniej nie zdawałeś sobie sprawy.
    Emocje i pełne gacie gwarantowane. Zależnie od zainteresowań, pełne z przodu bądź z tyłu. A czasem z obu stron.
    Tam trzeba po prostu samemu wejść i narobić w gacie, inaczej się nie zrozumie co mam na myśli.


    Gothic 2 - Dwór Irdorath



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Fabularny odpowiednik Świątyni Śniącego z pierwszej części gry. To tutaj ukryło się Wielkie Zło i to tutaj odbędzie się ostateczna walka o uratowanie świata. Tym razem nieumarłych jest mniej, ale za to dużo więcej samych zielonoskórych. Do tego miejsca dotrzeć można drogą morską, a jak już zdecydujemy się opuścić nasz statek i pozwiedzać conieco okolicę, to po powrocie - guess what - okazuje się że nasz okręt zaatakowali Orkowie. Nasi towarzysze wówczas motywują nas do działania stwierdzając że 'lepiej żebyśmy się pośpieszyli, bo nie wiadomo ile czasu dadzą radę odpierać ataki'.
    I czuje się tą presję otoczenia w trakcie zwiedzania wyspy. Ponownie nigdy nie wiadomo co i kiedy spróbuje nas pozbawić życia. Pułapek jest sporo, zagadek jest kilka. Złe rozwiązanie zagadki zwykle wiąże się z odpaleniem którejść z pułapek - stąd nie powinniśmy być zaskoczeni gdy po pociągnięciu za pewną dźwignię od razu oberwiemy po plecach dwoma dwuręcznymi mieczami rycerzy śmierci. Albo gdy całe pomieszczenie wypełni się tajemniczym gazem, który będzie powoli wydzierał z nas resztki życia. Znów jest ciemno, znów jest mrocznie, znów jest strasznie i wspaniale.


    Gothic 3 - Varant i Nordmar



    Youtube Video -> Oryginalne wideo


    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Tutaj raczej mamy do czynienia z moim podnieceniem geograficznym, bo nie chodzi o konkretne miejsce na mapie, a o dwie duże części kontynentu. Pustynię, jaką jest Varant i mroźne góry, znajdujące się w Nordmarze. Z jakichś przyczyn uwielbiam te miejsca - po prostu grafika i muzyka w tych momentach buduje intensywne wrażenie, jakby się tam było naprawdę. Latając po Varancie masz czasem wrażenie, jakby właśnie nieco piachu wleciało Ci do ust, a to wielgachne słońce naprawdę przypiekało Ci tyłek. W Nordmarze z kolei zaczyna Ci się robić zimno, a na twarzy czujesz podmuch mroźnego wichru.


    Fallout 1 - Rozmowa z Mistrzem



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Schodzimy do podziemi niepozornej Katedry i znajdujemy conieco niespodzianek. Poza wszechobecnymi SuperMutantami, naszą uwagę przykuwają ściany krypty bogato zdobione pomutowanymi ludzkimi wnętrznościami. Z czasem okazuje się, że patrzymy właśnie na ciało Mistrza, który znajduje się kilka pomieszczeń dalej. W końcu dostajemy się do miejsca, w którym spoczywa straszliwie pomutowana i genialna w swoim szaleństwie istota, czyli wspomniany wcześniej Mistrz mutantów. Oczywiście rozmawiamy z nim, słuchamy jego szaleńczej wizji nowego porządku na świecie i jeśli tylko chcemy - pomagamy mu ten porządek zaprowadzić i sami stajemy się częścią systemu, który zaproponował Mistrz - przechodzimy przemianę w Super Mutanta. Możemy też zwyczajnie rozsmarować wnętrzności Mistrza nawet bardziej niż wcześniej, przy użyciu rozmaitych broni czy też gołych pięści, jeśli oglądaliśmy filmy z Brucem Lee. W ostateczności możemy zburzyć marzenia Mistrza i skłonić go do samobójstwa, wypowiadajac jedno proste zdanie, które udowadnia mu, że cały ten jego plan to pomyłka i że nie ma on żadnych szans na przyszłość.
    Bo jego kochane mutanty są bezpłodne.
    Co prawda w drugiej części okazuje się że to bullshit, ale Mistrza i tak już nie ma.
    A niezapomniane wrażenia z wędrówki po umazanych wnętrzościami pomieszczeniach pozostają na całe życie...


    Fallout 2 - Gecko



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Miasto mutantów - ghuli. Zbudowane w otoczeniu niezbyt szczelnego reaktora nuklearnego. No, ale to w niczym nie przeszkadza naszym mutantom ze spaloną skórą i niektórymi narządami na wierzchu. To miejsce ma w sobie coś... niezwykłego. Wyraźnie wyczuwa się jak bardzo człowiek odstaje od tego miasta i tej 'społeczności'. To dość ciekawy pomysł ze strony twórców gry - wykreowanie fikcyjnej rasy powstałej z ludzi, a później pokazanie jak mogłaby wyglądać społeczność składająca się z tych tworów. Z jednej strony widzimy, jak ghule zachowują się jak zwykli ludzie - uprawiają pola, opowiadają głupie żarty, upijają się w barach. Z drugiej jednak widzimy, że ludźmi już zdecydowanie nie są - w większości nie potrafią biegać z powodu poranionych kończyn, praktycznie nie mają skóry, pomimo ciągłego rozkładu starzeją się i żyją dużo dłużej, są odporni na choroby i promieniowanie. Jednocześnie *mniej* niż zwykli ludzie i *więcej* niż zwykli ludzie. Najprościej byłoby określić ich mianem innych ludzi.
    Pytanie: czy w prawdziwym świecie 'czyści' ludzie potrafiliby żyć z takimi istotami w pokoju i zachowywać się wobec nich tolerancyjnie? Twórcy Fallouta założyli że nie, w związku z tym ghule by zaznać nieco spokoju i godnego życia muszą oddalić się od cywilizacji ludzi i stworzyć miasto specjalnie dla siebie. I właśnie to miasto jest w Falloucie niesamowite.
    PS: nie byłbym sobą jakbym nie wspomniał o drobnym, ale zarazem niesamowitym momencie w Falloucie 2, który też ma charakterystyczny klimat. Mianowicie jeśli zaczniemy szukać zegarka dla pewnego człowieka w mieście Modoc, w pewnym momencie nasze poszukiwania doprowadzą nas do latryny, pod którą kryje się jaskinia, w której - jak sądzimy jest ten zegarek.
    No ale zejście do jaskini jest zbyt małe dla nas, zatem co robimy? Podkładamy w tej latrynie plastik albo inny dynamit.
    Widok miasta całego w gównie - od ziemi aż po dachy - jest wart dużo więcej niż nagroda za znalezienie tego zegarka.


    Fallout 3 - Pustkowie



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Dla mnie niesamowita sprawa. Pustkowie w Falloucie 3 pokochałem praktycznie od pierwszego spojrzenia. Dokładnie tak je sobie wyobrażałem, gdy grałem w poprzednie części gry. Jakikolwiek Fallout 3 kontrowersyjny by nie był, każdy kto ma w sobie choć odrobinę rozsądku powinien przyznać że jego pustkowie trzyma klimat.
    Budynki zniszczone przez ząb czasu i bombardowania, zasypane piaskiem drogi, szczątkowa i wysuszona roślinność, skażenie radioaktywne ukryte w każdej niepozornej kałuży...
    Jako wielki fan tej serii człowiek jest zachwycony możliwością zwiedzenia tego miejsca, a zarazem przerażony, że do tego kiedyś mogłoby dojść naprawdę.
    PS: Stwierdziłem, że trochę tego za dużo wyszło. W związku z tym listę rozbiję na dwie części. Ciąg dalszy niebawem...
  19. Lord Nargogh
    Bez zbędnego owijania w bawełnę, mojego prywatnego rankingu ciąg dalszy. Ponownie ostrzegam przed wszechobecnymi spoilerami.


    Morrowind: Bloodmoon - Likantropia



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Niesamowita sprawa. W trakcie realizowania głównego wątku fabularnego dodatku Bloodmoon, w końcu zostajemy zarażeni pewną tajemniczą chorobą. Oczywiście podobnie jak w przypadku wampiryzmu, mamy kilka dni czasu na wyleczenie się i uniknięcie konsekwencji postępowania zarazy. Ale nie oszukujmy się, przecież właśnie o to głównie w tym dodatku chodzi, żeby pobawić się w wilkołaka, nie?
    No więc za pierwszym razem zdecydowałem się odczekać aż choroba 'rozwinie skrzydła' i ujawni wszystkie związane ze sobą objawy.
    Po kilku dniach w trakcie odpoczynku ujrzałem powyższy klimatyczny filmik... a potem normalny świat Morrowinda, tym razem jednak widziany oczami bestii. Różnica jest zauważalna - nasz wilczek potrafi doskonale widzieć w ciemnościach, poza tym jest diabelnie szybki i niesamowicie wysoko skacze. Po posileniu się humanoidalnym mięsem jego rany regenerują się aż do poranka.
    Właśnie - posilanie się. Likantropia nakłada na nas obowiązek zabijania przynajmniej jednego humanoida dziennie, celem pożywienia się jego ciałem i krwią. W przeciwnym razie będziemy słabnąć. Polowanie jednak nie przynosi nam najmniejszego trudu, bowiem doskonale rozwinięte zmysły wilkołaka są w stanie wyczuć zapach wszelkich humanoidów na dystansie kilkuset stóp - w związku z tym widzimy potencjalne ofiary na mapie.
    Musimy tylko pilnować tego, żeby nie ulec przemianie przy jakimkolwiek człowieku, bo jeśli do tego dojdzie to wszyscy zaczną na nas polować nawet w ludzkiej formie i nie będziemy w stanie w ogóle współpracować z jakimikolwiek NPCami.
    Likantropia została przedstawiona w Bloodmoonie w sposób tak niesamowity, że warto zagrać w całą grę chociażby po to, żeby jej doznać.


    Planescape: Torment - Forteca Żalu



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Tutaj wszystko będzie miało swój koniec. Być albo nie być dla głównego bohatera - albo zakończy swoje zmagania sukcesem i zdoła odzyskać swoją śmiertelność, albo spełnią się jego najgorsze obawy i zostanie nieśmiertelnym, pozbawionym świadomości warzywem.
    Poznamy tutaj odpowiedzi na wiele spośród swoich pytań, a także ujrzymy upadek każdego z towarzyszy. Będziemy musieli stawić czoło setkom upiorów, którzy powstali z dusz ludzi którzy utracili swoje życia by podtrzymać naszą egystencję. Każda nasza śmierć, każda kolejna karnacja oznaczała śmierć kogoś innego w sferach - równowaga musiała zostać zachowana. Życie jednego kosztem życia drugiego.
    W tej fortecy odnalazło schronienie także to, czego szukaliśmy od początku rozgrywki - nasza śmiertelność, która utworzyła samodzielny, świadomy byt który nie chce zrezygnować ze swojego istnienia, by nas ocalić.
    Skąd Forteca Żalu wzięła swoją nazwę? Tego nie możemy być pewni. Być może stąd, że cała przygoda z nieśmiertelnością naszego bohatera została zapoczątkowana jego chęcią odpokutowania za liczne grzechy. Późniejsza nieśmiertelność doprowadziła do powstania tej fortecy.
    Pokuta --> Żal. Forteca Żalu.
    Być może jednak ta nazwa nie ma z tym faktem nic wspólnego, ale nie zmienia to faktu że to jedno z najlepiej opracowanych i najbardziej klimatycznych miejsc, jakie mieliśmy szansę odwiedzić podczas trwania naszej przygody z grami komputerowymi.


    Oblivion - pierwsze przekroczenie bram Otchłani



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    Podchodzimy do podejrzanie wyglądających wrót, które zdają się płonąć. Widząc zrujnowane miasto, znajdujące się nieopodal zdajemy sobie sprawę, jakie niebezpieczeństwo może się za nimi kryć. Jak to bohaterzy, decydujemy się powstrzymać to niebezpieczeństwo i odważnie przekraczamy wrota.
    A za nimi widzimy coś... niesamowitego. Nie byłbym w stanie lepiej sobie wyobrazić Otchłani - czerwone niebo, pełno płomieni, dziwna, kolczasta architektura, diaboliczne stworzenia, morza lawy i rośliny, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Zwiedzanie wież i fortec wybudowanych w Otchłani również dostarcza nam niezwykłych wrażeń - na przykład gdy znajdujemy człowieka uwięzionego w klatce, który niewątpliwie był torturowany. Walające się wszędzie ciała, niebezpieczne i przerażające Dremory (poprawcie mnie, jeśli przekręciłem nazwę). Po prostu piekło - a my mamy wbiec z okrzykiem w sam jego środek. I to więcej niż jeden raz.


    Neverwinter Nights 2: Maska Zdrajcy - Krypta Boga Śmierci



    Youtube Video -> Oryginalne wideo
    W przypadku tego dodatku naprawdę ciężko było mi wybrać jeden najbardziej klimatyczny moment, bowiem Maska Zdrajcy OCIEKA wręcz klimatem. Od początku do końca. Każde miejsce jest magiczne, każda rozmowa - niezwykła. Temu dodatkowi poświęcę kiedyś oddzielny wpis, ale przejdźmy do rzeczy.
    Krypta Boga Śmierci. Martwego Boga Śmierci - niezła ironia, nieprawdaż? Umieszczona została w Sferze Cienia, stąd w ogóle nie została ruszona przez ząb czasu. W środku możemy spotkać pracujące wciąż uwięzione dusze skrybów, a po wejściu do Skryptorium słyszymy nawet szelest piór piszących po niezliczonych woluminach.
    To miejsce jest niesamowite - od wejścia, aż po piwnice, w których możemy zresztą znaleźć wrota prowadzące przed Miasto Umarłych. To tam zaczęła się Pierwsza Krucjata i tam odbędzie się kolejna pod naszym dowodzeniem.
    Dzięki 'zaletom' klątwy Zjadacza Dusz jesteśmy w stanie wyczuć jak gęsto wypełnione duchami są pomieszczenia tej świątyni, a w szczególności w pomieszczeniu z wielkim piecem w którym umieszczano ciała tych, którzy doczekali swojego końca w więzieniach tej krypty. Ogień w piecu nadal płonął, pomimo iż upłynęły setki lat odkąd jakakolwiek żywa istota dorzuciła do niego cokolwiek, by go podtrzymać. Ogień wciąż płonął z powodu tysięcy dusz, znajdujących się w tym piecu. Niektóre z nich życzą sobie, by z nami porozmawiać.
    Kryptę wypełniają sadzawki pełne krwi, a na ścianach znajdują się liczne obrazy przedstawiające również bohatera Pierwszej Krucjaty, Akachiego. Na niższym poziomie możemy znaleźć księgę opowiadającą ze szczegółami historię jego życia.
    Zanim dane nam jest zejść wrotami prowadzącymi na drugi poziom, widzimy jego zawartość w jednym z wielu, klimatycznych snów, które niejednokrotnie zawierają wspomnienia poprzednich Zjadaczy.
    To miejsce jest naprawdę niesamowite.
    Trzecia, póki co ostatnia część mojego prywatnego spisu ukaże się niebawem. Znowu trochę za dużo wyszło
    EDIT: Po ponownym namyśle, stwierdziłem że zamknę ten ranking w dwóch częściach. Ostatnia, trzecia część okazała się być najmniej klimatyczna (IMO) ze wszystkich, toteż zdecydowałem się rzucić ją w zapomnienie. Wolę wrócić do codziennego marudzenia na świat i rzeczywistość :]
  20. Lord Nargogh
    Niektórzy z Was zapewne byli bardzo podekscytowani od ostatnich kilku dni.
    Wszystko zaczęło się od bardzo radosnego newsa, że jesteśmy na najlepszej drodze do opracowania... mieczy świetlnych! Świat pryszczatych nerdów w przepoconych koszulkach zadrżał w posadach.
    ...lecz czy tak naprawdę jest się czym cieszyć? W tym wpisie postaram się 'rozszyfrować' hardy żargon fizyków i wyjaśnić o co tak naprawdę chodziło w tym ponoć epokowym odkryciu.
    Ja sam dowiedziałem się o całej sprawie z artykułu na portalu geek:
    http://www.geek.com/...tsaber-1571956/
    Tłum. polskiej nazwy: 'nowa forma fotonowej materii jest zasadniczo mieczem świetlnym'.
    Mój mózg fizyka wydał z siebie skrzeczący dźwięk po samym przeczytaniu tytułu. Już wiedziałem, że chodzi o jakiś bzdet rozdmuchany do rozmiarów epokowego odkrycia. Nie ma czegoś takiego jak 'fotonowa materia'. Energia w naszym wszechświecie może występować w dwóch postaciach: materialnej i elektromagnetycznej. Światło i masa. Te dwa typy energii mogą przechodzić w siebie nawzajem na drodze kreacji i anihilacji. Epitet 'fotonowa materia' nie ma żadnego naukowego sensu.
    Artykuł w dosyć naiwny sposób podnieca się nieszczególnie przełomowym odkryciem naukowym, wyciągając wnioski i nadzieje z kosmosu, które nie mają oparcia w faktach. Nie będę analizował tego tekstu, bo zwyczajnie na to nie zasługuje. Kto ma ochotę niech przeczyta sam i wyciągnie własne wnioski. Ja się skupię na tym, co jest napisane w samej publikacji na temat tego odkrycia, która jest dostępna za darmo i legalnie pod tym linkiem:
    www.rle.mit.edu/media/pr151/
    Zacznijmy od podstaw - tego, czego dotyczy badanie i publikacja. Najpierw będę tłumaczyć tekst z angielskiego na polski, a potem postaram się wyjaśnić o co chodziło.
    Tłum. na polski: Oddziaływania pomiędzy słabymi impulsami optycznymi na poziomie pojedynczych fotonów reprezentują fundamentalne ograniczenie dla nieliniowej optyki, a osiągnięcie tego efektu stanowiło długoletni cel badany przez ostatnie trzy dziesięciolecia. W dodatku do podstawowych korzyści, badania te napędzane były przez ich potencjalne zastosowania w informatyce kwantowej. Przykładem takich zastosowań mogą być przełączniki foton-foton i całkowicie optyczne tranzystory stworzone na poziomie pojedynczego fotonu. W ogólności, takie nieliniowe oddziaływania są bardzo trudne do uzyskania, gdyż wymagają połączenia dużej nieliniowości optycznej, długiego czasu oddziaływania pomiędzy atomem i fotonem, niską utratą fotonów i precyzyjnego uwięzienia światła. W tej pracy demonstrujemy innowacyjne podejście umożliwiające uzyskanie silnych, koherentnych nieliniowych oddziaływań pomiędzy kilkofotonowymi impulsami.
    Tłum. na ludzki: Ciężko, oj ciężko jest uzyskać fotony które oddziałują ze sobą. Jak już się komuś uda je uzyskać, to można to wykorzystać do szyfrowania danych i w elektronice. Mamy pomysł jak cośtam w tym temacie wskórać.
    No cóż, chwilowo nic o mieczach świetlnych, a z punktu widzenia zwykłego człowieka nie ma w tym w ogóle nic ciekawego. No to nic, lecimy dalej. Teraz w skrócie o co chodziło w samym eksperymencie:
    EIT - Electromagnetically Induced Transparence - Przezroczystość Wymuszona.
    Polariton - nie jestem pewien jak się tłumaczy na polski, ale oznacza to kwazicząstkę (tak jakby pseudo-cząstkę) powstająca na skutek silnego sprzężenia pomiędzy falą elektromagnetyczną (światłem) a wzbudzeniem niosącym za sobą elektryczny lub magnetyczny dipol. Przykład: fala plazmy rozchodząca się po powierzchni metalu razem z fotonem.
    Tłum. na polski:
    Wrażliwa natura interferencji kwantowej bazującej na Wymuszonej Przezroczystości umożliwia uzyskanie nieliniowych, spójnych oddziaływań pomiędzy polarytonie w ciemnym stanie i dodatkowymi polami świetlnymi, co może być interpretowane jako oddziaływanie pomiędzy fotonami.
    Tłum. na ludzki:
    Wymuszona przezroczystość (dzięki sztuczce robisz że kryształ przepuszcza bez strat np żółte światło) pozwala na uzyskanie tych szumnych oddziaływań pomiędzy fotonami.
    Artykuł jest oczywiście znacznie dłuższy, ale... to zasadniczo wszystko, co w nim najważniejsze (poza nudną kwantową matematyką).
    Nie ma żadnych mieczy świetlnych, i to odkrycie nie ma nic wspólnego z ewentualnym powstaniem ich w przyszłości. Jest tylko potencjalny tranzystor fotonowy, czyli element elektroniczny z samego światła no i potencjalne zastosowania w budowie komputera kwantowego i/lub kwantowego szyfrowania sygnału,
    Kto wcześniej o tym czytał, być może sobie niepotrzebnie narobił nadziei na zabawki rodem z filmu science-fiction. Przykro mi, że mogłem te nadzieje zrujnować - ale po prostu nie cierpię jak wykorzystuje się tanie chwyty żeby przykuć uwagę szarego obywatela do swoich badań naukowych.
    Pewnie i tak nikt nie doczytał do końca, ale i tak czuję się lepiej po tym 'sprostowaniu'.
    PS: Dziwnym zbiegiem okoliczności, to 'kwantowcy' najbardziej lubią przesadzać w ogłaszaniu światu swoich odkryć - stąd mamy wielu ludzi wierzących że jesteśmy naprawdę blisko skonstruowania teleportera (teleportacja kwantowa nie ma nic wspólnego z przenoszeniem ludzi na duże odległości - to tylko nudna metoda szyfrowania informacji, o której może napiszę kiedy indziej).
    PS 2:Niektórzy z Was wiedzą, że jestem fizykiem z wykształcenia. Że kiedyś planowałem udać się na doktorat, dokonywać odkryć naukowych i zmieniać świat. Oraz że zetknięcie ze światem nauki bardzo mocno mnie zniechęciło i odrzuciło. Dzisiaj doświadczyłem przypomnienia, dlaczego tak było.
  21. Lord Nargogh
    Hej, hej, wpadłem na pomysł zorganizowania międzygalaktycznego zjazdu czytelników CD-Action Ale tylko z forum i blogów, bo interesuje mnie tylko elyta!
    Ja to widzę tak:
    Miejsce: Gorzów. Dlaczego tak? Bo ja tak mówię. Ja organizuję, ja decyduję. Poza tym mamy akłapark i lodowisko.
    Czas: myślę, że trzeba dać odpowiednią ilość czasu na zorganizowanie się ludziom, więc jutro o godzinie 13:34. Dlaczego tak? Bo nie chcę przegapić powtórki Sędziego Artura Lipińskiego na tvn 7.
    Zaznaczam jednak, że nie gwarantuję noclegów, żywności, profitów, przewodnika ani ogólnie niczego.
    Dobrze by było jakbyście wszyscy przyjechali i podrzucili mi parę butelek coli w ustalonym miejscu. Nie powiem gdzie mieszkam, bo nie.
    To tak na wstecznym wymyśliłem. Piszcie jakby co jakbyście mieli pomysły co można mi jeszcze przywieźć.
    PS: Mile widziane osoby z okolic lubuskiego
    PS2: Zaproszenie nie dotyczy mieszkańców Jowisza i Alfa Centauri, bo tam same [beeep] mieszkają.
  22. Lord Nargogh
    Dzisiaj będzie narzekająco. Będę karcić forumowiczów.
    Fe! Fe! Niedobry forumowicz! NIEDOBRY forumowicz!
    A teraz przejdę do wyjasnienia co doprowadziło mnie do tak drastycznych kroków.
    Codzienne porządki w dziale "Pomocna Dłoń" powodują u mnie coraz silniejsze załamania nerwowe, migreny, bóle głowy itp. Dlaczego się tak dzieje? Ano dlatego, że kilka prostych reguł panujących w tym dziale jest dla niektórych nie do pojęcia.
    Bardzo popularne są tematy o nazwach "Problem - błagam o pomoc!" "Pomóżcie!" "KOTOR PROBLEM".
    No cóż, koleś ma problem. Przykre. Jest w dziale który służy do rozwiązywania problemów, ale i tak musi wszystkich wokół poinformowac że ma problem. No ale nic w tym dziwnego, w końcu przed jego przyjściem wszyscy gadali o - nie wiem - ziemniakach. Tak, o ziemniakach. Ziemniakach i rozmaitych sposobach ich przyrządzania.
    BO KTO MÓGŁBY W OGÓLE POMYŚLEĆ, ŻE DZIAŁ POMOCNA DŁOŃ SŁUŻY DO ROZWIĄZYWANIA PROBLEMÓW?
    Czekam z niecierpliwością aż ktoś założy temat w stylu "GTA: Dobre wieści!" albo "FIFA: Udało się!"
    Ba, samo GTA i KOTOR też jest niepoprawne. W regulaminie wyraźnie jest napisane: Podać pełną nazwę gry. A ja potem muszę to wszyskto poprawiać. Wszystko. Każde CoD, RTCW, KOTOR, CS, i wszystkie inne możliwe gry, bo komuś się nie chciało tego zrobić. I pal licho sam wysiłek, czasem nie mam pojęcia o jaką grę chodzi. Muszę się wtedy konsultować z kimś żeby rozszyfrowac nazwę.
    O niechlujstwie wspominac nie będę. Pisanie nazw gier z małych liter, z dziesiątkami literówek. Tego nie muszę poprawiać, ale i tak to robię, bo nie mogę na to patrzeć.
    Poza tym czego brakuje? Opisywania problemu w nazwie tematu. Tak, to jest najgorsze i oznacza najwięcej roboty. Muszę wejść w temat, przeczytać post forumowicza, i odgadnąc o jaki problem mu chodzi. Potem to wpisac w nazwę. Napisanie w nazwie tematu "problem" bez żadnego podania przyczyny nie spełnia tego warunku.
    Najciekawsze jest to, że wszystkie tematy tego typu są szybko poprawiane, także na danej stronie podforum albo nie ma ani jednego takiego, albo jest co najwyżej jeden. Więc nie rozumiem tego - człowieku, widzisz że CAŁY dział jest zorganizowany inaczej, a i tak robisz po swojemu? Na zasadzie grunt to bunt?
    Czlowieku, wiemy że masz problem. Po to trafiłes do tego działu. Tylko miej litość i racz nas poinformować, JAKI.
    Poza tym niektórzy notorycznie mylą funkcje określonych działów. A wystarczyłoby przeczytac raz regulamin PD. JEDEN raz. Tam jest dokładnie opisane, co i gdzie piszemy, gdy mamy problem z grą (Pomocna Dłoń), gdy nie wiemy czy nam ta gra pójdzie (temat "Czy pójdą...?"), gdy chcemy żeby ktoś nam polecił jakiegoś fajnego RPGa (Ogólnie o Grach), gdy chcemy umówić się na sieciową rozgrywkę (Gramy w Sieci), czy gdy chcemy po prostu usłyszeć opinie innych o danej grze (Dyskusje o Grach).
    Te zasady nie są po to, żeby ludziom utrudniać życie, albo po to, żebym ja miał co robić wieczorami. Te zasady są po to, by każdy mógl szybko otrzymać pomoc.
    Także zróbcie sobie i mi przysługę - i w końcu przeczytajcie ten regulamin. Za notoryczne łamanie regulaminu PD pomimo otrzymania kilku upomnień, można otrzymac ostrzeżenie. Takiego ostrzeżenia jeszcze nikt nie dostał, a upomnień poszło bardzo niewiele. Nie dlatego, że wszyscy chętnie przestrzegają regulaminu, ale dlatego że po prostu cierpliwie i w milczeniu poprawiam te wszystkie błędy, licząc że ktoś w końcu sam zrozumie, o co chodzi.
    Ale ten sposób nie działa, i jak widac moja cierpliwość też zaczyna zbliżać się ku końcowi. Porządek w PD może byc na dwa sposoby - Hard way and Easy way - a do Was należy decyzja, jak będzie.
  23. Lord Nargogh
    Jest rok 2000. W lipcowym numerze Cd-Action na coverze znajduje się tajemniczo brzmiący Fallout 2.
    Naczytałem się w Action Redaction trochę zachwytów na temat pierwszej części, która została dołączona jako pełniak do pisma kilka lat temu. Dlatego pognałem czym prędzej do kiosku i kupiłem najnowszy numer CDA.
    Nie wiedziałem o grze zasadniczo nic, poza tym że ponoć miała być doskonałym przedstawicielem gatunku RPG, o którym także nic jeszcze nie wiedziałem. Miałem wtedy dopiero 11 lat i po zainstalowaniu Fallouta 2... odrzuciło mnie od niego.
    Za dużo opcji, nie wiem gdzie jestem i po co jestem. Nie znam i nie rozumiem świata. Dlaczego nie mogę tu pójść? I tak dalej, i tak dalej...
    Jak można się domyślić po tytule, nie na tej części gry chciałem się jednak skupić w tym wpisie. I moja przygoda z tą serią nie zakończyła się po tym drobnym 'incydencie'.
    Minęły dwa lata, nastał czas wakacji a w Extra Klasyce pojawiła się pierwsza część serii. Pomimo iż dwójka kompletnie mi się nie spodobała, czułem podejrzany i niewytłumaczalny pociąg aby zakupić jedynkę. I tak też zrobiłem.
    I na najbliższe tygodnie straciłem kontakt z rzeczywistością. Wiedziałem już kim jestem, gdzie jestem i co mam zrobić. Poznawałem kolejne aspekty postnuklearnego świata z wielkim zapałem. Znajdowałem coraz lepszą broń i pancerze.
    Podobało mi się wszystko - klimat, muzyka, fabuła, a w szczególności uniwersum. Wiedziałem już czym są Szpony Smierci, Ghule i Supermutanci. Za każdym razem gdy napotykałem nową z zamieszkujących Pustkowia ras, byłem zadziwiony i zafascynowany.
    (Ewentualnych wrażliwców przestrzegam przed nieuniknionymi spoilerami, które mogą się znaleźć w dalszej części tekstu.)
    Przygodę rozpocząłem od wizyty w najbliższej wiosce - Shady Sands (swoją drogą to dość interesujące, że ta niepozorna lokacja z samego początku gry wpłynie w przeciągu najbliższych dziesiątek lat na losy całego uniwersum).

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Następne było Junktown z pamiętnym Doc Morbidem. Bardzo ciekawy pomysł, ale IMO lepiej by było rozwinąć go bardziej, odnaleźć pozostałych odbiorców ludzkiego mięsa poza Iguana Bobem, poinformować o tym procederze większą liczbę ludzi i obserwować ich reakcję...
    Po zrobieniu w Junktown wszystkiego, co tylko się dało, swą uwagę skierowałem ku Hub-owi. Zdobyłem tam swoją ulubioną broń (karabinek 5,56mm - mała armata) i popracowałem nieco przy różnych karawanach. Czas jednak gonił mnie nieubłaganie i nawet wykupione u Water Merchants karawany z wodą nie mogły odwlekać nieuniknionego. Wyruszyłem w dalszą podróż.
    Pamiętam tak, jakby to było wczoraj - wchodzę do miasta o wdzięcznej nazwie 'Nekropolis' i napotykam... zombie? Tak mi się przynajmniej na początku zdawało. Wszystko skąpane w idealnie dobranej i jakże klimatycznej otoczce muzycznej.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Nie był to koniec niespodzianek związanych z tą mieściną - bo niedługo później spotkałem w niej kolejne twory twórczej mocy promieniowania - Super Mutantów.
    Wywarli na mnie powalające wrażenie. Niemal żadna broń, jakiej używałem nie odnosiła na nich skutku. Uszedłem z życiem tylko dzięki posiadaniu wspomnianego wcześniej karabinka.
    Zdobyłem nieszczęsny Water Chip, po czym przeżyłem mały szok - wcale nie ukończyłem gry, przede mną zostało w sumie więcej pracy i wyzwań, niż doświadczyłem do tej pory. Skierowałem swoje następne kroki do L.A. Boneyard, gdzie musiałem stanąć do walki z kolejnymi stworami, kiedy już zacząłem się przyzwyczajać do myśli, że po Super Mutantach nie spotka mnie nic gorszego.
    Tym razem czoła stawić musiałem zabójczym Szponom Smierci. Byłem niedoświadczony i moja postać pozbawiona była możliwości dokładnego sterowania (ze względu na wybór traitu z szybkostrzelnością). Ten fakt w połączeniu z brakiem posiadania cięższego uzbrojenia sprawił, że ta walka długo śniła mi się po nocach.
    Nieco podłamany, wyruszyłem z jedną z karawan do ostatniej lokacji (do których karawany wędrowały), której jeszcze nie odwiedziłem - bunkru Bractwa Stali.
    Zauroczyłem się w tej frakcji od pierwszego wejrzenia, a sentymentu którym ją darzę nie pozbyłem się aż do dnia dzisiejszego. Nawet posiadająca nad nimi przewagę technologiczną Enklawa nie zrobiła na mnie takiego wrażenia.
    Oczywiście, nie było mi dane wejść do środka od początku. Najpierw wysłano mnie z samobójczą misją do lokacji o tajemniczo brzmiącej nazwie 'Blask' (The Glow). Pierwsza moja wizyta w tym miejscu skończyła się natychmiastową śmiercią ze względu na nieprzygotowanie do promieniowania. Druga była niewiele dłuższa i ograniczyła się do jak najszybszego zabrania poszukiwanej holotaśmy.
    (Blask zwiedziłem na wylot podczas jednego z wielu kolejnych 'przejść' Fallouta. Warto wspomnieć o niezwykle ciekawych holotaśmach na temat eksperymentów z FEV, o dużych ilościach porządnego ekwipunku nie wspominając...)
    Zdobywszy wstęp do środka siedziby Bractwa, przystąpiłem do zwiedzania.

    Youtube Video -> Oryginalne wideo Za pierwszym razem zrobiłem niewiele więcej ponad przyjęcie zadania z odnalezieniem i wyczyszczeniem bazy Mariposa (Military Base) i naprawienie swojego własnego Pancerza Wspomaganego. Ach, cóż to była za zbroja. Do dzisiaj stanowi mój ulubiony model pancerza z całej serii. Korzystałem z niej w Falloucie 1, 2, 3 (z dodatkiem Operation Anchorage) a także w Fallout: New Vegas (ale głowy nie dam - możliwe, że w tym ostatnim dane nam było nosić modele inne niż T-51b). Nie wiedziałem wtedy, że pancerz można zdobyć także za swoje zasługi. To jest też nieodłączny urok całej serii - większość celów da się osiągnąć w więcej niż jeden sposób.
    Wracając do zwiadu w bazie Mariposa - krótko mówiąc, za pierwszym razem pomoc Bractwa Stali w oczyszczeniu jej nie była potrzebna. Raport zdawałem starszyźnie już po dokładnym wyczyszczeniu zewnętrza bazy (a posiłki z Bractwa do środka nie wchodzą).
    Wtedy nie wiedziałem jeszcze, na jak wielkie możliwości retoryczne i negocjacyjne pozwalają gry z tej serii. Nie wiedziałem, że można wejść do tej bazy i zniszczyć ją bez oddania nawet jednego strzału, ani zadania żadnego ciosu.
    Trochę się rozgadałem. Bazę Mariposa zniszczyłem, a Mistrza (z niemałym trudem za pierwszym razem) - zabiłem. Moja przygoda z serią zrobiła pierwszy duży krok. Będąc już zapoznanym i przywiązanym do uniwersum, zabrałem się ponownie za przejście części drugiej...
×
×
  • Utwórz nowe...