kosobi
-
Zawartość
23 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez kosobi
-
-
No i co z tego, że poradnik był updateowany 9 dni temu. To jeszcze nie znaczy, że sam dział z counterami był updateowany, bo widać gołym okiem, że nie (Lulu jako największy counter po prostu LOL). A potem wejdzie sobie taki gacek jak ty i myśli że jest mistrzem singeda bo przeczytał informacje sprzed roku na temat counterów. LOLOLOLOLOL@kosobi
Poradnik był updatowany 9 dni temu. I dalej jest największym kompendium wiedzy o tym bohaterze. Ale na tym koniec jak dla mnie, nie mam zamiaru zniżać się więcej do Twojego poziomu i Ci odpisywać. Znajdź sobie podwórkowych kumpli do obrażania.
-
Czy ktoś byłby tak uprzejmy i zechciał powiedzieć mi, które gry otrzymały w CDA ocenę 10/10? Wiem o jakichś kilkunastu tytułach, ale nie znam pełnej listy.
ZALEŻY MI NA PEŁNEJ LIŚCIE!!!! Jeżeli wiesz coś o 2-3 tytułach, proszę nie pisz nic

-
@up
To co piszę o Singedzie to zdanie najlepszego Singeda na świecie. A dokładniej InvertedComposera.
Coby nie być gołosłownym http://www.solomid.n...ged-build-guide
I mainuję junglę, nie supportów. Także pojazd Ci się nie udał ale próbuj dalej, kiedyś zabłyśniesz.
No i proszę, sam zrobiłeś z siebie idiotę
Nie udało ci się mnie zgasić, nie udało. Dział z counterami mówi o Force of nature. To znaczy, że ostatnio updateowany był wieki temu i dziś jest [beeep] wart. Nawet słowem nie wspomina o elise, bo wtedy jeszcze tego champa nie było.Podpierasz się tak starymi danymi, że już wiem, dlaczego gadasz jak potłuczony.
-
@lunatyx
Pytałeś co wg mnie powinieneś zrobić. Napisałem. Jak nie wiesz po co supportowi CC i skoro uważasz, że nigdy przeciwny team nie wyjdzie spod turreta a dodatkowo budujesz Nidę na suppie jako apc to pozostaje mi tylko pokręcić głową. Nie grasz suppem w takim razie.
Co do mety - nie zmieni się jej raczej, trzeba by wysiłku całej drużyny a nie pojedynczej osoby. Można natomiast eksperymentować z postaciami. Np Fiddle na suppie się sprawdza. Tylko dlatego, że ma silne cc. Zyra czy Leona też nie oferują nic poza cc. A jednak to jedne z lepszych supportów. Jak świat światem w pvp zawsze wygrywało CC a nie dmg. Można kombinować z champami na danej pozycji, brać np Heimera na topa czy mida i patrzeć jak się sprawdza.
@kosobi
Elise nie ma heala ani tarczy. Nie jest hardcounterem dla Singeda więc. Do tego nie ma żadnego slowa a to baaaardzo boli singeda. Ma jednak fajne cc.
Powyższe stwierdzenie zdaje się wskazywać, że zupełnie nie wiesz o czym mówisz. Zgaduję, że twoim mainem są supporty, bo w tym temacie gadasz z sensem, natomiast co do match-upów na topie to głosisz herezje

Chyba, że west od nordica aż tak drastycznie się różni, że ludzie nie wiedzą czym counterować Singeda i jest uznawany za słabego champa (ten niepowstrzymany potwór, przez którego prosi płaczą).
Ponadto piszesz jeszcze, że Teemo nie jest dobrym counterem dla Singeda, bo jak Singed raz go złapie to teemo ma pograne.
Ja nie wiem, na jakim ty grasz Elo, że Teemo daje się złapać Singedowi. Na moim to byłby precedens.
-
Niby jak postać z żadnym DMG w early, brakiem gap closera i escape systemu może sobie stać pod enemy turretem? SInged służy jako kontra na kilku, trudno kontrowalnych championów w grze, on sam dostaje od 90% rosteru LOL'a.
@Up - Pograj sobie Rengarem na suppie, to jest dopiero bestia, ADC nie wyjdzie z pod towera, bo na 3 levelu dostanie bursta za 75% HP i może recallować. Twój ADC freezuje linię w połowie ścieżki, i przeciwnicy mogą błagać junglera o babysit.
Proste, olewasz turret i lecisz do kolejnej fali minionów. Twój przeciwnik na lanie ma do wyboru albo farmić wszystkie miniony bez wsparcia swoich, w efekcie czego szybko traci życie i manę, albo farmić pod wieżą i stracić przez to część farmy. Goniąc ciebie dużo ryzykuje, bo może stracić całą farmę, sporo hp i nic nie zyskać. Mam winratio Singedem prawie 70% w dywizji gold 1 z jakichś 100 gier rozegranych nim, nie wmawiaj mi, że jest masa champów, którzy go biją na głowę, bo to bzdura.
Tylko z teemo sromotnie przegrasz lane, ale i tak go zgwałcisz po poziomie 6.
Jedynym przeciwnikiem, który wygrywa z Singedem w każdej fazie gry, jest Elise. To jeden jedyny czempion z bodajże 110, z którymi singed nie ma na lanie szans.
Nasus jest ciężkim przeciwnikiem, gdyż z lifesteal quintami leczy się szybciej niż q singeda go harasuje, ale trady z nim kończą się zazwyczaj po równo.
Kayle i Vlad są irytujący, ale da się wciąż lane farmić metodą proxy.
To wszystko jeżeli chodzi o countery.
-
Jak pisałem, <facepalm>, nie róbcie proxy w domu.

@up
+1
Do tego nie masz ginąć, nie masz dawać killi. Masz trollować, farmić jak głupi, pushować minionkami turreta, trollować, ściagać junglera, trollować i UCIEKAĆ Z GANKÓW. Zwijać się, spadać, znikać.
BTW owe Proxy powstało na Singedzie bo on jest marnym tower pusherem ale genialnym trollem i farmerem. Potem ludzie biorą inne postacie i chcą grać jak SInged.
O mój Boże, singed jest marnym tower pusherem? Czy ty w ogóle grałeś w tę grę?
Singed jest jednym z najlepszych tower pusherów w grze, top10 jak nic.
Już na wczesnych levelach może pushować wieżę i kpić sobie z przeciwnika stojącego pod nią. Jest bodajże 3 toperów, z którymi nie może tego zrobić.
A i tak w ogóle, Singedem podczas robienia proxy masz NIE ZABIJAĆ, a nie nie ginąć. Grając proxy masz gwarantowaną dużą liczbę śmierci, i o to chodzi, ponieważ połowa enemy teamu biega za tobą po dżungli by w efekcie dostać 50 golda za killa (gdy już zginiesz parę razy). Zdobywając killa resetujesz swój gold value w efekcie czego tylko szkodzisz teamowi stosując proxy.
-
Ludzie, jaki jest wasz problem z oblivionem oO tyle negatywnych opinii przeczytałem...
Dlaczego uważacie go za gorszego od morrowinda?
Fabuły w obydwu tytułach są denne
Questów w obydwu tytułach jest zatrzęsienie
wielki świat do eksploracji -ll- jest
sposób wykonywania questów w oblivionie jest zrozumiały i przejrzysty, podczas gdy w morrowindzie trzeba było spędzić godzinę na znalezienie jakiejś kretyńskiej jaskini i ubicia tam stworka na drugim końcu świata
system walki w obku jest 5 razy lepszy i przyjemniejszy
NPC-e obliviona żyją, morrowinda nie bardzo
jedyne, co morrowind miał lepszego do zaoferowania, to większa różnorodność broni, ewentualnie muzyka
-
No fakt, gra wciąga, a przeszedłeś na jadeitowym mistrzu? Ja nie mogłem dać rady w ostatnim pojedynku na arenie (na tym, w którym musisz walczyć ze wszystkimi po kolei), całe szczęście było to opcjonalne
Niestety, po naprawdę wielu trudach doczłapałem się jakoś do świata duchów (najtrudniejszy moment w rpgach w jaki kiedykolwiek grałem, a grałem w baaaardzooo wiele rpgów, mówię oczywiście wciąż o poziomie trudności jadeitowy mistrz), i... poległem przy pojedynku ty vs 3 twoje klony. Ten moment jest po prostu niewykonalny. Miałem chyba z pół setki podejść, w końcu spasowałem : p Jedyny rpg, któremu nie dałem rady na najwyższym poziomie trudności. -
To znowu ja
Tak więc nie miałem do tej pory przyjemności grać Tryndamere'm i się zastanawiam, czy build, który wykombinowałem byłby opłacalny, więc proszę was o opinię. Robiłbym go tak: Berserker's Greaves, Phantom Dancer, Infinity Edge, Quicksilver Sash, Atma's Impaler, Madred's Bloodrazor/Madred's Bloodrazor lub zamiast czegoś wrzucić jeszcze The Black Cleaver. Miało by to sens? Chciałbym zagrać tym bohaterem, ponieważ po jednej z gier wydawał się być trochę OP. Więc jeśli możecie to oceńcie i napiszcie czy mogę z takim grać.Po pierwsze wybrałeś najgorszy czas na granie tryndamerem, ponieważ ostatni patch pod płaszczykiem rzekomego reworku krył pod sobą tak naprawdę dużego nerfa i do tego pozbawił graczy frajdy z grania tą postacią. Po drugie, żeby naprawdę dobrze grać tryndamerem, musisz mieć do niego pełen rune set. Jeżeli nie będziesz miał od masteries i runów od razu na wejściu tych dwadziestu ośmiu bodajże procent szansy na uderzenie krytyczne, tryndamere jest beznadziejny. Po trzecie twój build itemowy nie jest najlepszy. Moim zdaniem nie ma najmniejszego, ale to absolutnie najmniejszego sensu kupować cokolwiek pod armor, idziesz pod full attack dmg, crit chance i attack speed. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze, tryndamere jest potęgą w late game, a w late game w 80% przypadków taki kiepski armor da ci tyle co nic, i tak zjadą ci całego healtha w kilka sekund i tak, poza tym cała gra tryndem polega na jego ulti (drugi powód), które przecież pozwala ci ignorować wszelkie obrażenia przez 5 sekund.. Robisz sobie build- phantom dancer, berskerkers greaves, infinity edge, Black Cleaver i dwa bloodthirstery. Jak widzisz jest to po prostu full ofensywa, i o to chodzi. Z takim buildem zadajesz krytyki pomiędzy 1000 a 1200, as masz koło 2.0. Połącz to z nieśmiertelnością przez pięć sekund i jesteś bogiem summoners riftu. I jeszcze jedno- nie opłaca się brać trynda na twisted treeline.
-
Cóż, wielkim odkryciem nie jest, iż gry to tak naprawdę wielka strata czasu, przyjemna jak diabli, ale wciąż... oczywiście jest parę wyjątków, ale gry naprawdę wartościowe można policzyć na palcach jednej ręki.
-
Świetny temat ^^
Przygodówki
Guybrush threepwood z monkey island- cały ja
Murray z monkey island- wiadomo za co : p
Sam & Max z sam & max hit the road - są piekielnie zabawni, ale musiałem grać ze słownikiem
Klayman z Neverhooda- za całokształt
Hoagie z day of the tentacle- jak można nie kochać tego wiecznie zjaranego metala i jego dialogów z G. Washingtonem, J. Hancockiem, B. Franklinem i B. Rose ^^ boska postać w idealnym otoczeniu
RPG
Czarny wicher z Jade Empire- za historie, które opowiadał
Pantoflarz Ho, też z JE- najbardziej oryginalny towarzysz ze wszystkich RPG
HK-47 z KotORa- za boskie teksty i robotowość (bo przecież nie osobowość)
Atton z KotORa- jw
Neeshka z NWN- jedyna postać z obu gier, którą naprawdę polubiłem
RTS
Dowódca WAAAGH z Warhammer 40k- genialny komander
Bijatyki
Baiken z GG- za styl i historię
TPP
Jade z BG&E- prawie się w niej zakochałem : P
Raziel z Legacy of Kain- chociaż tu za wygląd raczej
No i mój ukochany Hitman
FPS
Riddick, głównie za genialny głos i badassowość : P
-
Beyond Good & Evil,
Majesty
Neverhood
Wszystkie powyższe 3 przechodzę średnio raz na dwa-trzy lata.
-
Ach, pamiętny zwrot akcji w kotorze, poprzedzony kilkudniowym intensywnym graniem i spotęgowany "wejściem" w grę... szczęka mi opadła.
Zakończenie pierwszego prince of persia- bez kitu, było mi tak smutno, że Farah nie pamiętała bezimiennego księcia, moja siostra płakała. Jedyna gra, która wzbudziła we mnie takie emocje- szkoda, że w filmie nie zakończono tego tak samo, nie lubię happy endów.
Zakończenie 2 części monkey island, tego się nie spodziewałem O.O (na plus)
-
"głownym głównym" wrogiem jest może i
Kreia
, ale nie zmienia to faktu, że przez 90% gry zmagamy się z Nihilusem i Sionem.
Zaś co do różnic między Malakiem i Nihilusem, to na sprawę myślę należy spojrzeć przez pryzmat "głębi" gry. Pierwszy KotOR był grą dość mało złożoną na tej płaszczyźnie, wszystko było podzielone na czerń i biel, toteż i postać samego Malaka była jednowymiarowa i prosta- i bardzo dobrze. To był po prostu najbardziej schematyczny zły, który chciał sobie panować nad światem. Dwójka natomiast jest grą, w którą przelano w jakimś stopniu (chociaż oczywiście niezbyt dużym, co by się graczom w głowach nie kręciło) pewne aspekty filozoficzne, i jakiś fabularny podkład pod Nihilusa był, problem w tym, że niekompletny i o wiele zbyt mało złożony, niż na to wskazują pozory, że mógłby być (dokładnie to samo tyczy się Siona).
-
Brak dokładnej znajomości historii Nihilusa i Siona jest jak najbardziej fabularnym minusem. Przy tworzeniu historii, w której używa się schematu bohaterowie-wrogowie, o wiele większą wagę powinno się przykładać do wrogów, aby uczynić historię bardziej interesującą.
Czy istnieje może mod, który mechanikę rozgrywki z 2 przenosiłby do 1?
Szkoda, że dwójeczka tak na pół gwizdka została zrobiona
gdyby nie mod "the sith restoration project" (czy jakoś tak), to w ogóle bym się załamał. Nie mogłem przeboleć brzydkich, nieciekawie wyglądających planet. W jedynce każda zachwycała, każda była zupełnie innym światem, a w dwójce... wymarły Peragus, do bólu nudny Telos, planeta z Mandalorianami brzydka tak, że bolą oczy, mało ekscytujący Malachor V... perełką jedynie jest Nar Shadaa- wydaje mi się, że to jedyna planeta dopracowana od początku do końca. -
Co oni zrobili z Raymanem w origins!?!? Jak można było na to pozwolić?! Zamienili mojego ulubionego wirtualnego bohatera w napalonego prymitywa lubiącego się walić po pysku z kumplem : o straszne, straszne, potworne wręcz
Ech, chyba nigdy nie doczekam się godnego następcy boskiej dwójeczki...
-
Piaski czasu wymiatały. Po prostu. Innowacyjność rozgrywki, te piekielnie widowiskowe walki, fabuła, to wszystko to był taki mix, że głowa eksplodowała od nadmiaru zaje****ości. Wydawało mi się, że niemożliwym jest zrobienie jeszcze lepszej produkcji. Ubisoft totalnie mnie zaskoczył, wypuszczając na rynek warrior withina. Free-form-fighting system jest najlepszym systemem walki z jakim się kiedykolwiek zetknąłem. Do tej mnogości combosów dochodzili zróżnicowani przeciwnicy dysponujący własnymi sztuczkami i dziesiątki rodzajów broni, rewelacja po prostu. Mroczny, krwawy klimat, genialna muzyka, pomysł z Dahaką, dość swobodne eksplorowanie zamku, zróżnicowane lokacje, przerywniki filmowe niezwykle klimatyczne, a i dialogi, mimo, iż raczej szczątkowe, trzymają poziom. Później kolejna część i tu niestety zjazd w dół, acz nie dramatyczny. Okrojony system walki i drastyczne zmniejszenie ilości broni białej wynagradzał daggertail (czy jak mu tam). Pomysł ze speed killami moim zdaniem zupełnie nietrafiony (udział gracza w walce ograniczony do 2-4 kliknięć w odpowiedniej sekundzie? To ma być fajne? całe szczęście, że było to opcjonalne), no i o wiele mniejsza różnorodność przeciwników w stosunku do części poprzedniej i rezygnacja z latających głów i możliwości rozpłatania ich (przeciwników). Do tego rezygnacja z arabskiego metalu na rzecz arabskich jęków (dla mnie minus), i potwornie sztuczne, mdłe i ckliwe dialogi wprawiające w zażenowanie. Ech, niesamowite, że ta gra (wciąż bardzo dobra) dostała wyższą ocenę od wyśmienitego WW. No, ale prawdziwy zjazd w dół, już ten dramatyczny, przyszedł później. Mowa oczywiście o prince of persia 2008- to już jakaś totalna kpina była. Brak możliwości zginięcia, do bólu prosta rozgrywka (zarówno walka jak i akrobacje) kilkoro przeciwników, jakieś latanie rodem z harryego pottera (sic!), żyzne [beeep] czy tam ziarna światła, które trzeba zbierać, aby przejść dalej (sic!sic!sic!), trzy motywy muzyczne na krzyż, beznadziejne teksty księcia i Eliki... całkiem szczerze przyjemniej mi się grało w komórkową wersję tej "gry" (tam przynajmniej książę był śmiertelny
). No i w końcu czas na zapomniane piaski, które mimo iż nie są rewelacyjne, dają nadzieję na to, iż twórcy poszli po rozum do głowy. Daleko im do WW, ale są jakimś postępem w stosunku do ostatniej części. -
Dzięki ci wielkie za odnalezienie holy zena. Zdaje się, że kilka lat temu strona została zawieszona i o niej zupełnie już zapomniałem.
Do isuki trudno się przyzwyczaić, po pierwsze oporny klawisz odwracania się, po drugie pojedynki na 4 graczy sprawiają, że momentami nie można odnaleźć w tym chaosie kombosów własnej postaci. Jednak gra nadaje się dla wyjadaczy, dla których tryb maniac w X2, nawet przeciwko złotym postaciom, to lekki spacerek. Isuka oferuje o wieeeele trudniejszą rozgrywkę. I za to ją lubię. Szkoda tylko, że do trybu multi trzeba ściągać wersję japońską(X2)...
Ach, i jeszcze, chociaż pewnie wszyscy znają- inna seria komiksów GG, nie tak zabawna jak holy zen, ale nadrabia pomysłami http://www.angelfire.com/electronic/myPlace/ggfan.html
-
"gra komputerowa, w której bohater odkrywa, że ma wszystko w dupie" a na obrazku taki spocony z nerwów koleś z lupą w ręku (czy coś w tym stylu)- to najzabawniejszy jak dla mnie art, który pojawił się dotychczas w cda : D Oczywiście autorstwa pana Błażeja (Błażej- fajne imię w ogóle)
A Lenca i Klarę kocham nad życie.
-
Oj tak, Beyond good & evil na dzięsiątkę zasługuje jak najbardziej. Fenomenalny klimat, czekający na eksplorację barwny świat, piękna muzyka, oryginalne pomysły, wciągająca fabuła, zwariowane i dobrze nakreślone postaci, ciekawa koncepcja, po prostu wszystko w tej grze jest doszlifowane jak tylko się da. Ciekawe dlaczego najwyższej oceny nie przyznano?
No i pierwszy KotOR, rzecz jasna... Do dnia dzisiejszego nie wyszło żadne lepsze RPG, moim zdaniem.

Andrzej "EGM" Sawicki nie żyje
w Magazyn CD-Action
Napisano · Raportuj odpowiedź
Dopiero dzisiaj dotarła do mnie ta smutna wiadomość, zupełnie przypadkowo swoją drogą.
EGM stanowił, stanowi, i na zawsze stanowić będzie już dla mnie nierozerwalną część mojego dorastania. Jego błyskotliwe, pełne humoru recenzje zawsze czytałem z nieskrywaną przyjemnością. W mojej głowie przybierał postać kogoś pokroju CD-Actionowego Terry'ego Pratchetta. Wybitnie inteligentny erudyta o ciętym języku. Ach, jakąż przyjemnością było czytanie jego kąśliwych uwag dotyczących mankamentów co poniektórych produkcji.
Jego recenzji się nie czytało. To było oddawanie się lekturze.
Wielka szkoda człowieka. Mogę mieć tylko nadzieję, że odszedł w sposób spokojny. Oraz, że odszedł spełniony.