Jump to content

piterko

Forumowicze
  • Content Count

    151
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

1 Neutralna

About piterko

  • Rank
    Krasnolud
  • Birthday 03/31/1990

Sposób kontaktu

  • AIM
    5360160
  • Strona WWW
    http://
  • ICQ
    0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Tomaszów Mazowiecki
  • Zainteresowania
    Filmy przygodowe, science fiction, fantastyka, komiksy, manga, muzyka wszelaka, cykl "Mroczna Wieża", "Gra o Tron", "Gwiezdne Wojny", seriale

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Saga Prince of Persia, Saga Rayman Assasin's Creed, Darksiders, Jedi Academy, God of War Specjalne miejsce w sercu dla BG&E, Blackthorne'a, Lemmingów, Jazza Jackrabbita
  • Ulubiony gatunek gier
    Akcja
  1. piterko

    CD-Action 06/2014 - zawartość

    Słuchajcie, o co chodzi z tą recenzją Ghost Reckona? To mi wygląda na reklamę albo jakiś inaczej formatowany (i czcionkowany) artykuł. Czy to wyglada na recenzje? Nie? No wlasnie. [smg] Co do kuponu - myślę, że będzie można przyjść z całym magazynem, co i tak nie powinno być problemem jeśli się kupiło ten akurat numer. Recenzja Child of Light - zbieram na to fundusze by zakupić na steamie i trochę mnie niska ocena przeraziła (a zwłaszcza ta gamewalkerowa, brrr, to by oznaczało totalną szmirę). Ale i tak dam temu szansę, spróbuję, tym bardziej, że ja zaliczam się do fanbojów studia Ubiart (ożywili Raymana po latach stagnacji, do tego grałem ostatnio w legends z pełnym 4ro osobowym teamem i nigdy przedtem nie miałem takiej zabawy i tyle śmiechu, więc jak najbardziej będę ich wspierał). Widziałem trochę gameplayów, komentarzy, gra zapowiada się na proste rpg, nieskomplikowane ale z pewnym fajnym mykiem, wiec nie pogardzę. Choć przyznam, że ostatnio narobiło mi się gier do przejścia, jak na przykład przeportowany świeżutko na pc Bloodrayne Betrayal który pachnie mi Castlevaniami 2D (liczę na recenzję w następnym numerze albo za dwa), ale przecież mam jeszcze pracę do pisania, studia czemu! xD Co do zapowiedzi Watch_Dogsów to byłem niemal pewien, że to nie będzie zbawca gier i wyznacznik nowego kierunku, ale czekam na to dostatecznie długo i nadal z dobrymi nadziejami. No proszę was - dystopijny świat przyszłości, który wcale nie jest taki odległy. W to po prostu trzeba zagrać, jeśli jest się fanem klimatów około-Orwellowskich. Publicystyka daje radę i to bardzo. Te 18 urodziny to wspaniała okazja do wspominek, a ja po prostu lubię czytać takie historyczne przekroje co kiedyś się cieszyło sławą. Tekst o niezdarnych grach to w sumie kwintesencja dzisiejszego youtubowego światka - wraz z robionymi naprędce horrorami typu Slender, gameplay z takiej gry cieszy się niegasnącą sławą. A jeszcze jak samemu się wypróbuje QWOPa, albo Surgeon Simulator. A to są tylko te znane bo jeszcze jest kilka gier o szmacianych wreslerach którzy w zasadzie nie potrafią nawet stanąć na nogach przez dłużej jak sekundę ("symulator naprutego studenta" ). Znalazło by się jeszcze kilka... te gry wchodzą jak woda i dostarczają masę śmiechu, nawet jeśli tylko przez parę minut. Podobał mi się artykuł o przygodówkowym guru LucasArtsu (pamięć o tym studiu będzie wieczna) i czytałem go tak samo z zaciekawieniem jak artykuł o Kojimie. Pamiętam dobrze Monkey Island 1 oraz 2, a psychonautsi w roku swej premiery podobali mi się bardzo. Ale cóż, jestem chyba w tej growej mniejszości lubiącej dobre acz nierentowne gry, ponieważ tak samo ukochałem sobie Beyond Good and Evil (kiedy...ten...sequel...wyjdzie!). Nie przebrnąłem jeszcze przez cały numer, ale jest jak zawsze wyśmienicie. To po prostu dobrze wysmażony na grilu kawał lektury, który umilał mi czas w pociągu
  2. Kiedy gram w jakąkolwiek grę, to dokładnie patrzę jakie elementy składają się na jej kompletny obraz. Ba, kto tak nie robi. Ja jednak chyba mam w sobie coś z tego głupiego krytyka, bo zwykle jest tak, że jak coś mi się podoba, to znacznej większości nie, i vice-versa. Kiedy wychodziło Beyond Good and Evil, masa ludzi narzekała, że głupie, infantylne, "a w ogóle to spadaj". Ja zaś przysiadłem do niej i po 3 dniach spędzonych na intensywnym graniu dotarłem do jej końca i nie żałowałem. To jedna z takich produkcji o których dziś się mówi "niekomercyjna", jak "Ico", "Shadow of the Collosus" czy też "Journey". Gdybym mógł, poświęciłbym jej cały wpis. Może kiedyś. Nie przywołałem jej jednak bez powodu, gdyż podobny los co BG&E spotkał inną grę Ubi - Prince of Persia z 2008 roku. Parę lat po tym, jak skończyła się trylogia Piasków Czasu, firma zaczęła myśleć nad czymś zupełnie nowym. Rezultatem był krótki gameplay (albo render, udający gameplay) tworu nazwanego roboczo "Prince of Persia: Assasins". Każdy, kto był zainteresowany tematem widział poniższy filmik. [media=] Animacje głównego bohatera wciąż wyglądały znajomo (zwłaszcza bieg, pod kapturem tkwił wtedy jeszcze znajomy Książę), ale koncept rozgrywki zmienił się znacząco. Książę ustąpił wtedy miejsca Assasynowi. To było coś nowego. Swobodne przemieszczanie się po mieście, poszukiwanie celów, wykonywanie swobodnie misji na modłę gta... Pierwszy AC był raczej takim testem możliwości nowego silnika i nic nie zapowiadało wtedy nadchodzącej katastrofy. Fani Księcia po 4 latach doczekali się szumnie zapowiadanego restartu serii. Szybko okazało się jednak, że znaczna ich część, wychowana między innymi na Warrior Within uznała świeżą odmianę za kiepski żart. Jak to, walki tylko z jednym przeciwnikiem? Jak to, nie ma piasków czasu? Kim jest ta dziewczyna? Gdzie Farah, gdzie Kaileena, gdzie cycki, gore, flaki i cofanie czasu? Ja nie wiem czy w nas siedzi jakieś zło, które każe nam uwielbiac tego typu stuff, ale automatyczne nienawidzenie gry tylko za jej art design to przesada. Poza tym, jak można było oczekiwać wspomnianych wyżej rzeczy, kiedy twórcy cały czas mówili o restarcie? I znów przywołuję mój przykład, gdyż byłem chyba jednym z niewielu ludzi, którym gra się automatycznie spodobała. Świetna, baśniowa fabuła, nastrojowa muzyka, wspaniałe i żywe miejscówki no i bohaterowie, których charaktery i wspólne konwersacje napędzały mnie do dalszej rozgrywki. Innym często przytaczanym argumentem była wspomniana już walka 1 na 1 oraz poziom trudności. w PoP 2008 nie dało się zginąć, gdyż Elika (towarzyszka bohatera) zawsze była na miejscu, by uratować Księcia, czy by leciał na złamanie karku w przepaść, czy też oberwał zbyt mocno w walce. Ta po jakimś czasie sprowadzała się do sekwencji QTE. Same negatywy, prawda? Tylko teoretycznie. "PoP 2008/Prodigy" miało w zamyśle być grą-przeżyciem, opowieścią, rodem z "Baśni Tysiąca i Jednej Nocy". Pieć lat wcześniej takie nastawienie zadziałało, więc co nagle się stało w umysłach graczy, że znaczna ich większość uznała ją za crap? Może to rozdmuchane oczekiwania? PoP 2008 była wszak jedną z najmocniej piraconych gier swojego roku. Stało się tak, gdyż wyszła bez żadnych zabezpieczeń na płycie, ni kodów. Wkładałeś DVD, instalowałeś, grałeś. A ludzie i tak postąpili po swojemu. Traktuję to jako swoisty test Ubisoftu, pretekst do powstania ich Launchera, który przed zmianami był jednym z tych upierdliwych "always online DRM". Assasiny święciły kolejne triumfy, a fandom Księcia krzyczał "chcemy starego Księcia". Dlatego też w 2010 roku światło dzienne ujrzały "Zapomniane Piaski" i niech będzie przeklęty dzień w którym to się stało. Przed premierą naoglądałem się materiałów promocyjnych, mówiących o tym jaka to wspaniała będzie część sagi. W pamięć wrył mi się jeden z tekstów developera, mówiący o tym, że "Zapomniane Piaski będą Piaskami Czasu AD 2010". Gdyby to była prawda, Piaski Czasu były by okropną grą i - wedle nazwy - zostałyby szybko zapomniane. Fabularnie miał to być pomost pomiędzy bajkową pierwszą cześcią, a uwielbianym Warrior Withinem, genezą przemiany z dobrodusznego dowcipnisia w zakapiora. Co dostaliśmy w zamian? Totalną, nielogiczną i niedopracowaną papkę, udowadniającą, że twórcy mieli tak naprawdę gdzieś cały fandom. Pierwszy przykład z brzegu: w instrukcji "Duszy Wojownika" wyjaśnione jest pochodzenie amuletu - Książę otrzymał go od Farah, łuczniczki z pierwszej części. Ponieważ traci on sztylet, dobrze było by wytłumaczyć pochodzenie amuletu, czyli na nowo spiknąć Prinsa z dawno niewidzianą znajomą, prawda? A skąd. Armia nieumarłych, przeklęty amulet brata Malika i takie tam. Przymknąłem na to oko, oczekując mimo wszystko dobrej zabawy. Zwłaszcza, gdy kobieta-dżin mówi nam o Ratashu i jego potędze. Gdy dostaję polecenie "nie walcz z nim, nie masz żadnych szans", przed oczami automatycznie widzę Dahakę i jego ścieżki życia. To pewnie będzie taki pomost łączący, świat powoli popadający w ruinę, będzie dobrze! Od razu wam mówię, nie spoilerując zbytnio, że walka z panem demonów jest tak nudna, oskryptowana i absurdalnie prosta, że nawet stojąc przed nim i obrażając wszystkich jego przodków nie sprowokowałem go do działania. Ani jednego fireballa, zero chwycenia za łeb. "Nie walcz z nim"? Drapię go burzdyganem po nogach i jego pasek życia spada dramatycznie szybko. A skoro już o mechanice walki mowa, tu też czeka nas zawód. Akrobacje sprowadzono do minimum, nie ma bloku, zamiast niego jest przewrót. Można skakać od przeciwnika do przeciwnika, ale jest to tak nieudolnie zrobione, że nie zrobiłem tego więcej jak raz w całej grze. Free Form Fighting system został okrojony na rzecz mocy specjalnych, takich jak kamienna tarcza, czy strzelanie płomieniami. Przy dobrym rozwoju jednym takim skillem w kilka sekund możemy powalić nawet większych niemiluchów, pełniących tu rolę "minibossów". Sekund. Kto pamięta starcia z golemami z WW, ręka w górę. żadna zagadka nie zatrzymała mnie na dłużej jak 20 minut, podobnie z pułapkami. Te, nawet na najwyszym poziomie, zadają znacznie mniej obrażeń niż w starszych o generację częściach cyklu. Zapomniane Piaski" w pewnych chwilach zaczyna przypominać slashery pokroju "Dynasty Warriors", a to oznacza, że gdzieś na sto procent jest błąd. Nie można jednak grze odmówić próby odwołania się do klasyki - "Prinsa" z 1989 dało się (a nawet trzeba było) przejść w godzinę. "Zapomniane Piaski", przy pierwszej próbie zajęły mi ich może sześć. Brak tu nawet elementu zbieractwa, choć jest new game+. Co z tego, skoro 3/4 spędzamy na wbieganiu w hordy przeciwników i w zasadzie rozwalamy nieśmiertelną armię nieumarłych w pojedynkę? Gdyby na "Prince of Persia 2010" patrzeć jako samodzielną grę, to to jest solidny slasher z elementami eksploracji. Ale jako kolejna z serii Piasków Czasu, stanowiąca nić łączącą między epizodami, zawodzi na każdej linii. Przyszłość serii jest dość mglista. Nowo utworzone studio Ubisoft India (ktoś by zażartował "Ubisoft Persia") podjęło się zadania stworzenia nowej gry. Niedawno ujrzeliśmy efekty ich pracy. "Shadow and the Flame" to remake drugiej odsłony klasycznego cyklu, jeszcze spod ręki Mechnera (a raczej studia Broderbund). Masa pamiętników developerskich, rozdmuchana promocja, strona na facebooku, to, tamto... by okazało się, że "nowa część" to po prostu kolejna, stworzona na trójwymiarowym silniku platformówka 2D na modłę "Prinsów" z lat 90tych (jak Prince of Persia Classic), tym razem przystosowana po prostu do tabletów i smartfonów. Jako odstresowywacz za 10 zł sprawdza się świetnie, wręcz oszałamiająco, ale to nie jest to, czego oczekiwał fandom. I tak oto wyglądają przewrotne losy Księcia z Persji, który to choć przybierał wiele szat wciąż nie ma sprecyzowanego imienia. Jego stwórcy rozmieniają się na drobne, oddając cześć Assasynowi. Ten ostatni zresztą też powoli odchodzi od definicji "skrytobójcy", stając się indiańskim patriotą, bojownikiem o wolność, rebeliantem czy też korsarzem. Jest szansa, że w przyszłości powstanie jednak gra, nawiązująca do korzeni obu serii. Komiks "AC: Brahman" ma ponoć pokazać, w jaką stronę zmierza seria o podróżujących w czasie hakerach z Abstergo. Jednym z nich jest postać działającego w Persji skrytobójcy. Assasin of Persia? Oby
  3. Przede wszystkim chciałbym gorąco powitać każdego zbłąkanego wędrowca, który zechce zajrzeć, przeczytać i skomentować moje nostalgiczno-retrospektywne wypociny. Nie wiem, jak wiele wpisów tu zamieszczę, ale kiedy tylko będę miał chwilę i temat, to postaram się moje skłębione w głowie myśli przelać właśnie tutaj. I tak, bez zbędnego przedłuzania zapraszam do pierwszej części przemyśleń na temat serii Prince of Persia. Komputer posiadam odkąd tylko pamiętam. Już mając 4 lata zagrywałem się na czarno-białym monitorze CRT w "królika", jak nazywałem wtedy Jazza Jackrabbita. Miałem stosy produkcji z czasów, kiedy system dos z nakładką Dos Commander był czymś pięknym. Obok kolorowych (jak już udało się zdobyć ten barwny ceertek) i wciągających jak odkurzacz Aladdina czy Lion Kinga, tudzież wspomnianego Jazza Jackrabbita czy Dynablastera była jeszcze jedna gra. Gra której panicznie się bałem, zwłaszcza gdy jedynym urządzeniem odgrywającym jej dźwięki był wbudowany w komputer PC speaker. Był to "Prins". Nie, nie ten wokalista. Zwyczajny blondwłosy koleś w jednolicie białym stroju, przywodzący mi na myśl Luka Skywalkera z "Gwiezdnych Wojen", którego jakiś skurczybyk wrzucił do lochu. "Okej, kolejna z tych świetnych gier, zaraz tu zeskoczymy, o jakiś strażnik no to spacją go, spac...auć?". Pierwsze moje próby osiągnięcia czegoś w grze Mechnera kończyły się porażką. Przyzwyczajony do szalonego tempa i prostego gameplayu, tutaj nagle poczułem się zagubiony. Nie pomogło nawet wyuczenie się topornego sterowania. Każdy ekran był dla mnie wyzwaniem, nie mówiąc już o horrorze jaki przeżywałem z każdą animacją śmierci. Przywołując najbardziej drastyczny obraz waham się pomiędzy księciem wbitym w kolce, a przeciętym na pół przez "zęby". Ten drugi wygrywa, głównie przez wywołujący ciarki na plecach, nieludzki "beep", wydawany przez brzęczek za każdym razem, gdy szubieniczne wrota się zapadały. Za nic w świecie nie byłem w stanie ich przejść, nie mówiąc już o przebiegnięciu, a jeśli już to było na zasadzie "może się uda, uda się, uda...nie uda". Dlatego też zostawiłem tę serię w spokoju. Sequel "Shadow and the Flame" widziałem tylko raz u znajomego, natomiast przy edycji 3D grałem tylko w demo i ono również wywołało u mnie malutką palpitację serca ("o, jakiś potion, zaraz go sobie weźmiemy" *siek, ostrze odcina głowę Prinsa* "... Naaastępna gra!"). Nie wiem jak Ubisoft tego dokonał, ale cztery lata później pokochałem tę markę na nowo. Bardzo lubiłem wszelkiej maści gry akcji, w szczególności Raymana (z którym też miałem relację "miłość-nienawiść", a to ze względu na trudną część pierwszą i zupełnie odmieniony sequel w 3D), toteż kiedy przeczytałem, jako 13-latek o "Piaskach Czasu" wiedziałem, że po prostu muszę spróbować. Walki na miecze? Cofanie czasu? To w ogóle możliwe w grach? Baśniowy klimat i atmosfera przygody? Wtedy odpowiedziałem na te pytania twierdząco i dziś zrobiłbym to samo bez wahania. "Piaski Czasu" dały mi wszystko, czego mi było trzeba. Pamiętam, jakby to było wczoraj, postaci, monstra czy unikalne wydarzenia i smaczki jak animacje towarzyszące przy zdobywaniu coraz to silniejszych mieczy, czy Księcia pozbywającego się zniszczonych elementów stroju (aspekt, który zapewne bardzo spodobał się graczkom ). Na sequel czekałem z zapartym tchem. Miało być mroczniej, krwawiej i ogólnie z pier...przytupem. I tak było. "Warrior Within" był tak bardzo odmienny od pierwszej części trylogii, że kiedy gra wyszła nie łapałem się nawet w minimalny pułap oznaczenia PEGI . Ostre kobiety, jucha, dekapitacje, finiszery w slow-motion, gore i metal - nic dziwnego, że wywołała kontrowersje. Choć, to aż dziwne, że żaden Prof S. Jonalista się do niej nie przyczepił (może sam się w to zagrywał, oblizując wargi ze smakiem?). Oprawa muzyczna tak mi wpadła w ucho, że od tamtej pory zacząłem słuchać utworów grupy Godsmack. Ta część miała w sobie jednak jeszcze coś... element, który zdołał wywołać u mnie strach, gorszy niż niejeden moment w Silent Hillu czy Residencie. Kiedy po raz pierwszy zwiewałem przed Dahaką, poczułem się tak samo bezradny, jak wtedy, kiedy stałem przed brzęczącymi "zębami". Z czasem szło mi coraz lepiej, adrenalina napędzała umysł do szybkiego myślenia, w tle przygrywał Rock... cholera, to było coś! I jaka ulga, kiedy za drugim przejściem zdobyłem Wodny Miecz i rozpierdzieliłem tego skurczybyka w drobny mak. Zamknięcie trylogii miało łczyć obie poprzednie gry w spójną całość i tak też było. W "Dwóch Tronach", owszem, było i skakanie, i rozwiązywanie zagadek, a także nieco okrojony, ale wciąż wciągający "Free form fighting system". Największą innowacją były jednak "speed kille" czyli ciche zabójstwa sztyletem. Pomijając już fakt, że w większości zrealizowane na modłę Quick Time Eventów, w jakiś sposób polubiłem je, wraz z całym kombinowaniem jak tu się podkraść do niemilucha. Najlepsze (czytaj "najbardziej soczyste") zabójstwa wychodziły, gdy grało się komiczno-ironiczną formą Ciemnego Księcia. I tak oto zapamiętałem trylogię Piasków Czasu. Była to podróż pełna akcji, rozbawienia, frustracji, nieskrępowanych, "Boże-jakie-to-dobre" kombosów oraz świetnej fabuły. Fani chcieli więcej, ale zamiast tego dostaliśmy Assasin's Creeda... nie mówię, że to źle, bo seria długo pozostawała diabelnie dobra. W pewnym momencie coś poszło jednak nie tak jak trzeba. Książę dostał dwie szansy (licząc produkcje z dużych platform). Jedna wyszła, ale została zrugana, druga zaś przez wielu uznawana jest za crap. O ciemniejszej stronie Księcia (i nie mówię tu o tej, wywijającej łańcuchem) napiszę szerzej w drugiej części retrospektywnego pitu-pitu
  4. piterko

    CD-Action 05/2013 - zawartość

    Jest Bloodrayne na dole, na górze w niebieskim to Samus z Metroid (prawdopodobnie, bo strasznie zalatuje starcraft ghostem). Ogólnie duże pole do domysów (np ta w prawym dolnym rogu - taka czerwień że tylko wampir maskarada mi przychodzi do głowy ) A pamięta ktoś tekst "Ars Amadi graczy" z Nvidiowską Dawn wyprężoną do czytelnika na dwie strony? Tegotypu teksty w CDA się zdarały i będą się zdarzały. A przekaz klarowny i jasny...zdecydowanie bardziej, niż w ostatnim Bioshocku, który garściami czerpie z sagi "Mrocznej Wieży" Kinga (i jest do tego dooobrą strzelanką z masą smaczków i nazwiązań). Na luzie od jakiegoś czasu jakieś takie oldskulowe, teksty fajne, ironiczne, podpisy pod screenami też tak zalatują starymi czasami, kiedy królował Mr Jedi i jego kurczak. Wróciła kaszanka (i to jaka Daliście na płycie jakiś bonusowy track z tej gry? Posłuchałbym "pana Zenka"). Ogólnie nowy BF4 zapowiada się jako "coś wspaniałego", jak to zawsze, jednak bliżej prawdy są wasze podejrzenia, że to będzie Battlefield 3 i pół, z podrasowaną grafiką, aniżeli nowy produkt. Żaden to prawdziwy next-gen, którego próżno szukać. Ten tekst o nowych generacjach i waszych życzeniach odnośnie jej nie zostawia suchej nitki na twórcach gier, niestety. To co zarabia miliony i pierdyliardy się sprzedaje, nawet jeśli opakowane w nowe sreberko. Assasins Creed, spoglądam na ciebie - skończysz jak Tomb Raider przed laty...ale tu Ubi się odgryzie Watch Dogsami Tekst o Thiefie - spoooro informacji, do tego retrospektywne spojrzenie na porzpednie gry - robicie smaka, oj robicie, aż mam ochotę ponownie zainstalować i odpalić antologię. Dzieje się, oj dzieje. Wiosna idzie. A tu jeszcze shank czeka.
  5. Aha, bo widziałem, że coś jest od 15 levelu, ale ten symbol monet kartelu był mocno zastanawiający. Być może jednak DA się robić kilka rzeczy więcej, tylko, jak wspominałem, ten znaczek straszy wszędzie. Crafting jest dostępny, tak samo rozwijanie legacy, ale to trzeba już zebrać kasę. Co by jednak nie mówić, to były przemyślenia jeno po jednym dniu. Teraz powoli mi ibroblade partsię zbiera grupa osób, które będą grać, więc atmosfera kooperacji/rywalizacji fabularnej się zwiększy. Do tego, tak koło grudnia myślę, by sobie zakupić subsrkypcję, bo na razie nie mogę ogarnąć jak działa legacy. Czy w ten sposób da się odblokować inne rasy, czy te są po prostu płatne "na amen" dla graczy f2p? I akurat mój argument, że "przypomina wowa" starałem się dać w pozytywnym wydźwięku, bo po prostu wiem, czego się gdzie spodziewać i jak coś ugryźć. Po pierwszyum dniu czułem się mocno przytłoczony. Jedno pytanie - czy jest sens zbierać "vibroblade parts" by tworzyć bronie? Bo mam wrażenie, że to nie są tylko takie ot smieci Zwłaszcza, kiedy dorwie się jakiegoś npca i da mu możliwość kraftowania. A i w sumie obawiałem się, że jak jedi to tylko miecz i miecz, ale jego możliwości ulepszania, kolory, nawet dźwięk i jego nateżenie - to wszystko daje radochę jak w kotorach
  6. Z pamiętnika gracza sobotniego: trialem pachnący Stwor i opłata za wszystko Wreszcie i mi przyszło zobaczyć, z czym się je the old republic. Czy to tylko kalka wowa i nic więcej? Czy może jest w niej potencjał, a gracze narzekają, bo są już tak wymasterowani, że to dla nich za mało? Cóż, zdecydowanie po jednym dniu i wypełznięciu z tzw. "noobiarni" nie mogę służyć za eksperta, ale powiem tak - swotor jest kalką wowa... i jednocześnie nie jest. Po nocnym ściąganiu 25 gb plików gry wreszcie pojawiłem się na serwerze. Z racji braku laku i zablokowania praktycznie wszystkich ras, wybrałem coś odmiennego od człowieka - tak oto mój Zabrakowy Jedi Knight stanął na powierzchni Tythona, czy jak to się tam ta ładna, przypominająca Ziemię, planeta zwała. Po pięknym wprowadzeniu, made in Bioware, rozpocząłem zabawę od eksploracji. Zanim zacząłem tłuc mobki minęło z 20 minut. Serio, rozejrzałem się to tu, to tam, dowiedziałem się od razu, że sprint dostepny jest tylko subskrybentom, a my - gówniarze grajace za darmo - musimy biec na pół gwizdka. Niech się męczy skubany cwaniak jeden! Ale wszystko da się przeboleć. Pierwsze questy, dziewiczy lot speeder bikiem z taxi outpost do jakiejś wioski, zdobycie paru początkowych groszaków i można ruszać do boju. Który skojarzył mi się od razu z wowem. Jak i cały interfejs. Ponieważ grałem w produkcję blizza, a trenerzy działają tu tak samo, liczyłem się z tym, iż potrzebuję slotów na skille. Duużo slotów. A tu figa z makiem, z sithowym czerepakiem - płać za dodatkowe tabelki po bokach! Ech, no dobra, w końcu na bazowych 24 (albo coś koło tego) da się żyć. Z czasem wrażenie grania w mod do wowa się spotęgowało, zwłaszcza, gdy moja postać napotykała te same bariery stworzone z gór i nieporadnie próbowała je przeskoczyć. Naprawdę włożyli w te animacje tyle kasy? Ale z kolei skille mi się podobały - sieknięcie, mocniejsze uderzenie, atak na kilku wrogów na raz, jakiś buffik dla wszystkich... no dobra, gdzie ten force push? Mind Trick? Chcę poczuć się jak Obi-Wan, a mam wrażenie prowadzenia Orc Warriora (tak wiem, potem typowe, oldskulowe moce jak Pchnięcie się pojawiają, Inkwizytor zaś tłucze podobnymi skillami od początku, ale liczy się pierwsze wrażenie ). Posiedziałem dłużej, przestało mi to przeszkadzać, ciosy zgrabnie łączyły się w kombosy, zaś fabularna intryga - choć na początku niejasna - szybko zaczynała nabierać sensu. Do tego, niektóre questy poboczne prowadziły do ciekawych konkluzji. Czuć było większą swobodę i nawet granie wbrew zasadom stało się fajne, a nawet znacznie bardziej opłacalne. Ciemna strona dała mojemu jedi kryształ do późniejszego miecza, czy też pozwoliła na spędzenie miłej nocy z pewną twilekianką (choć można jeszcze zaniechać w trakcie mówiąc "będziemy przyjaciółmi". Kto normalny by to wziął xD Potem można wyżalić się mistrzowi, że "złamaliśmy zasady kodeksu", ale też w sumie po co ). Ogólnie mam wrażenie, iż nie muszę być perfekcyjnie dobrym, lub totalnie złym' zwłaszcza, kiedy bioware obiecywało jakieś granty dla "szarych jedi". W czasie grindowania napotykałem na czacie i na swojej drodze sporo polaków. Trochę niektórym odbijało, jednak w większości przypadków zachowywali się zaskakująco dobrze i dojrzale. Paru zagraniczniaków miewało gorsze akcje. Gros przybywających na f2p ludzi pytało o podstawy, nawet o to, czy w niepłatnej wersji są drzewka rozwoju Było po prostu spokojnie. Spędziłem zaledwie parę godzin, kiedy otrzymałem swój pierwszy miecz świetlny i opuściłem pierwszą planetę. Jak do tej pory było lekko, łatwo i przyjemnie to wyjście na stację trochę mnie przytłumiło. TONA sklepów, questów, trenerów, ludzi, aukcyjny kiosk, jak w wowie, tak i tu zawalony ludźmi (frameskip leciał na łeb na szyję, ale dobrze, że mam silnego pieca, to aż tak tego nie szło czuć). Niby jest to do ogarnięcia, ale przez cały czas po wyjściu z Tythona miałem wrażenie, że nie wiem co robię. Zaskakująco w miarę szybko ogarnąłem team na flashpointa. Wcześniej wykonałem heroiczną instancję na leśnoziemnej planecie, również bez czekania. Przypadek, czy ludzie tacy jakby bardziej zgrani i milsi? Wracając do flashpointa - to była ta misja, którą EA pokazywało rok temu jako przykład radzenia sobie z kilkoma osobami w konwersacji. Wierzyć mi sie nie chciało ale ta misja mnie wciągnęła, cały czas wymienialiśmy uwagi na temat wyborów i wyglądów postaci, trzymaliśmy się określonych profesji (healer/tank itepe) i po prostu to jakoś szło. Najczęściej rozmawialiśmy właśnie podczas cutscenek, każdy podskórnie pewnie chciał, by to JEGO postać przemówiła w danej chwili. Raz wybrałem typową odpowiedź Jedi ("nie potrzebujemy pieniędzy" - wcześniej wyrwałem z bossa instancji wypasiony miecz świetlny więc... no xD). Losowanie wybrało akurat moją odpowiedź, co spowodowało, że reszta druzyny nie dostała ani jednego kredyta z proponowanej sumy. Nie denerwowali się, a ja byłem zaskoczony, że to podziałało na całą grupę, nie tylko na mnie xD W jakim innym mmo ma się wpływ na losy całej mi.... *GUILD WARS 2* Och, no tak! xD Graficznie nie było tak źle, jak myślałem, choć postaci zarumienione, jakby właśnie za dużo wypiły i ogólnie przekomiczne grube rudzielce dalej się zdarzają. Lokacje są śliczne, kolory soczyste. Gorzej natomiast jest z ich eksploracją. W Wowie to mnie dobijało - biegniesz i biegniesz i dalej biegniesz do jakiejś miejscówki ale to się taaaak dłuży. Nie możesz zrobić skrótu przez góry, bo po prostu się na nie nie wdrapiesz, choć logika mówi inaczej. To są cholerni jedi, potrafią skakać na wysokość wiezowca damnit! Tłumaczenie, że to dopiero patafia....Padawani mnie nie przekonuje. Tak samo nie przekonały mnie monety kartelu i subskrypcja. Dosłownie, za każdą pierdołę, która by poprawiła płynność gry trzeba płacić. Nawet nie mogę sobie wrzucić spersonalizowanego koloru dla mojego droida i7 czy jak on tam ma, bo potrzebuję pozwolenia, czy czegoś takiego. Tak jest - w grze są do znalezienia pozwolenia na różne pierdoły, a jak nie to płać! Chcesz pojeździć na skuterach, rodem z "Powrotu Jedi"? Płać! Chcesz biegać sprintem jak inni? Płać! Chcesz dostawać wszystkie itemy za ten quest, nie tylko te najgorsze? Płać! Mówicie, sprint nie jest ważny, to tylko pierdółka - spróbujcie dogonić ludzi na instancji gdzie zostanie z tyłu oznacza śmierć. Kasę buli się za większość ras (bazowo dla jedi knighta możemy wybrać tylko człowieka i zabraka. Miraluka, Twilek, Cyborgi, Borgi i cała reszta dobrze znanych ras ze SW jest już płatna), za powiększenie pojemności ekwipunku (co kiedyś było normalnie dostępne). Ba, od 10 levela wzwyż "frituplejowcy" dostają mniej expa niż ci płacący. Drogie EA, jest różnica między "szantażem" a "zachęeceniem do kupna subskrybcji". Nie jest droga, ale ten znaczek moneet kartelu jest WSZĘDZIE! Nie mogę nawet pogadać na czacie bo muszę poczekać minutę zanim coś napiszę (ale jak jesteś subskrybentem, możesz spamowac do woli, genialne rozwiązanie! "psuje innym grę, ale dał nam kapuchę!"), dobrze, że jest szeptanie i nielimitowana rozmowa w grupie. Początkowo myślałem nawet, że monetami kartelu muszę też płacić za to, żeby w ogóle dodać slot do jakiegoś itemu który chcę ulepszyć. Ale na szczęście nie, płacę tylko więcej kredytów, niż subskrybenci, ale znaczek jest i tylko denerwuje człowieka O co mi chodzi, wszak to gra która dobrowolnie przeszła na f2p, "czego się spodziewałeś", itp. A no tego, że w Runes of Magic na ten przykład nie odczułem w ogóle tego, że jakieś mikropłatności są mi potrzebne. Był tam jakiś sklep z rzeczami które przyśpieszały grindowanie i poprawiały wygląd naszych postaci (skrzydła n'shit), ale podstawy były - crafting, nauka tego i tamtego, odpowiednia ilośc slotów w ekwipunku, równe szanse podczas walki, dwie równomiernie rozwijalne klasy postaci. To była kompletna, niepoucinana gra a sklep z "dopalaczami" był gdzieś w tle. Tymczasem swotor f2p wali ci po oczach znacznkiem monet kartelu, zabiera wszystko, co daje komfort z gry. Po to się gra - by było komfortowo, i człek się odprężył. Do tegojeśli ktoś jest "zdobywcą osiągnięć", będzie mu ciężko. Za kolejne questy możemy odblokować tytuły dla naszej postaci. Imię Pitrassk samo w sobie brzmi dziwnie, ale "Jedi Pitrassk, obrońca Biblioteki Wiedzy" - to już co innego. "Chcesz to mieć nad głową? Chcesz by inni to widzieli? Gimme the caaaassshhh!". Często miałem wrażenie, iż wzięto kompletny produkt i powycinano z niego masę drobiazgów, które niby nie są potrzebne do szczęścia, ale jednak w wielu przypadkach są. Niby też to rozwija cheć gry i kombinowania - z tego co wyczytałem, niepłacący mogą odblokowac kolejne rasy poprzez system "Legacy". Gorzej, że nie kumam na jakiej zasadzie on działa. Pewnie musze wymaksić jedną postać a potem się zobaczy Problemem z płaceniem/niepłaceniem jest taki, że EA najwyraźniej nie mogło zdecydować, czy robią "free triala" czy "free to play + mikropłatności". Na razie gra wygląda na to pierwsze, stąd wrażenie bycia robionym w bambuko, mimo możliwości grania legalnie za darmo w coś, co przecież było takie ekskluzywne. W kantynie po wyjściu z noobiarni zauważyłem też przedmioty, w opisach których wciąż ostały się elementy tekstów, jakby gra była tylko płatną. Chodzi mi o vipowską monetę na jakiś tam frachtowiec, przeznaczoną tylko dla posiadaczy kolekcjonerki albo specjalnej edycji, ściagniętej i kupionej przez internet. To dopiero pierwszy dzień "pełnego" f2p, więc część z rzeczy, które wymieniłem może ulec zmianie. Chciałbym, żeby ta waluta kartelu nie była tak upierdliwie wszędobylska, ale pewnie tak już zostanie. Nie jest źle, gra się jak w wowa z historią, instancje dzięki dialogom nabrały trochę świeżości, jest sporo klas do obczajenia, czuć swobodę ruchów a możliwości po wyjściu z noobiarni są przytłaczające. A nie wspomniałem nic o kompanach i swoim statku...do tego drugiego jeszcze nawet nie doszedłem xD Ale swtor moze dać sporo frajdy, posiadając jednocześnie sporo wad "pierwowzoru" (przydługie tuptanie przez ładne, acz pustawe lokacje). Niech moc będzie z wami xD Pitrassk, Jedi Guardian, Serwer Red Eclipse
  7. piterko

    CD-Action 11/2012 zawartość

    Kupiłem numer dzisiaj i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to zupełnie inaczej niż zwykle klejony brzeg okładki. Nie wiem jak to opisać ale nie jest tak jak zawsze giętki tylko sztywniejszy, jakby ostrzej przycięty. Teraz można isę zaciąć nie tylko o róg kartki ale także o grzbiet
  8. Tak zdołałem do tego dotrzeć i teraz tylko czekać na kod I ogólnie chyba teraz człowiek sobie już poradzi. Wielkie dzięki za naprowadzene gdzie co wpisać, bo dość długo myślałem co gdzie i jak
  9. Zupełnie jestem zbity z tropu i potrzebuję pomocy bo już szukałem dosłownie wszędzie. Pomóżcie: Sytuacja: Kupiłem pudełkowe wydanie Darksidersów 2 z napisem "darmowe DLC Grobowiec Agrila/Ageia/coś tam takiego" W pudełku dvd, uloteczka i 2 kody (3 jeśli wliczamy klub cenegi ale to nie o tym) Pierwszy: do rejejstracji gry na steam Drugi: niby by odblokować zawartość w grze. Trzeci: podczas gry każe ci zrobić konto na darksiders community i tam dostajesz jakiś kod. Moje pytanie - gdzie to się wszystko wpisuje? Ten pierwszy to aktywacja na steamie...a reszta? Dodatkowa zawartość w menu gry przenosi mnie na sklep steam i zachęca do kupna season passa... Do tego w opcjach gry jest ponoć fiszka "wpisz kod" gdzie co jak. Pomocy, nigdzie tego nie mam i czuję się mooocno zagubiony. Żadnej z dodatkowych broni nie mam, nie mam dlc, tak jakbym miał czystą grę poza tym że mam konto na tym darksiders community. Z tego co widzę kod na darksiders comminuty jest takiej samej długości i formatu jakby wpisywać rejejstrację na steam. czy to znaczy, ze teraz jest już kiła i mogiła? Help!
  10. Mojżesz Demonstruje Karate 2 Hoże Dydki Nie moge się doczekać, bo kiedyś widziałem i grałem w jedynkę... a zaraz potem w tonic trouble
  11. Ja tylko powiem od siebie Sermacieju , że w CSie NIGDY nie było "dokładnego przycelowania" oraz sprintu. Chociaż nie, ten drugi był - zwało isę to "bieg z nożem". Dlatego nie spodziewaj się, że wprowadzone zostanie coś, czego nigdy w serii nie było
  12. Swego czasu w kotorze 2 zrobiłem taki myk, że jedną z postaci NPC używającej wcześniej blasterówpo wyszkoleniu na Jedi nauczyłem zdolności ochronnych i takich, które przydają się na dystans. System legacy ma coś takiego umożliwić, że mamy strzelającego snajpera, który używa nie tylko własnych tarcz, ale też ma zbroję Mocy. Problem będzie polegał z balansem, uzależnieniem od innego paska energii kończąc na opisach i przemianowaniu nazw niektórych umiejętności! Jeśli umożliwi to bugowanie postaci dla skilli dla innych ras to wietrzę niezły chaos. Jedi z karabinem szturmowym - taaak, to ma sens jak Boba Fett latający z zielonym lightsaberem (Był taki komiks niedawno wydany w sw komiks...) Jedi nie używali tylko mieczy świetlnych czy wibroostrzy. Niektórzy mieli energy whipy, inni posiadali sejmitary, straż imperialna miała te wysuwane podwójne wibroostrza, inni nie mieli w ogóle żadnych broni. Jedi Sage powinien być na tyle silny, by sobie poradzić bez broni, poza może staffem. Yoda w pewnym okresie trenując luka przeciwstawił jego mieczowi świetlnemu zwykły kijaszek, nasączony Mocą. To już daje tak ogromne możliwości, że w głowie się nie mieści. A może by tak energy blades, czyli wsadzenie sobie w nadgarstki ostrzy na krótki dystans? Oczywiście wymogło by to na sagu zdobycie jakiejś nowej zbroi z Corthosis, by blokować energię kryształów z lightsaberów. Pistolety dla jedi - zwykłe, wzmocnione Mocą, albo specjalnie tylko dla Jedi. To ma sens. Albo czyste melee. Mam wrażenie, że "Unarmed Specialist" z Kotora 2 wymaga powrotu. Jedi idący w unarmed posiadający tak protektywne moce, że ci z mieczami mogą się tylko posikać. W końcu paru mastahów potrafiło brać "na klatę" ostrze energii. Sith assasin - poza znikaniem - mógłby naginać midichlorki do tego by te raniły jak trucizna. Nie tylko zwykły rending czy błyskawice zadające dot (Damage over Time). Zrobienie ciekawego mmo SW właśnie napotyka największy problem czyli brak broni i zbroi które nigdy nie były podstawą tego uni (kotor pokazał że można ale jak 3/4 nie pozwala ci używać Mocy...). Zapewne czuje się takie samo znużenie jak w przypadku DB Online.
  13. piterko

    Rayman (seria)

    Zaraz, zaraz...jest już piecowe demko R:O? I ja o tym nie wiem? Za dużo szwendania się po sklepach i rozważania zakupu Vity dla tej gry. Zagrałem trochę w demko, teraz robię ostatni raz przejście poziomu, odkrywając wszystkie lumsy. Bałem się co do tej gry, oj bałem ale... Ale demko mnie tak pozytywnie rozwaliło, ta muzyka, kolory, akcja, tempo, wszystkie znajdźki, lot na komarze (hurra!), bossowie (jeszcze go nie odpaliłem ale na pewno to zrobię). Najfajniej na razie mi się - o dziwo - chodzi Teensienami. Mają moce kinetyczne, walczą jak z matriksa a do tego mają lewitację która pomaga w dotarciu do ciężko położonych lumsów. Tyle zabawy w grze nie miałem już dawno. To nie jest assasins creed gdzie masz dłuuuugie introsy, teksty typu "a teraz zrób to i idź tu masz na mapie" tylko idziesz, tłuczesz, odkrywasz, zbierasz a muzyka jest rozwalająca. Etapy z komarem chyba będą mnie rozwalać już zawsze ('ay ay yayaay trolololooo"). Co gorsze, udzielił mi się ten głupkowaty klimat i zawsze jak rozwalam klateczki to mam ochotę zrobić jakiś taniec jak bohater którym kieruję! To jest tak głupkowato pozytywne i pełne niespodzianek że aż chce się w to grać. Pełna wersja na urodziny będzie akurat. Tak pozytywnie dawno nastawiony nie byłem. Coś jest w R:o co kaze ci mieć cały czas roześmianą gębę.
  14. Zawsze miałem podstawkę, jednak nie chciałem dwa razy kupować i tak czekam na moment aż kupię pełne, wypaśne wydanie z dodatkami... A tu dodatek xDD No to jeszcze trochę poczekam, może tak ze dwa lata i będę miał całe HommV xD
  15. Ja tu widzę raczej niechęć do świata SF aniżeli znudzenie grą. Wszak ciągle powtarzasz, że "fantasy ma to fantasy ma tamto". Widoczki nie te? Klaustrofobia? Dantooine jest złe? A wspominane Ilum? Co do broni to muszę się zgodzić - w zasadzie ciągle te same lightsabery i całość ratować muszą bounty hunterzy czy inni smugglerzy dla których wybór nowych blasterów jest chyba trochę większy aniżeli ciągłe upgrady miecza. Problem z tym taki, że co byś nie robił miecz dalej nim pozostanie. Nie będziesz mógł mieć tego wypaśnego topora albo takiego ostrza o wygiętym końcu. Takie universum, no cóż. Wciąż te same postaci/rasy? To początek mmo - galaktyka SW ma naprawdę dużo planet i ciężko było by na starcie pomieścić wszystkie w tych przysłowiowych 20 giba. Ciekawe, że nie boli cię gdy np w WoWie wciąż spotykasz te same elfy, krasnale, tłuczesz te same orki czy trolle. Z czym się zgodzę natomiast to przeciwnicy battlegroundów - wielgaśne droidy w nadmiarze, co jakiś czas jakaś tam bestyjka z lawy... świat SW jest bogaty a EA zdaje się tego nie zauważać. Kuleje trochę linia fabularna dla dżedajów - taka wariacja głównego wątku kotora 2, powtarzana w nieskończoność: odnajdź/pomóż mistrzowi x, odnajdź/pomóż mistrzowi y... SWtor jest takim "twoim generycznym mmo w którym idzie trochę pograc, coś porobić a na dodatek przejść wątek fabularny". Wow przetrwało tak długo bo było...hm...jednym z pierwszych tamtej generacji? I stamtąd ludzie też już odchodzą. Wiatr się zmienia. Tyle dobrego, że jest masa rzeczy dodatkowych do zrobienia. Ale mam wrażenie, że sporo z tego już było. A no i styl graficzny. Nie wiem ale od początku był dla mnie jakiś taki bylejaki. Postaci wyglądają plastikowo i ich twarze są jakby przekontrastowione. Chyba to już zawsze pozostanie cechą gier SW bo w zasadzie w żadnej z nich nie mogłem znaleźć optymalnego stylu (silnik Quake dał ciekawe efekty przy jedi knightach, kotorowe postaci miały dobre twarze ale niektóre animacje w tym ruchy aż porażały idiotyzmem), stąd ta opinia. Co by nie mówić - na widoczki nie można narzekać - jest trochę techniki i sporo natury. Jest sporo ciekawych ataków, o których się wcześniej nie śniło, idzie poszperać w fabule, powtórze - to po prostu jest typowe MMO z paroma ficzerami. Tym miało być, niczym więcej. Pewnie, że lepij by było zrobić kotora 3... ale EA i Bioware będzie miało ciekawy eksperyment....po raz kolejny zresztą mówiąc o tym pierwszym.
×