misiaqu8
Forumowicze-
Zawartość
246 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez misiaqu8
-
Właśnie patrzę tak na te wszystkie pozytywne opinie i zachodzę w głowę, skąd się one biorą, bo jak dla mnie gra jest: -morderczo irytująca (sterowanie sztywne na maksa- bohater nie dość, że nie potrafi w dowolnym momencie zrobić najprostszego uniku, ba! nie może się nawet poruszać podczas celowania (samo celowanie jest niewygodne, ale takie uroki konwersji)! Do tego Ashley bez żadnego instynktu samozachowawczego, wieśniacy, których trudniej ubić trafieniami w głowę niż w korpus (choć poza tym hitboxy są w miarę dobrze zrealizowane). Przez większość czasu słabe i mało zróżnicowane uzbrojenie (nie wspominając już nawet o nożu o sile tępego widelca) daje grę najzwyczajniej wkurzającą. -monotonna i nudna (dokładnie tak, owszem na początku, kiedy poruszamy się po wiosce jest interesująco, ale z czasem eksterminowanie tych samych mośków tą samą bronią (nieważne, czy są to wieśniacy, mnisi czy żołnierze, co w efekcie robi się śmieszne, kiedy na naszej drodze stają umundurowani żołnierze z... siekierami lub ewentualnie kuszami) robi się nudne, zwłaszcza kiedy po pokonaniu całej fali niemilców jedyne co dostajemy to kolejna fala niemilców. Oczywiście są inne rodzaje wrogów, jest ich jednak zbyt mało by cokolwiek na dobrą sprawę zmienić, a umilanie graczowi wyrzynki przez możliwość strącania jegomościów w przepaść, odpychania drabin (a propos, nie widzę też tej osławionej wysokiej AL wrogów, jak dla mnie jedyne, co wyróżnia ich spośród typowych tumanów to parę skryptów jak podnoszenie drabin czy wyważanie drzwi) lub wysadzanie beczek nie jest w dzisiejszych czasach niczym specjalnym. Zagadki też niewiele mogą zmienić, skoro większość ogranicza się do schematu znajdź-wetknij w odpowiednie miejsce. -głupia (Residenty w sumie nigdy zbyt mądre nie były, co nie zmienia faktu, że faceci skaczący na 10 m w górę, super bohaterscy i przypakowani faceci, super mordercze i oczywiście seksowne panny, ograne zagrożenie dla świata (wirus), ograni bad guye (kiedy Saddler gadał o kliszach, prawdziwie się uśmiałem- sorry koleś, ale jeżeli twoje wystąpienie nie było kliszą, to ja nie wiem, co nią jest) i wielkie bum na koniec na pewno ciekawej otoczki fabularnej nie czynią. Podczas samej rozgrywki też nie za bardzo jest nam dane się wczuć- właściwie tylko początkowy etap jest dobrze opracowany pod względem klimatu i oryginalności, dalej już- kiedy bawimy w zamku "Napoleona" wkrada się rutyna i zamiast bać, co najwyżej podśmiewujemy się od czasu do czasu na widok chociażby wielkiego posągu- mecha. -o nędznej grafice i innych naleciałościach z konwersji. Jak widać, nie podzielam ogólnego zadowolenia- gra jako konwersja po prostu ssie, dwuletni okres, jaki musieliśmy przeczekać na jej wydanie na PC dał o sobie znać i w sumie ciężko mi wskazać jakieś konkretne plusy(choć w sumie, gwoli sprawiedliwości kilka akcji typu obrona w zabarykadowanym domu czy przejażdżka kolejką było całkiem przyjemnych) PC-owej wersji.
-
Gdzie niby masz infantylizm w fabule Halfa 2 :?: Scenariusz może i jest prosty, ale za to w perfekcyjny sposób podany, tak że w przeciwieństwie do Far Cry'a nie mamy wrażenia, iż jest on jedynie pretekstem do kolejnych wymian ołowiu (czy tam innych laserów). Mamy tu całą galerię barwnych i niejednoznacznych postaci, mnóstwo frapujących (wystarczy obadać forum HL'a) niedopowiedzeń z garniturowcem na czele . Strzępki artykułów, przemowy NPC, lokacje (spartańśkie bazy rebeliantów, oblegane przez ZOMO... znaczy się Combine blokowisko). To wszystko razem tworzy klimat, o którym Far Cry może co najwyżej pomarzyć. Nie wrzeszcz. Half Life 2 jest zdecydowanie inną grą od pierwowzoru. Nie ma łażenia po laboratorium. Jest za to trochu post-apokaliptyczny klimat (wyschnięte oceany, totalitarne City 17 wypełnione obcymi technologiami) , który w dużym stopniu oddziałuje na gracza (o czym pisałem wyżej). U konkurenta mamy "niewidzialne dziadostwa", które bardziej wkurzają niż straszą, cały gros mutantów i czarno-białe charaktery, wszystko rodem z science-fictionów klasy B. Klimat był jedynie na początku, wraz z odkrywaniem wraków myśliwców Zero i szczątków lotniskowca. I jeszcze jedno, czy podczas przechodzenia etapu w Ravenholm na dźwięk wycia zombie nie podskakiwało ci tętno? Tak czy owak z jednym się jednak zgodzę- grafa w HL'u 2 tak zamydliła ci oczy, że nie byłeś w stanie dostrzec innych zalet tej gry. Bo zerżnęli kilka scenek z japońskich horrorów? Phew
-
Jako że ów temat został w tym temacie ledwo napomknięty, to trochę jeszcze o nim powiem. Zauważyliście, że Blood Money jest zarówno sequelem jak i prequelem Contracts? Pamiętam, że byłem zdziwiony, gdy w ostatniej misji tego drugiego wśród moich celów już na początku misji dwóch z nich było wyeliminowanych. Myślałem, że początkowo chciano upchnąć w zadaniu trzy ofiary, ale później z tego zrezygnowano i pozostawiono jedynie briefing :lol: . Wszystko wyjaśniło się podczas gry w Krwawą Forsę, gdy po morderczym spektaklu widzimy jeszcze filmik przedstawiający czającego się na łysego policjanta (?). Wtedy akcja się urywa, by... zaczęła się akcja Kontraktów. Trzeba przyznać, że to dosyć dziwne zagranie. Ciekawe czy było ono planowane od początku, czy może dopiero podczas tworzenia najnowszej części wpadnięto na pomysł wyjaśnienia niejasnej historii "trójki"?
-
Ech, Rayman... Przeszedłem ostatnio Szalone Kórliki. Pamiętam ogólną euforię z powodu powrotu powrotu Ancela do serii. Pamiętam też, że miałem wtedy spore obawy, czy uda mu się dorównac genialnej trójce. Moje obawy się spełniły, gdyż Szalone Kórliki to KUPA SYFU!!! O tak, wcale nie przesadzam. To nędzny zbiór minigierek wystarczający na dwa dni (a nawet dzień, gdyby nie to, że po jakimś czasie strasznie nudzą), w dodatku dosyc często się powtarzających. Grafika nie ruszyła się nawet o krok do przodu (ba! Globoxiątka wyglądają dużo gorzej niż w drugiej części), fabuły tutaj najzwyczajniej w świecie brak, a najgorsze jest to, że gdy wreszcie wydostaniemy się z tego durnego pierdla, myślimy, że będzie wreszcie jakaś akcja, a tu... nic. Nic! NIC!!! Tylko głupi filmik, który pozostawia w nas jeszcze większy gniew i rozczarowanie, że wydaliśmy kasę na takie coś. Owszem, może ze trzy razy się ubawiłem, a etapy "celowniczkowe" nie były najgorsze, ale to nie zmienia faktu, że jestem skrajnie rozczarowany tym nędznym powrotem wielkiej serii. Porażka większa, niż nowy Splinter Cell. Chyba sobie odkurzę trójkę... ale wypróbuję Asterix & Obelix XXL2
-
Ja z kolei chciałbym zobaczyć temat o Rayman: Szalone Kór(l/w)iki ! Bardzo śmieszne - jak dostaniesz ostrzeżenie to też będziesz taki dowcipny? - RoZy
-
Nie sztuką jest też to jedno zdanie skrytykować Daj sobie więc spokój z "nawracaniem", bo tyś nie od tego. Jeśli o samą grę chodzi, to demko wbiło mnie w fotel (ta nieliniowość), boję się jednak, że w pełnej nie ma aż takiej swobody, a ten krótki rozdział to była tylko taka zmyła, ale prędzej czy później pewnie sobie ją sprawię. Ale nie tak znowu prędko, w końcu jest jeszcze tyle ważniejszych gier... ech.
-
Dobra, pochwalę się, że zrobiłem już kampanię Marine na Director's Cut, bez cheatowania i sejwowania. Tyrago przeszedłem za drugim podejściem . Teraz pytanko- jak odblokować cheat Mission Impossible? Bo to jedyny poziom trudności, na którym jeszcze Marine'a nie rozbiłem. Czy mam ukończyć wszystkie misje bonusowe czy co?
-
Ok, dorwałem jedynkę, przerobiłem ją, mogę się wypowiedzieć. Początki nie były ciekawe, gdyż po włączeniu gry wszystko łącznie z menu zaczęło przeraźliwie żabkować. Okazało się, że to dlatego, że nie wyłączałem filmików :shock: i dopiero gdy ręcznie je kończyłem, gra działała normalnie (ale te i tak oglądałem, po prostu wyłączałem je w ostatniej sekundzie ich trwania). Zacząłem od Marines, jako że z deczka się gry obawiałem, włączyłem sobie poziom training, co jednak okazało się chybionym wyborem, gdyż szło mi jak po maśle, a największym zagrożeniem były windy (serio, na skutek jakiegoś dziwnego buga czasami ginąłem, gdy do nich wchodziłem). Ogólne wrażenie było jednak pozytywne, ładna grafika, klimacik (choć znowu nie jest tak znowu straszno, trzeba tylko być cały czas w gotowości), kiepawi aktorzy w ekranach (choć do dowódcy odczuwałem sympatię, a propo, czy zauważyliście, że na Tyrago przed starciem z Predalienem widać, jak ktoś przystawia mu gnata do głowy?), szybkie Alieny (choć ominąć ich ataki było łatwiej niż w dwójce) i fajnuchne starcie z królową (choć zabawnie wyglądało, jak leciała w przestrzeń ze skrzynką w łapie). Z powodu niezbyt wysokiego poziomu trudności pozostałe dwie kampanie zacząłem od razu na Realistic (teraz na Realistic przechodzę od nowa kampanię Marine) . Bardziej do gustu przypadł mi Alien. Gaszenie światła, skradanie się, odgryzanie łebków, dużo łażenia po szybach wentylacyjnych i wkurzające Sentry Guny. W kampani Predatora też niby można się zabawić w Sama Fishera, ale zwyczajnie się to nie opłaca. Rekompenusją to za to potyczki z Alienami, jako że moją ulubioną predową bronią są Wristblades, walki z "ósmymi pasażerami Nostromo" bardzo przypadły do gustu. Alieny ciągle atakujące po odcięciu im obuch górnych kończyn są czymś, czego się nie zapomina . W dodatku nie było ich tyle, co w dwójce, rzadko występowały w ilości większej, niż 2 na raz (oczywiście mówię o kampani Preda) i ogólnie walka wręcz z nimi miała sens w przeciwieństwie do dwójki. Ogółem nie zawiodłem się, pierwszy AvP jest dokładnie taki jak być powinien i przebija dwójkę.
-
Niby wcześniej wypowiadałem się już o tej grze, jednak po pierwsze, nie ukończyłem wtedy wszystkich kampanii, a po drugie mówiłem o tym na podstawie ten tego eee... no pirata :oops: . Teraz jednak zrewanżowałem się kupując na allegro drugą część gry (i nie tylko, ale o tym zaraz). ukończyłem wszystkie kampanie i mogę teraz zabrać głos na ten temat. Kampania Marine była naprawdę dobra, choć spawnowanie się wrogów za plecami wkurzało (parę razy przyłapałem Aliena materializującego się w powietrzu), jednak klimacik był. Nie raz przylegiwałem kurczowo do ściany patrząc tylko, skąd nadciągnie kolejna fala. Szkoda tylko, że Facehuggery były strasznie ślamazarne i chyba tylko raz udało im się mnie zainfekować. Gorzej z pozostałymi kampaniami. Alien nie może wykorzystywać cienia do ukrywnia się, gdyż takich miejsc jest mało, a ludzie i tak cię zauważą. Walka polegała na doskakiwaniu do nich, a następnie cięciu każdego pazurami, co mało mi się podobało (gdzie tu element zaskoczenia?). Niby parę razy można było się zaczaić na wroga, jednak i tak czułem niedosyt. Grając Predatorem miałem zamiar nie używać działka ani innych broni palnych. Okazało się to jednak niemożliwe ze względu na androidów (strasznie denerwujący goście) i żołnierze ze Smart Gunami (w ogóle słyszałem, że namierzają one jedynie poruszające się istoty, a ja nie ważne czy stałem w miejscu czy nie i tak obrywałem, oczywiście pamiętałem o znikaniu). Na etapach z alienami też nie można było się zabawić w łowcę, bo owych kosmitów było często po prostu za dużo na wycinanie ich włócznią i zostawało tylko działko (nie muszę chyba mówić, jak bardzo psują zabawę mocne pociski z autocelowaniem, czułem się jakbym cheatował) . Zostaje jednak multi, gdzie odnalazłem się jako alien runner (choć tutaj psują zabawę cheaterzy). Koniec końców, rzeczywiście najlepsza jest kampania Marine, jednak to w dużej części dlatego, że w pozostałych jest trochę zmarnowany potencjał . P.S. Przed chwilką na Allegro nabyłem pierwszą część gry Gold Edition w dużym boxie (mniam mniam), więc za czas jakiś opiszę moje odczucia w stosunku do pierwszej części właśnie. A teraz: Tyrago nadchodzę! :twisted:
-
Sorry za 2 posty, ale w innym przypadku nikt by na moje pytanie nie zwrócił uwagi . Mówiąc Discworld masz na myśli część pierwszą, drugą czy obie?
-
Tak mniej offtopowo mam pytanie: Czy Discworld Noir nie będzie grymasić na XP?
-
CDA a piractwo (nie, to nie to co myślicie...) ;)
temat odpisał misiaqu8 na deckard1 w Magazyn CD-Action
Taka nazwa raczej wskazywałaby na to, że w tym temacie będzie się dociekać, czy CD-Action nie piraci gier ;P. Jeśli o mnie chodzi, to na początku mego istnienia raz kupowałem piraty, raz oryginały (nie widziałem w tym większej różnicy). Dodatkowo trzeba wam wiedzieć, że z początku bardzo się do oryginałków zraziłem, gdyż moja pierwsza pudełkowa wersja (Half Life) miała zrąbany CD-key i nie dane mi było w niego zagrać. Jednak gdy długi czas czytałem CD-Action, to zrozumiałem, ż piraty są be i trzeba z tym skończyć. Wtedy rozdałem moje piraty kumplom, sam zaczałem zaopatrzać się w "jedynie słuszne" wydania. Był jednak problem- rodzice, którzy zaczęli się wkurzać, że kasę marnuję, grozili mi nawet obcięciem kieszonkowego. Ja jednak uparty jestem i konsekwentnie ich olewałem. po jakimś czasie wreszcie dali mi spokój, a nawet powoli się też przekonywali, że jednak piracenie jest nie w porządku (choć mój starszy brat nigdy mnie nie zrozumiał i zawsze będzie się ze mnie śmiał, ale mam go w dupie). Kumple za to mieli dosyć ciekawą reakcję- oczywiście śmiali się ze mnie, ale raz podsłuchałem rozmowę dwóch gości, z którymi żadnych kontaktów nie utrzymywałem. Gdy mnie zobaczyli, zaczęli sobie szeptać "to ten bogaty, który oryginalne gry kupuje" (przypominam, że w życiu z nimi słowa nie zamieniłem). Jak widać z tak trywialnego powodu można stać się sławny -
Bo TY tak mówisz? Mi najbardziej podobają się dubbingi z Raymana 3 i Bard's Tale, ale nie mówię, że są najlepsze i już ani nie wypominam innym, żee mają inne zdanie. Prosiłbym, żebyś ty też tego nie robił, bo takie odzywki to zwykłe chamstwo.
-
Ghrrr, tak milo sie czekalo na dzien, w ktorym kupie i przejde BM, nie szperalem po necie zeby koncowka byla dla mnie zaskoczeniem! Thx a lot :evil: Don't worry, to, że Hitman zginął, wiadomo od początku gry. Ba! Już w menu jest obrazek pokazujący jego pogrzeb, a to, że jednak żyje (koleś, który nie rozumie najprawdopodobniej nie przeczekał napisów i nie oglądał prawdziwego zakończenia), to nie trzeba być prorokiem, żeby to przewidzieć. Ja kupiłem dzisiaj Blood Money i spokojnie czekam na koniec, tobie też tak radzę, bo to co napisał Driv3r to żaden spojler.
-
Jeśli o Blood Money chodzi- nie wiecie może, kiedy będzie premiera? Na Wirtusie pisze, że 20, na allegro, goście od pre-orderów mówią o jedenastym, a na stronie Cenegi nic o tym nie pisze.
-
Trzy dni? Na to 5 godzin wystarczy! I to jest właśnie duża wada tej gry. Kończy się zdecywanie za szybko, ledwie się za nią wziąłem, a już oglądam napisy końcowe. Drugą wadą jest respawnowanie się wrogów. Przykład- zawłatwiam wroga, idę trochę dalej... i dostaję kulkę w plecy od gostka stojącego w tym samym miejscu, co przed chwilą załatwiony wróg. Strasznie to denerwuje, jednak twórcy widać postanowili ułatwić nam robotę i dali nam... nieograniczoną liczbę żyć! (a może i ograniczoną, ale nigdzie nie zawuważyłem żadnego wskaźnika informującego o ich liczbie, ani też nigdy mi się one nie skończyły), dzięki czemu, gdy zginiemy, wystarczy poczekać kilka sekund i już wracamy na pole walki z pełnym zdrowiem i rynsztunkiem. Zaletą za to jest na pewno klimat totalnego chaosu, jaki zapanował w L.A., te wszystkie ciała leżące nie raz nawet na latarniach, ludzie krzyczący, płonący, krwawiący, zazombieni biegający po ulicach, zdemolowane budynki i samochody, spadające meteoryty, to wszystko tworzy klimacik całkiem niezły. Drugą (i chyba największą) zaletą jest polonizacja, która nie raz powodująca u mnie ataki śmiechu. Nie myślcie jednak, że mam na myśli "jaka to świetna i zrobiona z jajem polonizacja"(choć kilka dowcipów było całkiem niezłych), bo tu chodzi o coś zgoła innego. Otóż jeśli ktoś wsłuchał się w angielskie dialogi, na pewno zauważył, że składają się one głównie z wulgaryzmów (zwłaszcza teksty Anthony'ego), jednak CD-Action widać wolał zrobić polonizację "ugładzoną" i efekt wyszedł z tego zaiste przekomiczny. Przykład (takiego akurat chyba w grze nie ma, ale chcę pokazać jak to tam wygląda)- bohater wrzeszczy "holy shit, you motherfucker!", a na dole ekranu pojawia się "o rety, ty złej matki synu!". Nie wiem jak inni, ale ja przy takich tekstach zwijałem się ze śmiechu i nawet jestem skłonny uznać takie dialogi za zaletę. Wadą jednak zdecydowanie są (tradycyjnie dla CD-Action) nie przetłumaczone filmiki między misjami. Ogólnie grze byłbym skłonny wystawić ocenę 6, jednak za polonizację mogę dodać jeszcze punkcik.
-
Recenzji jeszcze nie było i prędko nie będzie . A co do samej gry: Według mnie najciekawsza będzie druga faza. Walka o przetrwanie, dodawanie sobie kolejnych kończyn w procesie ewolucji i związana z tym (ewolucją) kopulacja :pig: . Pomyślcie, ile może to pomieścić możliwości- polowanie w stadach, kamuflaż (ciekawe czy ów organizm wielokomórkowy będzie można rozwijać w środowisku wodnym), jad, kolonie (jak u mrówek), opieka nad potomstwem i mnóstwo innych aspektów. Niestety gra ma mieć wiele uproszczeń, w dodatku sądzę, że będzie bardziej skoncentowana na tworzeniu cywilizacji, podboju planet itp. Zapewne (doświadczenia z Simsami ) goście natrzepią też mnóstwo dodatków, no bo co jak co, ale TAKI temat można drążyć praktycznie w nieskończoność. Ale nie ma się co smucić, Gra i tak na pewno będzie świetna, a ja już na wszelki wypadek zaczynam zbierać kasę na upragade (Spore to gra, dla której warto zainwestować w podpakowanie kompa).
-
To jest nas dwóch.
-
Mi się bardzo spodobały te dwa usypane kopce ziemi obok domku Cataliny. Jak myślicie, co to może być, mi się wydaje, że to poprzedni kochankowie .
-
The Lord of the Rings: The Return of the King
temat odpisał na misiaqu8 w Dyskusje o Grach (PC i Konsole)
http://www.wirtus.com.pl/shop/produkt.php?...;ProduktID=8788 (oczywiście pod warunkiem, że nie interesują cię tylko kopie zapasowe ) A jeśli chodzi o samą grę: trochę się pograło (czy raczej napierniczało w klawiaturę), trochę poprzeklinało na poziom trudności niektórych misji, a po jakimś czasie zapomniało. Wniosek- efektowna "filmówka" i nic ponadto. Choć powyżej przeciętnej, to jednak chyba na 8+ nie zasługiwała. -
Powiedziałem PRYWATNIE (a skąd wiesz, że prywatnie nie chciałbym zobaczyć jakiegoś filmu w CDA, owszem, napisałem, że jestem przeciwny, ale to z powodów takich i takich, a nie dlatego, że sam nie chcę). Z tego, co wiem, te filmy nie były dodane do pisma, tylko do prenumeraty, a to już jest różnica.
-
Proszę bardzo-GTA, też można zabijać ludzi na różne sposoby dla radochy: przejechać, rozstrzelać, odciąć głowę, rękę lub nogę (w Vice City), spalić, zatłuc bejzbolem, skopać, pobić, poderżnąć gardło itd... Oczywiście nikt tam nie każe ci zabijać niewinnych (chociaż w misjach czasem się to zdarza), ale w Postalu też nie, o czym już mówił Tomek forumowicz, więc jak widzisz, nie tylko Postal jest taki "rzeźnicki".
-
Mów za siebie! Ja już dawno o niej zapomniałem i nie znam nikogo, kto by dalej w to grał (Leszczoo tak samo pisał). Także sądzę, że bez Małysza gra nie zdobyłaby u nas popularności (na potwierdzenie mogę dodać, że większość rekordów w DSJ należy do Polaków, ciekawe dlaczego ?) i nawet w torturach nie dałbym tej grze nawet punktu do top100.
-
Gdy to przeczytałem, przypomniał mi się Kaczor Donald (byłem jego zapalonym czytelnikiem dziecięciem będąc) i scenka, gdy jeden koleś wrzasnął na Sknerusa "Bogacz-łazęga!", ten mu odpowiedział "wieśniak", a wtedy kolo poskarżył się innemu "Słyszałeś, jak mnie potraktował? I to zupełnie bez powodu!". Wygląda na to, że niektórzy antyfani myślą podobnie.
-
To skąd wiesz, że najgorsza? Dla mnie chyba Mars, kumple byli tam chyba tylko po to, aby zginąć, wrogowie wyglądali beznadziejnie (jakieś śmieszne robociki) i zabijali mnie w parę sekund. Ale gdybym pogrzebał, to pewnie znalazłbym parę innych crapów.
