CYPHER
Forumowicze-
Zawartość
814 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez CYPHER
-
Filozofia II (oraz wszelakie religie i zabobony)
temat odpisał CYPHER na Chimaira w Tematy archiwalne
Hm, też to tak widzę, podobnie jak i religię w ogóle. Wszystko to założenia ma dość szczytne - nakłania przecież do przewagi cech (oczywiście jest to względne, więc - ogólnie pojmowanych za takie) pozytywnych nad negatywnymi. Ludzie zapewne przeszliby obojętnie obok słów zawartych w przykazaniach gdyby nie świadomość, że jeśli będą niegrzeczni to pójdą do rogatego. ;] Takie rozprawianie ma mały sens. Kto będzie chciał popełnić samobójstwo - popełni je i tak. Możliwe jest, że katolik przed popełnieniem samobójstwa pomyśli chwilę dłużej na ten temat od ateisty, ale nawet najbardziej radykalne stanowisko jakiekokolwiek kościoła nie zmieni tutaj stanu rzeczy - przynajmniej w tej części globu. Całkiem inaczej sprawa ma się na przykład z islamistami, ale to już temat na inną, dłuższą dyskusję. Piję w gruncie rzeczy do jednego - mamy życie i sami o nim decydujemy. Kościół zamiast machać palcem i zabraniać samobójstw powinien robić wszystko żeby było ich jak najmniej - w założeniu przecież ksiądz jest od tego żeby się go między innymi poradzić. Jak jest w rzeczywistości chyba dodawać nie trzeba. A ja znam bardzo zacnego... zakonnika z Tyńca. Przyjeżdża do pracy moich rodziców pomagać znajdującym się w zakładzie osobom i sprawa z nim jest o tyle zabawna, że wie o moim ateiźmie. ;] Siadamy sobie czasem przy piwie (nie wiem czy im wolno, ale to bardzo nietypowy i bardzo rozluźniony zakonnik ) i rozmawiamy na tematy religijne. Przyznam, że rozmowy nie zmieniły mojego poglądu na wiarę, ale same w sobie są ciekawe i pokazują, że jednak normalnego przedstawiciela kościoła można zdecydowanie spotkać. ;] Szkoda, że odnalezienie drugiego takiego księdza/zakonnika mi się póki co nie udało i zapewne nie uda. -
Nie byłem wczoraj na forum, więc nie widziałem ogłoszenia Chimka, ale... ale filmu nie przegapiłem. Włączyłem przypadkiem akurat, gdy się zaczynał i byłem szczerze zaskoczony jego emisją w TV. W rzeczy samej film zbyt wiele wspólnego z poprzednimi (hm, raczej następnymi) odsłonami nie ma, ale mi osobiście spodobał się najbardziej z całego cyklu. Nareszcie pokazano dokładniej początki, Sadako nie jest już tylko postacią negatywną - ba! - urasta wręcz do rangi najciekawszej postaci całego cyklu. Naprawdę przejmującą i ciekawa historia, sama postać Sadako świetnie nakreślona, doskonale spisała się też grającą ją aktorka - w jej oczach autentycznie było widać zagubienie, brak panowania nad fatalną sytuacją dookoła niej. Trochę byłem zaskoczony na samym początku, oczekiwałem jednak filmu w stylu Ring 1, oraz 2, ale jak się okazało nawet w takiej formie The Ring się po prostu broni. Naprawdę dobry film, wielkie gratulacje dla Dwójki, która przypomniala mi dwie części cyklu i umożliwila zobaczenie trzeciej. Good job. :thumleft:
-
Dawno nie napisałem żadnej recenzji, a jak już napisałem to taką, że naprawdę nie jestem z niej zadowolony i ciągle coś mi w niej nie gra. Mimo wszystko - wystawiam pod Waszą ocenę. Zapraszam do czytania i znęcania się nad tekstem. ;] Skalpel - "Konfusion" Wytwórnia Ninja Tune założona przez muzyków słynnego już zespołu Coldcut bardzo szybko wyrobiła sobie markę poprzez wydawanie naprawdę doskonałych płyt z różnych części świata. Dzięki właśnie tej wytwórni na szerokie wody wypłynęli między innymi Amon Tobin, Funki Porcini, Cinematic Orchestra, DJ Food, czy UNKLE. W tej międzynarodowej plejadzie doskonałych muzyków także i my mamy swojego przedstawiciela – niezawodny wrocławski Skalpel tworzony przez Marcina Cichego i Igora Pudło. Zespół zadebiutował swoją doskonałą EP-ką „Sculpture” i był to debiut jak na polskie realia naprawdę całkiem głośny. Nie można się temu specjalnie dziwić – Skalpel od początku brzmiał intrygująco, mrocznie, nowatorsko, był znakomitym połączeniem elektroniki z jazzem. O ile na „Sculpture” elektroniki było znacznie więcej to na kolejnych albumach wrocławskiego duetu można było usłyszeć coraz więcej elementów jazzowych. Doskonały album „1958 Breaks” był jeszcze raczej skrętem w kierunku elektroniki, wielkim zaskoczeniem okazał się dopiero album „Konfusion”. Praktycznie wszyscy oczekiwali po Skalpelu pójścia w inną stronę – członkowie zespołu pokazali jednak swoje nowe – naprawdę ciekawe wcielenie. Album zaskakuje absolutnie od początku. Wszystkie utwory są naprawdę bardzo jazzowe i widać tutaj wyraźną ewolucję, to już nie jest Skalpel znany ze swoich poprzednich wydań. Niewątpliwie trzeba już na początku podkreślić, że płyta w jeszcze większym stopniu niż „1958 Breaks” tworzy muzyczną całość. Kolejne utwory są jakby kolejnymi puzzlami w cudownej, jazzowej opowieści. Igor Pudło, oraz Marcin Cichy pokazali nam nagrania, które mimo, iż posiadają wspólny styl, są utworami zdecydowanie nie będącymi kopiami poprzednich. Absolutnie każde nagranie aż od tytułowego „Konfusion” po (nawiasem mówiąc – najlepsze na całej płycie) „Deep Breath” jest pełne innych środków wyrazu. Skalpel stworzył coś naprawdę niesamowitego – album tworzący całość niczym książka, ale jednocześnie album w którym kolejne utwory budzą naprawdę skrajne odczucia i słuchane osobno także wzbudzają duże emocje. Sztuka ta ostatnio kompletnie nie udała się choćby takim zespołom jak Goldfrapp, czy Stereolab – wrocławski duet zdecydowanie pokazał tutaj klasę i muzyczną dojrzałość. Trzeba też wspomnieć o tym, że „Konfusion” jest albumem zdecydowanie trudniejszym w odbiorze niż „1958 Breaks”, czy „Sculpture”. Nie ma tutaj pozytywnych brzmień w stylu nagrania „Voice of Reason” – zamiast tego od samego początku jesteśmy przygniatani dość ciężką, mroczną, ale jednocześnie naprawdę intrygującą atmosferą. Nie mam wątpliwości odnośnie tego, że wielu tej płyty nie pokocha tak szybko jak poprzednich dokonań zespołu. Oczywiście nie jest do końca tak, że wszystkie elementy są w stosunku do poprzednich płyt zostały zmienione – pozostał pewien muzyczny klimat, specyfika – tym razem została osiągnięta po prostu całkiem innymi środkami. Po pierwszych przesłuchaniach najnowszej płyty Skalpela możemy odnieść wrażenie, że kolejne nagrania wcale nie są – tak jak wspomniałem – skrajnymi elementami tej jazzowej układanki. Ten album musi być słuchany w całkowitym skupieniu, najlepiej nocą – dopiero wtedy można w pełni docenić jego ogromne walory i faktyczną indywidualność kolejnych nagrań. Oczywiście nie każdy fan poprzednich dokonań tego zespołu będzie zadowolony. „Konfusion” to album będący dość zdecydowanym i odważnym skrętem Skalpela z oczekiwanej przez wielu do obrania ścieżki – siłą rzeczy musi wzbudzać skrajne reakcje. Zamiast bardziej elektronicznego, przystępnego albumu otrzymaliśmy płytę, która jest jazzowa i znacznie bardziej mroczna. Trzeba też koniecznie wspomnieć o wielkiej pomysłowości dwójki muzyków tworzących Skalpel – cały czas bawią się konwencjami i mimo bardzo licznych inspiracji jazzowych nie dają się zamknąć w jednym stylu muzycznym. Mieszają sample, tną je, składają, dodają rozmaite elementy – wszystko to jest zrobione naprawdę po mistrzowsku i wiele rozwiązań jest tutaj naprawdę godnych uznania je za niebanalne i odkrywcze. Bardzo chwali się też ogromny dystans twórców do własnej muzyki. Słychać to momentami zarówno w samej muzyce, jak i w licznych wywiadach z dwójką tworzącą Skalpel. Widać wyraźnie, że to co robią nie jest pełne nadęcia, mamy tutaj zabawę dźwiękiem dwójki prawdziwych pasjonatów i profesjonalistów – to także wyraźnie słychać. Prawdę mówiąc ciężko cokolwiek napisać tutaj potencjalnemu odbiorcy – „Konfusion” – co pokazały liczne recenzje – budzi skrajne odczucia. Jedni krytykują ten album za zbyt podobne do siebie nagrania i mniej interesujący klimat – drudzy ripostują i twierdzą, że album jest naprawdę udany i godny zapoznania się z nim. Ja uważam, że zdecydowanie warto dać mu szansę i poznać go jak najlepiej. Celowo uniknąłem tutaj słowa – „przesłuchać”. Jak już wspominałem ten album początkowo może budzić całkiem inne reakcje niż po sporej ilości odtworzeń. Jeśli lubicie muzykę eksperymentalną – a przede wszystkim – niebanalny i pomieszany z dozą elektroniki jazz – powinniście spróbować. Ta płyta pokazuje, że Polacy naprawdę mają się czym „muzycznie pochwalić” przed resztą świata. Pozostaje teraz czekać na kolejne dokonanie dwójki tworzącej Skalpel – mam nadzieję, że kolejny raz wybiorą nieoczekiwaną drogę i pozytywnie mnie zaskoczą.
-
Z tym zespołem się po prostu pomyliłem - pisałem o Cinematic Orchestra, a dodałem liczbę mnogą - sam nie wiem skąd. ;] Prawdę mówiąc nie za bardzo wiedziałem, że szykuje się nowy album - kiedy jest planowana premiera? Tak nawiasem mówiąc - słyszałem, że nowy album podobno szykuje Funki Porcini. Funki oczywiście także pochodzi ze stajni Ninja Tune. ;] Szykuje się prawdziwa uczta, bo Funki to według mnie absolutny mistrz mieszania jazzu z ambientem, w jego muzyce jest też trochę psychodelii, chyba jeszcze lepszej niż u Tobina. I chyba tak jest... najlepiej. Prawdę mówiąc kompletnie nie wyobrażam sobie Kanału Audytywnego granego w radiu. <pominę tu kwestie tego, że tytuł ich nowej płyty - a raczej jego długość - jest bardzo mało radiowy > Hm, chyba niektórym po prostu do twarzy w cieniu.
-
Pojawiają się nowe ciekawe zespoły, ale te, które wzbudziły sensację jakiś czas temu - umierają. Bardzo dobre 15 Minut Projekt będące pomieszaniem hip hopu z elektroniką nie było w stanie sprzedać swoich płyt w normalnej ilości mimo wsparcia Kayaxu. LocoStar - zespół, który nagrał naprawdę nowoczesny, niebanalny, bardzo dopracowany album - ledwo słania się na nogach. Ich debiutancki album zakupiło łącznie... 300 osób. Zespół jest w trasie i walczy o przetrwanie. Dr. No - ciekawy alternatywny pop. Płyta nie sprzedała się aż tak źle, ale druga - zapowiedziana na wiosnę tego roku - jakoś pojawić się nie może. To bardzo pocieszające, że pojawiają się nowe zespoły, ale sprzedanie rozsądnej ilości płyt i utrzymanie się na rynku to dla niszowych kapel chyba coraz trudniejsze zadanie. Odnośnie Muzykoterapii - trzeba przyznać, że są ciekawi - i to bardzo. Zobaczymy czy podzielą los wyżej wymienionych, mam nadzieję, że nie. Dobrze, że chociaż Oszibarack się utrzymał i na 99% zobaczymy ich drugą płytę. Niestety z drugim projektem DJ Patrisii - Husky tak różowo już nie jest. Album miał być wydany na początku roku, a nagle zrobiło się o nim cicho, zaprzestano nawet wydawania newsów prasowych na jego temat - szkoda. Posiadam wszystkie albumy Skalpela, ale najbardziej lubię ich... EPkę - "Sclupture". "Konfusion" jest albumem dość trudnym, przyznam, że po pierwszym kontakcie z płytą po prostu się odbiłem i musiałem powoli do tego bardzo jazzowego wcielenia przywknąć. Teraz album oceniam wysoko, ale nadal zdecydowanie bardziej lubię "1958. Breaks", oraz wspomniane "Sculpture" na którym jest moje ulubione "Voice of Reason". Hm, a ja sam ostatnio dalej trwam w mojej fascynacji Ninja Tune. Prawdę mówiąc zdecydowaną większość czasu słucham Amona Tobina i Cinematic Orchestra. Obydwa zespoły bardzo wyraźnie czerpią swoją inspirację z nu-jazzu, ale wszystko mieszają z elektroniką i tworzą z tego naprawdę świetną całość. Bardzo dużo słucham też wspomnianego przez Sephiela Kombajnu do zbierania kur po wioskach - niby nie moje klimaty muzyczne, ale coś zdecydowanie w sobie ma.
-
Hryh, zabawne jest to, że najwięcej samobójstw wśród młodzieży jest popełnianych w krajach wysoko rozwiniętych - w Japonii, oraz... Finlandii. O ile w Japonii przyczyn można się domyślać (przynajmniej dedukuję, że ciężko czerpać radość z życia pracując praktycznie cały rok bez przerwy) to zawsze dziwiło mnie i dziwi co takiego jest w tej Finlandii - kraj uchodzi za bardzo porządny, ułożony, przestrzegający różnych praw, a jeśli chodzi o statystyki dotyczące samobójstw - Finowie są zdecydowanymi liderami.
-
Karne, końcowy gwizdek, telefon od przyjaciela z Włoch - w tle już początek święta, wszyscy płaczą z radości - należało im się, cholera. Tak - to ocena cholernie subiektywna. Sam mecz dość wyrównany, Francuzi co prawda przeważali w końcówce, ale Włosi pokazali swoje wyrachowanie i walkę. Jestem pewny, że Materazzi powiedział do Zidane'a jakieś świństwo, ale... ale taki jest futbol. Włosi walczą zawsze o zwycięstwo, nie interesuje ich styl - Zidane jako tak wielki zawodnik powinien opanować swoje nerwy. Przyznam, że szkoda mi tak głupiej sytuacji - zakończył przygodę z futbolem w naprawdę fatalnym stylu. Teraz to jednak mało ważne - liczy się to, że wygrali Włosi i tytuł wraca tam gdzie był naprawdę od dawna bardzo oczekiwany. To co - za cztery lata czas na Polskę?
-
Hm, Zap odpisał dość wyczerpująco, ale powiem Ci jedno - mało wiesz o życiu, przynajmniej w tej sytuacji o której rozmawiamy. W wieku 17 lat nie widzisz powodów do wieszania się? W takim razie gorąco zapraszam Cię do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Kwidzynie, miejsca pracy moich rodziców. Miejsce, gdzie lądują 13-18 latki, które przeż te lata zobaczyły więcej [beeep], syfu, okrucieństwa niż zapewne Ty zobaczysz przez całe życie. Dziewczyny, które wychowały się w klitkach o powierzchni parunastu metrów kwadratowych wraz z parunastoma osobami tworzącymi ich rodzinę. W miejscu gdzie żeby przetrwać trzeba kraść. W realiach gdzie są katowane, gwałcone, często głodzone - jedna z wychowanek moich rodziców przez parę lat była zamknięta w piwnicy. Gdy wyszła na światło dzienne kompletnie nie wiedziała co się dzieje, to co dla Ciebie jest rzeczą normalną dla niej było nowością po latach spędzonych w jakiejś zasranej budzie wielkości 2x2 metra. Są tam także dziewczyny (co ja chrzanię - 13 lat to dziewczynka...), które były świadkami, bądź sprawicielami zbrodni. Jedna z nich bez przejęcia opisywała matce jak podczas, gdy ojciec próbówał ją zgwałcić uderzyła go z całej siły cegłówką w skroń. To są tematy tabu, o tym się nie mówi, sam przez wiele lat nie wierzyłem w część opowieści moich rodziców. Proszę Cię więc - przestań pieprzyć, że ludzie w wieku 17 lat nie mają powodu by się wieszać. Poruszyłem tutaj głównie kwestię osób o naprawdę wielkich problemach, rozmowa o samobójstwach wśród osób z tak zwanych "dobrych rodzin" to już inny temat... Powiem tyle - niektórzy po prostu chcą skończyć ten cholerny wyścig. Wyścig w którym trzeba mieć wykształcenie, spełniać wszelkie normy i nie wybijać się z normy - jednocześnie często zmagając się z samotnością i wieloma naprawdę namacalnymi problemami. Wybacz - ja jestem w stanie zrozumieć tych ludzi i nigdy w życiu nie nazwę ich tchórzami. Kpisz, czy o drogę pytasz...? Ogromna większość psychologów szkolnych pracuje dosłownie parę godzin, załatwia masę bzdurnych spraw i zazwyczaj nie ma ani czasu, ani wiedzy, kompetencji na pomoc takiej osoby. Często nie pomagają dziesiątki godzin terapii, rozmów, a Ty wyskakujesz z psychologiem szkolnym?! Odnośnie poprawy błędów - jeśli znam kogoś bardzo dobrze i danej osobie poprawianie nie przeszkadza - nie ma problemu. Sam od pewnych osób przyjmuję to spokojnie i przyswajam sobie prawidłową wymowę/pisownię. Uważam jednocześnie, że trzeba wiedzieć z kimś się rozmawia, na ile się go zna i czy po prostu takie coś nie będzie nietaktem. ;] Nie będę się rozpisywał nt. tematu na forach - uważam, że poprawianie ludzi - o ile są obcy i mało znani, bądź im to nie odpowiada - jest zwykłym buractwem.
-
Mistrzuniu, gdybyś trochę zagłębił się w temat dyskusja byłaby o wiele łatwiejsza. ;] Polecam najpierw sprawdzić to ile ustaw składa w sejmie PO, później sobie zobaczyć ile z nich jest akceptowanych przez rząd - podpowiem, że ta cyfra jest okrągła i "niezbyt" wysoka. ;] Tak prawdę mówiąc to... to co miałeś na myśli pisząc, że nie jest tylko od krytykowania? Oczywistym jest, że opozycja krytykuje liczne działania władz, ma przecież całkiem inny punkt widzenia, wysnuwa własne propozycje - a te jak już pisałem zostały w sejmie licznie złożone. Swego czasu PO złożyła nawet ustawę dotyczącą nowego systemu podatkowego opartą o wyborcze deklaracje PiS - rozkładu głosów nie muszę chyba tutaj podawać. xD Wiesz, w znacznej mierze słusznie prawisz, ale - cholera - musimy znać granicę dobrego smaku i kierować się rozsądkiem. Serial o którym dyskutujemy jest od początku do końca fikcją, widzowie biorą to co oglądają w tym wypadku w ogromny nawias. Panowie kombatanci robią z nas - potencjalnych widzów - pospolitych głupków. Piszesz też, że można ulec i zrozumieć pretensje "mających mało życia przed sobą" kombatantów - prawdę mówiąc to po prostu śmieszny argument. Równie dobrze możemy raz pójść na ugodę i zaakceptować coś absurdalnego proponowanego przez 18-latków - przecież są tacy młodzi, raz można się zgodzić. ;] Ja mam w nosie wiek apelujących - chodzi o sam problem i poważne rozważenie go. W tym wypadku - problemu nie ma i sprawa jest po prostu komiczna.
-
Bullshit. Kompletnie nie rozumiem jak miałoby wyglądać napisanie recenzji z myślą o masowym odbiorcy. ;] "Tą scenę ocenię negatywnie, bo nie spodoba się typowemu katolikowi, a tą pozytywnie, bo jest ironiczna względem brunetek, a nie blondynek, których jest więcej". ;] Recenzent filmowy - jak i każdy inny - powinien pisać recenzję na podstawie swoich własnych wrażeń (bo i kogo innego...?). Inną kwestią jest tutaj to, że tak być powinno, a nie zawsze jest. Mam kolegę, który pisuje do pewnego sporego portalu, często jest zapraszany na specjalne pokazy dla krytyków i z jego relacji wynika, że co najmniej co trzecia osoba na tych pokazach sobie po prostu przysypia... Nie jest więc dziwnym, że recenzje często są tak do siebie podobne, hyhy. :twisted:
-
To wszystko tak ładnie brzmi i wygląda, ale tak prawdę mówiąc pisanie takich rzeczy jest według mnie także sporą głupotą. Trochę nierozsądne jest podejmowanie takich osądów w sytuacji, gdy kompletnie nie zdajemy sobie sprawy z tego co czuje osoba przed popełnieniem samobójstwa, w jakich okolicznościach dochodzi do podjęcia takiej decyzji. Czasem problemy trapiące pewnych ludzi są większe niż zarówno ja, jak i Ty możemy sobie wyobrazić - w takiej sytuacji jakieś idealistyczne pierdzenia o "darze życia" na niezbyt wiele się takiej osobie zdają. ;] Poza tym - stwierdziłeś "jaka ta młodzież jest słaba". Ciężko w takiej sytuacji z Twojego punktu widzenia wytłumaczyć ogromną liczbę samobójstw wśród ludzi dorosłych, ukształtowanych, naprawdę niekoniecznie słabych psychicznie. Cholera, umie ktoś zliczyć ile razy był już na FoSie poruszany ten temat? xD Ja osobiście eutanazję popieram, uważam, że każdy człowiek - jeśli sobie życzy - powinien sam decydować o tym kiedy umrze, kiedy nie - proste. Nie ma co uszczęśliwiać innych na siłę. Hm, zauważyłem też mimochodem inną sprawę, w związku z tym chciałbym poruszyć inny temat, który jest dość aktualny na forach dyskusyjnych. Na coraz większej ilości for coraz więcej osób zajmuje się ciągłym poprawianiem pisownii pozostałych userów - przyznam, że (mimo, że jakiegoś ogromnego problemu z opanowaniem zasad ortografii raczej nie mam) zjawisko takie niezwykle mnie denerwuje. Co sądzicie o poprawianiu cudzych błędów, zwracaniu uwagi jeśli chodzi o te sprawy na forach dyskusyjnych - jak i w życiu codziennym?
-
"Silent Hill" chyba miałeś na myśli - o jedno "l" za dużo. ;] Ja też zobaczyłem "Silent Hill" niedawno i muszę przyznać, że moje uczucia są... mieszane. Z jednej strony to jedna z lepszych (najlepsza?) ekranizacja gry jakakolwiek powstała. Z drugiej strony - w gruncie rzeczy to dość przeciętny film, chyba trochę uginający się pod słynnym tytułem. Gra swego czasu totalnie mnie zaskoczyła swoim przygniatającym klimatem, film jest tylko namiastką. Prawdę mówiąc oczekiwałem filmu jeszcze słabszego, nie jest tak do końca źle - gdyby ten film nie był sygnowany nazwą "Silent Hill" to byłbym nawet w stanie stwierdzić, że film jest niezły. Niestety - taka nazwa zobowiązuje. Obiektywna ocena filmu? Każda z góry jest subiektywna, bo oceniasz film przecież na podstawie swoich wrażeń. ;]
-
Hm, widzę, że poruszamy dość poważne tematy. Poruszacie tutaj przede wszystkim kwestie rozmaitych wypadków, ale jest także inny - równie okropny - aspekt. Swego czasu miałem bardzo dobrego znajomego - był ode mnie starszy o trzy lata. Poznał dziewczynę w której się totalnie zakochał. Byli ze sobą półtora roku, spędzali ze sobą mnóstwo czasu, wydawało się, że są dla siebie po prostu stworzeni - często, gdy zaczynali coś mówić zaczynali tymi samymi słowami w tym samym momencie, niezwykła para nadająca na tych samych falach. Prawdę mówiąc nigdy wcześniej nie mialem okazji widzieć dwójki tak zgranych ludzi. Wszystko wyglądało naprawdę pięknie do momentu, gdy kolega nie musiał wyjechać na parę dni. Okazało się, że wyjazd nie wypalił - wrócił wcześniej i natychmiast ruszył w kierunku domu swojej dziewczyny chcąc się z nią spotkać. Po drodze pomyślał, że zapewne jest w ich ulubionym lokalu - i faktycznie była - tyle, że zdecydowanie nie sama. Wrócił do mieszkania i powiesił się. Do dzisiaj odnoszę momentami wrażenie, że to wszystko sen i nie mogło się tak naprawdę wydarzyć. Po śmierci prawdę mówiąc jestem mało zainteresowany tym co się ze mną stanie. ;] Skończę jak każda inna istota, która zniknie, zostanie z czasem zapomniana i zastąpiona przez kolejne - taka kolej losu. Hm, cholera, trochę taki klimacik rodem z jakiejś stypy nam się robi. ;] Widzę, że ktoś o policji - to może co nieco o Waszych (mniej, bądź bardziej miłych ) kontaktach z naszymi policjantami, strażnikami miejskimi i tym podobnymi? ;]
-
John Woo jest Chińczykiem. Tak, "Lalki" Takeshi Kitanego są dobrym filmem, zgadzam się. Zdjęcia - faktycznie po prostu miażdżące. Błędem jest jednak według mnie takie generalizowanie i chwalenie tylko tego co widać na pierwszy rzut oka - film czerpie wyraźne inspiracje z teatru lalkowego, jest piękny wizualnie, ale scenariusz - jak to u Kitano - jest naprawdę dobry i sama treść filmu także może się podobać. Hm, w ogóle te "Lalki" są dość filmem jak na Kitano zaskakującym. Kwintesencją jego stylu jest niedawno wydane "Takeshis" i przyznam, że takiego - bardziej przewrotnego - Kitano bardziej lubię. Polecam też "Zatoichi" - film bardzo w jego stylu. Hyhy, marketing w Polsce i w innych krajach wygląda bardzo podobnie - każdy chce maksymalnie zareklamować swój produkt, a dystrybutor "GitS", oraz "Akiry" ma zapewne nadzieję, że tą nalepką skusi do zakupu fanów "Matrixa". To takie straszne? Wspomniane przez Ciebie podejście Polaków do anime i kultury japońskiej to już całkiem inny temat, ale ciężko nie przyznać Ci racji - wiedza Polaków odnośnie produkcji z tamtych rejonów często ogranicza się do "Pokemonów". ;]
-
Hm, jeśli nie masz nic przeciwko - piszę się na to. Będę tylko na trzy dni, więc dość szybko zwolniłoby się jedno miejsce. Prawdę mówiąc wątpię aby ktokolwiek miał kasę na stołowanie się w dobrych lokalach. Znam jeden fajny bar mleczny (jest parę minut drogi od rynku) w którym nie byliśmy - co prawda obskurny, ale tani () i porcje są naprawdę duże. Obiad można zjeść za 3-4 złote, do tego kompot za 20 groszy bodajże - wszystko jest naprawdę smaczne.
-
Hm, wczoraj w telewizji miałem okazję po raz drugi obejrzeć oryginalne Ring 2. Cholera - chyba za pierwszym razem filmu nie doceniłem. ;] Druga część według mnie lepsza od pierwszej, klimat naprawdę miażdżący. Może to durne, ale ten film z kasety naprawdę ma w sobie coś co powoduje ciarki na plecach i za każdym razem, gdy jest pokazywany czuję dreszcz niepokoju. Wersje amerykańskie słabsze, także Naomi Watts nie ma szans z żadną Japonką, dla mnie proste. Więcej na temat filmu nie piszę, bo znawca horrorów/thrillerów ze mnie żaden i nie chcę się zbłaźnić. ;] "Truman Show" - całkiem przyjemny, ale cholernie niedoceniony film. Jim Carrey zagrał naprawdę świetnie, ale widownia nie za bardzo przyjęła nowy wizerunek Jima i czekała na kolejne role w filmach komediowych. Prawdę mówiąc trochę mi szkoda faceta - naprawdę ma talent, a jedyne co kupują widzowie to robienie durnych min w "Ace Ventura". ;] Komedie także są ważne, ale jednak trochę szkoda marnowanego talentu aktorskiego. Pocieszeniem może być fakt, że sukces odniósł "Zakochany bez pamięci" w któym grał. Film dość banalny, ale przyjemny.
-
Hyhy, komentarz w polskiej wersji FIFA WC (co za skrót, mhm) 2006 jest po prostu tragiczny. Biegnąc obrońcą wyminąłem napastnika drużyny przeciwnej pod własną bramką - jak skwitował to komentator? "Mija ostatniego obrońcę, zaraz będzie sam na sam z bramkarzem". ;] Swego czasu przegrywałem 0:2 i strzeliłem kontaktowego gola w 88 minucie. Komentarz? "Po strzeleniu tego gola powinni się cofnąć i bronić wyniku". Takie przykłady można po prostu mnożyć - prawdę mówiąc zdecydowanie bardziej odpowiada mi komentarz z wersji angielskich, szczególnie tych starszych części gry. A guzik prawda. Po pierwsze - ocena jakości jest tutaj bardzo subiektywna. Po drugie - idę o zakład, że wydania okolicznościowe (Euro, WC) sprzedają się lepiej mimo, iż nie zawsze są udane. Ja sam kupiłem FIFA WC 2006 jedynie dlatego, że są w nich drużyny narodowe, a nie kluby, chciałem pograć w sieci ze znajomymi, a przy okazji kupiłem grę także dlatego, że trwa mundialowa gorączka i akurat teraz bardziej miałem ochotę sobie pograć. Trywialnie rzecz mówiąc - kupiłem grę w znacznej mierze z powodu kampanii reklamowej wokół MŚ. To także ma wielki wpływ na sprzedaż.
-
Mecz zdecydowanie mniej ciekawy niż wczorajszy, ale z punktu widzenia Francji to nic dziwnego. Henry sprytnie wywalczył rzut karny, Francja strzeliła gola i cofnęła się do obrony. Portugalia mnie trochę zaskoczyła, kompletnie nie widziałem w nich jakiegoś większego zaangażowania w akcje ofensywne. Jedyną akcją, która zdecydowanie mogła przynieść wyrównanie była spowodowana komiczną pomyłką Bartheza - ciekawe czy nasi "forumowi bramkarze" będą go bronić z takim zapałem jak Kuszczaka. <perfidny uśmiech> Przed finałem mam mieszane uczucia. Włosi zagrali lepiej, ale byli do tego po prostu zmuszeni. Francuzi weszli do finału całkiem łatwo, mają więcej sił, poza tym w 2000 roku pokonali już Włochów w finale - tyle, że Euro. Może to mało znaczące, ale ten Mundial pokazuje, że coś w tych historycznych zależnościach naprawdę jest. ;] Zdecydowanie kibicuję Włochom, ale przeczuwam, że to Francja okaże się lepsza. Jak tu ktoś już wspomniał - zapowiada nam się także piękny pojedynek w środku pola. Zidane nareszcie trafi na godnego rywala - Pirlo. Moim zdaniem karny został podyktowany słusznie. A to, że Henry celowo na niego grał to już kwestia jego doświadczenia i sprytu, którego w piłce też potrzeba.
-
Nareszcie jakiś mecz pełną gębą. ;] Jak widać nawet spotkanie bez bramek może być bardzo interesujące. Zwycięstwo Włoch tym bardziej mnie cieszy, że byli jedyną drużyną poza Polską i Wybrzeżem Kości Słoniowej, której choć trochę kibicowałem. ;] Dzisiaj czeka nas mam nadzieję równie piękny mecz. Rozpędzona Francja będzie miała cholernie trudne zadanie - Scolari jest naprawdę dobrym taktykiem i sam fakt wyeliminowania Holandii i Anglii jest już znaczący. Portugalia jest też dobra w graniu na czas - w meczu z Holandią dwadzieścia minut się tłukli, a sędzia doliczył do czasu gry minut sześć. Zresztą - ten mecz dobrze obrazuje zasłyszana rozmowa w monopolowym - - "Te, Jolka, co oglądałaś wczoraj w telewizji?" - "A w sumie nic, boks leciał to se kątem oka zobaczyłam" - "Jolka, mogłaś na dwójkę przełączyć, na meczu się jeszcze lepiej na... <kwa kwa> Poza tym - mecz Francji z Włochami byłby jeszcze piękniejszy ze względu na to, że Włosi bardzo chcieliby zemścić się za finał Euro w którym Francuzi - w bardzo podobnym składzie - nakopali im do rzyci. ;] Byłoby naprawdę ciekawie! Hm, widzę też, że ktoś nazywa Zidane'a "dziadkiem". ;] Zabawny jest fakt, że ten "dziadek" podczas meczu z Brazylią bez przejęcia okiwał w środku pola dwóch Brazylijczyków i trzymał na swoich barkach ciężar gry pomocy francuskiej. W meczu z Hiszpanią piękną bramkę też strzelił przypadkiem podczas wymiany szczęki, ta? ;] Jeszcze zobaczycie jak dzisiaj będzie bawił się z Portugalczykami.
-
Właśnie przeczytałem autobiografię Waris Dirie pod tytułem - "Kwiat pustyni". Przyznam, że świat mody jest mi totalnie obcy, kompletnie nie znałem wcześniej ani autorki, ani jej historii - chyba właśnie dlatego książka mnie tak zaskoczyła. "Kwiat pustyni" opowiada w znacznej mierze o dziecięcych latach życia Waris spędzonych w plemieniu pustynnych wędrowców. Autorka opisuje swoje dość - dla osób z naszego kręgu kulturowego - zaskakujące dzieciństwo. W wieku trzynastu lat jest obrzezana, niedługo później ojciec znajduje jej (nawiasem mówiąc - 60-letniego) męża. Wszystko to - mimo, że szokuje - nie zapowiada tak gwałtownej zmiany. Waris w dość przypadkowych okolicznościach trafia do Londynu, po pięciu latach pracy jako sprzątaczka... staje się modelką (oczywiście nie z dnia na dzień ;]). Od tego momentu właśnie książka rusza najmocniej - mamy naprawdę niebanalne i ciekawe porównania dwóch światów - somalijskiego i brytyjskiego, zacofanego i rozwiniętego. Wszystko jest w tej biografii napisane dość typowo, ale na pewno muszą zaskakiwać pewne treści (dość szczegółowy opis obrzezania...). Książka może i jakoś specjalnie nie zachwyca, ale... ale mimo to cholernie wciąga. Zacząłem czytać o dwunastej w nocy, a przestałem dopiero o czwartej nad ranem. Pożyczyłem także od znajomej książkę pod tytułem - "Kod Mesjasza". Spodziewałem się kolejnego korzystania z sukcesu "Kodu da Vinci" i.... i miałem rację. Książka jest tak beznadziejna i absurdalna zarazem, że przestałem czytać na bodajże 50. stronie - ilość debilizmów zawartych w książce po prostu nie pozwala dojść dalej. Szczerze informuję - omijajcie to cholestwo, naprawdę szkoda czasu.
-
Niko, zapominasz cały czas o tym, że tutaj chodzi o Mundial. Tutaj nie ma pobłażania, litości i przyjacielskich uśmiechów - jest ostra walka do końca meczu. Przede wszystkim - Rooney jest winien sobie i tylko wyłącznie sobie. Absolutnie zasłużył na czerwoną kartkę, zachował się jak prymityw ledwo zasługujący na miano piłkarza. Rooney jest rzekomo profesjonalistą - a taki powinien utrzymać pewne negatywne emocje w sobie. Bardzo cieszy mnie to, że sędzia dał mu czerwoną kartkę, mimo, iż kibicowałem Anglii - po prostu się mu należała. Odnośnie zachowania Ronaldo - sędzia po pierwsze już sięgał po kartkę zaraz po faulu. Po drugie - jeśli ktoś dokonuje czegoś takiego na koledze z Twojej drużyny to prawdę mówiąc nie wiem czemu sędzia nie ma się o tym dowiedzieć. Ronaldo ma stanąć i patrzeć jak jego partner z drużyny narodowej zwija się z bólu po prostackim zachowaniu kolegi z klubu i posłusznie milczeć tylko dlatego, że Rooney także gra w MU? Nie bądź śmieszny. Odnoszę nieodparte wrażenie, że to raczej Rooney nie jest godzien gry w tym klubie. Zresztą - jestem od dziecka kibicem Realu, smuci mnie to, że w drużynie wiedzie się tak źle - może Ronaldo wniesie do zespołu świeżość i zapał do gry, którego drużynie brakowało.
-
Z całym szacunkiem, ale jeśli już do kogoś Anglicy mają mieć pretensje, to myślę, że raczej do Rooneya, który zachował się jak pacan. Podobno? Na taśmach jest jasno zarejestrowane to jak uderza napastnika Argentyny - Cruza. Wszystko widać jak na dłoni, ale sama FIFA póki co przymierza się jedynie do karania piłkarzy argentyńskich. Nie trzeba tego chyba komentować, to było do przewidzenia. ;] To bardziej niż prawdopodobne. Wszyscy widzimy, że tradycyjne do niedawna 4-4-2 jest zastępowane przez 4-5-1, które powoduje, że gra jest o wiele bardziej zachowawcza. Nie ma chyba naprawdę przesady w tym co powiedział Parreira - swego czasu możemy dojść do 4-6-0. ;] Napastnicy stają się zbędni, a z czasem może okazać się, że futbol będzie pełen wszechstronnych pomocników. W takiej sytuacji widzę chyba tylko jedno wyjście z sytuacji. Jest nim według mnie... Afryka. Dopiero jeśli piłkarze z tego kontynentu sprowadzą do siebie najlepszych trenerów i zaczną grać skuteczniej będziemy mogli mieć do czynienia z powrotem gry ofensywnej. Póki co - spójrzmy sobie na pary półfinałowe. Włosi, Francuzi i Portugalczycy są na tym Mundialu oparci głównie o grę defensywną. Swoją drogą - pierwszy dzień Mundialu mógł człowieka zmylić. Dwa mecze - osiem bramek. ;]
-
Hm, może jestem jakiś dziwny, ale podobnie jak Tarkin nie do końca rozumiem co masz na myśli. ;] Zwycięstwo jest zasłużone, gdy wynik jest wysoki? A co w sytuacji, gdy Włosi większość meczy wygrywają po 1:0 broniąc się w końcówce - to już mniej zasłużone? Takie klasyfikacje są totalnie bez sensu - dopóki zespół wygrywa bez pomocy sędziów każde jego - choćby najbardziej wymęczone - zwycięstwo jest zasłużone. Po pierwsze spalony wcale taki minimalny nie był, po drugie jakim cudem "sędzia mógł się raz pomylić"?! Mówimy tutaj o Mundialu, największym wydarzeniu piłkarskim (a po IO zapewne ogółem sportowym) na świecie! Sędzia popełnia błąd, dzięki niemu Brazylia strzela ważnego gola na 2:0, a Ty mówisz, że mógł się pomylić? Cholera - powtarzam - jeśli sędzia jest kiepski w tym co robi to niech zostaje dentystą/dziennikarzem/prawnikiem - kim tam sobie chce, ale nie sędzią. Hyhy, tu mnie trochę zdziwiłeś - oczywistym jest, że grając na terenie rywala doping tamtejszych kibiców będzie mało sprzyjający. Tak jest przecież od czasów pierwszego Mundialu. ;] Odnośnie samego meczu można się spierać - Niemcy co prawda zagrali dobry mecz i wygrana nie jest tak totalnie sporna jak w wypadku Korei Południowej w meczach z Włochami i Hiszpanią sprzed 4 lat, ale w rzeczy samej ta jedna sytuacja z ręką w polu karnym może budzić kontrowersje. W pierwszym - zgadzam się w całej rozciągłości. W drugim - nie zgadzam się kompletnie. Pewne drużyny są nastawione na grę z kontry i częścią ich taktyki jest oddawanie inicjatywy rywalowi. Poza tym - wygrywa ten kto umie wykorzystać dominację na boisku, a nie tylko ten, który stwarza okazje, a nie umie ich wykorzystać.
-
To, że Sapkowski jest bucem jest jasne jak słońce, ale w tym wypadku podobnie jak Cardi nie za bardzo popieram łączenie oceny twórczości z samym pisarzem. Pilipiuk może i jest skromny, grzeczny, nie wychwala tego co pisze, ale... ale on nie ma za bardzo czym się chwalić tak po prawdzie. Taki Rafał Ziemkiewicz na ten przykład jest przecież bucem jak cholera - każdy jego felieton w "Newsweeku" to próba jego "błyskotliwej" i ciętej oceny rozmaitych wydarzeń. Facet wiecznie bredzi, ale akurat książki niektóre mu wychodzą. <prowokowanie Chimka> Taka Masłowska też na przykład jest solidnie porypana, a książki pisze znakomite. A ja właśnie przebrnąłem przez (uwaga, patetyczny tytuł) "Pytania o Boga" A.M. Nicholi. Tytuł zapowiada jakiś pseudofilozoficzny bełkot, ale nie jest wcale tak źle. ;] Sama książka to rodzaj pojedynku pomiędzy Sigmundem Freudem, a C.S Lewisem na temat wiary. Jako, że Panowie Ci byli na swoim punkcie cholernie przeczuleni to było co opisywać, tym bardziej, że spór pomiędzy nimi nigdy nie doszedł do jakiejś bardzo zaawansowanej fazy (podczas gdy Lewis kończył edukację Freud miał 70 lat - niedługo później zmarł). Autor zbiera argumenty, przecistawia je sobie, dorzuca pewne ciekawe anegdoty (mnie osobiście "rozwaliła" opinia Freuda na temat człowieka, który stwiedził, że się nawrócił - opisał to krótko: Psychoza halucynacyjna :twisted: ). Wszystko wyszłoby doskonale gdyby autor na siłę nie popierał argumentów Lewisa - ciekawiej byłoby gdyby argumenty mówiły tutaj same za siebie. Mimo wszystko - przeczytać warto.
-
Przykro mi to mówić, ale gniew Pereła jest w pełni uzasadniony. Ukraina wygrała z Tunezją po wyimaginowanym rzucie karnym, podobnie Włosi z Australią, padły 3 żółte kartki dla Simunica, Brazylia strzela gola ze spalonego, a dzisiaj sędzia bez choćby cienia udawania obiektywizmu pomaga Niemcom dobić Argentynę. Doszliśmy do momentu w którym ja - jako widz Mundialu - autentycznie tracę przez sędziów jakikolwiek zapał do oglądania tej imprezy. Niko - napisałeś w pewnym momencie, że wprowadzenie elektroniki do futbolu spowoduje naruszenie zasad i zastój rozwoju piłki w biedniejszych rejonach globu. Zauważ, że już dzisiaj są słuchawki, telebimy, sędziowie - na podwórkach tego nie ma. Wprowadzenie chipów jest KONIECZNE i amatorska gra nie ma tutaj nic do rzeczy. Uważam, że w jakikolwiek sposób nie godzi to w zasady gry - powoduje to jedynie, że piłka nożna nie jest miejscem tak rażących przekrętów. Osobiście uważam też, że coś powinno się zrobić z rozstrzyganiem spalonych - elektronika także powinna zostać tutaj wprowadzona. Oczywiście nadal pozostanie kwestia niesłusznie dyktowanych karnych, ale pewnych rzeczy chyba nie da się w piłce wyeliminować - dlatego właśnie popieram wprowadzanie elektroniki do piłki - to eliminuje choć pewną część możliwych machinacji. Póki co mamy tak złą sytuację, że sędzia może każdy zespół doprowadzić do kolejnej rundy - pamiętacie występ Korei Południowej na zeszłym Mundialu? Chyba nic więcej dodawać nie muszę. I jeszcze parę innych kwestii... Hm, tak, masz rację, ale zapomniałeś jeszcze o Angoli, Maroku, Zimbabwe, czy Mali. Ta ostatnia drużyna doszła przecież do finału Pucharu Afryki i gra naprawdę dobry futbol. Nie można też zapominać o RPA, które buduje skład na Mundial u siebie. Piłka z Afryki rośnie w siłę i idę w zakład o piwo, że w przeciągu 3 Mundiali znajdą się w finale - potrzeba im po prostu lepszego szkoleniowca i taktyki - predyspozycje fizyczne mają już doskonałe, zapał do gry także. W nosie mam stres sędziego. Przypomina mi to wszystko moją dyskusję z ludźmi, którzy zagorzale bronili Kuszczaka - sędzia zarabia na tym co robi i ma to robić dobrze. Jeśli stres nie daje mu dobrze pracować - są inne zawody. Proste. Pewne imprezy sportowe pokazują, że może jednak nie. Poza tym - czy nie można brać na Mundial po prostu najlepszych sędziów świata bez patrzenia na ich pochodzenie? Z tego co wiem są prowadzone jakieś rankingi sędziów - nie obchodzi mnie to czy ktoś jest z Beninu, czy z Holandii, ważne żeby znał się na rzeczy. 40 metrów? Ronaldo musiałby być pół boiska przed obrońcami, to byłby tak wielki spalony, że chyba nawet Michel by go zauważył...
