Skocz do zawartości

CYPHER

Forumowicze
  • Zawartość

    814
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez CYPHER

  1. Witam, witam... Tyle czasu mnie tutaj nie było (rok będzie spokojnie), tyle się zmieniło, a widzę, że sporo nicków, a nawet avatarów spogląda na mnie identycznie jak rok temu. Tych, których nie znam, witam tym serdeczniej. ; ] Niech moderacja wybaczy taki "odrobinę" statsiarski post, ale jestem na tyle zacofany w kwestii forum (tak, napis, że ma się kilkanaście tysięcy zaległych postów robi wrażenie), że po prawdzie nie bardzo wiem od czego zacząć, a chciałem się ze wszystkimi przywitać po długiej przerwie.
  2. Nie ma to jak oglądanie filmów podobnych do siebie jednego wieczoru... W ten właśnie sposób jednego dnia obejrzałem "Borata" i "Volver" Almodovara... xD "Borat" ze swojego zadania wywiązuje się idealnie. Nareszcie jakieś dosadne, zdecydowanie wyśmianie różnych chorych zjawisk i naruszenie paru tematów tabu. ;] Borat może podobać się zarówno dlatego, że najzwyczajniej w świecie bawi ("Zobacz, dwa karaluchy! To na pewno zamaskowani Żydzi! Rzuć im pieniądze to się odczepią!"), ale jednocześnie trochę do myślenia po samym seansie daje. Przyznam, że co najmniej zaskoczony byłem, gdy widziałem z jaką łatwością Ali G jako głupek jakim jest oczywiście Borat, wyciągał z ludzi informacje, których tak naprawdę nikomu by w normalnych okolicznościach nie powiedzieli. ;] Poza tym - między Bogiem, a prawdą - miło się czasem pośmiać z rzeczy, zjawisk z których teoretycznie nie powinno się śmiać i które są tak mocno bronione przez rozmaite normy moralne... (wizyta Borata u feministek zasługuje w tej kategorii na Oscara! ^_^) "Volver" spodobał mi się o wiele mniej. Co prawda mamy tutaj hiszpańską muzykę, słońce i klimat charakterystyczny dla filmów Almodovara, ale po pewnym czasie jedyne co z tego zostaje to wspaniała rola Penelope Cruz. Kolejny film Almodovara, który odrobinę mnie nudzi i powoduje, że odnoszę wrażenie, iż sam Pedro zaczyna się kopiować. Ile razy można robić film wedle podobnego schematu?
  3. Koncerty? Dość aktualny temat, biorąc pod uwagę, że Alter Art szaleje i już poinformowało o pojawieniu się w Gdyni Beastie Boys i Bjork. Prywatnie najbardziej marzę o zobaczeniu na żywo... --> Massive Attack - Byli na Open'erze i do dzisiaj wypominam sobie to, że nie pojechałem. Nie ma co, cholera, ukrywać - to zespół mojego życia, mam wszystkie płyty i ogromną większość ich kawałków znam na pamięć. Na dodatek słyszałem, że na koncertach Massive Attack robi naprawdę świetne show i buduje przy tym specyficzną atmosferę. "Inertia Creeps" na koncercie nocą i przy nieziemskich wizualizacjach (a z takich Massive Attack słynie) to autentycznie jedno z moich największych marzeń generalnie. ;] --> Ladytron - A teraz coś z zupełnie innej beczki. Electroclash, czyli elektroniczny... kicz. Dużo brzmień inspirowanych latami 70', do tego trochę gitar, charyzmatyczna wokalistka i kupa rytmicznej, skocznej muzyki. "AMTV", "Seventeen", czy "Last One Standing" muszą brzmieć na żywo świetnie, na dodatek muzyka Ladytron po prostu idealnie nadaje się na koncerty ze względu na dość szybkie tempo i w gruncie rzeczy proste melodie. --> Sneaker Pimps - Co prawda zmiany wokalistki im nigdy nie wybaczę, ale i tak jestem ciekaw jak wypadliby na koncercie. Jest to dla mnie o tyle ciekawe, że mają cholernie różnorodny repertuar i zastanawia mnie w jaką stronę poszliby na koncercie... w kierunku gitarowego "Small Town Witch", chilloutowego "6 Underground", czy może głośnego, skocznego i energicznego "Tesko Suicide"? ;] --> Thievery Corporation - Trip hop zmieszany z brazylijskimi dźwiękami bossa nova. Idę o zakład, że w ciepłą, letnią noc i przy odpowiednim nastroju może brzmieć to naprawdę świetnie i stać się niezapomnianym koncertem. Potencjalny występ Thievery Corporation byłby też o tyle ciekawy, że po ich ostatniej płycie - "Versions" - oczekiwałbym na żywo któregoś z gości, którzy są na płycie. Może Nouvelle Vague ze swoim "This Is Not a Love Song"? Jej głos mógłby być naprawdę sporą atrakcją występu. --> Laika - Na koniec moja miłość, Laika. Ponownie trip hop. Muzyka idealnie pasująca na nocny, lounge'owy występ. Oczywiście nie muszę chyba wspominać, że zabójstwem dla takiego występu byłby koncert na jakimś stadionie. Mały klub, 200-300 osób, "nocny" nastrój... Mhm, byłoby na pewno świetnie, tym bardziej, że wszystkie kawałki Laiki mają trochę elementów wspólnych i koncert nabrałby przez to charakterystycznego klimatu!
  4. CYPHER

    Media

    I przy okazji co chwilę mruczała jak kot . To niejaka Aleksandra Kaczkowska. Trzeba przyznać, że prowadziłą audycje doskonale! Miała świetny, radiowy głos, na dodatek łapała świetny kontakt ze słuchaczami i - co najważniejsze - prezentowała świetne kawałki. Aktualnie ponoć prowadzi coś w "Trójce", ale prawdę mówiąc nie jestem zbyt w temacie, bo i z słuchania Programu Trzeciego zrezygnowałem.
  5. O ile wspomniany Justin Timberlake śpiewający z manierą nadąsanego g.ówniarza mnie denerwuje, to Nelly Furtado lubię posłuchać. Co prawda na "Folklore" jej kawałki były okraszone lepszymi tekstami i trochę bardziej oryginalną warstwą dźwiękową, ale co poradzić, że kawałki z "Loose" po prostu szybciej wpadają w ucho i na dodatek nie chcą go opuścić. ;] Oczywiście, że to nie bezsensowne dźwięki "stworzone przez maszyny". Maszyny są przecież tylko środkiem wyrazu, który pozwala osiągnąć odpowiedni efekt. Poza tym - nie zapominajmy, że ogromna większość szanujących się muzyków związanych z electro jest w stanie zagrać swoje kawałki, a nie jedynie puszczać je z playbacku. ;] Jak w każdym gatunku są i dobre i złe przykłady, ot co. A samo Juno Reactor? Powiem krótko - pieeeeekielnie dobre, klimatyczne i wciągające. Wszystkie płyty udane, a niektóre nagrania Juno Reactor ocierają się o czysty geniusz ("Giant", panie, "Giant"!).
  6. CYPHER

    Media

    Radio BiS po zmianie targetu na młodzieżowy stało się naprawdę ciekawą, odważną stacją. Były ciekawe rozmowy, autorskie audycje muzyczne (Novika, Aleksandra Kaczkowska, Hubert Augystyniak dbali o porządną porcję dobrej elektroniki, a noce były zarezerwowane dla fanów mocniejszych brzmień za sprawą - "Mocnych Nocnych"). Wokół stacji zbierało się coraz więcej słuchaczy, wszystko rozwijało się naprawdę ładnie, ale potem nadszedł feralny dzień zmiany prezesa stacji. ;] "Mocne Nocne" zniknęły z anteny, Oli Kaczkowskiej też nie słyszę, Novika prowadzi bodajże jedną audycję i ta audycja jest właśnie jedyną godną uwagi. Zamiast "Mocnych Nocnych" wprowadzono też 4 godzinną, nocną audycję "gadaną". Taka formuła była fajna gdy programy tego typu trwały godzinę - dwie, ale gdy rozciąga się to na cztery to pod koniec widać, że prowadzący męczy się z tematem równie bardzo jak ja jako słuchacz. Dodajmy sobie jeszcze do tego GE-NIA-LNY spot w którym lektor poważnym głosem oznajmia "BiS - bardzo inna stacja", a w tle pogrywa sobie... Black Eyed Peas. Panowie, my się tak bawić nie będziemy. Prawdę mówiąc to ta decyzja nawet z finansowego punktu widzenia jest po prostu kretyńska. Fani Black Eyed Peas i podobnej muzyki raczej nie przerzucą się z dnia na dzień na BiSkę, bo mają i Zetkę, i RMF i masę innych stacji grających cały czas nowości muzyki pop, r'n'b, etc. Po co Radio BiS wkracza na teren rywalizacji gdzie musi przegrać...?
  7. Punkty lansu? W takim razie mam się czego od Ciebie uczyć, bo masz 25 zgłoszonych postów, a ja całe... 0. Prywatnie jestem też zdecydowanie za utrzymaniem tego licznika. Jego zlikwidowanie może spodowować, że niektóre osoby czujące się w duchu moderatorami będą mogły szaleć do woli i raportować praktycznie każdy post, który nawinie im się pod myszkę. ;] Teraz sytuacja jest o wiele bardziej sprawiedliwa - raportujesz, uważasz że to słuszne, to jednocześnie masz w swoim profilu liczbę wskazującą na to jak często to robisz i wgląd w to mają wszyscy userzy.
  8. Mój nowy artykuł i chyba jednocześnie ten który pochłonął najwięcej czasu i wymagał wykonania największej ilości wywiadów. Męczyłem się z tym dość długo, z efektu w pełni zadowolony zdecydowanie nie jestem, na dodatek sam temat trudno było dobrze opisać... To w jakim stopniu mi się udało oceńcie sami. "O tych, którzy rozbawiają tłumy", czyli mój artykuł dot. pracy satyryków od kuchni. http://www.ithink.pl/artykuly/spoleczenstw...zbawiaja-tlumy/
  9. Kontynuacje "Sin City"? Hm, moim zdaniem to bardzo kontrowersyjny pomysł, który może zabić ducha pierwszej części. Nie ma co ukrywać, że "Sin City" wielce odkrywczej i porywającej fabuły nie ma i w znacznej mierze opierał się na doskonałym klimacie, innowacji w postaci "komiksowego" wyglądu filmu i tym, że był tym czym dotychczas wizualnie nie był żaden inny film. Teraz rozwiązanie to jest już znane i na pewno kolejne części nie będą tutaj żadnym zaskoczeniem, a bynajmniej nie takim jak pierwowzór. Ciężko w moim odczuciu robić kolejne filmy będące ekranizacjami komiksów o dość przeciętnej fabule, opierające się o specyficzny, "brudny" klimat. To na pewno będzie bardzo, bardzo trudne zadanie... A prywatnie dopiero jestem po seansie "Głowy do wycierania", czyli jednego z pierwszych filmów Davida Lyncha. Powiem krótko i na temat - to film tylko i wyłącznie dla ludzi, którzy trawią absolutnie abstrakcyjne i schizoidalne klimaty. Mnie przerosło.
  10. Tak, śmierć Jamesa Browna bez cienia wątpliwości zdominowała wszystkie inne wydarzenia muzyczne. Co prawda prywatnie nie byłem wielkim fanem twórczości Browna, ale trzeba jasno powiedzieć, że facet zrobił niezwykle wiele i w znacznej mierze ruszył do przodu nowy nurt muzyki jakim był soul, a to już naprawdę wielka sztuka. Chciałbym jeszcze od siebie dodać parę słów o nowej płycie, która pojawiła się na mojej półce i ABSOLUTNIE mnie "kupiła". Fisz Emade jako Tworzywo Sztuczne - "Piątek 13". Przyznam Wam szczerze, że po genialnym "F3" nie za bardzo chciało mi się wierzyć w to, że nowa płyta duetu Fisz Emade może być jeszcze lepsza, ale zostałem bardzo mile zaskoczony. Podkłady Emade są naprawdę świetne, a słowa Fisza jak zwykle trafnie i celnie punktują słabości otaczającego nas świata. Prawdę mówiąc teksty do "Goryla", "Nie Bo Nie", czy "Sponsora" to moim zdaniem po prostu majstersztyki. Serdecznie, serdecznie polecam i jednocześnie zalecam rozwagę, bo płyta naprawdę wciąga... (Last FM wyliczyło mi, że w ciągu 3 tygodni przesłuchałem ją 300 razy, a system nie nalicza przecież setek przesłuchań z mp3 i discmana ;]). Polecam też nowy album Husky - "Zgadnij". Duet Jacka Dojwy i znanej z Oszibarack dj Patrisia nie jest co prawda w tak wysokiej formie jak podczas nagrywania pierwszego albumu "Czy słyszysz?", ale i "Zgadnij" pozostawia po sobie całkiem miłe wrażenie. Szkoda tylko, że płyta jest odrobinę niedopracowana i z genialnymi "Iskrzy, Iskrzy", czy "Billie H" sąsiadują potworki w stylu "Black Coffee", czy "Hruloe". Na pewno nie jest to zgodnie z napisem na okładce "best chillout album of 2006", ale mimo wszystko zachęcam do zakupu.
  11. Gry komputerowe i ich wpływ na psychikę? Myślę, że w tej kwestii - jak w każdej innej - konieczny jest rozsądek działań i zachowań każdej ze stron. Uważam, że oznaczenia wiekowe na grach nie są złym pomysłem ponieważ może być to pomocne dla rodziców, którzy nie mają pojęcia o grach a chcą mieć wpływ na to w co grają ich pociechy. Z góry trzeba określić tutaj zakres wiekowy tych "pociech". Z całym szacunkiem, ale jak słyszę, że psychice 16latka ma szkodzić granie w FPSy to czuję po prostu zażenowanie. Trzeba tutaj przede wszystkim wykazać trochę szacunku wobec młodzieży i zrozumieć, że jeśli ktoś pod wpływem gier jest w stanie robić czyny szkodliwe społecznie to równie dobrze mógłby je robić po obejrzeniu filmu czy dostaniu cegłówki w swoje ręce. Taką osobę trzeba nazwać osobą niezrównoważoną i zabawne jest, że wiele rządów w swojej polityce dot. gier traktuje WSZYSTKICH graczy właśnie jak osoby niezrównoważone. To zdecydowanie nadwrażliwość i przede wszystkim brak wiedzy. Z drugiej strony - nie mogę też z czystym sumieniem poprzeć tych którzy są usuwaniem oznaczeń wiekowych z pudełek i mówią, że gry nie mogą mieć złego wpływu na dzieci. Uważam, że dzieci do 10-12 roku życia powinny faktycznie grać w gry niezawierające zbyt dużych dawek przemocy. W rodzinie mam przepiękny przykład tego, że działanie inaczej jednak może być szkodliwe. Mój mały kuzyn (6 lat) od 2 lat gra namiętnie we wszystkie najbardziej krwawe pozycje na rynku i zaowocowało to tym, że teraz regularnie odwiedza psychologa dziecięgo. Ten stwierdził wyraźne zacieranie się granic pomiędzy światem wirtualnym i rzeczywistym, Michał dosłownie przełączał się ze świata rzeczywistego w wirtualny, próba oderwania go od komputera kończyła się u niego napadem szału. Szkoda, że wszystko to wynika z tak skandalicznego braku wiedzy rodziców, którzy robią ogromną krzywdę swojemu dziecku... Trzeba więc powtarzać cały czas - rozsądek, rozsądek, rozsądek. Niech rząd patrzy na sprawę racjonalnie, a rodzice niech nareszcie zaczną kontrolować w co grają ich pociechy, a przestaną mówić, że to wszystko "wina gier".
  12. Najpierw odrobinę o aborcji. Temat przejawiał się w rozmaitych tematach tysiące razy, ale ponownie widzę, że jako umiarkowany zwolennik aborcji będę w sporze ze... zwolennikami aborcji. Hm... Sprawa jest cholernie niejednoznaczna i trudna. Bądźmy jednak szczerzy - NIE da się stworzyć z tym jakimi jesteśmy ludźmi świata idealnego, ba!, nawet świata dobrego. Faktem jest, że część dzieciaków które przyjdą na świat będą żyły w strasznych mękach i warunkach uwłaczających ich godności. Mav, powiedz mi tylko jedno - czy ze wzgląd na to trzeba wszystkim odbierać życie poprzez aborcję? Czytałem niejednokrotnie o matkach, które chciały zdecydować się na aborcję, zrezygnowały i urodzenie dziecka dało im impuls do bardziej odpowiedzialnego życia. Poza tym z tego co większość z Was pisze wyłania się tragiczny obraz rozmaitych domów dziecka. Proszę mi tu stale nie frązolić tylko o marginesie i najgorszych przypadkach, bo to zawęża obraz sprawy. Mam znajomego z kwidzyńskiego domu dziecka, chłopak jak i jego koledzy są zadowoleni z pobytu i warunków w placówce. Jestem synem pedagogów zajmujących się oświatą dla osób upośledzonych, ale w przeszłości także domami dziecka - z ich słów (a widzieli dużo więcej i mają na pewno lepiej popartą opinię) wnioskuję, że naprawdę nie wszędzie jest aż tak tragicznie. Wiadomo, że dom dziecka nie jest w stanie zapewnić atmosfery domu i że jest tam każdemu bardzo ciężko, ale sytuacje które stale podajesz/podejecie to mniejszy, bądź większy - ale margines. ... A na dalsze tematy już się nie wypowiadam, bo pakowanie się w setną dyskusję o aborcji jest zwyczajnie nudne, o! ;] W takim razie gratuluję braku umiejętności rozróżnienia dziennika/gazety od szmacianego tabloidu. Naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy treściami zawartymi w tych gazetach, czy po prostu uważasz, że "Wyborcza" i wszyscy, którzy mają śmiałość krytykować nieomylną władzę są do kitu? Sprawa jest banalnie prosta - gdyby wszyscy myśleli tak jak Ty i mieli taki sam sposób podejścia do opozycyjnych mediów to Polska w rankingach stopnia demokracji wcale nie byłaby na żałosnym 43. miejscu tylko na 100. koło jakiejś cholernej Ugandy i Burundi. Fetowano wyroki? Podano przypuszczenia oparte na słowach osób, które to stwierdzały i podawały się jako pewne źródło. Jeżeli jesteś taki sprytny to spróbuj pobawić się chwilkę w dziennikarstwo, zaręczam Ci, że stuprocentowe ustalenie wiarygodności źródła jest zazwyczaj niemożliwe. Choćby dlatego przepis zaproponowany Leppera o karaniu gazet tysiąckrotną pensją krajową (sic!) za jakąkolwiek fałszywą publikację jest po prostu poroniony. W jakim Ty świecie żyjesz...? Mamy do czynienia z walką polityczną, a nie zabawą grabkami. Oczywiście, ze są naciski i rozmaite frakcje próbują sobie zaszkodzić. Tak jak Platforma, może i "Wyborcza" zrobią wiele żeby rozwalić koalicję, tak samo Rydzyk, PiS, "Gazeta Polska" (rozwalił mnie napis na ich okładce - niezależna gazeta... ) są w stanie zrobić wiele by poprzeszkadzać Platformie, czy SLD. A Ty mnie. Nad moimi słowami są dwa przykłady na to, że gdy powie się coś na co nie umiesz odpowiedzieć to reagujesz jakimiś (w zamierzeniu chyba śmiesznymi...?) głupawymi odzywkami. To obniża ocenę Twoich słów w oczach pozostałych dyskutantów, tak na przyszłość.
  13. Skąd aż taka pewność? Czyżby i nasz ukochany, zawsze logicznie argumentujący swoje poglądy wwl1, TAKŻE trafił do łóżka Anety K. i na tej podstawie wie z kim spała a z kim nie? Dobra, lepiej przestanę, bo i mi zaczniesz grozić pozwaniem do sądu. :twisted: Tak serio pisząc... Odnoszę nieodparte wrażenie, że niektórzy mają albo problemy z czytaniem, albo z pamięcią - a najprawdopodobniej i z jednym i z drugim. Zapraszam do ponownego przeczytania artykułu "Wyborczej". Skupiał się on przede wszystkim na przypadku molestowania, kwestia ew. ojcowstwa nie była tam kwestią decydującą. To, że ojcem dziecka nie jest Łyżwiński nie oznacza już, że cała Samoobrona jest niewinna. Prawdę mówiąc to afera ujawniona przed "Uwagę!" pokazuje doskonale, że coś tam jest ukrywane i o pewnych rzeczach członkowie tej partii woleliliby nie mówić. Zacytuję zresztą działacza Samoobrony z nagrania - "No nic nie mówisz. Nic nie mówisz takiego, co by mogło być źle. Bo nie ma innego wyjścia". Z całym szacunkiem - tak nie mówi ktoś kto ma czyste sumienie. Jeśli ktoś chce przeprosin może podać sprawę do sądu. Powiem od razu, że stronie skarżącej GW nie dawałbym zbyt wielu szans na wygranie sprawy. Nadal ogromna większość zarzutów "Gazety" pozostaje w grze i nie można ich wykluczyć. Jeżeli już jesteśmy w atmosferze przeprosin i miłosierdza to w sumie miło by było gdyby Michnik powiedział małe "przepraszam", ale jeszcze milej by było gdyby "przepraszam" powiedzieli członkowie Samoobrony, Wierzejski który szaleje na neonazistowskich imprezach i Jarosław Kaczyński który jednak warchołami nie gardzi. Coś za coś. Ciężko żeby gazety i dziennikarze doskonale znali prawo, ich zawodem jest pisanie a nie znajomość kodeksów. Od znajomości prawa są w "Gazecie" jej prawnicy. Jeżeli uważasz, że zostało ono złamane - podaj odpowiednie osoby do sądu, przecież często tutaj machałeś tą szabelką. ;] Czy argument ojcowstwa był kluczowy to już kwestia sporna - polecam porozmawiać z jakimś prawdziwym prawnikiem (hm, przepraszam, zapomniałem, że to Ty jesteś od wytykania nieznajomości kodeksów, już wracam do normy), ja mam takiego w rodzinie i ostatnio rozmawiałem z nim na temat tej sprawy. Stwierdził, że samo ojcostwo jest w takich wypadkach zazwyczaj kwestią poboczną, bardziej rysą na wiarygodności Anety K. aniżeli zaprzeczeniem jej zeznań w sprawie MOLESTOWANIA, a nie ojcostwa. Z całym szacunkiem, ale wybacz mi że bardziej ufam facetowi który od 25 latach czynnie bierze udział w rozprawach niż komuś kto całą swoją znajomość prawa opiera na - nomen omen - znienawidzonych przez siebie mediach. Koalicja może i by przetrwała, ale faktem jest, że Rydzyk ma moc wskrzeszenia Samoobrony, bądź LPR. Przypominam, że gdy Ojciec Dyrektor popierał LPR to partia Giertycha miała poparcie społeczne oscylujące wokół 12-15%. Rydzyk sam nie zniszczyłby PiSu, ale jednym kiwnięciem palca mógłby mu zabrać dobre parę procent w słupkach poparcia. Chyba jednak nie w tym tkwi przyczyna. Ziobro i męska część PiSu zniknęła z mediów by ustąpić go posłankom PiS ze Szczypińską na czele. Wedle mediów szefostwo PiS miało uznać, że partii przyda się także bardziej kobiecy wizerunek i postawiono właśnie na posłanki Prawa i Sprawiedliwości. Sprawa ma też związek z aferą dot. Anety K. - praktycznie wszystkie partie nagle zaczęły bardziej podkreślać rolę kobiet w swojej partii. (PO - Pitery, SLD - Jarugi Nowackiej, etc.)
  14. I tak jest - czy nam się to podoba czy nie - na całym świecie. Media stały się IV władzą, potężnym narzędziem które kieruje tłumami. Zauważ jednak, że i zarzuty mediów można przecież odpierać i się bronić... Przypomnij sobie BegerGate i to, że PiS po wszystkim bardzo szybko odzyskał poparcie swojego elektoratu. Media są właśnie od tego żeby kontrolować polityków i maksymalnie patrzeć im na ręce, problem byłby tylko wtedy gdyby one, bądź politycy stracili siłę głosu obrony swoich racji. Póki co w Polsce - zgodnie ze standardami demokratycznymi - takiego problemu nie ma, ale widać wyraźnie, że Lepperowi się on marzy. Pewnie, że tak. Ale nie wiem jaki ma to związek z seks-aferą... Należy bardzo wyraźnie zabrać się za Wierzejskiego, ale i sprawa Łyżwińskiego, oraz Leppera jest niejasna i wymaga zbadania przez prokuraturę. To że Andrzej Lepper ma za sobą sztab specjalistów od wizerunku nie zmienia faktu, że burackie i bezczelnie zachowania są u niego na porządku dziennym. Dopiero co pan Lepper stwierdził, że "Gazeta Wyborcza" powinna zostać zamknięta (sic!), a jego "wygadani" członkowie partii mówili między innymi o tym, że "nigdy nie byli molestowani, a może by chcieli?!" (Danuta Hojarska). Faktycznie, Samoobrona to już niemalże partia inteligencka, i to pełną gębą.
  15. Ta kolekcja to niewątpliwie fajna, ale i też dość droga w sumie sprawa (20 złotych pomnożone przez 25 lat daje niezłą sumkę). Ja postanowiłem poczekać i zakupić wydania od 1998-1999 roku, czyli od czasu kiedy słucham Trójki i nagrania z płyt będą dla mnie "żywe". Już ostrzę sobie zęby na Archive, który na 100% pojawi się na którejś z płyt. ;] Hm, prawdę mówiąc gdyby cena wydania byłaby niższa (niech by to było nawet 12-14 złotych) zakupiłbym każdą część, ale w takiej sytuacji najzwyczajniej w świecie mnie na to nie stać. Po pierwsze - generalizujesz. Nie mogę nie przyznać Ci części racji jeśli chodzi o pewne nagrania, bądź albumy (BoC - jak każda kapela nagrała lepsze i gorsze), bo i dla mnie na ten przykład "Boc Maxima" to pierdzenie, sranie w banie i nic ciekawego. Muszę jednak zaprotestować jeśli mówimy o "Geogadii" i "Music Has the Right to Children". Na tych krążkach jest wyraźna myśl przewodnia, charakterystyczne brzmienie, rozpoznawalne dla BoC. Nie wiem ile razy przesłuchałeś nagrań/płyt Boards of Canada, może spróbuj ponownie, mój pierwszy kontakt z grupą też skończył się podobnie (swego czasu napisałem im nawet recenzję w której dałem im 2/6 - dzisiaj tego szczerze żałuję), a dzisiaj jest on kompletnie inny. Piszesz też, że Boards of Canada nie nadaje się na chilloutowe nastroje po imprezach. I tutaj... masz rację. Tyle, że nikt nie zapowiadał, że to ma być muzyka która się do tego nadaje. Też w takie dni wolę komuś zaprezentować chociażby Xploding Plastix, Portishead, czy Yonderboi'a. Każda muzyka nadaje się do czegoś innego - puszczenie Juno Reactor na ten przykład (podaję ich, bo to było jedno z niewielu "similiarsów" pomiędzy naszymi profilami na LAST FM) chilloutową nasiadówę się nie nadaje tak samo jak Flunk na radosne kicanie, i tyle. Według mnie BoC jest świetne do słuchania w odpowiednim nastroju, najlepiej samotnie, wtedy to ma swój klimat jeżeli się to "czuje" i lubi się taki typ muzyki. Ja bym zaproponował każdemu raczej zapoznanie się z próbkami ich nagrań, które są dostępne (a na ich stronie są bodajże dwa kawałki do pobrania) w sieci i wyrobić sobie samemu opinię. Kto wie, może akurat komuś "pierdnięcia hipopotama" przypadną do gustu. ;] Pzdr.
  16. Rokita i według mnie jest politykiem bardziej błyskotliwym, wygadanym i konkretnym, ale prywatnie obawiam się czy kurs jaki narzuciłby Platformie nie byłby dla tej partii zabójczy. O ile Tusk czy Gronkiewicz-Waltz stale próbują dystansować się od PiSu, to Rokita bardzo mocno chce rozwinąć konserwatywne skrzydło PO, które przypomina sam PiS. Pojawia się wtedy pytanie czy Platforma nie stałaby się zbyt podobna do Prawa i Sprawiedliwości w oczach wyborców i czy nie ucierpiałaby na tym jako partia, która o swoje racje walczy mniej zdecydowanie i głośno. PO straciłaby część bardziej liberalnego, wielkomiejskiego, młodszego elektoratu i mogłaby przesadnie upodobnić się w oczach przeciętnego wyborcy do PiSu. Efekt byłby zapewne dość jasny - PiS jako partia zaznajomiona z PRem szybko zaczęłaby PO wchłaniać, a najwięcej na całej sprawie zyskałoby LiD, które stałoby się jedyną prawdziwą, alternatywną koalicją. Szczerze? Słusznie sprawę tym razem opisała "Gazeta Wyborcza" - elektorat Platformy tak serdecznie nie cierpi PiSu że zrozumie w większości nawet pewne porozumienie z LiD. Dobrze pokazuje to sondaż ze strony internetowej Platformy Obywatelskiej - grubo ponad połowa wyborców tej partii stwierdziła, że najbardziej nielubianą partią w jej oczach jest właśnie PiS. Myślę, że porozumienie PO z LiD w czasie kampanii Gronkiewicz-Waltz byłoby wielkim błędem i czymś co mogłoby zabrać jej fotel prezydenta, ale teraz - po wyborach - uważam że nie byłby to zły pomysł. Prywatnie na pewno nie jest on dla mnie szokiem. PiS swoim dwukrotnym żałosnym brataniem się z "warchołem" Lepperem i Gierychem skutecznie rozdziewiczył polską scenę polityczną. Poza tym przypominam, że mówimy głównie o koalicjach na szczeblu regionalnym - a na tym w paru miejscach sam PiS połączył siły z LiD. Zaskakujące panie wwl, prawda? Domyślam się, że to już żadnym grzechem tej partii nie jest, a mówiąc o Platformie jest to coś szokującego. ;] Wielka może aż tak nie, ale PiS na pewno będzie ją długo odczuwał. To zwycięstwo to chyba raczej ratunek dla Platformy (zakładam się że w wypadku porażki Gronkiewicz-Waltz pozycja Tuska w partii byłaby fatalna), a nie jakaś wielka kompromitacja Kaczyńskich. Najpierw byłby spadek, ale później wyborcy zobaczyliby że porozumienie wcale nie jest jakąś wielką katastrofą i wróciliby do Platformy. Problem dla PO byłby wtedy, gdyby jej elektorat miał w takiej sytuacji jakąś sensowną alternatywę, a takiej w tej chwili dla pewnego typu wyborców skupionych wokół PO nie ma. PiS dawno pokazał że idzie w kompletnie innym kierunku niż elektorat Platformy. Yyy? A są jakieś wiarygodne informacje mówiące o tym że mogą oni połączyć siły w nowej partii czy tylko wysnuwasz swoje wnioski? Pereł, cholera, zacofany jesteś. Teraz nasz wielki ambicjami, ale mały czynem i wzrostem premier używa stwierdzenia o "szarej sieci oplatającej nasz kraj".
  17. Dopóki były audycje autorskie Noviki (wiem, wiem, teraz też ma - ale to już całkiem inny format) i Oli Kaczkowskiej, oraz "Mocne Nocne" z Hubertem Augustyniakiem z soboty na niedzielę, BiSka była jednym z moich głównych źródeł wiedzy muzycznej. Teraz sytuacja jest zgoła inna. BiS przerzuciło się na raga i pop, wymowna jest zresztą "zajawka" stacji gdzie lektor mówi - "BiS - bardzo inna stacja". Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że w tle leci wtedy albo Black Eyed Peas albo Mylo z jej koszmarnym "Doctor Beat". Jak szukam takiej "innej" muzyki to już wolę Trójki w dzień posłuchać - tam przynajmniej nikt mi nie pitoli, że jest alternatywnie i nowatorsko... (choć wyrzucenia Szydłowskiej z Chillout Cafe im NIGDY nie wybaczę ). Hm, problem "Happiness is Easy" polega tylko i wyłącznie na tym, że Myslovitz stało się tak pewne siebie, że uznało iż wystarczy skopiować standardy aktualnej muzyki brytyjskiej i nie dając nic od siebie zaskoczyć publikę. Słucha się tej płyty może i znośnie gdy gra sobie cicho w tle, ale dla mnie to mimo wszystko rozczarowanie. Bardzo duże. Dopiero co odkryłem "Becoming X" z 2-3 miesiące temu (o którym zawsze było dość cicho w skutek wydania tej płyty w czasie rozkwitu Portishead i Massive Attack), a już dowiaduję się, że akurat grupa wydaje kolejny krążek. Ma być powrót do korzeni, pojawi się wokalistka (ale niestety nie będzie to Kelli Ali) i więcej rytmicznego grania. Ciekawe w jakim ostatecznie kierunku pójdzie grupa - "Becoming X" było łatwiejsze w odbiorze, ale jego słuchanie sprawiało po prostu ogromną frajdę. Projekty Chrisa bez Kelli było o wiele bardziej alternatywne, ale brzmiały paradoksalnie mniej ciekawie. Ja osobiście - z rzeczy dla mnie stosunkowo nowych - katuję Boards of Canada. Magiczne dźwięki, płyty posiadające niepowtarzalną atmosferę... To naprawdę cholernie wciągająca rzecz i po pewnym czasie łapałem się na tym, że wracając do domu słuchałem na MP3 tylko i wyłącznie ich nagrań. ;] Link do ich (moim zdaniem - genialnego) teledysku "An Eagle in Your Mind".
  18. Pewnie, że lewica dogaduje się o wiele sprawniej niż prawica i zapewne prędzej czy później dojdzie do pojednania SLD z SDPL. Ma to o tyle mniejsze znaczenie niż podziały np. w Platformie, że obydwie te partie mimo podziałów działają już pod jednym sztandarem i MUSZĄ współpracować. A w Platformie mamy i część bardziej lewicową i bardziej konserwatywną i na dodatek tą która z utęsknieniem wspomina Piskorskiego i chce z nim robić nową partię. Zdaję sobie sprawę, że LiD szybko się wzmocni (przynajmniej wszystko na to wskazuje), moje wątpliwości budzi jedynie to na ile SLD zaufa SDPL i na ile zaufa Borowskiemu oraz to czy blok lewicowy wyciągnie wnioski z mało chwalebnej przeszłości. To jeden przykład (moim zdaniem - akurat przykład trafnej decyzji lewicy), ale było też od groma decyzji poprzez które SLD konsumowało po prostu kosmiczne pieniądze i wydawało je kompletnie nieracjonalnie. Nie mogę też się zgodzić z tym żeby SLD rządziło liberalnie. O liberalizmie w dzisiejszej lewicy możemy mówić jedynie w wartwie moralnej (popieranie mniejszości, wolności, etc.), gospodarczo lewica prezentowała i prezentuje BARDZO nieskuteczny w jej wykonaniu model socjaldemokratyczny. Jeśli polska lewica podpatrzy rozwiązania modelu na ten przykład szwedzkiego czy norweskiego (gdzie przecież od lat panowała, a w Norwegii panuje - socjaldemokratyczna lewica) i udanie dopasuje je do skromniejszych realiów Polski - zapewniam Cię, że będę pierwszym który odda swój głos na tą partię. Póki co pomysły gospodarcze SLD kupy się nie trzymają i doskonale pokazały to rządy tej partii. (tak, tak, wiem że powiesz że przecież był wzrost gospodarczy - był on jednak o dobre 3-6% niższy niż był u naszych sąsiadów i mógł być o wiele lepiej wykorzystany). Gdybyśmy rozmawiali o wyborach na prezydenta Płocka czy innego Rzeszowa - przyznałbym Ci rację i "zamknął japę". Rozmawiamy jednak o wyborach w Warszawie, które są obserwowane przez całą Polskę i uważane ze starcie niezwykle honorowe. Nie możesz powiedzieć, że osoba nie znająca dobrze realiów warszawskich nie ma tutaj nic do powiedzenia. Platforma akceptując układ LiD w Warszawie podjęłaby decyzję która miałaby gigantyczny wpływ na całą polską scenę polityczną, a nie tylko na rejon warszawski. PiS zyskałby argument którym mógłby dobić i tak coraz słabszą Platformę. Przecież Kaczyńscy mówiąc o "komunistycznych liberałach" tylko czekają na takie decyzje i swoimi słowami skutecznie blokują Platformie furtkę do porozumienia z lewicą. Spójrz wyżej. Dla PO każdy kontakt z LiD to stąpanie po cienkiej warstwie lodu i najchętniej byłby zawierany w jak największej tajemnicy przed społeczeństwem. U nas PiS zawsze dostaje po tyłku, więc mógł się zapędzić. ;] A tak serio mówiąc - Tusk jest w naprawdę trudnej sytuacji, jego porozumienie z PiS nie jest możliwe z oczywistych względów (wedle ostatnich sondaży 75% wyborców PO najbardziej sprzeciwia się właśnie partii Kaczyńskich), jakiekolwiek porozumienie z LiD jest równie ryzykowne. Pojawia się pytanie - czy dla zwycięstwa Waltz w Warszawie warto byłoby dać PiSowi argument który mógłby zmiażdżyć PO? Tusk uznał, że nie i postanowił nie ryzykować. Gdyby Kraków był stolicą, bądź miastem którego los jest kluczowy dla całej Polski - sprawa wyglądałaby inaczej. Tak jest teraz z Warszawą.
  19. To jedno, ale zauważmy, że Unia tak naprawdę wcale zbyt mocno Polski nie popiera. Niby pojawiają się głosy o solidarności z Polską, ale najczęściej są anonimowe tak by jednocześnie nie wchodzić w konflikt z Rosją. Jedynie Litwa i Francja zabrały w tej sprawie bardzo korzystne dla Polski stanowisko - milczenie pozostałych państw i ich brak jasnej decyzji jest moim zdaniem porażką polskiego MSZ. Cały ten podział na liberałów (z którymi PO ma mało wspólnego - słowo to zostało chyba do tej partii tylko po to przypięte by maksymalnie oddalić PO od PiS) i konserwatystów jest w Polsce bardzo sztuczny. Szczytem sztuczności jest bez wątpienia hasło "Polska solidarna", który jest niczym innym jak marzeniem Kaczyńskich o wolności takiej na jaką sami pozwalają. Bo - do cholery - jak to hasło ma się trzymać kupy skoro Polska jest solidarna wobec słuchaczy Radia Maryja i konserwatystów, a już wobec prawdziwych liberałów, socjalistów czy działaczy dot. mniejszości religijnych, czy seksualnych ta Polska solidarna nie jest. PO i SLD popiera? Słuchałem w niedzielny poranek audycji Moniki Olejnik w Radiu Zet i zarówno PO, jak i SLD wypowiadało się o całej tej sprawie z ogromnym dystansem. A Polska pozycja w dialogu z Rosją jak i na całej arenie międzynarodowej jest wcale nie wzmocniona, a bardzo słaba. Kaczyńscy próbują jednocześnie wojować z Rosją, Niemcami (z jednej strony słuszne lobby przeciw Erice Steinbach, z drugiej strony żałosna afera z "Tageszeitung"), Amerykanami (wyciek tajnych notatek, spór o Giertycha) i Bóg wie kim tam jeszcze. Nie bądźmy zdziwieni kiedy w prawdziwej potrzebie okaże się, że Polsce będą chcieli pomóc jedynie Litwini - bo ostatnio i Ukraina w której do władzy docierają przeciwnicy Juszczenki nie jest wobec nas nastawiona tak pozytywnie jak wcześniej. Powiedzmy sobie wprost - to nie są mocni sojusznicy na których można się opierać na arenie międzynarodowej. Demokraci wiodą prym? Hyh. Onyszkiewicza widziałem ze trzy razy na oczy, SDPL także zanika, a jedyną jego widoczną postacią jest Borowski. Samo SLD też nie może poradzić sobie ze zmorami przeszłości - trochę bawi mnie to, że aż tak bardzo usilnie próbujesz ich gloryfikować. Owszem - doszło do zmiany kierownictwa w partii, ale zauważ, że Ci którzy kiedyś pociągali za sznurki nadal mają w partii mocną pozycję. Pojawia się pytanie czy wprowadzenie Olejniczaka nie było jedynie zmianą wizerunkową. Generalnie uważam, że polska lewica nadal jest bezbarwna, nudna i pozbawiona wizji - jedyną partią lewicową, która wzbudzała w moich oczach pozytywne wrażenie to SDPL i Marek Borowski. Facet wie co mówi, umie argumentować, ma w miarę wyważone poglądy, nie zapomnę też jak w ostatniej debacie przed wyborami parlamentarnymi rok temu na antenie TVP1 jako JEDYNY polityk stwierdził na końcu, że ma ogromny szacunek do polityków z którymi dyskutuje. Przez obecnych wtedy w studiu polityków zostało to wyśmiane - i to od PO, poprzez PiS do Samoobrony i PSL. Małe wydarzenie, a jednak zapadło mi w pamięć. Możliwe, że Gronkiewitz - Waltz przegra, ale domyśl się co by się działo gdyby PO zaakceptowało układ LiD. PiS natychmiast zrobiłby z tego aferę, przez dwa tygodnie media byłyby opanowane przez ludzi mówiących, że po długim okresie przymiarek wyszło na jaw prawdziwe, komunistyczne oblicze Platformy. Ty i ja wiemy, że to brednie i puste frazesy, ale polscy wyborcy niejednokrotnie takie kiełbasy wyborcze kupowali i obawiam się, że kupiliby ją kolejny raz. Nawet w Warszawie.
  20. Wiesz, oczywiście, że nie jest to w porządku. Spójrz mimo wszystko na to z drugiej strony. Po pierwsze - nie ukrywajmy - pewna rywalizacja na linii nauczyciel, a uczeń była, jest i będzie. Po drugie - uczniowie może i wypowiadają się o nauczycielach między sobą w dość nieprzyjemnym tonie (choć to też zależy o jakich - mnie na przykład uczy paru nauczycieli o których nikt złego słowa właściwie nie powie mimo że mają "surowe" zasady, ale mam na ten przykład też panią profesor od historii, która właśnie kazała jednej osobie opuścić szkołę, bo powiedziała, że i tak jej nie przepuści do drugiej klasy bez względu na to co zrobi - zgadnij jak klasa może ją oceniać), ale nie wiemy i raczej nie będziemy wiedzieć jak nauczyciele wypowiadają się o nas np. w pokoju nauczycielskim. ;] Jestem przekonany, że nie są to zawsze wypowiedzi hurraoptymistyczne... Ey, też tak myślałem i w związku z tym namówiłem kiedyś znajomych na wypad promem do Szwecji. Do dzisiaj twierdzę uparcie, że Szwecja to chyba najnudniejszy kraj europejski. ^_^ Owszem, może i kraj jest specyficzny i odrobinę bardziej "melancholijny" niż reszta kontynentu, ale jako miejsce do zwiedzania i imprezowania spisuje się parokrotnie gorzej niż Włochy, Hiszpania, czy nawet Niemcy. Będąc tam nie mogłem się pozbyć też odczucia, że wszystko i wszyscy są tam ZBYT porządni i poukładani. Słyszałem, że o wiele ciekawsza jest Finlandia, trzeba kiedyś sprawdzić. A moje wymarzone miejsce do zobaczenia? Zdecydowanie na pierwszym miejscu byłby paromiesięczny pobyt w Japonii, Chinach, Hong Kongu i Mongolii. Bardzo chętnie zobaczyłbym różne oblicza Azji Wschodniej - od nowoczesnej (Japonia, południowo-wschodnie prowincje Chin) po tereny dzikie i bezkresne (Tybet, Mongolia). Na drugim miejscu - bez cienia wątpliwości Islandia. Zawsze marzyłem żeby zobaczyć tą fascynującą wyspę na skraju Europy. Bardzo ciekawią mnie też republiki postradzieckie - z przyjemnością zobaczyłbym Kirgistan, Turkmenistan, Kazachstan czy Tadżykistan. To w końcu nadal tak nieodkryte tereny. Nie pogardziłbym też oczywiście Australią (ponoć miejsce z najbardziej gościnnymi i naprawdę pozytywnymi mieszkańcami na Ziemi - to Australijczycy, a nie Amerykanie żyją tak naprawdę wedle dewizy "positive thinking"). Na koniec dzikie puszcze Brazylii, argentyńskie stepy i malownicze uliczki Hawany. W drodze powrotnej wypad do Nowego Jorku (tak z ciekawości), a na sam koniec - parę dni imprezowania na Ibizie. Hah, odrobinę się rozmarzyłem. Do tego wyprawa na gorące źródła i słuchanie fanstastycznej nowofalowej islandzkiej muzyki - w końcu to z tego kraju pochodzą Bjork, Gus Gus, czy Mum.
  21. Stary, weź Ty mi lepiej powiedz co to jest za Chillout Cafe! ;] Ja znam tylko składankę o takiej nazwie wydaną przez Marka Niedźwieckiego i Agnieszkę Szydłowską (ta druga straciła zresztą pracę w "Chillout Cafe", a jej miejsce zajął bezbarwny Sebastian Korsak - tego "Trójce" nie zapomnę), wydali chyba tylko dwie części, nic nie wiem o tym żeby miała powstać trzecia. Masz na myśli zapewne jakieś inne "Chillout Cafe", ta? ;] Wystarczy browar i jesteśmy kwita. A Planet Funk zacne w rzeczy samej - może i nie jest to muzyka jakoś specjalnie wymagająca i ambitna, ale zawsze słucham ich przed imprezkami i w tej roli sprawdzają się doskonale. Szkoda, że nie wydają jakiejś nowej płyty, trochę czasu od "Non Zero Sumness" już minęło, o ile mnie pamięć nie myli. A ja katuję dwie panie... Znaczy muzykę dwóch pań. Pierwsza z nich to Peaches i jej album "Fatherfucker". Sprawa z jej krążkami jest o tyle dziwna, że same melodie są świetne, Peaches przyjemnie krzyczy (wielkim zaskoczeniem było dla mnie gdy posłuchałem "Stuff Me Up" - cholera, ona tam nawet śpiewa! ), ale warstwa tekstowa jest po prostu beznadziejna. Peaches w każdym utworze umieszcza swoje kolejne - jak to ktoś określił - analne przemyślenia i od razu zalatuje to tanią prowokacją. Poza tym Peaches zasługuje na parę batów za spartolenie utworu wykonanego z Iggy Popem. Anywayz - warstwa muzyczna ją ratuje, poza tym to chyba jedyna wokalistka, która paraduje z brodą, prawda? Druga rzecz, która nie chce wyjść z mojej głowy to krążek "Supernature" za który odpowiedzialna jest Goldfrapp. Jak to u Goldfrapp bywa - jest dużo kiczu, odwoływania się do lat 70' i bawienia się electroclashem. Szczerze mówiąc nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć czemu brzmi to tak dobrze - Goldfrapp jest w takich zabawach konwencjami naprawdę znakomita i jeśli chodzi o electroclash może się z nią równać tylko Ladytron. "Supernature" po prostu nie pozwala od siebie odejść, Alison Goldfrapp na tyle biegle przemieszcza się w różnych stylach muzycznych, że płyta kompletnie nie chce się znudzić. Poza tym - trzeba z ręką na sercu przyznać, że niektóre utwory są po prostu same w sobie perfekcyjnie skomponowane i linia melodyczna oraz słowa tworzą bardzo zgraną całość (chociażby w moim ulubionym "Fly Me Away", ale też w "Time Out from the World", "Let it Take You", czy w "Slide In"). Wręczam znak jakości.
  22. Pierwszy raz "Matrix" zobaczyłem dopiero w telewizji i prawdę mówiąc nawet nie bardzo wiedziałem czego się po nim spodziewać - w związku z tym byłem tym milej zaskoczony. Kolejne dwie części zobaczyłem już na prapremierach, a i pierwszą część nadrobiłem w kinie na którymś z maratonów w Multikinie. O, a już myślałem, że tylko ja o nim pamiętam. Właśnie sprawiłem sobie go na DVD. Co prawda po latach zalatuje to już trochę antykiem, ale sam klimat, nastrój filmu, Angelina Jolie (), muzyka (Prodigy!) nadal robią piorunujące wrażenie. Nawiasem mówiąc - podziękowania dla... TVP3. To dzięki tej stacji zobaczyłem ten film po raz pierwszy i było to dla mnie sporym zaskoczeniem, bo kanał ten zwykł kojarzyć mi się raczej z filmami dokumentalnymi. "Placu Zbawiciela" jeszcze nie widziałem, ale skoro mówisz, że jest słabszy nawet od "Komornika" to się wstrzymam od oglądania. Film Feliksa Falka został przeze mnie okrzyknięty swego czasu mianem gó... powiedzmy kupki roku. Bezwzględny komornik, który nawraca się po tym Matka Boska macha mu palcem (sic!), stale przygrywająca w tle patetyczna muzyka i kompletnie poroniony scenariusz, który nie trzyma się kupy - to się nazywa ambitne kino, które uwielbiają jurorzy w Gdyni i krytycy filmowi z hemoroidami na tyłku, yea! (swoją drogą - czasopismo "Film", chyba jako jedyne, oceniło film Falka krytycznie - ten się obraził i powiedział, że więcej nie chce widzieć tekstów o sobie w tym piśmie. Co za wrażliwy człowiek! ).
  23. Artykuł pisany na zlecenie - temat: "Karuzela kariery - kabareciarze". Zapraszam do lektury, wszelkie opinie oczywiście jak najmilej widziane. Blaski i cienie satyry Jedni z nich są na ustach całej Polski, inni docierają do węższego grona odbiorców. Wszyscy mają jeden cel – utrzymanie się na scenie kabaretowej i tworzenie coraz lepszych skeczy. Jak wygląda kariera i praca znanych kabareciarzy od kuchni? CIACH! Mówione było, że rzucamy zajawkę tekstu, a nie zajedwabiście długaśny post. Wrzucaj to sobie na bloga/serwer/kucikuci, ale zapomnij o robieniu takich kolosów - Chim
  24. <podnosi rękę>. Myślę, że gdyby się popytać wszystkich forumowiczów płci męskiej to okazałoby się, że gdzieś co dziesiąty z nich ma na imię właśnie Jakub. Gdy moja mama nadawała mi imię Jakub było ono w sumie jeszcze dość rzadkie i średnio popularne - z biegiem czasu widzę jednak, że wiele innych mam wpadło na podobny pomysł w podobnym czasie. Efekt jest w sumie mało wesoły - wszędzie słyszy się wołanie jakiegoś Kuby/Jakuba i za każdym razem człowiek odruchowo się odwraca. A ja w sumie i tak moje imię lubię - i basta. ;] Ja tam sobie wybrałem neutralne i podobające mi się od kiedy sięgam pamięcią Tymoteusz. ;] Generalnie to tak jeszcze odnośnie imion dziwnych/nietypowych. Czytałem o nich swego czasu artykuł (w "Newsweeku", bądź "Polityce", ale ręki nie dam) i przyznam, że niektóre podane tam propozycje imion, które zostały odrzucane w przeszłości były naprawdę zaskakujące. W pamięć wbiły mi się przede wszystkim: Kurtyzana, Poziomka, Tupak i Belzebub (sic!). Pamiętam też jak swego czasu jakiś facet na antenie Radia Zet stwierdził, że bardzo interesuje go znaczenie wyrazu... "dablju" i że chciałby tak nazwać swojego syna. Po chwili dodał, że chodzi mu o to "dablju" występujące m.in. w imieniu Georga Busha. Był bardzo zaskoczony i zdziwiony kiedy okazało się, że to po prostu swojska literka "w".
  25. Generalnie - po sobie i znajomych - zauważyłem, że zazwyczaj to ojcowie mają gust bliższy młodzieży. Może to dlatego, że ponoć faceci zawsze pozostają dziećmi? U mnie jest w sumie podobnie. O ile mama słucha muzyki kompletnie innej niż ja, to ojciec dał się zarazić paroma zespołami, a i parę dzięki niemu poznałem... (np. niejakie Dead Can Dance, czy Tangerine Dream, zaprezentował mi też swego czasu oczywiście Pink Floyd). Wiesz, ja zaliczyłem podobną wpadkę. Po jednym z wrocławskich zlotów postanowiłem wpaść do babci - osoby naprawdę przeze mnie bardzo kochanej, ale jednocześnie niezwykle zapatrzonej w Ojca Dyrektora i całe to środowisko - na swoje nieszczęście zrobiłem to właśnie w zjazdowej koszulce (kto nie pamięta projektu sprzed dwóch lat - znajduje się tam pentagram). ^_^ Rok później ponownie się zapomniałem i wpadłem do niej w koszulce z napisem "Moherowe berety" zakupionej przez Internet. Konsekwencji możecie się domyślać. Do dzisiaj bywam określany milutkim - "Ty Judosie". ^_^ Zabawne to biorąc pod uwagę, że w gruncie rzeczy nie mam jakiś wielkich zapędów antykościelnych. Koleżanka mnie nie zrozumiała. Pisząc - "Ale na Yenn zawsze można liczyć" miałem zamiar podkreślić, że chociaż Ty nie jesteś kobitką uwielbiającą chadzać po centrach handlowych. ;]
×
×
  • Utwórz nowe...