arg
Forumowicze-
Zawartość
352 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez arg
-
A ja wyczuwam w takich wypowiedziach pogardę i ona mi się nie podoba. Nie chodzi o poprawność, ale o pewien standard prowadzenia dyskusji. Może to i trafnie oddaje takiego osobnika (katol- kibol?) Ale to że je akceptujesz nie oznacza, że musisz tolerować w rozmowie. Można wysilić mózgownicę i zapodać coś zabawnego - twardogłowy fundamentalista? No to akurat nie jest zabawne . A słówko "katol" ma już ugruntowaną (przynajmniej na tym fotum) pozycję i ściśle okreslony zakres znaczeniowy - co przedstawił Chimaira, a co było już niejednokrotnie wałkowane i wprowadzono ścisłe rozróżnienie pomiędzy nim, a katolikiem. Traktuj to jako neologizm o zabarwieniu pejoratywnym ale nie pogardliwym. No i jest dużo krótsze od "twardogłowego fundamentalisty". Bez obaw - standardu dyskusji nie wyznaczają takie sformułowania, tylko poziom intelektualny uczestników
-
"inni modlili się żarliwie, jak to czynią zwykle ateiści tuż przed śmiercią," - hehe, złośliwiec jeden. Ty to żadnej świętości nie uszanujesz :lol: Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy.
-
Heh, wyszła Wam piękna dyskusja o wszystkim. Zasadniczo jednak da się to sprowadzić do pytania o zakres ingerencji w życie innych. I nie należy tego utożsamiać granicami tolerancji. We wszystkich tego typu debatach zwraca moją uwagę niezmienne dążenie katoli do bezwzględnego wspierania prawem swych poglądów. Zadufani w swe objawione prawdy koniecznie chcą narzucić je innym. Widać nie uważają swych idei za atrakcyjne dla niezrzeszonych, skoro tak bezwzględnie opowiadaja się za wprowadzaniem ich przymusem. Inne środowiska jakoś potrafią zdobyć się na bardziej elastyczne podejście. Wiele z tych "problematycznych" kwestii jest sztucznie wywoływanych - jak sprawa prostyrucji, czy homoseksualizmu. Wszak wystarczy uznać, że każdy ma prawo do własnego życia intymnego (oczywiście w sposób nie wyrządzający krzywdy innym). Ale takie podejście nie mieści się w ramach obrazu świata pewnych ludzi. No bo jakże to, żeby ktoś myślał i zachowywał się odmiennie, niż wskazuje to Jedynie Słuszna Nauka. Niko stawiał pytanie o wolność. Nie śmiejcie się z niego, bo najwidoczniej nie rozumie tego pojęcia. Dla Niego wolność możliwa jest jedynie w ściśle określonych ramach - tych jedynie słusznych. Prawdziwa wolność jest niebezpieczna: prowadzi do dewiacji światopoglądowej, wolnomyślicielstwa i odrzucania kagańców. Może nawet do odrzucania Autorytetów. Najgorsze jednak jest to, że stawia człowieka ponad tłumem, daje mu prawo do decydowania o sobie bez pytanie o zgodę duchowych przewodników. Normalnie zgroza!
-
"Poezji ekskrementalnej" ciąg dalszy: PS. Wiciuś, nie chce mi się tego czytać.
-
Literatura, to nie toplista w lokalnej rozgłośni. Nie goni za nowościami i efemerycznymi szlagierami (no chyba, że mówimy o literaturze popularnej ). A w kwestii zagłady polecam "Kroniki Marsjańskie" Bradbury`ego - świetna książka, choć niemłoda.
-
Mylisz pojęcia. Przede wszystkim wiara nie jest nauką, w odróżnieniu od historii, czy religioznawstwa. Nauczanie jednej religii w szkołach jest indoktrynacją i nawet jeśli większość rodziców zgadza się na nią dobrowolnie, nie oznacza to, że państwo ma wydawać na to przyzwolenie. Poza tym programów nauczania nie układa się według widzimisię większości, tylko zgodnie ze zdobyczami nauki. To, że większość ludzi nie widzi potrzeby posiadania wiedzy na temat stolicy Bangladeszu nie oznacza, że nie nalezy o tym uczyć. Demokracja w programach szkolnych jest pomysłem absurdalnym. Dlatego również historii nie maucza się zgodnie z czyimikolwiek poglądami, a zgodnie z faktami. (Przynajmniej w teorii, bo istnieje niestety coś takiego jak polityka historyczna, uprawiana zresztą nie tylko w naszym kraju. Należy jednak odróżnić opinie od faktów.) "Wiedza" wyniesiona z katechezy w kilku istostnych punktach różni się od ustaleń nauk przyrodniczych. Jak więc pogodzić nauczanie o ewolucji z "nauką" kościoła? Kto posiada "ważniejszą wiedzę" - katecheta, czy bilogica? Ksiądz, czy historyk? Ale obłuda zawsze była mocną stroną krzewicieli religijnego przymusu..
-
Stanisław Lem Człowiek, który rozsadził ramy fantastyki. Pisarz, filozof, humanista, wizjoner, humorysta, naukowiec. Jeśli miałbym w tym zafajdanym świecie wskazać kogoś, kogo mógłbym nazwać swoim autorytetem, to pod wieloma wzlędami byłby to Lem. Cyniczny obserwator rzeczywistości, poszukiwacz granic ludzkiego poznania, prześmiewca paranaukowych fantazji i niezachwiany wyznawca rozumu. Jego twórczość stanowi dla mnie jedną ze stałych opisujących literacki wszechświat; probierz, według którego falsyfikuję dokonania wszelkich mesjaszy od siedmiu boleści wieszczących koniec naukowej metodologii i materialistycznego obrazu świata. Nikt tak jak Lem nie potrafił celnie wymierzoną drwiną osadzić rozhukaną fantazję na płaszczyźnie racjonalizmu. Zawsze niesamowicie mi imponował swą niezachwianą wiarą w zdolność człowieka, wyrażaną na przekór powszechnemu obłędowi, pędowi ku samodestrukcji i miałkości umysłowej dominującej części gatunku homo sapiens. Odszedł...
-
Głaskanie: 1. Fajnie wreszcie przeczytać "twarde" SF. Fantazy zawsze uważałem za prowincjonalizm i popłuczyny po SF (może dlatego, że zwykle miałem ciekawsze lektury, niż Tolkien ). 2. Opowiadanie napisane prostym językiem ale ze swadą i humorem oraz lekką nutką cynizmu. Dzięki temu dobrze się je czyta, a nikt nigdy nie twierdził, że każdy tekst musi być okraszony w semantycznymi i lingwistycznymi fajerwerkami. Rzekłbym, że to dobra zajdlowska szkoła, gdybym nie znał Twojego zdania o "Limes Inferior" :lol: 3. Wątek z kombinezonem, który wprowadza atmosferę niepokoju i podważa świetlaność idei organizacji reprezetowanej przez głównego bohatera. Łamie to czarno-białą symetrię świata, co zawsze pozytywnie nastawia mnie do autora. 4. Cytat ze Stalina - nie wiedzieć czemu spodobał mi się w tym ujęciu. Się czepianie: 1. Tak naprawdę, to w tym tekście trudno doszukać się czegoś, co uzasadniałoby jego zaistnienie. Brak mu jakiejś idei, nowatorskiego pomysłu, czy choćby jedenej myśli, która stanowiłaby pretekst do jego napisania. Co nie oznacza, że każde opowiadanie musi zawierać głębokie treści filozoficzno-moralne ale gdy je jednak zawiera, to wtedy dopiero jest naprawdę fajnie . Oczywiście tytuł świadczy o tym, że zdajesz sobie sprawę z tej cechy utworu 2. Chyba nie przemyślałeś do końca pomysłu anihilacji antymaterii w odległości kilkunastu centymetrów od głowy bohatera. Gdyby jeszcze miał ten swój kombinezon, to jeszcze bym Ci uwierzył. 3. Pojedynek na noże jest żywcem wyjęty z amerykańskiego kina akcji i to tego z Van Dammem (czy jak on tam się pisze ). Toż linia dialogowa nie mieści się w czasie wykonywanych czynności! Dla mnie to najsłabszy fragment opowiadania.
-
A co jeśli Ci nie uwierzę? To ja nie dam wiary w tę niewiarę - CRD Viciuś---> Przynudzasz. A Twoja nauczyciołka widać popłynęła na fali kaczyzmu. "Nieetyczne"? Prawdziwa sztuka musi wyć! :lol: I tak oto z niepokornego pomysłu mamy uczniackiego gniota. Możesz kobitce ode mnie przekazać, że gęsi jej pasać a nie pisania uczyć Brethil---> Jak na mój gust, to nie jest zabawny "rap", tylko "zabawny" rap.
-
>>> Abstrakcja mój drogi abstrakcja... ni ma ona nic wspólnego z intelektem. >>>Czymże więc jest owa tajemnicza abstrakcja? Otóż odpowiedź znajdziemy tutaj: >>> Roboczo nazywa się to „myślenie abstrakcyjne”, Które jest czymś zupełnie innym niż myślenie logiczne... Występuje to tylko i wyłącznie u ludzi... Można więc chyba to nazwać „ludzkim potencjałem”? >>>Więc oto mamy myślenie abstrakcyjne, będące ludzkim potencjałem. Ale ma ono inne interesujące cechy, bowiem: Osiągnięcie równowagi pomiędzy zachowaniem ludzkim a zwierzęcym jest tylko niewielkim wykorzystaniem możliwości jaką daje nam myślenie abstrakcyjne...Jakby to ubrać w statystyki to będzie to jakieś 30%. >>>A więc mamy do czynienia z rzeczą mierzalną. 30% czego? możliwości? Jeśli osiągnięcie równowagi daje 30% to łatwo można obliczyć 100% (choć jak wiemy skądinąd potencjał jest nieskończony ) ale skoro to statystyka, to może da się policzyć kulminację z rozkładu Gaussa? Pewnie teoria naszego naukowca za oś rzędnych uznaje zbawienie . Szkoda, że nie podaje książki, z wzorem matematycznym, którym posłużył się w obliczeniach. Nic to, pewnie i tak bym nie zrozumiał... Ale oto jeszcze jedna ciekawostka: człowiek zaś może przetwarzać naturę- tym samym działa wbrew jej prawom- a skoro abstrakcja powduje działanie wbrew naturze- to znaczty że NIE MOŻE ono pochodzić z natury >>>A tutaj dla odmiany mamy popłuczyny po kosmologicznym dowodzie na istnienie boga poparte karkołomną sofistyką. Poprzez naturę należy tu rozumieć (jak doczytałem w wypowiedzi skierowanej do osoby w większym stopniu zaszczyconej uwagą Rogera) "naturę człowieka", czyli zwierzęce 99% genomu. Ale ludzkie 1% też jest przekazywane biologicznie a więc naturalnie (no chyba, że bozia osobiście gmera w chromosomach każdej zygoty). Więc skoro może być przekazywane w sposób naturalny mogło również powstać naturalnie. Mamy tu zresztą pomieszanie pojęć natury jako przyrody z naturą jako naturą człowieka. No i oczywiście nie ma dowodu, który uprawomocniałby twierdzenie, że twór przyrody nie działać przeciwko przyrodzie. Ale cóż, stawianie pytań idzie dziadziusiowi dużo łatwiej, niż sensowne odpowiadanie. Jako przyczynek do tego wątku dorzucę jeszcze cytat z książki Francisa Cricka "Zdumiewająca hipoteza". Kim jest ten gość zapewne naszemu znawcy biologii tłumaczyć zapewne nie muszę. >>> Jak myślisz kto tu jest ślepy? >>> No tego nie wiem, choć ja tam na wzrok nie narzekam. Wiem natomiast kto tu dostąpił wiedzy objawionej. Aby pokazać jak to wygląda w praktyce sięgnąłem po tekst skierowany do kogoś mądrzejszego ode mnie: A więc z teorii emergencji w ewolucji nasz nestor od razu wysnuwa swą nieśmiertelną ideę kreacji. Dlaczego nie dużo sympatyczniejszą (i tak samo uprawnioną) Chimairową defecatio dei? Ano musi się jeszcze dużo nauczyć (co stanowi dziwny kontrapunkt z prezentowaną wobec mnie postawą jaśnie oświeconego). Więc mamy wreszcie jakąś drugą konkretną ideę (prawda, że to sukces jak na tak obszerne dyskusje?). Możnaby wreszcie spróbować wyciągnąć coś od naszego tejemniczego pytacza ale to już nie do mnie należy, bo nie jestem godzien. Zachęcam pozostałych do drążenia tego tematu W takim razie wiedz, że cała nasza cywilizacja jest głupia i bezsensowna. A ty jesteś jeden który wie. I nikt ci nie przegada. Powiedz mi po co chcesz zrozumieć ten świat? Przecież wszystko już wiesz. >>>Fajna zabawa: przypisać komuś coś czego nie poweidział, a potem ciskać nań gromy z tego powodu. Czy powinienem tłumaczyć naszemu gromowładnemu co napisałem a co nie? Jakoś jestem słabo umotywowany. Wiesz? tym sie różnimy że ja uczę się tego czego co inni przez wiele lat. >>> :lol: I dzięki coraz nowszym odkryciom jestem coraz bliżej tego jak było naprawdę... >>> :lol: Wszystko to co mówię ma potwierzenie w nauce... >>> :lol: do kwadratu. 30% też? A ty? Z czym do mnie wychodzisz? To że coś się nie mieści w TWOJEJ głowie nie oznacza że tego nie ma. Jeszcze raz bardzo mi przykro...(...) A na razie zamykam z tobą dyskusję - miałeś rację- niczego się ode mnie nie nauczysz. Goodbye Babe! >>> I w ten sposób Roger Wielki odcina się od gowniarstwa. Nie śmiem protestować ale na szczęście zasady forum pozwalają mi na pisanie komentarzy do postów bez proszenia o pozwolenie ich autorów, z czego bezczelnie zamierzam korzystać. Jest mi naprawdę bardzo przykro. >>>Niezły żart, nieprawdaż?
-
Podrygując na plecach Bucyfasa rozmyślam o naszej sytuacji. Babcie znane są ze swej krwiożerczości ale ta jest jakaś wyjątkowa. Chyba najwyższy czas wypróbować swą nową liszowską moc. Może by tak machnąć dla towarzystwa Czerwonego Kapturka? <wypowiada skomplikowaną formułę wykonując dziwne ruchy rękami> Na powierzchnię rzygowin wypływa "Czerwony Październik". Dla zyskania na czasie odpala w kierunku babci dwie torpedy i rozpoczyna procedurę odpalania rakiet balistycznych. Żeby tylko zdążył... Ech, marny ze mnie czarodziej. Przydałaby sie jakaś magiczna laska. Tylko która mnie zechce w takim stanie?
-
Err, dotychczas nieźle ci szło wynajdywanie miejsc w których zawarta była lekka nutka cynizmu, więc czemu teraz wziąłeś to zupełnie serio? Popełniasz kardynalny błąd przypisując mi pisanie zupełnie serio tekstów takich jak ten zacytowany powyżej. A widzisz jak to nieładnie pisać w takiej ironiczno-paranaukowej formie? Hihi - pobiłem Cię Twoją własną bronią :D/ A o opowiadaniu napiszę po przeczytaniu drugiej części Lemoniadowy Joke---> Obrzydliwa propagandówka. Nie cierpię takich rzeczy nawet wtedy gdy dokopuje się Bushowi . Może jestem przeczulony na punkcie indoktrynacji ale mnie to nie bawi.Nie można by tego przekazać jakoś finezyjniej? Wiciuś--->Ja rozumiem, że niecierpliwie czekasz na moją recenzję ale żeby dwa razy ten sam tekst dawać? Pewnie myślisz, że tym razem będą oklaski ale nic z tego (co nie zmienia faktu, że to najlepsza rzecz jaką tu zamieściłeś ). Skoro to praca do szkoły, to pewnie błędy ortograficzne i stylistyczne Ci już wypunktowano. Ja powiem tyle - jest w tym jakiś pomysł, choć sama idea robienia odlewów na żywych zwierzętach jest zabawna z technicznego punktu widzenia. Ale rozumiem, że chciałeś przewrotnie zadrwić z pewnego symbolu. Sprawić, że po przeczytaniu tego tekstu nikt już nie spojrzy na gdańskie lwy inaczje jak przez pryzmat Twojej historii. Lubie takie gierki więc pomimo błędów stylistycznych i logicznych (dnomaid to skała, ruda, czy kruszec?, bo się nieco zgubiłem ) tudzież ciągle naiwnej narracji i karkołomnego pomysłu z odlewami, opowiadanko odbieram całkiem sympatycznie. A cały miesięczny zapas jadu wyczerpał mi się przy Twoim "filozoficznym" wypracowaniu :lol: Czerwony Baron--->Na tych Twoich zdjęciach, to jedynie pewne jest, że to samiec , bo ch... widać. Ale po mojemu to gąsiennice są źle napięte. Czy to model 1:72 Hasegawy wydany przez Revella? Bo tam są one w postaci miękkich pasków, co trochę wyjaśniałoby sprawę (choć zawsze można to skrócić a wiem jak drogie są ogniwowe gąsiennice metalowe). Celowo tak deprecjonujesz swoje dzieła? Dobrze wiesz, że modeli się nie "lepi", a buduje. Czyżby syndrom dużego chłopca, co wstydzi się dziecięcych zabawek ?
-
Corell---> No niuniuś, w Hollywood to ty kariery nie zrobisz. Właśnie złamałeś jedną z naważniejszych zasad amerykąnskiego kina: małych blondwłosych dziewczynek (i kobiet w ciąży) się nie zabija! Generalnie może być, choć scena finałowa zupełnie mnie nie przekonuje a styl też taki lekko naiwny. Ale podobno forma jest nieważna , więc uznaję ją za Twoją licentia poetica. No i kto trzyma pistolet na lodówce(pomijając taki drobiazg, że Colt 1911 miał 7-nabojowy magazynek, co dodaje humorystycznego zabarwienia Twojej strzelaninie )?
-
maniac--->Rzeczywiście do poziomu CDA sporo Ci jeszcze brakuje. Zacznij przed wszystkim od recenzji podręcznika poprawnego stosowania znaków przestankowych.
-
Ech, te nieśmiertelne dualizmy! A według mnie istnieje jeszcze conajmniej jedna postawa - neutralna. Wyraża się ona zasadą "pisać każdy może ale nie każdy może toto czytać" . Opiera się na akceptacji prawa autora do dowolnego traktowania jego dzieł ale z zastrzeżeniem prawa czytelnika do uwzględniania go w końcowym etapie procesu twórczego, tj w momencie przygotowania utworu do publikacji. Nie sposób odgadnąć, jakie intencje kierują autorem w momencie podjęcia decyzji o zaprezentowaniu tekstu. Jednak ponieważ jest to akt świadomy, uprawnione jest domniemanie o chęci dialogu twórcy z odbiorcą. Takim dialogiem jest w tym przypadku proces czytania. Zauważ, że osobą wyrażającą chęć podjęcia interakcji jest autor, który sygnalizuje to poprzez publikację tekstu. Jeśli później okazuje się, że zachęcony w ten sposób czytelnik napotyka na elementy świadczące o niedbałym stosunku twórcy do tej intymnej (co by nie mówić) rozmowy, odczuwa frustrację związaną ze znalezieniem się końcowym odcinku cudzego przewodu pokarmowego. A teraz drobna analiza tekstu Rambo. Jego konstrukcja opiera się na świadomym manipulowaniem interpretacją czytającego w celu wytworzenia przez niego błędnej koncepcji. Punktem kulminacyjnym utworu jest uświadomienie czytelnikowi błędności swych domniemań i wywrócenie stworzonego obrazu z dodatkowym efektem komicznym. Otórz taka konstrukcja tekstu wyklucza nie uwzględnianie czytelnika w procesie twóerczym. Jeśli autor świadomie mami odbiorcę, jednoznacznie świadczy to o ukierunkowaniu tekstu na tegoż odbiorcę. Tego typu rzeczy nie pisze sie sobie jeno a muzom ale z konkretnym zamierzeniem nawiązania dialogu z czytelnikiem, więc co oczywiste publikacja tekstu była przesądzona już w momencie jego powstawania. Implikacją powyższego jest stwierdzenie, że bzdurzycie obywatelu podnosząc ideę rewolucji w literaturze, chcąc w ten sposób zamaskować własne słabostki. EDIT: Trochę sie powtarzam po Chimairze ale to efekt jednoczesnego pisania postów. On szybciej skończył
-
Cardinal--->Ewidentnie dorabiasz ideologię do faktów. Czym innym jest świadoma manipulacja materią języka, a czym innym niechciejstwo i tumiwisizm. Każdy bizmut może powiedzieć, że nie jest głąbem ino protestantem lingwistycznym a sadzenie ortografów to wyzwanie rzucone językowym purystom. Nie widzę nic złego w zaczynaniu zdania od "że ponieważ", jeśli jest to czymś podyktowane. Czymś innym niż lenistwem (to o Tobie... ) albo tępotą pospolitą (...a to o paru innych). Jeśli mury mają runąć, to niech to nie będzie od trąb jerychońskich. Może pisząc nie myślisz o ewentualnych czytelnikach, ale publikując swój tekst już tak. Zamiast więc zasłaniać się Wielkimi Nazwiskami (co jest z Twojej strony ewidentną podpuchą a przy tym Rambo to jednak nie Ulisses) może warto byłoby nieco się potrudzić. Wszak idzie jedynie o to, że Twoje teksty są niedbale napisane. No chyba, że nie jesteśmy tego warci. Bismut--->nie wiem, czy durnota jest zaraźliwa ale na wszelki wypadek od tej pory będę omijał Twe teksty szerokim łukiem, jako i czynię z innymi tworami natury, rozsiewającymi aurę równie nieprzyjemną dla mych nozdrzy.
-
Cardinal----> Fajne ale Twój ostentacyjnie olewczy stosunek do formy sprawia, że talst wygląda jakby był zywcem wycięty z gazetki szkolnej. Ja tam wolę brylanty Maverick---> Pisać to Ty umiesz (phi, też mi odkrycie ). No i w tej recenzji nie ujawnia się Twoja skłonnośc do emfazy, która obciążała poprzedni tekst. Bismut---> Eee, nie lubię autobiografii A żebyś wiedzał
-
Co najmniej nieźle. Poprawna konstrukcja, składnia i pisownia. Napisane ze swobodą i bez zbytniego wikłania się w opowiadanie filmu. Z tekstu wyziera pewność siebie i wiara w słuszność własnych poglądów(kontrowersyjnych nieco ale to właśnie jest ciekawe). Odbieram to pozytywnie, ponieważ recenzent nie może sprawiać wrażenia, że obawia się mieć własne zdanie. Oczywiście zgodnie z przyjętą tu (przeze mnie) tradycją muszę się do czegoś przyczepić. Mój wybór padł na: A ja nigdy w życiu. Takie pierdoły, to trzynastolatkowie na ławkach wypisują :twisted: Co Cię tak kręci? "Psia klawiatura kici kici zapyzialy mrozie."? A może "Ptak leci-kra, krowka pasie-mu kogut sterczy sprzedajcie akcje pikli"? Toż to pospolity bełkot i sadzenie się na tanego jentelektualyste bez krzty pomyślunku.
-
O to właśnie idzie. Brak słowa uniemożliwia dyskusję ale koncept już istnieje. Więc powstał on bez udziału słów, które mają go jedynie opisywać. Uczymy się posługiwać tekstem, gdyż jest on niezbędny do komunikacji interpersonalnej, a ponieważ słowo jest bodajże najgenialniejszym wynalazkiem człowieka zaczynamy nim operować na zasadzie automatyzmu. To tak jak z nauką obcego języka - gdy już dobrze go poznamy zaczynamy formułować myśli w tym języku z czasem dochodząc do zupełnego automatyzmu. Zauważmy, że w różnych językach odnajdujemy słowa o identycznym znczeniu. I nie tylko chodzi o przedmioty, co jest oczywiste (drzewo zawsze będzie drzewem) ale również o pojęcia zupełnie abstrakcyjne, jak i te opisujące uczucia. Czyli to umysł tworzy słowo a nie odwrotnie.
