arg
-
Zawartość
352 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez arg
-
-
Chyba Was słoneczko przygrzało, bo tak radosnego pitolenia to dawno tu nie było. Jeśli robot jest zbudowany z atomów, to jest częścią wszechświata. Bez względu na to, czy już gdzieś powstał, czy my go zbudujemy pierwsi (bo niby czemu nie? może w ogóle jesteśmy pierwsi?)Jeśli roboty będą tanie i niezawodne, to nikt się takimi pierdołami jak bezrobocie przejmował nie będzie. Liczy się rachunek ekonomiczny, a ci, którzy tej pracy nie będą mieli prędzej zdechną z głodu, niż ukończą studia nad sztuką. Pobudka panowie! To Ziemia, planeta ludzi a nie bajka o Czerwonym Kopciuszku

-
na tym wlasnie polega honor. Nikt w tamtym powstaniu nie chcial byc sponiewierany. wolal zginac niz dostac sie w rece kacapow, gdzie przyszlosc byla niepewna. kazdy zolniez, przynajmniej wtedy, wolal zginac w walce, niz zyc w niewoli.A czy ktos się ich o to pytał, tych młodych gniewnych, którzy mieli bardzo blade pojęcie o ogólnej sytuacji strategicznej i żadnego o szansach powodzenia powstania? Czy ktoś pytał ten milion cywili czy wolą umrzeć w zgliszczach swych mieszkań zamiast w spokoju czekać na wyzwolenie? Co widzisz honorowego w śmierci żywcem w płonącym szpitalu, czy kuli w łeb dla zbgwałconej nastolatki. Co widzisz honorowego w tłumach uchodźców zdychających z braku wody, pożywienia i chorób. W czym po dwakroć bohaterska Warszawa lepsza jest od "tchórzliwej" Pragi?
Zgadzam się z Perełem: PW była zbrodnią podyktowaną głupotą polityczną i nieznajomością realiów. Nasi geniusze wojskowi chcieli do Warszawy sprowadzić spadochroniarzy Sosabowskiego i nasze dywizjony lotnicze. To ma być realne spojrzenie na wojenną rzeczywistość?
Nie uważam, żeby zagłąda stolicy była jedyną formą obrony naszego "honoru". Żadne pojęcie świata z bogiem, honorem i ojczyzną na czele nie jest warte takiej ofiary.
-
Pzkw VIB--->Ślicznie to wypunktowałeś, ale to groch o ścianę. Viciuś jest niereformowalny. Powiela te same błędy w kolejnych tekstach i jak widać powyżej niewiele sobie z tego robi. Ale dobrze wiedzieć, że tu zaglądasz

Sephiel--->Nie przejmuj się głosami ignorantów
Ja tam lubię Twoje teksty za zabawy słowne i niebanalne skojarzenia. Fakt, że niektóre są zbyt hermetyczne, by osoba postronna mogła je w całości pojąć, ale to nie dotyczy tego co opublikowałeś tutaj
. Viciuś---> A co to są "wakacje"?

A teraz chciałbym coś Wam pokazać. Jest to fragmet tekstu, nad którym obecnie zdarza mi się pracowac. Wiem, byłem przeciwnikiem dawania fragmentów, ale ten twór akurat fabuły nie ma (tzn. ma ale... zresztą sami zobaczcie) więc to nie ma takiego znaczenia. W życiu nie napisałem tak pokopanego tekstu, dlatego liczę na gruntowna krytykę.
Tuk-tuk-tuk, cierpliwie wstukuję literki, Słowa, zdania. Jedne okrągłe i gładkie, inne postrzępione i zadziorne. Przerzucam między nimi kładki znaczeń. Mozolnie składam opowieść. Opowieść o człowieku, jego myślach, doznaniach i uczuciach. Tak, on je ma. Są różne: nasycone, pełne i tętniące, ale również i blade, wątłe i niepozorne, które ledwie przebijają się na obrzeża świadomości.Namaluję jego portret. Najpierw owal twarzy. Lekko pociągły i trochę niesymetryczny. Otoczę go puklami ciemnych włosów opadających na ramiona. Dół twarzy przykryję krótką, nieco kręconą brodą a nad dnią umieszczę kreskę ust. Niezbyt szerokich, okolonych średniej grubości wargami. O właśnie tak. I jeszcze krótkie wąsy łączące się z brodą z obu stron. Teraz nos. Taki zwykły nos bez przesadnich aspiracji - ani spiczasty, ani kartoflowaty o prostej krawędzi i lekko zarysowanych krągłościach nozdrzy.
Oczy. Najtrudnieszy element obrazu. Zwierciadła. Niech będą dość głęboko osadzone, niech mają niebieskoszarą tęczówkę i kilka czerwonych żyłek. Muszę je malować bardzo precyzyjnie drobnymi pociągnieciami najcieńszego pędzla. Muszę w nich zawrzeć odrobinę szaleństwa, nieco rozbawienia i nutkę cynizmu. Ale całość ma tworzyć wrażenie inteligencji, szczerości i głęboko skrywanej tęsknoty. No, może być. Nigdy nie uda mi się uczynić ich takimi, jakie są naprawdę. Teraz domaluję niezbyt szerokie paski brwi, lekko uniesione w geście wiecznego zdumienia i kilka drobnych zmarszczek przy kacikach.
Mam portret. Reszta nie mieści się w ramach obrazu. Nie widać jakiego jest wzrostu i postury. Nieważne. Domaluję jeszcze tło. Górski krajobraz. Tak, to dobre tło. Postrzępione skały z uczepionymi do nich kurczowo karłowatymi drzewkami. Kępki kosodrzewiny czochrane wiatrem i żółtozielone wykwity porostów na głazach. Nieśmiało łypiące do słońca rzadkie kwiaty i podeschłe trawy kołyszące dumnie uniesionymi kłosami.
No tak. Zdecydowanie przekroczyłem ramy obrazu. A, mniejsza z obrazem. Porzućmy jego skostniałą formę i wejdźmy w sam środek sceny, gdzie dyskretnie schowamy się w najciemniejszy zakamarek skalnej szczeliny. Zachowujmy się cicho, bo On (imię Jego nieważne - jest jednym z wielu) najwidoczniej szuka tu ciszy i skupienia. Siedzi na omszałym głazie i tępo wpatruje się w czystą kartkę otwartego na kolanach notesu. Ot paradoks człowieka twórczego - wokół najpyszniejsze cuda natury wdzięczą się do Niego, a On zupełnie je ignorując skupia się na brzęczeniu własnych neuronów. Poeci tak mają.
Tchnienie powietrza niesie odległe dźwięki. Dziwne i tajemnicze dźwięki. jeśli uważnie się wnie wsłuchać można usłyszeć wiele, zbyt wiele jak na możliwości naszego rozumienia. W przestworzach unoszą się słowa. Delikatnie wibrują na wietrze i krążą wokół Jego głowy. Posłuchajmy:
...szukasz... czego?...
...patrzysz nie widząc, słuchasz nie słysząc...
...po co tu? po co?...
Podniósł czoło w zdziwieniu. Nieprzytomnym spojrzeniem obrzucił odległe granie i zatrzymał wzrok na karłowatej brzózce - kształtowanym wiatrem naturalnym bonsai. Uśmiechnął się półgębkiem i pokręcił głową wracając do swej kartki.
...po co tu? po co?...
To nawet nie był szept, tylko delikatne mrowienie powietrza wokół Jego głowy. Choć my widzimy te słowa wyraźnie, natomiast On bardziej się ich domyśla, niż słyszy. Z nowym zainteresowaniem przygląda się drzewku. Pudło kolego - moglibyśmy rzec ale nie dopuszczę do tego. Chcę, aby ta historia toczyła się bez naszej wszędobylskiej aktywności. Niech sobie myśli, że to brzózka do Niego przemawia, niech zgodnie z odwiecznymi prawidłami intelektu, pokroi rzeczywistość na obiekty, niech ją personalizuje, skoro inaczej nie potrafi.
...uwolnione myśli szybują wysoko...
...spętany umysł ślepy się staje...
...po co tu? po co?...
- Szukam... - zamyslił się długą chilę - ... poezji?
Nie wypowiedział tego. Tylko dzięki mnie możesz znać Jego myśli. Nie masz innego wyjścia jak uwierzyć mi na słowo.
...co to: poezja?...
- Poezja to piękno. Poezja, to uczucia, poezja, to... - to był długi wykład. Jak większość poetów mógł o niej mówić godzinami. Jak zbyt wielu poetów nie miał o tym pojecia. Tworzył potoki słów, budował misterne konstrukcje i olśniewające wizje. Chciał kształtować Słowo, nie wiedząc czym ono jest i jak ono kszałtuje Jego samego. Pozwólmy mu popłynąć w otchłanie retoryki, a tymczasem poobserwujmy stalowosine szczyty pieszczone chmurami, wsłuchajmy się w szum błyskającego w oddali strumyka, pozwólmy swym oczom błądzić bezrozumnie po zakamarkach leżącej pod nami doliny.
...piękno jest tylko w twojej głowie...
- Czyli obiektywne piękno, piękno samo w sobie nie istnieje? A te wszystkie cuda wokół?
...piękno nie jest, piękno się dzieje...
- Ach, rozumiem! Ja widzę piękne drzewo, któś inny piękny budulec, a któs inny.. - przerwał w pół zdania i chycił za ołówek. Pewnie spłynęło na Niego tzw. natchnienie. Ponoć poeci tak mają. Zostawmy Go w tej intymnej chwili tworzenia. Napisał poemat. Poemat przepełniony lirycznymi uczuciami i wyrafinowanymi metaforami, poemat o drodze, poszukiwaniu i cudnych manowcach, poemat o pięknie i jego odczuwaniu, poemat swego życia, poemat, którego nigdy nie opublikuje, bo krytycy zmiażdżyliby go w mgnieniu oka. Krytycy tak mają.
Skończywszy długo wpatrywał sie w zapisane stronice. A później zaczął rwać je na drobne kwałki, które rozrzucał na wietrze. Wirujące skrawki papieru szybowały nad leżącą w długich cieniach doliną, nad gwarzącymi cicho smrekami, nad rojącymi się w kosodrzewinie chmarami much. Te, koleś! W górach nie wolno śmiecić!
-
z biologicznego punktu jesteśmy zwierzakami
i to całkiem brzydkimi, bo nieowłosionymi na całym ciele, z brzydką płaską twarzą, bez ogona ;p, >>>Istnieje teoria, że jestesmy małpami, które przestały dorastać. Dlatego tak właśnie wyglądamy, dlatego tak długo trwa nasze dzieciństwo (może nawet nigdy nie dorastamy - co wiele tłumaczy
) i dlatego tak długo żyjemy. Nie chodzi tu o wiek kalendarzoey, tylko bilologiczny. Serce wszystkich innych ssaków w czasie życia osobnika wykonuje trzy razy mniej uderzeń, niż człowieka. W tym ujęciu mysz żyje tak samo długo "biologicznie" jak słoń. Tylko jej życie jest "szybsze".z punktu widzenia życia, liczy się istnienie gatunku a nie jednostki, to człowiek postawił jednostkę ponad grupę.
>>>No niezupełnie. Z punktu widzenia życia sukcesem osobnika jest doprowadzenie jak największej liczby potomków do okresu rozrodu. Nie istnieje coś takiego jak "dobro gatunku", czy "troska o przedłużenie gatunku". Zazwyczaj osobniki tego samego gatunku są największymi rywalami osobnika jako istoty zajmujące tą samą niszę ekologiczną i zazwyczaj ten sam teren. To, że osobniki współpracują ze sobą, tworzą społeczności, a nawet niekiedy wykazuja altruizm, wynika jedynie z tego, że taka strategia jest bardziej "opłacalna", lub niekiedy ze "sztuczek" ewolucji (na przykład jednoczesna ruja samic powoduje, że dzieci rodzą sie jednocześnie i nie są rozróznialne od swych rówieśmników - w takim stadzie szystkie są pod opieką, bo każdy może być potomkiem każdego). Ot weźmy takie lwy. Samiec obejmujący harem swego poprzednika zaczyna od wymordowania wszystkich jego potomków. Natomiast swoimi opiekuje się z nadzwyczjną troskliwością.
Teoria ewolucji jest faktem który działa nawet na Twoje dzieci
>>>Też nie. Człowiek jest gatunkiem biologicznie niezmiennym od 35 tys. lat. Właściwie jest to niesamowite, że nie istnieje wiele gatunków człowieka a zmienność genetyczna w obrębi poszczególnych "ras" jest większa, niż różnice pomiędzy nimi. Człowiek przestał ewoluowac biologicznie, a zaczął ewolucję społeczną. To języki i narody u nas są odpowiednikiem gatunków zwierzęcych i wyklazują w swych dziejach zadziwiające zbieżności z prawami rządzącymi ewolucją. Drzewo języków świata niemal idealnie pasuje do "drzew rodowych" gatunków biologicznych. I to jest cecha, która najbardziej wyróżnia nas w świecie zwierząt. Sukcesem życiowym człowieka przestało być pozostawienie jak największej ilości płodnych potomków, a zaczęły nim być zdobycze cywilizacyjne. Co nie oznacza, że geny całkiem straciły nad nami kontrolę

200/100 lat temu ... przedziurawienie widłami po gnojówce było do przejscia dla rolinka, obecnie kończy się albo amputacją albo przewlekłym schorzeniem. W szpitalach podobnie - zwłąszcza zakaźnych - jedna pomyłka i można się dorobić dośc przelekłej grypy, którą można tylko przejść bo nie działają antybiotyki.
>>>Tylko, że nie jest to spowodowane zmianami genetycznymi w stosunku do naszych przodków. To nasz obecny tryb zycia i "zdobycze" cywilizacji powodują taki efekt.
JEstesmy słabsi ito jest prawda .. ale czy jest sens rodzić uposledzone dziecko, które będzie żyć tylko do 10 roku swojego życia? czy ma sens marnowanie sił i środków na coś co w naturze nie ma celu istnienia ?
>>>O ile człowieczeństwo oznacza niepoddawanie się własnej zwierzęcości, to tak.
Podobnie ma się sprawa z noworodkami, ale niezawsze problemy noworodka muszą się przełożyć na problemy synów lub córek noworodka - Crossing Over :P/haploidalna gameta wiec to przekzywanie nie zawsze zachodzi tak ładnie .. Chodzi bardziej w tej kwesti o choroby genetyczne letalne w wieku dzieciecym - czyli życie do 15/ maksymalnie do 20 roku na super tabletkach niczym automat do łykania.
>>>Ale takie osobniki z reguły nie mają potomstwa, więc nie przyczyniają się do utrwalania wad genetycznych w naszym gatunku!
ale i tak nie rozumiem co ma mieszanie Darwina i jego ewolucji do nienarodzonych dzieci ... ?
>>>Każdy argument jest dobry, by utrwalać moherową wizję człowieka
Nasza intelektualna ewolucja nie zabrania krzyżówek pomiędzy nauką a głupotą, ponieważ ich efektem są twory o nadzwyczajnych zdolnościch przeżycia w niszy ewolucyjnej ignorantów i wydania masy potomstwa w postaci powtarzanych durnot
Inaczej mówiąc kto z obrońców nienarodzonych wie czym jest teoria Darwina? :twisted: -
Stęskniliście się za mną?
OK. Nadrabiamy zaległości::arrow: Chimaira. Pierwsze dwie bajki nieco trywialne
Zwłasza druga. Myślałem, że motyw polnej dróżki wykorzystasz nieco inaczej, a tymczasem zakończyłeś iście druiudzkim przesłaniem. Co nie znaczy, że błędnym
Najbardziej podobała mi się "Królik i wąż" ze względu na przewrotne zakończenie oraz dywagacje na temat wolności. Generalnie jednak bajki nie są tym, co potrafisz najlepiej 
:arrow: Biboy. Oj naiwne toto do bólu. Wiem, że na podstawie gierki, która inteligencją nie grzeszy (niezauważone lądowanie szybowca 30m od wartowników, czy zaglądający ciekawie do okopu Niemiec, który nie wrzucił tam najpierw granata) ale i tak najgorsza w całym opowiadaniu jest nieudolna próba rysu psychologicznego postaci przed akcją. Całość przypomina mi amerykańskie filmy "wojenne" z Henry Fondą
. Proponuję Ci przeczytać "Cienką czerwoną linię" lub "Amerykańskich chłopców". Wojna nie jest strzelanką w 3D
. W dodatku trafiają Ci się potknięcia stylistyczne...:arrow: Myrkin. Hehe, tempo akcji zapowiada kilkutomową sagę
Nudnawe i mało odkrywcze. Dalszy ciąg będzie, jak pokażesz całość.:arrow: Wiciuś. Nie prowadzę rankingów, więc podam Ci pierwszych z brzegu: Mario Vargas Llosa, Hermann Hesse, Boris Vian. Znasz może?
-
Zatem podsumowując instynkt to dla mnie pewna cech, która istnieje w naturze zwierzęcia i może się rozwijać przez żywot danej istoty jak również zwierzęta potrafią się uczyć co jest niezbitym dowodam na obecność inteligencji (swoistej, bo swoistej, ale zawsze).>>>To, że zwierzętom zazwyczj instynkt wystarcza wynika z ograniczeń środowiska w jakim żyją i potrzeb jakie zaspokajają. Czyli słonie w naturze nie malują obrazów, bo im to niepotrzebne. Jednak w specyficznych warunkach potrafią więcej, niż tylko działania instynktowane. Z drugiej stronie człowiek również posiadainstynkty, których udział w jego życiu jest niebagatelny. Więc jednak nie jest to element, który w świecie zwierząt stanowłby nasz wyróżnik.
Znudziło się babie życie więc wychodowała sobie dla zabawy stworzenie, które powolutku ale skutecznie będzie "opanowywać" cały świat, na dodatek jeszcze mysląć - ja tu jestem szefem>>>Ależ to zachowanie typowe. Każdy gatunek dąży do podbicai jak najiększego liczby terenu kosztem innych gatunków. Nawet tu nie jesteśmy wyjątkowi, bo ekspansja wpisana jest w ewolucję. Wiele było przykładów wytrzebienia populacji przez gatunki dominujące.
Pierwsze słyszę.>>>Podawałem za M.Ryszkiewicz, "Przepis na człowieka". Cytat może być niedosłowny, bo z pamięci ale z pewnością sens został zachowany.
Nie zapominajmy, że samo ryzykowanie nie jest działaniem wbrew instynktowi pod warunkiem, że za tym ryzykiem widać jakiś korzyści dla nas.
>>>Na przykład oczarowanie samicy?
Takie dajmy na to pawie bardzo ryzykują hodując piękne ogony. Ale jeśli nie padną łupem drapieżników dają tym sygnał samicy o swej wartości. Więc czasaem jednak ewolucja premiuje ryzykantów
Teoriami, które można wykorzystać do zabijania starszych i nienarodzonych dzieci, które będą upośledzone w imię doboru naturalnego. Tylko najsilniejsze osobniki mają szansę na przetrwanie, więc dlaczego człowiek nie ma pomagać naturze?>>>>No takiej bzdury to już dawno nie wyprodukowałeś. Powiem tylko tyle, że teoria ewolucji (która już dawno przestała być tylko teorią Darwina) nie mówi o osobnikach najsilniejszych, tylko najlepiej przystosowanych. Czasem to przystosowanie prowadzi do miniaturyzacji - jak np. u terapsydów (przodków ssaków), które by przetrwać z pokaźnych rozmiarów przekształciły się w odpowiedniki dzisiejszych gryzoni.
Reszty powyższej notki nawet nie chce mi się komentować.
-
Niektrórzy wierzą, że człowiek posiada duszę>>>A niektórzy, że potrafią przenikać przez ściany. Pytanie było o klasyfikację biologiczną, a póki co żaden biolog duszy nie znalazł, więc trudno na jej podstawie twaorzyc nową jednostkę systematyki.
i świadomość.
>>>A zwierzęta to niby świadomości nie mają?
CZłowiek potrafi przekazywać i odczuwać wyższe potrzeby od innych zwierząt.
>>>Co znaczy "wyższe"? Wykazujesz nadmierny homocentryzm. Nie wiem dlaczego np. odczucia artystyczne miałyby być wyższe od uczucia głodu.
Stąd nasze zamiłowanie muzyką,
>>>Te porządniś, walnąłeś stylistycznego babola
Powiem CI jednak, że zamiłowanie do muzyki u zwierząt również występuje. I nie chodzi mi o ptasie trele, czy lelenia na rykowisku, a np. grającego na fortepianie (i "śpiewającego" psa). Ponoć nawet kury lepiej się niosą, jak im się mozarta puści 
teatrem,
>>>Nie przesadzaj. Normalni ludzie mają teatr w d...omu.
A widziałeś Ty popisy godowe kardynała (no co, ptak taki jest
), czy innych zwierząt? Temat jest taki, jak 95% sztuk i filmów człowieka: miłość.malatrsem
>>>Ostatnio furrorę robią obrazy malowane przez... słonie. Znowu pudło niuniuś

i innymi kierunkami artystycznymi.
>>>Jak haft artystyczny?

Człowiek wytwarza kulturę i bogatsze interakcje z innymi członkami własnego gatunku i otoczenia.
>>>Bo się nudzi. Inne zwierzęta nie mają tego komfortu
Jak pisałem - różnice są ilościowe, a nie jakościowe. Człowiek po prostu pewne cechy ma lepiej rozwinięte od innych zwierząt. Co nie znaczy, że wprowadza nową jakość w świecie zwierząt.To człowiek podporządkował sobie świat za pomocą lepiej rozwiniętego mózgu.
>>>Zdominował jedynie. I też nie jest to pierwszy przypadek w dziejach życia na Ziemi.
Genom nie odbiega zbytnio od inych zwietrząt. Prawda, ale czy na pewno? To, że naukowcy opublikowali te dane oznacza, że Ty również je przeprowadziłeś, czy może wierzysz im na słowo?
>>>Nie błaznuj. A Ty sprawdziłeś, że jest bóg, czy wierzysz klechom na słowo?

a czy inne zwierzę ma duszę i sumienie?
>>>Jeśli chodzi o duszę, to - jak napisał Cardi - udowodnij. Natomiast sumienie ma. Na przykład mój śp. pies. Doskonale wiedział, że źle zrobił i po jego zachowaniu widać było, że coś przekrobał zanim wyszło na jaw co.

Czy małpawie co jest moralne, a co nie?
>>>Małpa wie. A Ty? :twisted: Jeśli moralność rozumiemy jako zbiór zasad obowiązujących w danej społeczności, to zwierzęta stadne jak najbrdziej pojęcie to znają. Jeśli zaś idzie o Twoje rozumienie moralności, jako odbozipochodnego zestawu aksjomatów, to nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś je tego nauczył. Zostań mesjaszem wśród naszych braci mniejszych

Czy potarfi kierować się czymś innym niż instynktem?
>>>Małpa potrafi nauczyć się języka migowego, a nawet tyworzyć neologizmy. Istniała gorylica Koko, która potrafiła za jego pomocą przekazać smutek ptrząc na fotografię nieżyjącego kota-przyjaciela. Ale nejlepsze jest to, że potrafiła zastanawiać się, co dzieje się z gorylami po śmierci. W języku migowym twierdziła, że "idą do spokojnej pieczary"
Jak widać nawet religia nie jest wyłączną domeną człowieka. :twisted: Zresztą postawy religijnej niektórzy dopatrują się też w relacjach psa ze swym opiekunem.Tja może człowiek ma lepiej rozwwinięty mózg niż inne zwierzęta, ale w toku ewolucji stracił wiele cech gwarantujących mu przetrwanie w trudnych warunkach. Niektóży ludzie wychowani w mieście ( np. jakiejś amerykańskiej metropolii) widzieli zwierzęta tylko w telewizii ( no może z wyjątkiem psów) i myślą, że jedzenie bierze się zsupermarketu.
>>>Po pierwsze to właśnie mózg jest cechą pozwalającą przetrwać człowiekowi w najtrudniejszych warunkach. To dzięki niemu przetrwał wszystkie "trudne warunki" do tej pory i jeśli w toku ewolucji stracił kły i pazury, to doskonale potrafił je zastąpić wytworami mózgu właśnie. Ewolucja promuje tych, którzy przeżyli, więc gdyby nie posiadał takowych predyspozycji zwyczajnie by go nie było.
Po drugie ludzie wychowani w mieście nie są ewolucyjnie różni od wychowanych na wsi. To o czym mówisz to uwarunkowania środowiskowe a nie zmiany ewolucyjne. Homo sapiens nie ewoluuje od jakichś stu tysięcy lat (jeśli pomyliłem liczbę, to nie bijcie, tylko porawcie
)Bez przesady. Jestem z pod znaku bliźniąt, więc mam niejako podwójną osobowość. Jeden jest zagorzałym Katolikiem a drugi żadnym wiedzy poszukiwaczem prawdy i ciekawostek naukowych. Dziś rozmawiasz z tym drugim.>>>Spoko. Dopóki nie zaczniesz dyskutować sam ze sobą.

A jeśli chodzi o małpy, to podobno myśli się o rozszerzenie Karty Praw Człowieka tak, by objęła również inne naczelne. I nie jest to wiadomość przeczytana w "Fakcie"
.HAIL MATKA NATURA! Niech spuści nam jakieś porządne rozpierduchy, to przy okazji odsieje jakiś procent głupoty w populacji ludzkiej>>>Dziwne są te Wasze druidzkie modlitwy
Nie zapominaj jednak, że glupota jest nieśmiertelna
tylko instynkt jest podstawą dla każdego zwierzęcia.>>>Ale co Ty nazywasz instynktem? Bo jednak wiele zwierząt kieruje się inteligencją, potrafi się uczyć i rozwiązywać problemy. Jeśli instynkt, to wrodzony behawior, to jednak racji nie masz. Chyba, że to dla Ciebie coś innego...
-
A zamieszcze wam moje w miarę nowe foto z początku tego miesiąca z gór
No a gdzie te góry? Na mapie?

Cmentarze... Tak ja też mam hopla na punkcie pewnego zaniedbanego cmentarzyka w pewnej mieścinie. Zawsze jak jestem w tym miasteczku staram się go odwiedzać, choć nikt bliski nie jest tam pochowany. Nawet dwa razy tam spałem
Wierzcie mi, że trudno o spokojniejsze miejsce, by przekimać na wolnym powietrzu 
-
Co jest takiego, co dobitnie przemawia za tym, aby ludzie pozostali jako cześć królestwa zwierząt skoro można by utworzyć nowe specjalnie dla ludzi?>>>A co jest takiego, co przemawia za wyodrębnieniem homo sapiens w odzielne królestwo poza nadzwyczajną butą tego gatunku? Różnica między człowiekiem a pozostałymi zwierzętami nie jest jakościowa a ilościowa. Człowiek posiada pewne cechy lepiej rozwinięte niż inne gatunki, ale nie posiada żadnej takiej, która w przyrodzie już nie występowała.
Pytanie jest podchwytliwe. Doskonale wiem, czemu pewne nasze cech, które wymieniłem są niewystarczające chcę tylko wiedzieć, co powiedzą na ten temat inni.
>>>Zabezpieczamy sobie tyły? Prowokować, to trzeba umieć

-
A ja popieram Berenzola. I uważam, że powinno się coś z tym zrobić.Tak, ja też uważam, że coś jest na rzeczy. W pierwszej chwili pomyślałem, że Berenzol przesadza ale po zastanowieniu przyznaję Wam rację. Rzeczywiście pisanie takich notek niczemu nie służy. Może czas na klejną małą zmianę w regulaminie? Wszak to forum dyskusyjne a nie serwis wiadomości wszelakich. A skoro mamy "trolling" i "syndrom Browara", to może wprowadźmy pojęcie "nikosizmu", jako informacyjnego spamu

-
„religia” jako słowo oznacza tyle co „wiara”No niezupełnie. Wiara jedynie w potocznym uproszczeniu jest synonimem religii. Natomiast wierzyć można w różne rzeczy, bo jest to tylko stan umysłu, rodzaj myślenia, idea przyjmowania twierdzeń bez dowodu. Jest sprawą indywidualną i jednostkową. Zaś religia jest już wiarą zinstytucjonalizowaną, opisaną i systemową. Ma swój obrządek, przykazania, proroków i gromadzi ludzi o podobnych poglądach. No i jest jeszcze instytucja kościoła (świątyni), czyli firmy zajmującej się komercyjną obsługą wyznawców danej religii, jej promocją i handlem.
PS. Nie sądzisz niko, że z tych 10% społeczeństwa, dziwnie wielu jest aktywnymi uczestnikami FA? Jakoś tutaj te proporcje inaczej się rozkładają.

-
Szkoła powinna być świecka, dobra.>>>Jak widać poniżej nie rozumiesz, co oznacza świeckość. A jest to na przykład brak krzyżyka na ścianie i nierozpoczynanie szkolnych imprez od mszy w pobliskim kościele. Na przykład.
Jednak szkoła nie powinna zabraniać wyznawania danej wiary. To, że ktoś jest katolikiem, muzumaninem etc. nie oznacza, że powinien być świecki w szkole.
>>>A co oznacza dla Ciebie bycie świeckim w szkole? Szkoła świecka nigdy nikomu nie zabrania wyznawania wiary. Czasami (np. we Francji) zabrania jej manifestowania, ale to ogromna różnica.
Normy, przykazanie itp. obowiązują w każdym miejscu, a szkoła nie może ingerować w sferę prywatną.
>>>Brak religii w szkole w żadnym punkcie nie narusza norm i przykazań od czwartego w górę oraz sfery prywatnej. To, że pierwsze trzy obowiązują w każdym miejscu jest sprawą mocno dyskusyjną.
TO, że w Polsce nauczana jest religia, to wynik porozumienia państwa z Kosciołem.
>>>Racja. Jakie mamy państwo każdy widzi.
Skoro mamy ponad 90% zadeklarowanych katolików, więc mają prawo do lekcji religii w szkole.>>>Bujda. Mamy też podobny odsetek mniej lub bardziej zdeklarowanych alkoholików. Czy to oznacza, że mają oni prawo do picia na lekcjach? A jeśli okaże się, że 90% Polaków wierzy, że piątki są feralne, to mamy zakazać lekcji tego dnia? Szkoła ma kształcić, a nie indoktrynować. Ma przekazywać wiedzę i umiejętności. Religia nie jest ani jednym, ani drugim.
DLa uczniów innego wyznania jest etyka.
>>> :lol: Ale dlaczego katolicy mają prawo do nauki swej religii w szkole a świadkowie jehowy, czy krysznaici nie? Oni też mają swoje przykazania, normy i sferę prywatności. Ale to się nie liczy, bo nie mają oficjalnego 90%?
Skoro jest wiedza o tańcu, możliwość zdawania języka japońskiego, to dlaczego nie religia?
>>>Bo religia nie jest wiedzą ani umiejętnością? A dlaczego można na maturze zdawać z umiejętności grania lub wiedzy o death metalu? No dlaczego?
Nikt nie neguje fakty, że wiara jest sferą osobistą, ale dlaczego człowiek ma ukrywać swoją wiarę w szkole?
>>>Co innego ukrywać, a co innego nie manifestować. A jescze co innego nauczać, więc odpuść sobie gierki polegające na utożsamianiu braku przemiotu "religia" z prześladowaniami religijnymi.
Dlaczego nie mogą wisieć krzyże w klasach?
>>>A obok nich, półksiężyce, posążki Buddy, portrety Lenina i latające talerze? No sam nie wiem. Fajnie by było

Więc dlaczego ograniczać wolność religom
>>>A dlaczego zdelegalizowano faszyzm ograniczając wolność jego wyznawców? Dlaczego ograniczono wolność religiom Inków, Majów i Azteków? Nieograniczoną wolność religii masz w Afganistanie i Iranie, a miałeś też w historii świata nie raz.
w imię czego? Poprawności politycznej, laicyzacji wszystkich sfer życia?
>>>W imię tego, że szkoła jest przybytkiem wiedzy, a nie zabobonu. Dlaczego na medycynie nie uczy się znachorstwa, na fizyce różdżkarstwa a na astronomii astrologii? Dlaczego nie uczy się hiromancji i wróżenia z fusów?
-
Pewien psycholog (nazwiska nie pamiętam) padając pacjentów z całego świata doszedł do wniosku, iż istnieje takie coś jak „Zbiorowa Nieświadomość”. Polega to na tym, że wszyscy ludzie wyewoluowali z tego samego osobnika lub grupy osobników i ów psycholog zauważył, że ludzie z różnych stron świata mają podobne sny. Nazwał to „Zbiorową Nieświadomością”.Zapewne chodzi Ci o C.G. Junga i jego "Archetypy i symbole". Z tego co mi wiadomo jego teoria o pochodzeniu mitów z podświadomości obecnie nie jest uznawana za prawdziwą. A oto co do powiedzenia na trn temat ma prof. J. Trąbka, członek m.in. Międzynarodowego Instytutu Badań Mózgu w książce "Mózg a jego jaźń":
Jakkolwiek umysł operujący gnozą sięga swymi korzeniami aż do podświadomości, to jednak mit - jako idea naczelna - kształtuje się w świadomości egzystencyjnej, jako jej element najbardziej pragmatyczny, dysponujący prawie natychmiastową egzekutywą i pociągający za sobą najpoważniejsze konsekwencje. O egzystencjalności świadczy najdobitniej dialektyczny, dualistyczny, ambiwalentny chartakter mitów. (...) Zewnętrzne, powierzchowne i powiechniowe cechy, jak forma historyczno-literacka, często odwracają uwagę współczesnego człowieka od faktu, że głęboka struktura mitu wiąże się trwale i niezmiennie z naturą ludzką. (...)Człowiek na codzień musi żyć pełnią światopoglądową, w której jasno wytyczone są cele ostateczne i przyczyny wszelkoch zjawisk. Jeżeli owej pełni nie może oczekiwać po nauce, po filozofii, ani po hermeneutyce, wtedy dla zapełnienia pustki psychicznej pojawia się wiara w mity. Wiary nikt nie tworzy. Wiara komponuje się z lęku przed pustką (horror vacuum), a także z potrzeby serca, rozumu i całego intelektu.
Przepraszam za wtręt. Bawcie się dalej

Arg, za dużo trudnych słów
Poza tym tam jest buond! Powinno buć horror vacui
- ChimBiję się w płuco, bo zrobiłem literówkę: powinno być "vaccum". To znaczy tak stoi w książce, a jak powinno być to nie mnie wyrokować

A co do trudnych słów - cała ta książka jest tak napisana :twisted: Męczyłem się z nią ponad 2 miesiące, choć ma 200 stron

-
Uznałem jednak, że taki zabieg obraziłby mojego czytelnika
Dlatego tylko zasugerowałem o co może chodzić i na tym koniec. Może ta sugestia za słaba była, ale, jak mówiłem, ten tekst już za mocno mnie przyciskał. 
>>>Sugestia była dobra, tylko jako na scena finałowa IMHO mogłaby być bardziej rozbudowana.
arg, are you there?>>>Ostatnio raczej bywam, niż jestem ale w tym topicu nic nie umknie mojej uwadze
W sprawie Twojego felietonu nie mam najlepszych wieści: nie zachwyciłeś mnie. Zabrakło Ci nieco konsekwencji - zacząłeś od przekraczania granic absurdu, później zająłeś się czarnym PR, by wrócić na koniec do granic. Wiem, że to się wiąże ze sobą, ale przedstawiając powszechnie znane fakty z kampanii wyborczej (bez zagłębiania się w mechanizmy tej gry - a szkoda!) sprawiłeś wrażenie odejścia od głównej myśli. Wydajemi się, że lepiej by było gdybyś z tego zrobił dwa osobne felietony. A tak zabrakło miejsca na głębsze analizy, przez co felieton jest mało odkrywczy.Przydqłoby się również ten tekst nieco wygładzić, bo jest w nim kilka niezręczności (bo trudno tu mówić o błędach) stylistycznych. Myślę, że kolejne felietony będą lepsze, tylko musisz bardziej przemyśleć rzeczy, które chcesz przekazać.
Biały pokój>>>Nie wiesz przypadkiem czemu Twoje opowiadanie przypomniało mi okładki paru płyt "Cannibal Corpse"?
Nie wiem, czy tekst był groteskowy w założeniu, czy tylko ja go tak odbieram, ale dla mnie przekroczyłeś granice grozy właśnie w kierunku absurdu. Przesłanie Twojego opowiadania jest dla mnie nie całkiem jasne, ale to niekoniecznie musi źle o nim świadczyć - może to tylko ja nie potafię go właściwie odczytać. W sumie jest to ciekawa lektura, która zmusza do chwili namysłu. A pomysł z wyłupywaniem oczu jest przedni. Czekam na kolejne teksty.Rozmowy z komunikatora oddają samotność bohatera i jego wyalienowanie pośród rzeczywistości.>>>Nie wiem kto uczył Cię języka polskiego, ale wyrządził Ci wielką krzywdę. Daruj sobie popisywanie się papką rodem z "zeszytu od polaka", bo jestes sztucznyjak szczęka mojej babci. I podobnie kłapiesz.
Osobną sprawą jest sposób, w jaki potraktowałeś Viciusia. Jak już chcesz się koniecznie po kimś przejechać, to przynajmniej rób to z odrobiną finezji a nie uprawiaj słownego mordobicia. Może i "wiersz" jest kiepski ale bywały tu już gorsze. Odnoszę wrażenie, że postąpiłeś zgodnie z przysłowiem: na pochyłe drzewo wszystkie osły sra... skaczą.
Pisać lubie i pisać potrafię>>>I za to Cię niuniuś lubię: zawsze potrafisz mnie rozbawić
Jednak osobiste wycieczki pod moim adresem sobie daruj. Zachowując się, jakby Ci ktoś babkę z piasku nadepnął, udowadniasz tylko swoje szczeniactwo. Nie potrafisz, to się nie bierz.
Hehe, widać, że "raki z koperkiem" Ci zaszkodziły, bo zaczynasz dostrzegać mnie nawet w cudzych postach 
A teraz 3 bajki:
:arrow: Advaryjczycy. Cieniutko. Myślałem, że stać Cię na więcej. Powiem nieskromnie, że ja bym Ci umiał naprawdę dopiec

:arrow: Frajer. Jak na Ciebie, to wierszydło nawet możebyćne. Napewno dużo lepsze niż
:arrow: Miśkiewiczyzna. Prymitywne (by nie powiedzieć, że prostackie), bez polotu, z dziwną składnią i bez pomysłu. I od kiedy to w zbożu się orze? Żeby nie było - zwróć uwagę, że nie Ciebie się czepiam, jeno Twoich tekstów

-
najnowszy twór, do pastwienia się nad nim

Dobre! Byłoby bardzo dobre, gdyby nie wrażenie pisania w pośpiechu. W paru miejscach przydałoby się ta konstrukcję wypełnić większą ilością słów. Zwłasza w ostatniej scenie - gdzie wydaje mi się, że warto byłoby podkreślić jej znaczenie. Natomiast bardzo podoba mi się sposób, w jaki piszesz o uczuciach nie pisząc o nich
Ten tekst świetnie to ilustruje.Zataz, zaraz... Miasto, zagłada, kanały... czy ja gdzieś już o tym nie czytałem?

Rogue--->Odnoszę wrażenie, że czepiasz się na siłę
Język, to bardzo plastyczne twotrzywo i nie warto trzymać się utartych schematów. Oczywiście nie oznacza to, że możemy składać dowolne zbitki słów ale odrobina fantazji jeszcze nikomu nie zaszkodziła 
Cypher i jego ostatnia recenzja ---> Co się odwlecze, to nie uciecze
Pisanie recenzji, to ciężki kawałek chleba ale Tobie idzie całkiem dobrze. Jest tu to, co lubię czyli własne odczucia. Poza pierwszym zdaniem drugiego akapitu (którego najwyraźniej nie czytałeś drugi raz
) jest co najmniej przyzwoicie. -
podstawą druidyzmu jest filozofia, opis świata, a nie tylko kontakty z bogami. Ofkoz są i inni ludzie, którzy będą opisywać to inaczej i twierdzić inaczej. Eklektyzm - it is a bitch, niestety. Druidyzm nie jest w jakiś konkretny sposób "zmonolityzowany" - jak zresztą reszta pogaństwa zachodnio-europejskiego. Nie ma ksiąg, nie ma piekła, nie ma konkretnych dogmatów. Oczywiście - czemu mogą niektórzy zaprzeczać - jakaś doktryna musi istnieć, ale nie jest ona w kształcie takim, jak np. w chrześcijaństwie itp.
>>>No i właśnie: droga poznania, filozofia, opis świata... Wiary w tym niewiele. Niewiele też będzie z naszej dyskusji, bo w zbyrt wielu punktach się zgadzamy, a to co nas różni jest dla mnie wpełni akceptowalne. To znaczy wydaje mi się, że gdybym miał Twoje doświadzenia mistyczne, to pewnie reagował bym w podobny do Ciebie sposób.
dajmy na to, że istnieje pewien czas, pewne miejsce, oraz pewni ludzie. I wszyscy doświadczają *czegoś* z równą intensywnością i takim samym sposobem odbioru. Jeśli chcesz - to szczegóły mogę na privie opisać, bo nie zamierzam tu moich osobistych doświadczeń spisywać.
>>>Nie obraź się ale odjawienia (wiem, że to nie całkiem to samo) zbiorowe występują w wielu religiach. Ale może to właśnie kwestia "interfejsu". Może inni doświadczali tej samej obecności bb, tylko interpretacja była ściśle związana z kanonami wyznawanej wiary? Ty wciąż szukasz, a tamci już myślą, że znaleźli...
A szczegóły oczywiście chętnie poznam - o ile znajdziesz w sobie chęci i odpowiednie słowa by mije przyblizyć. Kurde musimy kiedyś iść na piwo

Problem jest jeszcze jeden - nie zawsze da się w pełni przyłożyć naukowe zasady eksperymentu do doświadczenia duchowego/mistycznego. Albo inaczej - na dzień dzisiejszy metodologia naukowa może być niekompletna, gdy chodzi o analizowanie doświadczeń mistycznych.
>>>Otóż to. Dlatego dopóki to się nie zmieni wolę trwać przy swoim
Smiesznie wierzyec w metaforyczne wyznanie.>>>A może religia też jest jedynie metaforą, którą każdy wierny posługuje się wg własnego uznania? Tworzą sobie własne kanony, sami różnicują wagę grzechów, sami kreują obraz swojego boga. A nazw używają po to, by mieć poczucie wspólnoty?
Fajnie, że topic wrócił do starego poziomu i widząc nowy post ma się przeświadczenie, że przeczyta się coś interesującego

-
Iii, cóś widzę, że dzisiaj grzybobrania nie będzie. No, skoro część artystyczna została odwołana, to przejdźmy do konkretów.
Spójrz na mnie - otwarcie twierdzę, że wyznaję pewną ścieżkę religijną/filozoficzna. A teraz spójrz na moje posty :twisted:Pogodzenie wiary i rozumu jest jak najbardziej możliwe. Sprawa rozchodzi się tylko o odpowiednią wiarę i odpowiedni rozum

>>>Ale jednak nie napisałeś wprost "wierzę w bb". W samej definicji słowa wiara zawarte jest oparcie się na przesłankach pozarozumowych. U Ciebie "wiara" (zastosowałem cudzysłów, ponieważ nie sądzę, by było to określenie ścisłe w tym przypadku) oparta jest głównie na doświadczeniu (wrócę jeszcze do tego). I to dokładnie prześwietlonym przez rozum, przeanalizowanym pod kątem dostępnej wiedzy, rozpatrzonym pod kątem psychologicznym, biologicznym i ontologicznym. Ile w tym pozostało wiary, a ile jest wiedzy (gnozy?) i dociekania istoty rzeczy?
A poza tym, to nie było o Tobie

To nie wiary nie jest w stanie pojąć rozum, tylko istoty bytu boskiego. Głównie dlatego, że - przyjmując że istnieje - jest to 'coś' zupełnie odmiennego od tego co spotykamy na codzień. Stąd też antropomorfizacja i ułatwianie sobie sprawy, poprzez tworzenie brodatego dziada.

>>>Co do tego zgoda. Przyjmując, że istnieje

No cholibka, mogę na chwilę zgłupieć, ale czy wtedy byłaby jakaś przyjemność z dyskusji?

>>>A nie, dziękuję. Takich ci u nas dostatek

Problem tylko, a raczej szpryngiel pojawia się właśnie w słowie 'wiara'.
>>>O to właśnie chodziło mi powyżej. Może zamiast "wiara" należałoby mówić "poszukiwanie" lub "wędrówka". Oj, wymyśl jakąś zgrabną (łacińską) nazwę, która odróżniała by TO od wiary w sensie religijnym.
stwierdziliśmy że to wszystko może być w naszych głowach. Ale nie dlatego, że sobie to wymyślamy. Doświadczenie bytu boskiego jest swego rodzaju dualizmem - jest zewnętrzne i wewnętrzne. Przyjmując, że nie jesteśmy chorzy psychicznie, coś w tym musi być. ALE! Kto wie, czy za "X" lat nie okaże się, że ci niby-nasi bogowie są po prostu jakąś nieodkrytą teraz funkcją mózgu?

>>>Otóż to właśnie. Cały problem z jednostkowymi doznaniami polega na tym, że... są one jednostkowe. W nauce funkcjonuje pojecie powtarzalności doświadczenia. Czyli w takich samych warunkach eksperyment powinien przynieść takie same efekty bez względu na osobę eksperymentatora i miejsce przeprowadzania eksperymentu. W omawianym przypadku jest to niemożliwe do spełnienia. Choć, być może po prostu nie znamy warunków, jakie muszą być spełnione, by można było doświadczyć B.
Póki jednak nie mamy możliwości zbadania tego - przyjmujemy, że jest to czynnik zewnętrzny i że bogowie istnieją.
>>>Jednak to tylko założenie? Wiem, macie za sobą doświadczenia, które bardzo mocno przemawiają za tą tezą:
To było takie swoiste a posteriori
Moja wiara wypływa z tego, że doświadczyłem istot boskich. (zaprawdę powiadam - to jak setka orgazmów jednocześnie
). >>>Nie wódź mnie na pokuszenie
. Jednak nadal słowo "wiara" brzmi tu nieco niezręcznie. Wierzysz, że Twoje doświadczenie nie było jedynie wytworem umysłu/mózgu. To bardzo wąski zakres tego pojęcia.Ofkoz, to jest właśnie jedna z teorii.
Inną jest ta, która przyjmuje istnienie egregorów.
>>>Ja jednak traktuję ją z przymrużeniem oka. Myślę, że gdyby była prawdziwa, to walka o wyznawców byłaby dużo bardziej odczuwalna. Chyba, że a) byty te nie są wszechmocne; B) mają jakąś umowę między sobą. W pierwszym przypadku trudno mówić o ich B. - choć mogą być jakimiś nadistotami (eee, to mi jakoś znajomo pachnie
). W drugim natomiast mamy antropomorfizm na nieprawdopodobnie wysokim poziomie. Ale to niezła metoda drzaźnienia wyznawców (świadków?) Jahwe. 
Filozof321 - Arg już mnie ubiegł z tymi numerami

>>>Chyba się domyślam, jaki byłyby Twoje

Ech, nie zgadzam się z Chimkiem w całej rozciągłości, ale nie mam siły się teraz spierać (znowu
). My sobie jeszcze o tym pogadamy na zjeździe, dynieczko ;] - CRD>>>Ech, szkoda, że nie mogę być z Wami :cry:
przez tą determinację środowiskową bliżej mi do jakiegoś bytu uniwersalnego...>>>Prawda, że to atrakcyjna koncepcja? Ale "determinacja środowiskowa" nieprędko pozwoli na jej przyjęcie. Zresztą bóg, który nie jest dobrym tatusiem bardzo traci na atrakcyjności. Ludzie w większości potrzebują pomocnika i pocieszyciela, a nie niepoznawalnych bytów. Chrystus stał się idolem...
-
Witam w codziennym przeglądzie zagadnień trudnych i zawiłych, które zaprzątnęły uwagę naszych kochanych grzybasków i zmusiły ich do ciągnięcia krucjaty pod sztandarami swych bogów. Akt.2 scena 1:
arg – człowieku napisałeś' date=' że nie trzeba mieć szacunku dla poglądów innych ludzi.>>>Ja jestem nieomylny, a wszyscy inni to durnie. Kto mi się przeciwstawia jest durniem do kwadratu. To są moje poglądy. Miło mi, że je szanujesz.
„Tylko trzy rzeczy na tym świecie nie mają granic: przestrzeń kosmiczna, miłość Boga, oraz głupota ludzka”
Jak do tej pory nagminnie zaprzeczasz pierwszym dwóm
>>>Jak mi wskażesz cytaty, to może dostaniesz buzi. Nieustannie zadziwia mnie Twoja umiejętność pisania przy nieumiejętności czytania. Znasz taki dowcip o policjantach chodzących parami?
Tu mówimy o filozofii
<wybucha śmiechem tak gromkim, że w promieniu 200m drżą ściany budynków>
To wszystko zaczyna przypominać konflikt palestyńsko-izraelski w, którym to każde działanie jest odwetem za
poprzednie – przeciwnika, ale nikt nie pamięta już o co tak naprawdę chodzi
>>>Ale konsultowałeś to z kimś, czy piszesz na podstawie własnej postawy?
Dobra. W celu podniesienia wartości merytorycznej oraz poziomu toczonych tu dyskusji dokonajmy teraz analizy pojęć dobra i zła w ujęciu frifaka:
Zacznijmy od tego, że: nikt nie potrafi wytłumaczyć w sposób jasny co jest dobre, co natomiast złe
Mogłoby się więc wydawać, że wszelkie sądy wartościujące są niemożliwe. Aby obejść ten problem nasz myśliciel wprowadza inne pojęcia: sumienie (jest to nasz „wewnętrzny głos” – taki mechanizm, który pozwala nam ocenić własne czyny) oraz moralność: ( po pewnym
czasie ludzie spostrzegli, że wielu z nich posiada podobne odczucia związane z określonym postępowaniem – jeśli było ono w ich oczach poprawne – wtedy określano je mianem moralnego, jeśli przeciwnie stawało się niemoralne.)
W ten sposób udało mu się sprowadzić boskie dobro/zło do ludzkiego moralne/niemoralne. Oczywiście nie należy zwracać tu uwagi na wszelkie powiązania moralności z kulturą, rozwojem cywilizacyjnym i osiągnięciami nauk. Logiczną konsekwencją byłoby przyjęcie moralności jako obowiązujących norm, a stosowanie się do nich uczynić prawem. Tymczasem nagle:
nie potrzebuję księdza, kapłana, zakonnika, pastora, rabina, czy jakkolwiek go tam nazwiecie do tego ażeby wpoił mi moralność. A więc mamy negację, odrzucenie tej z mozołem wypracowanej normy. Jakiż powód tak drastycznego odejścia od dorobku ludzkości? Otóż: przemierzając życie
zgodnie z Jego naukami przez lata ewoluował mój kanon wartości. Zauważmy tu pewną nieścisłość: z jednej strony mamy zgodność z naukami boga, a z drugiej odrzucenie instytucji kościelnych, które zazwyczaj roszczą sobie prawa do interpretacji boskiej woli i boskich nauk. Czym więc nasz deicreator się kieruje?
skoro posiadam wolną wolę to mam możliwość wyboru. Czy mam wobec tego lepszy drogowskaz aniżeli własne sumienie ? – Nie. Czy jest on niedoskonały ? – Owszem
Ale jak widać lepszy niż nauki kościołów, bo:Gdyby przeanalizować nauki Kościoła to bardzo łatwo można dojść do wniosku, że są sprzeczne
w co najmniej kilku materiach – bo choć powtarzane nam jest, że najistotniejsza jest wiara, to jednak
czasem można odnieść wrażenie, że dla księży istnieją sprawy ważniejsze…
Dlatego wole rozmawiać z Bogiem bez pomocy pośredników.
Rozmawiać, a więc prowadzić dialog! Ale skoro rozmawia, to dlaczego nie zapyta go o 42
? I jeszcze jeden dowód na poparcie tezy, że własne sumienie ważniejsze jest od wszelakich nauk instytucjonalnych. Oto nikt nie wie co Boga obraża, a co nie ale za obrazę jego „majestatu” uważam postępowanie niezgodne z moim sumieniem. Nie wiemy tylko, czy dotyczyć ma to wszystkich, (np. ja postępując zgodnie ze swoim sumieniem boga nie obrażam i w związku z tym powędruję pomięzy aniołki), czy frifak ma wyłączność na wybór jedynie prawdziwej drogi. [/quote']
A przeważnie co jest przyczyną kalectwa od urodzenia?>>>Ojciec ateista? Matka feministka? A może trafiła się wybrakowana dusza? Och' date=' objaw mi prawdę o Oświecony, bo niepewność mną targa...[/quote']
I parę drobnych uwag:
po pierwsze - sugeruję' date=' by następna osoba, która powoła się na "dobro", "zło", moralnośc, amoralnosć, czy też sumienie podała tego definicję... najlepiej neutralną światopoglądowo... i zobaczymy jak łatwo będzie ową definicję potem obalić... bo jak zauważyłem część osób tutaj rzuca hasła, o których najwyraźniej nie ma pojecia...>>>To nie przejdzie. Sprowadzenie dyskusji na twardy grunt zbyt szybko obnażyłoby niedoskonałości zarówno koncepcji jak i koncepcjodawców.
Bóg nam nie dał wolnej woli, ponieważ nie dał nam zdolności odróżniania dobra od zła.
>>>Tja, sztandarowa wolna wola to świetny temat do dyskusji. Ale, jak to mówią politycy, "nie ma odpowiedniej atmosfery" obecnie do takich dyskusji. Poczekajmy, aż się fale rozbiją i bałwany opadną. Z sił. [/quote']
:bom:
Hihi... Mam to napisane na plecaku.
Lasciate ogni speranza' date=' voi ch'entrate

>>>Ja miałem na drzwiach pokoju w akademiku

Powiem wprost - dyskutowanie z naszymi oponentami jest raczej bagiennej proweniencji, zatem popolemizujmy między sobą

>>>En garde!

Ale co gdyby wyjść z właśnie tego założenia - że wszystko może być w naszych głowach, a jeśli nie wszystko, to przynajmniej część tego "czegoś".
O koncepcji Boskości już kiedyś pisałem, przy okazji wyjaśniania czegoś-tam w poganstwie. W każdym razie - ludzie, kontaktując się z jakimkolwiek bytem boskim (bb), tak naprawdę kontaktują się z pewnym konkretnym wycinkiem tejże Boskości (B). Wycinkiem, którego esencją są specyficzne aspekty B. Dodatkowo, zważywszy na ludzką naturę (ergo - antropomorfizowanie, nie da się zaprzeczyć
) bb jest obwarowany "interfejsem". To tak jakby bb był, dajmy na to - DOSem, zaś człowiek do kontaktu i komunikacji używa Norton Commandera 
Jeszcze prościej - podczas kontaktu z jakimkolwiek bb ludzie dorabiają d**** uszy

>>>Jak dotąd nie widzę specjalnych podstaw do polemiki. Ale nie byłbym sobą
gdybym nie spytał na ile możemy być pewni, że doświadczenie kontaktu z bb jest faktyczne, a nie tylko wytworem naszego umysłu?Dodać do tego można jeszcze jedną rzecz, która się z owym nadawaniem "wyglądu" wiąże - uwarunkowanie etniczne/geograficzne. Człowiek, który oddaje cześć np. Allahowi i mieszka w USA, mimo tego, że zwraca się do tego samego wycinka Boskości, tych samych jej aspektów, nadaje mu/jej nieco inny obraz, aniżeli islamita z Iranu. Nie powiela to istoty boskiej, a jedynie komplikuje cały obraz sytuacji. Ale, jak to też mało znany filozof Kant pedział: subiektywizm - it is a bitch

>>>Cytat z "Krytyki władzy sądzenia?"

Tak, pamiętam to z poprzednich rozmów (zanim do filozofii dopisano zabobony
) Wynikałoby z tego, że wszystkie religie są bzdurą (interfejsem), choć wszystkie są oparte na prawdziwych przesłankach (doświadczanie B.). Wiesz, jeśli koncepcja bb jest prawdziwa, to w tej perspektywie brzmi ona najbardziej sensownie. W tej postaci bb nie jest (lub nie są) kapryśnym dziaduniem ciapiącym się w glinie, czy latającym wężem Quetlazoatlem (choć jednocześnie zawiera w sobie to wszystko w pewnym sensie) i jego moc (wybacz w tym momencie ciche parsknięcie ale boskie waty nadal mnie jeszcze bawią
). Tak, tylko pozostaje jedno "drobne" zagadnienie. Na jakiej podstawie możemy zweryfikować istnienie/nieistnienie bytu(-ów?) boskich? Ostatnio w nocy napisałem kuplet na Nietzschego. W sumie tych kupletów stworzono ponad 200 (ja tylko kilka) - jeśli chcesz inne, rzucę linkiem na privie.>>>No jasne, że chcesz!

[/quote']
EDIT do 321:
3,7,16,28,31,42
-
Może by tak utworzyć temat popularno naukowy.Jestem za.
Niko, uważaj, bo <fanfary mode on> zgadzam się z Tobą! <fanfary mode off. Sztandar wyprowadzić!> Może nie byłby to specjalnie oblegany topic, ale IMHO potrzebny. Uzasadnienie: patrz post Woodnocka (czy jakoś tak
) o czarnych dziurach w "Filozofii". Chimaira napisał mu "Nie masz lepszego topicu?" A ja właśnie myślę, że nie ma. No chyba, żeby rozszerzyć formułę "Nauk ściśłych i łamiłówek" wyrzucając "ścisłe" i "łamigłówki"
. PS. A z tymi nowymi emotami, to chyba nie był najlepszy pomysł. Dostrzegam posty (lub przynajmniej ich obszerne fragmenty) pisane jedynie po to, by się nimi pobawić. :roll: Przepraszam, że piszę o tym tutaj, ale nie uznałem tej sprawy za zasługującą na specjalny post w "Uwagach do M."

EDIT: Temat widać gorący, bo zanim napisałem posta powstały dwa inne. Przedmówców przepraszam za nieuwzględnienie ich.

-
A tak ogólnie To czasem niektórzy fanzolą takie brednie, że nie widzę dobrze, bo mi łzy, jak groch ciekną po pyszczku.<ociera policzki>
Najwyraźniej mamy przypływ kolejnej fali kozactwa. Przeważnie takie towarzystwo wyładowywało się na FoS-ie, ale po zaostrzeniu regulaminu tegoż musieli znaleźć sobie inne ujście. Wybrali widać ten o najbardziej egzotycznej dla siebie nazwie. Ale za to zabawa jest przednia.
Gdyby komuś przyszło do głowy drwić z Boga to pamiętajcie, że ktoś, np. ja w niego wierzy i trzeba to uszanować.Trzeba? Bo mi bozia język upitoli? Wiesz, to w co ja wierzę, mam schowane głęboko i nie smaruję o tym radośnie bezsensownych postów w miejscach publicznych. Moja "sfera sakrum" (hi Chmim!) jest wobec tego bezpieczna przed opluciem przez przypadkowego przechodnia. Ty (i paru Tobie podobnych) zachowujesz się jak grupka wyrostków smarujących po murach "Wisła Pany", a później oburzonych, że ktoś dopisuje" III ligi". Jak sobie chcecie w spokoju pogadać o askpektach religijnych defloracji, to wejdźcie na www.kółkoróżańcowe.pl. A tutaj są ludzie o różnych poglądach i nie oczekujcie, że będą cierpliwie czekać aż Wam się "inwencja" wyczerpie."Porzućcie wszystkie nadzieje, Wy którzy tu wchodzicie".
Śpiewa, tańczy i rymuje, robi cośtam (uzupełnieneim służę na privie) i stepuje.
Znam.Nie mozesz przeciez nigdy uznac, ze rozumiesz wszystko co Bog Ci przekazal.>>>Ależ mało tego, że rozumieją - potrafią przecież wymyślić sobie swojego boga, nadać mu cechy, które im pasują, określić jego cele i metody. Sami sobie dobierają kanony swej "wiary", komponując z nich mętne koktajle niezrozumiałe nawet dla nich samych. I nawet do głowy im nie przyjdzie, że to wszystko wylęgło się w ich umysłach. Mesjasze naszego czasu, to chłopaczki z niezbyt bujną wyobraźnią i dostępem do netu. Jeden niko - prawdziwek wśród kozaków.
Przypomniał mi się fajny fragment z Ewangelii Mateusza>>>Wiedziałem, że to kiedyś nastąpi, ale obstawiałem niewłaściwego konia.
Skoro już sięgnąłeś do źródeł, to zauważ jakie przykazania Jezus podał za niezbędne do zbawienia. Dlaczego nie dekalog? Dlaczego nie kazał padać na twarz i klepać paciorków? Dlaczego nie kazał latać do kruchty? Ale po co ja się pytam... Niemożliwe jest więc pragnienie miłości Boga i zarazem czynienie zła
>>>Ach, więc św. inkwizycja nie czyniła zła? Bo w to, że nie pragnęła miłości boga nie uwierzę.
Sam też wielu tych fragmentów z Biblii nie łapię, ale przecież zamierzenia Boskie przekraczają granice ludzkiego rozumu. Oczywiście trzeba w takiej sytuacji udać się do osoby duchownej.
>>>Tak mi dobrze, tak mi mów!
Rozumek na kłódeczkę i do dobrodzieja po naukę pomykać. Kwintesencja ślepej wiary...Wiesz, kto jest głównym autorem Pisma Świętego? Duch Święty i raczej istota doskonalsza od człowieka mylić się nie może. Taki św. Jan pisał Ewangelię, gdy miał coś ok 70-80, a jakoś jest ona najbardziej szczegółowa. Dlaczego? Bo Duch Święty Mu pomógł.
>>>A dlaczego Mateuszowi nie? Podpadł? A może był za młody? A przy okazji: duch zostawił gdzieś autograf, czy "oczywiście w takiej sytuacji" udałeś się do osoby duchownej po objaśnienia?
A co do kwestii Boga – za obrazę jego „majestatu” uważam postępowanieniezgodne z moim sumieniem – nie potrzebuję księdza, kapłana, zakonnika, pastora, rabina, czy jakkolwiek
go tam nazwiecie do tego ażeby wpoił mi moralność.
>>>Niezmienny wesołek. Ja, mastah wybrałem sobie moralność i bóg się ma dostosować do mojego sumienia. W końcu to ja go wymyśliłem, opisałem i obliczyłem moc, więc niech se uważa
chociażby (przepraszam za tak smutny przykład) zachowanie
się żołnierzy w krematorium – dajmy na to w Oświęcimiu, podczas II Wojny Światowej
>>>Znaczy co? Skwierczeli?
Tyle, że ja nie mówię o bogach tylko o Bogu w trzech osobach.A o nim wiemy dość wiele z Biblii (szczególnie Nowy Testament).
>>>Tja, zwłaszcza w "Biblii" jest mnóstwo o trójcy. Swoją drogą ciekawym ilu z obecnych tu kozaków (i prawdziwka) przeczytało "Biblię" od deski do deski.
Och. Normalnie mnie zaskakujesz. Ma wehikuł czasu, magister teologii i na dodatek wie, czego chce Bóg. Człowiek nigdy nie wie, kogo pozna przez Internet.
A teraz mała uwaga, jeśli Bóg czegoś chce od nas to tego abyśmy byli dobrymi ludźmi i pamiętali o nim, bo wiele dla nas zrobił.
>>> W pierwszym zdaniu zbijać się z tego, co samemu czyni się w drugim. Cóż za wspaniały wstęp do wieczornego kabaretonu.
Gdyby oczekiwał czci takiej, o jaką go posądzasz, że oczekuje to znaczyło by że jest pyszny i zarozumiały. Powiesz „a skąd wiem, że taki nie jest?”. Odpowiem. Bo gdyby taki był to nie był by Bogiem, w którego wierze.
>>>"Tańczę na stole, kieckę zadzieram..." Zaszantażował boga! To lepsze niż obliczenia freefaga!
No to tłumaczę. Bóg jest wszechmocny, ale skoro ustalił, że mamy wolną wolę to jej nie narusza. Jest też ta druga strona – Szatan.(...) Szatan się zgadza na odpuszczenia wszystkich grzechów pod warunkiem, że Bóg jako Jezus zejdzie na Ziemie przekona się jak to jest być człowiekiem i na koniec umrze w mękach.
>>>Mesjasz, jak pragnę urosnąć! Jeśli bóg nie jest tak wszechmocny, by rozprawic się z Szatanem, to oznacza, że ten drugi ma conajmniej równą moc. (Widzisz frifag, jak Ci się obliczenia komplikują?) To może lepiej dogadać się z tym drugim?
Zresztą, po kiego dzwona polemizuję z gościem, który poprawia "Biblię"? I w dodatku pisze boską komedię:Bóg dał nam wolną wolę i w nią nie ingeruje. Reszta, czyli np. te myśli o masturbacji są wynikiem tej wolnej woli.
Na dzisiaj tyle. Liczę na Wasze dalsze objawienia i pozdrawiam Was czule:P
-
Ja jakos tego spokoju nie widze.
Powiedzmy...Spokój sumienia, bo wszystko jasne i kawa na ławę wyłożona: to wolno, to nie; to dobre, to złe. Posłuszeństwo cacy, samowola be.
Spokojny sen, bo paciorek zmówiony, pokuta odczyniona a jak coś nie tego, to wina szatana.
Spokojny umysł, bo nie musi zajmowac się egzystencyjnymi pierdołami. A jakby się jakiś cień wątpliwości nasunął, to probosz świeczkę zapali i mroki rozjaśni.
Spokój pewności siebie. Widziałeś kiedyś osobę głębiej przekonaną o swojej nieomylności od żarliwego wyznawcy religii (jakiejkolwiek)? Nie ma prawd niepodważalnych poza prawdami objawionymi.
Jest jedna prosta rzecz. Próżnia jest pusta. Capisce? Nie ma cząsteczek. Pięknie? Cząsteczki są nośnikami energii. No cząsteczki, no energia.Idź lepiej po szpadel, bo Zfragowany ma bardzo ograniczoną zdolność rozumienia słowa pisanego.
Tylko Bóg jest sam w sobie Drogą, Prawdą i Życiem.Wiecie, takie wash&go. Coś jak japoński zegarek z telewizorem i hulajnogą

-
ostatnio nawet zaskoczyłem przypadkowe dziewczę (wg niektórych to był facet z długimi włosami i brodą... hi Wojtex) i wręczyłem jej owo szlechetne kwiecie wraz z odpowiednim tekstem... co ciekawe przyjęła (w przeciwieństwie do dwóch innych osób <pu>)...To mi coś przypomniało. Przed maturą wybraliśmy się z klasą na wycieczkę do Częstochowy
i nudząc się z kumplem pod nieobecność reszty klasy przeptowadziliśmy eksperyment. Kupiliśmy od ulicznej kwiaciarki bukiecik i usiłowałem go podarować wszystkim napotkanym kobietom ze słowami: "czy móglbym pani podarować te kwiatki?". Tak, kobietom, bo wszystkie po kolei mi odmawiały. Fakt, że z premedytacją wybraliśmy tego brzydszego z nas,
ale mimo wszystko zaskoczyła mnie postawa tych pań. Przecież to tylko niewinny bukiecik...Ostatecznie zgodziła się go przyjąć pewna staruszka odpoczywająca na ławce. Zamieniliśmy kilka słów i to wszystko...
Ot, taka historyjka bez morału.
-
Dobra niuniek. Pora kończyć zabawę, bo zaczynasz gonić w piętkę a z każdym postem podajesz coraz mniej argumentów a czynisz coraz więcej osobistych wycieczek. Jak mi przyjdzie ochota poprztykać się po noskach, to wybiorę sobie godniejszego siebie przeciwnika.
Przy niektórych zadaniach – chociażby matematycznych często zakładamy, że na przykład drugapochodna funkcji równa jest zero – takie założenie też nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości, ale pomoże
>>>Tja. Miało to mądrze zabrzmieć ale nie zabrzmiało. Podpowiem Ci dlaczego: jest nie na temat. A dowodzenie za pomocą udowadnianej tezy jest kuriozum. Bardziej oblatani nazywają to "błędnym kołem".
…ale skoro odrzucasz prawa fizyki, to dlaczego na nich właśnie je opierasz?Zdaje się, że to chyba cytat ze mnie ?
>>>Fakt, zdaje Ci się. Nie odrzucam praw fizyki, tylko dostrzegam pewne luki w wiedzy. Od zaprzeczania rzeczom oczywistym mamy tu innego specjalistę.
energii absolutnej – inaczej energii próżni skoro zmienia się dystans to wzrasta ilość wolnej
przestrzeni, którą ona wypełnia – wobec tego wartość energii wciąż wzrasta
>>>Energia absolutna, mmm smakowite. Absolutne, to może być zero. Nie, tym razem to nieo Tobie. Jabyś bardziej uważał na lekcji, to byś wiedział, że energia jest własnością materii. Już to pisałem ale widać zbyt trudnym językiem. Jakby Ci tu łopatologicznie... Dobra, weź taką żarówkę. Zapalasz - świeci. Gasisz - nie świeci. Nadążasz? Otóż przyjmijmy, że światło emitowane przez żarówkę to energia. Jeśli wyłączysz żarówkę, to światła nie ma. Jak nie wierzysz to sprawdź. Otóż (skup się bo ważne) bez żarówki światła nie ma. Tak jak bez materii nie ma energii. Energia próżni to takie pojęcie jak czarne światło (wiem, że nie kumasz, ale może ktoś inny też to czyta). Próżnia to nicość - żarówkę wykręcono.
No ba – nie można na dzień dzisiejszy udowodnić mojego założenia – ale sam nadmieniłeś, że „nauka się rozwija”
>>>To wróćmy do rozmowy jak się rozwinie. Albo zmień założenie.
zresztą jakie ma znaczenie wartość prędkości z jaką energia będzie transportowana – nie istotne przez jaką wielkość podzielimy
nieskończoność – to nadal będzie nieskończoność – czyż nie ?
>>>Ech, obliczaniem boskich watów wystarczająco się ośmieszyłeś bym nie kopał leżącego.
Przyznaję więc rację po raz kolejny, że na dzień dzisiejszy nie mogę spełnić twojej prośby.
>>>To po co się nadymasz? Nie daj boże jak Ci zwieracz puści...
- dobra przyznam, że pierwszy przykład zwraca uwagę jedynie na to, że Einstein nie potrafił udowodnić, że
wszechświat się nie rozszerza – nie natomiast, że był zwolennikiem teorii, którą podzielam ja.
>>>Więc po co to piszesz? Chcesz udowodnić, że czytałeś o Einsteinie? Szkoda tylko, że obie teorie względności okazały się dla Ciebie nie do przeskoczenia - nie pisałbyś wówczas bzur o prędkości światła.
Jednakże argument Newtona musi do nas przemówić, a odkrycie Hubble’a – nie żartuj
przecież to „powszechnie uznawane za udowodnione”…

Ulubiona zabawa filozoficznych podlotków, to - oprócz radosnego bełkotania - wyważanie otwartych drzwi. Gdybyś się nieco skupił, to może w gąszczu literek znalazłbyś te, którymi pisałem o tym, że wszechświat się rozszerza. Tyle energii absolutnej Ci się zmarnowało. Nie wstyd Ci tak traktować boskie waty?
Nie dyskwalifikuję w żadnym wypadku osiągnięć fizyki – zwracam tylko uwagę, że pełna jest
wzajemnie zaprzeczających się twierdzeń.
>>>To podaj parę takich zaprzeczających się twierdzeń. Ale najpierw sprawdź w jakims leksykone znaczenie tego słowa. Przy okazji sprawdź też hasło "hipoteza". Sie dopiero zdziwisz...
To dlaczego niepotrzebnie namnażasz wypowiedzi…
He, He – ot taki żarcik>>>Lecę po drabinę, żeby wspiąć się na wyżyny Twego humoru.
Wracam do dowodu Św. Tomasza – jest logiczny – do tej pory starasz się podważyć go na
każdy inny niż logiczny sposób – może takowych argumentów ci brak ?
Nie jestem pewien, ale coś co zaproponowano już 700 lat temu nie może być nazywane odkryciem dnia dzisiejszego…

>>>Szkoda, że dla Ciebie filozofia zatrzymała się w rozwoju te 700lat temu. Oszczędziłbyś sobie ekscytacji ideami, które już dawno są martwe. OK, zaprzeczenie potrzeby szukania "sprawcy ruchu"nie jest logiczne. Podobnie jak wskazanie bardziej naturalnej przyczyny ruchu materii we wszechświecie. Dobra, odtrąb zwycięstwo i możesz iść lulu, bo dalsza część będzie trudniejsza. Jest takie trudne prawo fizyki, które mówi: ciała, na które nie działa niezrównoważona siła pozostają w spoczynku lub poruszją się ruchem prostoliniowym jednostajnym. Czyli ruch nie musi mieć przyczyny. Kuniec dowodu. Św.Tomasz może wracać do lamusa.
jedyne czemu oboje zaprzeczyć nie możemy to fakt iż wyjdziemy z tej dyskusji z jakimś bagażem doświadczenia…
>>>Kurczę, to Ty kobietą jesteś? A ja taki nieogolony... Przepraszam, że pytam: blondynka?
A kiedy ta konwersacja będzie miała swój koniec
Teraz. W końcu ileż można się trzymać za brzuch...
zgadzam się, iż gdyby Bóg zszedł na ziemi poszedł do arg i powiedział mu „To ja Bóg twierdziłeś, że mnie nie ma, więc przyszedłem ci się pokazać” to arg prędzej poszedłby do lekarza przebadać się na głowę niż by uwierzył.>>>To zależy od tego, co zrobiłby później. Jeśli jego boskość skończyła by się na tych słowach, to raczej jego wysłałbym do lekarza. A jeśli faktycznie byłby to bóg... Cóż, dostałby wp....l za wszystkie czasy :evil:
-
Na jakiej podstawie zakładam, że ta moc należy do Boga – na takiej samej na jakiej Ty twierdzisz, że nie>>>Zakładasz. Miałeś udowodnić! Dowód ontologiczny uzasadniający istnienie boga jego właściwościami jest wygodny ale mało skuteczny.
heeh każdy z nas przyjmuje jakąś tezę roboczą – twój błąd polega na tym, że analizując fakty z góry odrzucasz moją…
>>>Ale z nas dwóch to Ty starasz się udowodnić tezę przyjętą z góry. Natomiast ja nie przyjmuję założeń, które nie mają potwierdzonego odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Przecież Bóg wciąż wykonuje jakąś pracę, traci energię – ciągnie te lawety… , utrzymuje ład
>>>Ale kosmologia doskonale radzi sobie z opisaniem świata bez Twojego ciągnika. Twoje obliczenia są nawet zabawne ale skoro odrzucasz prawa fizyki, to dlaczego na nich właśnie je opierasz?
A co do obliczalności rozmiarów wszechświata – to zdanie mniejszości fizyków
>>>Tak? Masz na to jakieś oficjalne statystyki, czy choćby wypowiedzi uznanych autorytetów?
, do mniejszości należał także
Shipov – z jakiej okazji to „twoi” fizycy mają mieć rację – a nie „moi” mówiący o ciągłej ekspansji wszechrzeczy ?
Dlaczego Shipov się ponoć mylił, a ktoś inny nie – bo Ty tak twierdzisz ?
>>>A dlaczego to Szypowa usunięto z Uniwersytetu Moskiewskiego, a taki Feynmann dostał nobla? Einstein, Hawking, Schroedinger, Planck - oni się mylą a Szypow, który zakłada, że istnieją prawa pozwalające uzyskać 300% sprawności nie? Gratuluję doboru autorytetów!
Na jakiej podstawie sądzę, że liczba elementów jest nieskończona ?
A no na takiej, że wszechświat się rozszerza – co podkreślam po raz kolejny – a może to Ty czegoś do końca nie rozumiesz ?
>>>Aj, co za niedogodność: wszechświat rozszerza sie poprzez przemieszczanie się materii a nie jej ciągły przyrost. Ilość materii we wszechświecie jest stała (pomijając niemierzalne fluktuacje).
Prędkość światła – biorąc pod uwagę wiek naszej populacji – całkiem niedawno twierdzono
jeszcze (było to zdanie większości fizyków), że niemożliwa do osiągnięcia jest prędkość dźwięku w ziemskiej atmosferze
– a przecież jej właściwości fizykochemiczne doskonale znane były – co do wszechświata nie można powiedzieć tego samego
– dlaczego ograniczasz się więc do prędkości światła ?
>>>Ta, a wczesniej twierdzono, że ciało cięższe od powietrza nie może latać. To dowodzi tylko, że nauka się rozwija. A jeśli chodzi o prędkość światła, to jest ona wystarczająco mocno potwierdzona doświadczalnie i teoretycznie, by nie polemizowac z tym bez narażania się na śmieszność. Nie mówimy tu o możliwościach jej przekroczenia przez człowieka, tylko o tym, że jest pewną stałą, której nie przekraczają żadne znane nam obecnie cząstki, żaden rodzaj promieniowania (a więc żaden nośnik energii!!) a nawet pole grawitacyjne. I jesli nikt nie udowodni nic innego, będę przy tym trwał. Podobnie dopóki nikt nie udowodni, że bóg istnieje nie będę jego wyznawcą.
A co do samej energii – zaznaczyłem, że jest ona wszechobecna, a jej przepływ nieograniczony – którego słowa nie pojąłeś ?
>>>Nie pojąłem na czym opierasz swe sądy. Możesz sobie nawet twierdzić, że niuniusie rozmnażają się przez pączkowanie i choć każde słowo jest jasne, to nadal nie wiadomo czemu tak sądzisz.
Problem polega na tym, że Ty z fizyki bierzesz tylko te elementy, które są dla Ciebie wygodne – na jakiej podstawie
dochodzisz do wniosku, że dane twierdzenie jest bardziej wartościowe niż inne ?
>>>Proste: naukowe teorie podlegają falsyfikacji. Jeśli są poparte przez doświadczenia i obserwacje, to można przyjąć ich prawdziwość. Ja z fizyki biorę te elementy, które powszechnie uznane są za udowodnione. Daj mi dowód, że energia przekazywana jest (bo nie rozprzestrzenia się - to nie jest obiekt fizyczny, tylko właściwość materii) z prędkością większą, niż prędkośc światła, to Ci przyznam rację.
Skoro sam mówisz, że „fizyka znalazła się w martwym punkcie” to dlaczego wciąż
opierasz swoje stanowisko właśnie na niej ? Czy to nie zaprzeczanie samemu sobie ?
>>>To, że fizyka nie potrafi obecnie znaleźć wspólnej teorii dla makro- i mikroświata nie dyskwalifikuje innych jej osiągnięć. Z nauką jest jak z demokracją - nie jest doskonała ale póki co nic lepszego nie wymyślono.
ponawiam prośbę – podaj dowód logiczny na nieistnienie Boga
>>>Och oczywiście, że taki dowód nie istnieje. Podobnie jak Ty nie udowodnisz, że nie istnieją latające dżdżownice. Ale jest coś takiego jak tzw. brzytwa Ockhama. Mi to wystarcza.
tak jak zrobiłem to ja w przypadku twierdzenia przeciwnego
>>>Ochżesz w buźkę, gdzie? Posta Ci wycięło? Trzeba było sobie zrobić kopię zapasową, bo to przełom na miarę Kopernika jest.

Aktualności II
w Tematy archiwalne
Napisano · Raportuj odpowiedź
Łał! Pzkw VI użył emotikony! Pierwszy raz widzę
Dorzucę i ja swoje 3gr. coby nie było, ze tylko czytam
1gr. Generalnie jestem przeciwny KS. Jeśli państwo zamorduje mordercę, to samo będzie mordercą. To jak rozstrzeliwanie jeńców wojennych. Usankcjonowana prawem wendetta. Ale z drugiej strony, gdyby ktoś zaatakował moją rodzinę, to biłbym tak, żeby zabić. Ot, taki pradoks.
2gr. Nie przesadzajcie z tymi hotelowymi warunkami w więzieniach. Owszem, są takowe ekskluzywne wyjątki, ale to są właśnie wyjątki dla specjalnych gości. Z reguły jest brudno, ciasno i niebezpiecznie. Poza tym spotkaliście kogoś, kto chciałby tam iść dobrowolnie? Chyba tylko jakiś zdesperowany bezdomny, któremu grozi zamarznięcie w zimie.
3gr. Ja jednak aborcji nie stawiałbym na równi z KS. Pierwszy problem zaczyna się w momencie, gdy zaczniemy się zastanawiać od kiedy płód jest człowiekiem. Czy tabletki wczesnoporonne to już aborcja? To może również spiralka jest narzędziem rzezi niewiniątek? Oczywiście aborcja nie może być zastępstwem dla antykoncepcji, ale nie nazywajmy też tego morderstwem.