Skocz do zawartości

IziRajder

Forumowicze
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez IziRajder

  1. IziRajder

    Kobiecym okiem.

    kobieta i gra... wyjdziesz za mnie?
  2. To jest krytyka. I jest dla mnie cenna jak każda. Prawdą jest że sam nie jestem tym tekstem zachwycony, jakoś tak bez błysku mi to wyszło:( ale człowiek uczy się całe życie, więc...
  3. myślę że Iskier ma rację, fajniej zdecydowanie wyglądają teksty pisane ręcznie:)
  4. Kilka dni temu, w wielkich mękach i bólach udało mi się spłodzić wielce interesujący tekst o tym jak to sobie w kinie byłem, i jak to ogólnie dzisiejsze filmy są... Szukam trafnego określenia... O mam, do du*y! Dlatego też z najnowszym filmem Nolana pokładałem nadzieje, iż wreszcie dostarczy mi kilka godzin rozrywki, po której nie będę miał ochoty palnąć sobie w łeb. Nadzieje tym bardziej wygórowane, że główna rola dostała się DiCaprio, o którym czas temu jakiś zmieniłem zdanie, a obrazy z nim przestały mi się kojarzyć tylko z "Tytanikiem" i niezmierzonymi pokładami kiczu. W dodatku trzecie miejsce w rankingu IMDB, to zobowiązuje! Co się okazało? Że ten ponad dwugodzinny film okazał się jednym z lepszych jakie widziałem w tym roku. Nolanowi udało się stworzyć koncepcję czerpiącą wprawdzie z innych opowieści, choćby z Matrixa, ale mimo wszytko mającą mnóstwo świeżości. W skrócie biega o to: nauczyliśmy sie panować nad snami, jesteśmy w stanie świadomie śnić za każdym razem, wchodzić do snu grupowo, niczym do wspomnianego wyżej Matrixa. Główny bohater filmu, Cobb, to człowiek specjalizujący się we "wskakiwaniu" do snów innych ludzi i wykradaniu z ich podświadomości cennych tajemnic. Jednak jego zlecenie na dziś jest inne. Zamiast kraść, zadanie Leosia to zaszczepienie w podświadomości dziedzica finansowego imperium pewnej idei, w tym przypadku skutkującej chęcią zniszczenia firmy ojca. Czyli tytułowa incepcja. Prawda, że przerażająca perspektywa? Do naszego umysłu wchodzi sobie Leonardo DiCaprio i przekonuje, że celem naszego życia jest od tej pory, no nie wiem, oglądnięcie wszystkich odcinków "Mody na sukces". A to nie wszystko czym straszy Nolan, to czy akcja się powiedzie czy nie, zależy również od tego czy obiekt zda sobie sprawę, że tak naprawdę śni i jest ofiarą manipulacji. Nie ma chyba osoby, której podczas seansu nie przemknęłoby pytanie: a co jeśli moje życie jest snem i nie zdaję sobie z tego sprawy? Naturalnie oprócz wątku głównego pojawiają się też nierozwiązane problemy i demony przeszłości, ale również sporo akcji - śmierć we śnie łączy się z przebudzeniem, a więc i z porażką misji. Reżyserowi pod niegłupim pretekstem udało się wiec wpleść kilka(naście) scen pościgów, strzelanin oraz akcji wszelakiej. Osobiście myślę, iż nie było to do końca dobre posunięcie. Ma to bowiem wpływ na jedyny mankament "Incepcji" czyli moim zdaniem długość. Film trwa dwie godziny i dwadzieścia minut, a mógłby być, bez strat dla fabuły przynajmniej o kwadrans krótszy. Cała reszta natomiast: majstersztyk. Aktorów raczej nie trzeba specjalnie przedstawiać, Leonardo DiCaprio, Michael Caine czy znany z "Batman begins" Ken Watanabe radzą sobie świetnie. Nie ma wprawdzie postaci charakterystycznych, które zapamiętamy na dłużej (jak Jack Sparrow czy Joker) ale fabuła pędzi do przodu z zawrotną prędkością nie pozwalając na żadne marudzenie. Kolejna rzecz warta zauważenia to efekty specjalne. Wydawać by sie mogło, iż tak już do nich przywykliśmy, że nie ma co nawet zwracać uwagi. Tu są jednak wykonane subtelnie i po prostu ładnie, co w połączeniu z malowniczymi sceneriami snów robi wręcz artystyczne wrażenie. Wyszedłem z kina o wpół do trzeciej w nocy, zmęczony ale jak najbardziej usatysfakcjonowany. To sukces twórców tym bardziej, iż nie byłem od początku przekonany jak bardzo mi się chce siedzieć na Rynku do 24. Opłaciło si, miałem okazję uczestniczyć w jednej z lepszych premier tego roku. Ogólnie rzecz biorąc, myślę że kilka Oscarów Nolan ma w kieszeni, jego najnowsze dzieło robi wrażenie pod każdym względem, od wielopłaszczyznowej(dosłownie!) fabuły po zdjęcia i obsadę. Tak naprawdę nie ma tu się do czego za bardzo przyczepić i z tego powodu kibicuję "Incepcji" jak tylko mogę i spodziewam się tylu nagród ile tylko się da. . Was natomiast zachęcam do pójścia do kina, film jest nakręcony metodą tradycyjną, jednak robi o wiele większe wrażenie niż wszystkie te "hity" 3D razem wzięte, więc naprawdę warto poświęcić jedno popołudnie na wejście do krainy snów. Na sprawdzenie jak głęboka jest królicza nora. P.S. Jestem też naturalnie ciekaw Waszych opinii, myślę że od oglądania filmów bardziej interesująca może być tylko dyskusja o nich
  5. zgadnijcie kto własnie wrocil z premierowego pokazu "incepcji"? podpowiem tylko ze to ja, a jako iż nie mam życia to pisze tu o 3 w nocy. mam ochotę walnac tu recenzje długości Pana Tadeusza ale jestem chyba zbyt wytyrany na myślenie. raczej wrócę do tego rano teraz informując jedynie ze film jest potężny. warto bylo pojsc do kina i wydać te 15 zł bo się twórcom należy. i tyle
  6. Mądrze zabrzmiało? No i dobrze, bo miało, czuję się teraz wspaniały i oświecony. Ale o czym to ja miałem... A tak, prawda, o filmach coś chciałem wyskrobać. Byłem wczoraj w kinie. Super, nie? Nawet dwa razy. Pierwszy raz na czymś co nosiło szumny (albo i nie) tytuł "Predators" i co kojarzyłem słabo z jakiegoś trailera. Ogólnie miałem nikłe pojecie o czym to dzieło ma traktować, ale w pamięci utknęło mi nazwisko Rodriguez (nie wiem co to za jeden, ale fajnie brzmi, chciałbym się tak nazywać) więc z racji tego, że większość ciekawego repertuaru już zaliczyłem, czym prędzej przekroczyłem bramy, śmierdzącego popcornem, nieba. Po bardzo nieprzyjemnej części stania w kolejce i jeszcze mniej przyjemnej płacenia za bilet udało mi się zasiąść przed ekranem. Wokół: pustka. Nikogo jak okiem sięgnąć. No ale kto by się tym przejmował, tłuszcza nie jest przecież w stanie prawdziwej sztuki docenić, na seanse o grupie zabijaków na obcej planecie chodzi tylko prawdziwa elyta yntelektualna (czyli ja, żeby była całkowita jasność, i jeszcze ewentualnie pan Mietek spod budki z browarem, pozdrawiam!). Niestety po pierwszych piętnastu minutach moje elitarne ambicje zostały bezlitośnie i chamsko zrównane z ziemią. Nie wiem jak to się twórcom udało ale oglądając film w którym cały czas jest jakaś akcja, ktoś do kogoś strzela, ktoś drze paszcze, a Laurence Fishburne gada sam do siebie regularnie przysypiałem. Magia! Ekranu! A przecież reżyser dostał naprawdę niezłych aktorów (tu Morfeusz, tam Pianista). Pytanie tylko co oni biedni mogli gdy scenariusz taki idiotyczny. Poważnie, ten film składał się głównie z biegania po dżungli i strzelania w różnych kierunkach. Tyle dobrego, że chłopakom prawie w ogóle amunicji nie brakowało, się mogli pobawić. Chociaż z drugiej strony, jeden kolega miał miniguna i najwyraźniej zeza, bo napitalał absolutnie wszędzie, tylko nie w kierunku potworów. Już mi się bardziej podobało jak Japoniec z Yakuzy walczył z Predatorem za pomocą katany. Chociaż może dlatego tak mi się to podobało bo obudziłem się dopiero jak już padali obaj. Nie wiem skąd u gości z Hollywood przekonanie, że absolutnie każdy skośnooki to ostatni samuraj. Ja tego nie rozumiem, niech mnie ktoś oświeci. Ogólnie film to dno i dziesięć metrów mułu. Zastanawia mnie, co, oprócz pieniędzy rzecz jasna, twórcom przyświecało. Bo ani fascynujących scen walki tu nie było, zwrotów akcji wywracających fabułę na lewą stronę też nie za bardzo. Zakończenie sztampowe do tego stopnia, że dało się go domyślić po pierwszym spojrzeniu na ekipę naszych herosów. Serio, nie ma tu ani pół niespodzianki, o jakimś dramatyzmie nie wspomnę przez grzeczność. A rzeczony Rodriguez? Z nim jest związana jedyna godna pochwały rzecz będąca elementem "Predators". Mam na myśli reklamę. Święcie przekonany, że to właśnie Robert reżyseruje ten chłam cieszyłem się jak dziecko, że sobie coś ciekawego obejrzę. Tym czasem znany i lubiany przydupas Tarantino to tylko produkował. Innymi słowy nie miał przy całym projekcie nic do powiedzenia. Co boleśnie widać. Drugi film na jakim byłem to "Drużyna A". Szczerze mówiąc to już mi sie nawet nie chce pastwić nad twórcami, zachodzę tylko w głowę po jaką cholerę Liam Neeson zgodził się w tym zagrać. Powiem tylko, że wydawało mi się, iż akcje w stylu sterowania spadającym na spadochronie czołgiem, za pomocą strzelanią na prawo i lewo odeszły już w zapomnienie. Cóż, naiwny jestem, chyba się nic nie da na to już poradzić. Tyle dobrego, że ktoś czasem dowcipem rzucił bo chyba totalnie bym się załamał. W tych smutnych czasach dla kasy ludzie zrobią absolutnie wszystko, zepsują genialne pomysły. Widzieliście najnowszego "Shreka"? Toż to płacz i zgrzytanie zębów. Nic nie zostało z absurdalnego humoru jedynki. Jakby kawały odpowiadał pogrążony w żałobie klaun. Nie mówiąc o kopiowaniu tych samych pomysłów... Tego który zdecydował się kontynuować serie po premierze "dwójki" powiesiłbym za jajka na najbliższej latarni. Ale dośc juz tego wyładowywania frustracji, przecież to tylko głupi film... MAAAAAAMOOOOOO CO ONI ZROBILI Z TYM BIEDNYM KINEM?!?
×
×
  • Utwórz nowe...