Airwolf
Forumowicze-
Zawartość
74 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Airwolf
-
A to akurat nie musi być prawda. Nawet drużyna w składzie ugwieżgżonym do granic możliwości przegrywałaby mecze. I to wcale nie tak rzadko, jak to się może niektórym wydawać. Poza tym, gdzie by w takiej ekipie byli zmiennicy? Przecież żadna gwiazda nie chce spędzić na ławce połowy sezonu, więc nie byłoby pełnowartościowych zmienników.
-
Drużyny w meczach charytatywnych są tak naprawdę, niestety, BEZsensowne. Ci piłkarze po prostu nie są ze sobą zgrani. Gdyby zgromadfzić ich w jednym klubie, stworzyć z nich stałą ekipę - to co innego. Ale też nie byłoby różowo. Każda drużyna potrzebuje po prostu jednego czy dwóch wyrobników, którzy dobrowolnie pozostawać będą w cieniu za gwiazdami i wykonywać brudną robotę.
-
Przede wszystkim, niestety, Ronaldinho - jego zasób tricków jest po prostu niesamowity. Niewiele gorzej prezentuje się Zinedine Zidane (z jego słynną ruletą), a na trzecim miejscu umieściłbym Cristiano Ronaldo. Oni wszyscy jednak mogliby sznurowadła wiązać Garrinchy, którego dryblingi nie było możę AŻ TAK piękne, ale za to były absolutnie skuteczne... Co zaś tyczy się meczu Realu z Bilb(a)o, to... można się tego było niestety spodziewać. Żadna inna drużyna w Hiszpanii nie potrafi tak obnażać braków Królewskich, jak Baskowie.
-
Poruczniku! Dowiedziałem się wczoraj, że wróciliście do obozu pijani i na dodatek pchając taczkę! - Tak jest, panie majorze. - Ja was zdegraduję! Zamknę w areszcie! I długo nie wydam żadnej przepustki! - Tak jest, panie majorze. - I nic nie macie na swoje usprawiedliwienie? - W tej taczce był pan, panie majorze... ------------------------------------------------------- Był rok 1943. Spory konwój przemierzał wody północnego Atlantyku w drodze do Murmańska. Była jasna, księżycowa noc. Na mostku polskiego statku, kapitan wzywa bosmana i rzecze: - Widzicie, bosmanie, ten ląd trzy mile na prawej burcie? Właśnie U-boot strzelił torpedę. Idziemy w ciasnym szyku bez możliwości manewru. Według moich obliczeń, torpeda ta trafi nas za pięć minut. Zejdźcie do załogi i przygotujcie marynarzy do opuszczenia statku. Nie ma dla nas ratunku. Bosman, nie dyskutując, czym prędzej ruszył w głąb parowca by wykonać rozkaz. Ale że był osobnikiem nie pozbawionym humoru, a przy tym chłop jak niedźwiedź, postanowił obrócić całą sprawę w żart. Wszedł do pomieszczeń załogi, zebrał marynarzy i rzecze: - Widzicie, chłopcy, ten stołek tutaj? Jak zaraz pier*.*nę w niego członkiem, to cały statek w drebiezgi pójdzie. Marynarze, acz doskonale wiedzieli o mitycznej wręcz sile bosmana, tym razem wybuchnę li śmiechem, kiwając głowami z niedowierzaniem. Rozeźlił się bosman okrutnie i jak nie wrzaśnie: - To się załóżcie, gnojki jedne, jak żeście tacy pewni, a w międzyczasie zakładać kamizelki ratunkowe. Rozweseleni marynarze zaczęli zbierać pulę zakładu, zakładając przy okazji kapoki. Bosman odczekał chwilę, spojrzał na zegarek, nonszalanckim ruchem wyciągnął "narzędzie", spojrzał pogardliwie wokoło i WHAAAAAAM! Statek poszedł w drzazgi! Poród rozbitków, którzy uszli z życiem, byli bosman i kapitan. W pewnym momencie podpływa do bosmana kapitan, cały szary z przerażenia. - Na Boga, bosmanie, co się stało? Torpeda minęła statek za rufą!!! ------------------------------------------------------- W sądzie trwa rozprawa rozwodowa, a dokładniej sprawa o przyznanie opieki nad dzieckiem. Matka (jeszcze żona, juz nie kochanka) wstała i jasno dała do zrozumienia sędziemu, że dzieci należą się jej. To ona je urodziła, więc to są jej dzieci. Sędzia zwrócił się do męża, co on ma do powiedzenia. Mąż przez chwilę milczał, po czym powoli podniósł się krzesła i rzekł: - Panie sędzio, kiedy wkładam złotówkę do automatu ze słodyczami i wypada z niego batonik, to czy batonik należy do mnie czy do automatu?
-
Coś ci się pomylio. A konkretnie - Athletic Bilb(a)o pomylił ci się z Atletico Madryt. Tydzień temu Baskowie zremisowali 4:4 u siebie z Betisem.
-
FORUMOWO I PERSONALNIE Imię: Łukasz Wiek: circa about 20 Skąd sie wzięła moja ksywka: od serialu TV, którego żadna stacja już nie emituje Skąd się wziął mój avatar: od mej sportowej miłości Rodzeństwo: nie stwierdzono wystepowania owego fenomenu Motto: takie, jakie w danej chwili jest w podpisie Ulubiony cytat: jak wyżej Za 10 lat: chcę być znany. Nie sławny, a znany. O innych forumowiczach: Napiszę coś, gdy już się tu zadomowię Ulubiony moderator: jak niżej Najbardziej znienawidzony moderator: jak dwie linijki wyżej KOMPUTEROWO: Sprzęt: średni Teraz gram w: Football Manger 2005 Ulubiony gatunek gier: RTS, menedżery piłkarskie, przygodówki Ulubiona gra: tworzone przez braci Collyer i przez Benoit Sokala Największy zawód: było ich kilka, ale żaden nie był zdecydowanie największy Najbardziej oczekiwana gra: w sumie to żadna ROZRYWKOWO: Jeśli nie komp to co? Czyli hobby: dziennikarstwo sportowe w wersji amatorskiej Teraz czytam: nadrabiam zaległości w poznawaniu twórczości Deana Koontza Ulubiona książka: dużo ich, wymieniłem je w dziale książkowym w off-topiku Teraz słucham: Nightwish, choć za taką muzą nie przepadam Najlepszy zespół muzyczny: Queen Ulubiony film: 'The Rock', 'The Hunt for Red October' Najlepszy aktor/aktorka: Sean Connery/Angelina Jolie Sport: piłka nożna Na bezludną wyspę zabrałbym: kilka pięknych dziewczyn, komputer z satelitarnym podłączeniem do internetu i przenośną elektrownię jądrową Wymarzone wakacje: miesiąc w Buenos Aires i miesiąć w Rio de Janeiro SZKOLNIE ( tfuu... ) Ulubiony przedmiot szkolny: gdy byłem w liceum - j. angielski, gdy jestem na studiach - historia literatury brytyjskiej Parę słów o szkole: nie chcem ale muszem EMOCJONALNIE: Wzór do naśladowania: Jan Paweł II, Józef Piłsudski Przyjaciel to: ktoś, na kogo zawsze można liczyć Najszczęśliwsze dni: wszystkie, w których nie dzieje się nic złego Najbardziej cenię w ludziach: prawdomówność Najbardziej mi mierzi w ludziach: obleśne zakłamanie Co cenię w sobie: otawrtość Co chcę zmienić: złośliwość Przedmioty, z którymi jest się emocjonalnie związanym: nie wiążę się emocjonalnie z przedmiotami RÓŻNIE ( a nawet bardzo... ) Gdybym był(a) władcą galaktyki: to bym się modlił, by się nie obudzić z tego snu Ulubione trunki: Old Smuggler Stosunek do rządu: bleh Powód i dzień swojej śmierci: oby coś bezbolesnego lub chwalebnego Czego bym w życiu nie zrobił: nie zabiłbym niewinnego człowieka Ostatnia przysługa, która wyszła mi bokiem: nie było takiej Zawsze marzyłem o: szczęściu Rozczarowałem się: grą Realu w meczu z Athletic Bilbao Rozśmieszyło mnie: dowcipy na tym forum w dziale Na Luzie Czym skorupka za młodu nasiąkła: tym kurczaczek będzie pachniał Czego Jaś się nie nauczył: tego nauczyła się Małgosia Co to jest lotopałanka: a weźcie se wsadźcie to pytanie...
-
To w ogóle nie jest krytyka, lecz pochwała, choć istotnie niezbyt rozbudowana. A ja osobiście zgadzam się z ProChaoS'em. A żeby nie było, że statsuję, to odrobinkę rozszerzę swoją opinię. Ergonomiczność strony jest dobra, wszystko jest 'pod ręką'. Gorzej z grafiką. W sumie dobra, ale monotonna. Na marginesie: Skat3, czy to ty, znajomy z pewnego innego forum :?:
-
Co tam blog, komentarze są świetne.... =================================== On: No to zacznijmy kochanie. Najpierw usiądźmy sobie wygodnie. Ona: Dobrze. A teraz powiedz mi jak to się robi. Tyle o tym słyszałam od koleżanek, ale nic nie rozumiem. On: Najpierw weź go do ręki. Ona: Blee... Ale obleśne! On: Zapewniam Cię, nie ma w tym nic obleśnego. Chwyć go za główkę jedną ręką. Ona: Tak? I co dalej? On: Tak, a później pociągnij drugą ręką. Ona: Ach tak? On: No właśnie. Widzisz, jak dobrze Ci idzie? Ona: I co teraz? On: Teraz possij. Ona: No Ty chyba żartujesz!? On: Nie, nie żartuję. Zacznij ssać. Ona: Obleśne. Naprawdę ludzie tak robią? On: Tak. Ona: Jesteś pewny? On: Tak, mówiłem Ci, że jestem doświadczony. Dla mnie to nie pierwszy raz. Uwierz mi. Possij chwilę. Ona: (ssie) Hmmm... On: No i co? Ona: Słonawy w smaku. On: No to chyba dobre, nie? Ona: Nawet nie głupie... I co teraz? On: Teraz rozsuwasz nóżki. Ona: Co? Co Ty powiedziałeś? On: Rozsuwasz nogi. Ona: Tak miałeś na myśli? On: Tak, ale musisz bardziej odciągnąć nogi, bo będzie ciężko dojść. Pokażę ci. Ona: Hmmm... On: Jak już wyciągniesz, to wsadzasz do buzi. Ona: Taaak... On: Ooo, właśnie tak - idealnie. Ona: A co zrobić z tym żółtawym? Połyka się? On: Zależy od upodobania. Jak chcesz, to połknij. Ona: Spróbuję. Hmmm... Pyyycha! Sam spróbuj. On: Hmmm, nie dzięki, teraz jest Twoja kolej. Ona: --- On: Popatrz teraz na mnie. Spróbuję wyciągnąć palcami to różowe. Ona: Ooo? On: Czasem są małe problemy. Można sobie wtedy pomóc ustami. Ona: Hmmm... On: Można teraz trochę possać, czasami to pomaga. Ona: (ssie) Hmmm... On: Aaa, teraz poszło. Ona: Tak, czułam. On: I jak? Smaczne było? Ona: Muszę przyznać, że niegłupie. On: Chcesz więcej? Ona: Tak, chętnie. Powiedz mi tylko dlaczego to jest takie cholernie skomplikowane!? On: No, kochanie, ja Ci nic na to nie poradzę - tak się je raki. =================================== Dwóch zwaroiwanych gości chciało się napić drinka,ale mieli ze sobą tylko kilka złotych. W końcu jeden proponuje: -Złóżmy się na hot doga. -Hot doga? Ja chcę drinka! -Zrobimy tak: kupimy hot doga, wyjmiemy z niego parówkę i przymocuje sobie ją do rozporka. Pójdziemy do baru, zamówimy po drinku, wypijemy. Kiedy przyjdzie do płacenia, ty uklękniesz i zaczniesz ssać parówkę. Barman nas wyrzuci i nie będziemy musieli płacić. I tak zrobili. Zamówili sobie whisky, wypili, odegrali scenkę i barman ich wyrzucił. Odstawiliten numer w 19 barach. -Wiesz co?- mówi w końcu ten drugi facet.- Zamieńmy się rolami, bo mnie już kolana bolą... -Myślisz, że jesteś w gorszej sytuacji ode mnie? Stary, ja zgubiłem parówkę już w trzecim barze... =================================== Polak w sklepie wolnocłowym na nowojorskim lotnisku zwraca się do sprzedawcy: - You now, wiesz, facet, I want to buy eee... piła. Ekspedient nie rozumie, więc Polak powtarza na wszelkie sposoby słowa piła i piłka, w końcu pokazuje rękoma wielką kulę oraz demonstruje koszykarskie kozłowanie. - You know, piła - i facet wrzuca wyimaginowaną piłkę do koszykówki. - Oooh, ball? - pyta sprzedawca. - You need to buy a ball? - Yes, yes! - cieszy się Polak. - Ball, piła, yes. A teraz patrz mi na usta - łań-cu-cho-wa!
-
Ja zaś wciąż tęsknię za kreskówką, która daaaawno temu leciała na - bodajże - Cartoon Network, mianowicie - 'The Centurions'. Do dziś pamiętam tekst wstępniaka. W tej kreskówce była akcja, była świetna grafika, było napięcie... ech, wspomnienia... A że w każdym (może za wyjątkiem dwóch) odcinku główni bohaterowie (Max Ray, Jake Rockwell, Ace McCloud, a od 2/3 serii także Rex Charger i John Thunder) pokonywali jednego i tego samego przeciwnika (Doc Terror and his cyborg companion Hacker)... co z tego?
-
Moje ulubione: - "The Chancellor Manuscript" - Robert Ludlum - jedno z najlepszych dzieł tego pisarza - "The Scorpio Illusion" - jak wyżej - "Red Storm Rising" - Tom Clancy - "Achaja" - Andrzej Ziemiański - "The Lord of the Rings" - wiadomo - "Darkest Fear" - Harlan Coben - "Canterbury Tales" (lektura na pierwszym roku filologii angielskiej) - ze wszystkich lektur szkolnych, od głębokiej podstawówki począwszy, jest to moja ulubiona lektura. A przede wszystkim "Question of Honor" - L. Olson & S. Cloud (mam tę książkę z autografami autorów ). Jest to najwspanialsza z przeczytanych dotychczas przeze mnie książek o wojennych losach Polaków. Mało tego - jest to wspaniały 'podręcznik' patriotyzmu. Moja unielubiona: "The Da Vinci Code" - Chryste Panie, jaki to jest gniot. Czyta się nader przyjemnie, ale androny tam niemiłosierne (Myszka Miki jako ukryty przekaz o kłamstwach Kościoła :arrow: :shock: ). Polecam recenzję TUTAJ Niedawno zaś zakochałem się w twórczości Deana Koontza. Sposób, w jaki ten autor operuje językiem i panuje nad emocjami czytelnika jest po prostu niezwykły.
-
Pracujący dla mafii jako ktoś w rodzaju gońca nieudacznik (Brad Pitt) otrzymuje zadanie, którym ma spłacić moralny dług wobec potężnego gangstera. Polega ono na dostarczeniu z Meksyku drogocennego, zabytkowego - ale też bardzo pechowego - pistoletu o nazwie Mexican, od którego pochodzi tytuł filmu. Narzeczona ofermy (Julia Roberts) na wieść o tym kolejnym gangsterskim zleceniu postanawia z nim zerwać. Pitt wyrusza do Meksyku, gdzie jego nieskomplikowana właściwie misja okazuje się trudniejsza, niż można było przypuszczać (najpierw zdobywa pistolet, potem go traci w wyniku kradzieży samochodu, potem udaje mu się go odzyskać, następnie konfiskuje go policja itd.). W tym samym czasie Roberts wyjeżdża do Las Vegas z bliżej niesprecyzowanymi planami zawodowymi, ale niemal natychmiast zostaje porwana przez wysłannika mafii (James Gandolfini) i przetrzymywana w charakterze zakładniczki na wypadek, gdyby jej były narzeczony - jak to ma w zwyczaju - skrewił robotę. Grany przez Gandolfiniego gangster okazuje się sympatycznym homoseksualistą z wielkimi problemami emocjonalnymi. źródło: gazeta(wybiórcza).pl
