Vito
-
Zawartość
212 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez Vito
-
-
Że Święta są i czas wolny, życzenia pozwolę sobie złożyć.
Aby Wam się powodziło. W miłości, w nauce, na wszystkich egzaminach i żeby Wasz stan finansowy był zawsze powyżej normy. Ale najbardziej to niech Wam się powodzi w miłości.
Życzy Wasz nieodżałowany, szczery, lojalny, prawdziwy, jedyny w swoim rodzaju
Vito
-
Najlepszym sposobem jest samokontrola, pamięć i chęć. Ja nieważne ile miałbym takich organizatorów to i tak w końcu zapomnę o samym kalendarzu ConfusedPIONA! Takie organizatory chyba sprawdzają się w przypadku dziewczyn- o ile organizator jest ładny
. Z reszta za dużo tego czasu na wpisywanie, wyciąganie chowanie :? . Samokontrola, pamięć i chęć to jest to. Ja sobie co ważniejsze info w komórze zapisuje bo wiem że tego nie zgubie
. Pozdro -
ALERT!!!Weekend nie jest od robienia czegokolwiek Razz. Im prędzej to załapiesz, tym lepiej. Razz
Właśnie wiem! dlatego trzeba tym bardziej coś zrobić. Bo mi i tak się to odkłada na niedziele wieczór. Nie fajnie np. zrobić coś w sobotę z rana a później mieć tylko czas na beztroską zabawę? Ale nie chodzi mi tu o obowiązki tylko. Wiesz w weekend chciałoby się zrobić to ... "COŚ". Że można powiedzieć że w łikend to tak się nabawiłem/napisałem kolejną stronę opowiadania/nauczyłem się wreszcie tej biologii. Nienawidzę marnowania czasu. Paradoksalnie lubię mieć zawsze plan, ale nigdy go nie robię bo boję się że popadnę w rutynę, i tym samym popadam w nią przez nic nierobienie.
Mam wiele zalet, a największą moją wada jest lenistwo!
-
na początku przyszłego roku lepiej nie wychodźcie z domów, ponieważ Polip Mistrz Kierownicy zaatakuje szosyoj ty się tak nie afiszuj. ile to trzeba żeby zrobić kolczatkę

Już wszyscy o prawach i jazdach mówią a tu jeszcze szkoła. Właśnie, szkoła a ja w czwartek ok 23 jestem tak wymęczony całym tygodniem że pomyślałem nawet żeby kupić sobie naładowany pistolet... i się otruć. U mnie jednak niby jest lepiej ale jak na polaka przystało to są też powody do narzekania. taa... zawsze jest ten cierń który zepsuje całokształt piękna
a najgorsze że cierń ten to ciężko wyjąć i lepiej w ogóle go nie wyjmować. No ale cóż trzeba być optymistą... w każdym przypadku, bo w najgorszym to się tylko oleje, zapomni i będzie znowu pięknie (prawie...). dość więc tych smutów, trzeba się rozbudzić (23:30
). W najbliższych planach mam sesyjkę w CoD4 u kolegi z lepszym sprzętem. W weenend sobotni może praca naukowa, albo rozrywka, albo marnowanie czasu?A w najgorszy dzień tygodnia to tylko oczekiwanie na poniedziałek i kompletne marnowanie czasu.
PS: też macie takie uczucie ze nic nie zrobiliście przez cały weekend a tyle przecież było w planach? Ja mam tak co weekend i to mnie dobija.
-
Ben, który w drugiej serii wydawał się być giga niebezpiecznym i super inteligentym przywódcą, tak naprawdę okazuje się tylko ciut groźniejszy od reszty "tamtych".No wiesz właśnie w tym cała magia że on jednak to zwykły człowiek który w dobrym momencie spiknął się z "tamtymi-tamtymi". Dlatego zainteresował mnie motyw rywalizacji Lock-Ben bo się okazało że Linus to zwykły leszcz jest (lub Lock taki wymiatacz).
Dodatkowo wybito już chyba wszystkich, którzy siedzieli z tyłu samolotu (Eko był ostatni).Właśnie to było najgorsze w drugim sezonie - reszta samolotu. To lipa na maksa była że szok. Eko jako gangus, ta policjantka i bernard od biedy. To właśnie było zapychadłem tylko zakrojonym na większą skale (drugiego sezonu).
Niepokoi mnie to, ze produkowana jest już czwarta seria, a o końcu nie słychać. Boje się, ze "chytry" plan scenarzystów polega na tym, że zamotają jeszcze bardziej (niedźwiedzie polarne, czarny dym, prjekt Dharma, Tamci, Jacob...), a kiedy serialu nikt już nie bedzie chciał oglądać... po prostu przestaną go robić, zostawiając widza z tym całym syfem kilku(nastu) serii...nom to fakt. Mam nadzieje że ludkowie mają jakiś plan obmyślony jak rozegrać ten serial. Bo odcinanie kuponów też nie jest dobre na dłuższą metę. I to prawda z tym Jacobem to przegięli pałę.
-
Masz czego żałować IMO najlepszy sezon (jak na razie). Ja oglądam zgodnie z TVP1 więc jestem w momencie w którym:Z III części nie oglądałem żadnego.
. Nie mogę się doczekać jutra! To jedyna rzecz w tygodniu na którą czekam z utęsknieniem (no chyba że to uczucie po szkole w piątek jak się wychodzi ze szkołyLock padł trupem do rowu z trupami
) A miasteczko Twin Peaks ale nie mogę dopaść jakiegoś taniego DVD Collecta (o ile taki jest), a na TVP2 już za daleko sprawy zaszły - 24 odcinek chyba.
-
Chyba obmyśliłem plan który spowoduje zanik zjawiska "znikowości ubioru stopowego". 1. Pozbycie się wszelkich obiektów które nie są pełne (jedna skarpeta), zmutowały (dwie skarpety różne odcienie) lub mają skłonność do powyższych.
2. Wyposażenie się w dużą ilość czystych rasowo skarpet. (10-20 par)
3. Pozostawienie sobie określonej ilości na wypadek zagrożenia atomowego w celu utrzymania ciągłości rasowej.
4. Postępowanie wg. wytycznych:
a) własnoręczne pranie, suszenie i umieszczanie już oporządzonych skarpet do luku półkowego (szufladowego)
B) prowadzenie obserwacji w celu wyeliminowania jednostek chorych lub starych (dziurawe skarpety)
c) przygotowywanie już oporządzonych par, pod koniec dnia, w liczbie co najmniej 3 (żeby następnego dnia nie narzekać że brakuje)
d) wykonywanie a) w ściśle określonych miejscach które nie ulegną zmianie oraz zostaną odizolowane od wpływu świata zewnętrznego (członkowie rodziny)
e) odkładanie obiektów zmęczonych w określonym miejscu w którym czekać będą na regenerację (wkładać sparowane skarpety to oddzielnego wora)
g) korzystanie z zasobów przeciwatomowych nastąpić może w chwilach extremalnych lub w przypadkach wymarcia poprzedniej partii
Adnotacja: zakupiony materiał MUSI być takiego samego kroju, koloru i tworzywa. Inaczej może mutować i zachowywać się bardzo dziwnie przy regeneracji (ewolucja?).
-
Co do wypowiedzi 47. Przy okazji nawiążę, bo już mnie taka myśl naszła wcześniej. Ciekawe czy by ktoś wiedział jakby jakiś forumowicz zginął nagle? I jeśli byście się dowiedzieli jak byście zareagowali na wiadomość (dla przykładu) że np. Vito zginął w szpitalu gdy po wypadku samochodowym? W ogóle ciekawe czy ktoś by się zorientował że mnie nie ma na forum
. Wiadomo, część forumowej braci zna się na co dzień chyba by wspomniało o śmierci kolegi. I ciekawe czy byśmy uwierzyli? Mnie np. nikt nie zna z forum (no może jedna osoba ale ona nie poinformowałaby) osobiście, więc po prostu nikt nie zauważyłby mojej nieobecności i nawet nie wspominałby o mnie (tak? :? ). A tak na marginesie: Pamiętam jak w ET grałem na servie i z chorwatem się kolegowałem, i ogólnie fajny koleś był (pro gamer
). Poszła nota że nie żyje bo właśnie w wypadku zginął. Żal mnie ogarnął z tego powodu. Tyle że potem okazało się że sam "nieboszczyk" jaja sobie robił i puścił taką dezinformację (IDIOTA) ale to co wypłakałem za niego to moje
. -
Ja staram sie zachowac umiar i spora czesc oszczednosci przeznaczam na ciuchy.:? Ja nie. Od czasu do czasu jak rodzice sypną groszem, albo jak mi coś na umór jest potrzebne ale tak to skąpie grosza na ubrania. Mam stały pakiecik kilku (dwóch :shock: ) bluz kilka spodni (ripstop rządzi) trochę koszul. Uważam że nie ma dostępnych ubrań które mi sie podobają. Ja lubię elegancję ale bez przesadyzmu. Koszule zapinane na klacie i długie do połowy uda, z dużym kołnierzem i zapinanym rękawem w ciemnych kolorach. A takich jakoś nie widzę nigdzie a jak już są to drogie że chu... chu... Poza tym w ogóle jestem niemodny. Mam swój styl i kij innym do tego. Jak czasami patrzę na cenę niektórych szmatek to powracam CZEM PRĘDZEJ to ubrań wojskowych bo są porządne i nie jakieś tam lipne. Jak znajdziecie jakieś takie fajne koszule ciemne jak opisywałem to walcie jak w dym.
-
...na urozmaicenie sobie posprzątać. SmileNie no wiadomo. Ale nie masz takiego czegoś że bałagan cię już wkurza to posprzątam. A co do mitu że jak jest wszystko ułożone to łatwiej znaleźć: niby jest i łatwiej znaleźć ale 1) trudniej wyjąć bo nie jest pod ręką tylko gdzieś zaszufladkowane 2) trzeba poświęcać czas na porządkowanie co jest jego stratą gdy i tak wszystko łatwiej jest znaleźć w "burdelu" niż w "klasycznym angielskim domu z tradycjami". Jedyne czego nie lubię to brak miejsca przez nieuporządkowanie bo pokój mam mały i to nie całkowicie mój jest, więc muszę sobie jakoś miejsce organizować. Zatem ubrania zamiast latać z kąta w kąt optymalnie są składanie (co nie znaczy że są porządnie złożone) i ciśnięte do szafki. Zresztą są dwa wyjścia: albo się sprząta ciągle i systematycznie, albo się nie bałagani. Przy czym to drugie chyba całkowicie odpada, a przy pierwszym kompletnie szkoda czasu skoro to drugie nastąpi prędzej niz się to wydaje.
-
A książeczki po przeczytaniu ładnie odkładam na półeczkę, tak samo jak numery cda, płyty i inne ważniejsze dla mnie rzeczy. Dlatego zawsze wszystko co jest potrzebne mogę znaleźć Wink .No szacuneczek worm! Wiadomo książka rzecz święta. Ja też zawsze [beeep] się z książkami i gazetkami (czasopismami). Wychodzę z założenia że jak nie wydaję na ubrania (bo to i jest fakt: czasem potrafię sobie kupić 3 porządne knigi niż jakiś ciuszek) to książki mają być w nienaruszonym stanie ze względu na wydane pieniąse i szacunek dla wiedzy i pracy autora. A tak na marginesie to lubię nowo wyglądające książki bo mam poczucie że o coś dbam, nawet jeżeli sprowadza się to nawet do nic-nie-robienia.

Co do wykładu Cardinala: Dobrze rzeczesz. Ja zastanawiam się dogłębnie i wielokrotnie zanim się zawezmę za porządki. Poza tym weźmy pod uwagę kilka innych kwestii.
Porządek to rzecz BAAAARDZO względna i powinniśmy się sami siebie zapytać czy tak bardzo nie podoba nam się w naszym pokoju, bo zawsze znajdzie się jakiś malkontent dla którego będzie za czysto/porządnie. Inną sprawą jest doprowadzanie pokoju do ogólnoprzyjetej normy w sytuacjach odwiedzin (ale i tu nie zawsze). Kto ma wiedzieć lepiej od nas w jakim porządku najlepiej się NAM żyje? Ostatnia kwestia bardzo prozaiczna: czy nie zdarzało wam się sprzątać ze zwykłego znudzenia nieporządkiem. Mi wiele razy się to przytrafiało ponieważ lubię różnorodność.
-
zdarzyło mi się to niestety w okresie, gdy do szkoły nie szło się przed kilka dni(np. przez świętami, feriami).:lol: :lol: Prawdziwe błędy młodości co?
znam to uczucie. Kiedyś nawet prowadziłem pewną obserwację pleśni. Obiekt poddawany działaniu tego grzyba nazywał się: chleb tostowy który zwilgotniał w foliowym worku. Leżał sobie przez 3 miechy na balkonie bo nikt nie chciał go tknąć. Wyników obserwacji nie będę opisywał.
. Co do sprzątania pokoju to u mnie jest wporzo. Teraz opisując go wygląda on tak: Półkotapczan (jak dumnie brzmi) rozwalony bo zaraz idę spać lecz wcześniej ojczul sobie na nim kimał. Wieża "babilon" podręczników szkolnych, na biurku jakieś papiery, piórniki, płyty w folijkach. Ziemia niezagracona. Co do żarcia przy kompie to muszę się przyznać że jestem wzorowy. najpierw zjem, jeśli uznam że ręce są zabrudzone - umyję, a talerze, kubki odnoszę po sesji, albo w jej trakcie.
Jeszcze jedna mała dywagacja: Czy wy też widzicie tą ziejącą przepaść po między słowami CZYSTOŚĆ a PORZĄDEK? W moim pokoju (dajmy na to dywan) jest porządek, ale syf czyli kurze, piach. No bez przesady nie mieszkam w okopie, ale wyznaję zasadę że jak nic nie leży na ziemi, nie sprawia mi trudności w poruszaniu, nie utrudnia znajdywania jakiś rzeczy, to pokój nie wymaga sprzątania. AMEN
-
A jest parę postów nad Tobą Wink Zresztą na twoim miejscu cieszyłbym się, gdybym tego niepoprawanego optymisty i abnegata nie zauważał SmileNIGDY! Ja polika zawsze zauważę bo i sensor mam na niego uczulony
. Piję do tego że już nie jest Drzewcowy i blau grana. Czyli zmiana. Co do spania w dzień to jestem gorącym zwolennikiem. Po szkole zawsze bachnę się na półkotapczan i godzinka, półtorej przesypiam. Jeśli tego nie zrobię, to i tak zrobić czegoś innego nie zrobię, bo zmulony jestem. Poza tym w nocy lepiej mi się pracuje. Jednak szczytem dobrej drzemki jest taki smaczek: kładę się i zasypiam a tak za 5-15 minut coś mnie zbudzi. Taka opcja jest najlepsza, bo jestem wypoczęty i nie tracę godziny. Ale najważniejsze jest żeby porządnie zasnąć i przypadek cię obudził.
-
Vitam po długim okresie posuchy i smęcenia jesiennego oraz ogólnego przygnębienia związanego ze wszystkim. Zastanawiam się czy jakiś forumowicz jeszcze mnie pamięta (ktoś kogo nie mam na gg). Otóż moja nieobecność na forum powodowana była przez wile czynników. Między innymi całkowitym odejściem od komputera, który włączam tylko dla celów naukowych i posłuchania muzyki. Nauka w nowej szkole (o tym za momencik), która pochłania większość mojego czasu wolnego i wolno wczytujące się forum także uniemożliwiały mi pisanie. A pisać jest o czym, tylko się odzwyczaiłem. Zauważyłem że i u forumowiczów zmiany się porobiły w avkach i ogólnie. Gdzie podział się ten Drzewcowy, blau-grana Polipolik dla przykładu? Na forum nie właziłem od oj kilku dobrych miesięcy, tak wypowiadać się nie mogę. A u mnie? Jak wspominałem szkoła nowa! SUPER HIPER zadowolenie z tego względu! Mydło i papier toaletowy w kiblu! Ludzie wyglądają i zachowują się normalnie! Inne podejście do uczniów! Całkiem dobra klasa jak na początek (już się skumałem
). No a w pierwszym miesiącu gwarantowane: miejsce w kronice, własna gablotka, 6 z PO/WF, medal (brąz) w strzelectwie z KBKS w województwie (organizator LOK). Normalnie szacuneczek. Poza tym dziewczyny w szkole już "kształtniejsze" są
. I jedna nawet "kształtna" TAKŻE z charakteru i inteligencji
. Minusy to głównie beznadziejna nauka która i tak na 3 max mi pozwala wyciągnąć
. Nie mam systemu do nauki, a poza tym jestem leniwy (taaaaa!). Tak więc pozdrawiam i proszę o pokutę i rozgrzeszenie. -
Vitam!
Za oknem typowo październikowa pogoda. Deszcz, białe niebo, wilgotne liście czekające na białą kopułę, która je ukryje. Niby ponuro, niby szaro. Hmm ale coś w tym jest - jakaś poezja. Ludzie siedzą w domach, parzą sobie gorące herbaty, okrywają się kocami by przed telewizorem obejrzeć swój ulubiony serial. Paradoksalnie najlepsza pogoda do wyjścia na dwór. Jesteś tylko ty, deszcz i zamierający świat. Bardzo kontemplacyjny klimat. Ale jak widać piszę teraz, więc nie spaceruje sobie po mokrych chodnikach, rozmyślając o życiu. Piszę na forum. Dlaczego? Bo o przyjaciołach nie powinno się zapominać. Jak niewielu ma się ich w życiu. Zawsze gdy pisałem otrzymywałem pomoc, będąc traktowanym na równi z innymi. Tylko wiedza, kultura języka i przekazanie tego co mam do przekazania. Niewiele, prawda? Nie muszę dobrze wyglądać, ładnie pachnieć, wyraźnie mówić. Nie będę źle zrozumiany gdy machnę ręką w prawo i nie stracę pewności siebie gdy zmienię fryzurę. Dokładnie nie wiem czemu nie odwiedzałem FA. Może byłem zbyt zajęty, nie miałem nic ciekawego do napisania, albo po prostu ze zwykłego lenistwa nie chciało mi się zajrzeć - a może wszystko naraz? Ale okręt zawsze przybija do przystani lub tonie w głębinach niepamięci. Tak więc jestem: odmieniony, mądrzejszy, bardziej oszczędny w emocjach niż kiedyś. Nauka pochłania większość... Chciałbym tak napisać. Tak naprawdę nie uczę się mocno. Prawie w ogóle i jestem niesystematyczny, mam bałagan zarówno w pokoju jak i w głowie. Wielkimi krokami zbliżają się wybory które wpływać będą na moje życie. Zabawa, problemy i walka z własnym charakterem której wiem że nie wygram. Aż chciałoby się powiedzieć samo życie. Przy końcu napiszę że od jakiegoś czasu staram się pisać jakby każdy post był ostatnim i lepszym od poprzedniego i FA zawsze było śluzą przez którą wypływał smutek i żal ale także radość i zadowolenie. Dzięki za wsparcie.
Trzymajcie się!
-
Vitam
Oj jak ja dawno nie zaglądałem na forum. Ale myślę że watro właśnie dziś napisać coś o sobie, bo za parę miesięcy w ogóle mnie poznawać nie będziecie.
Coś się kończy, coś się zaczyna. Wakacje się skończyły, szkoła ruszyła. Szkoła, właśnie. I LO Obrońców Westerplatte. Szkoła z historią. Ciekawostką jest to że z tej właśnie szkoły wyszedł wprost do łódzkiej filmówki Wojciech Malajkat. Szkoła ciekawa oraz szkoła dojrzała. Wiem że za kilka dni mój entuzjazm przerodzić może się w zmęczony rutyną grymas marudera ale naprawdę lubię tam chodzić. Klasa na razie jest trochę podzielona na kilkoosobowe grupy znajomych co nieleczone może prowadzić do poważnych powikłań. Nauczyciele - większość jest co najmniej ciekawymi osobowościami. Najważniejsze oczywiście aby potrafili dobrze nauczać przedmiotu. Wspomnę tylko jeszcze o wychowawcy. Legenda ogólniaka. Niestworzone rzeczy na jej temat słyszałem zarówno te dobre jak i te złe. Z miejsca ją polubiłem za podejście i charyzmę. Dlatego myślę że klasa będzie zgrana a szkoła choć trochę sprawiać będzie wrażenie tego "drugiego domu".
A teraz trochę o sobie (nie dużo :clown: ). Oprócz wszelakich problemów ze zmianą swojego charakteru/otoczenia/towarzystwa jest w normie. Komputer został przeze mnie prawie całkowicie odstawiony z trzech prostych powodów: brak swojego użytkownika (przypadkowy delete nie-wiadomo-kogo), niemożność słuchania muzyki (ocb?), zbyt słaba moc kompa/chęć Vita do grania w gry. Jeszcze tylko hazard, narkotyki, alkohol i sex, a kolejny nałóg mam z głowy
. Czyli po staremu. Jak ktoś chce do mnie na kom. zadzwonić (nie, nie podam go na forum
) i usłyszeć mój boski głos i czar to gg jest NIEdostępne
. -
EDIT: Ok, powiem. Chodzi mi o to, że, jak to określiłeś, wrzucę na luz i w ogóle, bo po pierwsze - nie powiedziałeś, o co dokładnie poszło, czyli pierwszy powód, dla którego mniej mnie to zainteresowało. Drugim powodem jest to, że nie znam Cię, nie znam Twojej Mamy. Po trzecie - chciałbym być wielce pomocnym i altruistycznym człowiekiem, ale nie jestem. I w sumie miałeś rację - za jakiś czas zapomnę o tym poście. Zapomnę o Tobie, Twoich problemach.Ale to jest normalna kolej rzeczy. Człowiek ma masę swoich spraw i spraw ludzi mu bliskich i nie ma czasu rozmyślania nad problemami ludzi z internetu. Teraz rozmawiam z Tobą, piszę, co uważam, myślę o tym, co napisałeś i jest ok. A jutro, kiedy będę w innym mieście, w nowej szkole, z nowymi ludźmi - już nie będę myślał o tym, co napisałeś.
Ale sam przyznaj - czy gdyby sytuacja była odwrotna, nie myślałbyś wtedy tak samo jak ja?
I o to chodziło. Napisałem o przemijaniu. Jako całość postu. Właśnie o tej normalnej kolei rzeczy która mnie dobija. Dobija mnie ta część życia. Mówi się czasem "nigdy tego nie zapomnę", a po jakimś czasie ledwo się to pamięta. Jeżeli chodzi o tamtą kłótnie: fakt była najmocniejsza, ale to nic poważnego. Wszystko jest dobrze i nie jest mi z tego powodu źle.
Patrol, sorry że sprowadzałem cię na manowce i tym chyba właśnie sfrustrowałem
. -
Patrol, słonko jak masz coś powiedzieć to wal. Tylko nie pisz że "nie będę mówił dlaczego" albo czegoś w stylu "miałem coś napisać ale nie napisze". Masz coś napisać to pisz albo nie pisz wcale.
A poza tym nie wiem, o co się pokłóciliście. Nie wiem i nie pytam. Nie powiedziałeś, chociaż mogłeś. A ja nie jestem wścibski i nie pytam.Właśnie do tego odnosi sie ta powyższa zasada. Mogłem, ale nie napisałem bo uznałem że nie trzeba. Pomijam fakt że całość tamtego postu powinna być wzięta pod uwagę. Kłótnia była tylko przykładem. Whatever... wesołych świąt wszystkim życzę :?
-
Jakkolwiek zrozumieliście mój poprzedni post to już wasza sprawa. Skomentuje tylko nieścisłość.
Patrol > nie było żadnych przeprosin, żadnych kwiatów i czekoladek. NIE ŻAŁUJE tego co do niej powiedziałem, ani słowa. Dlatego nie mam zamiaru nikogo przepraszać. I masz rację nie powinno się tłumić emocji. Ja to robiłem jakieś 5 lat i po prostu tak wyszło. Całą sytuacje widzę tak że żadne z nas nie rzuciło broni i dalej wierzy w to co wierzy. Z resztą po co to mówię i tak mało kto interesuje się takimi głupotami więc wrzućcie na luz i dalej bądźcie jezzy, trendy, cool itp. bo po to się żyje, nie?
-
:? Vitam
Nawet gdy jestem przygnębiony, smutny, melancholijnie zamyślony, nie opuszcza mnie te specyficzne gorzkie ironiczne poczucie humoru. Całkiem możliwe że zakorzeniło się to we mnie po przez negatywne działanie środowiska. Czy dlatego więc rzeczy które leżą najbardziej na moim płonącym sercu odbierane są za najzabawniejsze moje "teksty"? :? Tak, to tłumaczyłoby wszystko. Tłumaczyłoby także moje nudne życie w którym jedyne co się zmienia to tylko ja. Nie następuje żadna poważniejsza zmiana, jakiej bym oczekiwał. Było już całkiem dobrze. Żyłem sobie w nieświadomości, lekko ssała mnie potrzeba inności. Nastał jakże trudny teraz czas gdy zadaję podstawowe pytania, potrzebuje podstawowych potrzeb. Zachodzące dziś zmiany zatoną w bezkresnej sieci, jako kolejna informacja, zapomniane w natłoku śmieci. Przykładem jest moja przedwczorajsza kłótnia z matką, odbierana przeze mnie jako najpoważniejszą w dziejach mego bytowania. Dziś rozmawiamy ze sobą jakby nic się nie stało, gdy wczoraj wychodziłem z kuchni po zabraniu jedzenia by uniknąć jej spojrzenia. Przykładem jest ten post, który jak na deszczu łza zostanie kompletnie zapomniany i być może niezauważony.
Pamięć może być tak samo niepokonanym przekleństwem jak i zbawiennym błogosławieństwem. Pamiętajcie o tym
Zabawnie szczery, ale nieszczerze zabawny Vito
-
Miałem doła bo nic nie robiłem, a nic nie robiłem bo, między innymi, miałem doła.Joo widzę że się rozumiemy. Czyli twierdzisz że takie pomniejsze cele wyprowadzają z bezczynności?
Rammsteina raczej nie przestanę słuchać, a ze znajomymi, fakt warto się spotkać. Dziś obudziłem się koło 8, co jest dobrym znakiem, bo ma się więcej czasu do rozporządzenia. tylko leżałem w łóżeczku do 8:30 bo nie chciałem nagi paradować po pokojach. A to dlatego że na mojej półce zapanował styl "Brak Gaci w Kaczogrodzie", gdyż po wyjeździe mego brata do WAT'u skonfiskował większość moich majtadeł, tłumacząc się że "to były moje, tylko ty je nosiłeś" taaa... Koniec Końców założyłem wczorajsze, które nie są tak śmierdzące. Jeszcze dużo rzeczy zdarzyć się może w ten piękny dzień.
-
Ja mam podobnie jak Vito...:cry: Nigdy nie ukrywałem że jestem leniem, ale 47 uwierz mi na słowo że nie masz podobnie jak Vito. On, traci chęć do życia, wiarę w ludzi i miłość. Słucha Rammsteinu i kupuje sobie filmy anime. Nie wychodzi z domu, nie chce mu się NIC robić. Myśle ze on jest już stracony. Jeśli go to nie wzmocni to go zabije, bo raczej sam sobie nie pomoże. Jeszcze trochę i przestanę się uczyć, czytać książki, pisać na forum na rzecz użalania się nad sobą, więc co ma ranić niech zabije. :shaking:
-
Jak przeczytałem sobie post PRIVATA to mi się przypomniały czasy kiedy miałem ospę. BLE... Współczuje z całego serca cokolwiek to jest.
A ja jestem w padole życiowym. Nie wnikam w szczegóły, bo nie chcę być celem głupich uwag poniektórych forumowiczów. Powiem tylko że mój pokój przyprawia mnie o wymioty, zjadam... pochłaniam wszelkie słodycze znajdujące się w domu i śpię 3-4 godziny w ciągu dnia. Do fryzjera nie poszedłem - bo mi sie nie chcę. Nie założyłem skarpet- bo mi się nie chcę. Robić żarcia mi sie nie chce, na dwór mi sie nie chce, kąpać mi sie nie chce. Czuje się źle psychicznie i nie wiem co mam robić. Jak ktoś chce mi pomóc i studiował na psychologii beznadziejne przypadki młodzieżowych załamań, zapraszam na gg, dostępność powinna być duża, bo tylko chce mi się przy kompie siedzieć. A oto jak się czuje:
"(...) Lecz nie wiedzą o tym ludzie że najgorsze w życiu to, to abstynentem być i na kacu żyć"

-
Jo. Bad Luck Aracelka Bad Luck. Mi przypomniało się parę ciekawostek przyrodniczych. Parę lat tamu uczyłem sie skakać na główkę z takiej starej ale jarej kładki. No i jak już umiałem to skoczyłem tak, że zaryłem głową bezpośrednio w grunt. Wtedy nawet nie zdawałem sobie sprawy co mogło sie stać brrr... Innym razem zasłyszałem jak rodzice opowiadali o mnie różne rzeczy między innymi to jak reagowałem na pewne leki: spałem na stojąco, miałem fazy jak zombie i ogólnie "zzieleniałem". Ale takie najgorsze i zarazem najśmieszniejsze wspomnienie to jak w 3 podstawówce poszedłem do szkoły, naszprycowany węglem od rozwolnienia. W ławce, poczułem się nieswojo i przeczuwając zagrożenie podszedłem uprzejmie do pani i pytam:"Proszę... pani eee mo...gę..." i puściłem na nią tak sążnistego wymiocina że to co chyba miało mi wyjść dołem wyszło górą. W klasie zapadła grobowa cisza (rówieśnicy nie wiedzieli jeszcze jak trzeba się zachować :twisted: ) a nauczycielka wybiegła na koniec sali po papier toaletowy z okrzykiem "Jezu to moja nowa sukienka!" (sic!). Jak już się dotarła spytała łaskawie jak się czuję i upomniała że w takich sytuacja mam nie pytać się tylko biec bezczelnie do toalety. No ale ludzie (paradoksalnie) kultura musi być, więc się zapytałem :twisted: .

Forumowicze o Sobie VII
w Tematy archiwalne
Napisano · Raportuj odpowiedź
No widzisz, a myślałem że tylko mi się życie zepsuło...
A Święta u mnie nie były tradycyjne. Jakieś takie bez polotu i klimatu świątecznego. Zawsze wszystko się u mnie odbywało, teraz u cioci i bez jednej rodziny Vitów. Czyli dziwnie-dziwnie. Choinki prawie nie zauważam, nie oglądam filmów po kolacji wigilijnej która, zawsze była a teraz jej nie odczułem. Tak tylko po odejściu od stołu, idę z przyjaciółmi - jako "ałtsajdery" pomrozić się na mieście. A że sklepy pozamykane i kluby to szwędamy się pod ulicy do ulicy. Jednym słowem smutne święta mam- ale tak bywa nie :?