SpellCaster
Forumowicze-
Zawartość
391 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez SpellCaster
-
Co do Hawka...coś ta postać mi się nie podoba. Za bardzo mi przypomina McGayvera. "Dajcie mi kawał żelaza i kowadło, a wykuje wam taran oblężniczy na kółkach". Hmm...a pisząc "miał białą skórę" chodzi ci o prawdziwą biel, czy róż, jak u człowieka? Chcesz mi powiedzieć, że nagle miał "level up" i jako skill wybrał sobie "język premiowy-ludzki"? Czy może oprócz książek "Zrób to sam" i "Kowalstwo w pięc minut" miał "Rozmówki orkijsko-ludzkie"?
-
Dyszałem mocno. Ta cholerna zbroja uwierała mnie coraz bardziej. Trumna ciążyła coraz bardziej. A wiek dawał się we znaki coraz bardziej. Nagle z nóg zwaliła mnie seria bełtów, krzyknołem. Strzał był oddany z na tyle bliska, żeby mnie powalić na glebe...cholera wykrwawie się. Zaraz umre...dlaczego mnie nic nie boli? To trumna...wszystkie bełty weszły w trumne...no i pięknie, po nekromancie. Krzyk należał do niego. Szybko wstałem i zaczołem znowu biec. Jeszcze troche, jeszcze tylko troche i dobiegne do mego konia...ktoś mocno mnie pociągnoł w bok, przewróciłem się. Wylądowałem w krzakach. Ujrzałem krasnoluda, jakiegoś obdartusa i postawnego elfa. Oczy zaszły mi mgłą, ale życie bylo mi na tyle drogie, że nie mam zamiaru oddawać go nikomu. Szybko wstałem na nogi. - Z drogi kmiotki. Nie mam czasu na cackanie się ze zbójcami. Jeśli nie chcecie mieć 20 kilogramów żelaza w trzewiach, to lepiej się odsuńcie. Przyjołem postawę bojową, po czym...wylądowałem na ziemi z hukiem. Padłem ze zmęczenia i wysiłku. - Jak tylko ciebie wskrzesze Zen, to poszukamy razem eliksiru młodości, dobrze?... - mruknołem, po czym z piekielnym wysiłkiem wstałem znów na nogi. Płóca mnie kłuły, rozpaczliwie walczyłem o każdy wdech świeżego powietrza. Po chwili ten wysoki wrócił i kazał iść cicho...wyglądają na pokojowo nastawionych, może wciągneli mnie tutaj nie dla rabunku, a aby uratować mnie...ale po co? Będę musiał dla własnego bezpieczeństwa towarzyszyć im chociaż przez chwile. Po jakimś czasie drogi w kompletnej ciszy...nie licząc chrzęstu mojej zbroi i dyszenia mojego i krasnoluda oraz jęczenia dobywającego się z trumny, przystaneliśmy. Otworzyłem wieko trumny. Nekromanta jeszcze żył, wszystkie bełty trafiły w Zena, ale przebiły warstwy drewna i trupa i dobrały się jeszcze do nekromanty. Zen wyglądał teraz jak sito. - Przyjacielu...wyglądasz teraz jak ten fanatyk, tkórego rozrąbałeś mieczem na kawałki w Dornheimie. Oczom mej duszy ukazał się jego pogodny uśmiech. Jego twarz była cała we krwi kultysty, którego szczątki leżały u jego stóp. Warto uciekać jak pies dla osiągnięcia swego celu.
-
Zamknołem trumne na kłódke. Po namyśle powiedziałem jeszcze do niej cicho - Uważaj na Zena, nie poturbuj go za bardzo. Sosnowe deski założyłem na plecy. Gdy zrobi się gorąco, mam nadzieję, że nie bedę miał w tej trumnie dwóch trupów. Spojrzałem jeszcze tylko na znokautowanego paladyna i dla pewności przyłożyłem mu jeszcze kułakiem w głowe. Jest silny i wytrzymały, wstanie za kilka minut...trzeba się spieszyć. Oto i najtrudniejszy moment...żebrak wraca, ale bez paladyna... - Hej, staruchu! Co z mężczyzną, który ci towarzyszył? - odezwał się paladyn strażnik, gdy już- już byłem przy drzwiach. - Ten plugawy sługa demonów próbował ucieczki, na to mój strażnik, niech ci bóg błogosławi za przydzieleni mi go panie, zareagował szybko. Zdzielił heretyckie nasienie raz, potem drugi. Stąd ten huk. Teraz został tam jeszcze, żeby mu powiedzieć co o nim myśli i dlaczego znowu nie powinien uciekać. - Heh, cały Andren. Uff...co szczęście, opis zgadzał się nawet z charakterem mojego towarzysza. Mimo to, trzeba się spieszyć. Czym prędzej otworzyłem drzwi. Teraz, będą szukać żebraka. Obstawią wszystkie wyjścia. Przeszukają wszystkie wozy wjeżdżające i wyjeżdżające. Pognałem w kierunku najmroczniejszego zaułka. Tam otworzyłem trumne, gestem uciszyłem nekromante. Rozebrałem Zena i przywdziałem zbroje, do ręki wziołem miecz. - Siedź cicho...chociasz, jak chcesz, możesz się drzeć ile wlezie, i tak zaraz nikt cię nie usłyszy. Zamknołem trumne i włożyłem ją na plecy za pomocą pasków, które do niej przybiłem. Teraz wyglądała jak plecak podróżny...jak plecak o wyglądzie prawie dwu metrowej trumny... Wybiegłem z zaułka. Nagromadziłem powietrza do płuc i ryknołem: - LUDZIEEE!!! NEKROMANTA UCIEKŁ!!! Następne chwile było apogeum chaosu. Jeśli jakiś malarz by tu się znalazł i nawet gdyby uchwycił to zamieszanie, to wyszłaby mu breja na płótnie. Potrącani ludzie, inni tratowani przez spłoszone konie. Wywracane stoiska ze smakołykami i rupieciami do kupna. Towar poszybował w góre. Krzyk, rozpacz, chaos. "Oto nekromanta uciekł! Zaraz zemści się na nas! Demony! Demony przyzwie!" - ktoś ledwo wybijał się z tłumu innych krzyków...i o to chodziło. Na plac wbiegli pladanyni. Wyglądali na porządnie wkurzonych. Obejrzałem się, a serce mocniej mi zabiło. Z więzienia wybiegł kolejny odzdział paladynów. Ktoś krzycał rozkazy, ktoś modlił się żarliwie. Wszystko to zanikało w chałasie. Ludzie niczym wzburzone morze nad którym gości sztorm uciekali do najbliższej bramy. - Przejście dla paladyna! Przejście dla świętego wojownia! - krzyczałem. Ludzie nie reagowali. Uciekali, krzyczeli, pchali się. Czas na użycie siły. Roztrącałem ich trumną, łokciami, pięściami. Wiele to nie pomagało, na miejsce jednego pojawiało się dwóch następnych. W końcu jakoś dotarłem do bramy. A w moim kierunku szli paladyni, w równie zabójczym tępie. To była chyba najwolniejsza pogoń, jaką widziałem. Strażnicy przy bramie nie dawali rady przeciw wielogłowemu potworowi. Niektórzy zgineli, przewróceni i żywcem zadeptani. Inni widząc beznadziejność sytuacji uciekli do strażnicy, zostawiając wszystko paladynom. Oto groza, którą rozsiewają nekromanci. Wszystko to bujda. Do przyzwania demona trzeba wielu godzin przygotowań. A sam nekromanta jest równie odporny na żelazo tkwiące w trzewiach, co pospolity wieśniak. Wszystkie te plotki to przechwałki paladynów, którzy zabili mrocznego maga, a ten stawiał podobno niewyobrażalnyh opór. A tak naprawdę przydybali go w łóżku z kochanką, za dowody mając jego księgi i pracownie. Za bramą było jeszcze gorzej. Fala ludzi ciągneła ze sobą, uniemożliwiając włsny kierunek. Kierunek do konia ukrytego wśród drzew...cholera. Tłum krzyczał, wrzeszczał, pluł, kopał generalnie rozpaczliwie uciekał. A powiadają, że demon to okropne wynaturzenie, przeciwnik grozą pachnący, nie do pokonania. Gdyby jednak stanoł taki na drodze tej ciżby, prawdopodobnie zostałby zdeptany tak jak tamci strażnicy. Za sobą usłyszałem zbliżający się coraz bardziej krzyk paladynów.
-
Coś nikt nie kwapił się, aby wyprowadzić tego biednego nekro na stos, albo go uratować. Więc ja to zrobiłem . Ale uwaga, reszta zależy między innym od was. Paladyni do nie idioci zakuci w blachy, ale wyszkoleni, elitarni wojownicy posługujący się magią. Więc wątpie, żeby mi i naszemu nekromańcie (i Zenowi oczywiście ^^) udało się uciec po cichu. Założe się, że już idą do celi . Tak nawiasem mówiąc...moim zdaniem Holy strasznie źle wycenił walutę. Bo jeśli za 3 srebrne monety można kupić wóz i konia, nie ważne jak bardzo marne one są, to za 3 sztuki złota można wykupić wieś. Nie przesadzajmy, w naszym świecie na pewno znajduje się na tyle dużo złota, aby bić niego monety...hmmm...a może nie? Przepraszam bardzo, ale Ellor nie jest zły. W życiu nie ma tylko dwóch obozów podpisanych "zło" i "dobro". Ellor stracił wiare w swego boga...zwątpił. Zabił bez osądu, zabił z zemsty. Ale to nie znaczy, że pożera dzieci i popija krwią dziewicy ... Co do Ganfalfa...long time no see! Ale przejdźmy do rzeczy. Jeśli w lesie, od tak sobie, rosną rośliny z kolcami zdolnymi zrobić z człowieka narkomana i pół-paralityka, to co 30-sta osoba powinna taka być...hmm...a może ja znowu się po prostu czepiam?
-
Co ja tu robie!?! Przecież jestem w samym centrum miasta Alcjonitów! Dobra Ellor, uspokój się, powolutku. Alcjonici, w przeciwieństwie do mojego zakonu, zakonu Mordeinów, to zadufani w sobie pyszałcy, dający znać każdemu, że paladyn to nie byle żołnierz. Pokazują to wieśniakom ignorując ich, innym zakonom biorąc najniebezpieczniejsze misje, a wysoko urodzonym podlizując się tak, że aż mdli... Oto nasza szansa Zen. Palą dzisiaj nekromantę, i to jest nasza szansa. Nekromanta to nie byle tam heretycki pyszałek. Ludzie pozjeżdżali tu z okolicznych wsi tylko dla widowiska. Oczekują, że sam demon zjawi się po duszę mrocznego maga...bujda...ale to zamieszanie ułatwi nam sprawę... Jestem poszukiwany...człowiek z trumną, oto, kogo poszukują. Ale dokładnie, to szukają postawnego paladyna. Hmm... - Zdejmuj szaty żebraku! - krzyknołem. - Ależ panie! Jestem biedny! Nie stać mnie nawet na chleb...jak to tak...mości paladyn potrzebującego gwałtem? Toż nie godzi si... - Milczeć! Tu o sprawy wyższe niż ty chodzi! Rozdziewaj się! - krzyk zagłuszył gwar tłumu. Żebrak przyłapany przeze mnie w zaułku począł zdejmować z siebie brudne łachmany widząc, że nie ma ze mną żadnych szans, a pomoc z nikąd nie przyjdzie. Zdjołem zbroje aby nie rozpoznano mnie po jej chrzęście i zapakowałem ją do trumny. A raczej ubrałem w nią Zena, bo się już nie mieściła. W jego skostniałe i sine ręce wcisnołem mój miecz. Biedak patrzył na to wszystko przerażonymi oczami. - Oto sztuka srebra za fatygę...niech Bóg, w którego wierzysz ci to wynagrodzi. Żebrakowi ogniki żadzy rozświetliły oczy i chwytając monetę, czym prędzej schował ją do kieszeni spodni, które mu w łasce swojej zostawiłem. - Tobie panie...tobie niech także bóg twój błogosławi! - Ja już w niego nie wierze... Kodeks paladyński oraz moralny nakazuje, aby zwłoki chować, nieważne do jak wypaczonych ludzi należały. Nawet nekromante pochować należy, ale w ziemi poświęconej i kręgu świętym. - Czego tu? - burknął paladyn pilnujący więzienia, najwyraźniej chcący większych czynów dokonywać. - Panie łaskawy, ja przyszedłem zmierzyć nekromante złego, aby trumne dla niego z desek zbić, a raczej dla tego, co z jego ciała zostanie. - chrypnołem z pod kaptura...oby nie nabrał podejżeń. - Hmm...dobrze, ale pod nadzorem wejdziecie do celi jego. I uważajcie na niego. Przebiegły to mag, gotowy jeszcze czar rzucić. - Oczywiście panie... Udało się, nie rozpoznano mnie, a trumna Zena nawet pomagała. Jedyne co mi przeszkadzało, to święty wojownik przydzielony mi w celu bezpieczeństwa. - Masz goście plugawy psie. Żadnych numerów, ani magii. Znamy twoje sztuczki, nie próbuj na...AAaaargghh!! Paladyn zwalił się ciężko na ziemie dostawszy w potylice z ważącej przeszło 100kg trumny. - Nie lubie ciebie i tego, czym się parasz - powiedziałem do nekromanty mierząc do niego palcem - A zwłaszcze tego, komu służysz. Mimo to potrzebuje twojej pomocy. Masz wybór. Wskakuj do trumny, masz mało miejsca, ale chudy jesteś, jakoś się wciszniesz...albo zostajesz tutaj i tutaj zostaniesz wysłany tam, gdzie powinieneś pójść już dawno - do piekła! Decyzję podejmij szybko, czasu nie mamy, zaraz się zorientują...
-
Nawet nie wiesz jakie życie potrafi być szare bez fikcji...przynajmniej dla mnie. Co do samej postaci...odpakowałeś ją, i to nieźle. Musisz jednak wiedzieć, że Ellor nadal uważa się za paladyna. To, że odszedł z zakonu paladynów zabijając po drodze kilku ludzkich śmieci nie znaczy jeszcze, że morduje od tak sobie niewinnych wieśniaków po czym śmieje się śmiechem "mrocznym niby śmierci dech" i te sprawy. Będziesz miał w nim strasznego wroga. Chociaż, jak wiadomo, nawet wiedźmin Geralt w końcu polubił swego śmiertelnego wroga, sir Cahira Mawrr Dyffryn aep Ceallach'a. Dopatrzyłem się tylko jednego małego błędu. Ale ważnego dla postaci, bo jest to jej motywacja do poszukiwania przygód. Otóż szuka on brata, z którym rozdzielił się "w ten pamiętny dzień". Ale...(zawsze jest jakieś "ale") pan Dougan ma już 491 lat. A jego brat już daaawno leży pod ziemią odziany w sosnowe deski. Możesz napisać, że nie zdaje sobie z tego sprawy (w co wątpie na wzgląd w jego inteligencje), lub po prostu zmienić mu motywacje. Heh...co do stereotypów...to nawet to, co nie jest stereotypem po wielokrotnym użyciu się nim stanie. Chodzi mi właśnie tu o robienie uczuciowych robotów (hi niziołka & CYPHER ^_^...no i po trochu Yarre), dobrych osobników złych ras (vel sławetny już Drizzt Do'Urden) itd. Teraz moim zdaniem "na topie" jest robienie postaci dobro-złych. Czyli szarych. Nie super mrocznych złych, ani ultra-mega dobrych paladynów (co niestety zdarza się zbyt często), a ukazanie ich od strony ludzkiej, wewnętrznej. Ich problemów i rozterek. Werdykt: postać o niebo lepsza od poprzedniej (szczególnie podoba mi się wytłumaczenie, dlaczego niektórzy nieumarli zyskują świadomość). P.S.- Może i nie byłem specjalnie aktywny na poprzedniej Free Sesji, ale uwaga...teraz wkraczamy na moje terytorium...witajcie w domu Spella, w krainie fantazy. Na pochybel robotom i laserowym splówom ^^.
-
No nieźle, nieźle. Miało być mrocznie Paul? Jest. O karcie holyego i vysokiego wszystko powiedzieli moi przedmówcy, ale ja znalazłem kilka rażących mnie szczegułów w karcie Reva... Osobniki tworzące nową rasę muszą być niezależne od nikogo i mieć zdolność reprodukcji. Nieumarli tego nie mają. Są wskrzeszani przez nekromantów i są im poddani. Do końca, ponieważ jak wiemy, jest to ANIMOWANY trup, a nie wskrzeszenie (animacja- manipulowanie kimś lub czymś, np. lalką). Dzięki temu mają armię bezmózgich, ale nieustraszonych i posłusznych słóg za pół darmo. Poza tym, jeśli już "zaczeli się wywalać", to powinni obrócić się w proch, bo znikneła magia utrzymująca ich przy "życiu" Strategicny geniusz u kościotrupa "na dwa ciosy"? A skąd on ma mózg? Jak myśli? Powinien być bezmózgą lalką spełniającą każdy rozkaz, nawet wzięcia beczki prochu i wysadzenie się z nią w środku obozu wroga. Po cholere on nosi DWA! dwuręczne miecze (i co? posługuje się dwoma NA RAZ?) i jest mistrzem w szermierce, skoro może zabić każdego samym dotknięciem? I jak symuluje jako człowiek, że nie umie walczyć, skoro nosi DWA! dwuraki na plecach? Przecież to jest jawna podpowiedź, że jednak umie walczyć. Wiem, że czepiam się, ale te szczegóły mocno mi utkwiły w pamięci po przeczytaniu posta. Werdykt: MoooOOOooocno przegięta postać. A co do trumny...po pierwsze, Ellor potrzebuje trupa Zena, aby go wskrzesić (jest to łatwiejsze ze zwłokami), po drugie jest to rodzaj memorandum (niektórzy noszą takie śmiszne wisiorki-serduszka ze zdjęciami bliskich im osób, Ellor nosi trumnę, i to nie bynajmniej ze zdjęciem kumpla ^^),po trzecie, nasz paladyn mocno się z nią związał (jak zapewne zauważyliście, czasami do niej gada), po czwarte...to cholernie klimatyczne nosić trumne na plecach, nie uważacie? :] W sprawie magii paladyńskiej...Paul powiedział wszystko, co ja chciałem. Wyjął te słowa z mych ust...i był szybszy w napisaniu ich :].
-
Już jakiś czas temu wpadłem na pomysł na postać. I zbieg okoliczności sprawił, że jest dosyć podobna do pana nekromanty Holego :]. Może się nawet zbratają...dlaczego? Przeczytajcie sami... Imię - Ellor Rotbard Klasa - Upadły paladyn Rasa - Człowiek Wiek - 62 lata Stałem na wzgórzu opierając się o drzewo. Patrzyłem na gwiazdy, ale nie widziałem ich...oczyma duszy wspominałem, byłem gdzie indziej. Znowu jestem sam...no, nie licząc gnijącego już coraz bardziej trupa Zena. - Zen, skórczybyku, dlaczego zostawiłeś mnie samego? Cholera, dlaczego ja cię po prostu nie zakopałem w stercie ziemi w Sundabarze jak chciałeś? Cholera... Zamknął oczy...wspominał... Bitwa rozgorzała na całego. Kultyści jakiegoś tam boga wszechogarniającego zła nie dawali się łatwo posłać do piachu. Walczyli do końca...i to za kogo? Za kretyna, który obiecuje im tylko śmierć...ironia losu... - Ellor? - Taaa? - odpowiedziałem wsadzając miecz kultyście w brzuch po sam jelec. - Obiecaj mi, że jeśli umre...że jeśli umre to pochowasz mnie w Sundabarze, koło Marianny... - A co ci się tak zebrało na ckliwości, hę? Żyj pełną piersią póki możesz bratku! Bo jeśli nie, to ci przeklęci kultyści przedziurawią ci tą twoją klatę i bedę musiał zapieprzać do Sundabar z twoim zezwłokiem! Żyj pełną piersią Zen! Żyj pełną piersią! I nigdy nie żałuj... Ozwało się pukanie do drzwi - Kto tam? - przerwałem podpisywanie jakichś głupich papierów i wlepiłem wzrok w drzwi. - Wiadomość dla pana sir Elorra Rotbarda. - Ach, nareszcie teń drań coś napisał do starego druha! Proszę wejść! Posłaniec wszedł i rzucił zwój na stół jakby płonął, po czym uciekł. - Co na boga? - Otworzyłem zwój...a na nim..."Sir Zen Renttar odniósł śmiertelną ranę w głowę podczas ataku na misję dyplomatyczną którą eskortował. Prawdopodobnie zrobiły to siły jakiegoś feudalnego lorda, któremu wojna przynosiła profity......." a na koniec "kondolencje...". - Zen draniu! Dlaczego odszedłeś? Dlacz... - Ellor na miłość! Nie rób tego! Jesteś pieprzonym paladynem i to wysokim rangą! Masz jakieś obowiązki! Nie rób tego! A honor? Honor pala... Nie słyszałem go już...koń pędził drogą zagłuszając krzyki starego. Otworzyłem oczy. Znowu była noc, znowu gwiazdy świeciły. Mocno, jakby chciały mi coś powiedzieć. Czy szukam zemsty? Nie...ten lordzik już dawno gryzie ziemie. Zabiłem go, ale niekoniecznie po cichu. To był brutalny mord, jego i jego ludzi...nie było to godne paladyna. Splamiłem honor...uciekam teraz przed ludźmi, których kiedyś uważałem a braci. Ale czy dopełnienie zemsty wróci mi Zena? Nie...dlatego teraz szukam...szukam kogoś, kto...Zen, wiem, że mnie za to znienawidzisz, ale ja to muszę zrobić...dlaczego? Nie wiem...bo już nie mam innego wyjścia. Spaliłem wszystkie mosty. Żyj pełną piersią, i nie żałuj tego co zrobiłeś...i wiesz co stary durniu? Nie żałuje... Założyłem trumne na plecy i ruszyłem w mrok nocy rozświetlany tylko delikatnymi mrugnięciami gwiazd. Zalety: Dobrze włada bronią, zna się na magii leczenia (w końcu paladyn), nosi ciężką zbroje. Wady: Poszukiwany, wyróżnia się się w tłumie i zapada w pamięć przez noszenie trumny na plecach, coraz bardziej wiek daje mu w kość.
-
Moim zdaniem powinniśmy dać sobie jeszcze tak około tydzień na zakończenie wszystkich wątków w FS, a potem otworzyć nowy topic z nowiuśką, pachnącą sesją :]. Jak już mówiłem, jestem za fantasy o ciężkim klimacie (via poprzedni post P_aula). Tak nawiasem mówiąc, już mam ogólny zarys mojej postaci . Będzie to...ale to już temat na inną bajkę...eee...posta.
-
- Ok team, we must walk in...and about you two lads...err...lets say, that you are a "Night Watcher for a litte period of time"...err...you work temporary for us then. Ok team! Enter! Night watchers entered to the building of opera. Hall was very huge. Very very huge...a football match can be easily played there...with trolls as players...and ball like 2 tons rock...and...ekhem...the hall was very huge. - Then, we must go upstairs...be so nice loud man and lead us... - SHUT UP! I'M GOING TO TAKE CARE OF THIS BOTTLE!!! And so for you...there are signs lik "to the roof ->". Easy way...GOOOOD NIGHT OFFICER!!! Hmph... - Sheesh...I think, he is kinda poor. To clear that large building... Night watchers leaded by deadly signs like "Don't enter here, roof isn't here, it's there ->" and dangerous traps like hole in the stairs went trough rooms. At last, after few traps and signs and really huge rooms (they can swear, that they had few kilometers!), they arrived to room with simply ladder leading to...to what? Ah yes...sign "Roof over here" tells everything. - At last...on my beard...and how we take up this unconscious dwarf? What is his name, aye? Svyrnek? Fomfol? Whatever... - I think he's name is... - Never mind. Ok...now we must only...CRAP! From kind a clap in the ceiling, where ladder ends, swam deadly green acid...ladder in a flash burnt down... - Damn it...now, how we can go there, aye? How that dwarf sad? "Holy anvil"? That sentence isn't modest now...my grandgrandgranfather was saying stuff like this and "On my shovel!" and "May sant iron curse you" and "Awww! They cut off my arm! Bastards!"...that was modest ages ago... - I think "They cut off my arm, bastards!" is on top everytime and everywhere. - One point for you...ok ok...lets cut chit-chat here...how we can go on the roof? - You dont see it? There is backup ladder over there... - Ah...right...ok then...one, two, three... They put backup ladder under a clap in the ceiling... - Ok now, everyone go up! After few seconds of climbing up, everyone from the team was upstairs, even uncouscioness dwarf. - On...my...beard... On the roof there was a big oval. It was lewitating in the mid-air. It seems, that was teleport. There arent any pictures byond him like forest or room...just back hole. On roof there was sitting someone...dressed in black coat with the hood hiding face. When he just saw Night Watchers, he began to run to teleport. - I cannot allow it! In the name of law! Stop! Dot throwed Lucky after escaper. - Nooooooo! You stupid dw... Both, the escaper and axe dissapeard in teleport...After that, oval began to get smaller...
-
Ekhem...hey guys, long time no see... UuuUuuUuu...vacation has ended and I...I had a little itsy bitsy problem with net...but now I'm back. You can count my posts in :]. Whow...last post in this topic was wrote about...3 weeks ago? Action action! Wake everybody, its show time! Get prepeared for a big show off tomorrow. Why tomorrow? Because now it's a little late and this things. Ok...Free Discworld session - reactivation! Yay! <scream of happiness>. Im so happy to see you again guys...<cry of happiness>... P.S. - Char Char of happiness And last word...we must count every players...why? Because some of them weren't playing at all. They were with us...but...that was a felling like there werent. Then...everybody...say if you dont want to play, just quit. Beacuse it's like ouer chars are "carrying" yours. Even before vacation Maceb and Meggie weren't very active. So? I see, that Rince is (like usual :]) very active, mister Psychol (welcome new player :]), and mister Jaqbs (welcome second new player :]) too. You can now be sure, that Dot and Lucky are going to kick some Swig Swig ass!
-
A oto podręcznikowy przykład jak NIE ROBIĆ. Było to już tyle razy przerabiane i stoi jak wół w regulaminie, że nie można sterować poczynaniami innego gracza (chyba, że obgada się to nim), ale ty przekroczyłeś wszelkie granice i od tak sobie, jednym postem, wywaliłeś nas z planety. A to, że Paul nie wyraził sprzeciwu nie jest ważne, bo nie tylko on, jak zapewne się zorientowałeś, gra na tej sesji. Co do punktu zaczepienia dla kolejnej sesji...to z tego co wiem, chwilowo jeszcze jakoś, jakoś ciągniemy obecną. Głosowania jeszcze nie było i chwilowo nie wiadomo kiedy będzie, więc proszę, wstrzymaj się przed akcjami zamykającymi sesję, co? Każdy zżył się ze swoim bochaterem i to ON (lub ONA :]) decyduje, jak zakończą się jego losy. Co do samego głosowania...mi pasuje każdy dzień, nie mam żadnych planów "wyjazdowych" itd.
-
Achh, nawet nie wiecie, jak tego mi brakowało! Yorr wrócił, i znów jest gotów oddać resztki swego wraku za życie pięknej i dzielnej panienki! Yeach ... A co do jego przygód na czas mej nieobecności...załóżmy, że baterie wyczerpały mu się szybciej niż u Ethain (w końcu staruśki już jest). Wyczerpały mu się w drodze do pustelnika, dzień po wybudowaniu mostu. Od tego czasu targaliście mnie za sobą ...
-
Ładowanie baterii zakończone sukcesem... ***Wpis nr.00011*** Ile czasu upłyneło od wyczerpania moich baterii? Ile jednostek czasu? Nieważne...najważniejsze, że znowu mogę pomóc panience... /wpis Uaktywniłem receptory odpowiedzialne za odbieranie obrazu. Przesłały obraz do jednostki pamięciowej. Wygląda na to, że znajduje się w średniej wielkości pomieszczeniu o białych, świadczących o szpitalnej wręcz sterylności ścianach. Ostre światło padało z lampy pokrywającej cały sufit. W pomieszczeniu znajdowały się cztery masywne łóżka, prawdopodobnie szpitalne, wokół których ktoś się krzątał. Trzy z nich były okupowane przez istoty ludkie. Wyostrzyłem receptory...jedną z nich była panienka! Więc nic się jej nie stało. Dwóch pozostałych istot nie znałem. Chciałem jak najszybciej podejsć do panienki, usłużyć, zapytać. Ale coś mnie trzymało. Przestałem skanować pokój. Zauważyłem, że znajduję się w doku ładującym roboty starej marki. Zainicjonowałem oddokowanie. Kable odłączyły się, przyżądy podtrzymujące usuneły. Moje narządy lokomotoryczne były w pełni gotowości. Chciałem podejść najszybciej jak mogłem do panienki, ale nagle jedna z istot poderwała się z łóżka i zaatakowała osobę zajmującą się ciałami. Opiekun padł nieprzytomny, a agresor rozejrzał się rozpaczliwie. Stał do mnie tyłem. Szybko cofnołem się do doku ładującego, udając, że się ładuje. Jednak gdyby chociaż próbował zaatakować panienkę...byłem gotów. Agresor obejrzał obydwa ciała i chyba się przestraszył. Zaraz potem rozbił czymś otwór wentylacyjny, wcisnął się w niego nader zwinnie i uciekł. Nawet nie próbowałem go gonić...w końcu jestem tylko starym robotem-pokojówką. Szybko podszedłem do panienki...zeskanowałem ją i nieprzytomną istotę...panienka była zdrowa, nic jej nie groziło...najwidoczniej była po prostu bardo zmęczona...biedna panienka...za to jej opiekun dostał dużą dawkę prądu i prawdopodobnie nie wstanie przez parę godzin. - Panien...! - nie! niech śpi. Głupi, przecież jest zmęczona...niech odpoczywa i regeneruje się. Ja...ja przy niej postoje...tak jak kiedyś, gdy spała, gdy lecieliśmy na tą planetę...a może już na niej nie jesteśmy? Jak długo byłem nieaktywny? Niech odpoczywa, ja będę czuwał... I tym kończy się Free Sesja#1; Od tej chwili w tym wątku będzie prowadzona sesja na tych samych zasadach, jednak w świecie fantasy (FFS)- nzk
-
Ehh...nie było mnie raptem cały weekend, a wy już wypluliście ze swych trzewi następną stronę. Kiedyś byłem liczącym się współtworzycielem tej wspaniałej sesji, obecnie jestem tym, którego chowa się w masowych mogiłach. Jak mówiłem, to, że mnie nie było nie zależało ode mnie i teraz, macie moje słowo, bedę brał żywy udział w sesji na dobre i na złe (wszelkie skojarzenia z kiczowatymi serialami są błędne :]). Hmm...to już rok...no proszę, nawet nie zauważyłem. Sesja schyla się ku końcowi. Jedni mówią "reaktywacja!" inni są za przeniesieniem się w zupełnie inny wątek. Ostatnio doszły jeszcze inne pomysły (od razu mówię, że Cthulu mi nie leży ). Osobiście jestem za ciężkim fantasy, ponieważ nie s-f, a fantasy na zawsze zagościło w moim sercu (tak, wiem, to ckliwe i najzupełniej nieoryginalne zdanie, ale...). Mimo wszystko boję się, że jeśli wejdziemy w fantasy, co niektórzy stali bywalce odejdą. Po postach Paula widać, że stoi on murem za reaktywacją i to w klimatach wojennych. Z przyjemnością uczestniczyłbym w takiej sesji, ale mimo to oddaje swój głos na fantasy... Ehh..idę czytać waszą twórczość dalej...w kocu muszę znać losy Yorra, zanim pochowam go pośród jego przyjaciół...
-
Arghh...z powodu pewnych niezależnych ode mnie zawirowań wydarzeń i złośliwości losu nie byłem w stanie zajżeć na forum. Ba, net mi nie działał. Dlatego rozpoczynając wyrazami skruchy mam nadzieję, że Yarre jest jeszcze w waszej łasce...i że jeszcze żyje... Arghhh (numer 2)...jej, aleście się naprodukowali...kilka kilogramów liter jak nic. Zanim się doczytam i zorientuje w sytuacji minie troche czasu. Mimo wszystko zauważyłem kilku nowych graczy, których witam z uśmiechem na twarzy, ponieważ im więcej chętnych do bitki tym bitka ciekawsza :]. Jak ja się za wami stęęęĘĘĘęęęskniłem! :cry:
-
+--> ("Psy...duck )Spell >>> I've read your post before I wrote mine, and it's the continuation of your story... but it should be destroyed anyway... Then why you were climbing, aye? The door is now open! Read carefully all posts fellow... And with your post...Qbuuuuuś!!! We need your powerfull skills! Clear Psycho's post in "Discworld Free session" topic, shall you? P.S. - Char Char
-
Sheesh...I must tell it once more...Spell, just calm down...ok...1...2...3...10...ok...sheesh... Ok then mister Psycho...your post was lovely, but...you played as us...you wrote what we told you and what you must to do...and...sheesh...<mumble bumble char char> you cannot to do so. Why? Cauze all of us want to play, and if somebody else are playing as mine Dot, then Im a little...nervous. Why? Cauze its mine char and Im telling what he is doing and what he is saying. And this isnt with me only...sheesh...you know what? Just read all pages in "Discworld Free sesion" and "About - Discworld FS", ok? Ah...and one more thing...I understand, that we (you and I, Psycho) began to write the post in the same time. It not so rare thing. But I send the post first, then mine point of view is real. Then...what we gonna do? Hey guys, lets decide, whith one post is real, and whitch one must be...brrr...destroyed...
-
Ostatnio toczyła się tu dyskusja o uzależnieniu od komputera. Chciałbym wam przedstawić pewien bekowy filmik o tym nałogu, który przy okazji obśmiewa Counter Strike'a...miłego oglądania! http://www.maxior.pl/?p=index&id=2108&0
-
Widzę, że co niektórzy z tego topicu chcą uczestniczyć w prawdziwej sesji RPG. A więc czas na małą reklamę. Nie macie wcale daleko, wystarczy zajrzeć do działu tego forum o nazwie "Sesja RPG" i popytać w topicu " dyskusje o free sesji" lub (jak już zrobił mości P$ycHoL) w "about - Discworld English FS" ... gorąco zapraszam wszystkich chętnych (zwłaszcza do tej drugiej sesji, gdzie panuje chwilowy brak chetnych mieczy i/lub toporów ).
-
- Ehh...why all newbie are like this? Remember! We represent the city in night! We are the LAW! And no one...I repeat once more to you, newbies...NO ONE WILL SHOUT ON NIGHT WATCHER! - SHUT THE HELL UP CRAZY DWARF! I WANT TO SLEEP! - NO ONE...ah..why I am screaming? Lucky, are you ready?!? - Im always ready for action old beardie! Lets kick his ass! - You havent any legs for kicking... - Oh.. ... - It's a detail... - You have right... - Then what are we waiting for? Lets kick his... ... - Eh...just hit this stupid door... - Yeah...right... Rest of Night watchers were standing next to Dot and they had...disgusted faces... Dot took few steps from the wooden doors. He looked once more on it and said something like <look newbies and learn how to take care of old fogy>. Then Dot start to charge... There was a while, where it would appear that old mother night was counting... 1... Dot and Lucky started screaming an old dwarfen battle shout like <GOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOLD!> 2... Dot tripped and fall and start to slide on his face straight to the doors... 3... An "old fogy" shouted something like <OK, OK IM OPENING JUST STOP SHOUT!!!> 4... Doors opened and Dot whith Lucky slide beautiful in the opened entrace... 5... A whole building of Opera shiver, when loud <BUM!> and <OUCH!> can be heard. There was a while, where it would appear that old mother night was laughing. Dot stand up whith whole face in blood and the small pieces of his beard left and said : - Yo se? This is a wei, how to tek cere of old fohy... Then he fall on his face and become unconsciousness. There was a while, where it would appear that old mother night was crying from laughing. - Sheesh...that was an overkill There was a while, where it would appear that old mother night died from laughing... If only there is an old mother night...and if she can die.
-
Awww...long time - no see...I missed you guys so much...but now I'm back for about one week (then Im going to go on festival of street theaters in Jelenia Góra). Aww...comp, sweet comp. Err...home, sweet home...whatever. Char Char... I read your last posts...and my blood are boiling! Why do you think Im a boos/chief/VIP here? Why? I dont understand it...Mister Psycho is very nice person...and Svorn is very nice dwarf..."oh...you are nice, but wait for Spell, he is our boss you know". No, no, no. Rince said "yes". Kin said "yes". Then what are we waiting for? Lets play! Ah, and one more thing for the future. Lets say, that if somebody want to join us, he must achieve three "yes" from players and he is in. Is this good for all of you? Then mister Psycho...you have two yes, and I say "yes" too. Your in brother dwarf. May the beer's god have bless you. And one more thing...everyone wrote a post, where theyr char join our great journey. Then mister Svorn...just wrote a post yourself! Is that ok to you? P.S. - Char Char (oh, I missed this words so much )
-
Witajcie moi mili! Tęskniliście za poczciwym Yorrem? Bo ja za wami bardzo . Widze, że sesja posówa się na przód niczym zając na sterydach. Witam nowego "towarzysza broni", który chwilowo wyzywa nas od bandy głupców ;] . Ale myśle, że to tylko okres przejściowy...choć z drugiej strony zamiary Cyphera są bardzo tajemnicze... P_aul...cudowne posty. Te majaki...majstersztyk moim skromnym zdaniem. Chociaż chyba ździebko przesadziłeś z tym spirytyzmem, ale to tylko moje zdanie. Bardzo się cieszę, że nie zostawiliście biednego Yorra na pastwe losu, a pokierowaliście jego losami. Dzięki za troske. Dlaczego mnie tak długo nie było? Heh...zwiedziłem pół Europy...było bardzo przyjemnie, prócz małego szczegółu w postaci braku kasy na bilety do Disneylandu. Jak to powiedział mój tata, gdy zobaczył cene za bilety "widzicie dzieci ten wspaniały park rozrywki? Tu NIE wejdziemy"...bo do Polski trzeba było wrócić, a jak wiadomo, paliwo tanie nie jest. Ale jeszcze nie wszystko stracone, bo mamy obiecane odwiedziny Paryża i Disneyalandu "once more"....ale nie wiadomo kiedy ... Mamy około tydzień na nacieszenie się sobą...potem znowu wyjeżdżam...no nic, czas zabrać się za skrobanie kolejnego wspaniale hermetycznego postu...
-
Ale kto wygramolił ta gromadę leni do lasu? I kto sprowadził tego uroczego maluszka z rowu? No kto? Yarre .
-
Toż to na rynku gier masakra! Jakieś średnie bądź nawet kiepskie gry chodzą od 60 do 100 zł a takie legendy jak Planscape: Torment i Baldur's Gate II mozna już kupić za DWIE DYCHY! Szedłem do Empiku, ale tak sobie myślałem, ze już wszystkie egzemplarze wykupili...aż tu nagle świeci na mnie okładką mój kochany Baldursik! Jak nie wezmę w objęcia i nie ucałuje (dosłownie ), jak nie pobiegne do kasy! To przeżycie zapamiętam do końca mego życia . Moim zdaniem jest przeciwnie. swiadczy o tym choćby fakt, ze ten topic trzyma się w czołówce działu "Komentarze" i ma 48 stron . I przebija kącik Planescape'a .
