Skocz do zawartości

SpellCaster

Forumowicze
  • Zawartość

    391
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez SpellCaster

  1. Nie powiedziałem, że Ellor zakonserwował Zena, bo...zrobił to ktoś inny. Napisałem w jednym z postów, że wykopałem go z ziemi razem z jego trumną. Wziołem łopate i wykopałem go na jakimś zaplutym cmentarzu. Jego majętna rodzina na pewno postarała się o środki konserwujące, balsamy, pachnidła itd. ===== Oooops...zapomniałem o cenzurze na forum. Zamiast "rusz d***" to wyszło "rusz pupcie". Jakie to słodkie. Przychodzi mi na myśl sir Ryszard. Niech to beczka dżemu, motyla noga, zaraz komuś przycukrze...
  2. Przepraszam, mój błąd, że zapomniałem o zombiasie. Załóżmy, że on tam jest i tyle. Ale odpłace ci pięknym za nadobne. Jeśli ja nie napisałem, że odkładam trumne, to znaczy że jej nie odkładam i nie masz prawa pisać, że to zrobiłem. Trumne mam na plecach ciągle, zdejmują ją tylko do snu lub kąpieli lub gdy tak zdecyduje, ale na pewno nie rzucam jej po krzakach. Ja tylko coś przeoczyłem, ty dodałeś coś "od siebie". Niepotrzebnie, sam potrafie zatroszczyć się o Zena xD.
  3. ... Stereotypy martwiaku, stereotypy. Rozumiem doskonale nieumarłego i człowieka, przeboleje jeszcze orka i człowieka, ale elf i krasnolud ledwo się zobaczą, nie pchają się sztyletami. Odczówają niechęć to fakt, nie lubią się, to fakt. Ale to nie znaczy, że jeden drugiemu poderżnie w nocy gardło tylko dlatego, że drugi to elf/krasnolud. Na początku było diablo ciężko, Ale potem się przyzwyczaiłem. Wiesz jakie mam przez to muskuły? Chcesz zobaczyć, chudziutki szkieleciku?
  4. Nareszcie ślady doprowadziły mnie do celu. Usłyszałem głosy. -Klątwę zdejmę sam, ale twojej trucizny nie umiem wyleczyć. Nie znam się na leczeniu żywych stworz... - zawachał się - Nie znam się na leczeniu ludzi. Nie masz wiele czasu. Trucizna pochłania twoje ciało, ale jeszcze umysł jest bezpieczny, potrzebny ci jakiś medyk. To może być ryzykowne, ale sądzę, że ludzkiego medyka znajdziemy w mieście, więc cię tam zabieram. Z pomocą Jej Mrocznego Majestatu dobrniemy do celu. Wychodze zza krzaków, a mym oczom ukazuje się obraz rzygającego nekromanty i stojącego nad nim starucha, tego samego, który włóczył się za nami jakiś czas. - Odsuń się od niego! Jaką klątwę? Mów szybko...ale najpierw przedstaw się ładnie, lubie wiedzieć z kim rozmawiam. Odsuń się od niego mówie! Wyciągam miecz, najlepszy argument w ostrych dyskusjach. - Miasto się pali przyjacielu, a w takich warunkach pomocy medycznej się nie udziela...zwłaszcza, że nie ma jej kto udzielić, wszystkich medyków prawdopodobnie wytłukły orki. Więc mów...jak się nazywasz? I czego chcesz?
  5. Nom...już to widze. Zgrana. O bogowie tego świata, miejcie nas w opiece i wybaczcie nam, że jeszcze wss nie wymyśleliśmy... Ja czekam na posta Holyego, to on idzie przede mną. A ja zanim. To on ciebie wpierw spotka Rev. I lepiej się pośpieszmy, bo niedługo nasz nekro swoje płucka wyrzyga .
  6. Darek, welcome back! Jestem na TAK (no bo tęskniliśmy za tobą ^^) ...ale mam takie jedno małe przemyślenie. Nie tyczy się twojej karty za bardzo, ale... Cóż, wszystkie wampiry to szlachta, hrabiowie, baronowie itd. itp. I nagle jest <pstryk> "jhestem whampirem! Ale fhajnie!". A gdyby tak ktoś zamienił zwykłego wieśniaka w wampira? Oszołomienie, baaardo powolne odkrywanie swoich nowych "umiejętności". Niedosyt...ale czego? Pożądanie...ale czego? Dlaczego słońce wydaje się takie nieprzyjemne, takie palące? Pali skórę do kości? Człowiek, który wcześniej nawet nie zetknął się z wampirami. I nagle zauważa, że się nie starzeje, że nie wiadomo czemu, pociąga go krew, że widzi w ciemnościach, że potrafi skłonić wójta, aby dał mu za darmo swoją dojną krowe...a nie <pstryk> "wow...dajcie mi phelerynę podbitą czherwonym athłasem!". Poza tym...wygląda na to, że Ellor będzie zmuszony zdielić przez łeb mieczem jeszcze jednego "bad guya" . Lepiej się nie rozdzielajmy. Powinniśmy się niedługo znowu spotkać. Pa(ł)adyni idą do was, za nimi nekro, a za nim ja. Gdybyśmy się rozdzielili, to byłoby jak mówiliśmy, będziemy prowadzić dwie oddzielne historie ignorujące siebie nawzajem, a nie jedną, wspólną. Rev...mi się wydaje, czy ty masz gdzieś, że wszyscy naokoło dowiedzą się, że jesteś mrocznym paladynem? Za tobą Paul, przed tobą Gandalf, obok Niziołka. A ty wnikasz w drzewo. Potem od tak sobie, bo pada, przyzywasz trupy, żeby cię osłoniły przed deszczem. Potem rozcinasz trupy. Mi się wydawało, czy ty bardzo oszczędzasz energię? Bo raz czarujesz i tracisz wszystkie siły, a raz wnikasz w drzewo, zaraz potem animujesz kilka orków jak gdyby nigdy nic.
  7. Holy...przede wszystkim pladyni tworzą elitarne zakony wojowników...służą swemu bogu, a nie jakimś głupim (hi sir Ryszard ) pankom, domorośle zwącymi siebie Alcjonitami. Paladyni to nie najemnicy, a samorządna i dobrowolna grupa społeczna (oh, jak ja kocham WOS). Rev, ty się odczep od tyłków moich orków! Poza tym ci twoi paladyni prędzej połamaliby sobie nogi próbując kopnąć tyłki prawie dwómetrowych kolosów ^^. Ja nie wiem jak długo mogę ci wmawiać, że ta twoja "lekka piechota" prędzej zesra się, niż stanie w równym szeregu przeciw orkom. Ucieczka murowana. A poza tym nie mają czasu czegokolwiek karcować, bo zanim by doszli do miasta, to orków by już dawno nie było (palące się miasto to nie hotel 5-cio gwiazdkowy). Oglądałem Joanne D'arc, więc wiem co to. W bramie montowało się dużo diurek wielkości dużego bełtu. Za bramą stała mini balista strzelające około 100 bełtami/strzałami/czy_jak_to_się_nazywało przez te otwory. W bramie było bardo wąskie przejście. Jedna sekunda i około 30 ludzi leży i kwiczy. Oto ci chodziło? To była pasjonująca i bardzo rozwijająca dysputa, za którą serdecznie ci dziękuje Revotur. Ale co za dużo, to niezdrowo. Niedługo połamiemy sobie zęby na kolejnych teoriach i strategiach średniowiecza. Orkowie tracą połowe żołnierzy i się wycofują, paladyni mają doszczętnie spalone miasto. Kwita?
  8. Powoli otworzyłem oczy. Naokoło mnie leżało kilka trupów, zarówno ludzkich, jak i orczych. Podniosłem się. Najwyraźniej odbyła się tu mała potyczka między grupką uciekających i goniących. Mała potyczka w wielkim gąszczu ogromnych bitew, nie zapisana nawet na kartach historii, a mimo to oddali w niej życie zarówno dzicy orkowie, jak i paladyni. - Cholera, gdzie on się podział? - zaczołem się rozpaczliwie rozglądać, nekromanty nigdzie nie było. Nie było go wśród zabitych. Rozejrzałem się dokładnie, zauważyłem, że ktoś wszedł w kałuże krwi, idąc dalej zostawiał krwawe ślady. Wyciągnołem miecz z pochwy i ruszyłem w kierunku, gdzie prowadziły ślady. W oddali słychać było głośny wizg ludzi, próbujących zaczerpnąć ostatnie odrobiny powietrza oraz charkot rozpłatywanych orków. Wszędzie toczyły się mniejsze i większe potyczki. Ale jakby poza mną, w oddali. - Gdzie jesteś do diabła? Przeklęty mag...
  9. Pospolite ruszenie? Bandę chłopów chcesz nazwać lekką piechotą? Chyba w najgorszych koszmarach. A poza tym, pospolitego ruszenia nie zbiera się, od tak "kto chce iść na wiiiielkich orków z wielkiiiiimi toporami?" "JA! JA TEŻ! I JA! NIE ZAPOMNIJCIE O MNIE!". To trochę trwa. Poza tym...orkowie widzą uciekającą straż miejską i ludzi. Tylna brama? Sprytne. Wykorzystamy to przeciwko wrogowi. Orkowie zdobywają miasto. Zostawiają rannych, którzy zostali tu zostawieni na samobójczą misje (tak wiem, okrótne, ale śmierć w walce...i tak dalej). Sami ganiają za ciężkimi, wolno poruszającymi się wozami przy pomocy tylnej bramy. Wybijają wszystkich do nogi ("motyla noga!"- złorzecze sir Ryszard), biorą co się da z wozów, je same zostawiając, gdyż by je spowolniły. Wpada konnica do zamku, napotyka wściekły opór rannych (ranny ork, to wściekły ork. Poza tym wiedzą, że i tak zginą, więc wpadają w szał dając z siebie WSZYSTKO). Tymczasem chłopi cofają się te około 5 km(jakieś 2h marszu), zaczynają se karczować ten lasek (cały dzień pracy). A orków już dawno tam nie ma. Ale załóżmy, że poszli się bić z "lekką piechotą" (bosh, przecież to banda brudnych wieśniaków). I gdzie tu walka? "Lekka piechota" ucieka na sam widok niemal dwóch metrowych orków z niemal metrowymi toporami. To trwało tylko kilka chwil. Gdzie tu czas na jakiekolwiek karczowanie? Nawet jeśli zostają, to co? Jest ciemno, nic nie widać. Orkowie widzą wszystko wyśmienicie. Ogromne toporzyska wcinają się z mięsistym odgłosem (coś jak <slash><blurp><arghh!>) w ciało. Rach ciach, i ta "lekka piechota" rozbita w pył. Poza tym i tak na pewno uciekli. Bo co mają? Nie bronią swoich wsi, tylko jakieś głupie miasto. Mają kilka wideł i lnianą koszule na grzbiecie. A orki? Pancerze, topory, wytrenowanie, zaciekłość. Będzie tylko słychać tupot uciekających nóg. Orkowie ganiają za uciekającymi. Wpadają na tą twoją ciężką piechotę po drodze. Szybcy i zwinni w lesie orkowie rozrąbują ociężałą i powolną piechotę tak, że las od tąd jest zwany przez następne pokolenia "karmazynowym". I co robi konnica? Nie ma gdzie uciekać, bo nic nie wykarczowali. Ujemne premie do ataku w lesie. Zero premi z szarży (bo gdzie miejsce na szarże?), orkowie swoimi długimi toporami zmiatają jeźdźców z siodeł. End of the story. Ave orkowie! Wcale nie zaklepany! P.S.- Coś mi się wydaje, że ta dyskusja może trwać naprawdę dłuuuugo.
  10. Punkt dla ciebie Rev. Dla orków to gratka zginąć w walce. Najprawdopodobniej także rozwalili bramę i zostawili w mieście rannych. Jednak...pisaliśmy, że za nekromantą ścigała tylko konnica. Reszta została w zamku, bo piesi nie będą biegać za konnymi ^__^. Załóżmy więc, że dzielni orkowie rozbili obronę. A konni wrócili się po zamek, rezygnując chwilowo z nekromanty. I jak ty chcesz uzyskać z ciężkiej konnicy lekką piechotę? Rozkazać, żeby zeszli z koni, zdjeli zbroje i rzucili w krzaki długie miecze (czy co oni tam mają) do walki konnej? Hę? No przepraszam bardzo, ale orkowi wodzowie nie są AŻ tak głupi, żeby spać smacznie w rozwalonym i PALĄCYM SIĘ (spać w palącym się?) mieście, gdy pod bokiem jest wróg. Nawpychaj ile wlezie do kieszeni i uciekaj z miasta ^^. Więc co jedli mieszkańcy? Własne buty? A jedenie trymali gdzie? Pod poduszką, czy w magazynie? Jak to, "kilka minut"? Mieli CAŁĄ noc na robienie umocnień, sam tak pisałeś. Załóżmy, że się umocnili. Mają full jedzenia (paladyni na pewno mieli zapasy na wypadek oblężenia), a paladyni nie mają sił ani środków do zdobycia zamku...sytuacja? Wycofują się...dlaczego? Nie mają ani jedzenia (zanim poślą gońca z wiadomością, i dojadą te ciężkie wozy pełne żarła to wszyscy zdechną z głodu). Chyba że zaczynają objeżdżać okoliczne wioski w poszukiwaniu jedzenia. Co na to mości orkowie? Hyc i nie ma orków. Miasto spalone, zrujnowane, opróżnione (orkowie mają dużo kieszeni w spodniach ^^), ludność zabita, paladyni i straż miejska zmęczeni i zdziesiątkowani. Ave orkowie! Teraz ty! Berek ^___^
  11. Rev, piszesz, że święci mężowie, od tak sobie, przejmą zamek. Primo, część orków zostanie w mieście i obstawi mury, gdy reszta pójdie do tego waszego "lasu", secundo, życie to nie RTS, tutaj nie niszczy się miast łukami i mieczami...do tego potrzebny jest ciężki sprzęt! (taran, katapulty, te sprawy). A poza tym, skoro orki są takie mądre, to ja na ich miejscu zostałbym w zamku i nie ruszał się z niego. Zanim paladyni wezwą posiłki w postaci ciężkiego sprzętu to (zależy już od celów orków) miasto byłoby już dawno splądrowane i porzucone, albo porządnie umocnione i bronione. I co, panie taktyk? Czekam na ripostę ^^. Bo w taktyce nie ma tak, że "przypuszczam, że wróg zrobi tak" i <pstryk> tak się dzieje! W taktyce się planuje i zakłada, a nie układa tarota i mówi, co będzie i jak nam gładko pójdzie. Mówisz, co byś zrobił na miejscu pladynów. Teraz postaw się na miejscu orków.
  12. Niby dlaczego? Przecież to będzie istny McDonald dla ciebie . Ja na twoim miejscu wziołbym sobie kilka najbardziej zmasakrowanych zwłok i pochrupał w drodze do kopalni, czy gdie wy tam zamierzacie iść. No to teraz do naszej listy "przed kim uciekać musimy" możemy dodać paladynów i orków. Uciekanie to jest to, co tygryski lubią najbardziej ^__^. Ekhem...wypraszam sobie, nie jestem żadnym złodziejem nekromantów...przecież on idzie ze mną dobrowolnie...prawda, Holy?
  13. Rev w pięknym stylu postawił na swoim. Temu już zaprzeczyć nie mogę, a poza tym, surfowanie na trumnie po stromym zboczu to fajna zabawa ^___^.
  14. Szorowałem gębą po zboczu wąwozu...cholera, jak ja lubie takie sytuacje. W końcu zatrzymałem się na jakimś wyrastającym ze zbocza drzewie. Złapałem lecącego nekromante. Aż dziw, że trumna się jeszcze trzymała. W górze słyszałem odgłosy walki, głuche uderzenie mieczy. Prawdopodobnie walczyli z tym czymś, co mnie zaatakowało. Mój rumak...mój piękny koń o lśniącej sierści...rozpłatany leżał na dnie wąwozu, a bebechy ciurkiem wypływały z jego otwartego brzucha...to był naprawdę dobry rumak, może i przyjaciel. Cholera, jak ja lubie takie sytuacje. Wskoczyłem na trumne i razem z nekromantą zjechałem po zboczu pełnym zgniłych liści i uschniętych gałęzi. Przejażdżka okazała się nad wyraz interesująca. Po zjechaniu na sam dół ruszyłem w stronę mojej pustelni. Było mi wielce obojętne, czy rozsieczą to coś, prawdopodobnie jakiegoś drzewca, na drzazgi, czy on ich zabije, rozrzucając ich wnętrzności na wszystkie strony. Honor, honorem, ale ja swój tyłek lubie w jednym kawałku.
  15. Wszyscy są MG, ja także się do nich zaliczam. Raz Rev się pomylił z noszeniem trumny i tym, że jestem byłem "nieprzytomny". Odkręciliśmy to, mimo że jest MG. Napisał to, a mimo to odkręciliśmy. Teraz ja, za pomocą faktów i racjonalnego myślenia wybrnołem z sytuacji. Równie dobrze moge napisać, że pośrodku naszej grupy teleportował się ogr i zaczoł żąglować maczugami deklamując przy tym wiersze. Napisałem, że się teleportował, więc się teleportował, co napisałem, to musi być, aye? Nie wszystko, co zapisane, jest święte. Wszystko za pomocą odrobiny dobrej woli można zmienić. Sam ktoś zresztą burzył się, że długi post Holyego jest nie do pomyślenia, bo nikt nie mógł ingerować w wydarzenia tam zawarte. Ja po prostu ingerowałem. P.S. - Eh...Vysoki, Vysoki, Vysoki ;]
  16. Ehh...Rev, Rev, Rev...znowu nie doczytałeś mojego posta. Koń był bardzo obciążony, więc wyraźnie napisałem, że nie galopowałem, tylko ruszyłem wolno (więc nie miałem nawet po co chamować). Nie wiem jak to się określa...stępem? A poza tym, nie mam żadnego wieśniackiego konia, tylko świetnie wyszkolonego, paladyńskiego bojowego rumaka, co w pełnym galopie prędzej przeskoczyłby te twoje "ostre" gałązki. Ale że nie galopowałem...to po prostu drzewo ominołem, :]. Nie ze mną te numery Bruner! A poza tym, teraz wiem, że używasz czarnej magii . Darek, long time no see ^^. Do pełni mrocznego klimatu brakuje nam tylko prostytutki, sprzedającej się każdemu. Chcesz zagrać jednął? ;] Jakby co, to ruszam do mojej pustelni. Tam na pewno znajdą się jakieś ziółka przeci truciźnie. W końcu paladyni, to takrze po trochu medycy, nie? Rev, jak chcesz zwłoki, to ukatrup Paula, kup trumne i noś sobie krasnoluda w sosnowych deskach na plecach sam .
  17. Usłyszałem głos łamanego drewna, a zaraz potem szczarniałe i uschłe drzewo spadło na ziemie. Przede mną. Zdążyłem wychamować świetnie wyszkolonego konia. I tak nie jechałem zbyt szybko. - Czarna magia? - mruknołem do siebie. Obejrzałem się na nekromante. Ten nie mógł teraz sklecić żadnego zaklęcia. Obejrzałem się za siebie. Wszyscy wciąż dyskutowali...opróc tego starego dziada. Niedobrze, czyżby kolejny nekromanta? Nie mam czasu na dochodzenie. Wyminołem uschłe drzewo i ruszyłem dalej wolno z powodu obciążenia konia. Ruszyłem kierunku meł pustelni. W kierunku mego domu.
  18. Orki...tylko ich tutaj brakowało. Próbuje biec za resztą, bo co mam robić? I tak biegną w stronę, gdzie ukryłem mojego rumaka. Za nami kłęby czarnego, duszącego dymu malowały niebo pędzlem śmierci, niby sępy krążące nad dogorywającym miastem. Przez martwą ciszę przebił się krzyk ropaczy. - Stać! Oto naszedł czas naszej rozłąki. Nie będzie mi was brakować, dziękować wam także nie mam za co. Żadnych długów wdzięczności u was nie zaciągałem. Jestem wobec was obojętny. Zagwizdałem przeciągle na palcach. Po chwili z gęstwiny wypadł mój koń o lśniącej, białej sierści...jakże to romantyczne. Przerzuciłem nekromante przez łęk, sam wspiołem się na siodło, na plecach mając trumne. Koń ugią się niemal pod ciężarem trzech ciał. Ale nie ma pośpiechu. Nie potrzebuje galopować. Paladyni mają teraz co innego na głowie. Dałem siwkowi ostrogi i ruszyłem z wolna w gęstwine lasu, obiecującego chwilowy spokój. Krzyknołem jeszcze, nie oglądając się nawet: - Nie próbujcie mnie śledzić...dla własnego dobra. Bo moi wrogowie staną się waszymi...a ich nie chcielibyście mieć nawet za sprzymierzeńców...
  19. Widze, że nie tylko Paul ma nastrój na pisanie głupotek . Kara: Włóczenie końmi i nadziewanie na pal przez mistrzów katowskich...człowiek może umierać nawet trzy dni :twisted: A co do sesji, to możecie sobie iść do miasta. Najciemniej nie zawsze jest pod latarnią, a wchodzić do paszczy lwa nie myślę. Ja odpadam, to nie ja cię zatrudniłem ^^ . No chłopaki, co macie, to dawajcie, dziewczynie się należy! To wynaleźli już okulary?
  20. - Chcecie wracać do miasta? Droga wolna, prosze bardzo. Ale ja zabieram mojego nekromante i ide szukać konia. Jeśli chcecie zgarnąć za nas nagrodę to widzę, że nie ma rady, trzeba będzie użyć siły. Zlustrowałem wszystkich obecnych. Jakiś dziwny żebrak sam przyniósł masywne ciało jakiegoś natrętnego człowieka, a nie wygląda, by drzemało w nim tyle sił...krasnolud, z tym będzie problem, zwłaszcza, że wnioskując po wąskiej klindze jego miecza opiera się na szybkości. Niemal śmiertelnie wyczerpany elf. Jakiś pętak z łukiem...niedobrze, łuk potrafi być zdradziecki, ale trudno bedzie mu trafić, kiedy będę lawirować międy drzewami. I ta...dziewczyna, wygląda na szybką. A ja będę musiał jeszcze dźwigać trumne Zena i jego samego, oraz nekromante...nieciekawa sytuacja, chociaż bywałem w gorszych. - Nie potrzebuje waszej pomocy. Możecie iść...ale jeśli spróbujecie mnie śledzić, gorzko tego pożałujecie. Narzucam trumnę na plecy i przewieszam ramię nekromanty pomagając mu iść. Przybieram bojową pozycję patrząc, czy nikt nie będzie miał złowrogich zamiarów. Jeśli nikt mnie nie zaatakuje, obracam się na pięcie w kierunku, gdzie mniej więcej znajduje się mój koń. - A ty plugawy magu idziesz ze mną, nie masz nic do gadania.
  21. Ciągle zapominałem o tym napisać, a nie chciałem pisać dwóch postów pod rząd. W końcu mi się przypomniało. Otóż post Hawka, w którym walczył z zombiasami na kilometr pachniał cRPG'ami. Dlaczego? "Ojej! Toż to straszne zombie! Musze je zabić!" <ciach, ciach> "Dobrze się spisałeś młodzieńcze! Masz, oto zbroja, mamy ich od cholery w magazynie, więc rozdajemy komu popadnie. Jak będziesz w potrzebie, możesz się zwrócić do paladynów, pomożemy ci. W końcu i tak nie mamy nic lepszego do roboty". Brakowało tylko napisu "Quest completed, 1000 experience points" :|
  22. Mój nekromanta także był troche podziurawiony. - Nie ruszaj się...poszczypie tylko trochę. Wymodliłem krótką sentencję. Była to magiczna inkantacja, ale była popularnie zwana modlitwą. Przyłożyłem dłonie do ran nekromanty. Rana zaczeła strasznie śmierdzieć, unosił się z niej dym. Nekromanta przestał krwawić, ale zasklepienie ran zależało już tylko od jego organizmu. Nadal nie będzie mógł poruszać się zbyt sprawnie. - Dopomogłem trochę twojemu organizmowi, ale resztą będzie musiał zająć się sam. Nie jestem w stanie zneutralizować tej paskudnej trucizny. Lada dzień rany szczernieją, wda się zakażenie, będziesz miał wymioty. W końcu wyrzygasz swoje własne płuca. Nie mam pojęcie, dlaczego paladyni zaczeli używać trucizn. Przecież to wbrew kodeksowi. Wroga zabija się na ubitej ziemi. Nigdy nie atakuje się z ukrycia, od tyłu, a tym bardziej trucizną...ciekawe...
  23. Twój błąd. Ale Ellor nie będzie przez niego cierpiał. Tylko on nosi trumnę, nikomu innemu jej nie daje, a zwłaszcza jakiemuś pokręconemu staremu dziadowi który wygląda na gróźlika, a chwile potem na jedno ramie bierze przeszło 200kg trumne, a na drugie nieprzytomnego towarzysza . Umówmy się, że ja cały czas ją niosłem, dobra? To ty lepiej uważaj :twisted: . Następny post będzie z cyklu "ten stary dziad mi się nie podoba...bije od niego ZŁO...wiem! On jest...! <dziabu dziabu dziabu>...no i po stary gruźliku :twisted: ". Owca>>>bez komentarza, zrobil to za mnie inni.
  24. Przepraszam Rev, ale gdzie ja napisałem, że jestem nieprzytomny, aye? I jakim prawem śmiesz dotykać Zena! To oburzające! Tylko ja mam prawo do dierżenia jego trumny, nikt inny . A tak na serio, to czytaj posty uważniej.
  25. Ależ ja nie mówię, że te bełty wbiły się w ciebie. Ja mówię, że ciebie ich groty lekko zraniły tworząc kilka powierzchownych, ale niegroźnych ran. Kusza to zabójcza bróń, rycerza w pełnej zbroi płytowej zmiatała strzałem z konia.
×
×
  • Utwórz nowe...