SpellCaster
-
Zawartość
391 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez SpellCaster
-
-
Ruszyłem spacerowym krokiem wokół miasta. Myślałem. Ci nekromanci...niby zawsze do przewidzenia, ale takiego draństwa się nie spodziewałem. No cóż...i tak nie wszedłbym po murach w mojej zbro...chwila! Gdzie moja płyta? To dlatego szło mi się tak lekko przez całą drogę...kiedy ostatni raz ją zdejmowałem? Jak zaczęła się ta cała nagonka na mnie...jakieś 3 tygodnie temu. Od tego czasu spałem w mojej pełnej zbroi płytowej, była jak moja druga skóra...teraz czułem się jakby odarto mnie z niej żywcem. Miecz też zgubiłem, chyba w tej przeklętej gospodzie. Gdybym miał swoje uzbrojenie przeszedłbym przez straże od tak, nie zwróciliby uwagi na rycerza...ale Zen. Taszczenie trupa raczej nie jest uznawane za szczyt wykwintności i rycerskiej dumy.
Usłyszałem kroki. Zanim namyśliłem się co robić, on był już przy mnie.
- Witam w tą dokuczliwą noc. - rzekł nieznajomy. Był ubrany jak człowiek interesu, który chce zrobić wrażenie na klientach. Klientami w większości byli żebracy i włoczędzy, toteż dużego wrażenia robić nie musiał.
- Witaj i ty.
- Powiem wprost. Wyglądasz na takiego, co pilno mu wejśc do miasta. A ja mam...odpowiednie środki.
- Skąd wiem, że to nie zasadzka, panie...
- Applebury.
- Panie Applebury - rzekłem z przekąsem. - Że nie zaciągniesz mnie do głuszy i nie utłuczesz ze wspólnikami?
- A po co? - Mężczyzna wzruszył ramionami, jakby wałkował tą rozmowę setki razy - widać, żeś biedny. Rabuje się bogatych. Żebracy nie mają wiele...
- Ale... - Uświadomiłem sobie, że po tej wędrówce, bez pancerza i miecza, nieumyty, nieogolony i śmierdzący faktycznie musze wyglądać jak włóczęga.
- I jeszcze ten trup...nie wejdziesz, mój przyajacielu, do miasta z takim..."bagażem".
- Jaka jest cena? - I tak już się w duchu zgodziłem. Wydawał się szczery, a innej drogi nie było...chyba że w trumnie razem z Zenem, na miejscowy cmentarz, w takim stanie jak on.
- Specjalna. Ja ją wybieram. Ale mówię, że niewiele żądam.
- Niechaj i tak będzie.
- Zatem chodź za mną.
Applebury poprowadził mnie do lasu stojącego niedaleko miasta. Czułem, że ktoś nas śledzi, zapewne draby pilnujące bezpieczeństwa ich chlebodawcy. Przedzieraliśmy się przez najgorsze chaszcze, a mi ten pomysł wydawał się coraz głupszy. Czułem się goły bez miecza.
- To tutaj. - powiedział przewodnik, chociaż tak naprawdę weszliśmy w sam środek najgorszych krzaków. Lecz on, nic sobie z nich nie robiąc, zanurkował. Usłyszałem niemiłosierny zgrzyt dawno nieoliwionych zawiasów.
- Ta klapa zaprowadzi cię tunelem do kanałów. A z tamtąd gdzie tylko zechcesz. Uważaj jednak, ostatnio słyszałem, że zamieszkał tam smok...hahaha...to tylko taki żart, nie przejmuj się, nic tam nie ma prócz podobnych do ciebie i szczurów. A teraz cena...
Mężczyzna obejrzał mnie od stóp do głów i mógłbym przysiąśc, że w jego mózgu przełączyła się mała wajcha z nazwą "wycena".
- To. Ten...ten naszyjnik. Bardzo ładny...srebrny łańcuszek, symbol boga. Bardzo ładny. Chce tego.
Z symbolem mego boga stróża rozstałem się nad podziw łatwo.
Każdy staje na rozdrożu. I mimo, że wszyscy krzyczą "nie idź tą drogą" to człowieka korci ciekawość. Spojrzałem na poszatkowaną twarz Zena.
Zeszliśmy razem w mrok. W dół. Bóg został za nami. Przed nami mrok.
I huk zamykanej klapy.
-
Przyznaję się szczerze, nie pisałem dotąd postów z lenistwa. A raczej tej słodkiej jego odmiany, co "napiszę jutro...jutro...jutr...ju...". Wybaczcie.
Oh my F****** God (Lathander xD) kolejny good guy? Toć niedługo będziecie mieli grupę szturmową! Heh, swoją drogą, Rev ma kompleksy i swoimi drowami chciał was nadgonić ^^. Osobiście jestem na nie, schematom i leniwym ludziom nimi się posługującym (celowo bądź nie) mówimy NIE!...ech, chyba się spóźniłem. Zatem powodzenia Turambar.
:elephant: O mój b...widzieliście? Słoń! :shock:
-
Co to się porobiło. To już te przeklęte drowy nie mogą usiedzieć w swych śmierdzących norach? Włóczą się stadami po średnio uczęszczanych drogach. Dziwne...bardzo dziwne. Ale najgorsze jest to, że mamy tu trzech uzbrojonych na potęgę drowów, w tym jeden jest przeklętym nekromantą. Do tego jeszcze jeden, ludzki, nekromanta, siekła elfka z łukiem, daleka od elfich stereotypów "tych dobrych"...i...paladyn. Boże, uchroń mnie. Jedyne na kogo mogę liczyć to Zen...ale i to nie jest pewne. Po prostu bądź spokojny Rotbard, nie daj się wplątać w coś większego od ciebie. Bądź czujny.
- Khem...a jak zamierzacie wejść do miasta? Na maślane oczy? Czy paląc wszystko wokół? Bo drowów nie witają herbatą i ciastem. A co do tej głowy...wiele kultów poświęcając ludzką ofiarę swemu plugawemu bogu obcina jej głowę. Niektóre plemiona robią tak biorąc sobie pamiątke, na znak zwycięstwa. Ostatecznie goni nas jakiś psychopata z pomylonym poczuciem humoru. Chociaż równie dobrze może to być jakiś pomylony dzikus służacy plugawemu bogu.
Takie dociekiwania zawsze bawiły braci paladynów. Ale oni...
- Eh, po prostu ruszajmy. Nie przedłużajmy już tej bezsensownej podróży.
-
Heh, wszyscy na Revotura się rzucają. No nic to, sam żeś do tego doprowadził
.Yoss mnie ubiegł. Tak, to prawda, LotR to biblia fantazy, a Tolkien jest...hmm...bogiem, niech wam już będzie. To on wymyślił elfy i krasnoludy et cetera et cetera. Za to film przyciągnął do siebie tych, co z książkami mają się na bakier. Przykre, ale prawdziwe.
Ave Niziołka! Potrzebowałem twojej pomocy i tak, zapomniałem o potędze magii elfów. Zmieniają kształt drzewa magią, nie ścinając ich.
skąd czerpiesz takie informacje o druidach?[...]Dla twojego własnego dobra Rev, nie odpisuj na ten kawałek posta Niziołki. Bo zaleje nas fala jej nieujarzmionej, przedwiecznej wiedzy. To jej konik, lepiej nie wchodź na te tereny. Polegniesz na miejscu. Bo praktyczna wiedza a domysły, którymi nas tutaj częstujesz od kilku postów mają między sobą wielką przepaść.
albo dobijano mizerykordią(o ile się nie mylę w serce)Jak to Face napisał wyżej, w szyję. A o tym otwieraku do pancerzy to nie wiedziałem. Śmisznie musiało wyglądać, harcerski scyzoryk na kiju :]. Ale mi w moim ostatnim poście chodziło raczej o czasy, kiedy na wojnie bito się jeden na jednego, honorowo. Płytówki były, a miecze jakoś dawały sobie radę. Chociaż podejrzewam, że wchodzę na tereny mi raczej kiepsko zanane. I chyba nie doceniam płytówki...
Nigdzie nie powiedzialem, ze pancerniaki kochaja przyrode.Ale powiedziałeś, że jeden z nich to druid. Ładny mi druid. A jak doszliśmy właśnie do wniosku, częściowo bez twojej zgody, każdy elf jeśli nie kocha, to przynajmniej szanuje przyrodę. Dlatego bestia, która idzie przez las bezmózgo tnąc wszystko, co przeszkadza/wystaje/odstaje/stoi na drodze to istoty niższe niźli ludzie, bowiem nawet oni jakiś szacunek mają i gałęzie dłonią odgraniają, a nie głupio miecz se tępią i siły marnują.
Dla mnie łowca to łowca. Twoi kumotrzy to tropiciele. Tropią. I tyle. Jak psy, co, gdy coś zwęszą, a węch mają nieziemski, naraz wycie i rejwach podnoszą, ujadają. Twoje pancerniaki to moim zdaniem skrzyżowanie krasnoluda z człowiekiem o TYLKO wyglądzie elfa. Bo takich bestii nijak godnym mianem elfa nazwać nie można.
Elfy już ładnie, skrótowo, ale dobitnie, wybroniła Niziołka, przed którą czoło chylę. Coś jesce, Rev? Może elfy to po prostu dzicy ludzie, co mieszkają w lesie, bo na roli się nie znają, hm?
-
Nie jest tajemnica, ze "pancerniaki" jak lubie nazywac pancerne elfy nie sa magicznie uzdolniona rasa (znaja raptem kilka najprostrzych zaklec) wiec nie darza sympatia magow, bo poprostu nie rozumieja zawilosci zaawansowanej magiiTo że ja nie znam się na rolnictwie nie znaczy, że nie lubię rolników. Wręcz przeciwnie, oni dostarczają mi pożywienia, pomagają przetrwać. Bez nich dawno zdechłbym z głodu. Jesli nie potrafią sami czarować, tym żywszy szacunek powinni żywić do tych nielicznych przedstawicieli swego gatunku, czarami umiejących się posłużyć.
hehehe <dyskretnie sie zasmiał> alez Holy tak napisał.<bije się w pierś spuszczając głowę> Moja wina! Moja wina! Nie dostrzegłem! Lecz umówmy się, że ubrał mnie w nią z powrotem po obejrzeniu sińców. Poza tym, wyszkolony wojownik to wciąż wojownik, nawet pomimo braku broni i zbroi. Me pięści mi bronią, ma skóra mi zbroją!
"kumotrzy"Kumple. Przyjaciele. Często "szemrani" przyjaciele.
Poprostu zwyklym mieczem, toporem czy lukiem tak grubego pancerza sie nie przebije.Oj, tu się grubo mylisz. Na siłę to płytówkę można przebić i zwykłym sztyletem, wystarczy krzepki facet i sztych pod odpowiednim kątem. Przykład? Batalie średniowiecza. Zaciężne rycerstwo od stóp do głów odziane w blachy. A trupy były. A broń raczej magiczna nie była, czy nie miała 2 metrów lub 50 kilogramów. Płytówka to ochrona, tak, znakomita ochrona, ale nie jest to forteca do zdobycia tylko przy pomocy katapult.
Co do oreza, to wyjasnilem powyzej. Jesli stanie im na drodze drzewo, galaz itd. to uporaja sie z problemem siła. Nigdzie nie napisalem, ze beda zacierac za soba slady.Oto twoi kochający zwierzątka druidzi, o których pisałeś wcześniej. Gałąź przeszkadza? To ciach ją! Co ona sobie myśli!?! Za to tropiciele z nich świetni, zostawiają za sobą pas wyciętego lasu. I to są twoi kozaccy łowcy? AMATORZY w każdym calu (pełne płytówki, ogromne bronie, niezacieranie śladów, wręcz więcej, zostawianie ich tyle, że i wieśniak by zaczął coś podejrzewać)! Że niby nie spodziewają się kłopotów? Mój drogi, dobry łowca dowiaduje się już na PIERWSZEJ lekcji, że kłopotów się nie oczekuje. Na kłopoty się czeka. Przyjdą same, prędzej czy później, a zostawianie im śladów to droga do straty króla w 4 ruchu przeciwnika.
A od kiedy elf jest przyjacielem lasow? [...]Ooooo! Przyjacielu! Tu mi podpadłeś. I to bardzo. Wyszło na jaw, że chyba nie czytujesz literatury fantasy, więc nie posiadasz wiedzy na temat zagadnienia, które wziąłeś niesłusznie na logike. Bo fantazy to magia, nie nauka.
<Wypuszcza powietrze z rezygnacją> A zatem od początku.
Elfy, jak zapewne wiesz, żyją niemal wiecznie, chyba że mieczem przebite zostaną. Ciężar mileniów wprawia ich w zadumę, melancholie. Dumny i mądry naród elfów pojmuje rzeczy, których człowiek nie jest nawet świadom istnienia. Elfy mają wiele, wiele czasu na przemyślenia i studiowanie. Gdyby ludzie żyli tyle co oni, także doszliby do takich wniosków. Jakich? Że wszystko ma duszę. Zwierzęta, insekty, drzewa, krzewy, kamienie nawet. Człowiek w swym wyścigu ze śmiercią poprzez życie (a wieżaj mi przyjacielu, meta jest niedaleko od linii startu) zabija zwierzęta na pokarm, ścina drzewa na budowę wielkich miast, wydziera ziemi rudy metali. Lecz nie przystanie i nie zastanowi się, bowiem w pośpiechu on, śmierć dycha na kark jego. Za to elf wie, że w przyrodzie panuje pewna harmonia. Wilk zabija zająca, by się pożywić, elf natomiast (z bulem serca), ścina drzewo, by zbudować schronienie dla swych bliskich. Przyroda nie jest okrutna czy litościwa, lecz nie jest także pełna współczucia czy zrozumienia. Przyroda to równowaga i elfy o tym wiedzą. Ludzie nie szanują swego życia, bowiem jest takie krótkie. Jeśli nie szanują swojego, to i żadnego innego. Elfy wiedzą, że nawet mała istota jest ważna dla równowagi wśród istot tego świata, ludzie prą naprzód z doktryną "Przeżyje silniejszy" na ustach. Szacunek, zrozumienie, oto prawdziwa mądrość elfów. Myślisz, że dlaczego druidami zostają najczęściej ludzie? Bo każdy elf jest druidem w sercu, a jeśli obiera tą drogę, to znaczy że równowaga jest dla niego ważniejsza niźli życie.
Dobrze zatem, wykład skończony, a teraz sio czytać mi Władcę Pierścieni, gdzie elfia rasa najlepiej spisan była, ale MIGIEM!
-
Się normalnie stękniłem za tobą Rev.
Ale odstawmy sentymenty na bok. Otóż ja widzę więcej niż tylko kilka nieścisłości.
wyczuwa tez (tak jak np. paladyni swiatla) pozostalosc po magii, stad wie, ze np. uzyto czarnej magii. Nie wie jednak, jakiego rodzaju to bylo zaklecie. Tymniemniej widzi na ziemi slady nekromanty, slad noszy, jakies wlokace sie krokiBardziej logicznym jest, że to paladyn ciągnął Zena na noszach, a nie na odwrót, dlatego powinni tak pomyśleć. Wlokące się kroki tym bardziej mogły należeć do poobijanego i zmęczonego Rotbarda, który co krok niemal się potykał ze znużenia. Dalej, nawet jeśli wyczuli czarną magię w powietrzu, mogli się tylko domyślać co nekromanta zrobił. WYCZULI a nie wyczytali z powietrza - "animacja martwego - zaklęcie 4 kręgu magii śmierci, stworzone przez maga Myrkula Adimira w roku..."
Poraniony Spell musial krwawic, niewprawny w rozbieraniu paladyna Holy musial pogubic (lub specjalnie zostawic) czesc pancerza, tudzien ubrania.Moja zbroja miała liczne wgniecenia, prawda, ale trzymała się, a nie rozpadała. Poza tym jeśli Holy nie napisał "rozbieram tego przystojniaka i...o, pardon" to mnie nie rozbierał. Chcesz mi powiedzieć, że zostawiamy za sobą sznur kawałeczków zbroi?
Łowca jest w stanie umiejetnie zacierac slady i tylko inny łowca jest w stanie te "zatarcia" rozszyfrowac. Tasis jest poprostu dobry w tym co robi i dlatego Dougan go sprowadził.Pah, naszej elfiej przyjaciółce też się w kasze nie dmucha! Myślisz, że tylko ty potrafisz wynająć małą armię drowów na 70 lvl żywcem wyjętą z Lineage II? Więc zakładasz, że twoi kumotrzy są TAK ŚWIETNI, że naszej tropicielce nijak do nich startować? Cholera, to po co ona jest łowczynią? ELFIĄ łowczynią? Ale nieee... ty wiesz już WSZYSTKO. Jej wiek też. I czy ma dzieci, bo to widać po rowkach w śladach stóp. I czy dzieci miały różyczkę. Bo to widać po rowkach rowków w śladach stóp. Chcę powiedzieć, że my też coś potrafimy i licz się z tym.
Korzysta z faktu, ze w lesie zawsze sa jakies oczy, ktore obserwuja i jakies uszy, ktore nasluchuja.Kryjaca sie po krzakach elfka-łowczyni stanowiła wieksze zagrozenie dla lesnych zyjatek
Ekhem...od kiedy elf - przypomne, przyjaciel lasów - jest wrogiem "małych żyjątek", aye? Tak zapatrzyłeś się w niesamowite zdolności swoich elfów, że zapomniałeś o naszych umiejętnościach. Wiesz że wpatrywanie się w swoją część planszy podczas gry w szachy prowadzi do przegranej? Musisz obserwować i przewidywać ruchy przeciwnika. Usłyszeć jego słowa zanim je wypowie. A ty nawet nie próbujesz. Nieładnie.
Wracając do żyjątek, odziany w czarne łachmany staruch (przepraszam Holy) niemal emanujący złymi zamiarami i myślami oraz sapiący i "brzdękający" w zbroi krok za krokiem wysoki mężczyzna to już NIE jest zagrożenie, hm? Ale elf to taaaaak.
Oni zbroje nie nosza dlatego, "ze chca", tylko dlatego, "ze tak wypada"To jedno z NAJGŁUPSZYCH zdań jakie ostatnio usłyszałem. Zbroje wypada nosić podczas parady wojsk, podczas wojny to RATOWANIE WŁASNEGO TYŁKA! Chociaż w sumie...wypada ratować własny tyłek. Więc wypada nosić zbroje.
Spokojnie, Spell, nie daj się ponieść emocjom
-nzkA tak...jak ty sobie wyobrażasz bieganie po lesie MIĘDZY DRZEWAMI z MEGA-KOSĄ, OGROMNYM MŁOTEM i WIELKĄ KUSZĄ i w CIĘŻKICH ZBROJACH PŁYTOWYCH?! Utkniesz między dwoma pierwszymi lepszymi drzewami, jak kosa zachaczy o gałęzie, albo wyrżniesz się o pierwszy lepszy korzeń. Bo iluzja mój drogi, to ściema dla oczu...a drzewa ich nie mają. Rozumiesz o co mi chodzi?
Podsumowując, za bardzo się za nami stęskniłeś i strasznie ci się śpieszyło nas nadgonić. Minuta medytacji jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Ten post nie miał na celu celowanie w ciebie Rev, a w twoje błędy w logice. I tak, naprawdę się za tobą stęskniłem :].
-
Oh, jakże kusząca propozycja. Rozejść się teraz. Pójść do jakiegoś wygwizdowa, zaszyć się. Medytować, modlić się w ciszy do pustki. Lecz za łatwa to droga, a łatwe zwycięstwa nie przynoszą chwały...zwłaszcza, jeśli nie można dzielić jej z innymi.
- Mówisz, że nie szukasz konfliktu, a sam właśnie wszczynasz kłótnię. Poza tym nie mam pojęcia gdzie jesteśmy. Może ty wiesz "o piękna elfko"? - ostanie zdanie unużałem wręcz w jadzie.
- Miejsce nie jest ważne. Zbliżamy się do celu i to się liczy.
- W sumie Hilarion traktuje mnie równie "uprzejmie" niezważając gdzie jesteśmy. Jestem ci potrzebny, a twoja magia jest potrzebna mi. Wiem, że dawno zmarłego ciała nie da się wskrzesić od tak, po prostu. Dlatego czekam. Ale moja cierpliwość jest na wyczerpaniu, a wraz z nią pryjaźń do ciebie. Nie, przyjaźń to złe słowo. Szczypta wymuszonego zaufania. Bo twój cel nagle stał się moim, czy tego chce czy nie.
Las skończył się tak nagle jak się zaczął. Gęste listowie urwało się, jakby nie miało prawa przekraczać pewnej niewidzialnej granicy. Przed nami roztaczał się widok morza soczystej trawy. W pobliżu pasły się owce, których jedynym życiowym celem było zjedznie całej trawy. Mimo to nie spieszyło im się. W oddali zamajaczyła sylwetka pasterza, rozciągniętego pod cieniem samotnego drzewa. Wydeptana droga zapraszała obiecując spokojną podróż. Strasznie tu sielankowo. Gdzie my jesteśmy?
- Aha, i jeszcze jedno nekromanto. To nie bóg opuścił mnie. To jak opuściłem mego boga. Zapamiętaj to, bo nie chce już do tego wracać.
- Jesteśmy już blisko, widzę dymy, zapewne ulatujące z kominów, na horyzoncie. - Przeklęty wzrok elfów, mimo iż wysilałem wzrok nic nie dostrzegłem.
Zen podskakiwał na wybojach, jakby za nic mając elfy i ich wzrok.
-
Słodki, niczym niezakłócony odpoczynek, na który tak długo dane mi było czekać. W końcu, po kilku godzinach przyjemnego braku przytomności otworzyłem oczy i skierowałem zamglony wzrok ku zachmurzonemu niebu. Słońce gotowało się do zmiany warty z księżycem. Świat zafalował, niebo potknęło się o jakiś wybój na drodze przez wieki trwania. Chwila...to nie świat, to ja. Gdzie ja jestem?
Próbowałem usiąść, ale wszystko mnie potwornie bolało. Potłuczone ciało bo długim spoczynku z całą siłą zaczynało przypominać o swoim obecnym stanie. Silnemu duchowi słabe ciało przeszkadza.
- Zen?!
Szedł, lekko zgarbiony, kołysząc się na boki. Obrany w skórzany wams, brudny od zakrzepłej krwi. Ciągnął mnie na jakichś noszach, drugi ich koniec szurał o ziemię, raz po raz podskakując na jakimś kamieniu. Niezważając na obolałe mięśnie skarżące się na siniaki, wstałem jednym, szybkim ruchem. Stary przyjaciel szedł dalej, jak gdyby nic. Stałem wpatrzony w drogę, którą maszerowali.
Po chwili nekromanta jakby zorientował się co się stało. Machnął ręką na Zena kóry zatrzymał się. A potem odwrócił. Spojrzał na mnie. Nie, on patrzył w pustkę, którą akurat ja wypełniałem. Lecz nie zauważał tego. Twarz obdarta z wszelkiej godności, ciało wyglądające jak jedno z tych wiszących na hakach w ukrytym labolatorium jakiegoś chorego maga. Wór chodzącego mięsa. Słabe ciało bez silnego ducha, niegdyś żyjącego w tej tak miłej mi powłoce.
- Natychmiast przestań! Mówiłem ci, żebyś zostawił go w spokoju!
Hilarion machnął ręką od niechcenia, przewracając oczami w geście lekkiej irytacji faktem, że paladyn jest tak przywiązany do głupiego trupa. Zen padł na ziemię jak kłoda, uderzając o nią głucho głową. Od dawna odcięta od dostaw wapnia czaszka pękła, dało się słyszeć trzask łamanych żeber.
- Ty...TY POTWORZE! Nie jesteś człowiekiem! - Odruchowo sięgnąłem po miecz, lecz nie napotkałem oporu metalu, jedynie powietrze w miejscu rękojeści. - Jesteś walniętym magiem, który ukrywa swe słabości za armią trupów! Chorym wariatem wysługującym się cierpieniem innych! Sługą śmierci!?! Przydupasem śmierci, który...!
- Zamknij się!
Dopiero teraz zauważyłem trzecią osobę. Elfka? Co tu robi el...
- Po prostu się zamknij! Nie mamy czasu na kłótnie, trzeba jak najszybciej osiągnąć miasto. Możesz krzyczeć, ale po cichu, bo mnie głowa już boli od tych twoich idiotycznych sentymentów. I w marszu! Rusz się!
Poszła. Oniemiały stałem na drodze, u mych nóg Zen, bóg nieszczęścia ludzkiego, apoteoza masakry i wojennych trudów. Wrak człowieka. Lecz wciąż człowiek. Czułem się bezbronny bez miecza przy pasie. I dodającego otuchy uśmiechu starego druha.
Władowałem jego ciało na nosze i ruszyłem za oddalającą się dwojką. Przez to wszystko zapomniałem o bólu i sińcach.
- Jeszcze się policzymy magu!
- Po cichu! Miałeś krzyczeć po...!
- ZAMKNIJ SIĘ!
- SAM SIĘ ZAMKNIJ! Rycerzyk od siedmiu...!
- OBOJE SIĘ ZAMKNIJCIE!
-
Spellcaster -> co do pasowności mojej postaci do drużyny good - tak się jakoś dziwnie składa, że wy szlajacie się po takich przeróżnych wygwizdowach [...]Ale ja mówiłem o good drużynie. Jesli chodzi o bad team to...też tam nie pasujesz. Bo po co? Na co? Dlaczego? Jesteś umm...solistą
. Pracujesz sam. A nam nie potrzebny cholernie podejrzany typ który będzie wodził wzrokiem za biednym Zenem i podejrzanie się uśmiechał oblizując
. Zwłaszcza, że my, w przeciwieństwie do "coniektórych" nie bierzemy do drużyny każdego dzikusa wychodzącego z lasu jaki się nawinie
. Więc musisz mieć NAPRAWDĘ dobry powód żeby dojść do jakiejkolwiek drużyny. Nie żebym nie chciał cię w bad teamie, ale musisz mieć powód. DOBRY powód. A jak nie to sztych w brzuch. A nie, czekaj. Zgubiłem miecz. WSPA-NIA-LE. No coż...hmmm... wyszło na to, że będę musiał ubić smoka, albo coś w tym stylu... a takie pytanie - czy zamiast smoka może być jakiś czart (w zamierzeniu moja postać ma kilka niezałatwionych interesów z baatezu, a właściwie baatezu z nią, jeśli wiecie co mam na myśli... tylko nie wiem, czy wprowadzanie tego typu przyjemniaczków na sesję jest dozwolone... jeśli nie, to zrezygnuję z owego wątku lub go zmodyfikuję)Przyjmij to w końcu do wiadomości! Tyś jest wybrańcem! Mistrzem gry! Róbta co chceta! Ale...bez przesady. Żebyś tylko nam całego piekła w pojedynke nie wybił, bo gdzie pójdzie cały good team po śmierci?
Bo z abishaiami sobie chyba poradzimy (powiedzmy, że stracą swą odporność na broń zwykłą i będzie je można zranić tradycyjnym uzbrojeniem... zresztą teoretycznie jak takiemu odrąbać łeb, to chyba przed zejściem nie zapyta się jakiej broni się użyło?)Ale pamiętaj, my też jesteśmy mistrzami. Więc jak napiszę, że te twoje wyjęte z Tormenta Abishaie nazywane są przez niektórych "mój cukiereczku" i można je ubić nawet zwykłym patykiem jeśli się potrafi, to nie ma bata, tak będzie. Za to uwielbiam FS ^.^. Więcej własnej inwecji, mniej kopiowania z gier i Di'N'Di. Nie żeby to było złe, ale nie popadajmy w przesadę.
Podobno Revotur nie ma zbyt wiele czasu, ale chyba to właśnie on ma nawięcej obeznania na tych terenachTeoretycznie to każdy ma rozeznanie w tym świecie. W końcu się w nim urodziliśmy
. -
Mysle jednak, ze jest jeszcze pare osob, ktore chca wspolnie opowiadac ta historie. Prawda bud guys?Yup. Chociaż ostatnio jedyne co robiłem, to włóczyłem się za nekrusami. Holy ma, widać, jakiś mroczny plan, który wprowadza. Rev ma jakiś pomysł, ale nie za bardzo radzi sobie z wprowadzeniem go w życie (te nasze ciągłe migracje). Chyba czas poważnie pogadać z panem Hilarionem, kiedy w końcu przywróci, bądź nie, mojego przyjaciela do życia.
Poza tym, ostatnio gadałem z Holym na temat Reva, i nie zapowiada się wesoło. Jak tylko będziemy pewni, kim jest naprawdę, rzucimy się sobie do gardeł. W końcu ja jestem tym paladynem, w dodatku to całe imperium nie-całkiem-martwych nienawidzi ludzkich nekromantów i wzajem. Najzwyczajniej w świecie pozabijamy się, co jest zabronione przez regulamin, lecz ja nie chce zawierać na siłę przymierzy w grze przez jakiś regulamin, który istnieje poza grą. W przeciwieństwie do niektórych, lubię mieć doraźny powód, dlaczego i z kim podróżuję
. Dlatego Rev, jeśli jeszcze tam jesteś, cokolwiek masz zamiar zrobić, nie rób niczego, czego będziesz żałował. -
I tutaj dochodzimy do kuliminacji naszej bolączki Hawk. NIC NIE TRZYMA RAZEM DRUŻYNY GOOD GUYS. No, może poza El i jej chlebodawcą, lecz poza tym żadnych więzów nie ma. Przyjaciółmi nie jesteście, w niektórych przypadkach nawet bliżej wam do antypatii, wręcz wrogości. Wspólnego celu podróży nie macie (no, niby "jak już uciekać, to w kupie", ale pojedyńczo lepiej rozpłynąć się można w mrokach nocy). Żadna umowa was nie trzyma (ciągle mówię tu o reszcie, wyłączając wujka i ciotkę ;P). Podsumowując, drużyna wydaje się być sztuczna i z deczka na siłę. A nie gramy na sesji po to, żeby wszyscy się rozeszli i zaczęli statsować w pojedynkę, bo o to tu chodzi, że my RAZEM kształtujemy rzeczywistoć, jak się rozdzielimy nie będziemy mieli żadnego wpływu na kształt tej rzeczywistości u innych. Dlatego przemyślcie, co wy w ogóle chcecie robić do cholery
.P.S. - LOVE bad team <3
-
No, to wróciłem. Zapomniałem naskrobać, że udaje się do Grecji na cały Faeruński tydzień, za co gorąco przepraszam. Biedny, biedny Holy, co sam próbował ciągnąć drużynę, ale coś mu się nie udawało. Reva jak nie było, tak nie ma. A tak przy okazji...my i ta elfka...gdzie my w ogóle jesteśmy? Masz jakieś plany, czy mogę coś zaproponować?
Co do Mavericka...jest to kolejna postać, nie powiem, niezła, trzymająca się modelu fanatycznego zabójcy, ale za licho nie pasująca do drużyny. Tak już jest, że myślimy o oryginalności, a nie o zgraniu. Bo nawet jeśli umówicie się w tej karczmie, w tym mieście, na skraju tego lasu, to ja na ten przykład za nic bym nie wziął cię do drużyny. Primo: Po co? Dosyć już mają ludzi, niedługo armia się zrobi. Secundo: wyglądasz na takiego, co to zaraz wszystkich pozabija i okradnie. Tertio: twoja postać to raczej solista, zimny zabójca, a nie wesoły kompan piekący z innymi kiełbaski nad ogniskiem. Ale to już wasza sprawa, jak wasze losy się splotą.
Może i to nie moja sprawa, ale Face cosik za często szasta wiedzą jemu, a nie jego postaci daną. Ale może ona ma po prostu kilka zmysłów więcej? Motyla noga go wie, co to on w buszu robił, samiuteńki ;p.
-
- Cholera!
To jedyne, co przychodziło mi na myśl. Cholera niech by to wszystko wzięła. Biegłem w dół, po schodach, niemal potykając się o własne stopy.
- Cholera!!
Ściany, niewiadomo czemu, zaczęły wybrzuszać się to do środka, to na zewnątrz. Manifestacja jakichś złych mocy? Niech je cholera weźmie. Niech to wszystko w diabły pójdzie, zaczyna już mnie nudzić to ciągłe uciekanie bez chwili odpoczynku. Korytarz. Skręt w lewo. Zamknięte drzwi, które zamieniają się we fruwające deski pod impetem mego ciała. Już biegłem do następnych, kiedy coś wyrzuciło mnie w powietrze. Podłoga nagle wypiętrzyła się, uderzając mną o sufit niczym ćwiczebną kukłą z siana.
- Cholera!!! Zen, pomóż mi do...
Wszystko wywróciło się do góry nogami. Uderzony o sufit, pozbierałem się jakoś, stając na nim teraz niczym na podłodze. Obok dyndał świecznik. Ściany zaczęły przybierać kształty twarzy, spomiędzy szpar wyrywało się purpurowe widmo światła, jakby chcące uciec do środka przed tym, co na zewnątrz. Na dodatek grawitacja znowu zmieniła zdanie. Przywaliłem w deski przeciwległej ściany jak worek kartofli. Zaraz po tym coś rzuciło mną prosto na kominek. Jakby jakiś gigant bawił się karczmą, obracając ją w swoich łapskach.
- Zen trzymaj się! I do kogo ta mowa...
Kamienny kominek eksplodował purpurą, rozświetlając całe pomieszczenie jak jakiś przeklęty lampion o kolorowych ściankach. Tym razem gigant nie tylko zaczął obracać, tym razem chyba spodobał mu się komin. Coś zaczęło mnie wsysać przez komin, prosto ku czeluściom ciasnego tunelu, pełnego sadzy niczym przedsionek piekła. Jednął ręką trzymając Zena, drugą chwyciłem się za kamienny parapet. Miecz zgubiłem, chyba przy uderzeniu o sufit.
Połowicznie w kominie, ostatkiem sił, które zostały mi po tych wszystkich wędrówkach, walce i ucieczce bez ani krzty snu ni odpoczynku, trzymałem się, kurczowo, rozpaczliwie. Zakuta w blachę dłoń powoli ześlizgiwała się z kamieni.
- Zen, trzymam cię, ty trzymaj mnie!
Lecz tę walkę przegrałem.
- Choleeeeeraaaaaa.....!!!
Jedyne co pamiętam, to uczucie wyplucia i uderzenie o coś twardego. Drzewo?
- Ugh...smacznego Hilarion. Pozwól, że utnę sobie tutaj drzemkę...
Czułem się jak puszka sardynek potrącona przez pędzący taran. Zasnąłem, a raczej straciłem przytomność ze zmęczenia i odniesionych ran oraz stłuczeń.
-
Swoja droga o ile sesja jest wybitnie powazna, o tyle juz dyskusje i komentaze coraz bardziej podchodza pod Pratchetta. Co by oznaczalo ,ze wszyscy sie dorbze bawia. Wiec zabawcie sie jeszcze troche i napiszcie jakies postyDo tego dodajmy jeszcze to, że wszyscy równo olewają sesję, a w dyskusjach dziwnym sposobem postów przybywa w zastraszająco krótkim czasie.
To mało, w tej chwili powinieneś jeszcze umieć poza praniem, sprzątaniem i gotowaniem jeszcze prasowanie(tak, są tacy idealni mężczyźni ^.^ )A co ja mam powiedieć? Mnie mama nie uczyła, jak prasować pełną zbroję płytową. A prać? W 40 czy w 60 stopniach? I czy mogę prać z kolorowymi szatami heraldycznymi? Rozterki kawale(rzysty)a.
wypytać wszystkich ludzi w karczmie o Questy w poszukiwaniu Świetnego GrillaPah, my zdążymy wykonać tego questa i zrobić sobie wielkie BBQ zanim wy dojdziecie! Nekrusy wygrzebią jakieś trupy, Rotbard zbierze wilczych jagód na sałatkę itd. Idzcie za zapachem pieczystego!
Spell - jakby ci to delikatnie powiedeziec... Zenowi przeziebienie juz raczej nie grozi. Zreszta moze zupelnie spokojnie palic, bo rak pluc tez nie...Ano płuc nie...tak go okrutnie rozrąbali, że chyba płóca gdzieś po drodze wypadły...
-
Może ktoś przyniesie trumnę?To od razu dwie proszę, biedaczek Zen może się jeszcze przeziębić lub nawet gorzej.
Niekoniecznie. Pamiętacie jak napisałem, że ta gospoda wcale nią nie jest? Że to miejsce znajduje się poza czasem i przestrzenią?No to znając życie (sesję) nie mamy się o co martwić, bo te "nieokiełznane paradoksy czasowe" bedą tańcyć tak, jak my im zagramy (Hilarion na kościanej fletni zombie-satyra, Dougan na nerwach rozpiętych na harfie a Rotbard na trumnianej perkusji). Więc jeśli będziemy chcieli, to pojawimy się "akurat" tam gdzie wy (w tej samej strefie), albo, jeśli Rev będzie szybszy, to na jakimś wygwizdowie nieumarłych, gdzie diabłu mówią dobranoc otulając go kocem.
-
Skoro Rev się nie odzywa, to ja napisałem posta na sesji.
Reorganizacja? Mi się podoba tak jak jest. To po prostu u was jest za dużo i chcecie się kilku ludzi pozbyć...zagramy w badingtona? :twisted: Wy odbijecie kogoś do nas, a potem my go wrzucimy do was, a potem wy do nas, my do was, wy do nas...
Taaa...już widzę kłótnie krasnoluda i nekromantów, w to włancza się jeszcze paladyn i buszmeni (sorry Face i Yoss, nie mogłem sie powstrzymać). Fantazy to istna mieszanka kulturowa...wybuchowa mieszanka.
Widać wszystkich odstraszają chore układy u Złych, więc idą do Dobrych, myśląc, że tu jest lepiejNo tak, u nas chore układy, chore klimaty, i chore kłótnie o wszystko, głównie o to w którą stronę idziemy (jeden chce do Krainy żywych trupów, inny na bagna, a trzeci gdziekolwiek, gdzie wszkrzeszą mu przyjaciela). U was za to panuje wojna, słodka wojna. Choć ostatnio bawicie się między sobą w podchody.
Hmm...mam taką zagwozdkę. Jak my (badguys) stoim w czasie w stosunku do was (goodguys), bo się pogubiłem. Chyba wyprzedzacie nas o 2-3 dni, prez nasze długie "ekscesy" w gospodzie?
Yossarian - Nagle wychodzisz z lasu i jak gdyby nigdy nic, podchodzisz do leżącego krasnala, rozpinasz mu szybkim ruchem koszulę i macasz mu zarośniętą, seksowną klatę. Przeprasam, ale mi się to skojarzyło ze zboczonym wilkołakiem z Narrenturmu
.Na koniec pytanie: Gdzie jest Vysoki?
-
Hilarion zaczął wodzić w powietrzu palcem, zostawiając cieńki promień czarnego światła, który powoli formułował się w jakiś znak.
- Szybciej...
Chwyciłem mocniej miecz, ręce pociły się okrutnie, nogi uginały pod kamiennym ciężarem zmęczenia. Palec snuł się powoli, a za nim podążał przeraźliwie pusty wzrok nekromanty. Runa zaczęła przypominać krzyczącego człowieka...a może potrójny miecz przeszywający ucho...a może to był tylko chaos prypadkowych linii.
- Szybciej...
Widziałem upiory coraz gorzej, z sekundy na sekundę stawały się bardziej zamazanymi cieniami niż zarysami postaci. Lecz ich oczy...czerwone, lśniące oczy widziałem wyraźnie, wyraźniej niż bym tego chciał. Uśmiechały się łakomie.
- Hilarion, szybciej!
Upiory krążyły po pokoju, niezdecydowane kogo wybrać najpierw...lub bojące się podejść. Nie, to na pewno nie to. Ten okropny koszmar, największy, najczarniejszy z nich zniknął gdzieś.
- Na miłością boską rób to...
Nieludzki krzyk przerwał cisze, rozrywając ją na strzępy. Krzyk tortutowanego człowieka, gwałconej kobiety, przeszywanego mieczem dziecka. Krzyk pełen niewyobrażalnego cierpienia, zgrozy i terroru. Trwał chwilę i wieczność zarazem. Poczułem jak ciepłe łzy spływają mi po policzku. Nie...to nie były łzy. To krew spływała z uszu.
Gdy podnisosłem zbolały, mętny wzrok, wszystko zdążyło ucichnąć. Zjawy zniknęły. Nagle oprzytomniałem sobie, co to było.
- OSZALAŁEŚ!?! Przyzywać krzyk mroku pośrodku głuszy, w nocy? Może i te diabelstwa uciekły, ale zaraz wrócą i to z całą watachą gorszych stworów! Rzuciłeś wabik! Zaraz zleci się tu cała śmietanka zła z tego lasu! Oszalałeś? Mów do mnie! ...Hilarion?
Nekromanta stał, wpatrzony w swoje ręce. Wyglądał, jakby spał na stojąco. Mruczał coś pod nosem. Błędny wzrok miał wbity w dłonie...albo w otchłań.
- Ty! Elfie! Nie mogłeś go powstrzymać? Pewnie wiedziałeś co do za zaklęcie. A zresztą nieważne, wiejemy, zaraz nawet drzazga nie zostanie z tego miejsca.
Wybiegłem przez drzwi z Zenem w jednej i mieczem w drugiej ręce.
-
Ależ oczywiście sądze drogi kolego Revoturze. Ale o tym później. Na pierwszy ogień pójdą mniej ważne sprawy.
i nie 'UGH' tylko SGH, Sun God Hat
czyż on nie jest piękny?Zwłaszcza na główce championa...ale to kwestia gustu.
a co do zmartwychwstania - to nie jest tak, że można ją przywołać przy byle poświęconym źródełku, tylko przy naprawdę potężnych miejscach mocy, których jest raptem kilka-kilkanaście na świecieHahaha *Spell zaśmiał się serdecznie* jak ja lubię takie wstawki. Ale znając realia FS, będziemy znajdywać te ultra rzadkie źródła w razie potrzeby. 'Umieram! Zaiste! Patrzcie...to królik czy potężne źródło życiodajnej energii?'
Darek >>> Klap Klap *Spell klaszcze* Pęknie powiedziane. Czy ten sarkazm mogę dostać z lodem?
No to do dzieła drogi kolego:
Więc różnie bywa. W niegdysiejszych czasach bitwy były eleganckimi potyczkami jeden na jednego, więcej się nie pchało. Lecz jak już zdążyliśmy się zorientować, w naszych sesyjnych realiach wszystkie chwyty są dozwolone.
Mimo wszystko Maverick nie uściślił dokładnie niektórych aspektów swojej postaci (no, może w linku, ale ja mam awers do czytania długich tekstów, chyba że są dobre, ale ten już mi pachnie typowym mięsem mechanizmów DeDeków). Może pochodził z bogatej rodziny, która dała tu i tam w łapę, dzięki czemu ich syn szedł jeno na misje zwiadowcze, może jakieś potyczki z kapłanami zła, a nie do walnych bitew? Może ten jego magiczny miecz jest stosunkowo lekki, zrobiony z jakichś tam dziwnych metali, bóg jeden wie jakich?
czary ofensywneMiodzio. Ale drogie miodzio. Taki szanowany, potężny czarodziej nie lubi walnych bitew, które są wręcz przeciwieństwem jego zacisznej komnaty. Nielicznych stać żeby oderwać ich od pracowni. Do tego trzeba dodać ubezpieczenie, zapłatę dla rodziny w wypadku śmierci, koszt komponentów do czarów, zapłatę od każdego czaru i oczywiście VAT od każdej kuli ognia
.i moj ulubiony "jerzozwierz" w wersji mobilnejPah, nie sprawdzi się. Może za bramą, gdzie można spokojnie przeładować te 60 pocisków, ale nie na otwartym polu, gdzie to jest tylko jednostrzałowiec, a potem idzie w drzazgi. "Na machiny bojowe jednorazowego użytku rabat! -50%".
Nie jestes w stanie zrobic uniku przed tysiacami lecących z gory strzał.Ależ drogi kolego, nie idźmy w tysiące! Poza tym strzela się do biegnących oddziałów, zanim te dojdą do walki w zwarciu. A do tego posyła się średnio drogich i średnio wyszkolonych piechurów. Elitarna jazda paladyńska (bo kto widział biegnącego faceta w pełnej płytówce?) służy raczej - ze względu na wspaniałe przeszkolenie i wyekwipowanie - do manewrów taktycznych, np. oskrzydlenia jednostki będącej w zwarciu.
I rzeczywiście, jeśli chcesz grać elegancika o smukłych dłoniach (odrzucasz kajdany winy, odrzucasz połowę swojej karty postaci, to dlaczego upierasz się przy gładkich dłoniach?!) bardziej pasowałby ci sejmitar, ewentualnie rapier, ale ten raczej służy do pojedynków, nie do bitew.
Może Maverick ma i kilka blizn, ale nie przebije w tym innego paladyna...zgadnijcie kogo? Podpowiedź - nie mnie. Ten ktoś ma ich jeszcze więcej.
Ave orki! xD
-
So what now? What with the plot? Are we gonna to follow this great-great-evil being? Or someone have a better idea? For now we are smashing some bad guys (sweet ), but what next? We must think about some nice and smooth plot.
Rince, I just read a piece of our old session (especially poems ) and a tear of affection dropped from my eye. That was a great times, back then, and some dynamic-hyper-funny times!
Har Har!
-
- Ugh...B see more good good barbarian pals! B wanna smash too!
Huge troll ran to the nearest guard. Poor little guy, with family, beautiful wife and cute children, was shaking from terror.
- You are a bad bad mister! Roarghathargathh!
Guard closed his eyes.
- Raaaa!!!
And jumped.
- Raaa...? B cant see any...
Guard, with closed eyes, was holding B's head with very deep desire to survive this masacre.
- Stop! Stop! B can't see! Can't see!
Two and half meters tall troll was running in blind furry. In small room. Very small room. He was swinging his club like crazy. And he was blind. Very small room.
'Gulp...'
-
- Do świtu? Czy kążdy mroczny elf jest na tyle głupi, żeby w nawale wrogów napierających na drzwi, które i tak nie mają znaczenia dla ich astralnych postaci czekać DWIE GODZINY DO CHOLERNEGO ŚWITU?
W tym momencie poczułem ukłucie, jakby sztylet o długim i wąskim ostrzu przeszył mi kręgosłup.
- Na...stę...
Wtem, gdzieś na krawędzi widzialności zobaczyłem TO. Zlepek ciemności, chaotyczny kołtun uszyty ze skrawków moich najgorszych snów, nieznanych nawet mi. Kryształowe oczy błysnęły szkarłatem nie tyle furii, ile chłodnej nienawiści. Potem zniknął, razem z bólem w karku.
- Tutaj jest coś więcej niż jakieś pomniejsze upiory. Jakiś...nieważne, niechcecie wiedzieć, lepiej uciekajmy, zanim lepiej go poznamy. Czy wy, piekielni nekromanci od siedmiu boleści, nie potraficie rozegnać tych duchów na cztery wiatry? To wy tutaj wydajecie rozkazy mrocznym siłom, nie ja!
Jeśli któryś z nich odpowie twierdząco, to czekam, aż użyją jakiejś magii ochronnej, bacznie rozglądając się na wszystkie strony, z mieczem w dłoni i Zenem na barku.
Jeśli odpędzenie upiorów będzie ponad ich siły, po prostu wyważę drzwi, pobiegnę korytarzem, zbiegnę po schodach na dół i ucieknę ile sił w nogach, gotowy jednak na walkę po drodze, fizycznął czy psychicznął.
-
A wiec:I kto to mówi? Człowiek, który potrafi przepakować każdą postać jaką daje na sesję, i trzeba kilkanaście postów żeby ją wyprostować xP.
na sesji juz jest jeden stetr... tfu, jeden potezny upadły paladyn, wiec bedziecie (jesli reszta sie zgodzi na twoja kandydature) mieli o czym gadacNie bójmy się przeklinać do piorunów! Jestem stetryczały, motyla noga! Ale na pewno nie potężny, tylko po prostu taki stary wygo-piernik. Jej, jak nic dostane ostrzeżenie za tego posta, taka brutalność, tyle epitetów.
przypięty do boku półtoraroczny mieczDobrze, że nie laska...
"Nawiedzonej Karczmy" (brzmi jak tytuł horroru klasy C albo nawet D )Ja tylko dodam od siebie, że lep(
)sze byłoby "Atak smażonych węgorzy, duszonych z pomidorami i zalewie octowej z nawiedzonej karczmy". Po prostu czyste ZŁO.Generalnie rzec biorąc, po przerobieniu (precz z "perkami") postać mogłaby się nadać do sesji. Ale ja będę na TAK tylko pod warunkiem, że przyłączy się do bad teamu :twisted: .
-
Litości. Zostawcie biednego Zena w pokoju, coż on wam zawinił? Z niemal uciętą głową, ze zwisającym, rozrąbanym prawym barkiem, z trzema dziurami w brzuchu i niezliczoną ilością ran ciętych. Ilekroć rana mu przybywa, tylekroć serce me roni łzę. Biedak, wywleczony z miejsca wiecznego spoczynku, nie zazna nigdy spokoju w imię przyjaźni. A przecież każdy kiedyś zginie, jego czasu już nastąpił. Proszę, ostawcie go w spokoju...tak mi go żal. Nie traktujcie go jak przedmiot, jak cholerną tarczę urozmaicającą opis walki. Dlaczego, jeśli ktoś ma już dostać po głowie, jest to zawsze biedny, biedny Zen? Sami se dziurawcie brzuch.
A Zena zostawcie w spokoju, który tak bardzo mu się należy.
-
- Tak... dobrzee... ićmy... - upiór, najwyraźniej nieprzwyczajony do posiadania mięśni, próbuje uformować zdanie ruszając niezgrabnie MOIMI szczękami.
Wszystko potoczyło się w zastraszającym tempie. Cios, upadek...podniósł Zena. Miecz wbił się gładko i przebił na wylot ciało, ostrze o włos chybiło maga.
- Nie pozwolę! Zen!
Uniosłem się pod samą powałę i runąłem na moje ciało. Nastąpiło siłowanie się na siłę woli. Zły duch, za słaby aby walczyć na dwóch frontach, uległ czarowi paraliżu, zwalając się jak kłoda na podłogę.
- ZEEEEN! Ty cholero! Nie podziurawicie mi go znowu! Ty...
Duch zrejtował. Rzucił ostatnie, tęskne spojrzenie na ciało i prześlizgnął się przez szpary w ścianie, po czym uleciał w noc.
Zająłem moje utracone ja. Cios w głowę uśpił ciało, lecz nie ducha, który całymi swymi siłami dźwignął bezwładne członki.
- Hilarionie nie! To...to coś..ten upiór zajął moje ciało! Sterował mną jak lalką i...
- Cieeepło...uaaaghh....ten ból...ciepłooo...kreeew...
- O mój boże...ich jest więcej...słyszysz?
Mój duch stał jeszcze jednął nogą w świecie zmarłych, toteż słyszałem ich ciche zawodzenia i migotliwe widma. Cienie w pokoju zgęstniały.
- Rzekłbym "nie podoba mi się to miejsce", ale nie jest to do końca prawda. Brzydzę się tym miejscem. Nie często zdarza mi się to mówić, ale...lepiej uciekajmy. Nie lubię walczyć z czymś, czego nie widzę.
Przywdziałem zbroję najszybciej jak umiałem. Spojrzałem na biednego Zena leżącego na tej brudnej podłodze zapomnianej przez boga gospody. Jego twarz straciła ten dawny wdzięczny blask, zyskała za to wiele ran. Oczy, które niegdyś były wesołe i żywe, zszarzały, zmętniały. Z umięśnionego i hardego ciała zaprawionego w bojach mężczyzny został osuszony z krwi, slfacały bukłak. Przerzuciłem go sobie przez plecy i ruszyłem do pokoju mrocznego elfa.
- Już niedługo przyjacielu...już niedługo. Hilarionie, idziesz? Czy zostajesz na tym...cmentarzysku chciwych dusz?
Załomotałem w drzwi sypialni nekromanty. Słaniałem się na nogach pod ciężarem ekwipunku i ciała, guz na głowie wciąż tętnił bólem.
Miałem wypocząć, a zmęczyłem się jeszcze bardziej. Trudno, płaski kamień lub wystający korzeń drzewa będzie dzisiaj mi poduszką.

Dyskusje o Sesji Online
w Archiwum
Napisano · Raportuj odpowiedź
Witajcie moi drodzy! (jak to dziwnie zabrzmiało...ni to patetycznie, ni to...różowo
). Wyrażam chęć dołączenia do sesji prowadzonej przez Face'a i P_aula w Krainach Zapomnianych. A że zgode otrzymałem (hey P_aul), to dłużej nie rżnąc Bhaala na moście Boareskyr zapodam mą kartę postaci:
Godność: Eldahast Turncoat
Rasa: Półelf
Klasa: Kapłan Lathandera
Wygląd: Zwykle ubrany w luźną, błękitną koszulę z bufiastymi rękawami, zamszową brąz kamizelę, do tego wygodne, skórzane spodnie i podróżne buty. Gdy udaje się w podróż przywdziewa szarobrązowy płaszcz podróżny, wkłada koszulkę kolczą i przypasuje długi miecz. Za pas wtyka nóż, który nazywa "najakbyco" (róbuje walczyć i mieczem i nożem w dwu rękach, ale idzie mu to nijako). Zawsze ma widzoczny na ubraniu znak Lathandera, czy to wychawtowany na rękawie koszuli, czy w postaci mozaiki kolorowych koralików na płaszczu.
Jeśli chodzi o wygląd fizyczny, to Eldahast jest przeciętnego wzrostu półelfem z niesforną zasłoną jasno-brązowych włosów opadających na ramiona. Twarz ma przystojną, okoloną szorstkim zarostem, oczy szare, lecz żywo obserwujące otoczenie. Wiek średni (jakieś 60 lat, sam nie liczy).
Charakter: Dosyć trudno opisać tego kapłana jednym słowem. Zwykle dość tchórzliwy, by nieraz w beznadziejnych momentach rzucić się na przeciwnika wykrzykując imię Pana Poranka. Lubi się śmiać. Trochę za bardzo troszczy się o swój trzos. Raz narzeka na beznadziejną sytuację, by zaraz pocieszając kompanów rzec "to ci dopiero przygoda!" z uśmiechem na ustach. Potrafi godzinami rozprawiać o Lathanderze i jego dogmatach. Jego pasją jest zbieranie ciekawostek, historyjek, anegdot i powiedzonek na tematy wszelakie. Twierdzi, że gdyby nie kapłańskie powołanie, chodziłby od wioski do wioski i opowiadał zebrane przez całe życie historie w zamian za strawę i łóżko.
Nie przepada za kapłanami i paladynami Kelemvora, bo, jak uważa "to stare sztywniaki ciągle mamroczące pod nosem czarne jak ich szaty słowa".
Styl walki: Eldahast walczy raczej jak szermierz niż ciężkozbrojny kapłan. Woli unikać ciosów, niż przyjmować je na gruby pancerz (choć próbował. Dzwonią od tego wszystkie zęby). Specjalizuje się w magii wspierającej i leczniczej.
Historia: Jako dziecko znał starego kapłana Lathandera, krzepkiego i muskularnego człowieka co sypał historiami jak z rękawa i zawsze częstował "małego półuchego" cukierkami. Eldahast nigdy nie marzył o kapłaństwie, ale w sumie nie pragnął też niczego innego. Został więc kapłanem Pana Poranku i z czasem stał się mu naprawdę oddany, a każdy wschód słońca przyjmował z uśmiechem. "Każdy nowy dzień to nowa historia", jak zawsze mawia.
Jako kapłan zajmuje się głównie dogmatem o "znajdywaniu zaginionych przedmiotów magicznych". Obecnie działa w porozumieniu z kościołem .......... próbując odnaleźć ............ (pola puste, ażeby MG łatwiej było wpasować drogiego mi Elda do sesji i dopasować go do obecnie wykonywanego zadania
).