Jump to content

Demanion

Forumowicze
  • Content Count

    12
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

About Demanion

  • Rank
    Hobbit
  • Birthday 09/11/1985

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  1. Od kilku tygodni nosiłem się z zamiarem napisania o tym, czego mi brakuje w grach typu Fifa czy PES. Niestety ciągle coś mi stało na przeszkodzie (no dobra, głównie lenistwo), ale dzisiaj w końcu się za to zabieram. Impulsem, który mnie do tego skłonił, był wpis Huta o nowościach w trybie kariery, jakie ma przynieść Fifa 13. Na samym początku uwagę moją przykuł nagłówek. Pomyślałem sobie, czyżby w końcu ktoś chciał wprowadzić to, czego mi tak brakuje? Nie, stwierdziłem po chwili, to byłoby zbyt piękne by mogło być prawdziwe. A tu niespodzianka, kilka zmian wyjątkowo pozytywnie mnie zaskoczyło. Ale zacznijmy od początku. W gry sportowe nie gram zbyt wiele. Preferuję RPG-i i Survival Horrory, ot takie ciekawe połączenie. Od czasu do czasu pogram w staruteńkiego PES-a 6, do którego mam spory sentyment. Jako dzieciak jeszcze, kochałem jednak Sensible World of Soccer, bodaj '94, jeżeli mnie pamięć nie myli. Fakt, gra była toporna, sterowanie płatało figle a strzał z punktu styku linii półkola z linią pola karnego równał się bramce, jednak gra ta posiadała magię. A kryła się ona w trybie kariery. Przyznam, piszę z pamięci, jeżeli błędnie, to przepraszam, ale na tyle na ile pamiętam tryb kariery można było rozpocząć jedynie słabszymi drużynami raczej z dołu tabeli i słabszych lig na dodatek. Zmuszało to do faktycznego wysiłku, zwłaszcza kiedy trafiło się do jakiegoś pucharu i mistrzem Estonii grało przeciw Barcelonie albo Milanowi. Ale za to sposób w jaki gra nagradzała sukcesy był po prostu miodny. Były to oferty coraz to lepszych klubów a w końcu reprezentacji. I to właśnie tego tak mi brakowało w dzisiejszych "karierach". Efektów swoich starań mających swe odzwierciedlenie nie tylko w wyniku meczu, ale również propozycjach "lepszej" posady. Niby błahostka, ale za to jak przyjemnie wpływa na odbiór samej gry! Czy tryb kariery Fify 13 będzie przypominał mój ideał? Nie wiem. Z pewnością jednak po nią sięgnę z czystej ludzkiej ciekawości. Może w końcu, po prawie dwudziestu latach, dane mi będzie pobawić się jak za czasów podstawówki
  2. A w jakiejś grze polski dubbing się do czegoś nadawał ? Jak najbardziej. Wystarczy wrócić do tytułów takich jak Baldur's Gate 2, Planescape: Torment czy Larry 7 (w tym ostatnim dubbing jest po prostu genialny). Fakt, ostatnie polonizacje pokazują, jak się nie powinno tego robić, zarówno z punktu widzenia tłumaczenia jak i gry aktorskiej. Jednak nie wolno tracić nadziei, kiedyś nie było źle
  3. To jest właśnie tak. Nie da się wszystkim dogodzić. Dla jednych PoP jest super, dla innych beznadzieja. Parafrazując stare porzekadło, jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził. Ot i cała prawda.
  4. Fajne pełniaki. W Next BIG Thing pogram z ciekawości. Przygodówki nie są moją mocną stroną niestety, ale recenzja mnie zachęciła już kiedyś. Nie kupowałem, bo i sensu w tym nie widziałem, a tu nadarza się okazja. Dodatek do RTS-a mile widziany, zaś POP rewelacja. Jak narzeczona wyrazi zgodę, to i plakat znajdzie miejsce na ścianie. Jedyne, czego mi tak na prawdę brakuje w tym numerze, to kalendarz właśnie. Nie kupowałem żadnego z myślą, że i w tym roku CDA mnie nim uraczy, a tu plakat. Cóż, trza będzie samemu coś organizować Nie mniej, życzę Redakcji kolejnych 200 numerów
  5. Dzięki serdeczne, postaram się zastosować do uwag A z komentarzami mam mały problem właśnie, bo chciałem ustawić automat, ale cały czas mi zmienia na zatwierdzanie
  6. Kilka dni temu przeczytałem w zapowiedzi najnowszego numeru CDA, iż Smuggler wrzucił doń swoją reckę wiedźmaka. Z treści zapowiedzi zaś jasno wynika, że nie ma zamiaru piać na jego temat, a raczej przyjrzeć się krytycznym okiem. Generalnie natchnęło mnie to do wyrażenia własnej opinii. Czy druga część przygód Geralta zasługuje na tak wysokie noty? Cóż, po części jak najbardziej. Pod względem graficznym gra jest świetna. Ładne tła, dosyć płynne animacje, piękna paleta barw. Twórcy posłuchali również graczy i nie widzimy już na ulicach dziesiątek identycznie wyglądających mieszkańców. Dodatkowo mamy świetną ścieżkę dźwiękową, fenomenalny dubbing (angielski również nie kuleje, Zoltan dla przykładu jest genialny, chociaż do Rosha i Geralta mógłbym się przyczepić) i dobre dialogi. Co więc sprawia, że gra moim zdaniem nie zasługuje na 9/10? Zacznijmy ponownie od grafiki. Jak podkreślałem, jest świetna, z tym, że na słabszych maszynach są ogromne problemy z wczytywaniem tekstur. Nie raz i nie dwa zdarza się, że po wejściu do Flotsam widzimy radośnie spacerujących po niebie mieszkańców, by samo miasto aportowało się (za dużo Harry'ego, wiem, Szatan już mną kółka kręci) po kilku sekundach. Dodatkowo miał być świat otwarty, a zwykły krzak blokuje mnie z zawziętością moherowej babci w tramwaju na Wszystkich Świętych. Nie mówię już o doczytywaniu tekstur, które miało się odbywać w tle, a często po prostu wyskakuje ładny ekran ładowania. Ładnych kilka lat temu, prawdziwie otwarty świat mogliśmy podziwiać w pierwszej odsłonie Gothica. Tam jakoś nie było niewidzialnych ścian, czy niemożliwych do zeskoczenia zeń kilkucalowych progów... Co zaś do postaci, to mogę się jedynie przyczepić do tego, że miało być inaczej. Postacie miały się pojawiać w różnych miejscach o różnych porach dnia i o ile w niektórych przypadkach tak jest, to często staje się to powodem frustracji, gdy chcemy zakończyć questa, a postać do której mamy się udać po prostu gdzieś znika... Dodatkowo tragiczna jest wtórność wygłaszanych dialogów / okrzyków. O ile dialog strażnika i prostytutki w porcie we Flotsam może jeszcze bawić, o tyle słyszane bez najmniejszej przerwy Oooooodrriiiin!!!! w obozie Henselta działa równo na nerwy. Same dialogi są błyskotliwe, autorzy często puszczają do graczy oko (czy to z imionami postaci, treścią plakatów, czy dialogami nawiązującymi do innych gir/książek itp.). Miło się słucha kłótni bohaterów, celnych ripost, czy politycznych wywodów. Jest ich jednak jak dla mnie za mało i tu właśnie zaczyna się problem. Wiedźmin 2 miał być grą cRPG. To znaczy, że ma być dobra, spójna fabuła, klimatyczne zadania pobocze i dobre dialogi. Niestety, wszystkiego tego jest w Wiedźminie za mało. Wbrew temu, co twierdzą autorzy, główny wątek można ukończyć w 15-17 godzin. Jak na grę tej klasy to zdecydowanie za mało. Samych questów pobocznych też jest tyle, co kot napłakał. Co z tego, że można je wykonać na dwa lub więcej sposobów, skoro i tak są zbyt krótkie by się w nich rozsmakować. Szczerze mam nadzieję, że szybko pojawią się jakieś DLC, które to zmienią. Ostatnią łyżką dziegdziu są dla mnie niektóre QTE. Zwłaszcza jeden mi krwi napsuł i to już w prologu. Nie wiem, czy to wina wersji, czy jak, w każdym razie smok mi na nerwy równo działał. Dodać do tego można kilka innych bugów ( w tym dosyć skutecznie utrudniający grę w krasnoludzim mieście ) i słabe, moim zdaniem, zakończenie, by jednak ponownie zastanowić się nad tym, czy tak wysokie noty się RED-om należą. Nie zaprzeczę, Wiedźmin 2 jest grą dobrą, ba nawet bardzo dobrą, ale moim zdaniem zasługuje na"najwyżej" osiem oczek na dziesięć. Pomimo swoich wyraźnych odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia z produktem niedokończonym. Taką późną betą. Cóż, czekam więc niecierpliwie na dodatki i część trzecią.
  7. Dzisiaj znów się będę czepiał, cóż, taka już moja natura. Jak już pisałem brakuje mi na prawdę dobrze przetłumaczonych gier. Przyjemnie jest grać w grę o przemyślanej fabule, z przyjemnie nakreślonymi postaciami a na dodatek w rodzimym języku. Niestety ten ostatni punkt mogą skopać dwie osoby: tłumacz i reżyser. W Mass Effect 2 ponownie polski wydawca dał ciała. Już na samym początku nie mam możliwości wyboru języka. Dla mnie ogromny minus. Na szczęście dość szybko znalazłem sposób na przekształcenie w wersję kinową (niech żyją fora internetowe). Postanowiłem jednak zmierzyć się i z pełną polską wersją. Przyznam, nie dałem rady. Nie powiem, część aktorów się postarała (tu ukłony w stronę pana Krzysztofa Szczerbińskiego, mimo, że jego głoś trochę mi nie pasował do lekko ironicznego Setha Greena, to Joker jest najlepiej zagraną postacią w wersji polskiej - w mojej nieskromnej ocenie, ma się rozumieć), kilkoro miało odpowiedni ton i barwę głosu, jednak reżyser moim zdaniem zawalił sprawę. W wielu sytuacjach brakuje w ich grze emocji. Głosy aktorów są z nich wyzute. Gdy Bailey opowiada o Ziemi brakuje mi w jego głosie nostalgii, gdy Shepard komuś grozi, często tej groźby w głosie nie słychać. Dla mnie zdecydowanie psuje to efekt. Jednym z kolejnych mankamentów polskiej wersji gry jest postać profesora Mordina Solusa. Osobiście uwielbiam gościa. Jak Kelly go trafnie opisała: 'he's like a hamster on a coffe' Jeżeli oglądaliście "Prawdziwą historię Czerwonego Kapturka", to wiecie, o co mi chodzi (wiem, tam to była wiewiórka, ale wiadomo, o co kaman). O ile jego głos jest w polonizacji dobrze dobrany, to nie słychać tego "czegoś" z wersji oryginalnej. Mordin mówi zbyt wolno, zbyt mało chaotycznie. Na dodatek NIE ŚPIEWA!!! Gdy grałem w wersję sprzed polonizacji, to prawie się popłakałem, a tu co? Kiszka. Zwykła recytacja. Nie powiem, bardzo się tu zawiodłem. A jak się ma sama polonizacja? Cóż, korekta nie ustrzegła się kilku literówek (bodaj dwie lub trzy w dialogach i kilka w mailach), ale nie jest to nic, co by wpływało na jakość rozgrywki. Jednak jakość samego tłumaczenia pozostawia wiele do życzenia. O ile słowo matriarch (tłumaczone w pierwszej już części jako matka) da się przeżyć, to nie wiem czym się kierował tłumacz przy przekładaniu słowa patriarch na 'wyrocznia'. Nie prościej było oba słowa przetłumaczyć w tym wypadku wprost? Matriarchini i patriarcha w moim odczuciu brzmiałyby o niebo lepiej. Inny przykład, który już zmienia znaczenie wypowiedzi. Gdy Mordin prosi Shepard(a) o pomoc w odnalezieniu asystenta używa sformułowania, że Kroganie pokonują (w sensie medycznym, czyli adoptują się, wytwarzając przeciwciała powiedzmy) genofagium - 'overcoming genofage', co zostało przetłumaczone jako 'genofagium nieskuteczne'. Może jestem czepialski, ale jeżeli coś robimy, to albo robimy to dobrze, albo wcale. Przykładów na błędy mógłbym podać jeszcze wiele, jednak nie to jest ważne. Mam szczerą nadzieję, że kiedyś ludzie odpowiedzialni za tłumaczenia gier zatrudnią osoby z pasją i jednocześnie zainteresowanych tematyką gier. Wtedy być może coś się w jakości tych tłumaczeń zmieni. Rozumiem ogrom pracy stojący przed tymi osobami, jednak starsze produkcje pokazują, że jak się chce to można (vide Planescape: Torment, czy Baldury). W ramach autoreklamy mogę zaproponować swoją, niekoniecznie skromną, osobę
  8. Anderson był kandydatem na Widmo, tak jak Shepard w misji na Eden Prime.
  9. @KulawyJohny właśnie w kinówkę gram Poza tym wolę wersje angielskie jednak.
  10. Postanowiłem ostatnio zagrać w Mass Effect w polskiej wersji językowej. W tym celu udałem się do galerii, zakupiłem takową wersję (wcześniej miałem tylko sprowadzoną angielską) i po powrocie zainstalowałem. Na początku instalator poprosił mnie o wybór jednej z trzech wersji (angielskiej, kinowej lub w pełni spolonizowanej). Radośnie wybrałem tę ostatnią, po czym udałem się do kuchni zrobić sobie herbatę. Po odpaleniu gierki szybko stworzyłem postać (tu mała dygresja, czytałem, że zdecydowana większość graczy wybierała klasę żołnierza, cóż nie mnie oceniać, ale inżynier, mój wybór, bije soldka na głowę, może i zadaje mniejsze obrażenia, ale świetnie przebija się przez tarcze i bez problemu włamuje do wszelkich systemów, sejfów itp.) i rozpocząłem zabawę. Pierwsze, co mnie uderzyło, to fatalnie dobrane główne postacie. Głosy kompletnie nie pasują do charakterów, momentami są przerysowane, a kiedy indziej mdłe i bez wyrazu. Następny minus (dla mnie oczywiście) to przekleństwa. Wrex potrafił być prawdziwym badassem bez tych wszystkich kur.. itp. Aktor dubbingujący Urdnota spisał się świetnie, nie mam najmniejszych do niego zastrzeżeń, te kieruję w stronę tłumaczy. Właśnie oni mnie zawiedli. Czy nasi rodzimi translatorzy uważają, że by stworzyć klimat gry dla dorosłych muszą używać języka rodem z "Psów"? Drugą bolączką są błędy w samym tłumaczeniu. Nie wiem ile osób zauważyło, ale nagle pierwszym Widmem był kapitan Anderson (wynika tak z rozmowy z Harkinem w Norze Chory) by po kilkunastu minutach to właśnie Shepard się nim stał/a. Dodatkowo część nazw własnych (matriach, consort etc.) zostały przetłumaczone, moim zdaniem, niedbale. Można było to zrobić lepiej. Zdaję sobie sprawę, że są to jedynie szczegóły, ale to właśnie one składają się na całość i po trosze psują zabawę. Przy tak ogromnej ilości tekstu mogą się zdarzyć błędy, ale nie takie, które zmieniają świat gry. Ogólnie chylę czoła przed tłumaczami, gdyż pracy było na prawdę sporo, jednak korekta dała plamę. Brakuje mi epickich polonizacji na miarę drugiej części Wrót Baldura czy Planescape Torment, mam nadzieję, że ich czasy jeszcze powrócą.
×
×
  • Create New...