Roger W
Forumowicze-
Zawartość
215 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Roger W
-
Dalej nie mogę sobie poradzić ze zdjęciem klątwy ze Śmierdziwiatra. Jak pogadam z tym grubasem to rzuca na mnie klątwę. Poza tym gdy próbowałem pogadać ze szpetnym to on ucieka, a quest jest dalej nie wypełniony. Nie wiem też jak dostać się do wieży oblężniczej, a ten gość od kreatora snów co kazał mi przynieść klatkę mówi żebym sam sobie radził. I jeszcze nie wiem co zrobić z ulotką od Giltercha (czy jakoś tak) kazal mi ją zanieść do drukarni a one jest cały czas zamknięta (choć już raz tam bylem, ale goś mnie wyrzucił). Na koniec jeszcze się zapytam gdzie znaleźć można przyjaciela Kerissie? No to wszystko. na razie...
-
Wtedy raczej nie. Przeczytałem ostatnio ciekawy artykuł o walkach na froncie wschodnim KW, i myślę że gdyby alianci się wywiązali, to Polska bez problemu odparłaby inwazję armi czerwonej, tak jak w 1920. Armia czerwona byla beznadziejnie dowodzona i gdyby nie to że ponad połowa polskich odziałów poddała się bez walki, albo uciekla do Rumunii, to dostali by niezłe baty. Mam kilka przykladów: W Grodnie ( a nie jak pisał Bleck Pearl w Wilnie), czołgi radzieckie zostaly obrzucone butelkami z benzyną przez oddziały obrony cywilnej (garnizon wojskowy się poddał) i rosjanie stracili 8 czołgow. Niewiele to ale dla armii czerwonej to byl szok), Gen Franciszek Kleberg wygrał dwie potyczki z rosjanami pod Jabłonną i Malinowką. (Co ciekawe rosjanie wzięci przez niego do niewoli przyłączyli się do KOP- u i walczyli do końca po stronie Polaków!) Niestety jak już wspomniałem wiele odziałów poddalosię bez walki (garnizon w Tarnopolu, ktory mógł się bronić przez co nakjmniej tydzień i moglo to uratować wycofujące się do rumunii inne polskie odziały) Nie spisali się też przyszli bohatrowie polscy na zachodzie gen Anders i Maczek- ich armie mimo że dobrze zaopatrzone nie oddaly w KW żadnego strzału- po prostu uciekłydo Rumunii.
-
Na początek problem techniczny- cały czas u mnie ekrany ładowania są zamazane brązowymi pikselami, w samej grze nie ma już zbyt wielu błędów (tylko przy otwarciu portali trochę psuje się grafika) mój komp: Athlon 2400, GeForce 5200, 256 Ram, Windows 98 (wersja pierwsza), DirectX 9 ... Gdzie można znaleźć gościa który może zdjąć klątwę z Smierdziwiatra? Jak można pomóc Ingrissie? (tej co się boi portali)? CZym można pokonać tych szczurłaków? (zwykła broń na nich nie działa, a nie mam maga w ekipie...)?
-
Oczywiście że masz rację. Jednak jak sam zauważyłeś to wypowiedź Ayuru nie miała nic wspólnego z krytyką- to było zwyczajne smęcenie. Może faktycznie wyraziłem się niezbyt jasno... :roll: Nie mam nic przeciwko krytyce, ale dobrze byłoby żeby była ona sensowna... ... Jeśli chodzi o klimat to według mnie lepszy jest w dwójce; oprócz śmiertelnej powagi, można się natknąć na wiele absurdalnych wydarzeń. Wiem że wielu ludziom nie podobały się te liczne 'eggsy' (np nawiązania do Monty Pythona), ale ja uważam, że dobrze spełniają swoją rolę. Świat postnuklearny nie musi być przecież taki śmiertelnie poważny . Nie mówię tu oczywiście że klimat w jedynce był zły; wprost przeciwnie był bardzo dobry, no ale moim zdaniem trochę zbyt poważny... Chociaż z drugiej strony, może rzeczywiście taki być powinien :-k Nie. :mrgreen:
-
Skoro tak ci się nie podoba Fallout, to dlaczego zawracasz głowę tym którym się on podoba? Ten topik jest dla fanów Fallouta. Ja na przykład nie cierpię mangi, ale nie chodzę po różnych mangowych topikach i nie piszę jak to manga słaba. Po prostu rozumiem że komuś się to podoba i nie chcę nikogo denerwować. Rozumiem to że gra mogla ci się nie podobać, ale zrozum nie ma sensu denerwować tych którym się podobała. Jest to wyłącznie moja opinia
-
Pamiętam, miałem ten sam problem z Sulikiem, ale za którymś razem jak grałem, to postanowiłem nie dawać mu SMG, tylko zostawić z młotkiem, najpierw zwykłym, a potem wzmocnionym. I wiecie co? Sulik wymiata z tym młotem. Prawie zawsze ładuje krytyki, rozrzuca gości po całej planszy, jakoś tak częściej się rusza, no i nigdy nie postrzelił mnie w plecy . A w enklawie to radził sobie najlepiej z całej drużyny, a że zawsze mam full charyzmy (no co? lubię grać z drużynką), to wiem mniej więcej co kto umie. Ospbiście uważam że najsłabszym kompanem jest (poza żonką i psami ) Myron. Niby ma tego small gunsa, ale i tak prawie nigdy nie trafia (i to nawet z tego "jego" pistoleciku), a Cassidy jest spoko, chyba najlepiej z ekipy potrafi posługiwać się bronią, prawie nigdy mnie nie postrzelił; a zawsze daję mu na koniec pulse pistol (gostki fajnie giną od niego :lol: )
-
Zgadza się, Wright nie brał już udziału w tworzeniu tej płyty, nie mniej jednak była to ostatnia płyta, na której Waters zagrał wspólnie z Gilmourem i Masonem - później już tylko się kłócili :?. Tak, jednak na płycie prawie ich nie słychać :?, Płytę mam w kolekcji (na winylu), wielu ludzi uważa ją za najsłabszą w dorobku Floydów, ale mnie się nawet podoba, po prostu lubię te smutne kawałki w których Waters śpiewa o bezsensie wojny... Bezsensowny jest też sposób w jaki potraktował kumpli z zespołu, gdzieś tak mniej więcej od Dark Side of The Moon, zaczął nawet twierdzić, że tylko on umie grać w zespole a inni są jedynie tlem do niego ("Pink Floyd to ja!" -cyt. org.). Co oczywiście doprowadzilo go do ostrego konfliktu z Gilmurem i resztą. Gdyby nie tarapaty finansowe w jakie wpadli, to prawdopodobnie nawet The Wall by się nie ukazał! Kiedy Gilmur, z niewielką pomocą reszty nagrał A momentary laps of reason, Waters wytoczył im nawet proces, który na szczęście przegrał.
-
Na początek mała dygreja- można by zmienić tytuł tpika na samo HoMM bez cyferki, bo jakby nie patrzeć to wszyscy tu robimy niezłego off-a . Najslabszym moim zdaniem zamkiem w HoMM 3 jest Inferno oto powody: I) Pierwsza jednostka, a w zasadzie jej brak... skacze, jęczy, manę wysysa i... tyle. II)Gog - niby fajne bo strzela na 7 heksów, ale reszta Inferniaków walczy wręcz (np cerber jest wybitnie przeznaczony do walki w zwarciu), co jest raczej swoistym paradoksem, bo gdy bitwa hula na całego, to gogi śpią żeby nie poparzyć naszych dzielnych wojaków. III) Demony takie jakieś ciapate są, a czarty mają jak dla mnie ciut za mało zdrówka, przez co pomimo dużego damage szybko spływają (albo mamy jeszcze więcej demonów... o ile czarty dożyją) IV) Pytam ja się czemu diabeł jest miętszy od aniołka... ja to nazywam dyskryminacją zła V) Drogi ten zamek... jakoś przy grze Infernem są zawsze problemy z finansami... a w Strongholdzie np nie. Ale piekiełko ma tesh plusy (choć nie rekompensują wad moim skromnym zdaniem) np. wrota wymiarów, które ułatwiają bardzo komunikację w państwie (o ile mamy kilka Inferno na podorędziu), no i Ifryty są słodkie (i parzą), ale samym ifritem nie zwalczysz przeciwnika (zwłaszcza że największe straty to one zadają gdy obrywają )... aha... no i graala ma ładnego
-
-
Proszę o konkrety! miejsca bitew, nazwiska dowódców, przebieg... Chętnie bym się dowiedział czegoś więcej na ten temat, więc jeśli masz coś o czym nie pisaliśmy powyżej to napisz OK? Co do armi mrowek, to jest takie przysłowie że każdy żołnierz d***, kiedy wrogów kupa. A kupa to była wielka...
-
Akurat stronghold to mój ulubiony zamek. W zasadzie grałem nim od zawsze, (przekonania polityczne zobowiązują ), no chyba że graliśmy na losowych. Faktem jest że trudno grało mi się z początku z takimi zamkami jak Castle, Rampart, czy Dungeon (moi kumple ), ale gdy odkryłem wszystkie jego zalety to potrafiłem już nieźle zamieszać. . Przede wszystkim należy zawsze brać drewno w bonusach. Zawsze też brałem na głownego herosa Craga (specjalność- atak [moim zdaniem podstawa każdego hero, nie tylko wojownika] , tylko Tazar z Fortress który ma specjalność obrona jest od niego lepszy), co dawało mi duże bonusy do ataku w późniejszej części gry. Niewątpliwie zaletą Strongholda jest to że w pierwszym tygodniu można mieć behemoty, ale ja i tak wolę najpierw dbać o infrastrukturę, tj. dojść najpierw do Kapitola; no chyba że gra się na S-ce. Jednostki 1,2,3 są niewątpliwie słabe (mimo szybkości i bonusu wolfraiderów), ale reszta jednostek nadrabia te minusy.- ogry mają bardzo dużo HP, ataku i obrony, jedyny minus to ich speed, no ale mają też bonusowy czar, który często się stosuje. Ptaki są bardzo szybkie, mają duży atak, no i piorun, jednak niewiele zdrówka, co powoduje że trzeba na nie uważać. Cyklopy to jedna z trzech najlepszych jednostek 6 poziomu (chyba tylko rycerz śmierci jest od niej lepszy), jedyną ich wadą jest stosunkowo nieduży jak na 6 poziom, wskaźnik HP (bodaj 80), Jednak czarnym koniem zamku i chyba najbardziej niedocenioną moim zdaniem jednostką są behemoty. Wprwdzie wersją podstawową wiele się nie z wojuje, ale za to Upgrade wymiata. Ma 300 HP, Dużo ataku i obrony i przede wszystkim włściwość, która o Bodaj 80% zmniejsza obronę atakowanej jednostki. To powoduje że zabrać może znacznie więcej niż się wydaje. Wprawdzie Behemot nie dorównuje Archaniołom i czarnym smokom pod względem statystyk (no i nie lata ), ale odpowiednio kierowany może zrobć niezłą zadymę na polu bitwy.
-
Dzięki za link, świetny artykuł. Wreszcie dowiedziałem się jakiś konkretów o błędach (słabo powiedziane, wiem) niektorych polskich dowódców. Co by nie mówić; większość książek historycznych i wszystkie podręczniki szkolne jak dotąd pomijały ten wstydliwy dla nas ale jednak prawdziwy wątek Kampanii Wrześniowej. Osobiście zawsze byłem zadnia że tchórze, zdrajcy, nieudacznicy etc; byli, są i będą stałym elementem każdej armii i wojsko Polskie nie bylo w tym względzie wyjątkiem. Jeśli chodzi o artykuł to jedynie nie zgadzam się z trochę zbyt surową opinią na temat gen Kutrzeby. Owszem zarzuty mu stawiane są jak najbardziej prawdziwe, ale moim zdaniem są one niwelowane przez jago późniejsze zasługi. No i autor nic nie wspomniał o ataku zaczepnym Armii Poznań na teren niemiec w pierwszych dniach wojny. Nie miało to może wielkiego wpływu na przebieg kampanii, no ale liczy się fakt że jadnak Kutrzeba nie stał zupełnie bezczynnie gdy inne armie wykrwawiały się pod Mokrą. Brakowało mi też jakiś większych informacji na temat walk na froncie wschodnim. Wiem tylko tyle że wiele oddziałów poddało się bez walki, większość miała słabych dowódców (oprócz Kleberga oczywiście) i w rezultacie ok 200 tys polaków dostało się do radzieckiej niewoli. (co oznaczało lagry lub Katyń :?), według "danych" Mołotowa w KW zginęło 2,5 tys. Rosjan. I to niestety wszystko co wiem na ten temat; gdybyś miał jakieś materiały na ten temat, to napisz, chętnie się z nimi zapoznam.
-
-
http://myn.ath.cx/~smola/- To chyba najlepsza strona z komiksami z Garfieldem. Prez dłuższy czas była nieczynna, ale teraz znowu działa. Są na niej chyba wszystkie możliwe komiksy z garfieldem (ponad 1600 sic!) i w dodatku po polsku. Polecam tę stronę wszystkim fanom Garfielda (tym co jej jeszcze nie znają ).
-
Zgadzam się z pierwszym akapitem.Szans na zatrzymanie niemcow nie bylo, jednak polacy mogli spokojnie bronić się tak długo aż naszym "sojusznikom" zrobiłoby się głupio. Nie zgadzam się że zwycięztwa polaków były jedynie rezultatem niezgrania się niemieckich oddziałów. Plan "Fall Weiss" był (jak zresztą każdy plan blitzkriegu) zaplanowany bardzo dobrze, i polegał właśnie na jak najszybszym zajęciu szlaków komunikacyjnych, punktów strategicznych (np. mosty), przewidywal też ominęcie możliwych punktów oporu. (np. armii Poznań, czy wałów śląskich.) Niemcy nie wierzyli że Polska armia może sprawić im większe problemy (propaganda); i po prostu ją lekceważyli. Poza tym Polacy mieli kilka asów w rękawie: Pociągi pancerne (o ktorych niemcy nie wiedzieli, a które zrobiły niezly pogrom niemieckim "Panzerom" pod Mokrą), rusznice przeciwpancerne (zdolne zniszczyć każdy ówczesny czołg niemiecki) oraz bombowce "Łoś" (wtedy to był jeden z najlepszych sampolotów tego typu- niestety ze względu na ilość nie miały szans z Luftwaffe). Sukcesy Polaków były więc spowodowane nie "brakiem zgrania", a błędami taktycznymi wynikającymi z lekceważenia sił polskich. Jak sam wspomniałeś rozciągnięcie armi na granicy było błędem, powinno, właśnie być tak jak mówiłeś - zgrupowanie w kilku miejscach- lepiej chyba stracić część terenu i zatrzymać blitzkrieg niż stracić cały kraj czyż nie? A na dyplomację zbytnio bym nie liczył- patrz przykład czech- poddanie bez walki. Niemcy karmieni propagandą nienawidzili polaków i żadna dyplomacja nie zmieniłaby ich nastawienia.
-
Ehh prawda. to jedna z najlepszych kompozycji sygnowanych logiem Pink FLoyd. Według mnie jedynie "Echos" z płyty "Meedle" jest od niej lepsza. Co ciekawe jak prawie każde genialne dzieło Floydów; powstała w atmosferze kłótni, a Waters do dziś nie przyznaje się do niej i uważa za crap... Tja więcej chcę takich crapów :lol:. "Atom Heart Mother" o mały wlos nie zostałaby wydana, właśnie przez kłotnie Watersa z zaangażowną do roboty orkiestrą. (Kłótnie te trafily zresztą nawet na płytę: w ok. 20 minucie, gdy orkiestra zaczyna straszną kakofonię słychać: "Silence in the studio!"), ale na szczęście wydawca zniecierpliwiony przedłużającymi się pracami przyszedł pewnego dnia do studia, odsłuchał i stwierdził że utwor jest już gotowy i można go dać na płytę. Oczywiście Waters się obraził i do AHM już nigdy nie powrócił; a utwor nie został zagrany na żadnym koncercie. Paradoksalnie jednak utwór bardzo się fanom spodobał i do dziś zresztą ma wielu fanów (co widać ). A okladka byla dziełem świetnego grafika Storma Thorgsena (nie wiem czy dobrze napisałem nazwisko)- jego szalone wizje pojawiały się z resztą na wielu innych płytach PF.
-
"Lot nad kukułczym gniazdem" jest filmem; ponoć bardzo dobrym (sam nie oglądałem, ale też właśnie się przymierzam. Leci na TV4 w czwartek o 20. Nie przegapcie!!! . Glówną rolę gra Jack Nikelson (nie wiem jak to się pisze poprawnie), akcja rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym, a główny bohater jest przestępcą który tam trafił aby uniknąć wyroku. Więcej nie zdradzę .
-
No niestety chyba znowu przesadzasz. Owszem zespół nigdy nie koncertował za komuny w krajach bloku wschodniego (zresztą jak każdy inny "zgniłozachodni" zespół), ale za słuchanie ich płyt wcale nie wywalano ze studiów, przecież piosenki Floydów leciały w radiu, pisano o nich w magazynach, a płyty można było bez problemu kupić, co ciekawe tylko rosjanie (lub jugosławianie) kupywali prawa do tłoczenia płyt,a potem sprzedawali je w całym bloku. Ja sam mam (na winylu), jugosławiańskie wydanie "the final cut", a mam kumpli co mają wydania właśnie "made in USSR." A tekst piosenki "Another brick in the wall" tyczy się, jak słusznie zauważyłeś edukacji; ale w tym wypadku chodzi o to że bohatera (filmu The Wall- do którego równolegle powstała płyta), który był dręczony w szkole przez nauczyciela-sadystę. Zresztą jak powiedział Waters piosenka miła być właśnie antyszkolnym hymnem i pod tym względem sprawdziła się doskonale. Watersowi (autorowi) nie chodziło co prawda o walkę z edukacją, ale z sadyzmem, karami cielesnymi i innymi tego typu bolączkami angielskich (i nie tylko zresztą) szkół. Faktem jest że dla wielu ludzi stała się czymś w rodzaju symbolu (np w RPA była śpiewana podczas strajków studenckich) i rozumiem że coś w tym może być; ale osobiście nie uważam jej za jakąś świętość a "jedynie" za świetny kawałek. Porównanie tej piosenki do hymnów narodowych również uważam za lekką przesadę (ale oczywiście szanuję twoją opinię na ten temat). A fakt że na koncert Floydów przyszły miliony ludzi to naprawdę żadna nowość. . Rzekłbym nawet że był to standart bo Floydzi byli wtedy (zresztą dzisiaj też są) bardzo popularni. I polecam wszystkim dwie świetne książki Wiesława Waisa: "Pink Floyd- szyderczy śmiech, krzyk rozpaczy" oraz "O krowach, świniach, robakach..." Naprawdę świetna lektura.
-
Niestety jesteś w błędzie. Gdybyś znał historię zespołu i historię powstania płyty "The Wall" to wiedziałbyś że mur o którym mowa, nie jest murem berlińskim (wprawdzie nie powiedziałeś tego, ale sporo osób błędnie kojarzy tą płytę z murem berlińskim), tylko dotyczy muru w którym człowiek odradza się od reszty świata na skutek różnych tragedii życiowych (ogólnie mówiąc). Piosenka "anoder brick in the wall part 2" została w zasasdzie stworzona do tańczenia. (wielu zarzucało Floydom że nie potrafią tworzyć melodyjnych kawałków, które można by sprzedać w formie singla). Płyta w żadnym razie nie mówiła nic o ofiarach komunizmu (aczkolwiek Waters, z przekonania pacyfista, a początkowo nawet marksista (sic!) zawsze lubił pisać o wojnie i jej bezsensie- na co zresztą poświęcił cały album The Final cut). Ale w jednym przypadku się z tobą zgodzę- przeróbka Korna była rzeczywiście słaba.
-
Widzisz to nie jest takie proste. Masz rację że w tym wypadku jest to naprawdę szczególny przpadek. (z resztą prawo polskie w tym wypadku dopuszcza aborcję). jednak spojrzeć trzeba też z tej strony, że to też jest pozbawianie czyjegoś życia. Na miejscu chciałbym zaznaczyć że nie jestem jakimś tam skrajnym konserwatystą i nie sympatyzuję się z "katolickimi" partiami, ale jeśli chodzi o aborcję to uważam że to jest zwykłe morderstwo. I to niezależnie od tego czy jest to "kilka komórek" czy noworodek. I przestępstwo w tym wypadkiu jest o tyle większe że nie dano mu (dziecku nienarodzonemu) żadnej szansy.Kiedyś widziałem taki film pokazujący co się dzieje podczas aborcji i widać wyraźnie że te "kilka komórek" się broni i wcale nie chce umierać. A jeśli chodzi o karanie tego (np. w Polsce), to karę ponosi nie kobieta, ale lekarz który wykonał "zabieg". Rozumiem że ktoś może mieć inne zdanie na ten temat, ale w takim razie niech mnie przekona że jestem w błędzie. To tyle co mam do powiedzenia na ten temat.
-
Mam taki problem: jak wydostałem tę magiczkę z tej latającej skały w Vivec i zabrałem się do tego klasztoru to ona nie chce mi dawać questów, a ten dziadek z Balmory, który zawsze mi wydawał polecenia, gdzieś wyjechał. Gdzie są następne misje do wątku głównego? Z nudów zostałem szefem gildii wojowników. Swoją drogą czy coś (oprócz tytułu) mi to daje?
-
No właśnie Chimaera mógłbyś cosik więcej o tej gierce napisać? Kiedyś dawno temu czytałem recenzję Sanitarium w CDA i nie powiem zaciekawiła mnie; niestety wtedy jeszcze nie byłem niezależny finansowo i o legalnym zakupie nie mogło być mowy :?. No a teraz to raczej trudno znaleźć tą gierkę w sklepach, a nie wiem czy warto polować na nią na Allegro za paskarskie ceny (za neverhooda chcieli 70 zł :? a ofert z takimi klasykami nie ma zbyt wiele :cry: )
-
Ekhm słuchaj, jakabyś się dobrze przyjrzał to te rzeczy które wymieniłeś mają bardzo wiele wspólnego z wiarą. Aboracja którą jak widzę popierasz, jest jak by nie patrzeć przeciwko V przykazaniu. Jak więc Papież może uznać aborcję skoro jest sprzeczna z dekalogiem? Jak by nie patrzeć podstawą wiary... Ja osobiście jestem przeciwnikiem aborcji bo uważam że każdy ma prawo do życia (choć zdarzają się ludzie którzy mnie do tego zniechęcają ); i pod tym względem jak naj bardziej popieram stanowisko Papieża. Zresztą co masz na myśli mówiąc "dbać o czystość wiary"? Bo co by nie mówić ale walka o życie (w tym też nienarodzone) była od zawsze główną ideą katolicyzmu. A jeśli chodzi o polowania na czarownice to bardziej można się tego spodziewać po skrajnie fanatycznych partiach (np LPR) niż po Papieżu. Co do Hitlerjugend to jestem tego samego zdania co ludzie powyżej.
-
No nie zgodziłbym się z tym że AK (nie mylić z AK ) był niepokonany. Nie neguję oczywiście tego że Rommel był świetnym dowódcą i początkowo grzmocił jak chciał Anglików, jednak pod Al-Alamein przegrał. Słuchałem kiedyś audycji Wołoszańskiego na ten temat i muszę przyznać że Anglicy/Amerykanie stanęli tym razem na wysokości zadania. Odziały AK rzeczywiście były wycofane, ale to dlatego że wyczerpały się rezerwy zaopatrzenia (jak pisał Remiq) i gdyby pozostał w Afryce (a o to początkowo zabiegał Hitler) to prawdopodobnie został by zniszczony doszczętnie. A co do samego Rommla to jest jeszcze jedna rzecz która dobrze o nim świadczyła- był jednym z zamieszanych w zamach na Hitlera. (Co zostało uajwnione i musiał popełnić samobójstwo)
-
No wreszcie ktoś się odezwał! Już bałem się że nam topik zamkną . Nie wiem czemu macie problemy z zagadką z myszką- przecież jest banalna- mysz sama zna drogę do sera . Ciekaw też jestem czy komuś udało się przeczytać kroniki Neverhooda ( te 36 ekranów sic!), bo ja się za to wezmę jak będę trochę lepiej znał angielski, bo nie chce mi się siedzieć ze słownikiem tyle czasu. No może skończymy już temat Neverhooda. Czy graliście może w Larrego 7 ? Był kiedyś w takim jednym pisemku o grach. Przeszedłem go już parę razy ; nie powiem, jedna z lepszych przygodówek jaką grałem (pod względem dowcipu słownego i sytuacyjnego , ale nigdy nie udało mi się zdobyć 1000 punktów (zabrakło mi 18 echh :?), udało mi się zato znaleźć parę "ester eggs" (dokładnie to 3- całkiem niezłe nie powiem ).
