Skocz do zawartości

Kriyton

Forumowicze
  • Zawartość

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O Kriyton

  • Urodziny 12.07.1992

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Poraj
  • Zainteresowania
    Gry komputerowe, książki fantasy, tenis stołowy (jako zawodnik), tenis ziemny (częściej jako kibic niż jako zawodnik), podróże (kształcą, ale nie mnie).

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Wszelkie rpg od Diablo, poprzez sagę Gothic, aż do Mass Effect.
  • Ulubiony gatunek gier
    RPG
  1. Kriyton

    Książka przez duże K

    Są książki i są Książki. Różnica między nimi jest taka, że te pierwsze można czytać hurtowo i okazuje się, że są wszystkie do siebie bardzo podobne. Zapominamy je bardzo szybko i już miesiąć po przeczytaniu nie umiemy sobie przypomnieć jak miał na imię główny bohater i o co tak w ogóle chodziło w fabule. Książki, pisane przez duże K, to takie tytuły, które po jednorazowym przeczytaniu pozostają nam w pamięci do końca życia, a mimo to i tak mamy ochotę ciągle do nich wracać. Są po prostu niezwykłe. Każdy z nas ma na pewno swoją własną listę takich Książek, dla każdego jest to sprawa indywidualna. Niedawno natknąłem się przez przypadek właśnie na taką wyjątkową Książkę: INNE PIEŚNI Jako że jestem fanem fantasy i science fiction zawsze bardzo podobały mi się opowiadania Jacka Dukaja, w których w sposób bezbłędny autor łączył ze sobą te dwa gatunki (np.: "Ruch Generała"). Jednakże dopiero w tej powieści autor wspiął się na wyżyny swoich pisarskich możliwości. "Inne Pieśni" są powieścią tak skomplikowaną, obszerną i bogatą w treść, że w żadnym wypadku nie da się jej opisać w kilku zdaniach. Tę Książkę po prostu trzeba przeczytać. Można ją traktować jako powieść fantasy, science fiction, przygodową, a nawet jako traktat filozoficzny -mniej więcej takie zdanie widnieje z tyłu okładki. Nie jest to ani trochę przesadzone. W tej Książce naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Akcja powieści rozgrywa się w alternatywnym świecie, niby podobnym do naszego (sugerują to nazwy geograficzne, czy imiona postaci historycznych), jednakże w rzeczywistości całkowicie innym niż nasz. W tym niezwykłym świecie o wszystkim decyduje forma i materia. Ludzie są w stanie zmieniać byty wpływając na formę. Ludzie o słabej sile woli muszą podporządkować się silniejszym. Innym słowem: jeżeli ktoś potrafi zachowywać się jak król to automatycznie się nim staje, a jeśli ktoś zachowuje się jak niewolnik, to właśnie nim jest. Najsilniejsi, tzw. kratistosi potrafią swoją aurą kształtować całe narody, granice państw to tak naprawdę strefy ich wpływów. Głównym bohaterem "Innych Pieśni" jest Hieronim Berbelek, niegdyś wybitny strateg, który dostał się pod wpływ aury wrogiego kratistosa i w rezultacie utracił własną formę. W momencie, w którym poznaje go czytelnik nie jest on nikim wyjątkowym, niczym się nie wyróżnia. Towarzyszymy mu przez wszystkie strony powieści, obserwując jego przemianę, jest to bohater dynamiczny, powoli odzyskuję swą dawną siłę, a w końcu staje się jednym z najpotężniejszych ludzi na Ziemi. Podczas swojej podróży pan Berbelek bierze udział w takich wydarzeniach jak: polowanie w centrum Afryki na niebezpieczne, zmutowane kakomorfy, walczy z potężnym Czarnoksiężnikiem, wdaje się w romans z córką jednej z najpotężniejszych kratistosów, a nawet leci na księżyc. Wszystko to pisane stylem, który bardzo mi się podoba, czytelnika autentycznie interesują losy bohaterów powieści. Moim zdaniem jest to Książka wybitna i będę ją wspominał do końca życia. Wspaniały miks fantasy i science fiction, który nie jest wbrew pozorom przepakowany akcją, daje także wiele do myślenia. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to dość trudne początki (autor nie wyjaśnia nowych słów, ani w żaden sposób nie opisuje świata, wszystkiego musimy się domyślić z treści), a także trochę zbyt gwałtowne zakończenie (przydałby się jakiś epilog). Mimo tych wad i tak mogę polecić tę Książkę każdemu!
  2. Kriyton

    BLOGOWY KONKURS - SENGOKU

    Daimy? klanu Asakura, Norikage, siedział zamyślony w swoich prywatnych pokojach w głównej twierdzy rodu. Miał ostatnio nowe zmartwienie: ktoś lub coś mordowało jego żołnierzy pilnujących porządku w mieście przylegającym do twierdzy. Wczoraj znaleziono jednego z nich w kałuży krwi przed główną bramą warowni. To już czwarty w tym tygodniu -pomyślał Norikage. Na dodatek wygląda na to, że to coś, co ich zabija, przybliża się powoli do zamku. Trzeba wreszcie coś z tym zrobić, ludzie się niepokoją. Każdy z żołnierzy zginął w podobny sposób: z powodu głębokiej rany szyi wyglądającej jak ugryzienie. Wieśniacy mówią, że to najprawdopodobniej robota jakiegoś demona, ducha lub najogólniej ujmując y?kai. Dobry władca nie powinien się zbytnio przejmować bajdurzeniem pospólstwa, ale Norikage wiedział, że mogą mieć racje. To nie tak, że wierzył w zabobony i demony. On po prostu wiedział, iż rzeczywiście istnieją. Legendarny założyciel klanu, Kusakabe, zawarł podobno układ z y?kai zamieszkującymi okoliczne tereny: będą mu one służyć, a w zamian pozwoli im on żyć na tych ziemiach w spokoju. Pakt ten trwa po dzień dzisiejszy. Wygląda na to, że jakiś y?kai nie zamierza go jednak respektować -zadumał się daimy?. Jego nadworny uczony, Katsuragi Keishi, wykluczył już wszystkie demony z osobistej świty Norikage, a więc musi to być jakiś dziki potwór. Keishi twierdzi, że może to być Ohaguro-bettari lub Futakuchi-onna. No cóż, on zna się na tym najlepiej, jednak niezależnie co zabija moich ludzi, trzeba szybko odnaleźć i rozprawić się z tą bestią -pomyślał. Rozmyślnia przerwało mu pojawienie się małego liska, który nie wiadomo skąd znalazł się nagle tuż przed nim. Zwierzątko usiadło i zaczęło się w niego wpatywać swoimi nienaturalnie żółtymi oczami. -Masz zamiar tak siedzieć, czy może zdasz wreszcie raport? -zapytał lisa Norikage. Zwierzątko przekrzywiło głowę, po czym stanęło na tylnych łapkach. Po chwili przed feudalnym lordem stała młoda kobieta o wściekle rudych włosach i jaskrawo żółtych oczach. Kitsune, bo tak się nazywała, była jedną ze zmiennokształtnych y?kai służących klanowi Asakura. Zadanie, które jej powierzył, polegało na wytropieniu kryjówki demona zabijającego jego samurajów. -Znalezienie jakiegokolwiek śladu tego y?kai było niezwykle trudne, Norikage-sama -powiedziała Kitsune. Jednakże udało mi się oddzielić jego woń od zapachu krwi... i nie mam zbyt dobrych wieści. Wszystkie ślady prowadzą do twierdzy. -To znaczy, że ukrywa się tu?! Tuż pod moim nosem, w moim domu?! -krzyknął poirytowany daimy?. -Na to wygląda -odpowiedziała lisica lekko się uśmiechając. Y?kai nie rozumieją ludzkich uczuć, tak więc każdy wybuch gniewu wydaje im się zabawny. Tak samo było z Kitsune, a Norikage widząc jej rozbawienie zezłościł się jeszcze bardziej. -Rozkazuję ci zebrać wszystkich tropicieli jakich mamy i odnaleźć tego potwora! -krzyknął. Macie przeszukać każde pomieszczenie w tym zamku! Zanim lisi demon zdążył odpowiedzieć, usłyszeli w oddali przerażający krzyk. Władca rodu Asakura natychmiast zerwał się z maty do siedzenia, chwycił leżącą nieopodal katanę i wybiegł z pokoju na korytarz, po czym skierował się w stronę, z której dochodził krzyk. Zwinny lis podążył za nim bezszelestnie. Kiedy dotarli na miejsce, nad ciałem pochylało się już dwóch strażników. Gdy ujrzeli swego pana, natychmiast padli na kolana, nie przejmując się tym, że klęczą w kałuży krwi. -Wstawać! -rozkazał Norikage. Co tu się wydarzyło? -Przybiegliśmy, gdy tylko usłyszeliśmy krzyk, mój panie -odpowiedział jeden z nich, zdaje się mniej przestraszony od drugiego. Gdy przybyliśmy Renji już nie żył -wskazał na leżącego żołnierza. Ale kątem oka dostrzegłem jakiś cień umykający do komnat Pani -pospiesznie dodał. Asakura Norikage dopiero teraz zorientował się, w której części zamku są. Stali przed prywatnymi pokojami jego żony Asahiny. Wszedł natychmiast do środka i ujrzał następującą scenę: nad leżącą Asahiną pochylała się kobieta, którą otaczał dziwnie poruszający się cień, czy może dym. W momencie, w którym kobieta odwróciła się do niego, Norikage zrozumiał z czym ma do czynienia. A więc jednak Ohaguro-bettari -pomyślał, patrząc na twarz czarnowłosej kobiety, która składała się z samych ust najeżonych ostrymi zębami. Żadnych oczu, żadnego nosa, czy brwi, tylko czarne usta rozdziawione w piekielnym uśmiechu. Bestia była szybsza. Zanim zdążył sięgnąć po miecz przytroczony do pasa, znalazła się tuż przy nim. Ciężko było w ogóle zauważyć jej ruchy. Na szczęście Kitsune miała lepszy refleks i zasłoniła swojego pana własnym ciałem. Ohaguro-bettari wgryzła się w jej szyję z potwornym wrzaskiem. Norikage wykorzystał ten moment i przebił kataną obydwie kobiety na wylot. Zrobił to, ponieważ wiedział, że tego y?kai da się zabić tylko poprzez przebicie serca. Ohaguro-bettari z wrzaskiem zmieniła się w czystą ciemność, która po chwili rozwiała się w powietrzu. -Dziękuje Kitsune, twoje poświęcenie nie pójdzie na marne -powiedział Norikage, pochylając się nad umierającą lisicą. Dziewczyna wpatrywała się mętnym wzrokiem w coś za jego plecami. Gdy się obrócił ujrzał tylko czarne usta na nie-twarzy, która dawniej była twarzą jego żony. Przecież Ohaguro-bettari potrafią przemieniać ludzkie kobiety w y?kai -zdążył jeszcze pomyśleć przed śmiercią Asakura Norikage, szósta głowa klanu Asakura.
  3. Kriyton

    Początek...

    Witam wszystkich na moim nowym wypasionym i ... FAJNYM (ach, jak ja uwielbiam wymyślać takie przeskomplikowane przymiotniki, widać, że lata czytania książek i ciężkiej nauki nie poszły na marne, zasób słownictwa mam o wiele większy niż przeciętny osobnik w moim wieku). Nie wiem czy ktokolwiek i kiedykolwiek będzie czytał ten szajs, więc nie mam zamiaru robić niczego pod publikę, będę po prostu pisał to co mi na sercu leży. I w moim umyśle. Zalega tam naprawdę wiele myśli: głupich, wielkich, śmiesznych, genialnych, itd. Więc czas zacząć Rozmyślania i Przemyślenia! (O Recenzjach napiszę później) Walka z głupotą, czyli przeciwieństwo Pochwały głupoty Od czego by tu zacząć, myślałem sobie przed sekundą i wymyśliłem! Zaczne może od opisu mojej życiowej walki (życiowej, bo toczę ją już baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo długo. Nie mylić z życiodajną bo brak jakichkolwiek efektów raczej sprawia, że jest ona bardzo śmiercionośna), która polega na próbie udowodnienia ludziom jak bardzo są głupi, naiwni, tępi, tchórzliwi, słabi i mógłbym tak wyliczać w nieskończoność. Nie chodzi tu wcale o to, że jestem od wszystkich lepszy, bo także zaliczam się do tych głupich, naiwnych, itd. , ale chodzi mi generalnie o to, aby uzmysłowić jak największej liczbie osób w jak chorym społeczeństwie przyszło nam żyć. Przykłady? Będę podawał na bieżąco całą masę przykładów w moich Rozmyślaniach... Zacznę może od tego: Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem dlaczego już milion setna osoba wyskakuje do mnie z pytaniem kiedy zamierzam zmienić telefon komórkowy... Co tych idiotów [beeep] obchodzi MÓJ telefon!!! Niech się zajmą swoimi gratami, mogą sobie kupować nowszy model nawet codziennie, ale ja nie mam zamiaru robić z siebie bęcfała i kupować nową komórkę kiedy stara jescze działa! Co z tego, że mogę mieć komórkę* z dotykowym ekranikiem i większą liczbą megapikseli. Chciałbym przypomnieć, że TELEFON służy do telefonowania, a nie do innych pierdół, a taką funkcje ma każdy model. Nawet te zasrane esemesy nie są mi potrzebne. Ech, ale się wpieniłem na tych żałosnych szpanerów. No i tym akcentem kończę dzisiejsze wystąpienie. Acha, jeszcze filmik do tego: http://www.youtube.com/watch?v=ac2Ap8snjj0 * Najlepszą komórkę to ja mam na placu. Trzymam w niej grabie. A tak dla zainteresowanych jaki obciachowy i stary telefon mam: Szajsung SGH E250
×