Jump to content

Savior

Forumowicze
  • Content Count

    8
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  1. Ostatnio obejrzałem Byliśmy żołnierzami z 2002 roku, świetny film. Podobało mi się skupienie na jednej bitwie, oraz pokazanie jak wojne przeżywają zwykłe osoby. Nie unikniono patosu, ale nie przeszkadza to za bardzo w oglądaniu.
  2. Tajemnicze rytuały lorda Szatana Po śmierci nomen omen Dead'a, jak wiecie Euronymous nie był zbytnio przerażony. Za to przerażony był basista grupy Necrobutcher, który po oświadczeniu gitarzysty że: "Dead has done something really cool! He killed himself. Odszedł z zespołu. W Mayhem zostały dwie osoby, ale samobójstwo Dead'a jak i plotki rozsiane przez Euronymous'a, że wokalista popełnił samobójstwo bo black metal stał się komercyjny, skutecznie utrzymywało ludzi przy zespole. Do zespołu na krótką chwile dołączył Stian "Occultus" Johansen, który pełnił role wokalisty i basisty. Jednak długo nie zagrzał miejsca, bowiem w roku 1992 odszedł, a zespół zyskał aż trzech nowych muzyków! Był to: znany z jednoosobowego Burzum Varg "Grishnackh" Vikernes, pełniący role basisty, drugi gitarzysta Snorre "Blackthorn" Ruch oraz Węgierski gardłowy Attila Csihar. W czerwcu 1993 r. Zespół wydał w hołdzie dla Dead'a Live in Leipzig. Klimatu nie można odmówić Rozpoczęło się w końcu upragnione nagrywanie albumu. Chłopaki nie mieli większych problemów z nagrywaniem, bowiem kawałki mieli od dawna napisane i przećwiczone, także była to formalność. Gdy wydawało się już że wszystko idzie jak należy, śmierć ponownie odwiedziła Norwegów. W nocy z 10 na 11 sierpnia 1993 roku, gdy zespół przygotowywał się do wydania albumu, Varg wraz z Blackthornem wsiedli do samochodu, i przyjechali kilkadziesiąt kilometrów do mieszkania Euronumous'a. Varg wysiadł, Snorre został w samochodzie. Vikernes zapukał do drzwi, według jego wersji chcąc pogadać, ale podobno Euronymous od razu wdał się w bójkę. Szarpanina trochę trwała, w końcu przeniosła się na klatkę schodową. Wtedy Varg wyciągnął nóż i zadał ostateczny cios. Albo ciosy, bowiem Euronymous miał 23 rany cięte. Vikernes wsiadł do samochodu i wraz z Blackthornem(który prawdopodobnie tylko domyślał się morderstwa choć tego się nie dowiemy) odjechał. Od lewej: Dead, Euronymous Dlaczego Varg zamordował Euronymous'a? Według jego wyjaśnień, studio gitarzysty Mayhem(bowiem miał amatorskie studio które wydało tylko dziewięć albumów, w tym dwa Burzum) nie dotrzymało umowy i nie zapłaciło mu za albumy. Ponadto zarzeka się że słyszał od kilku osób że Euronymous planuje go obezwładnić, wywieść do lasu, i tam przed kamerą wykończyć. Jaka jest prawda nigdy się nie dowiemy. Premiera albumu kolejny raz się opóźniła, a Mayhem stracił swój główny filar. Vikernes został skazany za morderstwo i podpalenie sześciu kościołów(choć prawdopodobnie podpalił o wiele więcej, ale cała afera w Norwegii związana z black metalem to temat na kiedy indziej) na najwyższy wymiar kary w jego kraju, czyli 21 lat. 22 maja 2009 roku wyszedł za dobre sprawowanie. Dalsze losy Blackthorn od wszystkiego się wymigał mówiąc, że pojechał tylko pokazać riffy i był "w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie", Mayhem się rozpadł a debiut ukazał się w końcu 24 maja 1994 roku. Oczywiście od razu stał się kultowy, riffy Euronymous'a zrewolucjonizowały black metal, teksty Dead'a plus wokal Atilli dodał wszystkiemu nieprawdopodobnego klimatu, no i oczywiście świadomość że to jedyny album gdzie gra koło siebie kat i ofiara tylko dodały temu albumowi kultu, czy raczej kvltu. Świetny album nawet dziś, polecam. Po prostu kvlt Jednak w roku 1995 zespół postanowił wznowić działalność. Nowy Mayhem zasilili dobrze znani: Necrobutcher na basie, Hellhammer na garach, Maniac jako wokalista(mówiłem że wróci), oraz zastępujący Euronymous'a , gitarzysta Rune "Blasphemer" Eriksen. Wrócili do gry wspaniałą Epką "Wolf Lair Abyss". Cudo Nowe tysiąclecie Norwegowie powitali średniawym albumem "Grand Declaration of War". Zakończenie Mayhem gra do dziś. Czasem zmieniał skład, wydawał dobre albumy(polecam "Ordo Ad Chao" z 2007), w zespole nie działo już nic złego. W tym wpisie chciałem się skupić głównie na okresie "De Mysteriis Dom Sathanas", który jak widzicie był dość ciekawy. To wszystko na dziś. Mam nadzieje że dobrze się bawiliście czytając to i dowiedzieliście się czegoś nowego. Do następnego! Podczas pisania pomagały mi: Wikipedia Wujek Google Książka "Klątwa Rock and Rolla. Gwiazdy które odeszły za wcześnie Autorstwa Michelle Primi
  3. "Ciekawe" będzie serią w której będę wam przytaczał interesujące płyty, gry, filmy, postacie. Na pierwszy ogień idzie norweski MAYHEM, którego historia jest tak mroczna, jak ich muzyka. Początki Zespól powstał w Oslo, w roku 1983 założony przez trzech młodych chłopców ze szkoły. Gitarzysty Øysteina "Euronymousa" Aarsetha, basisty Jørna "Necrobutchera" Stubberuda, i perkusistę Kjetila Manheima. W takim składzie(Euronymous na ten krótki czas również darł gardło) grali pierwsze koncerty oraz wydali pierwsze EP "Pure Fucking Armagedon". Niewątpliwe przyjemna okładka PFA Chłopaki grali muzykę inspirowaną głównie Black Metalem pierwszej fali, czyli takie zespoły jak Bathory czy Venom. Niedługo potem dołączył do nich wokalista z prawdziwego zdarzenia, czyli Eirik "Messiah" Nordheim. W roku 1987 Messiah odszedł i na jego miejsce wskoczył Sven Erik "Maniac" Kristiansen. Chłopaki pokazali światu swoje drugie EP zatytułowane "Deathcrush". W przeciwieństwie do PFA, które brzmi jakby było nagrywane suszarką która jest na strychu a zespół gra w piwnicy, "Deathcrush" to całkiem niezły kawał BM nawet dziś. Mówcie co chcecie, lubię tą okładkę 1987 r. to był głównie okres zmian dla Mayhem. Po tym EP odeszli Maniac(ale jeszcze tu wróci) oraz Kjetil. Ich miejsca odpowiednio zajęli: Kittil Kittilsen i Torben Grue. Chłopaki chyba sie nie porozumieli, bo już w 1988 roku Mayhem miał już nowego wokalistę i perkusistę. A owy gardłowy to legendarny Per Yngve "Dead" Ohlin, a bębniarz to nie mniej legendarny Jan Axel "Hellhammer" Blomberg. Chłopaki zaczęli tworzyć materiał na swój legendarny debiut. Piekło Mayhem rozwijało się co raz bardziej. Wybrali się w trasę gdzie zaliczyli chociaż Niemcy i miasto Leipzig, z którego pochodzi świetny "Live In Leipzig". Brzmienie iście black metalowe, świetna tracklista, naprawdę warto posłuchać. Wiadomo że pod względem technicznym nie wolno dużo oczekiwać, Hellhammer i Euronymous nie grali niestety zbyt perfekcyjnie. Niektóre piosenki grane są o wiele wolniej niż w oryginale, jednak mimo to nie szkodzi to aż tak bardzo tej płycie. No i jest Dead, który już na debiucie grupy się nie pokazał. Dlaczego? Teraz zaczyna robić się ciekawie. Po trasie Mayhem osiadło w domu blisko Oslo. Skupili się na pisaniu materiału. Dead został sam w domu, ponieważ pozostali członkowie mieli coś do załatwienia. Tego wieczoru Dead zrobił coś co rozpoczęło ponurą otoczkę w okół tego zespołu. Ale zanim napisze co zrobił Dead, skupmy się jeszcze na chwilę na nim samym, bowiem to postać na tyle ciekawa, że mógłbym mu poświęcić cały wpis tego cyklu. Pan Dead był z pochodzenia szwedem. Wydarzenie które było kluczowe dla jego dalszego życia, to pobicie w szkole jego osoby przez grupę nabijających się z niego kolegów, wskutek czego dostał krwotoku wewnętrznego, który niemal pozbawił go życia. To bardzo odbiło się na młodym chłopaku. Zresztą przeczytajcie jego opis według Stian'a Johannsen'a(zastąpił potem Dead'a w zespole): "He [Dead] didn't see himself as human; he saw himself as a creature from another world. He said he had many visions that his blood has frozen in his veins, that he was dead. That is the reason he took that name. He knew he would die." Jak widać Stian miał racje. Wracamy do tego wieczoru. 8 kwietnia 1991 r. Dead samotnie pisze ostatnie teksty na debiut. Do domu wraca Euronumous. Puka do drzwi, nikt nie otwiera. W końcu dostaje sie do domu i widzi Dead'a. Albo to co z niego zostało. Podciął sobie żyły i strzelił z dubeltówki w głowę. Został tylko po nim tekst "Life Eternal"(Z wyjątkiem ostatniego wersu który dopisał Euronymous) i karteczka "Sorry za całą te krew, pozdro". Myśle że to zdarzenie doskonale mówi wszystko o nim samym. Co zrobił gitarzysta? Pobiegł do sklepu i... kupił aparat, po czym zrobił fotkę i wrzucił na okładkę bootlega. Wspaniale. Owej okładki tu nie pokaże, ale dla odważnych: wpiszcie w google "mayhem dawn of the black hearts". Następnie Hellhammer z jego czaszki zrobił naszyjniki, a plotka głosi że z jego mózgu zrobili zupę. A to nie koniec wybryków chłopaków z Norwegi. . Jednak na to jeszcze przyjdzie pora bowiem tu kończy się część pierwsza. Do zobaczenia w części drugiej!
  4. Dłuugo by wymieniać. Chociażby Doom 1 i 2, Fallout, czy Day Of The Tentacle. Każda pomimo wieku jest nadal grywalna.
  5. Chciałbym żeby w końcu zapowiedzieli Red Dead 3. Kupiłbym nawet konsole dla tej gry, choć mam nadzieję że tym razem wydadzą na PC.
  6. Myślę że na pierwszy poważny wpis wybiorę mało oryginalny temat, ale pozwoli wam to może poznać mnie lepiej jako gracza jak i w ogóle. Przy okazji rozpocznę serie "10" gdzie będę przedstawiał top 10 czegoś. Gry, płyty danego zespołu, wszystko. Subiektywna lista plus mój komentarz. No to zaczynajmy! 10. Uncharted 2: Among Thieves Pierwsza gra w jaką zagrałem na Playstation 3. Pamiętam ten opad szczęki, gdy zobaczyłem ten poziom w walącym się pociągu. Świetna fabuła, Boberek chyba w życiowej roli, cała ta gra to arcydzieło. Chyba nie mogłem mieć lepszego wprowadzenia do grania na konsoli Sony niż ta gra. 9. Prince Of Persia: Piaski Czasu Tu z kolei mamy już dość starą grę(bagatela trzynastoletnią) i mimo to nic się nie zestarzała. Sterowanie nawet na klawiaturze to miód, cały świat przedstawiony, walka, mechanizmy również, ta ekscytacja gdy książę tracił coraz więcej ubioru(brzmi to co najmniej dziwnie, ale moja ekscytacja wynikała tylko i wyłącznie z tego że nigdy czegoś tak nie widziałem, mimo że było to oczywiście oskryptowane). I grafika która idealnie do wszystkiego pasowała. Piaski czasu są również grą która przeszedłem najwięcej razy w życiu. Około 10-12 razy. 8. Call Of Juarez Gra do której podchodziłem kilka razy, ale gdy już się udało, to otrzymałem jeden z najlepszych growych westernów w jakie kiedykolwiek grałem. Mimo paru niedoróbek, gra jest świetna. Dobrze wykonany pomysł z dwoma bohaterami(różnice w gameplayu, gra Billem to bardziej skradanka, Ray z kolei nie waha się użyć swoich coltów). Klimat dzikiego zachodu uderza tu od pierwszych minut. Jestem na tyle fanem tej serii, że nawet The Cartel mi się podobał(a więzy krwi mam jeszcze do nadrobienia, nadrobię zaraz jak naprawię komputer i zobaczymy jak to będzie) 7. Hitman: Kryptonim 47 Najlepsza część i kropka. Najsurowsza, najmroczniejsza, wszystko naj. Ciężko się do niej przekonać, nie pozwala zapisywać w tracie misji(Przywitaj się z moim małym przyjacielem przy pierwszym podejściu zajęła mi niemal miesiąc), ale to co oferuje w zamian, ta satysfakcja, myślę że wiem co czują gracze dark souls, po niektórych misjach w tej grze Do paru misji wracały kontrakty, ale już nie było tego klimatu. 6. Counter-Strike 1.6 Gra od której zacząłem traktować granie multiplayer na poważnie. Grałem w nią bez przerwy jakieś 4 lata. Przyznam się że zgrzeszyłem i na piracie(ale to wyjątkowo żeby nie było), jednak i tak potem kupiłem owe dzieło na steamie i mam nabite ze sto godzin. Ilość poznanych ludzi, przeżytych przygód, genialnych akcji, ehh tyle wspomnień. A nie oszukujmy się, to tak naprawdę zwykła zabawa w policjantów i złodziei, tylko że na pukawki. Proste rozwiązania są zawsze najlepsze. 5. Bioshock Absolutny król klimatu. Miasto Rapture, tatuśkowie, plazmidy i wiele więcej, to wszystko sprawiało, że gracz wciągał się w to i paradoksalnie nie chciał opuszczać tego okropnego świata. Wciągnąłem się i ja, bo tuż po zakończeniu gry, zamiast sprawdzić drugie na youtubie, uznałem to za doskonały pretekst żeby przejść grę jeszcze raz. I przeszedłem. Co prawda pod koniec może trochę irytować poziomem trudności, ale nie zmienia to faktu że gra Kena Leviana i spółki to czyste 10/10. 4.Mafia Znacie to uczucie. gdy grając w grę czujecie jakbyście oglądali dobry film? Ja tak, bowiem Mafia, gra już czternastoletnia(sic!) mi to zafundowała w pełnej krasie. Świetnie odwzorowane wizualia, fabuła, moi drodzy, fabuła! No i dodajmy do tego trochę toporności. Ale takim grom jak Mafia to sie wybacza. 3.Fallout Mógłbym mnożyć opowieści jakie mi się przytrafiły podczas grania w to cudo. Na przykład gdy cudem wyszedłem z blasku, bo źle użyłem AntyRadów, i wspomagałem się różnymi wygrzewami i apteczkami żeby tylko wyjść poza mapę. Potem miałem z flaków niezły syf(przynajmniej tak pisało). Jak wiele innych gier tutaj, początkowo mnie odrzucała, jednak gdy powoli zacząłem wsiąkać w ten świat(trochę jak lama bo z poradnikiem Roja, ale grałem), to już nie było odwrotu. Druga część również must play po naprawie komputera. Trójka mi się za to w ogóle nie spodobała. 2. S.T.A.L.K.E.R. Cień Czarnobyla Gra która długi czas była moim numerem jeden, dopóki oczywiście nie zagrałem w grę numer jeden Świetne Połączenie RPG i FPS, unikatowy lektor w grze video, przygnębiający Czarnobyl który chce odwiedzić naprawdę przez ową grę. Klimat który jeży włosy na ciele(kto spotkał pijawkę w kanałach ten wie). Czuć prawdziwe rosyjskie science - fiction. Gra którą pokochałem, i do której będę wracał jeszcze pare razy, i zwycieżyła by to top 10 gdyby nie... 1.Red Dead Redemption Arcydzieło pełną gębą. Pod każdym względem. Czy to fabuła, która jest długa, mocna, satysfakcjonująca pod każdym względem i zamknięta, czy mapa, którą zwiedziłem całą na koniu, nie korzystając w ogóle z szybkiej podróży. Feeling strzelania z dwururki, muzyka(Moment do pewnej lokacji, pędzimy na koniu i grana jest piosenka z pięknie śpiewająca wokalistką jest nie zapomniany). Przekonywujący główny bohater, dialogi, mógłbym tak wymieniać bez przerwy. RDR to pozycja obowiązkowa dla każdego gracza i nie ma co to tego żadnych wątpliwości. I to by było na tyle! Dajcie znać co sądzicie i napiszcie przy okazji swoje top 10 gier. Do kolejnego Wpisu!
  7. Savior

    Początek

    Witajcie! Ja jestem Kuba a to będzie mój blog. Jaki on będzie? Taki jaki bym sam chciał czytać. Wpisy będą dotyczyć głównie gier (lecz na razie będzie ciężko, bowiem mój komputer... nie działa, ale coś poradzimy spokojnie), będzie też trochę o filmie i muzyce. W planach mam już kilka serii, więc raczej nie będzie nudno. Postanowiłem sobie że będą minimum 3 wpisy tygodniowo. Mam nadzieje że dobrze będziecie się bawić i czegoś się dowiecie. Więc zabieram się do roboty!
×
×
  • Create New...