Skocz do zawartości

komi89

Forumowicze
  • Zawartość

    759
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wpisy blogu napisane przez komi89

  1. komi89
    Dziś w Szwecji rozpoczynają się Mistrzostwa świata w piłce ręcznej. Na tej imprezie nie mogło zabraknąć reprezentacji Polski, która jest zaliczana do faworytów turnieju.
    Polacy trafili do grupy D, gdzie zagrają z: gospodarzami, Koreą Południową, Słowacją, Argentyną i Chile. Grupa wydaje sie łatwa, ale jak to zwykle bywa, pozory mogą mylić. Szwedzi grają u siebie, Słowacja to europejski średniak mogący powalczyć z każdym (poza tym gramy z nimi pierwszy mecz, który nigdy nie jest łatwy), a reszta to na tyle egzotyczni przeciwnicy, że trudno uzyskać o nich jakiekolwiek informacje.
    Jak wspomniałem, jesteśmy jednymi z faworytów tego mundialu. Tyle tylko, że takie miano nosi aż 7 drużyn: Francja, Niemcy, Islandia, Chorwacja, Szwecja, Dania, Polska.
    Selekcjoner Bogdan Wenta na turniej powołał 16-sto osobową kadrę. Największymi gwiazdami są gracze uznani w najlepszej lidze świata, Bundeslidze: bramkarz Sławomir Szmal, uznany za najlepszego piłkarza ręcznego świata ubiegłego roku, obrotowy Bartosz Jurecki, rozgrywający: Karol Bielecki(po koszmarnej kontuzji powrócił jeszcze silniejszy), Grzegorz Tkaczyk, Marcin Lijewski i Bartłomiej Jaszka.
    Polacy są jedną z najbardziej utytułowanych drużyn ostatnich lat: drugie miejsce na MŚ 2007, piąte miejsce na olimpiadzie 2008, trzecia miejsce na MŚ 2009, czwarte miejsce na ME 2010.
    Podsumowując, Polacy mogą zagrać w ścisłym finale, a równie dobrze mogą zająć 8 miejsce. Poziom zespołów, zwłaszcza europejskich, jest tak wyrównany, że naprawdę każdy może wygrać z każdym. Ja życzę wszystkim kibicom, żeby 30 stycznia reakcja trenera Bogdana Wenty przypominała taką:

    Na moim blogu będą pojawiać się relacje z mistrzostw świata. Głównie skupie się na meczach Polaków.
  2. komi89
    Niestety, Polska nie zdobędzie medalu na mistrzostwach świata w piłce ręcznej. Zajmiemy najwyżej 7. miejsce, ale pod warunkiem, że pokonamy w piątek Węgry. Na taki stan rzeczy złożyły się przede wszystkim porażki z Danią oraz Chorwacją. W każdym spotkaniu wyróżniały się największe gwiazdy rywali, o których pisałem w poprzedniej relacji. Poza tym robiliśmy gwiazdy z bramkarzy przeciwników, często oddając rzuty słabe, w środek bramki. Ale po kolei.

    POLSKA- DANIA 27:28 (9:15) Pierwszy mecz drugiej fazy grupowej, do której Dania przystępowała z kompletem punktów. Polacy mieli ich tylko 2, więc nasi rywale mieli ten komfort psychiczny, że w razie porażki nikt im nie ucieknie. Polacy w razie porażki mogli walczyć tylko o drugie miejsce, które też dawało awans do półfinałów, ale było niemal pewne że tam trzeba byłoby grać z Francją. Polacy mecz zaczęli nieźle, w 7 minucie prowadząc 2:0. Wtedy coś się zacięło, mnożyły się proste błędy w budowaniu ataków i Duńczycy w trzy minuty strzelili 7 bramek bez odpowiedzi Polaków. Końcówkę pierwszej połowy kontrolowali wynik i na przerwę schodziliśmy z wynikiem 9:15. Tragedia. Druga połowa to szaleńcza pogoń za wynikiem. Kapitalnie zagrał Mariusz Jurkiewicz, zdobywca 6 bramek w tej części gry. Duńczycy nie mogli znaleźć sposobu na jego dynamiczne wejścia na 6-7 metr od bramki. Trzeba tu podkreślić wyśmienitą grę duńskiego bramkarza Niklasa Landina. Porażka jedną bramką jest przykra, tym bardziej, że Polacy rozegrali najlepsze 30 minut na tych mistrzostwach. Można by tutaj narzekać na błędy sędziów, ale to nie ma sensu. Wystarczyło zagrać odrobinę lepiej w 1. połowie, a to my dopisalibyśmy sobie 2 punkty za to spotkanie.
    POLSKA- SERBIA 27:26 (10:11) Tuż przed tym meczem odbyło się spotkanie Szwecji z Chorwacją. Aby Polacy mieli jakieś szanse na wyjście z tej grupy, Szwedzi nie mogli wygrać. Niestety, stało się inaczej, i reprezentacja Trzech Koron ograła Chorwatów 29:25. Przygnębieni tym wynikiem biało- czerwoni przystąpili do spotkania z Serbią bez animuszu. Świadomość, że z medalu nici wyraźnie podcięła im skrzydła. Do tego trzeba było zatrzymać niesamowitego Vujina. To nie za bardzo się udało, ale dzielnie wtórował mu masz skrzydłowy, Tomasz Tłuczyński. W całym meczu pomylił się tylko raz i zdobył aż 10 bramek. Pierwsza połowa bez historii, wynik do przerwy 10:11. W drugiej połowie Polacy, jak to mieli w zwyczaju, "odjechali" Serbom na 4 bramki. Ale wkradło się rozkojarzenie, i rywale doprowadzili do remisu, a nawet wyszli na jednobramkowe prowadzenie. Do końca jakieś 2 minuty, Polacy zdobywają bramkę, później Wyszomirski odbija piłkę, mamy szansę na zwycięstwo. Trener bierze czas, ustawia akcję. Rzut Bieleckiego, gol. Serbowie jeszcze oddali rzut, ale niemal z połowy boiska, który nie mógł wpaść. Zwycięstwo bardzo wymęczone.
    POLSKA- CHORWACJA 24:28 (11:13) Mecz wielkich przegranych tej grupy. Chorwaci to wicemistrzowie świata, Polacy brązowi medaliści. A tu przyszło się zmierzyć zaledwie w meczu o 3. miejsce w grupie. Pierwsza połowa to koncert gry Sławomira Szmala, który to bronił z 50-cio procentową skutecznością. Ale bramkarz meczu nie wygra. Znów fatalnie w ofensywie i 2 gole w plecy do przerwy. Ale Polacy słynęli na tych mistrzostwach z niesłychanej walki w drugich połowach. Niestety, nie tym razem. Było słabo. Ostatecznie przegraliśmy mecz 24:28. Zagraliśmy bez pomysłu, wiary w zwycięstwo. Chorwaci nigdy nie "leżeli" Polakom, ale w Szwecji nie błyszczeli. Taka okazja na pokonanie tego zespołu już może się więcej nie powtórzyć.
    Pary półfinałowe: Francja- Szwecja, Hiszpania- Dania. Moimi faworytami do gry w finale są Francuzi i Duńczycy, ale sport jest nieprzewidywalny i wszystko może się zdarzyć.
    Polakom został już tylko jeden mecz o mało prestiżowe 7. miejsce. Zagramy w nim z Węgrami, tymi samymi, z którymi zremisowaliśmy na turnieju w Gdyni przed mistrzostwami. Trzeba go wygrać z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby turniej zakończyć zwycięstwem. A po drugie, ważniejsze, że zespoły do 7. miejsca będą mogły grać w kwalifikacjach olimpijskich. Dlatego jest się o co bić w piątkowym meczu, dlatego kibicujmy Polakom znanymi przyśpiewkami:

  3. komi89
    10:0. To nie jest wynik z jakiejś ligi podwórkowej, tylko z poważnej europejskiej ligi, holenderskiej Eredivisie. 10 bramek dali sobie zaaplikować gracze Feyenordu Rotterdam, mający przecież mocarstwowe ambicje. I to nic nie szkodzi, że z mocnym PSV i to na boisku rywala. Żadnym wytłumaczeniem dla takiej ilości bramek jest czerwona kartka w 34 minucie. Bo taki klub NIE MA PRAWA dostać tyle bramek w jednym spotkaniu.
    Nie chce snuć spiskowych teorii, ale dyrektorem sportowym w Feyenordzie jest jakże dobrze nam znany, nieomylny Leo Beenhakker. To on jest odpowiedzialny za tragiczne transfery. Czyżby bye bye, Leo?
  4. komi89
    Franciszek Smuda obrońcą był. Na boisku. Słynął (podobno) z ostrej gry. Tak jak on to mówi, "siła razy gwałt". I jako dawny obrońca nie może zorganizować 5 ludzi (bramkarz + 4 obrońców) którzy będą bronić bramki biało-czerwonych w sposób bardziej przyzwoity niż w ostatnich 4 meczach. Przeanalizujmy ostatnie powołania.
    Bramkarze: Artur Boruc, Przemysław Tytoń, Grzegorz Sandomierski. Boruc bardzo dobrze, Tytoń solidnie, Sandomierski pojechał po naukę. Jak dla mnie odpowiedni zestaw łapaczy. Może zamiast Tytonia lepszy będzie Fabiański, ale jak zacznie grać w Arsenalu na swoim starym, dobrym poziomie. Boruc jest najlepszym polskim bramkarzem co najmniej od 5 lat, i dalej trzyma poziom, mimo że jest tylko rezerwowym przy świetnym Freyu. Trzeci bramkarz powinien się uczyć, i Sandomierski skrzętnie z tego korzysta.
    Obrona: Łukasz Piszczek, Kamil Glik, Michał Żewłakow, Dariusz Pietrasiak, Łukasz Mierzejewski, Hubert Wołąkiewicz, Artur Jędrzejczyk. Po kolei. Piszczek bardzo dobry. Wydaje mi się, że już na stałe przekonał Jurgena Kloppa do siebie i będzie grał pierwszy plac w Borussi. Podstawowy prawy obrońca w kadrze. Glik... Według mnie szkoda słów. Cienki jak kawa z mlekiem. Obydwie bramki stracone z Ekwadorem obciążają jego konto, a w kilku innych sytuacjach też się nie popisał. Zawodnik do odstrzału. Pietrasiak też nie za bogato. Spodziewałem się czegoś więcej po swoim krajanie. Też nie zachwycił. Żewłakow na swoim poziomie. czyli poprawnie, choć widać, że już nie te lata i nie ta szybkość. W kadrze musi zostać, by inni mogli się od kogo uczyć. Mierzejewski zagrał tak sobie, ale wobec posuchy na lewej stronie obrony (choć sam Łukasz gra w klubie na prawej stronie defensywy) może zostać. Wołąkiewicz w Lechii gra na lewej stronie, a Smuda ustawił do w centrum... pomocy, jako defensywnego pomocnika. Mógł zrobić tak: z USA na lewej Mierzejewski, a z Ekwadorem Wołąkiewicz. Bo nie po to chłopak leciał na drugi koniec świata, żeby sobie pobiegać nie na swojej pozycji. Na lewą stronę tak (bo tak naprawdę to nie ma zbytniej konkurencji), do środka nie. Jędrzejczyk nawet nie powąchał murawy. Wyjazd trochę bez sensu, choć był zmiennikiem Piszczka.
    OK, te powołania można jeszcze jakoś zrozumieć, Kontuzje skutecznie przewietrzyły nam defensywę. Wojtkowiak, Boenisch to w tej chwili podstawowi gracze tej formacji. Dodatkowo, Głowacki i Jodłowiec też kontuzjowani. Sadlok boi się latać (prawie jak Bergkamp ), Dudka za późno dostał powołanie.
    Obrońców więc jest sporo, ale czy oni wszyscy nadają się do reprezentacji? Żewłakow, Piszczek, Wojtkowiak, Boenisch, Dudka na pewno są pożyteczni. Głowacki i Jodłowiec dość długo są kontuzjowani i obu zbyt często się te kontuzje przytrafiają, Pietrasiak został powołany raczej awaryjnie (tak jak Żewłakow 11 lat temu), podobnie jak Wołąkiewicz (choć on jako lewy obrońca mógłby zostać) i Jędrzejczyk. Glik- out, tak samo Sadlok jak się nie przyzwyczai do latania. Mierzejewskiego można jeszcze spróbować.
    Więc co? Może naturalizacje? Arboleda, Perquis, Hernani, Kolodziejczak to zawodnicy mający z Polską coś wspólnego. Dodatkowo, trzech pierwszych jest bardzo zainteresowanych grą w naszych barwach. Więc może to jest złoty środek, klucz do sukcesu? Kto wie.
    Franek Smuda musi się naprawdę nagimnastykować, aby porządnie zorganizować obronę Polski na EURO 2012. Jest to zadanie naprawdę karkołomne, ale nie niewykonalne. Bo jak to mówią dla chcącego nie ma nic trudnego. I lepiej żeby udało się stworzyć monolit, bo wtedy o sukces na EURO (wyjście z grupy) będzie naprawdę łatwiej, Czego życzę Frankowi, i wszystkim kibicom reprezentacji, w tym także sobie. Tylko dajmy mu czas. Rozliczajmy Smudę po imprezie docelowej. Ale to jest już temat na dłuższy wywód.
  5. komi89
    Witam wszystkich, którzy jakimś cudem trafili na ten blog. Głównym tematem moich rozważań (niekoniecznie mądrych i inteligentnych ) będą zagadnienia sportowe, przy czym prym będzie wieść piłeczka kopana. W miarę możliwości wpisy będą się ukazywać regularnie, choć niczego nie obiecuje. Na dzień dobry to tyle, do miłego
  6. komi89
    Ten tydzień przyniósł nam dwa duże transfery z polskiej ligi, oraz jeden wielkiej gwiazdy sprzed kilku lat. Byliśmy świadkami dalszej fali wyjazdów na południe Europy czołowych zawodników polskiej ligi, także kilku ciekawych transferów wewnątrz ligi.
    Kamil Grosicki Jagiellonia Białystok- Sivasspor 900 tys euro. Przypadki Kamila są bardzo skomplikowane. Kiedy był jeszcze nastolatkiem, błysnął swoją grą w pogoni szczecin. Miał świat u stóp. Od razu zainteresowanie jego usługami wyraziły dwa najmocniejsze kluby w Polsce- Wisła Kraków i Legia Warszawa. Wybrał tą drugą ofertę. Wiadomo, duże miasto, stolica. Grosicki bardziej rozwijał swoje życie towarzyskie niż karierę piłkarską. Kluby nocne, kasyna, kasa uderzyła mu do głowy, przestał sobie radzić. Wtedy działacze stołecznego klubu zdecydowały się na wypożyczenie zawodnika do szwajcarskiego Sionu. Tam grał tak sobie, aż pewnego dnia prezes podsunął mu pismo do podpisu. Twierdził że to przedłużenie kontraktu czy coś takiego. Polak, nie znając języka oczywiście podpisał dokument, w rzeczywistości zrzekając się zarobków. Rad nierad wrócił do Polski. I wtedy zainteresował się nim prezes Jagiellonii, pan Cezary Kulesza. Na pół roku wypożyczył grosika, później wykupił jego kartę za 0.5 mln zł. Traktował go jak syna, chroniąc przed urokami młodości. Poza tym miał mentora także na boisku. Tomasz frankowski pozwolił mu rozwinąć się piłkarsko. Białystok to nie warszawa, 2 kasyna na krzyż więc Kamil nie poszalał. Teraz odchodzi do Turcji. Jaga zrobiła świetny interes, Grosicki może mniej, bo odchodzi z drużyny lidera polskiej ekstraklasy do 15 zespołu tureckiej 1 ligi. Jak sobie poradzi bez opieki, bez znajomości języka? Już raz wracał z podkulonym ogonkiem, oby teraz mu się udało, bo Grosicki to przyszłość polskiej piłki.


    Kamil Grosicki- jeden z najbardziej efektownych piłkarzy ekstraklasy Marcin Robak Widzew Łódź- Konyaspor 1 mln euro. Chyba najbardziej nielubiany zawodnik wśród kibiców Korony Kielce. Kiedy po karnej degradacji kieleckiego klubu do 1 ligi większość zawodników zdecydowała się odejść, on także zadeklarował taką chęć. Tylko zastrzegł, że odejdzie tylko do klubu grającego w ekstraklasie. Jednak odszedł do Widzewa Łódź, grającego w tej samej klasie rozgrywkowej co Korona. W 1 lidze Robak był jednym z najlepszych zawodników, co rok walcząc o koronę króla strzelców, co udało mu się osiągnąć w ubiegłym sezonie. W minionej rundzie stworzył super duet z litwinem Darvydasem Sernasem. Robak łączony był przede wszystkim z Lechem Poznań, jednak odszedł do Turcji i został kolega klubowym Mariusza Pawełka. Tam z pewnością sobie poradzi, bo to dobry napastnik, którego stać na strzelenie 15 bramek w sezonie, pod warunkiem że ominą go kontuzje.

    Marcin Robak opuszcza Łódź


    Rafał Gikiewicz Jagiellonia Białystok - Śląsk Wrocław Dwa lata temu był podstawowym bramkarzem Jagielloni. Bronił dobrze, choć nie ustrzegał się błędów. Jednak wtedy wystrzelił talent Grzegorza Sandomierskiego. Dla Rafała przewidziana była rola dublera. Nie był zachwycony ze swojej pozycji w klubie, o czym głośno zaczął mówić już na początku obecnego sezonu. Michał Probierz nie chcąc, aby niezadowolony piłkarz psuł mu atmosferę w szatni, wypożyczył Gikiewicza do OKS Olsztyn. Szybko zainteresował swoją osobą Śląsk Wrocław, do którego właśnie trafił. Tym samym dołączył do swojego brata bliźniaka, łukasza. Chyba obecność bratniej duszy zadecydowała o transferze, bo we Wrocławiu czeka go prawdopodobnie taka sama rola jak w Jagielloni, czyli pozycja zmiennika Mariana Kelemena.


    Bliźniacy w jednym klubie
    Ronaldinho Ac Milan- Flamengo Rio de Janeiro 3 mln euro. Kolejny przykład rozmieniania wspaniałej kariery na drobne. Kiedy zaczął grać w Barcelonie, był uznawany za półboga, gracza z innej planety. Imponował techniką, szybkością, kreatywnością a przede wszystkim wspaniałymi dryblingami. Porównania do diego maradony nie były bezzasadne. To w latach 2004-2005 bezapelacyjnie najlepszy piłkarz globu. Początek jego końca nastąpił podczas mundialu w Niemczech. Był zagubiony, nic mu nie wychodziło. W 2008 roku przeszedł do Milanu. Tam też nie błyszczał tak, jak do tego przyzwyczaił. Zamiast błyszczeć na boisku, on wolał balować. Teraz odchodzi do ojczyzny, gdzie pomału będzie schodził z piłkarskiej sceny.

    Ronaldinho - kiedyś czarodziej, dziś najwyżej iluzjonista
    Neto Atletico Paranense - Fiorentina 3 mln euro. Po kontuzji Sebastiana Freya i problemach ze zdrowiem Artura Boruca trener Violi, Sinisa Mihajlovic miał do dyspozycji tylko Vlade Avramova. Ten nie zachwycał, więc ściągnięto świeżo upieczonego reprezentanta Brazylii, Neto. Zapewne nie wskoczy on od razu do pierwszej 11, bo broni Boruc. Ale co ten transfer oznacza dla Artura? Dla mnie sygnał jest jasny. Polak powinien jak najszybciej stamtąd odejść. Frey jest gwiazdą zespołu i jak tylko dojdzie do siebie to od razu wskoczy między słupki, a Neto to melodia przyszłości, zastępca Freya.


    Arturowi Borucowi przybył konkurent do gry w bramce
    Marek Zieńczuk Lechia Gdańsk- Ruch Chorzów Zieniu dobrym piłkarzem był. I tego mu nikt nie zabierze. Kiedy grał w Wiśle Kraków, był czołowym polskim lewoskrzydlowym. Doskonale pamiętam sezon 2007-2008, kiedy to marek był klasą samą dla siebie. Co nie dotknął zamieniał z złoto. Później przyszedł transfer do Skody Xanthi, tam przyplątała się paskudna kontuzja. Po wyleczeniu Marek stracił miejsce w składzie skody i zdecydował się na powrót do korzeni, czyli do Lechii Gdańsk. Tam również nie pograł. Po pół roku odchodzi do Ruchu Chorzów. Na tym ruchu może wiele zyskać, ale także stracić opinię solidnego ligowca


    Swego czasu najlepsza lewa noga w ekstraklasie- Marek Zieńczuk
    Bartłomiej Grzelak Sybir Nowosybirsk- Jagiellonia Białystok wolny transfer. Grzelak to jeden z najbardziej "szklanych" piłkarzy jakich znam. Jego występy, zwłaszcza w Legii wyglądały mniej więcej tak: 1 mecz (zazwyczaj niezły lub dobry), w którym łapał kontuzję, która powodowała minimum 3 mecze przerwy. A kiedy przychodził do Warszawy zapowiadał się naprawdę nieźle. Dodatkowo w debiucie w reprezentacji strzelił 2 gole, co nie zdarza się często. Jego gra w klubie z Syberii wyglądała podobnie. Błysnął tylko na końcu rozgrywek, strzelając 3 bramki. Teraz przychodzi do Białegostoku. Zamiar jest taki, żeby zastąpić Kamila Grosickiego. To nie może się udać, bo Grzelak to zupełnie inny zawodnik, bardziej w stylu Tomasza Frankowskiego (choć nie wiem czy wypada porównywać tych dwóch piłkarzy).

    Czy Grzelak dogada się z Frankowskim?
    Maciej Sadlok Ruch Chorzów - Polonia Warszawa 2.7 mln zł. Obrońca reprezentacji Polski, słynący z lęku przed lataniem. Prezes Wojciechowski pieniądze na tego zawodnika wyłożył już latem, ale momentalnie wypożyczył Sadloka do... Ruchu Chorzów. I to kilka godzin po tym jak wykupił go właśnie z tego klubu. Cóż, dziwne praktyki, przynajmniej zarobiły okręgowe związki. Jednak coś mi nie pasuje w tym transferze, tak pół żartem, pół serio. Wojciechowski marzy o mistrzostwie, a co za tym idzie o europejskich pucharach. To w takim razie po co mu taki zawodnik, który przed wylotem np. do Azerbejdżanu, powie, że on nie leci, bo się boi. Nie powiem, Maciej to niezły zawodnik, sportowo na pewno zyska i sobie poradzi, ale co zrobi z tą drażliwą kwestią...

    Odejście Sadloka do Polonii chyba pogrąży Ruch
  7. komi89
    8 meczów, 9 bramek, stosunek bramek 6:13. Co to za zespół? Beniaminek ekstraklasy- Widzew Łódź? Nie. Słaba Arka? Też nie. To Legia Warszawa. Klub, który ma tyle samo fanów co przeciwników. A przed sezonem miało być zupełnie inaczej. Nowy, młody ale już doświadczony trener z górnej krajowej półki, miliony złotych wydanych na nowe gwiazdy, nowy, efektowny stadion, wreszcie zażegnany konflikt z kibicami. Niestety, jak jest każdy widzi.

    Zacznijmy od trenera. Maciej Skorża, bo o nim mowa, dwukrotny mistrz Polski z Wisłą Kraków w ciągu ostatnich 3 lat, uczestnik mundialu jako asystent Pawła Janasa, jako pierwszy trener wprowadził polski klub do fazy grupowej pucharu UEFA. Wydaje się, że to wystarczająco nawet na taki klub, jak Legia. Bo żaden inny szkoleniowiec w kraju nad Wisłą nie ma w ostatnich latach takich sukcesów. Jednak cały czas czegoś brakuje. I tym czymś, a właściwie kimś są zawodnicy. Nietrafione w większości transfery są jedną z głównych przyczyn słabej formy Legii. Przeanalizujmy:
    Ivica Vrdoljak - 1 mln euro- Kapitan drużyny. Solidny defensywny pomocnik. Jednak wydaje mi się że to nie jest najlepszy zawodnik w naszej ekstraklasie na tej pozycji. Radosław Sobolewski, Tomasz Bandrowski byli poza zasięgiem Legii, ale już taki Janusz Gol, Szymon Sawala czy Rafał Grzyb(nie teraz, ale zimą) z pewnością byli by tańsi i myślę że wcale nie gorsi.
    Marijan Antolović - 450 tys euro- Bramkarz. Miał zastąpić znakomitego, wspaniałego Jana Muchę. Miał. Nie zastąpił. W ogóle ten ruch był moim zdaniem niezrozumiały, bo był w sprzeczności z dotychczasową polityką kadrową Legii na pozycji bramkarza. Jak to wyglądało dotychczas: kupowali bramkarza, i Krzysztof Dowhań, najlepszy w kraju specjalista od szkolenia bramkarzy, szlifował chłopaka, który później wskakiwał do bramki i był gwiazdą drużyny. I tak: Boruc terminował przy Stanewie, Fabiański przy Borucu, Mucha przy Fabiańskim. Teraz wypadałoby aby do bramki wskoczył Machnowskyj albo Skaba. Jednak wskoczył Antolović, zawodnik z drugiej ligi chorwackiej. Ktoś powiedział (chyba Arek Onyszko), że to jeden z najsłabszych bramkarzy w lidze. I te słowa niech wystarczą za cały komentarz w jego sprawie.
    Srdja Kneżević - 400 tys euro- obrońca. Sprowadzony aby wzmocnić rywalizację na prawej stronie defensywy i w razie potrzeby zagrać na środku obrony. W derbach z Polonią zagrał bardzo słabo, teraz jest kontuzjowany. Nie będę osądzał tego zawodnika, bo na razie nie zagrał zbyt dużo. Ale zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego odszedł z mistrza Serbii, Partizana Belgrad, który dziś gra w fazie grupowej LM do zespołu który nie brał udziału w tegorocznej edycji europejskich pucharów? Niech każdy sobie na to pytanie odpowie.
    Manu- 200 tys euro, skrzydłowy. Zawodnik szybki, przebojowy. Moje zdanie o tym zawodniku jest nijakie, bo nie lubię takich zawodników, którzy bazują na szybkości. I tyle.
    Bruno Mezenga - wypożyczenie, 150 tys euro, napastnik. Do klubu przychodził jako trzeci napastnik Słynnego Flamengo. Był pierwszym zmiennikiem duetu Adriano- Vagner Love. I w Polsce pokazuje, że byłby też zmiennikiem innych, dużo słabszych zawodników. Wolny, mało zwrotny. Jednak dobrze gra głową, dobrze się zastawia. Taki sobie zakup, wątpię, żeby Legia wykupiła tego zawodnika.
    Alejandro Ariel Cabral- wypożyczenie, 120 tys euro, ofensywny pomocnik. Z początku ustawiany z lewej strony boiska, jednak nie nadaje sie do gry z lewej strony. Jego przeznaczeniem jest gra w centrum, to klasyczna 10. Jednak tamto miejse w drużynie był zajęte (Iwański), więc Skorża znalazł sposób na ten problem i odsunął Iwańskiego do ME. Cabral jest zawodnikiem myślącym, z niezłym uderzeniem (bramka z Arsenalem) i niezłym przeglądem pola. Jednak również nie zdecydowałbym się na wykupienie tego zawodnika.
    Artur Jędrzejczyk, Michał Kucharczyk, Wojciech Skaba- wszyscy powrót z wypożyczeń. Jędrzejczyk i Skaba po dobrej poprzedniej rundzie (odpowiednio Korona i Polonia Bytom), Kucharczyk chciał zrobić maturę w Nowym Dworze. Kucharczyk w tej chwili jest najlepszym napastnikiem Legii, Jędrzejczyk gra poprawnie, Skaba wcale.
    Sklasyfikujmy transfery, zaczynając od najlepszego: Kucharczyk, Vrdoljak, Jędrzejczyk, Manu, Cabral, Mezenga, Skaba, Antolović. Kneżevicia nie klasyfikuję, bo mało o nim wiem.
    Stadion i kibice: To ten duet miał sprawić, że Legia będzie miała twierdzę nie do zdobycia. Kibice na swoim starym poziomie, Stadion bardzo ładny, jednak czegoś brakuje. I znowu wszystko sprowadza się do tego samego: brak drużyny na poziomie.
    Przyczyn kryzysu Legii można doszukiwać się w kilku aspektach:
    - nietrafione transfery,
    - konflikt między starymi a nowymi zawodnikami, pogłębiony jeszcze bardziej decyzją trenera po meczu z Ruchem Chorzów (odsunięcie Iwańskiego, Wawrzyniaka i Gizy)
    - zbyt duże oczekiwania
    - brak zgrania drużyny
    - przyznanie funkcji kapitana Vrdoljakowi, który kompletnie nie zna polskich realiów i brak mu posłuchu w drużynie
    Chciałbym, aby Drużyna Legii w końcu odpaliła, aby nowi zawodnicy (warci w sumie 2,32 mln euro!) grali tak, jak się od nich oczekuje, żeby nie było konfliktów w drużynie. I na koniec mała informacja: nie jestem kibicem Legii, ale zależy mi na dobru polskiej piłki. A jej nie stać na stratę tak zasłużonego klubu, jakim jest Legia. Bo to że nim jest, nie zabierze jej nikt.
  8. komi89
    Wczoraj minął miesiąc od mojego pierwszego wpisu na tym blogu. W 31 dni uzbierało się tego 7 sztuk(pierwszego nie liczę). Czas na pierwsze podsumowania. I tutaj zwracam się do was. Bardzo proszę, aby każdy, kto kliknie na ten wpis, przejrzał zawartość całego bloga i w komentarzach do tego wpisu napisał mi swoje uwagi. Co jest dobrze, co trzeba dodać, poprawić i takie tam. Liczę tu na pomoc bardziej doświadczonych blogowiczów, bo to coś co teraz czytacie to mój pierwszy blog w życiu.
    Będę wdzięczny za każdą uwagę.
  9. komi89
    Za nami pierwsze dwie kolejki I. fazy grupowej mistrzostw świata w piłce ręcznej. Polacy, z 4 punktami (czyli maxem), zajmują drugie miejsce w tabeli grupy D, zaraz za gospodarzami, Szwecją. Wyniki Polaków: 35:33 ze Słowacją, oraz 24:23 z Argentyną. Wyniki nie powalają na kolana. Oto krótkie podsumowania tych spotkań.

    POLSKA: SŁOWACJA 35:33
    Tydzień przed mistrzostwami pokonaliśmy naszych południowych sąsiadów wysoko. I chyba to uśpiło trochę naszych zawodników. Trochę to przypominało mecze polskiej piłkarskiej kadry z Ekwadorem. Sparing przed mistrzostwami wygrany gładko, później o punkty porażka. I długo się zanosiło na to także w tym przypadku. ale po kolei.
    Bardzo wyrównany mecz, szczególnie w pierwszej połowie. Gra przez większość czasu toczyła się "bramka za bramkę". Jednak to my schodziliśmy na przerwę ze spuszczonymi głowami, bo przegrywaliśmy 15:17, po dwóch szybkich kontrach Słowaków w samej końcówce. Grę Polaków można podzielić na dwie części: bardzo dobrze w ataku (zwłaszcza Marcin Lijewski i Bartłomiej Jaszka) oraz kiepsko w defensywie. Zapewne trener Bogdan Wenta nie żałował ostrych słów w szatni. To chyba pomogło, bo druga połowę zaczęliśmy nieźle, w pewnym momencie gry prowadząc 5 bramkami. Trochę lepiej wyglądało to w obronie, w ataku graliśmy swoje. Bardzo dobrze włączył się Karol Bielecki, także skrzydłowi zagrali niezłe zawody. Z tej przewagi zostały tylko 2 bramki, jednak to co najgorsze maiło dopiero przyjść...
    POLSKA: ARGENTYNA 24:23
    ...właśnie w tym meczu. Chodziło tylko o to, żeby poprawić grę w obronie, zagrać to samo co ze Słowacją w ataku, i pewnie zgarnąć 2 punkty. O ile to pierwsze zadanie zawodnicy wykonali prawie bezbłędnie, to z tym drugim było znacznie gorzej. Wartym wspomnienia jest tutaj wynik z 14 minuty spotkania, który brzmiał 5:0. W pierwszej połowie nasz bramkarz, Sławomir Szmal bronił z blisko 80% skuteczności, co jest wynikiem niesamowitym. Do przerwy wynik wyglądał 11:6. W ataku można jedynie wyróżnić Patryka Kuchczyńskiego. Zaliczka 5 bramek wydawała się być bezpieczna. Jednak wtedy coś pękło. Argentyńczycy w drugiej połowie strzelili 17 goli, my tylko 13. Bardzo nerwowa była końcówka, w której na nieco ponad minutę przed końcem prowadziliśmy 3 bramkami, mimo to tracąc dwie nie zdobywając żadnej. Na 11 sekund przed końcem trener przytomnie wziął czas, po którym Polacy utrzymali piłkę. Na uwagę zasługuje fatalna postawa sędziów, którzy zupełnie nie poradzili sobie z tym spotkaniem. Gwizdali mnóstwo fauli ofensywnych, za prawie każde przewinienie dawali kary w postaci 2 minut.
    Z innych wyników w naszej grupie na uwagę zasługują dwa wyniki: bardzo wysokie wygrane Szwecji ze Słowacją (38:22) oraz Korei Południowej z Chile (37:22).
    Podsumowując: jutro gramy z Chile, pojutrze z Koreą. W tych meczach trzeba zagrać tak jak ze Słowacją w ataku, oraz tak jak z Argentyną w obronie w pierwszej połowie, i nie powinno być żadnych problemów z pokonaniem tych drużyn. Bo są to zespoły dużo niżej notowane od Biało-Czerwonych. Żeby dodać Polakom otuchy, przykładem Bogdana Wenty puszczam motywujący utwór:

    http://www.youtube.com/watch?v=oau338ol9GI
  10. komi89
    Niech już ten październik mija... Byle szybko... Nie mogę się doczekać 5 listopada... A co ważnego stanie się tego dnia? W Wielkiej Brytanii wydana zostanie najnowsza odsłona mojej ukochanej gry: Football Managera. Grałem we wszystkie części tej gry. Kiedy kolega po raz pierwszy przyniósł mi wersję 2005, gra nie od razu mnie przekonała. Przyzwyczajony do FIFY, nie wiedziałem o co chodzi. Wybrałem Liverpool, i zacząłem grać. W necie poczytałem poradniki, i jakoś poszło. Pierwsze transfery, wygrane mecze, mistrzostwa... Wsiąkłem. Od tamtej pory z uwagą śledzę nowinki dotyczące FM-a.

    Jednak najbardziej wciągnęła mnie edycja 2009, pierwsza, w której zastosowano silnik graficzny 3D. To była rewolucja. Mecze nie wyglądały już jak gra w kapsle, tylko coraz bardziej przypominały spotkania piłkarskie. Co prawda "żetoniki" miały więcej klimatu w sobie, ale 3D to jednak 3D. W tej wersji, zaraz po zainstalowaniu gry, wybrałem Wisłę Kraków. Po rozegraniu 10 sezonów i ciągłej dominacji w Ekstraklasie, po zdobyciu 3 razy pucharu UEFA i raz LM (niezapomniany finał z Barca wygrany po rzutach karnych) poczułem chęć zmiany. I przyjąłem ofertę Ajaxu Amsterdam. Tym klubem rozegrałem... 30 pełnych sezonów. I wtedy wyszła edycja 2010. Od razu wybrałem Ajax, w celu kontynuacji sukcesów z tym klubem. Gram nim do dzisiaj. Jest rok 2051. Mistrzostw i pucharów już nawet nie liczę.
    Teraz już czekam na FM 2011. Nie mogę doczekać się nowych zawodników, nowej oprawy meczowej. Już obmyślam transfery, kogo kupić do mojego Ajaxu, aby znów rządzić w Holandii i Europie. Te 120 zł to będzie najlepsza inwestycja w tym roku:) Oby do Listopada.
  11. komi89
    Manuel Arboleda- obrońca Lecha Poznań, jeden z dwóch głównych architektów mistrzostwa Polski AD 2009, awansu do Ligi Europy (decydująca bramka z Dniprem). Bez jego udziału nie było by tak dużo punktów w grypie A LE. Obrońca szybki, silny, błyskotliwy.

    Dziś Manu przedłużył kontrakt z Kolejorzem o 3 lata. Wykonał warunek konieczny do gry z orzełkiem na piersi. Teraz piłka po stronie prezydenta Komorowskiego. Niech nada mu obywatelstwo, a wtedy jego polski tata, Franz Smuda będzie mógł budować środek defensywy w oparciu o Arboledziaka.
    Teraz kilka słów do przeciwników. Po pierwsze, naprawdę brakuje nam zawodników do środka obrony. Głowacki wiecznie kontuzjowany, Sadlok boi sie latać, Wojtkowiak to prawy defensor, a Glik i Jodłowiec to zupełnie inna para kaloszy. Po drugie, Maniek mieszka już kilka lat w Polsce, mówi dość dobrze po polsku więc odpada problem z komunikacją. Po trzecie, jest lojalny. Powiedział, że najpierw musi wysłuchać Lecha, a potem ewentualnie innych klubów. Słowa dotrzymał, choć kilka razy flirtowali ze sobą. I po czwarte, Engel miał swojego Czarneckiego, Beenhakker swojego Głerejrowskiego, więc niech Smuda ma swojego Arboledziaka.
  12. komi89
    Za nami pierwsza faza grupowa na mistrzostwach świata w piłce ręcznej. Po dwóch pierwszych meczach wygranych dość szczęśliwie przez Polaków, rozegraliśmy jeszcze trzy spotkania. Wyniki, krótkie opisy i ocena poszczególnych meczy biało-czerwonych poniżej.

    POLSKA- CHILE 38:29 (15:13) Mecz z outsaiderem grupy D. Jednak do tego spotkania Polacy podchodzili z pewną obawą po wymęczonym zwycięstwie z nie najsilniejszą przecież Argentyną. Początek meczu zdecydowanie należał do Polaków. Dobrze grał Mariusz Jurasik. Był okres, kiedy prowadziliśmy pięcioma bramkami. Jednak wtedy przeciwnicy rzucili 3 bramki z rzędu i na przerwę schodziliśmy tylko z dwubramkowym prowadzeniem. Nie najlepiej spisującego się w bramce Sławomira Szmala zastąpił Piotr Wyszomirski, na rozegraniu pojawił się Grzegorz Tkaczyk. I to właśnie tych dwóch zawodników uważam za ojców zwycięstwa. Wynik końcowy mówi sam za siebie. Drugą połowę wygraliśmy 23:10. I niech te cyfry służą za komentarz do tego spotkania.
    POLSKA- KOREA POŁUDNIOWA 25:20 (10:11) Korea to zespół przez fachowców uznawany za trzecią siłę w grupie D. Azjaci grają bardzo nieprzyjemną obronę 1-2-3, czasem przechodzącą w 3-3. Polacy nie najlepiej radzą sobie z drużynami broniącymi w ten sposób. I niestety taki scenariusz miał miejsce w pierwszej połowie tego spotkania. Całkowicie wyłączony z gry został Marcin Lijewski, Karol Bielecki bramki zdobywał tylko po rzutach wolnych, kiedy to przeciwnicy musieli się odsunąć na regulaminowe 3 metry. I właśnie wolne Karola były przez pewien czas jedynym sposobem na koreańczyków. Na przerwę schodziliśmy przegrywając jednym golem. Trzeba pochwalić dobrą grę defensywną Polaków. Trener Wenta z pewnością nie tryskał humorem, padło kilka wskazówek co do rozwiązań akcji w ataku. Na boisku znów pojawił się Tkaczyk. I ponownie odmienił oblicze zespołu. Dodatkowo w bramce czarował Szmal. Wygraliśmy mecz pięcioma bramkami, azjaci w drugiej części meczu zdobyli zaledwie 9 bramek. Zwycięstwo ważne, jednak gra w ataku pozostawiała naprawdę wiele do życzenia, a do meczu z gospodarzami zostały tylko 2 dni. Trener Wenta miał nad czym popracować.
    POLSKA- SZWECJA 21:24 (12:14) Szwedzi do tego meczu przystępowali z nożem na gardle. Po sensacyjnej porażce z Argentyną musieli wygrać z Polską, żeby do drugiej fazy turnieju przystępować z jakąkolwiek zdobyczą punktową. Poza tym, był to mecz o 1. miejsce w grupie D. Dodatkowym smaczkiem spotkania była konfrontacja drugiego trenera Szwedów, Oli Lindgrena, byłego trenera Rhein Neckar Lowen z trzema Polakami występującymi w tym zespole. Pierwsza połowa to znakomita gra Marcina Lijewskiego, oraz obu bramkarzy, Joahima Sjostranda oraz Sławomira Szmala. Do przerwy dwie bramki do tylu. Po przerwie dobrą grę kontynuowali tylko bramkarze, stąd ten niski wynik. Polacy przegrali na własne życzenie, bo grając w przewadze pięć akcji nie może być pięciu strat!
    Teraz przyjdzie mam się zmierzyć z Danią, Serbią oraz Chorwacją.
    Dania do drugiej fazy grupowej przystępuje z kompletem 4 punktów. Teoretycznie jest to rywal, który chyba najbardziej "leży" Polakom. Wystarczy przypomnieć ostatnie mistrzostwa świata i mecz o 3. miejsce właśnie z duńczykami, wygramy przez Polaków. Jednak teraz bedzie bardzo trudno, bo rywale są na fali i grają "z rozpędu". Największą gwiazdą jest rozgrywający Mikkel Hansen, były gracz Barcelony, obecnie grający w rodzimej lidze.
    Serbia do gry przystępuje z jednym punktem za remis z Chorwacją. Tak jak każdy zespół z Bałkanów jest bardzo niewygodny dla każdego rywala. Największym zagrożeniem bedzie rozgrywający Marko Vujin, gracz węgierskiego Veszpremu, który już podpisał kontrakt z najlepszym klubem świata, THW Kiel. Nie możemy też zapomnieć o Rastko Stojkoviciu, na co dzień grającym w Vive Kielce.
    Chorwacja, podobnie jak Serbia ma tylko jeden punkt. Jednak jest to zespół naszpikowany gwiazdami, jak choćby Ivano Balić, kiedyś najlepszy szczypiornista świata czy Igor Vori, znakomity obrotowy. Ostatnio na dużych imprezach regularnie przegrywamy z Chorwatami, także i tutaj nie bedzie łatwo. Bedzie to szczególny mecz dla Karola Bieleckiego, bo przecież to w czerwcowym sparingu właśnie z Chorwatami stracił oko.
    Każdy mecz w drugiej fazie bedzie bardzo trudny. Jednak trzeba wierzyć w biało- czerwonych. Przecież przyjechali tutaj po medal. A żeby osiągnąć ten cel, trzeba pokonać przynajmniej dwie z trzech ww. drużyn. Dlatego ściskajmy kciuki za Polaków. Na koniec, utwór pomagający w gorącym dopingowaniu:

  13. komi89
    Na początek kilka słów wyjaśnień. Przez jakiś czas nic nie pisałem na swoim blogu. Mimo szczerych chęci nie dałem rady. A to studia, a to inne zajęcia, a to... brak tematu. Jednak już jestem i zamierzam wystukać co nieco...
    A więc do rzeczy. Jako szczęśliwy posiadacz Eurosportu 2 namiętnie śledzę rozgrywki 1. Bundesligi. A tam prawdziwa rewolucja. Na czele Borussia Dortmund, tuż za nimi Mainz, Freiburg, Eintracht Frankfurt. Poza Borussią to zespoły, które w zeszłym sezonie ledwie uniknęły spadku. A w dolnej części tabeli potentaci z zeszłego sezonu: Schalke, Stuttgard, Werder i Wolfsburg. Czytałem że w Polsce faworyci spuścili z tonu, ale trzeba zobaczyć co się dzieje za nasza zachodnią granicą.
    Chciałbym się z wami podzielić przemyśleniami na temat obecnego lidera, a jednocześnie najbardziej polskiemu klubowi n na zachodzie, czyli Borussi Dortmund.

    Weidenfeller (30), Schmelzer (22), Hummels(22), Subotic(22), Piszczek(25), Bender(21), Sahin(22), Grosskreuz(21), Kagawa(21), Goetze(18), Barrios(26). To wyjściowa 11 z ostatnich kilku meczy, między innymi dzisiejszego z Freiburgiem. Pierwszymi wchodzącymi są kolejni, po Piszczku, Polacy, a więc Błaszczykowski i Lewandowski.
    Co ważne, Borussia to bardzo perspektywiczny zespół. Średnia wieku tej 11 to 22,7. Nie sprawdzałem, ale śmiem twierdzić że najniższa w Bundeslidze. Chyba każdy zawodnik przeżywa obecnie szczytowy okres w karierze. Para stoperów Hummels-Subotic grają niczym Ferdinand z Vidicem za najlepszych lat. Łukasz Piszczek imponuje rajdami po prawej stronie jak, nie przymierzając, Maicon (). Bender jak Makelele w Realu, Kagawa z Bariossem rozmontują każdą defensywę. Do tego Goetze. Ten chłopak ma 18 lat, a gra jak stary wyga. Kiwa, podaje, strzela. Zawodnik kompletny. Do tego Błaszczykowski, dynamiczny i przebojowy, oraz Lewandowski, najlepszy joker w lidze.
    Dzisiaj wygrali z Freiburgiem. Pierwsza połowa słaba, przegrywają 1-0, choć bramka niesłusznie uznana. W drugiej połowie to samo: bicia głową w mur. Strzelają bramkę, sędzia nie uznaje. Kolejny błąd. Powinno być 1-0, ale dla Borussi. 61 minuta, wchodzi Błaszczykowski, zmienia bezbarwnego Grosskreuza. 70 minuta, wchodzi Lewandowski za Kagawę. I od tej pory gra zaczyna się układać. Robert strzala bramkę, chwilę potem Piszczek w swoim stylu bujnął się prawą stroną, centra, gol. 2-1. Za moment Kuba ma szanse na trzecią bramkę, ale...

    Zobaczcie sami Juergen Klopp wymyślił sobie, że stworzy drużynę przyszłości. Może nie tyle wymyślił, co został zmuszony długami i brakiem funduszy na wzmocnienia. I pozbierał zawodników młodych, zdolnych, bez większych sukcesów. I zaufał im. Oni odwdzięczyli się mu najlepiej jak mogli, czyli dobrą grą. Grają tak, że aż się ręce same składają do oklasków. Niesie ich młodzieńcza fantazja. Ale co się stanie, jeśli ktoś ich rozszyfruje? To jest wielka niewiadoma.
    Ale może być jeszcze lepiej. Przecież kontuzjowani są Mohamed Zidan i Sebastian Kehl, czyli kluczowi zawodnicy z poprzedniego sezonu.
    Tak więc podsumowując, Borussia ma ogromne szanse na tytuł mistrza. Przynajmniej jesieni...
  14. komi89
    Tak się czasami zdarza, że ktoś posiada dwa oblicza. Z reguły jest tak, że jedno jest dobre, a drugie złe. Tak samo jest z naszym piłkarskim mistrzem Polski, Lechem Poznań.
    Zacznę od tego drugiego, złego. Otóż w Ekstraklasie, Lech znajduje się niebezpiecznie blisko strefy spadkowej, gra fatalnie. Wystarczy tu tylko wspomnieć, że w trzech październikowych spotkaniach nie zdobył nawet bramki, o punktach już nie wspominając. Gra(ł) słabo, bez zaangażowania. Za to wszystko głową przypłacił Jacek Zieliński.
    Drugie oblicze, jakie prezentuje nam Kolejorz, to które znamy z meczów Ligi Europy, jest jak najbardziej pozytywne. Lech walczy, gra ambitnie. Być może na tle Juventusu czy MC brakuje mu atutów czysto piłkarskich, ale nadrabia wszystko ambicją i wolą walki. I są tego efekty: 3-3 z Juve, 3-1 z MC.
    Być może już niedługo będziemy podziwiać tylko to dobre oblicze Lecha. Nowy, nie twierdzę że lepszy trener, na pewno tchnie ducha w grę Kolejorza. Byc może tylko na 2-3 mecze, ale oby nie.
    Pozostaje tylko liczyć na to, żeby Lech w Ekstraklasie grał tak samo dobrze jak w Lidze Europy. Bo Polski nie stać na to, żeby poznaniaków zabrakło w przyszłorocznej edycji eurpoejskich pucharów. Co prawda jest jeszcze droga przez krajowy puchar, ale tam jeden mecz i może być po pucharach.
×
×
  • Utwórz nowe...