Skocz do zawartości

komi89

Forumowicze
  • Zawartość

    759
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wpisy blogu napisane przez komi89

  1. komi89
    Na początek kilka słów wyjaśnień. Przez jakiś czas nic nie pisałem na swoim blogu. Mimo szczerych chęci nie dałem rady. A to studia, a to inne zajęcia, a to... brak tematu. Jednak już jestem i zamierzam wystukać co nieco...
    A więc do rzeczy. Jako szczęśliwy posiadacz Eurosportu 2 namiętnie śledzę rozgrywki 1. Bundesligi. A tam prawdziwa rewolucja. Na czele Borussia Dortmund, tuż za nimi Mainz, Freiburg, Eintracht Frankfurt. Poza Borussią to zespoły, które w zeszłym sezonie ledwie uniknęły spadku. A w dolnej części tabeli potentaci z zeszłego sezonu: Schalke, Stuttgard, Werder i Wolfsburg. Czytałem że w Polsce faworyci spuścili z tonu, ale trzeba zobaczyć co się dzieje za nasza zachodnią granicą.
    Chciałbym się z wami podzielić przemyśleniami na temat obecnego lidera, a jednocześnie najbardziej polskiemu klubowi n na zachodzie, czyli Borussi Dortmund.

    Weidenfeller (30), Schmelzer (22), Hummels(22), Subotic(22), Piszczek(25), Bender(21), Sahin(22), Grosskreuz(21), Kagawa(21), Goetze(18), Barrios(26). To wyjściowa 11 z ostatnich kilku meczy, między innymi dzisiejszego z Freiburgiem. Pierwszymi wchodzącymi są kolejni, po Piszczku, Polacy, a więc Błaszczykowski i Lewandowski.
    Co ważne, Borussia to bardzo perspektywiczny zespół. Średnia wieku tej 11 to 22,7. Nie sprawdzałem, ale śmiem twierdzić że najniższa w Bundeslidze. Chyba każdy zawodnik przeżywa obecnie szczytowy okres w karierze. Para stoperów Hummels-Subotic grają niczym Ferdinand z Vidicem za najlepszych lat. Łukasz Piszczek imponuje rajdami po prawej stronie jak, nie przymierzając, Maicon (). Bender jak Makelele w Realu, Kagawa z Bariossem rozmontują każdą defensywę. Do tego Goetze. Ten chłopak ma 18 lat, a gra jak stary wyga. Kiwa, podaje, strzela. Zawodnik kompletny. Do tego Błaszczykowski, dynamiczny i przebojowy, oraz Lewandowski, najlepszy joker w lidze.
    Dzisiaj wygrali z Freiburgiem. Pierwsza połowa słaba, przegrywają 1-0, choć bramka niesłusznie uznana. W drugiej połowie to samo: bicia głową w mur. Strzelają bramkę, sędzia nie uznaje. Kolejny błąd. Powinno być 1-0, ale dla Borussi. 61 minuta, wchodzi Błaszczykowski, zmienia bezbarwnego Grosskreuza. 70 minuta, wchodzi Lewandowski za Kagawę. I od tej pory gra zaczyna się układać. Robert strzala bramkę, chwilę potem Piszczek w swoim stylu bujnął się prawą stroną, centra, gol. 2-1. Za moment Kuba ma szanse na trzecią bramkę, ale...

    Zobaczcie sami Juergen Klopp wymyślił sobie, że stworzy drużynę przyszłości. Może nie tyle wymyślił, co został zmuszony długami i brakiem funduszy na wzmocnienia. I pozbierał zawodników młodych, zdolnych, bez większych sukcesów. I zaufał im. Oni odwdzięczyli się mu najlepiej jak mogli, czyli dobrą grą. Grają tak, że aż się ręce same składają do oklasków. Niesie ich młodzieńcza fantazja. Ale co się stanie, jeśli ktoś ich rozszyfruje? To jest wielka niewiadoma.
    Ale może być jeszcze lepiej. Przecież kontuzjowani są Mohamed Zidan i Sebastian Kehl, czyli kluczowi zawodnicy z poprzedniego sezonu.
    Tak więc podsumowując, Borussia ma ogromne szanse na tytuł mistrza. Przynajmniej jesieni...
  2. komi89
    Miał wszystko. Praktycznie nieograniczony budżet na transfery, spokojnego i poukładanego szefa, dobrą drużynę. Jednak nie podołał.
    Cracovia ma bardzo dobry skład jak na ekstraklasę. Mierzejewski, Polczak, Saidi, Matusiak, Ślusarski, Suvorov, Radomski to byli lub obecni reprezentanci swoich krajów. Jarabica miał iść do Sparty Praga. Janus był wyróżniającym zawodnikiem w PGE. Jednak takich zawodników stać jedynie na.. 16 miejsce w tabeli. Nie bogato...
    Moim zdaniem tym zawodnikom nie brakuje niczego oprócz... trenera. Ulatowski moim zdaniem jest baaardzo przeciętnym trenerem. "Sukcesy" jakie osiągał z poprzednimi zespołami były wypracowane przez jego poprzedników. W Zagłębiu wszystko poukładał Michniewicz, w PGR Janas. Ulatowski pod wszystkim się tylko podpisał. A Cracovia potrzebowała innego szkoleniowca, doświadczonego. Nie takiego, który potrafi przyjść na gotowe i nic od siebie nie dodać. Dlatego profesorowi Filipiakowi zaproponowałbym... Michniewicza. To nic, że kilka lat nie pracował w zawodzie. On jest przygotowany na takie wyzwanie.
    Krótko: odpowiedź na pytanie w tytule może być tylko jedna: Ulatowski słabym trenerem jest. I tyle w temacie.
  3. komi89
    Za nami pierwsze dwie kolejki I. fazy grupowej mistrzostw świata w piłce ręcznej. Polacy, z 4 punktami (czyli maxem), zajmują drugie miejsce w tabeli grupy D, zaraz za gospodarzami, Szwecją. Wyniki Polaków: 35:33 ze Słowacją, oraz 24:23 z Argentyną. Wyniki nie powalają na kolana. Oto krótkie podsumowania tych spotkań.

    POLSKA: SŁOWACJA 35:33
    Tydzień przed mistrzostwami pokonaliśmy naszych południowych sąsiadów wysoko. I chyba to uśpiło trochę naszych zawodników. Trochę to przypominało mecze polskiej piłkarskiej kadry z Ekwadorem. Sparing przed mistrzostwami wygrany gładko, później o punkty porażka. I długo się zanosiło na to także w tym przypadku. ale po kolei.
    Bardzo wyrównany mecz, szczególnie w pierwszej połowie. Gra przez większość czasu toczyła się "bramka za bramkę". Jednak to my schodziliśmy na przerwę ze spuszczonymi głowami, bo przegrywaliśmy 15:17, po dwóch szybkich kontrach Słowaków w samej końcówce. Grę Polaków można podzielić na dwie części: bardzo dobrze w ataku (zwłaszcza Marcin Lijewski i Bartłomiej Jaszka) oraz kiepsko w defensywie. Zapewne trener Bogdan Wenta nie żałował ostrych słów w szatni. To chyba pomogło, bo druga połowę zaczęliśmy nieźle, w pewnym momencie gry prowadząc 5 bramkami. Trochę lepiej wyglądało to w obronie, w ataku graliśmy swoje. Bardzo dobrze włączył się Karol Bielecki, także skrzydłowi zagrali niezłe zawody. Z tej przewagi zostały tylko 2 bramki, jednak to co najgorsze maiło dopiero przyjść...
    POLSKA: ARGENTYNA 24:23
    ...właśnie w tym meczu. Chodziło tylko o to, żeby poprawić grę w obronie, zagrać to samo co ze Słowacją w ataku, i pewnie zgarnąć 2 punkty. O ile to pierwsze zadanie zawodnicy wykonali prawie bezbłędnie, to z tym drugim było znacznie gorzej. Wartym wspomnienia jest tutaj wynik z 14 minuty spotkania, który brzmiał 5:0. W pierwszej połowie nasz bramkarz, Sławomir Szmal bronił z blisko 80% skuteczności, co jest wynikiem niesamowitym. Do przerwy wynik wyglądał 11:6. W ataku można jedynie wyróżnić Patryka Kuchczyńskiego. Zaliczka 5 bramek wydawała się być bezpieczna. Jednak wtedy coś pękło. Argentyńczycy w drugiej połowie strzelili 17 goli, my tylko 13. Bardzo nerwowa była końcówka, w której na nieco ponad minutę przed końcem prowadziliśmy 3 bramkami, mimo to tracąc dwie nie zdobywając żadnej. Na 11 sekund przed końcem trener przytomnie wziął czas, po którym Polacy utrzymali piłkę. Na uwagę zasługuje fatalna postawa sędziów, którzy zupełnie nie poradzili sobie z tym spotkaniem. Gwizdali mnóstwo fauli ofensywnych, za prawie każde przewinienie dawali kary w postaci 2 minut.
    Z innych wyników w naszej grupie na uwagę zasługują dwa wyniki: bardzo wysokie wygrane Szwecji ze Słowacją (38:22) oraz Korei Południowej z Chile (37:22).
    Podsumowując: jutro gramy z Chile, pojutrze z Koreą. W tych meczach trzeba zagrać tak jak ze Słowacją w ataku, oraz tak jak z Argentyną w obronie w pierwszej połowie, i nie powinno być żadnych problemów z pokonaniem tych drużyn. Bo są to zespoły dużo niżej notowane od Biało-Czerwonych. Żeby dodać Polakom otuchy, przykładem Bogdana Wenty puszczam motywujący utwór:

    http://www.youtube.com/watch?v=oau338ol9GI
  4. komi89
    Niech już ten październik mija... Byle szybko... Nie mogę się doczekać 5 listopada... A co ważnego stanie się tego dnia? W Wielkiej Brytanii wydana zostanie najnowsza odsłona mojej ukochanej gry: Football Managera. Grałem we wszystkie części tej gry. Kiedy kolega po raz pierwszy przyniósł mi wersję 2005, gra nie od razu mnie przekonała. Przyzwyczajony do FIFY, nie wiedziałem o co chodzi. Wybrałem Liverpool, i zacząłem grać. W necie poczytałem poradniki, i jakoś poszło. Pierwsze transfery, wygrane mecze, mistrzostwa... Wsiąkłem. Od tamtej pory z uwagą śledzę nowinki dotyczące FM-a.

    Jednak najbardziej wciągnęła mnie edycja 2009, pierwsza, w której zastosowano silnik graficzny 3D. To była rewolucja. Mecze nie wyglądały już jak gra w kapsle, tylko coraz bardziej przypominały spotkania piłkarskie. Co prawda "żetoniki" miały więcej klimatu w sobie, ale 3D to jednak 3D. W tej wersji, zaraz po zainstalowaniu gry, wybrałem Wisłę Kraków. Po rozegraniu 10 sezonów i ciągłej dominacji w Ekstraklasie, po zdobyciu 3 razy pucharu UEFA i raz LM (niezapomniany finał z Barca wygrany po rzutach karnych) poczułem chęć zmiany. I przyjąłem ofertę Ajaxu Amsterdam. Tym klubem rozegrałem... 30 pełnych sezonów. I wtedy wyszła edycja 2010. Od razu wybrałem Ajax, w celu kontynuacji sukcesów z tym klubem. Gram nim do dzisiaj. Jest rok 2051. Mistrzostw i pucharów już nawet nie liczę.
    Teraz już czekam na FM 2011. Nie mogę doczekać się nowych zawodników, nowej oprawy meczowej. Już obmyślam transfery, kogo kupić do mojego Ajaxu, aby znów rządzić w Holandii i Europie. Te 120 zł to będzie najlepsza inwestycja w tym roku:) Oby do Listopada.
  5. komi89
    Sport to zdrowie. Hasło stare jak sam sport. Prawda jednak nieco rozmija się z przesłaniem tego sloganu. Sport to ciągła rywalizacja, a rywalizacja wiąże się z walką o jak najlepszą pozycję/czas/wynik. Sportowcy walczą ze sobą na poważnie, co niesie ze sobą ryzyko odniesienia kontuzji. Ostatni wypadek Roberta Kubicy w rajdzie samochodowym to tylko ostatni przypadek. Historia pamięta dużo więcej innych, często bardziej tragicznych w skutkach, niosących nawet śmierć zawodnika.
    Ayrton Senna to jeden z najlepszych kierowców Formuły 1 w całej historii tego sportu. Trzy razy zdobył tytuł Mistrza Świata. Jego piękna kariera skończyła się tam, gdzie zdobywał sławę, czyli na torze. Podczas GP San Marino, brazylijski kierowca przy ogromnej prędkości uderzył w betonową ścianę. Tego uderzenia już nie przeżył. Zmarł w szpitalu, mimo akcji ratunkowej.
    Marian Bublewicz w 1992 roku został rajdowym wicemistrzem Europy. Był także wielokrotnym mistrzem Polski. Jego kariera zbliżała się ku końcowi, kiedy w 1993 roku, mając już 43 lata, postanowił wystartować w Zimowym Rajdzie Dolnośląskim. Podczas jednego z OS-ów kierowany przez Niego samochód wypadł z trasy i uderzył w drzewo. Był przytomny, jednak pomoc przyszła za późno. Marian Bublewicz zmarł w szpitalu. W tym samym roku co feralny wypadek został włączony do grona 30- stu najlepszych rajdowych kierowców.
    Marc-Vivien Foe to gracz reprezentacji Kamerunu, uczestnik mundialu w 1998 i 2002 roku. Podczas meczu półfinałowego Pucharu Konfederacji reprezentacji Kamerunu z Kolumbią, Marc-Vivien Foe niespodziewanie zasłabł. Niestety, pomimo natychmiastowej pomocy, lekarzom nie udało się go uratować i Foe zmarł wkrótce po przewiezieniu do szpitala. Mecz ten był rozgrywany na Stade Gerland w Lyonie ? klubowym stadionie drużyny Olympique Lyon, w której Foe grał przez 3 sezony. Śmierć piłkarza zszokowała cały piłkarski świat, był to pierwszy taki przypadek.
    Antonio Puerta karierę piłkarza miał przed sobą. Grał w Sevilli, dwukrotnie sięgnął z tym klubem po puchar UEFA. Grał na pozycji lewego obrońcy/ pomocnika. Wiadomo, że zawodników na tą pozycję poszukują największe kluby na świecie. Puerta ocierał się o reprezentację Hiszpanii. Nadszedł mecz z Getafe. W 31 minucie tego spotkania upadł na Ziemię. Dostał ataku serca. Lekarze walczyli o jego życie w szpitalu przez 3 dni. Niestety Antonio przegrał najważniejszy mecz w swoim życiu. Miał 23 lata, sukcesy przed nim.

    Miklos Feher wszedł na zmianę w meczu Benfica- Vitoria Guimaraes. Był jednym z bohaterów tego spotkania, gdyż asystował przy bramce dającej Benfice zwycięstwo. Tak cieszył się z tej asysty, że dostał żółtą kartkę za manifestację swej radości. Po pokazaniu przez sędziego żółtego kartonika, Feher pochylił się i upadł. Zmarł na boisku. Mecz transmitowała na żywo telewizja. Koledzy z boiska płakali. Węgier miał 24 lata. Był reprezentantem swojego kraju.
    Marcin Wasilewski był czołowym obrońcą belgijskiej Jupiler Ligi oraz reprezentacji Polski do dnia 30 sierpnia 2009. Wtedy jego Anderlecht grał ze Standardem Liege. W jednym ze starć Axel Witsel zaatakował Polaka wyprostowaną nogą, łamiąc ją jak zapałkę. Zdrowie i kariera Wasilewskiego stanęła pod znakiem zapytania Wasilewski na powrót do pełnej sprawności potrzebował 9 miesięcy. Witsel dostał 8 meczów dyskwalifikacji, karę skrócono do 4 meczy. Teraz "Bizon" powoli odzyskuje formę sprzed kontuzji.

    Eduardo da Silva przeżył podobne zdarzenie jak Marcin Wasilewski. W meczu z Birmingham City został zaatakowany przez Martina Taylora. Efekt: otwarte złamanie stawu skokowego i zerwanie w nim wszystkich więzadeł. Na powrót do piłki Brazylijczyk z chorwackim paszportem czekał 10 miesięcy. W międzyczasie uciekło mu EURO 2008. Nigdy już nie wrócił do formy sprzed kontuzji. Obecnie gra w Szachtarze Donieck.
    Thomas Morgenstern sezon 2003/04 rozpoczynał jako niezwykle uzdolniony junior. W inauguracyjnym konkursie w Kussamo zaraz po wybiciu z progu dostał silny podmuch wiatru. Dla niedoświadczonego zawodnika wyjście cało z takiej sytuacji było bardzo trudno. Upadł. Był to jeden z najgroźniej wyglądających upadków w historii skoków narciarskich. Dziś Thomas jest jednym z najlepszych skoczków na Świecie. Zdobył Mistrzostwo Olimpijskie, Mistrzostwo Świata, przewodzi w klasyfikacji Pucharu Świata.

    Karol Bielecki to jeden z najlepszych szczypiornistów świata. Jego piękna kariera mogła się zakończyć w ubiegłym roku, podczas towarzyskiego spotkania reprezentacji Polski z Chorwacją. Bielecki, chcąc zablokować rzut przeciwnika, za bardzo się do niego zbliżył, ręka Chorwata po rzucie trafił w oko Karola. Polak stracił oko. Długo spekulowano, czy może wrócić do gry. Tymczasem trzy miesiące po wypadku, w pierwszym meczu po feralnej kontuzji Bielecki zdobywa aż 11 bramek dla swojego zespołu. Gra w specjalnych okularach zabezpieczających.

    To tylko niektóre przypadki tragicznych wydarzeń na sportowych arenach. Do tego dochodzą "drobniejsze" kontuzje, takie jak zerwane mięśnie, złamane ręce, wybite zęby itp. Wszelkich siniaków czy stłuczeń nie sposób zliczyć. Podsumowując: sport to zdrowie. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ale jeśli mamy do czynienia ze sportem amatorskim. Miło jest spotkać się ze znajomymi i pokopać piłkę, pobiegać. W przypadku sportu zawodowego, gdzie w grę wchodzą ogromnie pieniądze, o zdrowiu nie ma mowy. Zawodnicy są wyeksploatowani do granic rozsądku. Często muszą znosić nieludzki ból, niektórzy przypłacają życiem wybór takiego zawodu. Nam, widzom, pozostaje tylko ściskać kciuki za zawodników, by skończyli każde zawody cali i zdrowi. Nawet gdy reprezentują zespół, który nie darzymy sympatią. Bo przecież zdrowie i życie nie ma swojej ceny.
  6. komi89
    Benny Benassi (właściwie Marco Benassi Geneser) (ur. 13 lipca 1967 w Mediolanie) - włoski DJ i producent muzyczny tworzący muzykę elektroniczną z gatunku electro house i electroclash. Na stałe zamieszkuje w Reggio Emilii (region Emilia-Romania we Włoszech). Jest pochodzenia włosko-duńskiego (duńskie pochodzenie wiąże się z rodziną Geneser, z której pochodzi). Jest jednym z najpopularniejszych DJ-ów świata. [za ciocią wikipedią ;P]

    Świat usłyszał o tym muzyku, kiedy skomponował utwór "Satisfaction". Teledysk do tego nagrania wzbudził dość dużo kontrowersji. Otóż występują w nim skąpo odziane kobiety wykonujące czynności typowo męskie, takie jak wiercenie czy heblowanie.
    Późniejsze utwory to w większości same hity na światowych parkietach. Bo który bywalec klubów nie zna takich utworów jak "Ilusion", "Who is your daddy", "Castaway" czy "Able to love".
    Benny wypracował swój niepowtarzalny i oryginalny styl, którego nie ma chyba żaden DJ na świecie. Charakterystyczną jego cecha jest dość głęboki bas i delikatny wokal, które wspaniale się ze sobą łączą.
    Włoski muzyk nagrał 5 albumów. Noszą one tytuły: Hypnotica, Pumphonia, ...Phobia, Rock 'n' Rave i najnowszy, Spaceship. Najbardziej godne polecenia są trzy pierwsze płytki, gdzie każde nagranie fan muzyki electro odbiera jak balsam dla swoich uszu.
    Mnie osobiście najbardziej podobają się nagrania noszące tytuły "Ilusion" i "Hit my heart". Dla mnie jest to wizytówka tego muzyka, znajduję tam najlepsze cechy Jego muzyki.
    Jako szanujący się DJ Bennasi Bros (bo pod takim pseudo można go również znaleźć) mixuje przeboje innych wykonawców, takich jak In-Grid, Moby, Tiesto czy David Guetta. Według mnie najlepszym remixem jest utwór "Everytime you leave".
    Na koniec kilka najlepszych kawałków, które skomponował lub "mieszał" Benny:






    Jeśli możecie, napiszcie jakie są wasze ulubione kawałki do Bennego.
  7. komi89
    Manchester United, Arsenal Londyn, Chelsea Londyn, FC Barcelona, Real Madryt. Te kluby łączy bardzo dużo. Są to najbardziej popularne kluby na świecie, prawdopodobnie prezentujące najlepszy futbol w przekroju 2-3 lat. Kluby te przewodzą w innej, mniej chlubnej klasyfikacji. Są to również najbardziej zadłużone kluby na świecie. Czyli wniosek jest prosty- najlepsze kluby piłkarskie żyją na kredyt! W tym wpisie chciałbym się zająć finansami klubów piłkarskich.
    Ciekawostką jest to, że wszystkie ww. kluby mają największe przychody. Nie wystarcza to jednak na utrzymanie drużyny. Ciągłe kredyty, pożyczki zaciągane tylko po to, aby spłacić poprzedni kredyt. I jakoś leci. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie. Odsetki zabierają coraz więcej klubowych pieniędzy. Tymczasem kluby zamiast zacisnąć pasa i zacząć oglądać przed wydaniem każde euro, szastają grubymi milionami na transfery i pensje dla zawodników. Real Madryt dwa lata temu wydał na nowych zawodników ok. 300 mln euro, ostatniego lata doszli piłkarze za ok. 100 mln. Dodajmy do tego opłatę dla menadżerów piłkarzy, utrzymanie zawodników (pensje, premie) i sztabu szkoleniowego, koszty za zgrupowania itp. Robi się z tego olbrzymia kwota. Albo najświeższy przykład- Chelsea Londyn. Nie dalej jak dwa tygodnie temu wydała ok. 90 mln. euro za dwóch piłkarzy. Mimo że zespoły toną w długach, znajdują ciężkie pieniądze na zakup nowych ludzi do drużyny. Manchester United to połączenie tych dwóch ww. klubów, jeśli chodzi o marnotrawienie pieniędzy. Weźmy przykład Barcelony. Przez ponad 100 lat istnienia klubu nigdy nie było reklamy jakiegokolwiek przedsiębiorstwa/ firmy na na granatowo-bordowej koszulce. Z tego tytułu Barca nigdy nie dostała nawet euro. Więcej, ostatnio zawodnicy Barcy nosili na piersi logo UNICEF-u, za co płacili oni na konto tej organizacji charytatywnej 2 mln dolarów rocznie. To wszystko zmieni się już od przyszłego sezonu. Prezydent Barcelony podpisał już umowę sponsorską, na mocy której Barcelona będzie otrzymywać w zamian za umieszczenie na koszulce logo Qatar Fundation, bagatela 30 mln euro na sezon. To najwyższy kontrakt sponsorski w dziejach. Pieniądze pozyskane z tego tytułu mają służyć zmniejszeniu dziury w budżecie. Dług Arsenalu to przede wszystkim pożyczka na budowę nowoczesnego stadionu, Emirates Stadium, zastępującego wysłużone Highbury.


    Od nowego sezonu logo UNICEF-u zastąpi reklama Qatar Fundation

    Wydatki klubów mamy z grubsza za sobą, teraz pora na analizę przychodów. Kluby te dysponują ogromnymi stadionami (może poza Chelsea), więc siłą rzeczy znaczną cześć budżetu zabezpieczają przychody z biletów, karnetów. Fachowo zwane przychodami z dnia meczu. Przy każdym stadionie funkcjonuje sklep kibica. Można tam nabyć różne akcesoria z kogo klubu, od szalików, czapeczek, koszulek do piłek, majtek czy innych, mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy. Ważnym punktem w klubowym budżecie są wpływy od sponsorów. Sponsor techniczny, zapewniający sprzęt dla całego zespołu dodatkowo płaci za taki przywilej. Sponsorzy płacą za postawienie bandy reklamowej przy boisku, za noszenie ich logo na koszulce. Dodatkowo zawierając umowę z rozpoznawalnym zawodnikiem (przykładowo Real z Ronaldo) klub zapewnia sobie procent od wizerunku zawodnika. Kolejnym wpływem są transfery zawodników. Nie jest to na taką skalę jak w Polsce, gdzie kluby planując budżet uwzględniają w nim transfery z klubu, ale zawsze jakieś pieniądze wpływają do klubowej kasy. Nie wolno zapomnieć o dochodach za zajęte miejsca w lidze, czy za udział w europejskich pucharach. Ostatnim ważnym punktem w budżecie klubowym są wpływy że sprzedaży praw do transmisji meczów. W przypadku największych klubów są to gigantyczne kwoty, liczone w dziesiątkach, a może nawet setkach milionów euro za sezon. Dodatkowo kluby liczą na jakiegoś bogatego szejka, który kupi klub tak jak to zrobił szejk Mansour z Manchester City. Wtedy kasa się nie liczy.
    Od przyszłego sezonu ma obowiązywać pewna zasada przy przeprowadzaniu transferów. Pomysłodawcą tego pomysłu jest prezydent UEFA Michel Platini. "Finansowe fair play", bo taką nazwę nosi ten pomysł, ma polegać na tym, że kluby nie będą mogły wydać więcej niż zarobią. Przykładowo, jeśli Real w poprzedzającym sezonie zarobi na "czysto" 30 mln euro, tylko tyle będzie mógł wydać na wzmocnienia. Ma to zapobiec wydawaniu ogromnych pieniędzy przez ludzi przejmujących klub, tak jak to ma miejsce w MC.


    Być może transfer Torresa będzie trudny do przebicia jeśli chodzi o wysokość transferową

    Pomysł wydaje się być dobry, bo przez to nastąpi większy nacisk na szkolenie młodzieży w klubach, a nie liczenie na armię zaciężną. Jako przykład mogłaby służyć zawodowa liga koszykówki w USA, czyli NBA. Tam nie ma transferów gotówkowych. Są wymiany zawodników. Cała sztuka polega na tym, żeby zarobki wszystkich zawodników klubu nie przekraczały pewnej granicy.
  8. komi89
    Pochodzę z małej miejscowości w województwie świętokrzyskim. Do Kielc mam 40 kilometrów z małym okładem. Wielka piłka omija moje miejsce zamieszkania szerokim łukiem. Można stwierdzić, że skoro do Kielc jest w sumie niedaleko, to można śmiało gościć na meczach Korony, nawet jeśli nie na wszystkich, to przynajmniej tych ciekawszych. Jednak mnie to nie bawi. Cieszę się jak dziecko, gdy przychodzi niedzielne, wiosenne lub jesienne popołudnie. Bo wtedy grają niższe ligi, wśród których jest zespół z mojej miejscowości.
    Niekiedy na meczach 4. ligi świętokrzyskiej dzieje się więcej niż na boiskach ekstraklasy. I klimat jest nieporównywalnie "przystępniejszy". W kadrze zespołu jest 20 zawodników, z większością z nich znam się osobiście, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby dojść do jednego czy drugiego i pogadać, zapytać jak się czuje przed meczem, jakie nastroje w szatni itp. Zawsze odpowie z przyjemnością. Natomiast nie wiem, czy gdybym doszedł do Niedzielana, to potraktowałby mnie tak samo.
    Inna sprawa to trybuny. Kibicowania praktycznie nie ma, tylko jakieś sporadyczne okrzyki, kim jest sędzia czy pochwalające przeciwników. Dzięki tej "aktywności" kibiców można bez najmniejszej trudności usłyszeć, jak zawodnicy komunikują się między sobą na boisku. Nawet na takim poziomie jest to niezbędne i zarazem interesujące. Bramkarz pokrzykuje na stopera, stoper na bocznych obrońców, ci z kolei na skrzydłowych. Jeden wielki krzyk, jak na targu. Okrzyki z trybun pomagają zawodnikom także wymiernie. Pamiętam kiedyś, jak zawodnik przyjezdnej drużyny sfaulował zawodnika i odbiegł. Sędzia pokazał mu żółtą kartkę. Wtedy stało się coś niespotykanego. Jeden z kibiców krzyknął do niego "Przeproś". On pokazał mu wyprostowany środkowy palec. Sędzia to zauważył, pokazał delikwentowi drugie żółtko i musiał iść do szatni.
    Jestem lokalnym patriotą. Nie wstydzę się przyznać, że pochodzę z wioski. Ktoś chyba poruszał ten temat tutaj, nie będę się nad tym dłużej rozwodził. Ale naprawdę wolę iść i obejrzeć 4-to ligową kopaninę, niż jechać na mecz do Kielc. Również jak mam do wyboru obejrzeć mecz w telewizji, wybieram mecz 4 ligi. Bo jednak obejrzeć mecz na żywo to jest frajda. I można zobaczyć kilku bardzo interesujących zawodników, którzy poradzili by sobie na wyższym szczeblu rozgrywkowym. Niech za przykład posłuży Jakub Kaspa, którego widziałem na żywo w barwach rezerw KSZO, a teraz przeszedł o Lecha. To jest również rada dla skautów drużyn ekstraklasy. W niższych ligach biega zatrzęsienie utalentowanych zawodników. Trzeba ich tylko wypatrzeć. Tymczasem do polskiej ligi sprowadzane są wagony obcokrajowców, poziomem przypominających rodzimych zawodników z regionalnych rozgrywek. Ale tak jest wygodniej, sprowadzić chłopa i niech gania, zamiast przejechać się dwa czy trzy razy i wyłowić lepszych. Będzie to z pożytkiem dla wszystkich.
  9. komi89
    Dawno, dawno temu był sobie blog. Niespecjalnie popularny, traktujący głównie o sprawach sportowych. W poprzedniej rundzie Ekstraklasy prowadzony był na nim typer, w którym brało udział 8 osób, w porywach do 10. Był to blog jakich wiele. Jednak było w nim coś wyjątkowego. To był mój blog. W zasadzie jest nadal, jednak bardzo zaniedbałem jego prowadzenie. Nawet nie wiem dlaczego, być może z powodu braku czasu (szkoła, praca, szkoła), być może z braku weny do pisania (wiem, że moje teksty pozostawiały wiele do życzenia, ale zawsze były). Dziś naszła mnie dziwna ochota, żeby popełnić jakiś wpis. Jako że brakuje mi pomysłów, piszę byle co.
    Jednak jest jedna sprawa, która nie daje mi spokoju. Otóż, jako kibic piłkarski i patriota nigdy nie przechodziłem obojętnie obok polskiej piłki, głównie reprezentacji. I tak, delikatnie mówiąc, denerwuje mnie, od niedawna poseł, pan Jan "krytykuje wszystko i wszystkich" Tomaszewski. Ja rozumiem, że wszyscy mogą mieć swoje zdanie, ale to co wygaduje publicznie Tomek przechodzi ludzkie pojęcie. Najpierw sprawa "farbowanych lisów". Nazywanie kogokolwiek śmieciem jest niemiłe i postrzegane jako obraza. Tymczasem Tomaszewski mówi tak o, było nie było, reprezentancie Polski, Damienie Perquisie. Pozwolę sobie napisać kilka zdań o tym procederze. Otóż, jestem jak najbardziej za naturalizacją zawodników. Ci ludzie chcą tracić zdrowie i, być może przede wszystkim, nerwy, by bronić biało-czerwonych barw. Druga sprawa to obrażanie trenera Franciszka Smudy. Tomaszewski kiedyś stwierdził, że ma alergię na trenera i zrobi wszystko, żeby go zdymisjonować z piastowanej funkcji. W tym celu podał Smudę do sądu. Że niby nie ma matury (co jest prawdą) i w związku z tym nie może mieć licencji trenera. Tylko nie pomyślał, że jak Smuda wykonywał swój zawód z sukcesami, owa licencja nie była jeszcze przez nikogo wymyślona. Więc, panie Janku, nie tędy droga. Tym sposobem nic pan nie wskóra, tylko się pan błaźni. A ja na miejscu Franza to bym pana podał do sądu za wielokrotne publiczne zniesławienie.
    Na koniec, ku pokrzepieniu serc, melodia ostatnich tygodni (przynajmniej dla mnie):

    i jeszcze jedna, której tekst mnie powala:
    http://www.youtube.com/watch?v=TaSvev7NTZs
  10. komi89
    Manuel Arboleda- obrońca Lecha Poznań, jeden z dwóch głównych architektów mistrzostwa Polski AD 2009, awansu do Ligi Europy (decydująca bramka z Dniprem). Bez jego udziału nie było by tak dużo punktów w grypie A LE. Obrońca szybki, silny, błyskotliwy.

    Dziś Manu przedłużył kontrakt z Kolejorzem o 3 lata. Wykonał warunek konieczny do gry z orzełkiem na piersi. Teraz piłka po stronie prezydenta Komorowskiego. Niech nada mu obywatelstwo, a wtedy jego polski tata, Franz Smuda będzie mógł budować środek defensywy w oparciu o Arboledziaka.
    Teraz kilka słów do przeciwników. Po pierwsze, naprawdę brakuje nam zawodników do środka obrony. Głowacki wiecznie kontuzjowany, Sadlok boi sie latać, Wojtkowiak to prawy defensor, a Glik i Jodłowiec to zupełnie inna para kaloszy. Po drugie, Maniek mieszka już kilka lat w Polsce, mówi dość dobrze po polsku więc odpada problem z komunikacją. Po trzecie, jest lojalny. Powiedział, że najpierw musi wysłuchać Lecha, a potem ewentualnie innych klubów. Słowa dotrzymał, choć kilka razy flirtowali ze sobą. I po czwarte, Engel miał swojego Czarneckiego, Beenhakker swojego Głerejrowskiego, więc niech Smuda ma swojego Arboledziaka.
  11. komi89
    Franciszek Smuda obrońcą był. Na boisku. Słynął (podobno) z ostrej gry. Tak jak on to mówi, "siła razy gwałt". I jako dawny obrońca nie może zorganizować 5 ludzi (bramkarz + 4 obrońców) którzy będą bronić bramki biało-czerwonych w sposób bardziej przyzwoity niż w ostatnich 4 meczach. Przeanalizujmy ostatnie powołania.
    Bramkarze: Artur Boruc, Przemysław Tytoń, Grzegorz Sandomierski. Boruc bardzo dobrze, Tytoń solidnie, Sandomierski pojechał po naukę. Jak dla mnie odpowiedni zestaw łapaczy. Może zamiast Tytonia lepszy będzie Fabiański, ale jak zacznie grać w Arsenalu na swoim starym, dobrym poziomie. Boruc jest najlepszym polskim bramkarzem co najmniej od 5 lat, i dalej trzyma poziom, mimo że jest tylko rezerwowym przy świetnym Freyu. Trzeci bramkarz powinien się uczyć, i Sandomierski skrzętnie z tego korzysta.
    Obrona: Łukasz Piszczek, Kamil Glik, Michał Żewłakow, Dariusz Pietrasiak, Łukasz Mierzejewski, Hubert Wołąkiewicz, Artur Jędrzejczyk. Po kolei. Piszczek bardzo dobry. Wydaje mi się, że już na stałe przekonał Jurgena Kloppa do siebie i będzie grał pierwszy plac w Borussi. Podstawowy prawy obrońca w kadrze. Glik... Według mnie szkoda słów. Cienki jak kawa z mlekiem. Obydwie bramki stracone z Ekwadorem obciążają jego konto, a w kilku innych sytuacjach też się nie popisał. Zawodnik do odstrzału. Pietrasiak też nie za bogato. Spodziewałem się czegoś więcej po swoim krajanie. Też nie zachwycił. Żewłakow na swoim poziomie. czyli poprawnie, choć widać, że już nie te lata i nie ta szybkość. W kadrze musi zostać, by inni mogli się od kogo uczyć. Mierzejewski zagrał tak sobie, ale wobec posuchy na lewej stronie obrony (choć sam Łukasz gra w klubie na prawej stronie defensywy) może zostać. Wołąkiewicz w Lechii gra na lewej stronie, a Smuda ustawił do w centrum... pomocy, jako defensywnego pomocnika. Mógł zrobić tak: z USA na lewej Mierzejewski, a z Ekwadorem Wołąkiewicz. Bo nie po to chłopak leciał na drugi koniec świata, żeby sobie pobiegać nie na swojej pozycji. Na lewą stronę tak (bo tak naprawdę to nie ma zbytniej konkurencji), do środka nie. Jędrzejczyk nawet nie powąchał murawy. Wyjazd trochę bez sensu, choć był zmiennikiem Piszczka.
    OK, te powołania można jeszcze jakoś zrozumieć, Kontuzje skutecznie przewietrzyły nam defensywę. Wojtkowiak, Boenisch to w tej chwili podstawowi gracze tej formacji. Dodatkowo, Głowacki i Jodłowiec też kontuzjowani. Sadlok boi się latać (prawie jak Bergkamp ), Dudka za późno dostał powołanie.
    Obrońców więc jest sporo, ale czy oni wszyscy nadają się do reprezentacji? Żewłakow, Piszczek, Wojtkowiak, Boenisch, Dudka na pewno są pożyteczni. Głowacki i Jodłowiec dość długo są kontuzjowani i obu zbyt często się te kontuzje przytrafiają, Pietrasiak został powołany raczej awaryjnie (tak jak Żewłakow 11 lat temu), podobnie jak Wołąkiewicz (choć on jako lewy obrońca mógłby zostać) i Jędrzejczyk. Glik- out, tak samo Sadlok jak się nie przyzwyczai do latania. Mierzejewskiego można jeszcze spróbować.
    Więc co? Może naturalizacje? Arboleda, Perquis, Hernani, Kolodziejczak to zawodnicy mający z Polską coś wspólnego. Dodatkowo, trzech pierwszych jest bardzo zainteresowanych grą w naszych barwach. Więc może to jest złoty środek, klucz do sukcesu? Kto wie.
    Franek Smuda musi się naprawdę nagimnastykować, aby porządnie zorganizować obronę Polski na EURO 2012. Jest to zadanie naprawdę karkołomne, ale nie niewykonalne. Bo jak to mówią dla chcącego nie ma nic trudnego. I lepiej żeby udało się stworzyć monolit, bo wtedy o sukces na EURO (wyjście z grupy) będzie naprawdę łatwiej, Czego życzę Frankowi, i wszystkim kibicom reprezentacji, w tym także sobie. Tylko dajmy mu czas. Rozliczajmy Smudę po imprezie docelowej. Ale to jest już temat na dłuższy wywód.
  12. komi89
    Za nami pierwsza faza grupowa na mistrzostwach świata w piłce ręcznej. Po dwóch pierwszych meczach wygranych dość szczęśliwie przez Polaków, rozegraliśmy jeszcze trzy spotkania. Wyniki, krótkie opisy i ocena poszczególnych meczy biało-czerwonych poniżej.

    POLSKA- CHILE 38:29 (15:13) Mecz z outsaiderem grupy D. Jednak do tego spotkania Polacy podchodzili z pewną obawą po wymęczonym zwycięstwie z nie najsilniejszą przecież Argentyną. Początek meczu zdecydowanie należał do Polaków. Dobrze grał Mariusz Jurasik. Był okres, kiedy prowadziliśmy pięcioma bramkami. Jednak wtedy przeciwnicy rzucili 3 bramki z rzędu i na przerwę schodziliśmy tylko z dwubramkowym prowadzeniem. Nie najlepiej spisującego się w bramce Sławomira Szmala zastąpił Piotr Wyszomirski, na rozegraniu pojawił się Grzegorz Tkaczyk. I to właśnie tych dwóch zawodników uważam za ojców zwycięstwa. Wynik końcowy mówi sam za siebie. Drugą połowę wygraliśmy 23:10. I niech te cyfry służą za komentarz do tego spotkania.
    POLSKA- KOREA POŁUDNIOWA 25:20 (10:11) Korea to zespół przez fachowców uznawany za trzecią siłę w grupie D. Azjaci grają bardzo nieprzyjemną obronę 1-2-3, czasem przechodzącą w 3-3. Polacy nie najlepiej radzą sobie z drużynami broniącymi w ten sposób. I niestety taki scenariusz miał miejsce w pierwszej połowie tego spotkania. Całkowicie wyłączony z gry został Marcin Lijewski, Karol Bielecki bramki zdobywał tylko po rzutach wolnych, kiedy to przeciwnicy musieli się odsunąć na regulaminowe 3 metry. I właśnie wolne Karola były przez pewien czas jedynym sposobem na koreańczyków. Na przerwę schodziliśmy przegrywając jednym golem. Trzeba pochwalić dobrą grę defensywną Polaków. Trener Wenta z pewnością nie tryskał humorem, padło kilka wskazówek co do rozwiązań akcji w ataku. Na boisku znów pojawił się Tkaczyk. I ponownie odmienił oblicze zespołu. Dodatkowo w bramce czarował Szmal. Wygraliśmy mecz pięcioma bramkami, azjaci w drugiej części meczu zdobyli zaledwie 9 bramek. Zwycięstwo ważne, jednak gra w ataku pozostawiała naprawdę wiele do życzenia, a do meczu z gospodarzami zostały tylko 2 dni. Trener Wenta miał nad czym popracować.
    POLSKA- SZWECJA 21:24 (12:14) Szwedzi do tego meczu przystępowali z nożem na gardle. Po sensacyjnej porażce z Argentyną musieli wygrać z Polską, żeby do drugiej fazy turnieju przystępować z jakąkolwiek zdobyczą punktową. Poza tym, był to mecz o 1. miejsce w grupie D. Dodatkowym smaczkiem spotkania była konfrontacja drugiego trenera Szwedów, Oli Lindgrena, byłego trenera Rhein Neckar Lowen z trzema Polakami występującymi w tym zespole. Pierwsza połowa to znakomita gra Marcina Lijewskiego, oraz obu bramkarzy, Joahima Sjostranda oraz Sławomira Szmala. Do przerwy dwie bramki do tylu. Po przerwie dobrą grę kontynuowali tylko bramkarze, stąd ten niski wynik. Polacy przegrali na własne życzenie, bo grając w przewadze pięć akcji nie może być pięciu strat!
    Teraz przyjdzie mam się zmierzyć z Danią, Serbią oraz Chorwacją.
    Dania do drugiej fazy grupowej przystępuje z kompletem 4 punktów. Teoretycznie jest to rywal, który chyba najbardziej "leży" Polakom. Wystarczy przypomnieć ostatnie mistrzostwa świata i mecz o 3. miejsce właśnie z duńczykami, wygramy przez Polaków. Jednak teraz bedzie bardzo trudno, bo rywale są na fali i grają "z rozpędu". Największą gwiazdą jest rozgrywający Mikkel Hansen, były gracz Barcelony, obecnie grający w rodzimej lidze.
    Serbia do gry przystępuje z jednym punktem za remis z Chorwacją. Tak jak każdy zespół z Bałkanów jest bardzo niewygodny dla każdego rywala. Największym zagrożeniem bedzie rozgrywający Marko Vujin, gracz węgierskiego Veszpremu, który już podpisał kontrakt z najlepszym klubem świata, THW Kiel. Nie możemy też zapomnieć o Rastko Stojkoviciu, na co dzień grającym w Vive Kielce.
    Chorwacja, podobnie jak Serbia ma tylko jeden punkt. Jednak jest to zespół naszpikowany gwiazdami, jak choćby Ivano Balić, kiedyś najlepszy szczypiornista świata czy Igor Vori, znakomity obrotowy. Ostatnio na dużych imprezach regularnie przegrywamy z Chorwatami, także i tutaj nie bedzie łatwo. Bedzie to szczególny mecz dla Karola Bieleckiego, bo przecież to w czerwcowym sparingu właśnie z Chorwatami stracił oko.
    Każdy mecz w drugiej fazie bedzie bardzo trudny. Jednak trzeba wierzyć w biało- czerwonych. Przecież przyjechali tutaj po medal. A żeby osiągnąć ten cel, trzeba pokonać przynajmniej dwie z trzech ww. drużyn. Dlatego ściskajmy kciuki za Polaków. Na koniec, utwór pomagający w gorącym dopingowaniu:

  13. komi89
    Tak się czasami zdarza, że ktoś posiada dwa oblicza. Z reguły jest tak, że jedno jest dobre, a drugie złe. Tak samo jest z naszym piłkarskim mistrzem Polski, Lechem Poznań.
    Zacznę od tego drugiego, złego. Otóż w Ekstraklasie, Lech znajduje się niebezpiecznie blisko strefy spadkowej, gra fatalnie. Wystarczy tu tylko wspomnieć, że w trzech październikowych spotkaniach nie zdobył nawet bramki, o punktach już nie wspominając. Gra(ł) słabo, bez zaangażowania. Za to wszystko głową przypłacił Jacek Zieliński.
    Drugie oblicze, jakie prezentuje nam Kolejorz, to które znamy z meczów Ligi Europy, jest jak najbardziej pozytywne. Lech walczy, gra ambitnie. Być może na tle Juventusu czy MC brakuje mu atutów czysto piłkarskich, ale nadrabia wszystko ambicją i wolą walki. I są tego efekty: 3-3 z Juve, 3-1 z MC.
    Być może już niedługo będziemy podziwiać tylko to dobre oblicze Lecha. Nowy, nie twierdzę że lepszy trener, na pewno tchnie ducha w grę Kolejorza. Byc może tylko na 2-3 mecze, ale oby nie.
    Pozostaje tylko liczyć na to, żeby Lech w Ekstraklasie grał tak samo dobrze jak w Lidze Europy. Bo Polski nie stać na to, żeby poznaniaków zabrakło w przyszłorocznej edycji eurpoejskich pucharów. Co prawda jest jeszcze droga przez krajowy puchar, ale tam jeden mecz i może być po pucharach.
  14. komi89
    Ten tydzień przyniósł nam dwa duże transfery z polskiej ligi, oraz jeden wielkiej gwiazdy sprzed kilku lat. Byliśmy świadkami dalszej fali wyjazdów na południe Europy czołowych zawodników polskiej ligi, także kilku ciekawych transferów wewnątrz ligi.
    Kamil Grosicki Jagiellonia Białystok- Sivasspor 900 tys euro. Przypadki Kamila są bardzo skomplikowane. Kiedy był jeszcze nastolatkiem, błysnął swoją grą w pogoni szczecin. Miał świat u stóp. Od razu zainteresowanie jego usługami wyraziły dwa najmocniejsze kluby w Polsce- Wisła Kraków i Legia Warszawa. Wybrał tą drugą ofertę. Wiadomo, duże miasto, stolica. Grosicki bardziej rozwijał swoje życie towarzyskie niż karierę piłkarską. Kluby nocne, kasyna, kasa uderzyła mu do głowy, przestał sobie radzić. Wtedy działacze stołecznego klubu zdecydowały się na wypożyczenie zawodnika do szwajcarskiego Sionu. Tam grał tak sobie, aż pewnego dnia prezes podsunął mu pismo do podpisu. Twierdził że to przedłużenie kontraktu czy coś takiego. Polak, nie znając języka oczywiście podpisał dokument, w rzeczywistości zrzekając się zarobków. Rad nierad wrócił do Polski. I wtedy zainteresował się nim prezes Jagiellonii, pan Cezary Kulesza. Na pół roku wypożyczył grosika, później wykupił jego kartę za 0.5 mln zł. Traktował go jak syna, chroniąc przed urokami młodości. Poza tym miał mentora także na boisku. Tomasz frankowski pozwolił mu rozwinąć się piłkarsko. Białystok to nie warszawa, 2 kasyna na krzyż więc Kamil nie poszalał. Teraz odchodzi do Turcji. Jaga zrobiła świetny interes, Grosicki może mniej, bo odchodzi z drużyny lidera polskiej ekstraklasy do 15 zespołu tureckiej 1 ligi. Jak sobie poradzi bez opieki, bez znajomości języka? Już raz wracał z podkulonym ogonkiem, oby teraz mu się udało, bo Grosicki to przyszłość polskiej piłki.


    Kamil Grosicki- jeden z najbardziej efektownych piłkarzy ekstraklasy Marcin Robak Widzew Łódź- Konyaspor 1 mln euro. Chyba najbardziej nielubiany zawodnik wśród kibiców Korony Kielce. Kiedy po karnej degradacji kieleckiego klubu do 1 ligi większość zawodników zdecydowała się odejść, on także zadeklarował taką chęć. Tylko zastrzegł, że odejdzie tylko do klubu grającego w ekstraklasie. Jednak odszedł do Widzewa Łódź, grającego w tej samej klasie rozgrywkowej co Korona. W 1 lidze Robak był jednym z najlepszych zawodników, co rok walcząc o koronę króla strzelców, co udało mu się osiągnąć w ubiegłym sezonie. W minionej rundzie stworzył super duet z litwinem Darvydasem Sernasem. Robak łączony był przede wszystkim z Lechem Poznań, jednak odszedł do Turcji i został kolega klubowym Mariusza Pawełka. Tam z pewnością sobie poradzi, bo to dobry napastnik, którego stać na strzelenie 15 bramek w sezonie, pod warunkiem że ominą go kontuzje.

    Marcin Robak opuszcza Łódź


    Rafał Gikiewicz Jagiellonia Białystok - Śląsk Wrocław Dwa lata temu był podstawowym bramkarzem Jagielloni. Bronił dobrze, choć nie ustrzegał się błędów. Jednak wtedy wystrzelił talent Grzegorza Sandomierskiego. Dla Rafała przewidziana była rola dublera. Nie był zachwycony ze swojej pozycji w klubie, o czym głośno zaczął mówić już na początku obecnego sezonu. Michał Probierz nie chcąc, aby niezadowolony piłkarz psuł mu atmosferę w szatni, wypożyczył Gikiewicza do OKS Olsztyn. Szybko zainteresował swoją osobą Śląsk Wrocław, do którego właśnie trafił. Tym samym dołączył do swojego brata bliźniaka, łukasza. Chyba obecność bratniej duszy zadecydowała o transferze, bo we Wrocławiu czeka go prawdopodobnie taka sama rola jak w Jagielloni, czyli pozycja zmiennika Mariana Kelemena.


    Bliźniacy w jednym klubie
    Ronaldinho Ac Milan- Flamengo Rio de Janeiro 3 mln euro. Kolejny przykład rozmieniania wspaniałej kariery na drobne. Kiedy zaczął grać w Barcelonie, był uznawany za półboga, gracza z innej planety. Imponował techniką, szybkością, kreatywnością a przede wszystkim wspaniałymi dryblingami. Porównania do diego maradony nie były bezzasadne. To w latach 2004-2005 bezapelacyjnie najlepszy piłkarz globu. Początek jego końca nastąpił podczas mundialu w Niemczech. Był zagubiony, nic mu nie wychodziło. W 2008 roku przeszedł do Milanu. Tam też nie błyszczał tak, jak do tego przyzwyczaił. Zamiast błyszczeć na boisku, on wolał balować. Teraz odchodzi do ojczyzny, gdzie pomału będzie schodził z piłkarskiej sceny.

    Ronaldinho - kiedyś czarodziej, dziś najwyżej iluzjonista
    Neto Atletico Paranense - Fiorentina 3 mln euro. Po kontuzji Sebastiana Freya i problemach ze zdrowiem Artura Boruca trener Violi, Sinisa Mihajlovic miał do dyspozycji tylko Vlade Avramova. Ten nie zachwycał, więc ściągnięto świeżo upieczonego reprezentanta Brazylii, Neto. Zapewne nie wskoczy on od razu do pierwszej 11, bo broni Boruc. Ale co ten transfer oznacza dla Artura? Dla mnie sygnał jest jasny. Polak powinien jak najszybciej stamtąd odejść. Frey jest gwiazdą zespołu i jak tylko dojdzie do siebie to od razu wskoczy między słupki, a Neto to melodia przyszłości, zastępca Freya.


    Arturowi Borucowi przybył konkurent do gry w bramce
    Marek Zieńczuk Lechia Gdańsk- Ruch Chorzów Zieniu dobrym piłkarzem był. I tego mu nikt nie zabierze. Kiedy grał w Wiśle Kraków, był czołowym polskim lewoskrzydlowym. Doskonale pamiętam sezon 2007-2008, kiedy to marek był klasą samą dla siebie. Co nie dotknął zamieniał z złoto. Później przyszedł transfer do Skody Xanthi, tam przyplątała się paskudna kontuzja. Po wyleczeniu Marek stracił miejsce w składzie skody i zdecydował się na powrót do korzeni, czyli do Lechii Gdańsk. Tam również nie pograł. Po pół roku odchodzi do Ruchu Chorzów. Na tym ruchu może wiele zyskać, ale także stracić opinię solidnego ligowca


    Swego czasu najlepsza lewa noga w ekstraklasie- Marek Zieńczuk
    Bartłomiej Grzelak Sybir Nowosybirsk- Jagiellonia Białystok wolny transfer. Grzelak to jeden z najbardziej "szklanych" piłkarzy jakich znam. Jego występy, zwłaszcza w Legii wyglądały mniej więcej tak: 1 mecz (zazwyczaj niezły lub dobry), w którym łapał kontuzję, która powodowała minimum 3 mecze przerwy. A kiedy przychodził do Warszawy zapowiadał się naprawdę nieźle. Dodatkowo w debiucie w reprezentacji strzelił 2 gole, co nie zdarza się często. Jego gra w klubie z Syberii wyglądała podobnie. Błysnął tylko na końcu rozgrywek, strzelając 3 bramki. Teraz przychodzi do Białegostoku. Zamiar jest taki, żeby zastąpić Kamila Grosickiego. To nie może się udać, bo Grzelak to zupełnie inny zawodnik, bardziej w stylu Tomasza Frankowskiego (choć nie wiem czy wypada porównywać tych dwóch piłkarzy).

    Czy Grzelak dogada się z Frankowskim?
    Maciej Sadlok Ruch Chorzów - Polonia Warszawa 2.7 mln zł. Obrońca reprezentacji Polski, słynący z lęku przed lataniem. Prezes Wojciechowski pieniądze na tego zawodnika wyłożył już latem, ale momentalnie wypożyczył Sadloka do... Ruchu Chorzów. I to kilka godzin po tym jak wykupił go właśnie z tego klubu. Cóż, dziwne praktyki, przynajmniej zarobiły okręgowe związki. Jednak coś mi nie pasuje w tym transferze, tak pół żartem, pół serio. Wojciechowski marzy o mistrzostwie, a co za tym idzie o europejskich pucharach. To w takim razie po co mu taki zawodnik, który przed wylotem np. do Azerbejdżanu, powie, że on nie leci, bo się boi. Nie powiem, Maciej to niezły zawodnik, sportowo na pewno zyska i sobie poradzi, ale co zrobi z tą drażliwą kwestią...

    Odejście Sadloka do Polonii chyba pogrąży Ruch
×
×
  • Utwórz nowe...