Skocz do zawartości

komi89

Forumowicze
  • Zawartość

    759
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez komi89

  1. Manchester United, Arsenal Londyn, Chelsea Londyn, FC Barcelona, Real Madryt. Te kluby łączy bardzo dużo. Są to najbardziej popularne kluby na świecie, prawdopodobnie prezentujące najlepszy futbol w przekroju 2-3 lat. Kluby te przewodzą w innej, mniej chlubnej klasyfikacji. Są to również najbardziej zadłużone kluby na świecie. Czyli wniosek jest prosty- najlepsze kluby piłkarskie żyją na kredyt! W tym wpisie chciałbym się zająć finansami klubów piłkarskich. Ciekawostką jest to, że wszystkie ww. kluby mają największe przychody. Nie wystarcza to jednak na utrzymanie drużyny. Ciągłe kredyty, pożyczki zaciągane tylko po to, aby spłacić poprzedni kredyt. I jakoś leci. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie. Odsetki zabierają coraz więcej klubowych pieniędzy. Tymczasem kluby zamiast zacisnąć pasa i zacząć oglądać przed wydaniem każde euro, szastają grubymi milionami na transfery i pensje dla zawodników. Real Madryt dwa lata temu wydał na nowych zawodników ok. 300 mln euro, ostatniego lata doszli piłkarze za ok. 100 mln. Dodajmy do tego opłatę dla menadżerów piłkarzy, utrzymanie zawodników (pensje, premie) i sztabu szkoleniowego, koszty za zgrupowania itp. Robi się z tego olbrzymia kwota. Albo najświeższy przykład- Chelsea Londyn. Nie dalej jak dwa tygodnie temu wydała ok. 90 mln. euro za dwóch piłkarzy. Mimo że zespoły toną w długach, znajdują ciężkie pieniądze na zakup nowych ludzi do drużyny. Manchester United to połączenie tych dwóch ww. klubów, jeśli chodzi o marnotrawienie pieniędzy. Weźmy przykład Barcelony. Przez ponad 100 lat istnienia klubu nigdy nie było reklamy jakiegokolwiek przedsiębiorstwa/ firmy na na granatowo-bordowej koszulce. Z tego tytułu Barca nigdy nie dostała nawet euro. Więcej, ostatnio zawodnicy Barcy nosili na piersi logo UNICEF-u, za co płacili oni na konto tej organizacji charytatywnej 2 mln dolarów rocznie. To wszystko zmieni się już od przyszłego sezonu. Prezydent Barcelony podpisał już umowę sponsorską, na mocy której Barcelona będzie otrzymywać w zamian za umieszczenie na koszulce logo Qatar Fundation, bagatela 30 mln euro na sezon. To najwyższy kontrakt sponsorski w dziejach. Pieniądze pozyskane z tego tytułu mają służyć zmniejszeniu dziury w budżecie. Dług Arsenalu to przede wszystkim pożyczka na budowę nowoczesnego stadionu, Emirates Stadium, zastępującego wysłużone Highbury. Od nowego sezonu logo UNICEF-u zastąpi reklama Qatar Fundation Wydatki klubów mamy z grubsza za sobą, teraz pora na analizę przychodów. Kluby te dysponują ogromnymi stadionami (może poza Chelsea), więc siłą rzeczy znaczną cześć budżetu zabezpieczają przychody z biletów, karnetów. Fachowo zwane przychodami z dnia meczu. Przy każdym stadionie funkcjonuje sklep kibica. Można tam nabyć różne akcesoria z kogo klubu, od szalików, czapeczek, koszulek do piłek, majtek czy innych, mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy. Ważnym punktem w klubowym budżecie są wpływy od sponsorów. Sponsor techniczny, zapewniający sprzęt dla całego zespołu dodatkowo płaci za taki przywilej. Sponsorzy płacą za postawienie bandy reklamowej przy boisku, za noszenie ich logo na koszulce. Dodatkowo zawierając umowę z rozpoznawalnym zawodnikiem (przykładowo Real z Ronaldo) klub zapewnia sobie procent od wizerunku zawodnika. Kolejnym wpływem są transfery zawodników. Nie jest to na taką skalę jak w Polsce, gdzie kluby planując budżet uwzględniają w nim transfery z klubu, ale zawsze jakieś pieniądze wpływają do klubowej kasy. Nie wolno zapomnieć o dochodach za zajęte miejsca w lidze, czy za udział w europejskich pucharach. Ostatnim ważnym punktem w budżecie klubowym są wpływy że sprzedaży praw do transmisji meczów. W przypadku największych klubów są to gigantyczne kwoty, liczone w dziesiątkach, a może nawet setkach milionów euro za sezon. Dodatkowo kluby liczą na jakiegoś bogatego szejka, który kupi klub tak jak to zrobił szejk Mansour z Manchester City. Wtedy kasa się nie liczy. Od przyszłego sezonu ma obowiązywać pewna zasada przy przeprowadzaniu transferów. Pomysłodawcą tego pomysłu jest prezydent UEFA Michel Platini. "Finansowe fair play", bo taką nazwę nosi ten pomysł, ma polegać na tym, że kluby nie będą mogły wydać więcej niż zarobią. Przykładowo, jeśli Real w poprzedzającym sezonie zarobi na "czysto" 30 mln euro, tylko tyle będzie mógł wydać na wzmocnienia. Ma to zapobiec wydawaniu ogromnych pieniędzy przez ludzi przejmujących klub, tak jak to ma miejsce w MC. Być może transfer Torresa będzie trudny do przebicia jeśli chodzi o wysokość transferową Pomysł wydaje się być dobry, bo przez to nastąpi większy nacisk na szkolenie młodzieży w klubach, a nie liczenie na armię zaciężną. Jako przykład mogłaby służyć zawodowa liga koszykówki w USA, czyli NBA. Tam nie ma transferów gotówkowych. Są wymiany zawodników. Cała sztuka polega na tym, żeby zarobki wszystkich zawodników klubu nie przekraczały pewnej granicy.
  2. W takim razie i ja zabawię się w typowanie: Milan- Tottenham Faworytem wydaje się być Milan, mimo że zagra bez Pirlo. Ale trzeba pamiętać, że Tottenham nie przegrał dwumeczu z Interem, więc może być ciekawie Valencia- Schalke Schalke w tym sezonie dużo lepiej w LM niż w Bundeslidze, chociaż ostatnio w lidze idzie im coraz lepiej. W Hiszpanii remis, w Niemczech wygrana Schalke i awans Koenigsblauen Arsenal- Barcelona W tym meczu dużo będzie zależeć od Wojtka Szczęsnego. Wiadomo, że Barca dominuje nad każdym rywalem i postawa bramkarza Kanonierów będzie kluczowa dla osiągnięcia korzystnego rezultatu. Coś mi mówi, że Szczęsny sobie poradzi, przynajmniej u siebie. Roma- Szachtar Stawiam na niespodziankę, jaką będzie porażka Rzymian. W lidze cienko, jakoś ich gra nie przypada do gustu. Z drugiej strony Szachtar tylko mecze towarzyskie... Zobaczymy jak to będzie
  3. Ja dam na "Czterech pancernych i psa". Janka nazywali striełok...
  4. hehe, takie nudy to w to mi graj u mnie też na Politechnice Świętokrzyskiej luuuzik
  5. Dzięki przychylności niebios, udało mi się bez większego wysiłku zaliczyć kolejną, już piątą, sesję egzaminacyjną na wyższej uczelni. W tym semestrze miałem tylko trzy egzaminy: z budowy pojazdów (najtrudniejszy egzamin podczas mojej kadencji na uczelni), z bezpieczeństwa transportu samochodowego oraz z prawa transportowego. Wszystkie egzaminy "pykły" w pierwszych terminach. Nie należę do ludzi, którzy lubią się chwalić swoimi osiągnięciami, ale tym razem zrobiłem wyjątek, bo jestem z siebie bardzo dumny. Ogólnie to był mój najlepszy semestr w 2,5 letniej "karierze studenta". W szósty semestr wchodzę ze średnią 3,95, wielka szkoda, bo gdyby 0,05 to byłoby stypendium naukowe, zawsze to 200 zł do przodu:) Ogólnie śmiać mi się chcę z narzekań ludzi na sesję. Wystarczy chodzić na wykłady (z czym niekiedy jest olbrzymi problem), na 2-3 dni przed egzaminem wypożyczyć książkę w odpowiednim temacie i zapoznać się z jej treścią. Dodatkowo przejrzeć notatki z wykładu/ćwiczeń, niekoniecznie swoje, bo wiadomo, że na wykładzie zawsze znajdzie się coś ciekawego do roboty:) To mój przepis na zdany egzamin. Teraz mogę się cieszyć feriami. Jeszcze calutki tydzień został. A dla tych, którzy jeszcze czegoś nie zaliczyli i będą barażować, połamania piór i powodzenia!!
  6. to jest śmiech co ci sędziowie robią z tą belką... ten system powinien wyglądać tak: nie ruszamy belki, wszyscy skaczą z jednej, a punkty dodajemy/odejmujemy za wiatr
  7. Sport to zdrowie. Hasło stare jak sam sport. Prawda jednak nieco rozmija się z przesłaniem tego sloganu. Sport to ciągła rywalizacja, a rywalizacja wiąże się z walką o jak najlepszą pozycję/czas/wynik. Sportowcy walczą ze sobą na poważnie, co niesie ze sobą ryzyko odniesienia kontuzji. Ostatni wypadek Roberta Kubicy w rajdzie samochodowym to tylko ostatni przypadek. Historia pamięta dużo więcej innych, często bardziej tragicznych w skutkach, niosących nawet śmierć zawodnika. Ayrton Senna to jeden z najlepszych kierowców Formuły 1 w całej historii tego sportu. Trzy razy zdobył tytuł Mistrza Świata. Jego piękna kariera skończyła się tam, gdzie zdobywał sławę, czyli na torze. Podczas GP San Marino, brazylijski kierowca przy ogromnej prędkości uderzył w betonową ścianę. Tego uderzenia już nie przeżył. Zmarł w szpitalu, mimo akcji ratunkowej. Marian Bublewicz w 1992 roku został rajdowym wicemistrzem Europy. Był także wielokrotnym mistrzem Polski. Jego kariera zbliżała się ku końcowi, kiedy w 1993 roku, mając już 43 lata, postanowił wystartować w Zimowym Rajdzie Dolnośląskim. Podczas jednego z OS-ów kierowany przez Niego samochód wypadł z trasy i uderzył w drzewo. Był przytomny, jednak pomoc przyszła za późno. Marian Bublewicz zmarł w szpitalu. W tym samym roku co feralny wypadek został włączony do grona 30- stu najlepszych rajdowych kierowców. Marc-Vivien Foe to gracz reprezentacji Kamerunu, uczestnik mundialu w 1998 i 2002 roku. Podczas meczu półfinałowego Pucharu Konfederacji reprezentacji Kamerunu z Kolumbią, Marc-Vivien Foe niespodziewanie zasłabł. Niestety, pomimo natychmiastowej pomocy, lekarzom nie udało się go uratować i Foe zmarł wkrótce po przewiezieniu do szpitala. Mecz ten był rozgrywany na Stade Gerland w Lyonie ? klubowym stadionie drużyny Olympique Lyon, w której Foe grał przez 3 sezony. Śmierć piłkarza zszokowała cały piłkarski świat, był to pierwszy taki przypadek. Antonio Puerta karierę piłkarza miał przed sobą. Grał w Sevilli, dwukrotnie sięgnął z tym klubem po puchar UEFA. Grał na pozycji lewego obrońcy/ pomocnika. Wiadomo, że zawodników na tą pozycję poszukują największe kluby na świecie. Puerta ocierał się o reprezentację Hiszpanii. Nadszedł mecz z Getafe. W 31 minucie tego spotkania upadł na Ziemię. Dostał ataku serca. Lekarze walczyli o jego życie w szpitalu przez 3 dni. Niestety Antonio przegrał najważniejszy mecz w swoim życiu. Miał 23 lata, sukcesy przed nim. Miklos Feher wszedł na zmianę w meczu Benfica- Vitoria Guimaraes. Był jednym z bohaterów tego spotkania, gdyż asystował przy bramce dającej Benfice zwycięstwo. Tak cieszył się z tej asysty, że dostał żółtą kartkę za manifestację swej radości. Po pokazaniu przez sędziego żółtego kartonika, Feher pochylił się i upadł. Zmarł na boisku. Mecz transmitowała na żywo telewizja. Koledzy z boiska płakali. Węgier miał 24 lata. Był reprezentantem swojego kraju. Marcin Wasilewski był czołowym obrońcą belgijskiej Jupiler Ligi oraz reprezentacji Polski do dnia 30 sierpnia 2009. Wtedy jego Anderlecht grał ze Standardem Liege. W jednym ze starć Axel Witsel zaatakował Polaka wyprostowaną nogą, łamiąc ją jak zapałkę. Zdrowie i kariera Wasilewskiego stanęła pod znakiem zapytania Wasilewski na powrót do pełnej sprawności potrzebował 9 miesięcy. Witsel dostał 8 meczów dyskwalifikacji, karę skrócono do 4 meczy. Teraz "Bizon" powoli odzyskuje formę sprzed kontuzji. Eduardo da Silva przeżył podobne zdarzenie jak Marcin Wasilewski. W meczu z Birmingham City został zaatakowany przez Martina Taylora. Efekt: otwarte złamanie stawu skokowego i zerwanie w nim wszystkich więzadeł. Na powrót do piłki Brazylijczyk z chorwackim paszportem czekał 10 miesięcy. W międzyczasie uciekło mu EURO 2008. Nigdy już nie wrócił do formy sprzed kontuzji. Obecnie gra w Szachtarze Donieck. Thomas Morgenstern sezon 2003/04 rozpoczynał jako niezwykle uzdolniony junior. W inauguracyjnym konkursie w Kussamo zaraz po wybiciu z progu dostał silny podmuch wiatru. Dla niedoświadczonego zawodnika wyjście cało z takiej sytuacji było bardzo trudno. Upadł. Był to jeden z najgroźniej wyglądających upadków w historii skoków narciarskich. Dziś Thomas jest jednym z najlepszych skoczków na Świecie. Zdobył Mistrzostwo Olimpijskie, Mistrzostwo Świata, przewodzi w klasyfikacji Pucharu Świata. Karol Bielecki to jeden z najlepszych szczypiornistów świata. Jego piękna kariera mogła się zakończyć w ubiegłym roku, podczas towarzyskiego spotkania reprezentacji Polski z Chorwacją. Bielecki, chcąc zablokować rzut przeciwnika, za bardzo się do niego zbliżył, ręka Chorwata po rzucie trafił w oko Karola. Polak stracił oko. Długo spekulowano, czy może wrócić do gry. Tymczasem trzy miesiące po wypadku, w pierwszym meczu po feralnej kontuzji Bielecki zdobywa aż 11 bramek dla swojego zespołu. Gra w specjalnych okularach zabezpieczających. To tylko niektóre przypadki tragicznych wydarzeń na sportowych arenach. Do tego dochodzą "drobniejsze" kontuzje, takie jak zerwane mięśnie, złamane ręce, wybite zęby itp. Wszelkich siniaków czy stłuczeń nie sposób zliczyć. Podsumowując: sport to zdrowie. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ale jeśli mamy do czynienia ze sportem amatorskim. Miło jest spotkać się ze znajomymi i pokopać piłkę, pobiegać. W przypadku sportu zawodowego, gdzie w grę wchodzą ogromnie pieniądze, o zdrowiu nie ma mowy. Zawodnicy są wyeksploatowani do granic rozsądku. Często muszą znosić nieludzki ból, niektórzy przypłacają życiem wybór takiego zawodu. Nam, widzom, pozostaje tylko ściskać kciuki za zawodników, by skończyli każde zawody cali i zdrowi. Nawet gdy reprezentują zespół, który nie darzymy sympatią. Bo przecież zdrowie i życie nie ma swojej ceny.
  8. I połowa nawet niezła, Polacy trzymali się jakoś, jedyne zagrożenie dla Polskiej po rzutach z autu Risse. W II Polacy jakby przysnęli, oddali inicjatywę, kilka strzałów Norwegów. W sumie szału nie ma, cieszy zwycięstwo Polaków.
  9. Bez zachwytu nad GTA 3, chociaż jak wychodziła to był przebój... Vice City, to był hit!! Ten klimat...
  10. Owiec, gratuluje ci 100 komentarza na moim blogu! A co do składu który proponujesz, to w obronie zamiast Piszczka dałbym Thiago Cionka z Jagi albo Hernaniego, byłaby Legia cudzoziemska (bez podtekstów)
  11. Kubica będzie mistrzem świata- to zdarzenie tylko go wzmocni
  12. Manuel Arboleda i Damien Perquis lada chwila mają dostać polskie obywatelstwo i mają zostać filarami polskiej kadry w finałach piłkarskich mistrzostw europy w 2012 roku. W tejże kadrze gra Ludovic Obraniak i Sebastian Boenisch. W ubiegłym miesiącu Polakiem został także obrońca Korony Kielce, Hernani, który także ma ambicje zagrać na Euro. Kapitan Asseco Resovii, Białorusin Aleh Achrem także otrzymał polski paszport i o niczym nigdy tak nie marzył, jak o grze z białym orzełkiem na piersi. Sprawa naturalizacji obcokrajowców podzieliła Polaków na dwa obozy o przeciwnych zdaniach. Pierwsza grupa to ludzie przychylni naturalizacji. Twierdzą oni, że jeżeli wśród rodowitych Polaków nie ma zawodników reprezentujących poziom niezbędny do gry w reprezentacji kraju to trzeba ich szukać wśród obcokrajowców grających w polskich ligach bądź mających polskie korzenie. Jako przykłady podają: Emmanuela Olisadebe, bez którego bramek nie było by awansu Polski na Mistrzostwa Świata 2002 w Korei i Japonii; Rogera Guereiro, strzelca jedynej bramki dla Polski podczas EURO 2008 i pierwszej w historii występów biało- czerwonych w europejskich czempionatach; Joe McNulla, który z powodzeniem wsadzał piłkę do kosza przeciwników Polaków; Davida Logana, który chciał pomóc w zeszłorocznym EuroBaskecie w Polsce, czy ww. Obraniaka i Boenischa, którzy swoją grą wlali nadzieję w serca Polaków. Druga grupa to ludzie zdecydowanie negatywnie nastawieni do przyznawania polskiego obywatelstwa sportowcom i ich późniejszemu graniu dla swej nowej ojczyzny. Twierdzą oni, że wśród prawie 40- sto milionowego narodu bez trudu można wybrać kilku reprezentantów prezentujących wysoki poziom. Wyznają myśl, że stranieri wykorzystują Polską reprezentację jako dodatkowe okno wystawowe, i że przez dobrą grę w kadrze wypromują się do silniejszej ligi, gdzie można więcej zarobić. Jako przykład podają wspomnianego Logana, który po udanym EuroBaskecie wyjechał grać do Hiszpanii i stracił ochotę na granie dla Polski. Obie grupy mają po trochu racji. Jak to jest wśród innych nacji? Czy tam naturalizacja obcokrajowców jest czymś normalnym czy nadzwyczajnym? Czy takie praktyki są częstym zjawiskiem czy są przeprowadzane od wielkiego dzwonu? Postaram się przedstawić, jak to jest w innych państwach. W najbardziej popularnym sporcie na świecie, czyli w piłce nożnej, naturalizacja jest rzeczą dość częstą. Ostatnio najbardziej naturalizowaną reprezentacją była kadra naszych zachodnich sąsiadów- Niemiec. Bardzo często zresztą zwolennicy Arboledy w kadrze przytaczają właśnie kadrę Niemiec. Skoro oni mogą, to dlaczego my nie. W kadrze na ostatni mundial znalazło się aż 10 naturalizowanych zawodników- Dennis Aogo, Jerome Boateng (jego brat grał w reprezentacji Ghany, nawet grali przeciwko sobie w jednym meczu fazy grupowej!), Serdar Tasci, Mesut Oezil, Sami Khedira, Cacau, Mario Gomez i trzej Polacy, Miroslaw Klose, Piotr Trochowski i Lukas Podolski. Wynika z tego, że prawie połowa reprezentacji Niemiec nie powinna być brana pod uwagę, gdyby nie naturalizacja. Z zawodników nie powołanych na mundial najbardziej znanym stranieri jest Kevin Kuranyi, obecnie grający w Dynamie Moskwa. Przy okazji Niemiec, ciekawa historia miała miejsce kilka lat temu. Bracia Hamit i Halil Altintop, z pochodzenia Turcy, mieszkający i trenujący w Niemczech na tyle dobrze się zapowiadali, że otrzymali propozycję reprezentowania Niemiec. Na początku Halil chciał grać dla Niemiec, a Hamit dla Turcji. Obaj namawiali siebie nawzajem na zmianę decyzji. Siła perswazji każdego była tak silna, że zmienili zdania. Obaj. Teraz Halil chciał grać dla Turcji, a Hamit dla Niemiec. Stanęło na tym, że dziś reprezentują barwy Turcji. Rozterki braci Altintopów co do gry w reprezentacji kraju są znane i troszkę komiczne We Francji naturalizacja piłkarzy również nie jest pierwszyzną. Wszyscy czarnoskórzy piłkarze to zawodnicy "z odzysku". Przeważnie urodzili się w dawnych koloniach, i ich rodzice przybyli do Francji w poszukiwaniu lepszego bytu. Nie byłoby we francuskim futbolu takich zawodników jak Thierry Henry, Nicolas Anelka, Florent Malouda, Patrick Vieira, czy przede wszystkim Zinedine Zidane, gdyby nie możliwość naturalizacji. Nie wiadomo, co by się stało z tymi ludźmi, gdyby nie reprezentowali barw Tricolores. Podobnie Portugalia. Barwy tego kraju reprezentował chyba pierwszy piłkarz, który wykorzystał możliwość naturalizacji, a mianowicie Eusebio. Jego pseudonim: Czarna Perła z Mozambiku, mówi wszystko. Najlepszy piłkarz w historii Portugalii pochodził z Afryki, z dawnej kolonii. Z historii najnowszej portugalskiego futbolu częściej przyznaje się obywatelstwo piłkarzom pochodzącym z Brazylii. Deco, Pepe czy Liedson urodzili i wychowali się w kraju z Ameryki Południowej, a reprezentują barwy Portugalii. To najbardziej dobitne przykłady państw, które najchętniej przyznają obywatelstwa. Można by jeszcze napomnieć o Holandii, ale tam jest to mniej widoczne. Trzeba tu jeszcze wspomnieć o tabunach Argentyńczyków i Brazylijczyków, którzy nie mając żadnych szans na grę dla swojej ojczyzny, przyjmują obywatelstwa słabszych piłkarsko krajów, w których zarabiają na życie, i reprezentują je na arenie międzynarodowej. państwa stosujące takie praktyki to np. Armenia, Japonia i wiele innych krajów. Wyjątkami są- brazylijczyk Eduardo i Argentyńczyk Lucas Barrios, którzy przyjęli obywatelstwo odpowiednio Chorwacji i Paragwaju, którzy mogli by powalczyć o miejsca w kadrach swoich rodowitych krajów. W piłce ręcznej sprawa wygląda trochę inaczej. Otóż tutaj pozwala się reprezentować inną reprezentację, nawet w przypadku, gdy dany zawodnik grał już dla innego kraju. Z takiej możliwości skorzystał przed laty Bogdan Wenta, który zdecydował się grać dla Niemiec podczas igrzysk olimpijskich. Podobną decyzję podjął Białorusin Siergiej Rutenka, któremu znudziła się gra w Białorusi, i po transferze do Barcelony grał także dla Hiszpanii. Teraz zmienił zdanie i ponownie chce reprezentować barwy naszych wschodnich sąsiadów. Bliski podjęcia takiej decyzji jest Węgier Laslo Nagy. Gra w barcelonie już 10 lat i teraz pragnie reprezentować Hiszpanię. Takich dylematów nie miał za to Serb Nikola Karabatić. Od małego mieszka we Francji, bardziej czuł się Francuzem niż Serbem, i reprezentuje Francję. Śmiem twierdzić, że bez niego nie byłoby ostatnich sukcesów francuskiego handballu. Bogdan Wenta także skorzystał z naturalizacji W koszykówce sytuacja jest podobna do piłki nożnej. Koszykarze Amerykańscy, grający w przeróżnych ligach świata, przyjmują obywatelstwa krajów, aby móc grać dla tego kraju. Siatkarze bardzo rzadko zmieniają reprezentowany kraj. Włosi są chyba najczęściej stosującym takie "wzmacnianie " krajem. Występujący obecnie w Asseco Resovi, Matej Cernić, urodzony w Serbii siatkarz, czy Polak Michał Lasko to ciekawe przykłady. W lekkoatletyce zmiana kraju jest bardzo częstym przypadkiem. Ostatnio bardzo modne jest płacenie za reprezentowanie barw danego kraju. Propozycje te najczęściej otrzymują długodystansowcy z Afryki. Krajami składającymi takie propozycje są przeważnie kraje Arabskie: Arabia Saudyjska, Katar. Sportowcy godzą się na taki układ, gdyż pieniądze proponowane przez bogatych szejków są po prostu nie do odrzucenia. Ciekawy jest przypadek Bartosza Kizierowskiego, polskiego pływaka, specjalizującego się w pływaniu 50 m. stylem dowolnym. Otóż po mistrzostwach Świata w Montrealu, w 2005 roku otrzymał on właśnie propozycję pływania dla Kataru. Oczywiście nie za darmo. Bartek się nie zgodził, argumentując swoją decyzję tym, że nie mógłby reprezentować innego kraju niż Polska. Prawdziwy patriota Podsumowując, naturalizacja sportowców nie jest niczym dziwnym dla innych nacji. Jest to często stosowane, czasami nawet zbyt często. W odpowiedniej ilości jest to zjawisko bardzo dobre dla podniesienia poziomu sportowego w danym kraju. Jednak w przypadku gier zespołowych nie można dać "nowemu" miejsca w składzie tylko dlatego, że przyjął obywatelstwo. Taki zabieg ma służyć podniesieniu konkurencji na danej pozycji.
  13. No Torres to pokazał się chyba więcej niż raz
  14. Tak jak przypuszczałem, miniony tydzień był bardzo obfity we wszelakie ruchy transferowe. Były hity w zarówno Polsce, jak i za granicą, gdzie okienko już zamknięte. W Polsce mieliśmy jeden bardzo głośny powrót i zbrojenie Wisły Kraków przed decydująca batalią o mistrzostwo. Za granicą w cenie byli głównie napastnicy, za których kluby płaciły bardzo duże pieniądze. Rafał Murawski Rubin Kazań- Lech Poznań 1 mln euro Największy hit tegorocznego okienka transferowego w Polsce. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że już nikt nie kupi piłkarza za milion "jurków" tej zimy. Rafał odchodził z Lecha zimą 2009 roku za 3,2 mln euro do Rubina Kazań, ówczesnego mistrza Rosji. Tatarstanu nie podbił, choć grał tam nieźle, nawet w Lidze Mistrzów. Przez dwa lata zdążył stęsknić się za ojczyzną, w której to pozostała najbliższa rodzina zawodnika. Zapragnął wrócić do naszej ekstraklasy. Rubin otrzymał dwie propozycje: z dawnego klubu, czyli Lecha Poznań, i naszego nowobogackiego, czyli Polonii Warszawa. Koszula zawsze bliższa sercu, dlatego Murawski wybrał powrót na Bułgarską. Pozostało się tylko dogadać z Rosjanami. Stanęło na kwocie miliona, w europejskiej walucie. Rafał Murawski został najlepiej zarabiającym piłkarzem w ekstraklasie, z poborami przekraczającymi 400 tys euro za sezon. Lech tym transferem pokazał, że stać go na drogiego w utrzymaniu zawodnika, i można się spodziewać kolejnych spektakularnych ruchów kolejorza. A Murawski z pewnością pomoże w walce o europejskie puchary. Rafał Murawski- człowiek, który zarobił dla Lecha Poznań przeszło 2 miliony euro w dwa lata! Kew Jaliens AZ Alkmaar- Wisła Kraków 300 tys euro Takiego zagranicznego obrońcy jeszcze w polskiej lidze nie było. Jaliens to mistrz Holandii sprzed dwóch lat z AZ Alkmaar. W mistrzowskim sezonie nie był statystą, jak większość zawodników trafiająca do Polski, tylko podstawowym obroń,cą, który walnie przyczynił się do zdobycia "majstra". Jaliens to również 10-cio krotny reprezentant Holandii. Wystąpił w barwach Oranje podczas mistrzostw świata w 2006 roku w Niemczech. Zagrał tam w pierwszym meczu przeciwko Argentynie, zremisowanym 0-0. W obecnym sezonie stracił miejsce w podstawowym składzie Alkmaar, ale podobno tylko dlatego, że nie chciał przedłużyć wygasającego za pół roku kontraktu. Holendrzy w Wiśle, czyli dyrektor Stan Valcx oraz trener Robert Maskaant namówili zawodnika na podpisanie umowy pod Wawelem. Kew z pewnością podniesie jakość gry w obronie, z którą w rundzie jesiennej nie było najlepiej. I oby to był transfer na miarę Marcelo. Nowa gwiazda ekstraklasy- Kew Jaliens Emmanuel Adebayor Manchester City- Real Madryt wypożyczenie (1,3 mln euro) Jose Mourinho w końcu doczekał się napastnika. I to takiego, których wszyscy najbardziej cenią, a mianowicie wysokiego, dobrego technicznie i przede wszystkim skutecznego. Te wszystkie cechy skupia w sobie reprezentant Togo. Po przyjściu do MC Edina Dzeko, który prezentuje taki sam styl gry, wiadomo było, że Adebayor odejdzie. W wyścigu po rosłego napastnika faworytem wydawał się być Juventus Turyn, który praktycznie w każdym okienku pozyskuje nowego napastnika. W międzyczasie kontuzji w Realu doznał Gonzalo Higuain. Mou niezadowolony z postawy jedynego zdrowego napastnika w kadrze, Karima Benzemy, głośno domagał się gracza na szpicę. Doszło nawet do tego, że posadził Francuza na ławkę, chcąc wymusić transfer napastnika. Dostał zgodę na zakup. Mówiło się o Miro Klose, Fernando Llorente, Ruudzie van Nisterlooyu i właśnie Adebayorze. Wygrał Togijczyk, i dziś to on będzie przywdziewał białą koszulkę Królewskich. Tylko pytanie, jak się spisze w Madrycie. Historia zna przypadki, że bardzo dobrzy zawodnicy kończyli marnie w Realu. Oby Ade nie powtórzył ich "osiągnięcia". Pierwszy Togijczyk w Realu Madryt- Emmanuel Adebayor Mark van Bommel Bayern Monachium- AC Milan wolny transfer Boiskowy zabijaka. Charakter, jakich mało. To określenia, które bardzo trafnie określają tego pomocnika. Ma za sobą bardzo ciekawą karierę. Kiedy grał w PSV Eindhoven, był panem i władcą tej drużyny. Nie było akcji, w której piłki nie dotknął van Bommel. W 2005 roku, po wspaniałych występach PSV w Lidze Mistrzów, mógł przebierać w ofertach z najlepszych europejskich zespołów. Wybrał FC Barcelonę. I chyba to był jego błąd. W stolicy Katalonii nie przebił się do wyjściowego składy, grał mało. Spędził tam tylko sezon, po czym odszedł do Bayernu Monachium. Tam ponownie odżył. Odbudował swoją formę, znów był tym samym zawodnikiem co w Holandii, czyli w czołówce defensywnych pomocników na świecie. Jak za dawnych czasów imponował zaangażowaniem, nie było dla niego straconych piłek. Dorobił się nawet opaski kapitana. Teraz, po pięciu sezonach odchodzi do ligi włoskiej. Nie wiem, czy przebije się do składu Milanu, bo takimi samymi walorami dysponuje Gennaro Gattuso. Poza tym już raz mu się w wielkim klubie nie udało. Mark van Bommel- czy zdobędzie miejsce w składzie Milanu? Urby Emanuelsson Ajax Amsterdam- AC Milan 1,4 mln euro Wychowanek słynnej szkółki piłkarskiej Ajaxu. Całą dotychczasową karierę spędził w Amsterdamie. Teraz stwierdził, że czas na zmianę i przyjął ofertę Milanu. Wydaje się, że ma tam zastąpić na lewej pomocy swego rodaka, Clarence'a Seedorfa. Urby to piłkarz szybki, obdarzony bardzo dobrą lewą nogą. Potrafi znakomicie uderzyć z rzutu wolnego. W razie potrzeby poradzi sobie również na lewej stronie defensywy. Milan zrobił dobry ruch, pozyskując tego zawodnika. Swoją droga bardzo ciekawi mnie drużyna Ajaxu. Co sezon drużynę opuszczają najlepsi zawodnicy, za ciężkie miliony. W ostatnich latach byli to tacy zawodnicy jak: Rafael van der Vaart, Wesley Sneijder, Johny Heitinga, Klaas-Jan Huntelaar, Thomas Vearmelen a teraz Emanuelsson. Mimo to cały czas są w czubie tabeli i walczą o mistrzostwo. To jest jakaś droga dla polskich klubów: pracując z młodzieżą można dorobić się niezłej drużyny, i przy okazji zarobić trochę pieniędzy. Świeżo krew w Milanie- Urby Emanuelsson Cvetan Genkov Dinamo Moskwa- Wisła Kraków 500 tys. euro. Bułgar ma za sobą ciekawą karierę. Kiedy grał w ojczyźnie, konkretnie w Lokomotiwie Sofia, został królem strzelców rodzimej ligi. Udanymi występami zwrócił uwagę swoją osobą kilka silniejszych klubów z mocniejszych lig. Ostatecznie przeszedł do Dinama Moskwa za niemałą sumę 2,5 mln euro. W Moskwie nie szło mu najlepiej, prawdopodobnie nie mógł się odnaleźć w nowym otoczeniu. Poprzednią rundę spędził na wypożyczeniu w klubie, gdzie szło mu najlepiej, czyli w Lokomotiwie Sofia. Tam ponownie był gwiazdą ligi. Swoimi dobrymi występami zainteresował Wisłę Kraków, mówiło się także o Boltonie. Wybrał Kraków, gdzie ma trudne zadanie zastąpienia najlepszego strzelca ostatnich lat, sprzedanego do tureckiego Trabzonu Pawła Brożka. Wisła ma niemiłe wspomnienia z królami strzelców ligi bułgarskiej. Równo rok temu zaczęła się przygoda Georgi Christowa. Przez pół roku nie zdobył bramki i musiał zbierać manatki. Jak bedzie z Genkovem? Czy powieli "sukcesy" swojego rodaka, czy będzie godnym następcą Brożinha? O tą wiedzę będziemy mądrzejsi w czerwcu. Następca Pawła Brożka- Cvetan Genkov Andrea Barzagli VFL Wolfsburg- Juventus Turyn 500 tys euro. Barzagli to mistrz świata z 2006 roku. Stworzył tam niemal idealny duet stoperów z najlepszym piłkarzem tego turnieju, Fabio Cannavaro. Dobrym występem na mundialu zapracował sobie na transfer z Palermo do klubu koncernu Volkswagena. Tam przyczynił się do największego sukcesu w historii klubu, czyli zdobycia mistrzowskiej patery w 2009 roku. Teraz odchodzi do Juventusu. Będzie kolejnym Włochem w kadrze bianco- nerich. Juventus jest na tym roku wyjątkiem, bo w większości zespołów Serie A trzon drużyny tworzą obcokrajowcy. O miejsce w wyjściowej 11 powinien rywalizować z Leonardo Bonuccim, jego następcy w reprezentacji Włoch. Pozycja Giorgio Chielliniego zarówno w klubie, jak i w reprezentacji wydaje się być niezagrożona. Andrea Barzagli wraca do Serie A Luis Suarez Ajax Amsterdam- FC Liverpool 28,5 mln euro. O odejściu Suareza mówiło się przynajmniej od początku ubiegłego roku. Łączyło się go z najlepszymi europejskimi zespołami. Zapracował sobie na to znakomitą grą w holenderskiej Eredivisie. Za jego wizytówkę niech posłużą liczby. W barwach Ajaxu wystąpił 159 razy, strzelając 111 razy. Swoją wartość podniósł na ubiegłorocznym mundialu. Wespół z Diego Forlanem doprowadził reprezentację Urugwaju do półfinału mistrzostw świata. Nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie zachowanie Suareza. W ćwierćfinale z Ghaną, w samej końcówce dogrywki wybił ręką piłkę zmierzającą do bramki Urusów. Ostatnio głośno było o nim, gdy podczas meczu z PSV Eindhoven... ugryzł przeciwnika w szyję. Teraz przechodzi do Liverpoolu. Dobrą grą w Ajaxie zasłużył sobie na szansę w takim klubie. Dracula z Amsterdamu będzie teraz straszyć rywali The Reds Giampaolo Pazzini Sampdoria Genua- Inter Mediolan 12 mln euro. W Sampdorii stworzył duet napastników z Antonio Cassano, którego obawiała się każda defensywa we Włoszech. Doprowadzili swój zespół do eliminacji Ligi Mistrzów w 2009 roku. Obaj bardzo dobrze się uzupełniali. Teraz po tym wspaniałym duecie atakujących pozostało w Genui tylko wspomnienie. Cassano gra w Milanie, a jego niedawny kolega z ataku u największego wroga, rywala zza miedzy, czyli Interze. Pazzini zdołał już zadebiutować w barwach nowego klubu. Był to niezwykle udany debiut, w którym zdołał strzelić dwie bramki. Inter, wobec słabszej formy Diego Milito potrzebował snajpera, potrafiącego z zimną krwią wykończyć akcje kolegów z zespołu. Wydaje się, że znalazł takiego zawodnika w osobie Giampaolo Pazziniego. Kiedyś razem, dziś osobno: Cassano i Pazzini (z prawej) Fernando Torres FC Liverpool- Chelsea Londyn 58 mln euro. Jeden z najbardziej utytułowanych piłkarzy grających na wyspach. Mistrzostwo Świata i Europy w barwach Hiszpanii to sukcesy, którymi nie może się pochwalić byle grajek. Takiego zawodnika zapragnął mieć w swoim zespole Roman Abramowicz. Już od początku stycznia próbował zakupić do Chelsea tego napastnika. Jego oferty były jednak konsekwentnie odrzucane przez działaczy Liverpoolu. Niezadowolony Torres złożył pisemną prośbę do zarządu o pozwolenie na transfer. Wiadomo, z niewolnika nie ma pracownika, dlatego Liverpool przyjął ofertę Chelsea, wynoszącą, bagatela 58 mln euro. Tym samym El Nino stał się jednym z najdroższych piłkarzy w historii futbolu, a z zarobkami rzędu 170 tys funtów tygodniowo plasuje się w czołówce najlepiej zarabiających piłkarzy. W tym momencie powstaje pytanie: czy kluby powinny wykładać takie pieniądze na zawodników? To bardziej przypomina handel żywym towarem. Moim zdaniem żaden zawodnik na świecie nie jest wart takich pieniędzy. Najdroższy piłkarz zimy 2011- Fernando Torres Andy Carroll Newcastle United- FC Liverpool 40 mln euro. Angielski wieżowiec ma za zadanie zastąpić w zespole The Reds samego Fernando Torresa. Bedzie to zadanie niezwykle trudne, ale wykonalne. Carroll z 11 bramkami zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji strzelców Premier League. Andy to zupełnie inny gracz niż Torres, bazujący na swojej sile i warunkach fizycznych, podczas gdy El Nino był bardziej ruchliwy, częściej wychodził po piłkę w głąb pola. Jednak Carroll do spółki z Luisem Suarezem powinni godnie zastąpić Fernando. Carroll ma dopiero 21 lat, a gra jak wytrawny napastnik. Swego czasu zainteresowanie nim wyrażała Chelsea. Jego przykład pokazuje polskim zawodnikom, że mając 21 lat powinno się grać na pełnych obrotach, a nie nazywać takiego zawodnika młodym i utalentowanym, który ma jeszcze na wszystko czas. Być może się mylę, ale wydaje mi się, że tym transferem Andy Carroll stał się najdroższym zawodnikiem w historii angielskiej piłki nożnej. Ten człowiek ma zastąpić Fernando Torresa w Liverpoolu David Luiz Benfica Lizbona- Chelsea Londyn 25 mln euro. Kolejny młody zawodnik, który bedzie zarabiał na wyspach. Brazylijski stoper w barwach Benfiki grał u boku swojego rodaka, Luizao. Tam wyrobił sobie nazwisko i uznaną markę, co zaowocowało transferem do europejskiej potęgi, jaką jest Chelsea Londyn. Już latem dość głośno mówiło się o jego przenosinach a to do Realu, a to do Barcelony, a to do Chelsea. W Londynie czeka go nie lada wyzwanie, bo o miejsce w składzie bedzie musiał rywalizować z Alexem, bo John Terry to ikona klubu. Ta rywalizacja pokaże, ile jest wart i co właściwie potrafi. Jeżeli wywalczy sobie pewne miejsce w składzie Chelsea, oznaczać to bedzie, że mamy do czynienia z prawdziwym talentem. A coś mi się wydaje, że taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Pół roku zajęło znalezienie następcy Ricardo Carvalho Maor Melikson Hapoel Beer Sheva- Wisła Kraków 650 tys euro. Kolejny środkowy pomocnik w kadrze Wisły Kraków. O miejsce w składzie bedzie musiał walczyć z Łukaszem Gargułą, Cezarym Wilkiem, Tomasem Jirsakiem czy Radosławem Sobolewskim. Jednak oglądając ostatnie popisy Wiślaków w Copa del Son nowy rozgrywający jest niezbędny. Melikson to piłkarz obdarzony podobno niezłą szybkością, dobrym panowaniem nad piłką i niezłym podaniem. A tacy piłkarze zawsze są w cenie. O klasie tego zawodnika świadczą jeszcze dwa fakty. Po pierwsze, mimo młodego wieku (26 lat) dorobił się opaski kapitana w swoim poprzednim klubie, Hapoelu Beer Sheva. Po drugie, kiedy miał już przylecieć do Polski na badania, Izraelczycy poprosili o kilka dni zwłoki, bo w tym czasie mieli rozegrać ważny mecz, w którym miał pomóc właśnie Melikson. Czy Maor stanie się nową gwiazdą Ekstraklasy? Czy poprowadzi Wisłę do mistrzowskiego tytułu? Czy potwierdzi swoją klasę na polskich boiskach? Odpowiedzi na te pytania przyniesie boisko i postawa Izraelczyka z polskimi korzeniami na nim. Maor Melikson to na razie wielka niewiadoma
  15. Bardzo przepraszam wszystkich zainteresowanych, ale kolejny wpis o transferach ukaże się dopiero jutro, ponieważ mam bardzo trudny egzamin z budowy Pojazdów i muszę się na niego przygotować. Wpisy o transferach ukazywały się zwykle w poniedziałki, ale tym razem będzie to środa, z uwagi na ten egzamin. Jeszcze raz bardzo wszystkich przepraszam, i życzcie mi powodzenia, bo na pewno się przyda.
  16. mecz o 3. miejsce też niczego sobie, emocje do ostatniej piłki...
  17. Dziś zakończyły się mistrzostwa świata w piłce ręcznej. Polska reprezentacja zajęła w nich 8. miejsce. To niżej niż zakładał plan minimum, którym było 7. miejsce i awans do eliminacji olimpijskich. Niestety w decydującym meczu polegliśmy z bratankami, Węgrami 28:31. POLSKA- WĘGRY 28:31 (14:16) Tak jak wspominałem, był to mecz o zachowanie twarzy w tym turnieju. Polacy zaczęli nieźle, wypracowali sobie 4 bramki przewagi na cztery minuty przed końcem pierwszej połowy. I po tym jakby powietrze zeszło z naszych zawodników. Stracili sześć bramek do przerwy bez odpowiedzi, a 15. bramkę zdobyli gdy na tablicy widniał wynik 18:14. Węgrzy nie mogli zaprzepaścić takiej szansy i dowieźli zwycięstwo do końca spotkania. Jaki to był turniej dla Polaków? Odpowiedź może być tylko jedna: słaby. Polacy popełnili mnóstwo strat przy wyprowadzaniu ataków, w sumie był to trzeci wynik, więcej strat miały tylko dwie najgorsze drużyny turnieju! Tylko po tym można wywnioskować, że na półfinał nie zasłużyliśmy. W przekroju całego turnieju z naszej reprezentacji można wyróżnić: obu bramkarzy: Sławomira Szmala i Piotra Wyszomirskiego, którzy uzyskali bardzo dobrą skuteczność w bramce, lewoskrzydłowego Tomasza Tłuczyńskiego, najskuteczniejszego zawodnika w naszej ekipie, obrotowego Bartosza Jureckiego, którego niemal każdy kontakt z piłką kończył się bramką lub rzutem karnym, i lewego rozgrywającego Mariusz Jurkiewicza, chyba największe odkrycie w naszym zespole, który na czempionat jechał jako specjalista od defensywy, a pod koniec turnieju to głównie on odpowiadał za budowanie ataków biało- czerwonych. Pozostali zawiedli w mniejszym lub większym stopniu. Chyba najwięcej trzeba było się spodziewać po Karolu Bieleckim, Marcinie Lijewskim czy Mariuszu Jurasiku. Przed finałem podano najlepszą siódemkę tych mistrzostw. Wygląda ona tak: bramkarz:Thierry Omeyer (FRA), lewoskrzydłowy: H?vard Tvedten (NOR) prawoskrzydłowy: Vedran Zrnić (CHOR) lewe rozegranie: Mikkel Hansen (DEN) środek rozegrania: Dalibor Doder (SZWE) prawe rozegranie: Alexander Petersson (ISL) obrotowy: Bertrand Gille (FRA) MVP turnieju: Nikola Karabatić (FRA) W półfinałach zwyciężyli moi faworyci, a mianowicie Francja, pokonując Szwecję 29:26, oraz Dania, która ograła Hiszpanię 28:24. W dzisiejszym meczu o trzecie miejsce Hiszpanie wygrali ze Szwecją 23:22, a w wielkim finale, po dogrywce Francja wygrała z Danią 37: 35. Obydwa dzisiejsze spotkania były bardzo emocjonujące i pokazały, że awans tych drużyn do półfinału nie był przypadkiem. Końcowa tabela mundialu: 24. Australia 23. Bahrajn 22. Chile 21. Brazylia 20. Tunezja 19. Rumunia 18. Austria 17. Słowacja 16. Japonia 15. Algieria 14. Egipt 13. Korea Południowa 12. Argentyna 11. Niemcy 10. Serbia 9. Norwegia 8. Polska 7. Węgry 6. Islandia 5. Chorwacja 4. Szwecja 3. Hiszpania PODIUM 1. 2. 3. Na cześć zwycięzcom: ALLEZ LES BLUES: http://www.youtube.com/watch?v=t0Q8NjtwO6w
  18. Wczoraj minęło 5 lat od zawalenia się hali wystawowej w Katowicach. Odbywała się wtedy tam wystawa gołębi pocztowych. W środku było przeszło 600 osób, zginęło 65 obywateli RP. Była to największa katastrofa budowlana w najnowszej historii Polski. Ludzi tam zebranych połączyła pasja do gołębi. Niektórzy przypłacili za nią życiem. Prezydent Kaczyński ogłosił trzydniową żałobę narodową po tamtym tragicznym wydarzeniu. 9 miesięcy temu doszło do katastrofy lotniczej w Smoleńsku. Zginął prezydent i 95 osób mu towarzyszących. Lecieli oni dla uczczenia pamięci ofiar mordu radzieckiego pod Katyniem. 7 dni żałoby. Nie będę więcej o tym pisał, bo to nie czas i miejsce, a poza tym już tyle napisano i powiedziano na temat tej katastrofy, że temat jest już chyba wyczerpany. Dlaczego piszę o tych dwóch tragicznych wydarzeniach w jednym miejscu? Czy w ogóle jest sens porównywania tych wydarzeń do siebie? Ano jest jedna kwestia, która łączy obie sprawy, i która mnie bardzo zainteresowała. Chodzi o odszkodowania dla rodzin zmarłych. W przypadku katastrofy smoleńskiej każdy członek rodziny dostanie po 250 tys. zł. Dodatkowo ci ludzie mogą dochodzić się przed sądem o rentę czy odszkodowanie. To wszystko ma miejsce dziewięć miesięcy od wydarzenia. Jak się ta sprawa ma w przypadku zdarzenia w Katowicach? Każda rodzina rannego miała dostać po... 8 tysięcy złotych. W przypadku ludzi, którzy tam zginęli rodziny "wygrały przed sądem" od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Ale to nie wszystko. Niektórzy nie dostali nawet złotówki!!! Po obejrzeniu wczorajszego wydania Wiadomości, w których był właśnie reportaż o wypadku w Katowicach, musiałem napisać te słowa. W ów reportażu był pokazany mężczyzna, któremu zwały śniegu i żelastwa połamały oba biodra. Już nigdy nie odzyska pełnej sprawności. Z zawodu jest cukiernikiem. Odebrano mu rentę, bo stwierdzono, że praca cukiernika nie jest ciężka i może on bez żadnych przeszkód wykonywać swój zawód. Tymczasem trzeba tam przenosić worki z cukrem czy mąką, które ważą 25 kg. Jako drugi przykład podano mężczyznę, który stracił ojca. Jemu z kolei odmówiono odszkodowania, bo odziedziczył po ojcu ziemię, z której może się utrzymać. Powiem krótko, beż zbędnego upiękrzania: śmiech na sali. W czym ci ludzie są gorsi od "rodzin smoleńskich"? No ja się pytam w czym? Chyba tylko w tym, że nie mięli ojca czy matki w rządzie czy w wojsku na wysokim stopniu. Niestety, żyjemy w kraju, gdzie są równi i równiejsi. I to można zaobserwować nie tylko na tym przykładzie, ale także wielu innych.
  19. oj, już się dzieje, następny wpis będzie jeszcze ciekawszy:)
  20. Niestety, Polska nie zdobędzie medalu na mistrzostwach świata w piłce ręcznej. Zajmiemy najwyżej 7. miejsce, ale pod warunkiem, że pokonamy w piątek Węgry. Na taki stan rzeczy złożyły się przede wszystkim porażki z Danią oraz Chorwacją. W każdym spotkaniu wyróżniały się największe gwiazdy rywali, o których pisałem w poprzedniej relacji. Poza tym robiliśmy gwiazdy z bramkarzy przeciwników, często oddając rzuty słabe, w środek bramki. Ale po kolei. POLSKA- DANIA 27:28 (9:15) Pierwszy mecz drugiej fazy grupowej, do której Dania przystępowała z kompletem punktów. Polacy mieli ich tylko 2, więc nasi rywale mieli ten komfort psychiczny, że w razie porażki nikt im nie ucieknie. Polacy w razie porażki mogli walczyć tylko o drugie miejsce, które też dawało awans do półfinałów, ale było niemal pewne że tam trzeba byłoby grać z Francją. Polacy mecz zaczęli nieźle, w 7 minucie prowadząc 2:0. Wtedy coś się zacięło, mnożyły się proste błędy w budowaniu ataków i Duńczycy w trzy minuty strzelili 7 bramek bez odpowiedzi Polaków. Końcówkę pierwszej połowy kontrolowali wynik i na przerwę schodziliśmy z wynikiem 9:15. Tragedia. Druga połowa to szaleńcza pogoń za wynikiem. Kapitalnie zagrał Mariusz Jurkiewicz, zdobywca 6 bramek w tej części gry. Duńczycy nie mogli znaleźć sposobu na jego dynamiczne wejścia na 6-7 metr od bramki. Trzeba tu podkreślić wyśmienitą grę duńskiego bramkarza Niklasa Landina. Porażka jedną bramką jest przykra, tym bardziej, że Polacy rozegrali najlepsze 30 minut na tych mistrzostwach. Można by tutaj narzekać na błędy sędziów, ale to nie ma sensu. Wystarczyło zagrać odrobinę lepiej w 1. połowie, a to my dopisalibyśmy sobie 2 punkty za to spotkanie. POLSKA- SERBIA 27:26 (10:11) Tuż przed tym meczem odbyło się spotkanie Szwecji z Chorwacją. Aby Polacy mieli jakieś szanse na wyjście z tej grupy, Szwedzi nie mogli wygrać. Niestety, stało się inaczej, i reprezentacja Trzech Koron ograła Chorwatów 29:25. Przygnębieni tym wynikiem biało- czerwoni przystąpili do spotkania z Serbią bez animuszu. Świadomość, że z medalu nici wyraźnie podcięła im skrzydła. Do tego trzeba było zatrzymać niesamowitego Vujina. To nie za bardzo się udało, ale dzielnie wtórował mu masz skrzydłowy, Tomasz Tłuczyński. W całym meczu pomylił się tylko raz i zdobył aż 10 bramek. Pierwsza połowa bez historii, wynik do przerwy 10:11. W drugiej połowie Polacy, jak to mieli w zwyczaju, "odjechali" Serbom na 4 bramki. Ale wkradło się rozkojarzenie, i rywale doprowadzili do remisu, a nawet wyszli na jednobramkowe prowadzenie. Do końca jakieś 2 minuty, Polacy zdobywają bramkę, później Wyszomirski odbija piłkę, mamy szansę na zwycięstwo. Trener bierze czas, ustawia akcję. Rzut Bieleckiego, gol. Serbowie jeszcze oddali rzut, ale niemal z połowy boiska, który nie mógł wpaść. Zwycięstwo bardzo wymęczone. POLSKA- CHORWACJA 24:28 (11:13) Mecz wielkich przegranych tej grupy. Chorwaci to wicemistrzowie świata, Polacy brązowi medaliści. A tu przyszło się zmierzyć zaledwie w meczu o 3. miejsce w grupie. Pierwsza połowa to koncert gry Sławomira Szmala, który to bronił z 50-cio procentową skutecznością. Ale bramkarz meczu nie wygra. Znów fatalnie w ofensywie i 2 gole w plecy do przerwy. Ale Polacy słynęli na tych mistrzostwach z niesłychanej walki w drugich połowach. Niestety, nie tym razem. Było słabo. Ostatecznie przegraliśmy mecz 24:28. Zagraliśmy bez pomysłu, wiary w zwycięstwo. Chorwaci nigdy nie "leżeli" Polakom, ale w Szwecji nie błyszczeli. Taka okazja na pokonanie tego zespołu już może się więcej nie powtórzyć. Pary półfinałowe: Francja- Szwecja, Hiszpania- Dania. Moimi faworytami do gry w finale są Francuzi i Duńczycy, ale sport jest nieprzewidywalny i wszystko może się zdarzyć. Polakom został już tylko jeden mecz o mało prestiżowe 7. miejsce. Zagramy w nim z Węgrami, tymi samymi, z którymi zremisowaliśmy na turnieju w Gdyni przed mistrzostwami. Trzeba go wygrać z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby turniej zakończyć zwycięstwem. A po drugie, ważniejsze, że zespoły do 7. miejsca będą mogły grać w kwalifikacjach olimpijskich. Dlatego jest się o co bić w piątkowym meczu, dlatego kibicujmy Polakom znanymi przyśpiewkami:
  21. Trener Szatałow ma tak skonstruowaną umowę, że nawet w przypadku spadku musi szybko wrócić do ekstraklasy
  22. No to koło poniedziałku będzie można przeczytać o tym transferze:)
  23. Opisuje transfery z zeszłego tygodnia, transfer Murawskiego będzie za tydzień. Zgadza się, ale grał na Węgrzech, a to prawie Bałkany:)
×
×
  • Utwórz nowe...