-
Zawartość
666 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez MacTavish
-
-
pokiereszowany Bajcurus odbił się od jednej z jego kopii, i uderzył fireballem w stronę lecącego na medyka bełtu, co nieco zbiło go z trasy. Teraz trafi w ramię, a nie serce.
- Tytokusie, mam pomysł. Tylko tego nie zawal.
Odbezpieczył swój ostatni granat i rzucił w podróbki Tytokusów, po czym zmienił się w kota. To samo zrobiły Bajcurusowe kopie.
- Rozwal ich. Z kilkoma kotkami sobie chyba poradzisz? Tylko... szybko! - krzyknął, gdy kolejna replika zwaliła Bajcurusa z nóg i zaczęła go gryźć i drapać. Kot wkurzył się, i walnął ogniowym atakiem obszarowym, chcąc spopielić wszystkie te marne podróbki.
Jane skupiła Force Sense, ale mówiło jej tylko "Sama se to rozwiązuj".
Spojrzała na Pympa.
- Jesteś pewien, że tak ma być? Bo po tobie można się wszystkiego spodziewać. Ale właściwie... raz kozie śmierć.
Podeszła do mikstur, i wzięła czwartą, po czym wypiła duszkiem.
- Coś się zmieniło? - spytała niepewnie.
__________
Jane wychlała tą czwartą, wg. opisu Syskola " M " =p
Zaczynam się bać, ze kropnę ;q
-
- Najwyżej bym się wykrwawił. To w końcu tylko jedno życie. Zresztą, mógłbyś przynajmniej podziękować - rzekł Bajcurus, ale zaraz spostrzegł że potwory gotują się do ataku. - Zatrzymam ich, a ty stąd wiej. Znajdź jakieś wyjście. Tylko mnie tu nie zostaw, wisisz mi życie, czy ci się to podoba, czy nie, muehehehe!
Wyciągnął Otchłaniowy sztylet, i rzucił się w sam środek przeciwników, tnąc sztyletem na prawo i lewo. Poruszał się bardzo szybko, a jak jakiś przeciwnik próbował go zaatakować, Bajcurus rozpadał się na pojedyncze komórki i w mgnieniu oka teleportował się za plecy atakującego.
No, chyba że nie widział, jak wróg atakuje, np. gdy tłukli go zza pleców. Wtedy obrywał. Mocno.
- Na co czekasz?! Ruchy! - wrzasnął do Tytokusa.
-----
Jane weszła za Pympem.
- Rozumiem, że poślizgnąłeś się zupełnie przypadkiem? - westchnęła, a gdy zobaczyła Shadowa, dodała: - Cień, myślę, że od teraz powinniśmy się trzymać razem. Gdy ciebie nie było dostałam od jakiegoś dziwnego dzieciaka-ducha pewien dziwny kryształ.
Wyjęła kryształ, i dała go Shadowowi.
- Mówi ci to coś? Zresztą, lepiej, żebyś ty to przechował. Ja czuję się... niestabilnie.
Była cała mokra, i niezbyt jej się to podobało. W tej chwili miała całkiem pesymistyczny pogląd na tą całą sprawę.
A infekcja właśnie zajęła ją całą.
Jane zachwiała się.
- Ugh... Coś się... dzieje...
Upuściła snajperkę i zatoczyła się. Zaczęła cała pokrywać się sierścią, a jej oczy zmieniły się. Wyglądały... groźnie. To nie był koniec przemiany. mechaniczna ręka odłączyła się i upadła na ziemię, a zamiast niej pojawiła się wilcza łapa. Cały szkielet Jane zgarbił się, a jej twarz się wydłużyła, a z wilczej paszczy zaczęły wystawać ostre kły.
Wilkołak z nienawiścią w oczach spojrzał na Pympa, a potem na Shadowa, i zawarczał, po czym.... Zamarł w bezruchu. Widać, że w jego umyśle toczyła się walka. Wilk cofnął się, i zawył.
Pokręcił głową.
- Ej, ta forma jest... fajna! - rzekł. - Tylko trochę niewygodna. Nie macie się czego bać, nic wam nie zrobię... No chyba, że do mnie zaczniecie. Łoo, patrzcie na te pazury!
Popatrzyła na swoje łapy, ale zaraz potem opanowała się.
- Kurczę, jak się to cofa?
Skupiła się, i rozpoczęła odwrotną przemianę. Po chwili zamiast wilka stała normalna Jane. Podniosła swoją mechaniczną rękę i przytwierdziła sobie ją do kości.
- Mam dość takich atrakcji jak na jeden dzień. Hmm... Łał, czuję zapachy! I to dużo!
Rozejrzała się.
- Ktoś tu jadł boczek na śniadanie!
-
Bajcurus podniósł się.
- Tytokus... GRRRH, granat rozerwał mi pół pleców i za chwilę padnę wykrwawiony. Mógłbyś więc coś z tą raną zrobić, zanim zdechnę? Tylko szybko, bo jakieś chłystki chyba do nas zaczynają. A sam se nie poradzisz. A tak w ogóle, to uratowałem ci życie, i masz wobec mnie dług, muahahaha!
-------------
Jane przeczytała kartkę.
- Pympie, ta kartka nie jest tu bez powodu. Force sense mówi mi, że ona ma wielkie powiązanie z obecnym zadaniem. Musimy odnaleźć Shadowa, i to prędko... mam złe przeczucia.
Wręczyła kartkę Pympowi, i ruszyła w stronę wodospadu.
___________
Jane idzie do 4 (za wodospad).
BTW: To Bajcurus stracił życie, czy Holkuś se to wyśnił? Pytam aby się upewnić, bo i tak zostało mu 7 żyć, a za chwilę padnie z wykrwawienia, bo Tytok rusza się jak medyk w smole ;q
-
- GRENADE JUMP - wrzasnął Bajcurus, odbezpieczył granat i rzucił go na ziemię.
- Tytokusie, posklejasz mnie z powrotem, prawda?
Złapał medyka i odwrócił się plecami do granatu, aby wybuch trafił jego, a nie Tytokusa.
Wstrzymał oddech.
*Kab00m*
---
Jane spojrzała na Pympa i na kamień.
- Ten dzieciak był jakiś głuchoniemy?! Uch, zachowywał się jak ten wiewiór z Epoki Lodowcowej. Nawet dał nam kawałek lodu.
Wzięła kryształ, i ruszyła do chaty zielarki.
Co ona sobie myśli?! Wysyłać gości na poszukiwania jakiejś broszki. Już ja jej pokażę.
Miała zamiar wpaść do domu starszej pani, i powiedzieć jej w twarz, że nie ma czasu na takie głupoty. Misja jest zbyt poważna, chodzi tu o losy świata. Bogowie nie są jej sługami, żeby latać po mieście w poszukiwaniu jakiegoś świecidełka.
___
Jane idzie do 2 (tam jest chata tej babki, c'nie?)
-
- Świetnie. Ten brzydal chyba chce nas zabić.
Bajcurus olał docinek Tytokusa i popchnął go w kierunku drugiego końca sali, i zaczął uciekać przed kolcami.
- Zamiast głupio żartować myśl, jak się stąd wydostać, albo będą z nas szaszłyki - warknął, lekko wystraszony. Nie miał pojęcia jak stąd zwiać, a nie lubił przegrywać. Ostatecznie mógł rozpaść się na pojedyncze komórki, ale chciał też ocalić Tytokusa. W końcu medyk jest przydatny.
Jane była wściekła. Nie wiadomo, czy to przez to, że powoli przeistaczała się w wilkołaka czy przez to, że dzieci ją wyśmiały, czy też przez to, że w końcu nie znalazła broszki. Miała ochotę kogoś utłuc.
Te bachory wcale mi nie pomogły, tylko zmarnowały mój czas. Pewnie jeden ukradł broszkę i teraz się ze mnie śmieje. Ugh. Może powinnam po prostu wymusić informacje od tej znachorki?
Wyciągnęła pistolet i strzeliła do pierwszego królika, jakiego ujrzała. Zaraz jednak opamiętała się, i schowała broń.
Zauważyła "dziwnego" chłopca, i zbliżyła się do niego.
- Ej, ty. Tutejsza zielarka zgubiła broszkę, a jeżeli jej nie znajdę, to ze światem stanie się coś złego. Może niekoniecznie z twoim światem, ale jednak. A właściwie... Jeżeli mi nie pomożesz znaleźć tej cholernej broszki, to i na TEN świat spadnie coś BARDZO niedobrego! - rzekła, wściekle gestykulując. Widać, że nie jest do końca sobą.
________________________
Jane jest w (3).
-
Bajcurus zmienił się w człowieka i popchnął Tytokusa w kierunku wyjścia.
- Jazda! Nie ma czasu na podziwianie widoków, ten pociachany potwor zaraz zrobi mi z sierści jesień średniowiecza. Hmm, szczerze mówiąc, gdybyś nie był medykiem, zostawiłbym cię tu.
Kot miał ochotę wydostać się stąd jak najprędzej. Nie podobało mu się to, że co chwila traci przytomność i znajduje się w zupełnie innym miejscu.
Jane szepnęła do Shadowa:
- Idź za tą babcią. Coś mi tu nie gra. Ja poszukam tej feralnej broszki. Uch.
Jane zjadła pączka, i ruszyła w stronę bawiących się dzieci.
- Hej, dzieciaki! Mam dla was pewną propozycję. Widzicie to? - rzekła, pokazując pudełko z życzeniem, które dostała od kamienia. - Jeśli ktoś znajdzie broszkę tej starszej pani, dam mu to pudełko, które spełni jedno jego życzenie.
Zadowolona z siebie położyła się na trawie. To miejsce było cudowne - podejrzanie cudowne, ale mimo wszystko. Dziewczyna miała ochotę po prostu odpocząć.
Niestety, zraniona ręką jej w tym przeszkadzała. Jane usiadła na trawie, zdjęła snajperkę i położyła ją gdzieś obok. Zaczęła oglądać ranę, która z sekundy na sekundę wyglądała coraz gorzej. Infekcja zajęła już całą rękę aż do szyi, a na dłoni dziewczyny zaczęły pojawiać się jakby szpony. Teraz Jane wyglądała, jakby zamiast ręki miała... wilczą łapę?
Coś jest nie tak. Jeśli znajdę tą cholerną broszkę, to poproszę znachorkę żeby w zamian dała mi jakiś lek na infekcję.
______________________
Jane jest chora na wilkołactwo, i niedługo zmieni się całkowicie, ale tylko na chwilę.
I mam nadzieję, że mogę wykorzystać dzieci do poszukiwań? =p
@BlackMoon
ty wskrzesiłaś Almę, czy co? ;q
-
Bajcurus rzucił okiem na jednego z nieumarłych, krzyczącego "Ja jeszcze żyję!".
- To się da naprawić, muehehehe - zaśmiał się Kot, i wbił nieumarłemu sztylet w głowę.
- Tytokusie, zamiast pałętać się między tymi zdechlakami pomyśl lepiej, co teraz mamy zrobić.
Wyciągnął sztylet, i zbliżył się do bramy prowadzącej na arenę. Przeczytał kartkę.
- Co to za brednie?
Pociągnął bramę z kopa, chcąc ją otworzyć, ale brama ani drgnęła.
- Super. Gdybym nie zmarnował tego granatu na Cienia, to może udałoby mi się wysadzić tą bramę, ale niestety.
Bajcurus zamienił się w kota.
- Tytokusie, chodź za mną. Mój koci wzrok pozwala mi widzieć w ciemności. Hmm, no to rozejrzyjmy się... Na południowym zachodzie jest jakiś monolit otoczony drzewami. Proponuję tam pójść.
Nie czekając na zgodę, potruchtał w stronę monolitu. Szedł w miarę powoli, żeby nie zgubić Tytokusa. Mimo wszystko, ciężko zauważyć czarnego kota w ciemności... Gdyby nie jego jaskrawoczerwone oczy, Bajcurus byłby całkiem niewidoczny.
Jane rozejrzała się.
- To miejsce jest jakieś zbyt sielskie. Na waszym miejscu byłabym ostrożna - zwróciła się do bogów.
Zauważyła starszą panią zbierającą zioła, poszła więc w jej kierunku.
Uch, powinnam poprosić Tytokusa o pomoc z tą raną, gdy jeszcze mogłam. Ten jad zaczyna się rozprzestrzeniać... - pomyślała, zaraz jednak zastanowiła ją inna rzecz. - co mam zrobić z bronią? Uzbrojona po zęby kobieta wypytująca ludzi może nie być mile widziana w tak spokojnej okolicy.
Zbliżyła się do starszej pani, ignorując Shadowa, który chyba nie zrobił na tutejszych dobrego wrażenia.
- Dzień dobry - przywitała się. - Jesteśmy podróżnikami i mamy bardzo ważną misję. Mogłabym zadać pani kilka pytań? - spytała, jednak zaraz potem dodała: - I proszę nie przejmować się bronią, to dla ochrony osobistej.
Ale ściema.
-
@up
Wtedy Bajcurus był bogiem, więc technically był almost niepokonany.
Teraz nie jest bogiem. Proste.
Co do wrażliwości, to niestety, jestem osobą porywczą, i nie lubię gdy ktoś mówi co i jak zrobię.
I wiesz co? Wcale nie chciałem zrobić pojedynku w sensie "mordobicia". Chciałem zrobić pojedynek muzyczny, rock vs metal...
Ale już nie chcę. Dzięki.
@down
Co za róznica? Jeszcze będę uberował gitarą, a wtedy to już w ogóle...
A przekazane to było jeszcze przed tym jak wyskoczyły duchy z klepsydrą.
-
No dobra. Skoro tak bardzo staracie się mnie wkurzyć...
@Shadow
Ziomuś, masz jakieś DOWODY na to, że będzie overpower*? Jakieś argumenty na poparcie teorii o tym, że wszystkie ataki będą na kotku nieskuteczne? Bo jeżeli nie, to nie mów co ja będę i czego ja nie będę robił. Nie znasz mnie, a jeżeli twoja wypowiedź ma być w tonie "nie będę walczył, bo wszyscy wiemy że Bajcurus będzie niezniszczalny i zmiecie galaktykę dmuchnięciem", to proszę, oszczędź sobie takich przepowiedni. Bierzesz mnie za głupca który nie wie, że istnieje coś takiego jak fair play?
Widać, że ostatnio nie czytałeś w ogóle moich postów (np. tych z Cruadinem), bo widziałbyś, że na Bajcurusa wystarczy pięść.
Zresztą, sam mówisz, że "twoja gitara jest tak samo niezniszczalna jak ty".
Congrats...
Nie chcesz walczyć - nie musisz. Jakoś mi też odeszła na to ochota. Ciekawe dlaczego?
*przypomnijcie sobie IRCowe ustalenia odnośnie Bitwy O Niebo... Pewnie nikt ich nie pamięta. Ale ja pamiętam.
-

- Taak, moja ślina niewątpliwie dobrze smakuje, prawda? - zaśmiał się Bajcurus. W końcu splunął wtedy na granat, żeby przylepić go do gitary.
Gdy skończył się śmiać, podszedł do Luckera.
- Będzie jeszcze szansa na oklepanie ci dzioba. Nie znasz dnia ani godziny...
Jane nie zwracała na nich uwagi, ponieważ rana po ugryzieniu na lewym ręku zaczęła być... dziwna. Jakby po jej ramieniu rozprzestrzeniała się trucizna. Ale przecież te potwory nie atakowały jadem...
...prawda?
Zakryła ranę. Nie miała ochoty prosić nikogo o pomoc.
---------
@Shad
Eche. Mam ochotę skopać Cieniowi tyłek w
nie
uczciwej walce, ale ten ciągle jej unika. Czyżby się... bał? ;]
Jeszcze zobaczymy...
-
Jane ignoruje Luckera.
- Ech, czy naprawdę musimy grać w karty/kulki/inne gry, gdy świat czeka na ocalenie?!
Machnęła tylko ręką i przysiadła na ziemi. Ręka strasznie ją od tego machnięcia zabolała, rzuciła więc na nią okiem.
W lewe ramię wbite były dwa zęby jakiegoś potwora. Jane przygryzła wargę, i wyciągnęła zęby z ręki, po czym rzuciła je na ziemię. Poszukała wzrokiem Tytokusa, ale postanowiła, że nie będzie go wołać dla tak błahej rany.
Ciekawe, co będzie, gdy winda dotrze do celu?
Rozmyślając, przeładowała snajperkę i położyła ją sobie na kolanie. Wolała mieć tą potężną broń pod ręką, gdyby nagle coś zaatakowało.
Tymczasem Bajcurus się zdenerwował.
Spojrzał na Luckera.
- Nikt nie będzie mnie bezkarnie tłukł po ramieniu!
I rąbnął Luckera pięścią w twarz. Zaraz potem przeniósł wzrok na Shadowa.
- A ty co?! Zawsze zbiera ci się na rzępolenie, gdy potrzebna jest chwila ciszy! Ugh, ja ci pokażę.
Wyjął granat ogniowy i splunął na niego siarczyście, po czym wyciągnął zawleczkę i przyczepił go(granat) 'na ślinę' do gitary Shadowa.
- Wszyscy na ziemię, będzie bum! Buachachacha!
______________________
Ten granat nie jest groźny, tylko niewielki płomień i duża siła fali uderzeniowej. Bardziej do rzucania ofiarami po ścianach niż szpikowania ich odłamkami. Mimo wszystko, gitarę powinien rozwalić =p
-
Bajcurus uformował się przed jadną komór.
- Wskakuj do tych grobów, Abyssalku... Tam należysz! Już niedługo zostaniesz w jednym na stałe, muahahaha!
I wskoczył do środka.
Jane zeskoczyła z bestii.
- Dzięki za przejażdżkę. A teraz odejdź w pokoju, to nie odstrzelę ci łba - rzekła, i wskoczyła do trumny.
-
- Uch... Dzięki, Markosie, ale pierwsza pomoc na nic się nie zda - powiedziała Jane, odzyskując przytomność. - Po prostu wyczerpałam zbyt dużo Mocy, i to mnie osłabiło...
Jedna z bestii zaatakowała Sapphire, na którym leżała Jane.
- Kurczę. Do góry!
Myśliwiec od razu poderwał się do lotu, urywając Bestii mackę. Niestety, na 'górze' był sufit.
- Nie! Stop, w dół!
Nie zdążyła. Musiała wyskoczyć na bok, a Sapphire przebił sufit i poleciał gdzieś w głąb Iglicy.
Dziewczyna w locie wyjęła maczetę, i spadła na jedną z Bestii.
- Spokojnie!
Potwór szamotał się, chcąc zrzucić nieproszonego gościa, ale nie udało się mu to. W końcu poszedł po rozum do głowy, i sięgnął po Jane jedną z macek.
Oberwał jednak po niej maczetą.
- Niegrzeczny chłopiec. Rozwal tą drugą Bestię!
Potwór zdawał się rozumieć, ale na pewno nie miał zamiaru posłuchać. Zaczął skakać i strząsać Jane, po czym tłuc mackami we wszystko wokół. Zawsze jednak gdy macka zbliżała się do Jane, obrywała maczetą.
W końcu dziewczyna wkurzyła się, i ciachnęła Bestię maczetą w głowę
- Powiedziałam - Do ataku! Nie będę się powtarzać.
Potwór skapitulował i rzucił się na pobratymca.
- Tak lepiej.
Tymczasem Bajcurus zastanawiał się, za którą stroną się opowiedzieć.
Jeśli pomogę tym potworkom, to zaraz znikną, a ja będę miał z wszystkimi na pieńku. Natomiast gdy zaatakuję potwory, to... Nic mi z tego nie przyjdzie. A tak to moze uda mi się okaleczyć Solariona albo Pympa.
Bajcurus utworzył się z komórek, i wyszedł na zewnątrz, podziwiając potwora z Ostrz.
- Powiedz do widzenia, Abyssalku! Buechecheche!
Wyciągnął zakrzywiony sztylet Otchłaniowy i zamachnął się na Abyssala.
Nie zadał jednak ciosu.
- Ugh... Zapomniałem...
Kot wyraźnie osłabł, i upuścił sztylet na ziemię. Słaniał się na nogach, i wywrócił się na ziemię.
Jego ręce drżały i skutecznie utrudniały mu wyciągnięcie czegoś zza pazuchy. W końcu mu się udało - przedmiotem tym okazała się fiolka z widocznym gołym okiem, trzycentymetrowym robalem. Bajcurus zamaszystym ruchem rozbił fiolkę, i wypuścił robala na rękę. Ten wżał się w skórę, i wszedł pod nią.
Bajcurus po chwili odzyskał siłę, i wstał.
- Uch, na czym stanęliśmy...
Podniósł sztylet, i ruszył na Abyssala.
-
Głowa golema rzucona przez Pympa zmiotła Bajcurusa, zostawiając po nim mokrą plamę.
Po chwili kot złożył się z powrotem.
- Uch! Strata dobrego życia. Pymp mi za to zapłaci.
Spojrzał na połówkę Dachowca.
- Cierp.
I rozpadł się na pojedyncze komórki, zostawiając bogów samym sobie.
Jane tymczasem deczko się wkurzyła. Włosy jednak zaraz jej odrosły - w końcu to półbogini.
Ten statek chyba rzuca mi wyzwanie! Zobaczmy, czy wie, na co się pisze.
Wysłanie krótkiego sygnału, i już na horyzoncie pojawił się Sapphire, myśliwiec Jane. Dziewczyna wypadła z Iglicy, rozpędziła się i wskoczyła prosto na dach Sapphire.
- Ognia! - krzyknęła, a myśliwiec wystrzelił kilka rakiet w tarczę plazmową Carriera (bo tak zwał się ów wielki statek).
Rakiety zrobiły niewielką dziurkę, przez którą przeleciał Sapphire, kierując się w stronę półtorakilometrowego Carriera.
- Rób beczkę! - rozkazała Jane, gdy zauważyła, że w stronę myśliwca lecą rakiety. Gdy maszyna zaczęła się okręcać, Jane puściła się, i złapała jedną z rakiet. Nieco nią huśtnęła, i puściła tuż przed kolizją z drugą rakietą.
- Do mnie!
Myśliwiec zawrócił i podleciał pod spadającą Jane.
- A teraz na silnik tego wielkiego!
Gdy tylko Sapphire znalazł się w pobliżu silnika Carriera, Jane wskoczyła na silnik, i mechaniczną ręką wyrąbała sobie drogę do środka.
Znalazła się w środku jednego z ty. Podłożyła swoją ostatnią bombę semteksową, i wyskoczyła przez dziurę.
Tam czekał już na nią myśliwiec. Wskoczyła na dach.
*KABOOOM*
Silnik numer jeden przestał działać, a wielka część spadła gdzieś na Iglicę.
- Jazda na ten wielki generator!
I Jane poleciała w stronę generatora tarczy. Carrier postanowił przestać się patyczkować, i wycelował w Sapphire olbrzymie działo główne.
- O kurczę. W dół!
Nie zdążyła uniknąć pocisku, utworzyła więc wielką barierę z Mocy. Ogromna kula skoncentrowanej plazmy lekko zwolniła, ale nie całkowicie.
Jane przekrzywiła nieco tor lotu pocisku, który zamiast w nią uderzył w prawe skrzydło Sapphire. Myśliwiec zaczął robić beczki, i to wbrew woli dziewczyny, którą wyrzuciło gdzieś do tyłu. Zaczęła spadać, a kolizja z tarczą plazmową mogła być tragiczna w skutkach.
Na ratunek przyszły jej... rakiety samonaprowadzające. Złapała się jednej i skierowała ją w górę, co bardzo spowolniło jej spadanie. Po chwili przyleciała druga, która również została złapana.
- No to jazda!
Jane poleciała prosto na generator tarczy, i tuż przed kolizją rakiet z nim puściła się. Rakiety rozwaliły generator, a Jane spadła na Sapphire, który zdołał nieco ustabilizować swój lot.
Odsunęła się trochę od wielkiego Carriera.
- Dość tego dobrego!
Skupiła się, i chwyciła CAŁY statek Mocą.
- Zapraszamy na dół!
Z całej siły pociągnęła w dół. Carrier ledwo drgnął... Ledwo, ale jednak.
- No, dalej!
Włożyła w to jeszcze więcej Mocy. Wielki statek zaczął powoli obniżać się, a pozostałe silniki wypluły czarną parę, starając się utrzymać statek w powietrzu.
- Jeszcze..... trochę... ugh....
Jane słabła, ale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Wzięła głęboki oddech, i włożyła w Grip całą Moc.
Gigantyczny Carrier spadał. Silniki przegrzały się i odmówiły posłuszeństwa, a załoga ewakuowała się. Ogromny Statek wrył się w ziemię, a pół kadłuba zostało zmiażdżone uderzeniem. Drugie pół eksplodowało.
Jane osłabła, i nie mogła ustać. Upadła na Sapphire, i omdlała. Statek zaniósł ją z powrotem do Iglicy, czekając, aż ktoś jej pomoże.
______________
Ciekawe, czy ktoś to przeczyta... Dla tych, co nie wytrwają- rozwaliłem Wielki Statek.
-
Bajcurus otrzepał się. Był w kociej formie, więc zachowywał się jak kot.
- Bardzo mądrze, atakować >mnie< ogniem. Już ja im... A właściwie, co ja się będę przejmował? To tylko jakieś dusze.
Zeskoczył na ziemię i podreptał do najciemniejszego kąta w Iglicy, gdzie przycupnął i znudzony oglądał walkę.
Po co mam się wysilać, skoro nasi wykończą ich sami? Nie żeby ktokolwiek z nich *poprosił* o moją pomoc, muehehehe...
Gdy Bajcurus oglądał walkę, kampiąc się w kącie, jego uwagę przykuł... inny kot. Był to jakiś zwykły dachowiec, którego spłoszyła walka i postanowił skryć się w kącie. Niestety, wybrał ten sam kąt, co Bajcurus.
- To mój kąt. Wynoś się stąd, pchlarzu - warknął. Dachowiec chyba nie zrozumiał, bo przycupnął obok Bajcurusa. Ten już takiej zniewagi znieść nie mógł.
- Dość tego. Jeszcze przeskoczą na mnie twoje pchły! Won!
Dachowiec oberwał pazurem po głowie, i cofnął się, mierząc swego oprawcę wzrokiem. Przybrał bardzo wredny wyraz twarzy.
- I co się gapisz?! Chyba jednoznacznie powiedziałem, żebyś wynosił się stąd, jeśli ci życie miłe...!
Dachowiec wyskoczył prosto na Bajcurusa i zdzielił go pazurem po twarzy. Ten się wkurzył, złapał przeciwnika i wytoczył się między walczących.
Jane rzuciła okiem na dwa tłukące się na podłodze koty.
Czy on naprawdę musiał zaczepić tego kota w TAKIM momencie?!
Nie miała czasu na dalsze wywody, bo musiała uskoczyć w bok przed atakiem golema. Upadła na podłogę, i momentalnie wyjęła snajperkę i wystrzeliła pociskiem repulsorowym w głowę golemowi. Wielka głowa urwała się i potoczyła gdzieś w stronę klepsydry, a wkurzony i oślepiony golem zaczął machać rękami i berserkować, atakując wszystko wokół. Jane prędko wyjęła bombę semteksową, odłączyła ją i rzuciła w golema. Granat przykleił się do niego, po czym wybuchł. Ten posąg nie będzie już problemem. Jane postanowiła pomóc walczyć Lunarionowi, gdyż uważała, że łatwiej pokonuje się wrogów z kimś u boku.
- Witaj, Lunarionie - rzekła, przeskakując przez jednego z duchów w kierunku boga księżyca. - Ta masa pełznąca po suficie wygląda groźnie. Wiesz, jak sobie z nią poradzić? - spytała, rzucając semteksem w kolejny posąg. Został jej jeden granat semteksowy, więc musiała z posągami walczyć wręcz, gdyż snajperka i inna broń palna raczej tylko przysparzały kłopotów.
-
Bajcurus skończył obrabowywać grób, zamknął wieko, i odwrócił się do Shadowa.
- Naprawdę myślisz, że mnie pokonasz? Ty? Phi! Nawet nie wiesz, na co się porywasz... - warknął. - Więc lepiej uważaj, co do mnie mówisz, albo... Zaprezentuję ci headbanging w całkiem nowej, brutalniejszej formie. Przy pomocy podłogi. Buachachachacha!
Roześmiał się, zmienił w kota i wskoczył na nagrobek, czekając, co zrobi Shadow. Bajcurus nie spodziewał się wrogości ze strony Shadowa, a propozycja pojedynku była bardziej przyjacielska niż spowodowana chęcią sprania boga metalu. Teraz Kot zaczął się zastanawiać, czy się nie pomylił w doborze kamratów.
Jane spojrzała na Casula.
- Gdzie byłam? Och, tylko ratowałam świat. I... co masz na myśli, mówiąc "mały wypad"? - spytała, nieco zdziwiona propozycją. W końcu Casul nigdy nie był romantyczny, a ta propozycja brzmiała zbyt jednoznacznie, żeby nie było w tym jakiegoś haczyka... Tak przynajmniej uważała Jane.
- Znowu jakiś megaloman? Hmm... Nie wydaje ci się, że to dziwnie brzmi z moich ust?
No tak... Odpowiedź na zadane pytanie po prostu nie jest w jego stylu.
- Pamiętasz kamień, który zaburzył czasoprzestrzeń i dał moc Karolowi Gustawowi? No, tośmy go z Abyssalem powstrzymali. Ponownie. A teraz go zamknęliśmy, żeby nikt już go nie wykorzystał do własnych celów.
- Hmm... Ciekawe... A gdzie on jest? - zauważa niezbyt miły wyraz twarzy Jane - Obiecuję, że zaraz wyjaśnię, co miałem na myśli, ale najpierw muszę zaspokoić swoją ciekawość.
- Jest... Bezpieczny - odpowiedziała, ale po chwili dodała: - Wybacz, ale ja i Abyssal utworzyliśmy przymierze, aby chronić ten kamień przed chciwością bogów. I nie tylko ich.
Mówiła głośno, aby Abyssal wiedział, że kamień jest bezpieczny. Gdy ten zaczął grzebać w papierach, Jane gestem pokazała Casulowi, że nie będzie o tym dyskutować przy Abyssalu.
Zauważył to Bajcurus.
- Ech... Skoro nie mogę go dostać, to będę mógł przynajmniej z nim pogadać?
- Da się załatwić. A po co ci kamień? Jeśli chcesz życzenie, to mogę ci je podarować - kamień dał mi możliwość przekazania komuś jednego życzenia... A tobie dam je z radością. Wiesz o tym.
- O! Dziękuję! Ale to jest jak z mieczem. Możesz kupić i sprawdzić go po wyjściu ze sklepu, ale możesz również wykuć i mieć pewność, że jest on dobrej jakości. A po co mi kamień? Odkąd odpuściłem twojemu bratu, trochę się nudziłem i przez przypadek znalazłem zabazgraną książkę. Sądzę, że kamień ma z tym wiele wspólnego. Wracając do "wypadu". Co powiesz na wyjście gdzieś we dwoje? Gdzie tylko byś chciała.
Najpierw miała ochotę spytać "Sugerujesz, że dałabym ci felerne życzenie?", ale nie zdążyła, bo Casul... zaprosił ją na randkę! Nie myślała, że to się kiedykolwiek zdarzy.
- To... Świetny pomysł! Ja... Ty... Co się stało, że mi to proponujesz? - spytała, nie do końca wiedząc, jak się zachować.
- Znamy się długo, uczucia sobie wyznaliśmy, a ani razu nie byliśmy gdzieś sami. - odpowiada w głębi ducha uradowany z tego, że udało mu się kogoś zakłopotać.
- Dzięki, Casul - rzekła w końcu, uradowana. - Ale teraz pomóż nam znaleźć Holzena. Bez niego, całe Bractwo się zapadnie, a Ciemniaki zaczną atakować nas, a wtedy nie będzie czasu na wspólne spotkania.
Tymczasem Bajcurus już knuł kolejną intrygę.
Ona ma zamiar zdradzić nasze przymierze, i to dla tego bufona! Powiadomię o tym Abyssala, i skłócę go z nią.... Buechecheche! A gdzie dwóch się bije, tam kotek korzysta, muehehehe!
-
- Jeżeli ktoś ci pomoże... To na pewno nie ja.
Bajcurus zupełnie stracił zainteresowanie Markosem, i zwrócił się do Shadowa:
- Rock może i jest martwy... Ale jak ty dajesz koncerty, to przewraca się w grobie. Słowo daję, jakbym miał moją Otchłań, wyzwałbym cię na pojedynek.
Nagle przerwał, bo coś zauważył.
- Ooo, trumny! Szykuje się profanacja, muehehehe!
Przystąpił do otwierania jednej z kapsuł.
Jane weszła za Markosem.
- Pomogę ci szukać. Mam tylko jedno pytanko... Czego szukamy? Force Sense mówi mi, że to jedna wielka zagadka. Ech, gdyby John tu był... On znał Holzena lepiej niż ktokolwiek inny. Może to sprawka Ciemniaków? Słyszałam, że Holzen stał się nowym szefem Bractwa Asasynów. Ciemniakom chyba się to nie spodobało... Ale wątpię, że oni mogliby tak... zaburzyć Wszechświat. A może po prostu spytajmy Stellę? Ona w końcu wie wszystko.
Jane starała się jak mogła, żeby znaleźć jakieś odpowiedzi. Było to nieco dziwne, gdyż ona zazwyczaj nie angażuje się w sprawy wymagające siedzenia i główkowania. Zdecydowanie preferuje akcję.
-
Bajcurus przyszedł przed dom Markosa, jedząc grillowanego ptaka.
- Dobry ten ptak-posłaniec - rzekł do Markosa. - Powinieneś przysyłać mi ich więcej.
Dokończył posiłek, i rzekł:
- Jak tylko dorwę Holzena za tą wzmiankę o mnie, to mu pokażę prawdziwe zło... - wkurzył się, i po chwili dodał: - Ale najpierw trzeba zatrzymać tą falę niedobra. Zło jest złe, gdy jest bardziej złe od złego Zła. A to źle.
Przed chałupą Markosa pojawiła się również Jane.
- Jak zawsze ktoś musi wybić się z przeciętności i chcieć... Czegoś niedobrego. No ale cóż, od czego jesteśmy my?
Rozejrzała się po okolicy.
- Rozumiem, że ktoś ma pomysł, co mamy robić?
-
Jednego jesteśmy pewni. Musi się coś zmienić...........
Mówżeż za siebie XD !
Co ty chcesz zmieniać? Czyżby to był podstęp, żeby jednak kontynuować kolejkę questów i wywalić free time? Chyba nie, bo jak nie, to po co się kłócimy ;q? Probujemy se wmówić kto ma lepsze pomysły od kogo? To se ustalimy podczas free timeu. A Aidena nie zaczepiaj, bo on nie zaglądał do OA od jakiegoś czasu.
poparcia, oprócz mnie, udzielił mu także MarkosMój cytruksu, czyżbyś uważał, że >my< to ty, markos i Shaker? A co z resztą OA, oni się liczą?
Uch, tak ciężko mówić za siebie? ;>
wychodzi z tego koktajl mocno czasami niestrawnyBarmanem to ty nie będziesz ;q
U know, tu nie chodzi o to żeby wszystkie pomysły wrzucić do jednego garnka/szejka(to nie jest aluzja do Shakera/kubka czy co se tam wymyślimy. Zaletą free time jest to, że tu każdy nie tylko skrobie własną rzepkę, ale też pomaga innym skrobać ich (xD). Potrzebna jest współpraca, zaangażowanie i ŻYCZLIWOŚĆ, ale wynikiem tego może być naprawdę fajna, wielowątkowa i rozbudowana fabuła, w której każdy znajdzie coś dla siebie, ale też czasem będzie musiał ustąpić. A jak zaraz ktoś wyjedzie z tym, że niektórzy mogą się nie zgodzić na ustępowanie, to już uprzedzam: mówcie za siebie... =p
mój, gdzie tłukliśmy się o Świat Uksyd albo ostatni Gzymsa i w ogóle, coś tam jeszcze mogę szukać.Twój quest był całkiem fajny i miło się go... czytało. Niestety nie dane mi było uczestniczyć, ale wiedz, że zrobiłbym to z chęcią.
Trochę mnie zdziwiło, że wśród nudnych nie wymieniłeś żadnego mojego, skoro tak bardzo coś ci chyba we mnie nie pasi ;]
A może to tylko odczucie? ;q
Wyobrażasz sobie, co będziesz robił, jakie przygody rozpoczynał, jakie pomysły wcielał w życie, ale jak przychodzi co do czego, to cała kreatywność jakby ulatuje i nie masz pojęcia, co robić.Mów za siebie ;q
Ja takich rzeczy nie doznaję i nie doznawałem. A OA jest chyba za... małe na Writer's Block...? ;q
trochę odmiany trzeba, w końcu co za dużo, to nie zdrowo.Free Time to takie coś, w którym all jest odmianą od all ;q
Tam też granie samemu ze sobą nie ma sensu, cała rozgrywka opiera się na interakcjach z innymi graczami.Bang! Trafiłeś w dyszkę. Wg mnie najciekawsze posty to te, w których jest najwięcej interakcji z innymi graczami (dlatego nie czytam postów BM).
Owszem, są duże problemy z koordynacją tego wszystkiego i dyscypliną, ale jak się udaje, to wychodzą takie akcje, że oczom ciężko uwierzyć.Wszystko, czego potrzebujemy to chęć, przeciętne IQ ogółu, i... ogół. Myślę że mamy wszystko oprócz tego pierwszego...? ;]
I spokojnie CruaŚ, nie mam zamiaru flejmować. Jak dla mnie to przyjemna i fajna rozmowa.
Cholera, jak to jest, że ostatnio jakoś nie chciało mi się pisać, ale wystarczy, że ktoś poruszy temat istoty OA, to piszę takie kobyły?Bo wymiana zdań jest pr0 ftw i all ją loffają. I ogólnie dawno se nie mogliśmy poszprechać.
-
Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.Masz całkowitą rację, nie odpowiedziałem na twoje pytanie.
Jednak potem byłaby nuda, bo nie byłoby dla was rzeczy nie do zrobienia i pokonania.Skąd wiesz? W OA, takim freetimeowym OA, jedynym ograniczeniem jest (prócz regulaminu FA...) nasza wyobraźnia. Tak więc proszę: mów za siebie. Rozumiem, że twoja wyobraźnia nie poradzi sobie z romachem freetimeowego OA, ale nie musisz przekreślać innych.
uczestnicy(ogólnie) nie czują się odpowiedzialnymi za prowadzenie dobrej zabawyMów za siebie. Jeżeli nie znosisz ciężaru tej odpowiedzialności, to fine, ale są inni, którzy są gotowi wziąć sprawy we własne ręce, gdy rzeczy się sypią (i nie chodzi mi o "panowanie" jak to ujmował James, tylko o zwykły helping hand).
behemort i Markos mają wam zaufać, iż kłest się nie rozwali?( wiesz coś o tym MacTavish?)Uważam, że ogólny poziom IQ naszej OA-owej trupy jest na tyle wystarczający, że Behemort i Markos mogą spać spokojnie. A jak coś się popsuje a Beh i Markos znikną/porwą ich kosmici/wbije Hiszpańska Inkwizycja, to zrobię co w mojej mocy żeby pomóc.
Po prostu nie czujemy swojego limitu....mów za siebie.
Jesteście niezadowoleni tylko ze swojego powodu....mów za siebie...? Koleś, co ty z tym 'my'? Jesteś niezadowolony to mów, ale nie wypowiadaj się za mnie i innych!
To, że jesteśmy wszechmocni, nie znaczy, że jesteśmy wszechmocni! (Proszę mi powiedzieć, co to za środek poetycki użyty tutaj?)Hmm... niskie IQ? Nie, to chyba co innego, ale na pierwszy rzut oka mi się tak wydawało. Bogowie *są* wszechmocni. To prawda. Ale nie wykorzystują tego cały czas, bo byłoby nudno... W tym się chyba zgodzimy?
questy 'full free' są zbytnio nieograniczające!Przykład poproszę. Jakoś podczas questów FullFree nie narzekałeś (z tego co pamiętam).
Trzeba znaleźć złoty środek, a to bardzo trudneDla kogo trudne, dla tego trudne. Były questy naprawdę dobre, np. Matha, i te... mniej dobre, tu przykładu nie podam, bo nie chcę być niemiły.
jeżeli spróbujecie, zawsze możecie się wycofać.Nie byłbym tego taki pewien. Czasem jak się coś zacznie, to trzeba dokończyć, żeby nie psuć zabawy innym, a coś mi mówi że eventy dot. postaci w queście Behemort + Markos będą ze sobą powiązane.
potem ludziom po prostu brakuje pomysłów i motywacji.All zależy od pomysłów MG-a. Jak skończy się kolejka, to pomysły będzie mógł wdrażać każdy.... Mam tylko nadzieję, żeście się zbytnio nie rozleniwili.
nic nie zabija entuzjazmu do gry, jak odrzucenie jakiejś fajnej, szalonej idei tylko dlatego, że obecny MG nie potrafi tego jakoś wcisnąćI dlatego kcem free time. Tam all robi all i jest pr0.
Jak powiedział Tytok, trzeba znaleźć złoty środek, co wymaga talentu, planowania i mnóstwa szczęścia.Albo chęci i kilku osób do pomocy.
ciągle żyjęmózgggggggg
Dziękuję za uwagę i oczekuję spamowi.... rozbudowanej i interesującej a do tego dżentelmeńsko miłych i grzecznych kontrwypowiedzi (od mięsa mamy gg) ;q.
-
No, to piszcie jakoś tak bardziej wyrazistojasno, żeby potem ludzie masowo nie leavali xD
Niech wam będzie, /me is back in.
I witam z powrotem Markosa...
-
Dzień Dobry!
zombie -> powierzchownie zdrowy człowiekTo się wtedy nazywa Ghul ;q. Jeśli nie patrzeć na wygląd...
Ale! Ja tu w innej sprawie, a mianowicie:
ten quest to nie przelewki. Trochę to będzie przypominać sesję (rpg), więc uważajcie na kroki i nie idźcie na złamanie karku chociażby w pułapkę z kolcami, bo będzie co najmniej źle.No i ogólnie uważajcie.
Gratulacje, Behemort! Właśnie kompletnie zniechęciłeś mnie do questa. Możesz mnie odpisać, i nie, zdania raczej nie zmienię.
A gdybyśmy się już nie zobaczyli - Do widzenia i Dobranoc.
-
Aaaand Done!
Oficjalnie John Blade już nie jest bogiem. Ale nadal ma moc Moc ( dziwne, nie?). Ale to tylko symbolicznie, bo niedługo go ukatrupię. No i TYLKO tą moc Moc, innej nie.
Dat's It.
BTW
Hej Tytok, czy potrafisz ożywić ożywieńca?
-
- Yyy... No to powodzenia z tym wilkiem, cześć i czołem!
Zamachałem skrzydłami, i wzbiłem się w powietrze. Zaraz jednak zawróciłem, i zacząłem pikować prosto na wilka, chcąc go trzepnąć szponami po oczach i dać mojemu towarzyszowi czas na wzięcie tyłka w troki. To wszystko starałem się zrobić najprędzej, jak tylko potrafiłem, wiedząc, że nie ma czasu.
- Żartowałem! A teraz wiej, bo ten kundel chyba nie wystraszy się sokoła...
...Nawet tak strasznego, jak ja.


Olympus Actionus - temat główny, podejście trzecie
w Archiwum zagadkowe
Napisano · Edytowano przez MacTavish · Raportuj odpowiedź
Jane pokręciła głową.
- Też mi moc, mogę strzelać szarym glutem. Nawet nie wiem do czego służy. Ech... Może przyda się, gdy znów zobaczę tą zielarkę.
Popatrzyła na Shadowa siedzącego przy ścianie.
- Zachowywałeś się dość dziwnie, więc pewnie miałeś jakieś wizje. Opowiedz nam, co widziałeś... może da nam to jakąś wskazówkę co robić dalej?
Zbliżyła się do Cienia i podała mu rękę, chcąc pomóc wstać.
---
Bajcurus zmienił formę na ludzką, podszedł do wirujących kotów i celnym ciosem w ogony odłączył je od siebie. Repliki wywaliły się na ziemię, a Kot wyciągnął pistolet i wpakował w nie po dwie kule. Odwrócił się w stronę Tytokusów-podróbek.
- Radź sobie z nimi sam. Ja mam dość walki.
Oparł się o ścianę i spokojnie obserwował poczynania Tytokusa.