Holzen opuścił samotną planetę Blade'a, a życie dalej toczyło się swoim torem...
Nie na długo.
W pobliżu księżyca Luck stacjonowały oddziały wojsk Bractwa Cienia, które kolejno atakowały planety Asasynów. 'Opuszczony' księżyc Luck jednak nie wzbudzał podejrzeń owych oddziałów - do czasu, gdy nagle zadokował tam statek obecnego Szefa Bractwa Asasynów - Holzena. Bractwo Cienia natychmiastowo przeskanowało planetę w poszukiwaniu jakiejś tajnej placówki wojskowej, ale znalazło coś o wiele cenniejszego...
Blade'a.
Blade spoglądał w niebo, rozmyślając o Holzenie i jego wcześniejszych poczynaniach. Czy to wszystko było prawdą? Czy jeden z najbardziej przyjacielskich bogów Osiedla mógł naprawdę dopuścić się podobnych zbrodni?
Rozmyślania przerwał mu jednak wielki obiekt zbliżający się do powierzchni planety.
Blade dobrze znał wygląd statków Bractwa Cienia.
- Jack!
- Co jest?
- Do awaryjnego myśliwca, natychmiast!
- Ale co się...
- RÓB CO MÓWIĘ!
Jack pobiegł na dach, gdzie znajdował się stary, nieco zardzewiały myśliwiec ewakuacyjny przygotowany na wypadek jakiejś katastrofy. Jack był nauczony sterować owym statkiem - ojciec zadbał o wszystko.
Tymczasem na księżyc Luck wystrzelone zostały cztery kapsuły, a z każdej wyskoczyło po dziesięciu Mrocznych Asasynów.
Blade nie posiadał prawie żadnej mocy, ani broni. Żołnierze otworzyli ogień, i zmusili go do ucieczki wgłąb domu.
- Co robisz?! Odpalaj silniki, odlatuj stąd!
- Dokąd?! Bez ciebie?!
Blade mocą poraził silnik prądem, powodując natychmiastowe uruchomienie turbin, a myśliwiec poderwał się do lotu. Ze statku Bractwa wystrzelone zostały dwie rakiety przeciwlotnicze. Blade ostatkiem Mocy uchwycił jedną z nich i zmienił jej tor lotu, kolidując ją z drugą rakietą.
Kolejnych rakiet nie wystrzelono. Bractwu chodziło o Johna, nikogo innego.
Strzały ucichły, i zapanowała totalna cisza.
A więc to koniec.
John podszedł do drzwi. Force Sense mówiło mu, że na zewnątrz jest ponad trzysta osób, ze wszystkich stron. Nie było ucieczki.
Wziął głęboki oddech, i założył swoje ukryte ostrze.
Pchnął drzwi, i wyszedł na zewnątrz.
Przywitało go ponad 100 luf - reszta znajdowała się pewnie z tyłu domu, nad domem czy na domu.
- Znowu się spotykamy, John! - rzekł uśmiechnięty Bill, szef Bractwa Cienia.
Blade jednak nie miał ochoty na rozmowę. Błyskawicznie uniósł rękę, i wystrzelił ukrytym ostrzem w Billa.
Dwadzieścia lat temu, gdy Blade jeszcze był Asasynem, ostrze to trafiłoby Billa centralnie między oczy i zakończyło jego wędrówkę po tym świecie.
Teraz jednak zboczyło nieco z kursu, trafiając w bok twarzy Billa i pozbawiając go prawego oka.
Trzysta luf natychmiast wypaliło.
Odgłosy wystrzałów ucichły dopiero, gdy skończyły się magazynki.
- Jeszcze dwie platynowe kule w to co zostało z jego łba, a potem rozwalić tą planetę! Ma z niej nie zostać nawet atom, jasne?! ARgh!
Bill pospiesznie wrócił na statek, aby poddać się opiece medycznej oraz przetestować przeszczep oka.
Skończyło się jednak na opasce na oko.
**** <można wyłączyć muzykę>
Jakąkolwiek nadzieję miał Jack na ujrzenie ojca żywego, prysła ona wraz z wybuchem planety Luck. Nie było już nic.
Rozpacz i gniew Jacka przybrały formę Mocy, która wniknęła w niego, cieleśnie postarzając go o 10 lat. Był teraz wysokim, nieco umięśnionym młodzieńcem z brązowymi włosami oraz żółtymi, mechanicznymi oczami. Oraz przysięgą zemsty.
Świat zewnętrzny był mu kompletnie obcy. Lekcje historii udzielone przez ojca na nic mu się teraz nie przydały, gdyż nie miał zupełnie pojęcia co robić, i gdzie lecieć. Nie było nic...
...oprócz Holzena.
_____________
A więc Blade epicko umiera, a jego miejsce zajmuje Jack, którego karta niedługo znajdzie się tam, gdzie powinna < w biurokracji...>