-
Zawartość
666 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Posty napisane przez MacTavish
-
-
- Przyjaciel? Dopiero go poznałem - rzekłem. Posiadanie przyjaciela wydawało mi się... Rzeczą ludzką. Nie sokolą. Może i czułem do gościa sympatię, ale... Nie. Ja nigdy nie będę miał kumpla. Zresztą, i tak byłbym dla niego tylko problemem. Napuszyłem się, i szepnąłem do ucha rzekomemu 'przyjacielowi':
- Ta laska chyba mówi, że jak długo tu pobędziesz to będziesz miał kuku na muniu. Ja już mam, wiec się nie przejmuję, ale lepiej dla ciebie żebyśmy się zmywali.
Potem spojrzałem na gościa ze śrubokrętem.
- Nie wymachuj tym lepiej, bo wydłubiesz komuś oko - burknąłem. Wydawał mi się jakiś... Nieprzyjemny. Nie lubiłem go. - Skoro tak bardzo chcesz, żebyśmy szli, to na co jeszcze czekamy?
Przeniosłem wzrok na Julię i zauważyłem, że patrzy w niebo.
- Zanim się... zmieniłem, też często patrzyłem na niebo. Chciałem móc mieć skrzydła i odlecieć. I mam co chciałem... - rzekłem, i zdałem sobie sprawę, że smęcę. - Znaczy... Nie, żebym nie lubił latać. Bycie sokołem jest niesamowite... Ale nieco tęsknię nad porannym joggingiem.
Byłem zły, że w ogóle zacząłem o tym mówić. Pomyślą sobie pewnie, że jestem żałosny. I będą mieli rację.
Zasępiłem się.
-
Jane zerwała się na nogi i spoliczkowała Shadowa mechaniczną ręką*. Siłę takiego uderzenia można porównać do... uderzenia szklanki glanem? Enyłej, po zadanym ciosie splunęła na Cienia siarczyście. Uważała go dotąd za porządnego gościa, może nawet darzyła go swoistym szacunkiem i przyjaźnią... Do teraz.
Wyjęła z nogi jakiś odłamek, po czym przewiązała ranę skrawkiem materiału.
- Kryształy są na swoim miejscu.... Przepraszam za zwłokę, ale jak nagle zamiast żywiołaka wody wyskakuje kraken i potop jakiejś dziwnej masy, a potem moc świruje i okazuje się, że to całe miejsce jest naszpikowane ładunkami wybuchowymi, to... Przekopanie się przez to wszystko może zająć trochę więcej czasu.
Usiadła pod ścianą. Czuła się zmęczona, zła, wystraszona, poniżona i... samotna.
A na dodatek zła.
----
Bajcurus wyrwał sobie z tyłka cierniste kolce.
- AŁĆ
Obrócił się, i popatrzył na spadającą skałę.
- No dobra.
Uderzył płomieniem ognia prosto w spadający kamień, który zaczął nagrzewać się aż stał się płynny.
- No, to teraz tylko ściany. Lawa to wasz problem.
Bajcurus nie miał pomysłu na zatrzymanie ścian, więc huknął:
- JESTEM BAJCURUS, WŁADCA... eee... ten... no, NIEWAŻNE, Iimię starczy. ROZKAZUJĘ WAM PRZESTAĆ SIĘ ZAMYKAĆ!
To chyba jednak nie podziałało, Kot spróbował jednak innej taktyki.
- Eee... Jak nas zmiażdżycie i Holkas wygra, to on wybije cały świat i nie będziecie mieli już kogo miażdżyć....?
Znowu nic.
- Ech, nie sądziłem, że to kiedyś zrobię.... Ej, Mysterious Stranger, rozwal te drzwi!
_____
Żeby nie było, tutaj nie określam, że ty obrywasz, więc możesz się śmiało obronić. Nie to co w twoim poście, gdzie ja nie mam NIC do powiedzenia...
-
Shadow, nie manipuluj moimi postaciami. Ciekawe, co ty byś powiedział jakbym nagle napisał, że łapię twoją postać za nogi i nią targam?
Psujesz mi zabawę z gry.
"Mydła" nie ma, więc trochę nimi pokieruję.Chyba żartujesz

Ja jestem nawet, jak mnie nie ma.
BTW:
Beh, myślałem, że mówiłeś serio z tymi sytuacjami ekstremalnymi i możliwością śmierci. Bo jak tak patrzę... Wybrałem Jane złą drogę, przysuxiłem, wbiegłem w bomby a ty i tak mnie ratujesz, i to korzystając z tego zapomnianego perka, który nie przysługuje nawet tej postaci? Darn, jakie to naciągane.... Szczerze, to się zawiodłem, ale cóż... Tyś w końcu MG.
@down:
Niby dlaczego miałbym być nieobecny? Besides, nawet jakbym był, manipulacja jest manipulacją. A co do zasady Beha, to tak, chciałbym.
-
Jane nie ufała ani strzałce, ani jaśniejszej drodze. Wyglądało to jak pułapka. Zresztą, w takich warunkach wszystko wyglądało jak pułapka. No bo to w końcu była pułapka.
Jane uaktywniła Force Speed i popędziła zacienioną drogą. Force Sense mówiło, że wyżej jest coś zabójczego... Ale Force Sense ostatnio gadało same durnoty.
Jane poczuła, jak oślizgły jęzor potwora owija się wokół jej nogi.
Są za szybkie!
Zdecydowała walczyć. Wyciągnęła maczetę, i odcięła jęzor potwora. Poczuła, że zaraz coś na nią wyskoczy, padła więc na ziemię, a tuż nad nią przeleciała inna bestia. Jane miała dość. Aktywowała miotacz ognia w mechanicznej ręce, i buchnęła płomieniami w twarze bestii, przy okazji oświetlając okolicę.
Nagle zauważyła coś na suficie.
Coś jakby... Ładunki wybuchowe?
*klik* paliwo w miotaczu ognia skończyło się, i znów wszystko ogarnęła ciemność.
- Kurczę... - szepnęła.
--------------
- Muehehe, Holzuś się chyba bulwersuje! Jakby tylko wygramolił się tu cały, wszystko byłoby o wieele prostsze. Tchórz.
Bajcurus w locie założył nogę na nogę, i zaczął spokojnie polerować pistolet. Nie miał się czego obawiać, gdyż lawa raczej boga ognia nie zabije, a upadek nie powstrzyma >boga<. Zresztą, koty zawsze spadają na cztery łapy...
__________
Nie będzie mnie przez 10 dni, więc mogę zalegać z odpisami..... unfortunately.
-
Jane wytężyła słuch.
- NADCHODZĘ! AAAAA
*BAM ŁUP KRACH BUM BUM*
- WAZAAAAA
O jego zdrowie chyba nie muszę się obawiać. Przynajmniej nie fizyczne, bo z psychicznym już tak dobrze nie jest.
Bez namysłu ruszyła w ciemną czeluść.
Uch. Nienawidzę ciemności... W takich warunkach strzelanie jest niemalże niemożliwe.
Nagle wejście zostało zamknięte kamienną płytą, i ostatnie promyki światła zgasły. Ciemność była dogłębna, i niemal wyczuwalna.
- Świetnie! Zostałam oszukana przez własną moc! - krzyknęła. - Uch. Nie ma się czego obawiać, to tylko ciemność. W końcu...
*ŁUP*
- AŁ! Znalazłam ścianę.
Mówiła do siebie, żeby kompletnie nie spanikować. Zawsze bała się ciemności, uważała się w niej bezbronna, a teraz w każdej chwili coś mogło na nią wyskoczyć. Coś cichego, oślizgłego, i z paszczą wyładowaną zębami gotową oderwać głowę...
Nagle Jane zamarła. Dzięki wilkołactwu jej słuch się wyostrzył, a teraz usłyszała, jakby coś bardzo szybko pełzało.
Force Sense oszalało. Mówiło żeby iść we wszystkie strony na raz, że musi uważać na rośliny i że zaraz coś ją zaatakuje. I dodało coś o herbatce z rabarbaru.
Jane wyjęła pistolet, i wystrzeliła gdzieś w górę. Krótki błysk światła wystarczył jej, żeby zorientować się w sytuacji. Na suficie wisiały cztery oślizgłe potwory, które nie posiadały oczu. Ale posiadały paszcze... Wyładowane zębami, a jakże. Na dźwięk wystrzału wyskoczyły gdzieś w ciemność, a Jane słyszała tylko pełzanie i syczenie.
Jej stan można śmiało nazwać paniką.
---------
- WON
Tyle zdążył wykrztusić Bajcurus, zanim bestia porwała go i obaliła na ziemię. Potoczyli się po szarej ziemi, i uderzyli w jakiś nagrobek. No, Bajcurus uderzył. Głową.
- RAARHH! Unicestwię cię, bestio! GIŃ!
Złapał nagrobek, pojawił się za plecami bestii i rąbnął ją nagrobkiem po głowie. Ta odwróciła się i uderzyła pazurami. Bajcurus skontrował nagrobkiem, wbijając pazury potwora w marmur, i korzystając z jego nieuwagi rzucił nagrobek na ziemię, po czym władował pazurzastemu dwie kule w czaszkę.
- No.
Zabrał nagrobek. Mógł mu się jeszcze przydać, choćby jako broń.
Spokojnie wszedł przez drzwi.
-
- Jeśli "znajomi" definiujesz jako "osoby które jeszcze cię nie zamordowały i nie są blondynami oraz nie trzymają w ręku kuszy ani nie grożą ci śmiercią w męczarniach bądź niewolą", to tak, to znajomi.
Zasępiłem się, i popatrzyłem na "znajomych".
- Julia. Wybacz szczerość, ale ci nie ufam. No serio, wpadacie tu, roztrzaskujecie gigantycznego kundla i oferujecie nam 'wyrwanie się' stąd.
Zastanowiłem się. Trochę mnie przerażali. Jestem sokołem, i nie gadam z ludźmi, a tu nagle wpada cały tabun, i wszystkim chodzi o mnie. No cóż, skoro oferują pomoc...
- Jak się nazywasz? - szepnąłem do ucha kolesiowi, na którym się usadowiłem, po czym zwróciłem się do reszty. - Pójdę tam gdzie on. Jeżeli on idzie z wami, to ja też.
-
- To teraz zaprzęgasz bogów, żeby szukali dla ciebie zabawek z dzieciństwa? Mam znaleźć dla ciebie berło, żebyś mógł pobawić się w króla? Buachacha, słyszałem, że na starość ludziom odbija, ale nie myślałem, że aż tak. A teraz z drogi.
Odepchnął starca, i ruszył w kierunku wieży, którą widział w oddali, nagle jednak postanowił, że uda się gdzie indziej, i poszedł do 4. Szukał berła - nie wiedział dlaczego, ale coś mówiło mu, że to się do czegoś przyda. Bardziej jednak chciał krwi Konishi.
--------------------
Co ten kraken robi teraz?! Cokolwiek to jest, nie podoba mi się syczenie i bulgotanie. Muszę się stąd zwijać... I to szybko!
Jane z trudem podniosła się, i zaczęła kuśtykać w stronę suchszej części labiryntu. Niebezpieczeństwo zbliżało się, a Jane, mimo, że była poturbowana i "miała tylko 10 hp !!1111" zaczęła biec. Zamknęła oczy i pozwoliła, aby prowadził ją Force Sense. Nagle jednak poczuła, że coś przylega jej do pleców. Czym prędzej odczepiła to, i spojrzała na ową rzecz. Okazało się, że to była... ostatnia część kamiennego klucza! Musiał przylgnąć do Jane, gdy taplała się w sokach trawiennych i innych glutach. Ścisnęła kamień w ręku. Poczuła, że opatrzność nie obraziła się na nią totalnie.
____________
Bajcurus idzie do (4).
Force Sense prowadzi Jane do (1).
-
Ping 100-150 nie jest taki zły, wierz mi.
Jeżeli na cod2 taki masz, to na BO pewnie będziesz miał ok. 200 - gra jest o wiele bardziej neto- i sprzętożerna. Oprócz tego jest jeszcze pewien problem, który dotyczy(ł) większości graczy Black Ops - otóż gra niesamowicie zamula procesor, tak, że często wykorzystanie procka jest maksymalne, a multi jest niegrywalne. Głównie doznają tego posiadacze dwurdzeniowych procków. Wyszły już patche, ale nie wszystkim się to naprawiło. Tak tylko ostrzegam, iż kupujesz na własne ryzyko.
Hope this helps

-
To, co piszę do ciebie na gg powinno pozostać na gg. Nie odnoś się do tego na FA, tylko odpisz mi na gg.
---
Co do zdrowego rozsądku, to tak jak powiedziałem - ciężko jest coś własnego opisać, bo może ci to nie podpasić.
Co do pierwszych paru linijek twego posta, to nie rozumiem, po co piszesz taką głupotę. W OA mogą opisać 'nowe miejsce' albo gracze, albo ty. Może to wyglądać tak:
Post 1 - idę do toalety, czekam na MG aż opisze wygląd toalety
Post 2 - MG pisze, że toaletę trafiła kiedyś bomba atomowa, i muszę poszukać innego miejsca
Post 3 - idę gdzieś indziej
albo tak:
post 1: idę do toalety, opisuję jej wygląd, wychodzę.
U ciebie obowiązuje ta pierwsza wersja, czy tego chcesz, czy nie. Po prostu to quest, a ja sam mogłem nie wiedzieć, że akurat tą toaletę trafiła bomba i napisać coś innego, co się z twoją wersją nie będzie zgadzać. Gracze wolą się potem nie użerać z MG-em, któremu się coś popsuje w queście.
Wszystko jasne?
-
- E? - Bajcurus podszedł do starca, i zmienił postać na ludzką. - Taki dziadyga jak ty chce mi mówić, co mam robić? Wrrh.
Bajcurus pomyślał przez chwilę, i rzekł:
- Normalnie to rozkazuję spróchniałym starcom żeby zeszli mi z drogi, oddali wszystko, co mają i podziękowali... Ale jeśli wiesz, jak dokopać Tej, Której Imienia Nie Powinno Się Wymawiać Jeśli Nie Chce Się Dostać Nudności (
), to mów, jaki masz plan. Zauważył swój grób.
- I nie próbuj mnie w cokolwiek wrobić. Wiedz, że nie uważam Holkasia za wroga, tylko za ewentualnego wspólnika. Z naciskiem na "ewentualnego".
-----------------------------
Dlaczego ja zawsze mam takiego wielkiego pecha?! Ostatnio jak walczyłam z krakenem, wciągnął mnie pod wodę i prawie zabił. Wtedy pomogli mi Solarion i Abyssal... A teraz jestem sama.
Uch.
Władowała kulę mocy w wodę, co wyrzuciło ją na powierzchnię. Gdy tylko się wydostała, zaczęła uciekać najszybciej, jak mogła. Planowała wydostać się z wodnej części labiryntu, bo woda ją krępowała, utrudniała poruszanie się, i - co chyba najważniejsze - w wodzie kraken czuł się świetnie. Była jednak zbyt wolna, i po chwili wielka macka zmiotła kilka ścian oraz Jane. Dziewczyna skupiła się, i aktywowała Force Focus. Była skoncentrowana, widziała i czuła otoczenie. Znała swój cel - paszcza krakena. Odbiła się od kawałka ściany, i wyskoczyła do góry. Centymetry od jej głowy przeleciała wielka macka. Jane skoncentrowała Moc, i gdy wpadła do paszczy potwora, wyzwoliła ją na wszystkie strony. Uderzenie Mocy rozerwało jamę gębową krakena i wyrzuciło z niej Jane. Krew potwora nie działała na nią dobrze... Najpierw pojawiła się sierść, potem pazury, kły, łapy, ogon i wszystko inne, a wilkołak wpadł w szał bojowy. Zaczął atakować wszystko po kolei, siekąc ślepo i warcząc przeraźliwie.
Wtedy kraken przestał się patyczkować, złapał wilkołaka, i połknął go w całości.
- RRAARRRGHHH
Mniej więcej tak brzmiał wrzask wilka wpadającego do soków trawiennych. Ściany żołądka były bardzo trwałe, więc wydrapanie w nich dziury nie było dobrym pomysłem. Jane, która odzyskała zdolność jako-takiego myślenia, postanowiła wykorzystać resztkę Mocy, i uderzyła prądem we wszystko dokoła. To wykonało skurcz żołądka, oraz... Zwrócenie całego posiłku. Gdy Jane wydostała się na zewnątrz, oblepiona, poparzona i półżywa, złapała jakąś długą, zaostrzoną kość przypominającą dzidę i z całej siły wbiła ją krakenowi w oko. Potwór zawył, i zaczął machać mackami, próbując wyjąć kość, a w tym czasie Jane zaczęła uciekać. Zmieniła się już w człowieka, ale ciągle oblepiały ją żrące soki trawienne. Wpadła do jakiejś kałuży wodnej, i obmyła się z soków, po czym wyszła, i zrozumiała, jak bardzo jest wykończona. Nie miała dalej siły, żeby iść, ani żeby walczyć. Po prostu usiadła pod jedną ze ścian, i czekała, co będzie dalej.
_________
Yeah, ciężko jest wykończyć gigantycznego potwora...
-
...
Well, mordowanie żywiołaków w labiryncie raczej nam wiele weny nie daje, więc zamiast whinić radzę zmienić nieco scenerię... I to nie tylko u nas. Pchnij akcję do przodu, wprowadź nowe postacie i cele, bo jak cały post ma wyglądać "biorę kamyk i wkładam go w drzwi" czy coś, to nie ma co pisać. Jak będzie co pisać, to się napisze...
-
Bajcurus zauważył na szyi Konishi ślad.
- Czyżbyś nie wytrzymała tej okolicy nerwowo i próbowała się powiesić? Muehehe, znam ciekawsze sposoby na śmierć. Może niedługo ci jedną zademonstruję.
Postanowił oddzielić się od Tytokusa i Konishi. Nie miał ochoty iść z nimi gdziekolwiek, ruszył więc w przeciwnym kierunku i zaczął uważnie rozglądać się po okolicy. W oddali zauważył jakąś basztę (2) lub coś w tym stylu, skierował się więc w tą stronę.
-------------------------
- Świetny pomysł, rozwalmy cały ten labirynt. Uch.
Jane dzięki ugryzieniu wilkołaka zyskała niesamowity węch. Teraz, gdy hałaśliwy Cień się oddalił, bez problemu wyczuła, skąd przyszła. Doszła więc do okrągłego 'talerza' i wcisnęła do niego zdobytą część.
Hmm... Te ściany są wilgotniejsze od pozostałych!
Zauważyła, że jedna z odnóg labiryntu była znacznie bardziej wilgotna. Ruszyła tą odnogą z czystej ciekawości. Wody było coraz więcej, a odnogi wyraźnie szły w dół. W końcu, gdy wody było po kostki, Jane domyśliła się, że tu znajduje się żywiołak wody. Dalsza część labiryntu była zalana - trzeba było płynąć.
No cóż, miałam ochotę na odświeżającą kąpiel, to mam co chciałam.
I wskoczyła do wody. W końcu wypłynęła do swoistego legowiska złożonego z powalonych ścian. Wyglądało to jak ślepy zaułek - jedyna możliwa droga, to z powrotem... I w dół.
Jane zanurkowała. Woda była czysta, ale niepokojąco czarna - gdyby nie niebieskie światełko przy dnie, Jane zgubiłaby się, i pewnie utonęła.
W końcu dopłynęła do światełka. Spodziewała się, że będzie to ostatnia część klucza (a przynajmniej coś bardzo przydatnego...), więc złapała je i czym prędzej zaczęła wypływać na powierzchnię.
I wtedy okazało się, że chwyciła wabik żywiołaka wody, który nie lubił, jak ktoś chwyta jego wabik. Postanowił więc zabić pierwszą osobę, którą zobaczy.
_________________________
Bajcurus idzie do (2).
-
-
Zależy w którą ty idziesz - odparł do Konishi Bajcurus, i zmienił się w kocią formę, po czym podbiegł do czyszczącego buty Tytokusa, wskoczył do jego torby medycznej i zwinął się w kłębek. Miał dość.--------
- Dobra robota - rzekła Jane do grającego Shadowa. Zgaduję, że ten ziemiołak jest tu strażnikiem. Teraz trzeba po prostu zwinąć tą część talerza -klucza. I coś mi to mówi, że owa część znajduje się w tej skrzyni podpisanej "skrzynia z częścią talerza-klucza strzeżona przez żywiołaka ziemi".
Odstrzeliła kłódkę, i wyjęła część.
- To teraz trzeba wrócić. Wyczerpałam znaczną część mojej mocy, więc chwilowo Force Sense się nie przyda... Chyba pamiętasz drogę, Cień?
-
- Miło, że się do mnie przyłączyłeś - rzekła do Shadowa. - Cokolwiek znajdziemy, nie ma z nami sza... O kurczę!
Przez korytarz wtoczył się wielki żywiołak ziemi. Zauważył Jane, i ruszył w jej stronę. Dziewczyna odwróciła się, i zaczęła wiać, ale żywiołak porwał ją w swe silne łapy. Jane zdążyła strzelić ze snajperki, ale nic to nie dało. Skupiła się, i obszarowo uderzyła Force Repulse. Odskoczyła od żywiołaka, i wytworzyła tarczę z Mocy. Tarcza jednak prędko słabła pod naporem silnego żywiołaka.
- Shadow! Moje ataki są na to coś nieskuteczne, więc mam nadzieję, że wiesz, jak go rozwalić!
Tarcza puściła, a żywiołak wtoczył się wgłąb korytarza.
----
Bajcurus, który odmówił korzystania z mocy proszku Konishi, wypłynął na brzeg (ten od strony wyjścia).
- Ekhu, ekhu! ZAMORDUJĘ ICH, SŁOWO DAJĘ
Gdzie ten anioł?!Wstał, krztusząc się, a jego ciuchy błyskawicznie wyschły (bo są pr0, a pr0 ciuchy nie mogą być ubrudzone krwią, prawda?). Ruszył w stronę jednorożca.
- Ej, aniołku? Chodź tutaj...
Zbliżył się do niego.
- Chodź, to WYRWĘ CI SKRZYDŁA, NADZIEJĘ NA RÓG JEDNOROŻCA I KAŻĘ CI JE ZJEŚĆ
__________
Jane jest w (3).
BlackMoon, nie manipuluj moją postacią. Uderzenie skrzydłem może jeszcze być, ale wrzucenie mnie do krwi już nie. Jakbyś napisała, że popychasz Bajcurusa w krew, to co innego - miałbym możliwość uniknięcia kąpieli.
-
- Niewdzięcznik.
Jane zbliżyła się do tajemniczego okręgu.
- Wygląda na to, że trzeba tu wsadzić cztery... yyy... Kawałki czegoś, to stanie się... Coś.
Uruchomiła Force Sense, i dotknęła okręgu.
- Czuję, że... Wyczuwam obecność pierwszego kawałka. Chodźcie za mną.
Wyciągnęła rękę do przodu, i mając zamknięte oczy zaczęła kluczyć po labiryncie. O dziwo nie zderzyła się z żadną ze ścian, ani nie weszła w ślepy zaułek. Force Sense dobrze ją prowadził... Jak na razie.
----
- Użycie Konishi jako deski surfingowej odpada... Zmuszenie Tytokusa do wypicie całej tej krwi chyba też - głośno myślał Bajcurus. - Hmm, a gdyby tak...
Zbliżył się do towarzyszy.
- Chce ktoś trochę popływać? Nie bójcie się - zaczął, i złapał Konishi za rękę. - Panie przodem

_________________________
Jane idzie do 3. Nie wiem, co tam będzie i jakie żywiołaki są dostępne, więc zdaję się na Behemorta...
-
EKHU EKHU KHYY (zaraził mnie =O)
Aye, Syskol dobrze gada. Dlaczego to idzie tak powoli? Rozumiem, że chcecie uSesjowić co się da, ale bez przesady =p
Fabuła jest ciekawa, ale all musimy siedzieć i czekać. Gah, to czekanie mnie dobija.
-
Bajcurus zrobił facepalm... Tytokusowi. Bardziej to było face-fist, ale nazewnictwo raczej nie jest ważne. Bardziej skutki (czyli -oby- siniak).
- Niekompetentny głupcze, ten miecz mógłby ocalić nam życie! Co teraz zrobisz, jak przyjdzie więcej tych orków, co?!
Rzucił okiem na Konishi.
- Zresztą, wolałbym już tabun orków niż ją. WRRH, nieszczęścia chyba chodzą parami... A Tytokus i Konishi byliby świetną parą.
Nie czekając na resztę, ruszył w stronę miejsca, którego strzegł ork, chcąc odnaleźć Holkasa.
------------
Jane nie czuła się dobrze. Straciła dużo krwi i była osłabiona, a do tego wszystko dwoiło jej się w oczach. Mimo tego szła. Wreszcie dowlokła się do jeziora i mniej więcej ogarnęła sytuację, po czym zwróciła się do utopca.
- Pymp ma rację. Mam kompletnie dość tego miejsca, i nic nie poprawi mi humoru tak bardzo, jak widok płonących chat. No i wiedźm na stosie - rzekła, patrząc na znachorkę. - I nie próbuj nas oszukać ani nic w tym stylu. Miałam dziś okropny dzień.
-
- Cha, widzieliście, jak skopałem temu kundlowi tyłek? O, tak! Jestem najniesamowitszym sokołem na świecie!
Zatoczyłem koło nad wszystkimi, i osiadłem na ramieniu tego... kolesia, którego spotkałem na samym początku.
- Jak wy się w ogóle wszyscy nazywacie, i czego ode mnie chcecie? Bo ja się chyba przedstawiać nie muszę. Mam wrażenie, jakby cały ten świat chciał mnie złapać i nadziać na rożen. Jesteście razem z tym elfem-blondasiem, albo panem Marakują?
Nastroszyłem pióra, żeby wyglądać groźniej.
- I bądźcie ze mną szczerzy... Albo będziecie wszyscy musieli wyposażyć się w kapelusze - dodałem.
Chyba dostaję świra.
-
- Zabij go w końcu, Tytokusie... Na co czekasz?!
Bajcurus opadł na ziemię.
- Tyle zachodu dla jakiegoś strażnika. Jakby wbicie sztyletu w szyję nie wystarczyło.
Pobiegł na bok, atakując strażnika ogniem i przyciągając jego uwagę.
- Rąbnij mnie, no pokaż, jaki to silny jesteś! - prowokował go. To odwróciło uwagę potwora od Tytokusa, który teraz mógł uderzyć od flanki.
---------------------
Kolejny strzał ze snajperki przepołowił dwa inne wilkołaki. Bariera padła, a na Jane wyskoczyły cztery wilki.
- Cholera!
Rzuciła snajperkę, i odskoczyła do tyłu, ale jeden ją dopadł. Jego pazury wbiły się Jane w brzuch. Dziewczyna skupiła całą siłę, i rąbnęła wilkołaka w pysk mechaniczną ręką, pozbawiając go głowy. Gdy wyskoczył na nią kolejny, Jane uderzyła atakiem obszarowym wszystko dookoła, odpychając i odrzucając bestie. Szybko podniosła się, i wyjęła maczetę. Pozostały trzy wilki na nią jedną. Do tego była ranna.
Wystrzeliła Szarą Maź w jedną z bestii. Małe robociki zaczęły zżerać wilka, który padł na ziemię i skomląc próbował je z siebie zrzucić. Bezskutecznie. Nagle jeden z wilkołaków oflankował Jane, i wskoczył na nią od prawej, zaciskając zęby na mechanicznej ręce. Jane uruchomiła moduł miotacza ognia, ale bestia nie puściła mimo tego, że jej pysk wypełniały płomienie. Dziewczyna zamachnęła się, i wbiła wilkołakowi maczetę w czaszkę. Zaatakował ostatni z wilków, wbijając pazury w nogę dziewczyny.
- Dość tego!
Jane użyła resztki Mocy, i zaatakowała prądem ostatniego z wilkołaków. Gdy był oszołomiony, przyciągnęła Mocą snajperkę i celnym strzałem przepołowiła wilka.
- Uch... Czy to już ostatni?!
Maczetą podważyła szczękę wilkołaka, który ciągle miał w pysku mechaniczną rękę Jane, i uwolniła urządzenie. Żadnemu z modułów nic się nie stało, ale rękawica zakrywająca części była porwana. Jane miała rany cięte na brzuchu, twarzy, ramionach i nodze, a jej ubranie było niemalże w strzępach. Gdyby ktoś teraz ją zobaczył, mógłby ją uznać za jakąś zwiastunkę śmierci czy coś w tym stylu.
Podniosła się, i obandażowała ranę na brzuchu oraz nodze. Utykała - bieg byłby w takim stanie niemożliwy. Do tego obficie krwawiła.
Poszła jednak dalej. Nie wiedziała, gdzie - szła po prostu przed siebie, mając nadzieję, że los, który dotąd ją "trollował", w końcu pomoże jej odnaleźć jakiś dom.
___
Behemort, tak chciałeś, żebym się tłukł z wilkołakami, to masz, teraz to czytaj xDD
-
behemort
1. Pierwsze co pomyślałeś/pomyślałaś, gdy zobaczyłeś/zobaczyłaś jego/ją na forum? Kolejny fan hirołsów, czy szto?
2. Co myślisz|czujesz, gdy patrzysz na jego/jej avatar? Kolejny fan hirołsów!
3. Co byś mu/jej dał/dała co posiadasz? Chyba by mu się nie spodobało...
4. A co zabrałbyś/zabrałabyś? musk!
5. Co Cię w nim/jej zachwyca/zadziwia? Niebagatelne bogactwo umysłowe. Rly.
6. Co Cię w nim/jej bawi? Co drugie jego zdanie? ;q. On żartuje co chwilę, i dobrze mu to wychodzi. Bardzo dobrze.
7. Jak wg Ciebie spędza lub powinien/powinna spędzać wolny czas? Jednym okiem czyta książkę, drugim FA, a trzecim obserwuje otoczenie.
8. Czego mu/jej życzysz? Wszystkiego najlepszego! ( ;] ).
9. Jaka jest jego/jej charakterystyczna cecha? Mądrość i poczucie humoru.
10. Co byś mu/jej doradził? Za głupi jestem, żeby mu doradzać =p
11 Napisz jedno zdanie, które najlepiej jego/ją scharakteryzuje. Co złego, to nie on xD ?
12. Z jaką gwiazdą/sportowcem/politykiem Ci się kojarzy? On be niepowtarzalny, raczej z nikim go nie skojarzę ;]
13. Jakby był zwierzęciem, to byłby... i dlaczego? Behemotem. Tylko takim z IQ 180.
14. Jakie Twoim zdaniem jest jego/jej życiowe motto? "Kieruj się sercem... I rozumem" ? ;q
15. Ulubiony cytat jego/jej słów. " Jo "
-
Bajcurus w ludzkiej postaci wstał i otrzepał się.
- Kto w ogóle powiedział, że jestem niewierny?!
Zbliżył się do swojego klona.
- Giń.
I nacisnął czerwony przycisk, po czym odwrócił się w stronę Strażnika.
- Nie jestem niewierny. Wręcz przeciwnie, uważam, że Holkas odwalił jak dotąd kawał dobrej roboty. Tylko wiesz, dlaczego zaraz cię rozwalę i wpadnę do środka, wyłamując wrota?
Wyskoczył w powietrze, uderzył strażnika ogniem w głowę, i opadł na ziemię.
- Ja nie pukam.
Wyjął sztylet, i rzucił we wroga. Ostrze wydało jakby sygnał płomieniom, które niemalże eksplodowały gorącem, szalejąc i rwąc wszystko na swej drodze. Taka temperatura prawie roztopiła metal. Bajcurus wskoczył strażnikowi na grzbiet, wbił mu sztylet w szyję, i trzymając się go jak kierownicy, wrzasnął do Tytokusa:
- Nie stój tak, strzelaj!
--------
Jane wystarczył jeden rzut oka na wilkołaki, i wiedziała, że coś z nimi nie tak.
Dlaczego wszyscy uwzięli się na mnie?! Ten las się nie kończy, a gdy tylko ułagodziłam te kundle, to zaraz ich coś opętuje i znów się na mnie rzucają. Jakby ktoś próbował mnie strollować.
Było ich za dużo, walka z wygłodniałymi i do tego opętanymi wilkołakami nie jest dobrym pomysłem, a zamiana w ludzką postać zajęłaby za dużo czasu. Wystartowała z kopyta, chcąc jak najprędzej wydostać się z tego lasu. Wilkołaki jednak doganiały ją. Stanęła więc w miejscu, i wytworzyła wokół siebie barierę z Mocy. Wilki wyrżnęły centralnie w barierę, a gdy stały oszołomione, Jane spokojnie zmieniła postać na ludzką.
- To teraz się zabawimy.
Wypaliła ze snajperki.
-
Bajcurus tępym spojrzeniem gapił się na przyciski.
Miecz, który nie krzywdzi? Mam go zatłuc balonem?
- Tytokusie, wciśnij ten, który chcesz, a ja wcisnę odwrotny. Mnie te klony nie obchodzą.
Ruszył w stronę orka-strażnika.
- Witaj, orku. Widzę, że stoisz tu na posterunku całymi dniami. Widzisz, że my nie jesteśmy żadnym zagrożeniem - dwa cherlaki, szczególnie ten medyk od siedmiu boleści. Nie ma po co nas atakować. Zresztą, ilu masz kumpli? Bo z taką twarzą to chyba zero, mueheheh. Czas to zmienić! I nie chodzi mi tu o skorygowanie ci szczęki pięścią, a o... przyjaźń! Tak! Jeśli nie wiesz co to znaczy, to zaraz się przekonasz. Macie tu jakąś orkową knajpę? Jeśli tak, to pierwsza rundka jest na mnie!
Bajcurus miał nadzieję, że orki są w miarę tępe. I że rozumieją, co się do nich mówi.
---
Jane stanęła w miejscu, i zawyła. Wilkołaki struchlały.
Uderzyła prawą łapą o ziemię, i machnęła lewym pazurem, obnażając kły, co znaczyło mniej więcej "Krok... Dalej... Rozerwę... Na strzępy!", po czym wyrwała z ziemi drzewo, i rzuciła nim gdzieś daleko poza las.
"Jeśli... Atak... To... Śmierć" - dodała, i ruszyła w stronę, z której dochodził najsilniejszy zapach ludzki, czyli wioski w (6). Jeśli wilkołaki zaatakują, Jane się z nimi policzy. Jeśli ułagodzą się, to zmieni się w człowieka jak tylko wyjdzie z lasu.
____________
Beh...
1. Nie grałem w Gothica.
2. Ork w każdej chwili może maczugą przerwać monolog Kota, nie że stoi i czeka w miejscu aż ten skończy gadać ofc ;q
3. Jane idzie do (6).
4. Dzięki za półpochwałę w Biurokracji ;q. Przynajmniej ktoś docenia starania ;]
5. I CANT GET THESE #%@%#! NUMBERS OUTTA MY HEAD
-
Bajcurus wkurzył się.
- Ja do ciebie grzecznie, a ty z chamstwem?! Już ja ci pokażę.
Wyciągnął sztylet, i... Nic. Nie mógł ruszyć ręką, bo rana od dziwnego ataku orka sprawiła, że ciało wokół niej obumarło.
Bajcurus wyciągnął lewą rękę, i uderzył w orka kilkoma fireballami. Takie potwory podobno dobrze się palą.
---
Jane skupiła się, i przybrała postać wilkołaka. Rzekła po wilkołaczemu:
- Pomoc... Dobra. Razem.... zabić... drzewo - powiedziała. Mowa wilkołaków była prymitywna, i polegała na subtelnych znakach. Na przykład żeby powiedzieć "zabić", trzeba pokazać pazur na lewej łapie.
Bez problemu rozcięła lianę naszpikowaną kolcami i wyswobodziła nogę, po czym razem z resztą wilkołaków obróciła drzewo w drzazgi.
Gdy już skończyli, Jane postanowiła się lepiej z nimi porozumieć.
- Potrzebuję... świecącej... rzeczy. Cenna... dla... ludzi. Pachnie... ludźmi. Muszę... znaleźć.
-
Jane uśmiechnęła się.
- Tylko nie umierajcie zbyt szybko, dobrze?
Gdy agent z dziwnym urządzeniem zbliżył się do dziewczyny, ta błyskawicznym ruchem zaatakowała maczetą. Agent uchylił się, ale urządzenie zostało przepołowione, a połówki spadły i roztrzaskały się o podłogę. Kolejny atak maczetą na agenta - ten po prostu zablokował ostrze na swojej dłoni. Była niczym kamień. Jane grzmotnęła agenta mechaniczną ręką w brzuch. Faceta odrzuciło, i rąbnęło nim o ścianę. Pięciu pozostałych wyjęło beretty, i otworzyło ogień.
Jane skoczyła w bok, za biurko, i tam przeładowała magazynek. Długo się jednak nie skryła, gdyż agent, którym rzuciło o ścianę uniósł biurko i odrzucił je na bok. Jane strzeliła do niego z glocka, ten jednak o dziwo uniknął strzału. Strzeliła drugi i trzeci raz, agentowi jednak nic się nie stało. Dziewczyna uruchomiła moduł miotacza ognia w mechanicznej ręce, i buchnęła agentowi w twarz płomieniami. Gdy ten zaczął biegać dookoła, próbując się ugasić, reszta schowała bronie i ruszyła na Jane. Ta wyjęła atrapę granatu, wyciągnęła zawleczkę i rzuciła w ich stronę. Agenci rzucili się na ziemię, aby uniknąć wybuchu, który nie nastąpił, a Jane przybiła jednego z nich maczetą do podłogi. Gdy czterech pozostałych podniosło się, rozpoczęła się walka. Jeden złapał dziewczynę za gardło, chcąc ją udusić. Ona wystrzeliła w niego Szarą Mazią.
- AARGH
Nanoboty rozprzestrzeniły się po ciele agenta, jedząc go żywcem, a Jane korzystając z chwili nieuwagi reszty grzmotnęła jakiegoś agenta mechaniczną ręką w twarz. Ten już się nie podniósł. Inny uderzył Jane w brzuch, podniósł ją i rzucił nią o podłogę. Podszedł do niej z zamiarem dobicia, i... Został przeszyty pociskiem repulsorowym. Jane uniosła przedostatniego agenta Mocą, uderzyła nim o ścianę, po czym wywaliła go przez ścianę potężnym Pchnięciem Mocy.
Został jeden agent. Dziewczyna spokojnie podniosła go do góry Mocą.
- Ciesz się, masz dziś szczęśliwy dzień. Przeżyjesz.
Odrzuciła go gdzieś na bok, i wyszła złotymi drzwiami.
Znalazła się w lesie.
Super. Ciekawe, co tu na mnie wyskoczy?
Zaczęła rozglądać się po okolicy.
Bajcurus podszedł do Tytokusa.
- Tam na górze stoi jakiś koleś. Idę zobaczyć, czy to kolejny wróg, czy może ktoś, z kim można się dogadać. A ty lecz się szybciej, bo zostaniesz sam.
I poszedł na górę, nie przejmując się Tytokusem.
- Ej! Ty! Tak, ty! Jesteś istotą rozumną? Bo jak nie, to kula w łeb!
___
Jane jest w (5).


Olympus Actionus - gdzie diabeł mówi "kartę poproszę"
w Archiwum zagadkowe
Napisano · Edytowano przez MacTavish · Raportuj odpowiedź
@Tytok
Yeah, nie tylko ty zapomniałeś. Mam wrażenie, że Behemort wziął swojego questa niczym jabłko, obrał go ze wszystkiego, co słabsze i tą słabą 'skórkę' sklecił w zadanie dla grupki ze mną, Tytokiem i Konisią, a najlepszy questowy 'owoc' podzielił między resztę. No offence, beh.
Yep. Z 'lekką' nutką egoistycznej zazdrości popieram wystawienie aczika. Pr0 akcja ;q
Well, może dlatego, że jest w tym najlepszy? Albo dlatego, że nikt inny się do tego nie kwapi?
To... Na pewno dobry pomysł? ;q