Skocz do zawartości

MacTavish

Forumowicze
  • Zawartość

    666
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez MacTavish

  1. MacTavish

    The Legends

    Każdy ruch, każde dotknięcie sprawiało mi ból. Musiałem leżeć nieruchomo, a to nie w moim stylu; Jestem żywym ptakiem. Jedyne, co mogłem zrobić, to gadać. Dużo gadać. - Kurczę Nathan, myślisz że jak owiniesz mnie w jakąś szmatę to nic nie czuję i możesz mną rzucać?! Argh! Nie trzęś tak! Spojrzałem mu w oczy. - Niech mnie potrzyma Julia. Jeśli do końca życia mam patrzeć na twoją twarz, to wolę... Ał! To wolę, żebyście mnie dobili i oszczędzili mi choćby tego cierpienia... Chwila ciszy. - Znaczy się, bez obrazy. Swoją drogą... Ludzie, wy znacie się na magii. Nie możecie po prostu rozwalić tej bariery i dotłuc elfa? Mam wrażenie, że... Ałć... Jeszcze nieraz się z nim spotkamy. A może rzućcie na mnie jakieś zaklęcie leczenia? Zaaplikujcie morfinę? Nieżywy się wam nie przydam... Chyba że macie ochotę na rosół. Ale słyszałem, że sokoły są łykowate. Kontynuowałem swoje wywody, starając się uciec umysłem od cierpienia. Wiedziałem, że nie pozwolą, aby cokolwiek mi się stało. Chciałbym tylko wiedzieć, czego ode mnie chcą... W końcu nie ryzykują dla mnie życia tylko dlatego, że jestem wyjątkowo piękny. I mądry. --------------------- Obrażenia: - lekkie: 5 - poważne: 5 - krytyczne : 5 - śmiertelne: 0 Stres: 0 Mana: 15
  2. A róbcie co chcecie. Ja mam już was dość. Może Cygnus wam pomoże, a może kolejka questów - bo ja już raczej nie.
  3. Niechęć cygnusa i brak jakiejkolwiek kooperacji czy chęci fair gry lub choćby stworzenia jakichkolwiek warunków do podniesienia OA z gruzów zdemotywowała mnie ostatecznie. Mam dość. Radźcie sobie sami. Jak się coś ruszy to odpiszę, ale nie będę ciągnął tego po raz enty tylko po to, żeby Cygnus to wszystko rozwalił. EDIT: Wiem, że byłem za pełnym liberalizmem, ale... No ludzie, brains please. Liczyłem na zdrowy rozsądek... Tylko dzięki współpracy można tą zabawę odpowiednio pociągnąć, a gdy będziemy psuć sobie nawzajem akcje, to po prostu pozniechęca innych. Tak jak mnie teraz. Not nice.
  4. Widzę że etap no.1 w odnowieniu przyjaźni - podlizanie się - już zakończony... Czekam na etap no.2

  5. Gdy Bajcurus usłyszał, że Casul stał się mistrzem podstawówkowej algebry, naszła go ochota, aby zaszyć się w klasztorze na jakieś 20 lat. Wynik był jednak poprawny. - Uch. Co ja jeszcze mogę robić z machiną śmierci i bronią masowej zagłady? Nawet Sewastia bez problemu broni się przed wielkim miotaczem skompresowanej energii. Ale... Wiem! Przed tym się NIE obroni! Nacisnął parę przycisków, pociągnął za dźwignię... i wprawił stację w ruch. - Cała naprzód! I wyprowadził potężnego kopniaka prosto w ekran komputera. - Buachachacha! Elektrownia zaczęła się przeciążać, i stała się niestabilna. W wyniku zderzenia z większym obiektem, eksplodowałaby z siłą.... Co tu dużo gadać, całkiem pokaźną. Wybuch wielkości Księżyca? Hell yea. Kot rzekł do całego Miasta. - No to teraz bogowie są waszą jedyną nadzieją. Powodzenia z akcją ratunkową! Miasto będzie lecieć aż dotrze do Sewastii, po czym rąbnie w sam jej środek. Tego nie rozłoży NIC! I postawił przed kamerą klepsydrę, po czym wyszedł z sali kontrolnej i rzekł do Reavy: - Teraz będą musieli zaatakować Elektrownię. Ja ustawiłem miasto na bezustanny kurs naprzód między galaktykami, a najbliższy obiekt, z którym można się zderzyć pojawi się za jakieś 300 000 000 lat. Ale oni raczej nie sprawdzą kursu, muehehehe. Zawsze wierzą mi na słowo, że ujawniam im mój mroczny plan. A plan jest taki: Wbijają do Elektrowni, po czym my.... Ją wysadzamy! Przeciążone systemy nie wyślą impulsu w inne dzielnice, aleeksplodują lokalnie, tylko z większą mocą. Stawiam 100$, że rozwalimy trzech bogów za jednym razem!
  6. @up Cyguś po pierwsze nie cytuje się postów znajdujących się bezpośrednio nad twoim. ---> regulamin FA Po drugie, zabawa zdycha bo jeden z graczy nie odpisuje i przez to OA ma miesięczne zaparcia. Żeby coś odpisać, musiałbym wyrzucić do kosza ostatnie 15 postów albo po prostu je olać. Po trzecie, 'zapytajnik' został użyty przez owego jegomościa ironicznie i celowo. Natomiast dam sobie głowę uciąć, że "wyCHodowanie grosika na grzybie" w twym ostatnim OA-owym poście było już nieco mniej celowe. I kole w oczy ciut bardziej. Out.
  7. Thx, jesteśmy już starymi piernikami

  8. Bajcurus wręczył Reavy rondel oraz miotłę. - Kobieto, ty idź do kuchni. Tu się bawią meżczyźni. Uśmiechnięta kocia twarz znów pojawiła się na wszystkich telewizorach Miasta. - Ravenosa nie ma na horyzoncie... Czyli albo rebelianci się z nim policzyli za podwójną zdradę, albo... Coś razem knują. No cóż, tak czy siak, czas na moją ulubioną część programu - śmierć niewinnych ludzi! Na razie daruję sobie wysadzanie po kawałku mojego nowego królestwa, i przetestuję główną broń. III-haaa! Kot wycelował działo cząsteczkowe zasilane energią z Elektrowni prosto w niewielkie państewko zwane... Sewastią. - Nigdy więcej buntów w Sewastii! Płońcie! *BuM* - Ruszcie się z tym Ravenosem. Żywy, nieżywy półżywy, ważne żeby BYŁ. Uch. A teraz macie dwa dodatkowe zadania. U rebeliantów pojawił się Listonosz Miecio, i dał im paczkę z zadaniami. Pierwsze zadanie było diabelsko trudne, wymagało sprytu i zręczności. Polegało na rozplątaniu słuchawek. Drugie zadanie potrzebowało żelaznej logiki oraz nieprzeciętnego umysłu, gdyż była to najtrudniejsza zagadka matematyczna w historii podstawówki. 2+2*2=? ------------ Cyguś, jak nie chcesz wysadzenia sewastii, to napisz, że jakoś powstrzymujesz działo cząsteczkowe. Zdaję się na twoją kreatywność. Tylko chcę się upewnić że cię nie manipuluję. EDIT: @down żałuję, że cię nie zmanipulowałem... 0 kreatywności...
  9. We wszystkich telewizorach w Mieście pojawiła się uśmiechnięta kocia twarz. - Panie i panowie, witam w pierwszej edycji programu "Róbcie, co każę, albo coś rozwalę!". Uczestniczą w tym programie moi znajomi bogowie, którzy chcą oswobodzić Miasto, a także ci, którzy pomogą mi was terroryzować. Mueheheh. Jestem prezenter Bajcurus, a zarazem wasz nowy dyktator i terrorysta. Podrapał się za uchem. - Zasady gry są proste! Będziecie robić to, co sobie ubzduram, bo jak nie, to wysadzę jakąś część miasta. Robiąc, co wam każę, dostaniecie więcej czasu na zaplanowanie kontrataku. Proste. Dodam tylko, że wszyscy opuszczający lub przybywający na Miasto zostają natychmiast zestrzeleni, chyba że to bogowie uczestniczący w naszym teleturnieju. No więc, zabawę czas zaczać! <muzyka z milionerów> - Pierwsze zadanie: Niech wszyscy bogowie Miasta zaczną szukać osobnika znanego jako Ravenos. Obiecał pomóc mi was terroryzować, gdy dam mu prezencik. Ja swoją część umowy wypełniłem, teraz czas na niego... A skoro nie spieszy się z odwiedzaniem mnie, to wy go pospieszycie. Mueheheh. Lepiej się spieszcie - nie wiecie, kiedy skończy się czas, i jedna z waszych dzielnic zrobi ładne *bum*. Muahahahahaha! -------------------- Markos jest zbyt zajęty przekraczaniem Wrót Baldura, aby napisać co-posta, piszę więc sam. Reavy może być 'drugą prezenterką', nie wiem, improwizuj. Chyba, że zapomniałeś. To my ci z Ravem przypomnimy. <koniec orędzia do Markosa> PS szkoda, że Syskol odszedł. Był dobrym graczem <zazwyczaj>.
  10. Ty się lepiej udzielaj w Stalkerowej sesyjce, a nie kucyki hodujesz :D

  11. - Dobra. Znasz się na runach, prawda? Oby. Musimy udać się do Międzynarodowego Muzeum Antyków (MMA). Tylko że jest to chyba najbardziej chronione miejsce na Ziemi. Może dlatego, że paru bogów usiłowało już wykraść z niego różne artefakty... *pstryk* i pojawili się przed bramą Muzeum. Czterech żołnierzy natychmiast zauważyło czarnego kota oraz kamiennego olbrzyma pojawiających się w kuli ognia. - Bogom wstęp wzbroniony! - krzyknął jeden. - Nie jesteśmy bogami, tylko turystami - wyjaśnił Bajcurus. - Od kiedy koty potrafią mówić? I kamienne statuy chodzić? Bajcurus szepnął do Holzena: - To co, zabijemy ich wszystkich? Czy masz lepszy pomysł? Holzen tylko zgiął rękę, a ziemia otworzyła się pod dwójką z ochroniarzy, pochłaniając ich. Przez krótką chwilę było słyszeć trochę wrzasków, ale niedługo, póki ziemia się nie zasklepiła. - Przejmij ciało tamtego, szybko - wskazał na najwyższego z żołdaków, a sam podszedł do ostatniego ocalałego, który właśnie sięgał po krótkofalówkę. Już miał ją uruchomić, ale akurat, cóż za pech, złapał go bóg i pstryknięciem palca, złamał mu kość. - Kurrrnaaa! Ty draniu-ugh! - Co? Nie słyszę - rzekł Bajcurus, próbując przekrzyczeć płonącego żołdaka, tarzającego się po ziemi i krzyczącego w niebogłosy. - To chodźmy po to ciało. Bajcurus wykopał drzwi, i wszedł do środka, paląc wszystkich ludzi w zasięgu - zarówno gości Muzeum, jak i ochroniarzy. Po chwili jednak 'wypalił się'. - Uch. Poza Otchłanią nie mogę przesadzać z mocą. Wyjął więc pistolet, i masakrował niewinnych ludzi "ręcznie". - Hmm... "The memorial of Lincoln's Memorial". To chyba tu. Wykopał drzwi, i podpalił kilka ukrywających się osób. Na zewnątrz słychać już było syreny policyjne, i chyba helikopter. - Hmm... Wygląda na to, że po Lincolnie został jedynie szkielet - rzekł Kot. - A gdyby tak... Spojrzał na woskową figurę Lincolna. Wyglądała jak żywa osoba - tyle że nie była do końca 'martwym ciałem', a tego właśnie chciał Ravenos. - Holzen, ty specjalizowałeś się w runach. Możesz to ożywić? Bóg podszedł do grobowca i figury. - Dam radę, to proste zaklęcie. W międzyczasie sugeruję, byś wziął zakładników, wskoczył do helikoptera i zamontował działko vulcana albo poszedł na kawę, względnie whiskasa. Otworzył trumnę i wyjął kość, a następnie zaklął jej moc w kamieniu runicznym. Zdjął figurę z góry, jakby wyjmował ołówek ze szklanki i wlepił moc runiczną po wewnętrznej stronie, tak, by nie można jej było zdjąć, przynajmniej nie tak łatwo. Wątpił, czy to będzie później potrzebne, ale na wszelki wypadek, zapamiętał wzór. Skorupa była gotowa, ale Bajcurusa nadal nie było. Nie żeby mu nie zależało. Poszedł więc do sąsiedniej sali, łamiąc po drodze łuk nad wejściem, i rozejrzał się po niej. Było w niej biurko, całkiem stylowe, orzechowe, w nawet dobrym stanie. Zaczął coś przy nim majstrować, gdy nagle, z tyłu wyskoczyła sporej wielkości szuflada. Zajrzał do środka i znalazł plik dokumentów. Niby nic ciekawego, ale usiadł i zaczął przeglądać. Kolejna mikstura? Ostatnia akurat się zużyła po tym, jak jego przeszłość wzięła nad nim górę... ... Złapał się za serce, dla pamięci. Już go nie miał. Teraz to było coś mechanicznego, sztucznego, nieprawdziwego... ale było warto, żeby chociaż odkręcić ten kawałek... Nie umiał tego odczytać. Było to szyfrowane, ale lista składników była zrozumiała i... dość upiorna. Wywar z ryby głębinowej, sproszkowany ząb smoka górskiego, róg demonicznego marszałka? Skąd oni, do diabła, znaleźli takie składniki w XIX wieku?! Nieważne. Schował plik papierów za pazuchę, akurat wtedy, gdy nadszedł Bajcurus. - Nie kradnij dokumentów, tylko ożyw tą figurę, a ja zajmę się policją. Wrrh. Niekompetencja. Bajcurus wyszedł z Muzeum, gdzie czekały na niego dwa helikoptery, trzy czołgi, pojazd opancerzony APC oraz kilkudziesięciu żołnierzy. - Ani kroku dalej, dachowcu! Masz się natychmiast poddać! Bajcurus zamruczał, i przybrał słodką pozę. - Kiedy ja was słodko proszę Piloci helikopterów stracili kontrolę nad swoimi pojazdami, i wyrżnęli w czołgi. Prawo "Wybuchających Beczek" sprawiło, że wszystkie pojazdy wybuchły <w realu nic by oczywiście nie wybuchło, ale ćśś>. Bajcurus wskoczył między żołdaków, atakując ogniem wszystko wokół. Powłoka była gotowa. Teraz trzeba weń tchnąć trochę życia. Holzen przyłożył usta tuż przed jego ustami i wdmuchnął szarawy strumień powietrza, który zaczął podgrzewać wnętrze. Wkrótce powieki ruszyły. Jak widać, jeszcze umiał ożywiac nieożywioną materię. Sprawił mu przy okazji frak - tylko po to, by go za niego złapać i zeskoczyć z któregoś piętra, prosto na jeszcze sprawny czołg. Dookoła latały jakieś pociski, ale nie zwracał na to większej uwagi. - Gotowe. Chcesz jeszcze coś, czy może weźmiesz mnie do miasta? Mam... trochę rzeczy do załatwienia. Wolałbym też być obok na wypadek, jakby runa okazała się... nietrwała. - Ta, to wszystko - rzekł kot, otrzepując się z popiołu. - Co się tu dzieje?! Gdzie jestem?! - wykrzyknął Lincoln. Kot momentalnie zatopił mu sztylet w piersi, oraz przyzwał Boskiego Listonosza. - Panie Wiesiu, proszę dostarczyć to do Ravenosa - oznajmił Bajcurus, i wręczył listonoszowi stygnące ciało. - Ty chcesz do Miasta? Może jeszcze wyjawię ci mój plan, i w ogóle poddam się tobie? Wy świętoszki mnie nie oszukacie. Teleportował jednak Holzena na najwyższą wieżę pałacu Moderatusa w Mieście, po czym pojawił się w Elektrowni. - A ty co?! Ja też chcę więcej bezwolnych sługusów! A tak w ogóle, to żeby pokazać, że mówimy serio, to może wysadzimy jakąś dzielnicę. Nie pytając o zdanie Reavy, przekierował energię do jednej z biednych, głównie opuszczonych (ale nie do końca) dzielnic. Światła rozbłysły, i po paru minutach oddziaływania szalejącej energii, po dzielnicy zostały tylko zgliszcza.
  12. - Wokół mnie jest wiele martwych ciał, więc może coś znajdę, a teraz ZŁAŹ. Kot otrzepał się, i zrzucił Ravenosa, po czym ruszył w kierunku wyjścia. Przy wyjściu zauważył wampira, stojącego sobie i nie przejmującego się rozwałką panującą dookoła. - A ty co stoisz jak kij od szczoty? Jazda do Reavy, każ jej opanować tu sytuację a nie wygrzewać się w *moim* wymiarze. Nie zrobię za nią wszystkiego. Uch. Otaczają mnie głupcy. I wyszedł. Miał dobrego kandydata na ciało dla Ravenosa, jednak żeby je zdobyć, trzebaby namówić do tego Ziemian. A oni chyba niechętnie oddadzą ciało jednego ze swych najsłynniejszych przywódców. Tu potrzeba kogoś obeznanego ze sztuką dyplomacji... Kogoś subtelnego i błyskotliwego... Bajcurus pojawił się u Holzena stylową fireballową teleportacją w stylu Arcydiabła z Heroes 3. - Hej golem, wisisz mi przysługę za ocalenie twojej duszy. A teraz potrzebuję pomocy, bo muszę wykraść ciało Abrahama Lincolna Ziemianom. - Za tobą - lekko wyszeptał Holzen, ciągle leżący na polowym łózko. Widać otoczenie niezbyt za nim przepadało, bo jakiś elf właśnie zamachnął się na kota... na tyle niefortunnie, że wpadł prosto pod jego pazury. - Jak widzisz, raczej nie jestem w kondycji, by robić za przynętę. Poza tym, jakbyś nie zauważył, jestem już żywym trupem, gdy tylko bogowie się zgromadzą, by mnie osądzić. Ucieczka nie ma sensu, to wiem, co zrobić miałem - zrobiłem. Zaczął patrzeć się w sufit. - A po co Ci ono w ogóle? - Już mówiłem, jest dla Ravenosa. A jak mu je dostarczę, to pomoże mi podbić galaktykę i terroryzować świat, więc warto spróbować. Kot wskoczył na głowę Holzena. - Wstawaj! Ocaliłem twoją duszę, więc masz robić to, co chcę! Chociaż raz! Perswazja nie działała, ale Kot nie zrażał się. - Wstawaj, albo powiem Casulowi, że pałasz do niego miłością. - A co mnie to obchodzi? Równie dobrze mógłbym już odejść. Zresztą nie sądzę, że ktokolwiek Ci uwierzy po ostatniej rzezi, nie mówiąc już o czymkolwiek o mnie. Strząsnął go z głowy i odwrócił się. - Odrzuciłeś część mojej iskry, rezygnując ze wzmocnienia... Dlaczego? - Bo zawsze dobrze jest mieć kogoś w garści! Dość tego, albo pomożesz mi zdobyć to ciało, albo napiszę Konishi, że urządziłeś przyjęcie dla niej i wszystkich jej znajomych! Twoje ostatnie godziny będą przebiegać w mękach, jakich nie doświadczył jeszcze NIKT! Holzen powoli odwrócił się w jego stronę, z wkurzonąminą. - Nie... no, kurna, takiego czegoś to nawet ty byś nie zrobił. Wrabiasz mnie, ale ja jestem silny. Niestety, Bajcurus nie żartował, co dał mu do zrozumienia ponownie. - No wiesz ty co?! Ty draniu! Niech Ci będzie, póki jeszcze stoję. A teraz won stąd, przed namiot! Bajcurus, z diabelskim uśmiechem, wyszedł na zewnątrz. Holzen zdjął kołdrę i wstał. Ciągle miał pół szklanego ciała, w takim stanie raczej nie byłby zbyt użyteczny. Przyklęknął i zamknął oczy. Pomedytowawszy przez chwilę, jego ciało zaczęło się wykrzywiać. Zaczął krzyczeć, kiedy szklane protezy były wypierane przez brązową skałę. Po chwili był już w miarę normalnym stanie, ale nadal był osłabiony. Niemniej wyszedł przed namiot. - Byle szybko. To Be Continued... -------------------- Powinienem dostać aczika "Mistrz perswazji" za przekonanie Holzena do ruszenia swojego leniwego... ...ciała. Dodam to do kolekcji "100 aczików, które powinienem dostać w OA ale nie dostałem bo nikt o mnie nie pomyślał :C". A, i jeszcze jedno: MAAARKOOOOOSSSS~~
  13. Bajcurus w kociej formie miał właśnie zamiar zrelaksować się w kąpieli z lawy, gdy nagle został teleportowany do Elektrowni. - Co jest, do czorta?! Kto śmie... Nie zdążył dokończyć, gdyż zauważył swoje demony niszczące wszystko wokół. - Co wy wyprawiacie?! - wrzasnął na demony biegające wokół w koszulkach JO* na 100%. Oni wydawali się jednak nie słyszeć. - Kto jest odpowiedzialny za to wszystko?! Bajcurus wtargnął do sterowni, chcąc zablokować wejścia i wyjścia oraz powiadomić swoją wspólniczkę o zamieszkach. Nie spodziewał się tam jednak znaleźć.... Ravenosa. - TY! Wracasz z zaświatów, żeby mnie nękać?! Niszczyć moje plany?! Ja ci zaraz... Bajcurus nie zakończył swojej wiązanki obelg i gróźb, gdyż zauważył nowe nagranie nadawane na całe Miasto. "Po co iść z modą? Dres i koszula JO* w zupełności wystarczą na całe życie! Prezentuję wam nowy styl życia - styl JO*! Widzisz na ulicy kogoś z ładnym telefonem? Może zauważyłeś nadobną dziewoję? A może po prostu za szybą wystawową widzisz fajny zegarek? Nic prostszego, złap kij bejsbolowy i bierz co chcesz! Załatw swoje sprawy w iście londyńskim stylu! Może nie masz głowy do języków? Nie martw się! Język JO* w wersji pisanej składa się tylko z jednego znaku, a mówionej - z kilku słów! A ty i twoi kumple zrozumiecie go na 100%! ****** ****, ****** ****! ********! Czyż to nie cudowny język? Bez zbędnych zasad gramatycznych, oraz bez tysięcy słów które nie zmieszczą się w waszej łepetynie! Zapraszamy do klubu JO - sekretne pytanie pozwalające na wejście to "Masz jakiś problem?"......." - RRRGHHH... Ja nagle... Czuję wielką potrzebę zniszczenia czegoś.... Spojrzał Ravenosowi w oczy. - Na szczęście, ja zawsze się tak czuję. A ty teraz wyjaśnisz mi, czego chcesz dokonać, niszcząc mój perfidny plan podbicia świata. *O - Otchłań
  14. - Chrr.... Do śpiącego Bajcurusa podszedł demon. - Yyy... Szefie... Mieliśmy cię obudzić, jak... - Chr... CO?! Do broni! Rozerwać na strzępy! - wrzasnął Bajcurus, zrywając się na równe nogi. - Tak jakby nie ma kogo, szefie - rzekł demon, drapiąc się po głowie. - Zawsze ktoś się znajdzie. Co z tą elektrownią? Wyrżnęli cały desant? Wyślij następnych. No gadaj, co jest? - No, bo... ten.. Znaczy się pierwszy desant. Tak. Oni tak jakby... - Streszczaj się - warknął kot. - No bo wysiadły systemy obronne elektrowni, i przejęliśmy ją tak bez większych ofiar. - Czemu nie obudziłeś mnie wcześniej? Ta fałszywa wampirzyca zaraz mnie zdradzi i sama będzie terroryzować świat, przywłaszczając sobie mój plan. Kot pojawił się w Otchłani, gdyż wyczuł, że właśnie tam znajduje się Reavy. - Gdy ty paradowałaś sobie po Otchłani, moje oddziały ze mną na czele opanowały elektrownię, dzielnie odpierając kolejne fale wroga oraz kontratak systemów obronnych. Było ciężko, ale udało się! Elektrownia jest mo... znaczy się nasza! W tym samym momencie, we wszystkich telewizorach Miasta ukazał się komunikat Bajcurusa. - Witajcie, śmertelnicy, bogowie i półbogowie! Wygląda na to, że macie kłopoty... Właśnie zająłem główną elektrownię Miasta! Jeżeli ktokolwiek postanowi zorganizować kontratak, skupię część energii i wysadzę jedną z dzielnic miasta. Może tam właśnie mieszka twoja żona, albo dzieci? Chyba jednak lepiej będzie, jak zostaniecie w domu! Buachachachacha! Komunikat zakończył się. - Mamy broń - rzekł kot do Reavy. - A więc co wysadzamy? Och, kocham takie wybory. Muehehehe.
  15. Ech... Przewijam sobie twój profil, widzę kucyki, koniki z tęczowymi ogonkami, i nagle ultra szatan metal i pentagramy. Weź ty się zdecyduj.

×
×
  • Utwórz nowe...