Skocz do zawartości

MacTavish

Forumowicze
  • Zawartość

    666
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wpisy blogu napisane przez MacTavish

  1. MacTavish
    Jest kilka rzeczy w shit opsie, o których chciałbym się wypowiedzieć.
    Może cię zastanowić, dlaczego "shit ops"? Dlaczego taka nazwa? No cóż, mój kumpel Rosjanin wymyślił tą nazwę, bo gra mu się niezbyt podoba. Uznałem, że nazwa jest dość zabawna (i adekwatna), więc tak się u mnie przyjęło.
    Ale pierwsza rzecz - Ultra Lag.
    Gdy tylko gra została wydana, sprawiała wielkie problemy sprzętowe, a na dwurdzeniowych prockach nie dało się grać. Teraz już patchami to podregulowano, ale nadal czerordzeniowcy mają nad dwurdzeniowcami przewagę (burżuje, phi!). Zapamiętam to sobie, Treyarch.
    Druga rzecz - noobskie DLC.
    Pierwsza paczka mapek którą wydano - Shit Strike (nie pytajcie, skąd nazwa...) kosztuje dużo kasy i nie wprowadza praktycznie nic. Znaczy się są mapy, ale nie ma serwów. Naprawdę, więcej niż 10 serwerów na które dało się wbić to nie naliczyłem... I tak, kupiłem Shit Strike'a. Oczywiście najpierw musiałem przez niego ściągać pół Shit Opsa i go reinstalować... O ile większość map ujdzie, to mapa Stadium jest niestety beznadziejna (a to nią się Treyarch chwalili najbardziej... FAIL). No i nie dokończyli betatestów na grę z botami na mapach z shit strike'a, przez co co chwila jakiś bot spada z krawędzi albo zacina się na drabince, nie idąc wyżej ani nie schodząc.
    Trzecia rzecz- n00by.
    Trzeba przyznać, że z noobami Treyarch chciał zaprowadzić porządek, i częściowo się udało. Jak w MW2 mógłbym wyróżnić 6 najbardziej noobskich rzeczy, to w Shit Opsie będą 3.
    Są to kamperzy, ak74u oraz claymore.
    Po kolei. Kamperów tłumaczyć nie trzeba, ale oni są zazwyczaj połączeniem wszystkich tych trzech noobskich rzeczy. Tragedia.
    Co do 74u, to sprawa wygląda inaczej. Jest to najbardziej niezbalansowana broń w grze - znajduje się pod SMG-s, czyli można z nią szybko biegać, ma wielką celność z biodra (bo to SMG), gigantyczną szybkostrzelność, a odrzut idzie DO GÓRY, a na boki niemal wcale, przez co po prostu tłuczesz i suniesz lekko myszką w dół, i można tą bronią snajpić przez całą mapę tą techniką. Do tego są dodatki uchwyt, że mniej podbija W GÓRĘ, oraz dodatek JESZCZE zwiększający szybkostrzelność... Do tego używa tej broni z 70% ludzi w Shit Opsie. Totalne noobstwo.
    No I jest jeszcze claymore (albo gaymore, jak kto woli). Kompletna no-skillowa broń - kładziesz i idziesz sobie, czekając aż ktoś wejdzie. Uważam, że to n00bskie, gdyż nie potrzeba skilla - po prostu kładziesz, i idziesz. Najbardziej boli na Search and Destroy, gdzie musisz czekać całą rundę po dedzie.
    Czwarta rzecz - szczegóły.
    Tak dla odmiany pochwalę Treyarch za szczegółowość. Jakkolwiek im to wyszło - STARALI SIĘ. I to widać. Choćby taki detal jak gra z botami. Albo tworzenie własnych emblematów, czy modyfikacja celownika na broni. A kampania? Mistrzostwo świata. Nie zgadzam się z CDA, że 'już to gdzieś było'. Nowa historia jest świetna, misje rozbudowane, dopracowane, pełne akcji, interakcji i skryptów, a to jest w COD-zie najlepsze. Shit Ops na singlu nie jest Shit Opsem, kropka.
    Piąte rzecz - beznadziejne zombi i updejty.
    Tryb zombi jest beznadziejny. W pojedynkę nie ma zabawy, w dwóch i trzech jest za trudno, a w czterech jest nuda. Do tego w ostatnim patchu rąbnęli jeszcze podwyższenie poziomu trudności, i zombi biorą cię praktycznie na hita. Omg. A skoro już przy updejtach jesteśmy, to jest taki perk - Hardline - który pozwala zmienić bonus zrzucony paczką. No ale w Shit Opsie są 4 rodzaje paczek - jedna losowa, jedna z działkiem, jedna z rakietami, inna przeciwlotnicza. Normalnie to można było zrobić losowanie na KAŻDEJ z nich, a teraz można zrobić tylko na losowej. Thumbs Down, teraz ten perk jest bezużyteczny >_>
    I ostatnia rzecz - porady dla debili.
    Coraz częściej zaliczam facepalm podczas wczytywania map. Treyarch postanowił dodać wskazówki do gry, ale te wskazówki są chyba dla imbecyli. Przykład? "Pociski wystrzelone z karabinu zadają mniejsze obrażenia niż rakiety.".... O RLY?! No co wy?! Mogliby równie dobrze powiedzieć "KROWY DAJĄ MLEKO, A KARALUCHY NIE" albo coś. A takich 'wskazówek' jest więcej, np "Możesz stworzyć klasę w menu Stwórz Klasę"....
  2. MacTavish
    OSOBY CHORE NA EPILEPSJĘ PROSZONE SĄ O ZAMKNIĘCIE STRONY, Z POWODU JASKRAWYCH I BIJĄCYCH PO OCZACH KOLORÓW!
    Joł all, tu McTavish i od dziś będę redziował Markosowego bloga$$qa. A mój kolor to radioaktywny zielony, bo tak. !
    Tak, właśnie on jest tutaj kolejnym już redaktorem, któremu będę musiał wypłacać miesięczną pensję (), i który zakosił ode mnie ów zielony kolor, dlatego też oficjalnie oświadczam, że go (koloru, nie MacTavisha) się brzydzę i z niego szydzę.
    Biedactwo
    Radioaktywny zielony FTW i all go będą loffać, (przecinek!) bo jest pr0.
    Tak? Zobaczymy co powie Lord jak tu wejdzie, cffaniaku!
    Nie łudź się xD
    Już kiedyś na takim wpisie co krejzi rzeczy pisaliśmy Lord się dopisał i zagroził że publiknie XD
    Tak, pamiętam. Szkoda, że tego nie zrobił, całe nasze brudne sprawki wyszły by na jaw.
    Ta, super. (nie okazuj w ten sposób znudzenia!)
    Enyłej, czas się zabrać za jakiś prawdziwy wpis, muahaha!
    Richtig. Chociaż jedną mądrą rzecz żeś napisał i to w naszym języku.
    Oh yeah? Sugerujesz że zingliszowany gejmerski langłidż nie jest pr0? All potrafią noobić w normalnym języku, a /me jest pr0 i umiem w wielu różnych. Zapewniam, że znam ich więcej niż Ty, chociaż nie gejmerskich.
    No.
    Roar, roar! Roar? Jeszcze jeden, który chce się przyłączyć do naszej sekty? Bardzo dobrze , bo akurat mam ochotę na kolejny odcinek KK, a co ostatnio działo się w kuchni w czasie mojej obecności, to lepiej nie mówić... Miejmy nadzieję, że K.O.T. nie przestraszy się moich ekskre... (fuuu...) eksperymentów
    A kto go tam wie? I racja, że robi się z nas powoli Wesoła Kompanija! Ale to i lepiej! Chociaż te pensje to mnie czasem do szału doprowadzają... Z czego ja mam rzyć żyć?
    Z przepisów w Koncikó.
    Sowieso... jakie plany na najbliższy czas? Trzeba by sprawdzić nowego...
    Jakie plany? No, ja właśnie mam tu takie cuś... <wyjmuje wielką, zwiniętą kartkę> To plan banku. Włamiemy się tam i zdobędziemy forsę na Wasze wypłaty, a to co zostanie rozdamy w konkursie. Co Wy na to?
    To jak już weźmiemy kasę ja was zabiję i stanę się bohaterem który udaremnił napad. Czeka mnie kasa, kobiety i sława! To kiedy skok?
    Jutro... Tyle, że potrzebujemy przynęty, by ściągnąć gliny z całego miasta w jedno miejsce... I tutaj właśnie pojawiasz się ty To tak - udajesz terrorystę samobójcę albo Cię zwiążemy i położymy na torach... Wybieraj ;]
    Ustalone! Ja będę terrorystą-samobójcą, a wy zakładnikami. Oczywiście nie gwarantuję bezpieczeństwa.... To teraz zwiążcie się i wsiądźcie do samochodu, a ja zamontuję w nim bombę. W ostatniej chwili wyskoczę.
    EEeeee... Mam lepszy pomysł, jeśli pozwolicie. Sam wezmę pieniądze, a Was zwolnię, co?
    Mam lepszy pomysł - połączymy dwie idee i puścimy na spadochronie związanego terrorystę-samobójcę na torach... Nie, to się nie uda
    Zaraz, panowie! Spokój. Może po prostu... Zresztą nieważne, nie mam pomysłów.
    Jak wy się kłóciliście o sposoby zbrodni, ja obrabowałem już bank. Tu mam kasę. Gdzie ją dać?
    Na pewną niezwykle korzystną lokatę w pewnym banku... Tu masz numer konta
    Eee... Mieliśmy to podzielić na trzy równe połowy! I to tak, żeby dla mnie było 2x więcej niż dla Was! <płacze>
    Dzielić? Zapomnieliście chyba, kto wykonał CAŁA robotę gdy wy sobie gadaliście.
    *facepalm* Mac, a ty znowu pomyliłeś banki... Zamiast na normalny bank napadłeś na bank *patrzy bliżej* eee... no, jogurty to to nie są...
    Bank sp...?! Jedno jest pewne. Ja tego nie chcę!
    Jak to mówią na Battle Necie w Diablo II: N(o)N(eed), sry. It all remains in your hands, Tav.
    Co za różnica, jaki bank? Łączenie przyjemnego z pożytecznym to sztuka
    Mac, jak musisz kraść *to*, to ja Ci serdecznie współczuję.
    Ciekawe na co napadniesz następnym razem... Na wytwórnie pieniędzy do Monopoly? Schronisko dla bezdomnych?
    Chwila, kto powiedział, że ukradłem akurat to? (w poprzedniej wypowiedzi jakoś nie zaprzeczałeś, że ukradłeś *tamto*) Zabrałem telewizor, parę kaset i magazynów. Opchnie się na bazarze, i kasy starczy na tuziny kanapek z chlebem!
    Ja poproszę sznytkę i szneka z glancem.
    Mac, jest tylko jeden problem. Musisz nam tą kasę oddać. Chyba, że te kanapki wspólne, to okej. Jeszcze jakby Behemort zrobił parę "studenckich"... Mmm... Pycha!
    Co?! Nie ma mowy, obrabujcie sobie własny bank! Do pracy, rodacy! Muehehehe.
    Publikujmy, bo wyjdzie nam Ballada w dwunastu księgach wierszem.
    Racja. Tak więc wpis ten miał dotyczyć tego, że pojawił się na tym blogu nowy redaktor. To informacja dla tych, którym sens owego wpisu gdzieś przepadł.
    Do zobaczenia niedługo!
    Pozdrawiają:
    MarkosBoss - biało-czerwony
    Behemort - błękitny
    MacTavish - radioaktywny zielony
    PS Zapraszam do głosowania w ostatnich dwóch ankietach (zwłaszcza tej dot. wyborów miss)!
  3. MacTavish
    ----- Uwaga, Jak Chcecie Wiedzieć Jak Wygląda Noob W Realu, Patrzcie Na Dopiski Mojego Redaktora. Wyjątkowo Się Dziś WydurniłPopisał ------
    Mam zamiar rozpisać się nieco o noobach (Dziwny wyraz, często go używasz... Będę go ignorował.) w Cod6.
    Wszyscy chyba wiedzą, kim jest noob, więc tego wyjaśniać nie trzeba. Gdy taka osoba pojawia się na serwie, wszyscy zaczynają to odczuwać - niestety. Zaprezentuję najpopularniejsze typy noobów w calu:
    1. Noobtuberzy
    To chyba NAJGORSZY typ nooba. Cały czas biega z noobtubą - granatnikiem - zdobywając nieustanne multizabójstwa (Zły neologizm, niejednorodny źródłowo. Noobtuby nie skomentuję.) i nierzadko stając się pierwszy na serwie (serwerze), nie mając w ogóle 'skilla'. Bez tuby najczęściej jest do niczego.
    2. Runnerzy
    Drugi najbardziej wkurzający noob, używający połączenia trzech perków (atutów, umiejętności) - maraton + waga lekka + komandos. Dzięki tym perkom (atutom) biega po mapie z dużą prędkością i wyskakuje na wszystkich, po kolei dźgając ich nożem. Najczęściej używa pistoletu z nożem taktycznym, przez co jest jeszcze bardziej wkurzający. Kolejny no-skill, bo runnerzenie (Que?) wymaga po prostu trzymania W, kręcenia myszką i wciskania E żeby kogoś udźgać.
    3. Camperzy (Z dużej.)
    Prawdziwa plaga mw2, i chyba każdej onlajnówki (gry on-line). Camperzy siadają sobie w kąciku i przez całą rundę zdejmują gości przechodzących tuż obok.
    4. g18 oraz shotgun (Zostawię g18, bo nazwa własna.)
    g18 to pistolet maszynowy, który nooby biorą po jednym na rękę. Jest celny i gigantycznie szybkostrzelny, więc nooby z g18 po prostu 0wnią wszystkich po kolei. poziom skilla podobny do runnerów. Natomiast shotgunnerzy (To samo co z multizabójstwami.) to zupełnie inna sprawa. Są szybcy i kłądą (literówka, wybaczę.) każdego 'na hita', najczęściej wyskakując zza rogu. Wkurzają niemal tak jak runnerzy, ale nie są aż tak noskillowi. (Jak kto? Jacy?!) (noskillowi. no skill.)
    5. Whinerzy i hipokryci (Z dużej.) (Nie.) (Wcześniej wyliczałeś z dużej. Czyli to tam są błędy?) (Nie.)
    Whinerzy (znowu...) to ludzie zbytnio narzekający na wszystko i wszystkich, w tym innych noobów. Każdy się denerwuje, gdy ktoś po raz pięćdziesiąty oznajmia, że "XX IS A NOOB!!!1111". Hipokryci to po prostu jeden z powyższych typów nooba narzekający na inny typ nooba. Po prostu człowieka wkurza, gdy koleś zdobywający potrójne zabójstwa z tuby krzyczy, ze inny koleś jest noobem i runnerem. (KIM?!) Patrz punkt drugi.
    (Czy ty nie narzekasz na innych w tym momencie?) Narzekam, każdy ma do tego prawo, ale nie przesadnie. (W tej dziedzinie masz rację. Ale ja nic nie sugerowałem. Teraz możesz spróbować wykazać się w innych dziedzinach. Język polski jest wysoce sugerowany.)
    Teraz popatrzcie sobie na dopiski mojego redaktora - oto świetny przykład typowego whinera. (Niestety... Jestem tak zwanym "Grammar Nazi." Nic na to nie poradzę.) Zingliszowywanie jest artem, n0bq, a /me jest masterem tego arta xD U JELLY? (4chan to nie tutaj.)
    -------------------------------------------
    To są 'moje' typy noobów. Niektórzy jeszcze uważają, że noobski jest perk 'ostatni bastion' pozwalający tuż przed dedem paść na glebę i ostatecznie wyjąć pistolet, lecz ja uważam, że wystarczy nieco skilla i laststanderów kosi się z palcem w... No, bardzo łatwo. (*Zaczyna płakać*)
  4. MacTavish
    Idziesz przez wilgotną dżunglę, starając się opanować sterowanie. Nagle zza drzewa wyskakuje przeciwnik! Starasz się w niego wycelować, a on... nie robi nic. Kompletnie nic.
    No dobra, to chyba trzeba go zamordować. Chcesz przycelować, i... rzucasz granata. Ten odbija się od drzewa, i trafia ci pod stopy nogi. Chcesz uskoczyć, ale... Zmieniasz broń. Wybuch! Upadasz na ziemię. Szybko, uleczyć się! Niechcący włączasz menu. Wyłączasz je, i zaczynasz się leczyć. I wtedy przeciwnik obudził się, i pociągnął cię serią z miniguna.
    Witaj w Lost Planet 2!
    Ale że szto?
    No i tak to mniej więcej wygląda. Nie można się skoncentrować na grze, bo sterowanie jest niesamowicie... Inne! Ugh! I to jest największy problem w tej grze! Jak można było to tak spartolić?!
    Boss numer jeden: Interfejs
    Wszystko się psuje już od samego MENU. Zanim wejdziesz do gry, przed twoje oczy musi przemknąć 10 bezsensownych komunikatów typu 'jak widzisz taki pr0 znaczek iks de, to nie wyłączaj sprzęciora bo będzie niedobrze'. Było mi niedobrze, i to wcale nie od wyłączania konsoli. Później musisz znaleźć miejsce, gdzie się gra. Najpierw trafiłem na trening, który wygląda tak: 'jesteś tu, idź tam' i tyle! Zero przeciwników, nic, tylko przechodzisz na drugi koniec mapy!
    Jak w końcu znalazłem miejsce 'kampania', zacząłem się zastanawiać czy ktoś przypadkiem nie włączył mi konsoli do neta. Całe to manu wyglądało jak lobby gry, a żeby zagrać w kampanię, trzeba 'utworzyć grę'...
    W grze było jeszcze gorzej. Sterowanie jest NIEMOŻLIWE! Możesz wybrać sobie jeden z piętnastu różnych pakietów sterowania, ale każdy jest durny. Do tego w niektórych nie wszystkie klawisze można wykorzystać...
    Co to jest w ogóle za wybór?! Chcesz móc więcej, czy mniej?! Oczywiście że bierzesz więcej! A potem się okazuje, że przeładowuje się broń przyciskiem, który w większości innych gier odpowiada za rzucenie granata. Natomiast rzucasz granat przyciskiem, którym zazwyczaj się przybliża broń... A jak przycelować? Przyciskiem, którym zazwyczaj się skacze, oczywiście!
    Życzymy miłej gry!
    Zimna wojna z hipotermią została pogrzebana pod zaspą... Głupoty...
    Tą grę zrobił Capcom, więc naprawdę zaczynam się zastanawiać, dlaczego tak jej nie cierpię. W końcu Capcom robił Resident Evil 5, grę, której dałbym z 9/10! Dlaczego więc Lost Planet 2, która miała taki potencjał, została spartolona?! Why?!
    Dobra, 1,2,3,4,5, już jestem wyczillowany. Teraz o fabule, która jest tak denna, że aż ciśnienie zgniotło ją do rozmiarów orzecha laskowego. A teraz ja dołożę mu jeszcze dziadkiem.
    O fabule opowiem dwa razy - raz opowiem tak, jak twórcy chcieli, żeby gracz tą fabułę chłonął, i raz tak, jak gracz ją wchłonął. I ostrzegam - podczas grania dobrze mieć ścierkę, jakby ktoś nie wchłonął jej w ogóle.
    Co Anka Powiedzieć Chciała O Mordercach (w skrócie - CAPCOM) :
    Pewnego pięknego dnia człowiek zyskał możliwość uleczenia się ciepłem, a planeta odtajała ze śniegu. Prezentujemy więc nowy, niesamowity krajobraz, niespotykany w Lost Planet 1! Ludzie jednak nadal walczą. Fałszywe sygnały pomocy wprawiają w zakłopotanie, a w nowopowstałych miastach zaczyna się rebelia. W jednym z nich, na pociągu, znajduje się ogromne działo, które musi zostać przejęte przez siły specjalne. Gdy to już się staje, działo stacza walkę, i zostaje wysłane na inne ogromne miasto zajęte przez gigantycznego potwora. W międzyczasie zostaje ono przejęte przez rebeliantów.
    Intrygująco Doniosłe Informacje O Tandetnym Arsenale (w skrócie IDIOTA, czyli to co ja, przeciętny gracz, uważam o tej fabule) :
    Wbijam ze śniegu do dżungli, ktoś mnie wyrolował i zabijam potwora. Zmieniam postać, i tłukę się z ludźmi, a potem znowu z ludźmi i znowu z ludźmi. Zaczynam mieć tego dość. Potem podpierniczam komuś działo, i znowu zmieniam postać. Podpierniczam poprzedniemu sobie to samo działo, i raszuję z nim na jakiegoś mega bosa. Może w końcu będzie ciekawa nawalanka.
    Dno?
    Dno.
    O.

    Dawaj pociąg!
    Zardzewiałych Mechanizmów Rozgrywki Nie Da Się Naoliwić.
    Teraz o samej grze.
    Najgorszy jest ten niewykorzystany potencjał. Dammit, Capcom, 'jedynka' była na ŚNIEGU, i byłą niesamowita! Dlaczego tutaj nie ma śniegu niemal w ogóle? Dlaczego mi to robisz?!
    Śnieg był TYLKO na pierwszej mapie. I potem zniknął. Zrobiła się dżungla.
    Ale dżungla do tej gry NIE pasuje! Ani trochę! Ta gra obraca się w okół T-ENG, czyli Thermal Energy, czyli Energii Cieplnej! Po cholerę mieć energię cieplną, skoro jesteśmy w gorącej dżungli, czy wręcz NA PUSTYNI (tak, jest mapa pustynna...)?! Albo w miastach?! Po co mi energia?!
    Ano, twórcy wiedzą po co.
    Do uleczania się.
    CO?!
    Tak, to. Do uleczania się. Po prostu kucamy, naciskamy przycisk którym w normalnych grach otwiera się menu pauzy, i zaczynamy się leczyć.
    Jeszcze jakieś zastosowania?
    Tak! Można dawać energię cieplną kolegom z drużyny! Ale ekstra, zawsze o czymś takim marzyłem! Siemasz, Zdzisiek, mam dla ciebie prezent! Jaki? Trochę energii cieplnej! Juchu!
    I na tym zastosowania T-ENG się kończą. W 'jedynce' ciągle jej niemal brakowało, trzeba było więc wykańczać prędko przeciwników, a czasem nawet posuwać się (gra od 16 lat!) do niszczenia wybuchowych beczek, żeby zebrać nieco życiodajnego ciepła. Tutaj tego nie robisz. Zniknął śnieg, zniknęła potrzeba na energię cieplną. Dziwne tylko, że na środku pustyni umieram z zimna, gdy zabraknie mi T-ENG...
    ...Której jest tu w bród. Więc jej nie zabraknie, i tyle.
    Lost Planet 2 - Mario Version! Potrzeba hydraulika, ciepło cieknie!
    Dlaczego Mario?
    Nie bez powodu. Teraz weźcie chusteczkę i powspominajcie ze mną stare czasy... Jak chodzący grzyb nas zamordował, gdy nieuważnie w niego wdepnęliśmy... Chlip... Pamiętacie? To teraz mamy... Powtórkę z rozrywki!
    O czym ja gadam?
    ŻYCIA!
    Tak, życia.
    Jak umierasz w Mario, tracisz życie i wracasz do gry.
    Tutaj jest to samo.
    Naprawdę.
    Capcom myślał, że będzie pr0 jak ograniczy trochę twoją umieralność.
    No więc, mamy tu coś takiego jak Wskaźnik Walki (Battle Gauge). To są punkty. Tych punktów jest 7 000.
    Za każdym razem jak umierasz tracisz 500 punktów. Jak będzie 0, to koniec gry i musisz zaczynać od początku całego poziomu.
    Zaraz, CO?! Jak można coś takiego zrobić?! To jest nowoczesna gra, to nie Mario ani Contra! Jak można mieć tak durne ograniczenie?! Mogę umrzeć tylko 35 razy?! Na poziomie easy umierałem z 27 razy, a co z normalem?! To jakiś żart?! Wyglądam jakbym się śmiał?! Nie! Nie śmieję się ani trochę!
    A wiecie co jest jeszcze bardziej absurdalne? Jak gra się z kimś, to i jego śmierć zabiera 500 punktów z Battle Gauge!
    Próbowaliśmy 8 razy, nie doszliśmy nawet do połowy poziomu pustynnego na poziomie Easy.
    This is SPARTolona gra!!!!!!!1111
    Teraz o przeciwnikach. Symbolem nieco rozpoznawczym tej gry są Akridy, czyli takie jakby dinozaury, tylko że robale, a nie gady. Jak go ukatrupić? Rozwalić mu Miejsca, W Których Przechowuje Ciepło. I tyle. Ale to nie jest proste!
    Akrudy są ładnie wymodelowane, i jeszcze lepiej animowane, a walki z nimi to bez wątpienia najlepsze momenty gry. Szkoda tylko, że też NAJRZADSZE....
    Zazwyczaj walczymy z ludźmi.
    Tak, z ludźmi.
    GRRRR!!!
    Co z tego, że Akridy są najlepszą rzeczą w tej grze?! Będziemy ciągle tłuc się z ludźmi!!!
    Walki z robalami są tylko na końcach długich, nudnych poziomów polegających na mordowaniu gości z durnym AI i jeszcze gorszymi animacjami. Człowiekowi się po prostu nie chce. I tyle. Arsenał pukawek jest wielki, i można nosić nawet wielkie miniguny czy bazooki - ale po co, skoro co chwilę się umiera i to wszystko traci?! Nie tylko bronie, T-ENG tak samo. Wpadam do bazy, mam miniguna, pancerz, 6 granatów oraz 5 000 T-ENG... po czym zabija mnie mech. Respię się z jakimś karabinkiem, 1000 T-ENG i bez pancerza.
    AAAAAAAAAAA!!!!!!
    To szczególnie wkurza podczas misji na pociągu. Nasza postać po oberwaniu pociskiem wybuchowym jest wyrzucana po planszy, a na pociągu w 90% przypadków kończy się to wypadnięciem z wagonu i śmiercią. -500 punktów, welcome back bez ekwipunku panie loser.

    To cacko dobrze wygląda tylko na screenie. A teraz wyobraź sobie, że twoja postać potrafi tym pomachać. Jedną ręką...
    Opchnę grę za dwa złote! Okazja, gra która u zdrowej osoby wywoła bulimię!
    Co dalej? Ściągnięty z Just Cause 2 harpun z linką. W JC2 był niesamowity. Tutaj jest do niczego. Nie można nim nikogo uszkodzić, nic przyciągnąć oprócz CIEPŁA (które ma być płynne!!! ) ani niczego połączyć. Można tylko machać jak dureń, albo wspiąć się na ścianę. Podobno jest opcja przyczepienia się do Akrida i wpakowania mu magazynku w odwłok podczas wiszenia, ale to nie działa, bo robal biega jak porąbany, a linka jest powolna i ma bardzo słaby zasięg.
    Co jeszcze jest zrąbane? Choćby BIEGANIE. Miało być 'pr0', a wyszło p00r - jak wszystko. Nasz bohater, jak zaczyna biegać, wydusza z siebie donośne 'Ugh!', a jak kończy, to dodaje jeszcze 'Ughuuu!'. Aż wystraszyłem się, czy w tle nie leci jakiś nieprzyzwoity filmik. Dodatkowo, podczas biegu niemal nie da się skręcać, więc po prostu wbiega się w ściany - a kamera trzęsie się jak opętana. To miało być fajne, ale nie jest.
    Grafika? Tu mam mało do powiedzenia. Jest... Normalna, nie za brzydka, ale i nie za ładna. Potwory są ładnie animowane, a ludzie ohydnie... Co do reszty, to psują wszystko idiotyczne znaczki interfejsu oraz.... ee... świecące skrzynki wypadające z pokonanych potworów...
    Co jeszcze? W grze jest edytor, można poprawić wygląd postaci - ale tylko do gier online. Można też odblokować nowe bronie, nazwy oraz perki przez płacenie kasy uzyskanej ze sprzedaży owych pudełek. To w ogóle się nie przydaje, bo jak na złość dostaję same durnoty zamiast nowych broni. Tak, wybór jest losowy, a czasem można roztrwonić wytwór trzygodzinnej rozgrywki na parę tytułów typu 'Nie umiem grać!' -_-...
    Do widzenia, ślepa Gienia! Wsadźcie ciepło do więzienia! Wysłuchajcie zażalenia!
    Mogę powiedzieć więcej, ale nie mam po co. Gra jest zła. Bardzo zła.
    I tyle.
    Howgh.
    Overall:

    Płytka robi za dobre frisbee...
    Grało się fajnie przez pierwsze 15 minut (bo wtedy był śnieg -_-).

    Wszystko.
    Interfejs,
    Gameplay,
    Wrogowie,
    ŻYCIA -_-,
    Misje,
    Dodatki,
    Zmarnowany potencjał,
    kosztowało 220 zł....
    ------------------------------------------------
    Finalna I Ostateczna, A Do Tego Nieodwracalna Ocena:

    15/100

    Recenzował - MacTavish, bo Golomana wcięło ;q
  5. MacTavish
    So, the time has come i trzeba zrobić kolejną reckę. Wybrałem więc Lost Planet 2, jako grę słabo-średnią. Będzie co wytykać.
    Problem w tym, że...
    Ja nie chcę w to grać.
    Ja naprawdę nie chcę.
    Ta gra jest do niczego.
    Boję się.
    Naprawdę.
    No.
    Serio.
    Więc pomyślałem, że pr0 będzie dać ankietę, bo ludzie lubią ankiety. Looknę co macie do powiedzenia, a potem pewnie i tak zrobię jak sam będę chciał.
    No ale liczą się chęci.
    - Skoro chcesz się męczyć... - wzdycha.- Ja tego nawet nie tknę. Jedynka była dziwna, wiele pewnie nie zmienili.
    A jeśli chodzi o recki gier dobrych, to zawsze pomogę przy pisaniu o Dwarf Fortress...
    Dobra, trochę czasu minęło i jest kilka rzeczy które raczę skomentować:
    Co? [ 3 ]
    Nie "Co?" tylko "Słucham?".
    Nie czytałem/czytałam, więc nie wiem. [ 6 ]
    To najlepsze XD
    Nie wiem jakim yntelygentem trza być, żeby głosować w ankiecie o recenzji bez czytania recenzji...
    Tak, bo... tak. [ 5 ]
    Kocham odpowiednią argumentację =P
  6. MacTavish
    Przemierzasz ciemny las, w jednym ręku trzymając latarkę, a w drugim rewolwer. Nagle powoli wychodzi facet z siekierą. Jego sylwetka drży, jakby był zwykłym cieniem - ale realnym cieniem. Naciskasz spust.
    Koniec amunicji. Kątem oka zauważasz świecącą latarnię, stojącą dość daleko. Facet z siekierą podszedł już bardzo blisko, i zamachnął się. Dajesz nura w bok, a siekiera mija cię o centymetry. Z krzaków wychodzi więcej ludzi-cieniów. Otaczają cię. Już prawie cię dopadli, ale ty odpalasz swoją ostatnią flarę. Cienie cofają się urażone światłem. Prędko rzucasz flarę na ziemię, i biegniesz w stronę światła. Biegniesz ile sił, a wrogie cienie zbliżają się do ciebie. Jesteś już tak blisko, ale szybki facet z sierpem prawie cię dopadł. Ostatni skok w światło latarni. Cień razem z uniesionym sierpem znika. Wszyscy inni też.
    Uff.
    ...I nagle gaśnie światło.
    Taki nób, strzela... Próbuje strzelać do Opętanego bez rozwalania cienia... Nic dziwnego, że rachunku za prąd nie zapłacił...
    Nie psuj klimatu! =D strzelił żeby go odepchnąć bo zbytnio się zbliżył, o!
    Whoa!
    Podobnych niesamowicie emocjonujących momentów jest w grze bez liku. Gdy w grze doznałem tej akcji opisanej powyżej, silne emocje odczułem... hmm... 6 razy. W ciągu minuty. Grając w inną grę, czasem odczuwam podobnie silną emocję raz na 6-7 godzin. Ta gra ma MOC. We wszystkim po kolei.
    No dobra, ocb?
    Ale od początku - jaka gra? Alan Wake. No, ale dokładniej? Survival horror. I niby co w niej fajnego?
    Wszystko.
    Prawie.
    Wake jest dziełem studia Remedy Fajne logo mają.. Nie było o nim specjalnie głośno przed premierą - to nie jest żaden sequel, żadna wypróbowana gra o której 'all wiedzą że jest pr0 i można bocić'. Jest to tytuł wyłącznie na Xboxa 360, co sprawia, że Wake jest jeszcze bardziej unikalny. Jak Uncharted 2 czy Heavy Rain. A te dwie gry mają z Wakiem naprawdę wiele wspólnego mimo zasadniczych różnic gatunkowych.
    Zacznijmy od fabuły i filmowości. No to od razu nasuwa się Heavy Rain, tak chwalony za te dwie cechy. Alan Wake również nie pozostaje w tyle, a może nawet wysuwa się do przodu.
    Backspace, delete, cokolwiek, bo dedniemy!
    Najpierw o fabule. Okraszę nieco tekst spoilerami, bo nie każdy chce zepsuć sobie tak niesamowitą historię.
    Alan Wake jest pisarzem na odwyku (od pisania) który przyjeżdża z żoną Alice do miasteczka Bright Falls, żeby odpocząć od miejskiego gwaru (tak przynajmniej uważa Alan). Jego żona jednak Uknuła za jego plecami niesamowitą intrygę! Otóż okazuje się, że ściągnęła Alana do Bright Falls żeby sławetny pisarz pogadał z doktorkiem od głowy (Doktor jest wybredny. Zajmuje się tylko głowami ludzi świr... kreatywnych. Znaczy artystów wszelakich) oraz znów zaczął pisać. No tak, nie ma to jak chęć pomocy... Tak czy siak Wake wkurza się, wychodzi sobie z domku i nagle... gaśnie światło. Alice jest porwana przez Ciemność (czyli po prostu ZUO), i teraz Wake musi ją uratować. Jednak dziwne się dzieją rzeczy, bo Wake budzi się w rozwalonym wozie dwa tygodnie po porwaniu. Zaczyna on szukać swojej żony, i podczas poszukiwań znajduje strony tajemniczego manuskryptu, które przepowiadają przyszłość. Okazuje się, że dom, w którym Wake mieszkał z Alice w Bright Falls ma
    No i Alan naskrobał niezłą historyjkę przez dwa tygodnie jego mentalnej nieobecności...
    No i teraz Wake musi znaleźć żonę, nie dednąć oraz powstrzymać siły Ciemności. To jest bardzo okrojona wersja fabuły, ale tak 'ogólnie' to jest ona naprawdę niesamowita, a z czasem wszystko układa się w spójną całość. Słowem - pr0. Do fabuły nie mogę się przyczepić nigdzie.
    To było w tym, to było w tym, a to w tym... Co nie, mister King?
    Fabuła jest typowo horrorowa. Niektóre elementy kradnie najlepszym, o niektórych 'najlepszych' tylko wspomina, a jeszcze innych wprowadza na żywo.
    O czym gadam?
    Ano, oglądaliście 'ptaki' Hitchcocka? Nie! Ja też nie. W każdym razie w grze pojawiają się całe stada opętanych ptaków, które atakują głównego bohatera. Podobne do Hiczka? Z tego co słyszałem, to całkiem tak.
    No, coś jeszcze przytoczę - podczas gry, żeby urozmaicić podróż przez las, Wake mówi 'Stephen King był inspiracją do moich powieści, gdy zaczynałem'. I widać, że ta historia Wake'a jest tak samo(moze nawet bardziej) niesamowita, co historie Kinga.
    O wiele więcej znanych imion (takich jak H.P. Lovecraft...) pojawia się gdy pewien gliniarz po kilku kieliszkach ma ochotę dogryźć Wake'owi. Wszystko wygląda całkiem naturalnie, ale tych nawiązań jest naprawdę wiele, i pojawiają się w takich momentach, ze... No cóż, podsumowując - pr0!
    O, nie. To jest zbyt fajne. Reszta pewnie do niczego.
    Czas na najważniejsze - samą rozgrywkę. A ta jest niesamowita od początku do końca, w 98 %. Dopracowane jest tu wszystko, nawet otwieranie drzwi.
    Kiedy przechodziłem pierwszą misję, uczucie 'wooow' było wszechobecne. Gdy ruszył na mnie autostopowiecz z siekierą, gdy światło mnie wybawiło, gdy nagle pojawił się tutorial, gdy goniło mnie tornado, łupało w chałupę w której się skryłem... obrazy leciały ze ścian, Alan chwiał się za każdym rąbnięciem, kurz i pył wznosił się, telewizory zachowywały się nienaturalnie...
    Myślałem, że to 'zwykły początek'. Pierwsza misja, która ma narobić nam smaka w Medja Markcie i napalić na kupno gry. Myślałem, że reszta będzie średnia.
    Myliłem się.
    Łał! Łaaał! łałałał! To jest hipersuper!
    Gra przez cały czas trzyma poziom początku, a czasem nawet go przerasta. Tutaj wszystko jest niesamowite, a gra ciągle zaskakuje czymś nowym. Myślisz, że teraz będzie nudno? ...tracisz pistolet. Idziesz wystraszony przez las, aż tu nagle... ZUO rozwaliło radiowóz. Podchodzisz i wydobywasz... granaty błyskowe! Weeee!
    Albo - ech, znowu musimy iść po górkach. Nuuda. Ech, no dobra, idziemy... O, kurna, ten drewniany most się trzęsie! Wiaaać! Aaa, ptaki mnie atakują! Prędku, latarką ich po dziobach i na rożen! O nie, zaraz się zapadnie nie mam rożna W tesco sprzedają! Clubcard'a zapomniałem! Do przodu, biegnii...
    <krach>
    ...i dalej idziesz przez opuszczoną kopalnię. This is awesome!

    Przyniosłem, podałem, pozamiatałem, czas na kawkę!
    Co by dalej pochwalić? - filmowość.
    Gra jest 'opowiadana przez głównego bohatera. Słyszymy jego myśli, mówi co ma zrobić, podaje swoje zdanie na różne tematy. Komentuje. W tak wielu grach jak np. Mass Effect główna postać dodaje coś rzadko poza chwilami na rozmowę z innymi postaciami. Tutaj Wake mówi dosłownie co chwila.
    "straciłem broń i latarkę w wyniku wypadku. Konfrontacja z wrogiem bez broni będzie niebezpieczna, ale nie mam wyboru"
    minutę później
    "Brama została przejęta przez Ciemność. Nie mogę przejść bez światła"
    20 sekund później
    "ten generator powinien zapewnić wystarczającą ilość energii"
    10 sekund później
    "stary generator nie wyrobił. Muszę spróbować odpalić go ponownie"
    15 sekund później
    "tym razem zadziałał"
    5 sekund później
    "znowu padł"
    10 sekund później
    "no co jest?"
    20 sekund później
    "DZIAŁAJ DRANIU!"
    5 sekund później
    "AUĆ! moja noga! Metalowych maszyn się nie kopie!"
    10 sekund później
    "paliwa nie ma? what the...?"
    minutę później
    "nigdzie nie ma benzyny"
    5 sekund później
    "ŁOJEZU OPĘTANY!"
    kolejne 5 sekund później
    "argh!"
    jeżeli tak grasz, to dziwię się że to przeszedłeś, Golo =P
    To nie mówimy o tobie? To twoja recka...
    To dodaje niesamowitego klimatu do gry. Gracz utożsamia się z Wakiem, czuje to co on czuje. Wow.
    No... Ta scena, gdy Al jest skacowany... Nigdy się tak nie wczułem w bohatera...Ja ciągle odsypiam tą scenę.
    Oprócz tego różne drobiazgi sprawiają, że ta gra jest tak świetna. Choćby ta awaria generatora - twórcy mogli sobie to darować, gracz mógł odpalić generator i oświetlić tą bramę, i se pójść. Ale tutaj Wake zatrzymał się - ten zardzewiały generator nie zadziałał. Spróbuję ponownie. Trzeba kopnąć urządzenie, i spróbować znów.
    Klimat, panowie i panie!
    O nie, on z0wni mnie cziticalem i padnę na hita!
    Czas przedstawić przeciwników.
    Głównymi wrogami są The Taken, czyli "przejęci". Są oni opętani przez Ciemność, która nimi kontroluje oraz chroni ich przed atakami. Żeby móc zaciupać Przejętego, trzeba najpierw dostatecznie długo potrzymać na nim latarkę. No i jest kilka typów Tekkenów. Tzn Tejkenów. Czy tam 'przejętych'.
    0. lolwut? ktoś coś mówił?
    Mobek co pada na hita z rewolwerka.
    1. taki mały n00bek
    Najsłabszy typ "przejętego" - jakiś cherlak, który lata z młotkiem czy sierpem. Jest szybki i często zachodzi Ana...Alana od tyłu(gra od 16 lat!). Ma słabą osłonę z Ciemności, bo cherlaków to nawet ZUO nie lubi. Można go zaciupać dwoma szczałami z rewolwerasa.
    2. paker na sterydach
    Zazwyczaj drwal lub kłusownik czy gliniarz. Lata z siekierą lub młotem. Jego osłona ze ZUA jest już większa, i trza na niego uważać. Pada po 4 strzałach z rewolweru.
    3. Mega pr0 ziomal
    Jeszcze większy od "dwójki". Jeszcze silniejszy. No i ma mocniejszą osłonę z ciemności. Rzadziej spotykany, ale za to jak już się go spotka to łatwo dednąć, więc na dystans z nim. Nie wiem ile strzałów zeby padł, bo jak z nim walczę to nie mam czasu na liczenie.
    4. Texas Piła Mechaniczna Man
    Wielkości "trójki", ale ma jeszcze większą, odnawialną powłokę ZUA, która naprawdę irytuje. Biega z piłą mechaniczną. Żeby go utłuc potrzeba naprawdę wiele szczałów. Najlepiej rzucać w niego fleszami. Ale jak się w niego rzuca tymi granatami błyskowymi to i tak ma się wrażenie, że ona są jakieś 'made in china' bo i tak ciężko go powalić. Mocny kolo. Wiać do światła.
    5. kicacz
    Silny jak "dwójka", tylko że potrafi biegać bardzo szybko, teleportować się w te i nazad (a czasem na zad), i ogólnie ciężko się z nim tłuc. Zwykle jest się zdezorientowany. Ciężko zdjąć mu powłokę ze ZUA, ale już jak się uda, to niemal po nim.
    Przejęci są przejęci, ale nie całkiem. Zostaje im część podświadomości, więc czasem wygadują głupoty - wymsknie im się to, co często mówią w robocie, domu czy gdzieśtam. Więc nie dziwmy się, gdy nagle opętany gliniarz rzeknie "Did you call 911?". Albo jakiś paker "Kwasy tłuszczowe Omega 3 są dobre dla twojego serca"... iks de.
    6. Evil World Of Goo
    w łejku Ciemność jest jak najbardziej materialna, a Opętani mogą zostawić po sobie czarną, 'niewyraźną' maź(n/c). Ta maź jest Ciemnością Wcieloną, i trza uważać żeby nie wdepnąć(n/c) i nie oberwać. Można zamordować maź oświetlając ją latarką. Niech cierpi.
    7. qrchuck
    może nas zaatakować wiele opętanych kruków. Latają stadami, więc trzeba reagować prędko lub się dednie. Zwykła broń słabo na nie działa, ale latarka rozwala grupki na hita. I niweluje ich ataki. Tylko trza mieć refleks. Te ptaki potem porządnie się Alanowi dadzą we znaki...
    8. ZUE klamoty
    ciemność może opętać niemal wszystko - np. takie drzwi. Nie otworzysz ich bez światła. Może opętać np. zezłomowany wóz, unieść go i rzucić... oczywiście resztę rzeczy też. Opony, szafki, lodówki, rury, krzesła, wszystko. Myślałem, że będzie też opętany kibel, ale takiego się nie doszukałem... szkoda. Miałbym ochotę go... załatwić.
    Obiekty te unoszą się i rzucają sobą z ogromną siłą. Trzeba więc unikać, bo inaczej zmiażdży nas wielki wagon kolejowy. To naprawdę emocjonujące.
    żeby zaciupać obiekt, trzeba poświecić w niego latarką. Długo.
    9. trabant żądny krwi
    gdy opętane są pojazdy 'na chodzie', mogą zacząć jeździć zupełnie bez potrzeby kierowcy. Taki spychacz nagle wyjedzie i popędzi prosto na ciebie. Albo kombajn.
    Help meh!!1111
    10. Tornado niedobra
    Ciągle na naszym ogonie jest tornado, które miota w nas różnymi obiektami. Ogólne rozwalenie go będzie pod koniec, ale podczas gry to tornado potrafi napędzić stracha.
    Jak widać przeciwników jest wiele, a każdy jest pr0. Tutaj też gra pokazuje, co potrafi ;]
    Latarka ci w oko, ciemniaku!
    Teraz o broniach i innych środkach mordu.
    Standardową bronią Alana jest rewolwer. Sześć naboi, standard. Pasuje do pisarza. Średnia moc, ogólnie OK. Dodam, że żeby przeładować prędko, trzeba szybko wciskać "X", co dodaje klimatu gdy idzie na nas paker ;]
    Dalej mamy shotgun dwustrzałowy, który 0wn0rzy grupki słabszych przejętych. Jest jeszcze pompka która 0wn0rzy jeszcze bardziej. Do tego mamy karabin myśliwski, który trzyma 5 pocisków, ale każdy z nich zadaje wielkie obrażenia. No i ostatni jest Flare gun, czyli gun na flary. Pełni on tu rolę bazuki - jasna flara oświetla okolicę, i morduje nawet po kilku ZUYCH jednocześnie.
    Do tego mamy flary 'ręczne' które można odpalić 'od ręki' i je trzymać, żeby źli się cofnęli. Są jeszcze flesze mordujące grupki wrogów.
    Arsenał wygląda na ubogi, ale tak naprawdę jest wszystko, co potrzebne.
    No i jeszcze broń świetlna.
    Zwykła 'słaba latarka', która nie jest taka słaba, to podstawowa broń. Potem znajdujemy wzmocnioną wersję latarki. Potem bierzemy do ręki reflektor i jego wzmocnioną wersję, a nawet zasiądziemy za szperaczem który pełni rolę montowanego karabinu maszynowego (pomysłowe!). No i reflektory samochodowe. Tak, samochodami można w AW jeździć!
    Każdą z powyższych broni świetlnych można dodatkowo 'skoncentrować'. Wciskasz przycisk, i latarka powiększa swój promień, ale żre baterie. Takie skoncentrowanie promienia jest przydatne, bo Opętani zasłaniają się i przez chwilę są zdezorientowani, co daje szansę trzymania ich na dystans. Taktyczna walka, jak nic!
    W grze znajdujemy baterie(perfidna reklama Enerdżajzera! Komercha, buuu!) oraz oczywiście ammo. Są w czerwonych skrzyneczkach z napisem 'awaria'. Czasem też nasza latarka natrafi na żółte grafiiti widziane wyłącznie w świetle - strzałki zaprowadzą nas do ukrytych skrzynek z zapasami, zostawionych przez - cytuję Wake'a - "kogoś, kto wie, co ja wiem, i jeszcze więcej". pr0.
    O Qrchuck, ale grafa! Słyszysz?
    Od strony graficznej all jest pr0. Od razu nasuwa się Uncharted 2 z jego efektownością i grafą... Wake dorównuje Uncharted, a momentami go przewyższa. Te momenty, gdy tornado dudni w mieszkanie, gdy most się zapada, gdy leci za nami wóz rzucony przez ciemność, gdy uniknie się młota o centymetry... Takich rzeczy się nie zapomina. Efektowność. Oh yes. Do tego reszta - iskry, ładne tekstury, rozmycie Ciemności, woda, drzewa, roślinność powiewająca na wietrze... Tak, ta gra ma czar. Jest pr0.
    Dźwięki tak samo. Głosy postaci, narracja - Wake opowiada i czyta wszystko z wczuciem. Nie ma uczucia drętwoty. Po prostu chce się słuchać. Jego kumpel Barry Wheeler, który ciągle rozbawia nas tekstami i zachowaniem (np. gdy dowiedział się, że ZUO boi się światła, przewiesił sobie przez ramię zapalone lampki choinkowe xD) również dostosowuje się do sytuacji, a jego głos jest taki zabawnie 'kąśliwy'. Wszystko wyważone i pr0. inne odgłosy, np. wiatru, Zła obrywającego światłem... też są dopracowane i brzmią świetnie. Twórcy również pomyśleli o specjalnych dodatkach, np. głos Opętanych pod wpływem Ciemności ciągle się 'zmienia'. Raz jest wysoki, raz niski, raz upiorny a raz normalny... Dobra robota, Remedy! Rise and Shine, Mister Wake... Rise and... Shine... Ministerstwo Dziwnych Głosów wspiera klasyków!


    To jest do niczego! Co? Nic!
    Naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Nie mogę znaleźć żadnych błędów czy czegoś. Może tylko skakanie, które jest sztywniackie i wychodzi Alanowi średnio. No ale skaczemy raz na godzinę, więc to też nie jest coś, za co mógłbym obniżyć ocenę. Gra jest po prostu niesamowita, świetna, doskonała.
    ...i krótka.
    Tak.
    Jedyna wada.
    No.
    Mówię przecież.
    Jak kto się stara, to przejdzie Wake'a w 10-15 godzin. I... tyle. Żadnych trybów, multi, nic, tylko główny wątek. 150 zł za 15 godzin gry. Oczywiście nikt nie broni przejść jej od nowa na trudniejszym poziomie, aye?
    W każdym razie to jest naprawdę jedyna rzecz, do której można się lekko przyczepić. Mimo wszystko, te 15 godzin będzie niezapomniane. Są gry, które przechodzi się w 200h czy coś, ale w Wake'u emocje są tak 'skondensowane', że w tą grę po prostu TRZEBA zagrać. Bo jest fenomenalna. Moich 150 zł nie żałuję wcale, i czekam na kolejne dzieła Remedy.
    Overall:

    No, wszystko! all! Co się rozdrabniał będę!

    15 godzin za 150 zł
    kicanie
    -------------------------------------------------------
    Finalna Ocena (ówaga ówaga):
    98,5 /100
    95/100 ale nie mówcie Mydełku, bo mnie ten fanboy zamorduje zaraz...
    -McT
    Grę recenzowali:
    biało-zielony MacTavish
    oraz....
    Szaraczek Goloman
    A co!
    Mydełko FA.
  7. MacTavish
    No dobra. W końcu musi być dla człowieka jakieś miejsce, gdzie może pisać głupoty i tracić czas bez sensu, prawda?
    No.
    To to jest moje miejsce. Nie ma jak zacząć, wszystkie początki blogów już pewnie wykorzystane... Ach, to filozoficzne spojrzenie na świat....
    No, dobra, jakiś początek musi być.
    Siema, jestem MacTavish i będę tu wypisywał bzdury. Jeśli kto ma mój blog w subskrypcji albo czymś, to lepiej niech wykasuje, bo dawna forma jest już w koszu =P
    'Kay, let's get back to work!
×
×
  • Utwórz nowe...