Jump to content

BigRedChick

Forumowicze
  • Content Count

    7
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array
  1. Mam problem. Jestem właśnie na części 3, tworzeniu broni. Po tym jak utworzyłem skrypt Weapon i Bullet i wpisałem w nich wszystkie skrypty powstaje błąd. Otóż moja postać sama z siebie strzela bez wciśnięcia przycisku i w dodatku strzela cały czas. Załączam screeny skryptu Weapon i ustawień klawiszowych dla Fire1.
  2. Knight Martius - w następnym zastosuję Trójka, Szódtka itp. Tyle, że to brzmi trochę kobieco... nortalf - trudno, trzeba będzie zostać przy flarach (postaram się częściej używać reflektorów niż flar, to wyeliminuje powtórzenia)
  3. Knight Martius - dzięki za wytknięcie błędów, jeżeli dzięki temu stanę się lepszy to jeszcze raz dziękuję. Mam zamiar poprawić te błędy. Ale jeżeli chodzi o tą "misję", którą mówisz ,aby poprawić na ekipę, to zgłaszam sprzeciw. Terradian wysyła misje na Gretię, aby ją skolonizować. Sierżant i jego drużyna to tylko część całej wyprawy, pozostali są w bazie. A w sprawie liczebników to zastanawiałem się nad tym, ale ani Trzy, ani Trójka mi nie pasowało. Jeżeli wiesz, która nazwa jest najlepsza, to daj znać. Jeszcze raz dzięki za krytykę i wytknięcie błędów oraz za link. Na pewno skorzystam na tym.
  4. Tam pisze w ile by tam doszli (do wzgórza) - w 40 minut. A czas podany po przejechaniu transporterem (35 minut) to czas pojechania na wzgórze, zamontowania lokalizatora i powrotu. A co do flary to myślałem o zastąpieniu tego słowa racą, ale nie wiem czy to będzie pasować. I jeszcze jedno: dziękuję za pochwałę
  5. To opowiadanie nie ma nic wspólnego z Nową Nadzieją. Do niej jeszcze wrócę, ale naszedł mnie pomysł na to: - 4, jak z łącznością? - Brak, ciągle łączę - Cholera... - sierżant ściągnął hełm - Jeszcze 5 minut temu była - Panie sierżancie, zawracamy? - Nie, 3, jeszcze nie - sierżant wyciągnął termowizyjną lornetkę i przejrzał teren przed sobą - Musimy dotrzeć do tamtego wzgórza - wskazał palcem leżące nieco dalej wzniesienie - 8, w ile tam dojdziemy? - Zakładając średnią prędkość marszu, to w około 40 minut - Cholera, za 2 godziny zapada zmrok. 6, ilu zmieści się do transportera? - Z pełnym wyposażeniem to 4, a z minimum to 6 - Dobra, robimy to w ten sposób. 2, 3, 8 i 9 jedziecie ze mną transporterem . Bierzemy minimum wyposażenia. Pozostali zostajecie tutaj i cały czas macie odpalone flary. Robi się już szaro, a nie chcemy was zgubić. Jeżeli nie będzie nas za godzinę, to wracajcie w teren, gdzie będzie łączność i wzywacie wsparcie. Żadnych działań na własną rękę. Zrozumiano? - Tak jest, panie sierżancie! *** - Lokalizator zamontowany, możemy ruszać. - Zrozumiałem. 2 i 3 do wozu - sierżant przejrzał okolice lornetką termowizyjną - Żadnego ruchu, możemy ruszać. Na zewnątrz zapanowała szarość. Na niebie można było już zauważyć Terradian. "Po co my w ogóle pakujemy się na te przeklętą Gretię?" pomyślał sierżant. "Jesteśmy już dziesiątą misją, żadnej nie udało się wrócić, a nawet nie wyjaśniono, co się stało z poprzednimi". - Panie sierżancie, za chwilę będziemy przy flarach - przerwał mu rozmyślania jeden z podwładnych - Przyjąłem Transporter zaczął powoli wtaczać się na wzniesienie, na którym była zapalona flara. Zatrzymał się w samym środku dawanego przez nią blasku i wówczas jako pierwszy wysiadł sierżant. Rozejrzał się po okolicy i spytał się: - Gdzie oni, do cholery, są? Miejsce, w którym poprzednio była cała jego drużyna było puste. - 6, ile minęło od naszego wyjazdu? - Dokładnie 35 minut i 23 sekundy, panie sierżancie - 2, 3 szykować broń - zdjął swój karabin z pleców - 8, do karabinu maszynowego na dachu pojazdu. 6, pozostań w pojeździe, silnik odpalony, pełna gotowość do natychmiastowego odjazdu. 9, do mnie. Przeszukujemy we dwóch to miejsce. Pozostali - pełna gotowość bojowa, osłaniać nas - Przyjąłem Sierżant schował karabin i wyjął pistolet. Sprawdził, czy ma pełen magazynek i ruszył na miejsce, gdzie poprzednio stał ich ekwipunek wyjęty z transportera. Teraz była tam tylko jedna, praktycznie pusta torba. Zawierała wyłącznie trochę rozsypanych naboi do strzelby. - Panie sierżancie, znalazłem coś - odezwał się 9, stojący po drugiej stronie transportera - Już idę - sierżant wziął torbę i wrzucił ją do transportera - Co tam masz? - Znalazłem krew Na ziemi, tuż obok jednej z wyższych skał była średniej wielkości kałuża krwi. Obok niej leżało kilka łusek. Sierżant podniósł je i obejrzał. Były one od pistoletu, który każdy z drużyny posiadał. - Co tu się, do cholery, działo? Dlaczego są tu łuski od pistoletu, a nie od karabinu? Byli przecież na wzniesieniu, musieliby zauważyć, że ktoś idzie. Jak mogli coś albo kogoś podpuścić tak blisko? Pierwsza zasada: jeżeli nie wiesz kto to jest to strzelaj - Panie sierżancie znalazłem cel na podczerwieni, północ, pół kilometra stąd , pół kilometra stąd - przerwał mu monolog 6. Sierżant wyjął lornetkę termowizyjną. Rzeczywiście, coś podążało w ich kierunku. Przybliżył i zobaczył, że jest to człowiek ubrany w strój bojowy Piechoty Ekspedycyjnej. Przeniósł wzrok na naszywkę na lewym ramieniu. Były tam trzy przecinające się kółka, a pod nimi liczba 11. - To nasz. 11 - sierżant schował pistolet do kabury na pasie - Idzie z północy, więc pewnie po prostu reszta wróciła się na teren, gdzie była łączność. Ale po cholerę oni tam szli... 6, daj flarę i reflektory w kierunku północnym. Niech wie, że tu jesteśmy. 11 był coraz bliżej. Miał pochyloną w dół głowę, a na rękach trzymał karabin. Gdy był oddalony o 50 metrów, sierżant krzyknął do niego: - 11, na jaką cholerę wy szliście na północ? Nie otrzymał odpowiedzi. Żołnierz stanął tuż przed sierżantem, ale ciągle nie podnosił głowy. - 11, dobrze się czujesz? - sierżant położył rękę na jego ramieniu. Żołnierz zaczął powoli podnosić głowę. Gdy sierżant zobaczył kły wystające z ust 11, cofnął się dwa kroki, zaczął wyciągać pistolet z kabury i zdążył powiedzieć: - Co to, do chole... W tym momencie 11 rzucił się na niego, przewrócił go, wytrącił mu pistolet z ręki i przegryzł mu gardło. *** Jestem w trakcie pisania ciągu dalszego. Zachęcam ponownie do dawania opinii. Dziękuje również za te mniej pozytywne pod Nową Nadzieją. Zastosuje się do nich.
  6. Witajcie. Chciałbym Wam przedstawić tło fabularne do cyklu opowiadań - czasem krótszych, a czasem dłuższych. Czas: alternatywna współczesność, rok 2008 Miasto: Nowa Nadzieja 13 stycznia 1945 r. w małym laboratorium leżącym niedaleko Drezna, niemieccy naukowcy odkryli nowy pierwiastek. Nazwali go unumbiantem. Po badaniach przeprowadzonych na ludziach okazało się, że człowiek w bezpośrednim kontakcie z nim "mutuje" i staje się szybszy, silniejszy, wytrzymalszy. W skrajnych przypadkach zaobserwowano anomalie niektórzy na przykład zaczęli władać ogniem. Gdy Alianci dowiedzieli się unumbiancie doszło do rozłamu. Każdy chciał mieć pierwiastek dla siebie. Wybuchła III Wojna Światowa. Nie było koalicji, ponieważ nikt nie chciał dzielić się unumbiantem. Do roku 1950 wskutek użycia bomb atomowych większość Ziemi zamieniła się w napromieniowane pustkowia, a w skutek zniszczenia laboratoriów badających unumbiant, jego stężenie w powietrzu niebezpiecznie wzrosło. Niektóre dzieci urodzone roku 1950 niejako w prezencie, dostawały taką mutację. Pozostali przy życiu ludzie żyli w schronach. W 1960 r. rozpoczęto budowę Nowej Nadziei - miasta położonego pod barierą energetyczną, z własnymi filtrami powietrza, farmami, źródłami wody, całkowicie samowystarczalnego. W 1963 r. zakończono jego budowę. Władzę w nim przejął pastor Nateusz, który przeforsował ustawy zakazujące obecności "mutantów" w mieście. Jednak niektórzy "mutanci" zostali "przemyceni" do miasta przez ich rodziców bez zgody pastora... Co o tym myślicie? Zachęcam do dzielenia się komentarzami.
×
×
  • Create New...