Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 04/27/2020 in all areas

  1. 7 points
    Bardzo Wam dziękuję za te wszystkie ciepłe słowa. I jestem przekonany, że koledzy i koleżanki z redakcji też je przeczytają i też im się robi ciepło na serduchach. Choć z różnych powodów nie mogą na razie wypowiadać się na temat sytuacji. Ja mogę, bo raz, że jestem tylko współpracownikiem, a dwa, że wychyliłem parę piw więc mi się poluzowały hamulce. Ja też przeżyłem już kilka takich sytuacji, gdy padało moje ulubione pismo. Najpierw - gdy byłem jeszcze szkrabem - to był Top Secret, potem Gambler, Reset, Secret Service, a w końcu Świat Gier Komputerowych. To były bardzo różne magazyny, ale za każdym razem ich upadek bolał tak, jakby odchodził członek rodziny. No i w końcu zostało mi dane, by doświadczyć tej sytuacji z drugiej strony. Uczucie jest chyba jeszcze bardziej nieprzyjemne, bo do wrażenia, że kończy się w życiu coś ważnego, dochodzi poczucie, że sprawiło się zawód tysiącom czytelników. Z perspektywy czasu bardzo żałuję dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, że nie zacząłem pisać do CDA 7 lat temu, gdy po raz pierwszy mi to zaproponowano. Zdecydowałem się dopiero w 2018. Ale gdybym wcześniej wiedział jaką frajdą będzie współpraca z tym kapitalnym zespołem ludzi, na pewno nie wahałbym się ani chwili. I ten niesamowity etap w życiu trwałby dłużej. Po drugie żałuję tego, że nigdy nie zobaczyliście w pełni tej wizji pisma, jaką miała redakcja. Czasem czytam w komentarzach argumenty, że redakcja CDA przespała pojawienie się internetu i zmian rynkowych. Ostatnie dwa lata dostarczyły mi przekonania odwrotnego. Bo widziałem ludzi bardzo wsłuchanych w głosy czytelników, jednocześnie zatroskanych, ale pełnych pomysłów jak wyjść z impasu. Rzucających pomysłami, jakich jeszcze w Polsce nie było. Gdyby choć 10% z koncepcji powstałych w ramach burzy mózgów zostało zrealizowanych, to myślę, że pismo byłoby w innej sytuacji. A nawet gdyby odeszło, to zrobiłoby to z wielkim hukiem. Ale cóż, wysoko nad redaktorem naczelnym są ludzie, którzy nigdy nie grali w Far Cry 3 i nie słyszeli jak Vaas przedstawia definicję obłędu. Oczywiście jest prawdą, że los CD-Action nie jest przesądzony... Myślę jednak, że nawet gdyby to miał być koniec, to te 24 lata mogą być powodem do dumy dla wszystkich, którzy przyczynili się do powstawania pisma. Nawet dla mnie, mimo, że dołożyłem do tego cegiełkę małą i skromną. Następny numer, który ukaże się 5 maja nie będzie zawierał wzmianki na temat sytuacji pisma. Redakcja została poproszona o oddanie go do druku wcześniej niż zwykle, więc nie miała okazji odnieść się do tego na łamach - wiadomość o wypowiedzeniach gruchnęła dziś. Ale wygląda na to, że ze względu na okres wypowiedzeń (dla części redaktorów to miesiąc, dla niektórych 3 miesiące), jest szansa, że pojawi się jeszcze jeden numer CDA - na początku czerwca. Być może do tego czasu wiele się wyjaśni. A zatem jeszcze raz dzięki za wszystkie miłe słowa. Tylko nie rozlewajcie zbyt wielu łez. Tych numerów, które już wydaliśmy, nikt Wam nie odbierze
  2. 4 points
    Nawet miałem z ciekawości zrobić jakieś statystyki zamykające istnienie forum, ale... Chyba była po drodze jakaś masywna czystka, bo wychodzi mi mniej postów teraz niż było w statystykach z 2018 (!). A poza tym to próbując korzystać z LibreOffice dostałem raka. Więc zadowolcie się finalnymi statystykami z plusów i postów dla całego forum od początku istnienia: Posty względem lat: Rok Liczba % Plusy % 2003 27625 1,04% 2004 74106 2,79% 2005 72335 2,73% 2006 118443 4,47% 2007 83476 3,15% 2008 122355 4,61% 2009 292958 11,05% 2010 400186 15,09% 2011 345398 13,02% 2012 290916 10,97% 24150 13,71% 2013 261165 9,85% 18313 10,40% 2014 241604 9,11% 45941 26,09% 2015 181136 6,83% 41918 23,80% 2016 100781 3,80% 37677 21,40% 2017 39724 1,50% 8093 4,60% 2018 17813 0,67% 1356 0,77% 2019 10899 0,41% 726 0,41% 2020 6982 0,26% 173 0,10%
  3. 3 points
    Zebrało mi się na czytanie na nowo starych numerów i przypominanie sobie tekstów dawnych redaktorów. Ile ja bym dał by zebrać choć część dawnej ekipy, obecną i... zrobić na bazie tego publicystyczny portal. Nawet z płatnym dostępem - płaciłbym. Powiedzmy stałe cykle, recenzje, możliwość łatwego kontaktu z autorem, dodatkowo kanał YT gdzie autorzy mogliby nam pokazywać część tego co przechodzą i opowiedzieć na bazie tego kilka wniosków. Do tego miłym akcentem na takim portalu byłaby możliwość stworzenia na jego bazie czegoś takie jak FA za najlepszych lat... ehh rozmarzyłem się.
  4. 3 points
    Pomyślimy, ale decyzja do nas nie należy.
  5. 3 points
    jezu co za krincz XD A ty też ich zapytaj, ale o Jedwabne, Goniądz, Rajgród, czy Wąsosz. Śmiało. Co wspólnego mają zbrodnie wojenne i upadek CD-Action?
  6. 2 points
    https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-05-01/telewizja-polsat-kupuje-interie-liczymy-na-dynamiczny-rozwoj/?ref=slider&fbclid=IwAR1R5egPgKMtDLDO9zRh5RWZ4JCAXrIjCziuQneDIpzKd3TsFWvip-uf13Y - ciekawa sprawa. @DaeL @Smuggler Czy będziecie mieli możliwość umieszczenia skanów starszych roczników na Waszej stronie (czy gdziekolwiek indziej)? Od czasu do czasu dodawaliście "CD-A" w PDF-ach na płytkach (chyba udało się umieścić wszystko do 2007 r.). Wydaje mi się, że byłaby to piękna pamiątka na zakończenie tej wspaniałej podróży. Z tego co pamiętam, Bauer nie sprzedaje numerów archiwalnych, więc pieniędzy - które dla wydawnictwa są priorytetem - i tak z tego by nie było.
  7. 2 points
    @Deathroll2097 w sposób dziecinny afiszujesz się ze swoimi wewnętrznymi animozjami i tyle. To nie jest temat do tego. Ja np. bardzo nie lubię polaków i nie mam potrzeby o tym nigdzie pisać, to moje osobiste odczucia i opinia. Jak już Pomarańczowy Kocur zauważył, Bauer przez 20 lat wydawał CDA i jak to w korporacji bywa, dziś jesteś cool jutro już cie nie ma. Tabelki mają się zgadzać i tyle - taki świat. Może korona to zmieni i może z CDA wszystko się jeszcze odwróci jak w pamiętnym konkursie w Oslo gdy Małysz wskoczył z 13 miejsca na 2 pozycję.
  8. 2 points
    Nie lubię niemców i mam ku temu powody. Nie twierdzę, że wszystko co złe to ich zasługa, ale tak już historia pokazała, że raczej nam nie po drodze. Tylko nie wiem po co cały mój post zacytowałeś, bo tylko na początku wspomniałem o niemcach.
  9. 2 points
    Przykro mi w takim razie, ale żyjemy w innej rzeczywistości. Widziałeś te legiony jutuberów? Co drugi dostaje za friko gry do "recenzji" (w większości marnych i wymuszonych), a nie dysponuje marką taką jak CD-Action. W ogóle sama marka CD-Action zmalała przez lata. Pamiętam, jak ktoś z redakcji pisał, że nazwa wzbudza w wydawcach i innych ludziach z branży uśmiech politowania. To jest fakt. A jeśli chodzi o "granie przez Bartka" - ci jutuberzy tworzący marny tak zwany "kontent" napędzają dzisiaj machinę reklamową. Niestety no... Też mi się to nie podoba, wolałbym, aby ktoś z większym autorytetem to robił, ale nic na to nie poradzę. Mogę tylko ubolewać, że banda dzieciaków woli obejrzeć jakąś pseudowideorecenzję niż przeczytać konkret. Znak czasów.
  10. 2 points
    Nie mogę napisać by był to dla mnie szok. Poziom pisma spadał, czytelników ubywało, duch CDA był w sercach starych czytelników takich jak ja i wielu innych osób z tego forum. Człowiek podświadomie wiedział, że koniec nadjedzie ale jednak się łudził, że jeszcze nie teraz, może za 2-3 lata. W końcu sprzedaż dalej była IMHO zadowalająca, poziom choć spadał dalej był niezły, większy niż wielu redaktorów z ery internetu. Odnoszę wrażenie, że korona to przyśpieszyła, gdyż nic tego nie zapowiadało na zewnątrz. Tak, wiem jak wyglądała teraz redakcja, jakie były zmiany, ze smutkiem czytałem post Papkina. Smuci mnie jednak to, że odkładałem list do redakcji, który miał być podsumowaniem od starego czytelnika, możliwe, że nie zdążę. A szkoda, bo wiem, że w CDA są ludzie który kochali tę pracę, masa osób która przewinęła się przez redakcje, w jakiś sposób stała się częścią mojego życia. I sądzę, że kilka słów czytelnika o tym jak Was miło wspominam, u każdego spowoduje malutki uśmiech. Nie ma co się oszukiwać, z gier wyrosłem, teraz gram tylko w wyjątkowe tytuły, CDA jednak wciąż kupuję, nie tylko z sentymentu, ale także a nawet przede wszystkim by przez kilka dni w miesiącu poczuć się tak jak wtedy gdy miałem 12 lat, świat smakował lepiej, wszystko było prawdziwsze, emocje silniejsze, słońce jaśniejsze, zieleń bardziej nasycona a w ziemie był śnieg i wspaniała rodzinna atmosfera w grudniu i gdzieś tam we wspomnieniach pamięta się, że w koncie, długimi zimowymi wieczorami czytało się CDA. Niezapomniany dla mnie emocjonalny numer z 2004 roku z Warhammerem i Football managerem Niezapomniany bo wtedy u 14 latka działo się w życiu dużo dobrego a CDA było częścią tego okresu. Zakup CDA to także był rytuał, bardzo długo w Krakowskim Empiku (niestety nie istniejącym) na Rynku Głównym, który odbywał się każdego miesiąca z mamą, potem szliśmy w jakieś ciekawe miejsca Z CDA pod pachą. Potem czasy gdy CDA człowiek zaczął sobie kupować sam, pamiętam, że na moim stole zawsze była elektrogiełda i CDAction. Uwielbiałem i dziś niesamowicie miło wspominam jak człowiek z CDA zasiadał na tronie albo spędzał we wannie nawet ponad godzinę czasu czytając CDA, dla wielu pewnie to błahostka ale dla mnie dzisiaj to są wspaniałe wspomnienia, w tym cięzkim wyjałowionym z emocji świecie, bez czasu dla siebie. Przypominam sobie jakiś numer CDAaction? Zaraz potem przypominam sobie grę w piłke z kolegami, różne zabawy - coś co poprawia mi humor w najgorszych momentach:) Wypada mi podziękować za ten kawał dobrej prasy. Choć do Waszych czytelników dołączyłem późno, bo dopiero w epizodycznie gdzieś koło 99 roku, potem na stałe w 2002 bardzo zżyłem się z redakcją. Nawet udało mi się niektórych z Was poznać osobiście, w tym Świętej Pamięci Andrzeja Sawickiego. To była super sprawa dla 17 latka interesującego się fantastyką. Byliście moim pierwszym pismem które czytałem i jedynym do którego mam sentyment. Przegląd Sportowy, Niebieski Dziennik, Click ,PCFormat, nawet nie wiem czy jeszcze istnieją, ale kompletnie nic nie czuję gdy o nich myślę - a zaznaczyć muszę, że także byłem stałym czytelnikiem. Mało tego to forum, na którym założyłem konto dopiero w 2007 roku było moim pierwszym forum internetowym (zalety życia na obrzeżach miasta - długo brak internetu ) Waszych wielu redaktorów pamiętam do dziś, nawet ich niektóre recenzje, mini felietony z game walkera. Qnik, Eugeniusz Siekier, Eld, Yas,Mister Jedi, Ghost, Cormac!, Czarny Iwan, Jaspin, Smuggler (oczywiście), Phnom, Nino, MikeL, Krigore, Zibi (wódz naczelny:) ), Spikain, Allor, MAREK LENC (ponad wszystko;) ) - wam i wielu innym należy się szacunek za coś wyjątkowego na scenie gier. Podziękował za lata świetnej publicystyki. Chciałbym wierzyć że; a) to nie koniec b) jest jeszcze miejsce na rynku dla czasopisma takiego jak CDA! Zastanawiałem się nawet ostatnio czemu powoli znikacie z horyzontu zdarzeń, rozumiem, że młody czytelnik woli YouTube, stary czytelnik albo Was kupi z nostalgii, przywiązania albo z Was zrezygnuje. Dla mnie od 2004 roku najważniejszymi działami był dział sprzętowy, na luzie, game walker, publicystyka, i action redaction - gry to było tło, najważniejsi byli właśnie ludzie i to co chcą przekazać. Często czytam opinie, że zespół redakcyjny nie przetrwał próby czasu - zgodzę się z tym, nowy narybek to nie to samo co stare wygi (albo nawet bardzo stare), pytaniem otwartym pozostaje jednak czy poziom nowych osób był niższy, niski czy może byliśmy przyzwyczajeni do poprzedniej ekipy? Wiadomo, że ludzie nie lubią nowinek tam gdzie widzą, że coś jest dobre. Nie zgodzę się, też z głosami w internecie, że poziom nowych redaktorów był żenujący - był po prostu inny, bo i ludzie piszący wychowali się w innych czasach. Tak na prawdę przez 24 lata Waszego istnienia jestem w stanie obiektywnie znaleźć, jednego redaktora przeciętnego - Berlin, jednego którego nie lubiłem ale obiektywnie doceniam i pochylam głowę dla łatwości z jaką pisał i zabawy słowem - Papkin. I ciężko mi uwierzyć by jednym z gwoździ do trumny była 9kier. Ok, sam przestałem czytać CDA na pewien okres po recenzji The Binding of Isaac: Rebirth. 9kier wniosła sporo niskiej loty tekstów, słaby a raczej brak humoru i zniszczyła Action Redaction. Ale to tylko jedna, jedyna taka osoba przez 24 lata istnienia CDA! Swoją drogą poważnie, odbiór 9kier jest tak zły wśród czytelników, że nie wiem czemu było jej aż tak wiele. Nie jestem specjalistą i nie będę oceniał też głosów, że przespaliście ostatnie 15 lat i nie przenieśliście się do internetu. Znam z osobistej relacji Waszego redaktora, że Wy, ludzie tworzący CDA, chcieliście to zrobić ale z różnych względów się nie udało. Ja mocno wierzę, że jest dalej miejsce dla papierowego CDA na rynku, tylko może po pewnych zmianach. Wielka szkoda, że umarło Na Luzie, że Action Redaction obniżyło loty, że zabrakło mini felietonów. Może faktycznie nie ma już miejsca na CDA jako publicystykę głównie o grach, może gdybyście otworzyli się bardziej na filmy, książki, stali się ogólno-kulturalnym medium? Może oparcie się jednak na internecie i czasopiśmie jako dodatku dałoby lepszy efekt? Ciężko mi dywagować jako osobie z boku. Wiem jedno, chciałbym aby CDA przetrwało w tych czasach i żeby nie było kolejną śmiertelną ofiarą COVID-19 Tak wiele chciałem napisać, że aż ciężko to zebrać do kupy i wysłać, czy tam spuścić... No już wiem, tak fajna grupa stworzyła jedno z najlepszych polskich forum jaki jest forum.cdaction. Pamiętam jak tętniliście życiem tutaj, w 2006, 2007, 2009. Pamiętam tez niektórych użytkowników jak wies,niak, YoYo. RoZy, Bazyliszek, SpookAlbert, PzkW, NickWazalski. Nie widziałem Was nigdy na oczy a jakoś o Was pamiętam Najszczersze życzenia dla WSZYTKICH twórców jak i współtwórców CDA. Życzę Wam przede wszystkim zdrowia, sukcesów w pracy tej czy innej i radości z życia. No i przede wszystkim życzę Wam aby CDA przetrwało tę próbę. PS1. Niezmiernie mi smutno, że nie mogę napisać tego postu ze swojego konta, o którego odbanowanie nie mogę doprosić sie od dawna. Więc pozdrawia Was były Ekspert działu Sprzęt - M@TH3V. Nie, nie zapomniałem o Was : ) PS2. W tych wyjątkowych dniach, proszę jeszcze raz o odbanowanie! @Ghost PS3. Można kupić w redakcji archiwalne numery CDA? PS4. Nie no, musicie przetrwać. Pismo to jest coś co po 20 latach można trzymać w ręcę i cieszyć się tym tak samo jakby czytało się to te 20 lat wcześniej. A strona internetowa zniknie, youtuberzy zniknął, treść cyfrowa przepadnie. PS5. @SmuggIer pamiętam też wyjątkowy, emocjonalny wpis od chłopaka, albo brata chłopaka który umierał na (o ile mnie pamięć nie myli) na raka. Jednym z widzów jego końca byliście także Wy, w tak ciężkim czasie rodzina napisała list do redakcji, to było poruszające i wyjątkowe na skalę światową. Tytuł listu coś z Salut.
  11. 2 points
    To my dziękujemy za to, że tak długo byliście z nami.
  12. 2 points
  13. 1 point
    Tak jak już wyżej wspomniano, dysk będzie działać, ale rzecz jasna z obciętą przepustowością do PCIe Gen3 x2. SX6000 Pro 512 GB za 400 zł to raczej słaba oferta. Za tyle można dostać SX8200 Pro lub PNY CS3030. Wydajność będzie obniżona, ale może w przyszłości się przyda.
  14. 1 point
    @Jefersoon Na pewno wiaze sie to z PROSet i podejrzewam, ze problem pojawil sie po ostatniej aktualizacji Windowsa. Ja mialem podobny problem z Intel Rapid Storage wlasnie po aktualizacji Windy. Sprawdz, czy masz to w aplikacjach Ustawieniach Aplikacje i Funkcje. W kazdym razie odinstaluj, sciagnij i zainstaluj ponownie. U mnie takie rozwiazanie pomoglo. Oczywiscie robisz to na wlasna odpowiedzialnosc, a mozesz wczesniej poszukac odpowiedzi w google: https://www.google.com/search?rlz=1C1ASRM_enPL865PL865&sxsrf=ALeKk02M4t0f0mTwnHvCM1RTM1kTbmd2NQ%3A1589701946091&ei=Ou3AXvuSBeKvrgTroIzgBQ&q=intel+proset+wireless+cpu+usage&oq=intel+pro&gs_lcp=CgZwc3ktYWIQAxgAMgYIIxAnEBMyAggAMgIIADICCAAyAggAMgIIADICCAAyAggAMgIIADICCAA6BAgAEEM6BQgAEIMBOgQIIxAnUMaMBljBlAZgoqMGaABwAHgAgAFpiAGxBZIBAzguMZgBAKABAaoBB2d3cy13aXo&sclient=psy-ab
  15. 1 point
    Jako szczęśliwy absolwent technikum zakończyłem już rok szkolny, z czego ogromnie się cieszę. Czas krawantanny zweryfikował moje nadzieje wobec pracy zdalnej z subtelnością radzieckiego czołgu. Wcześniej myślałem, że praca zdalna byłaby moim wybawieniem, gdybym zdecydował się podjąć pracę (lub współpracę) z jakąś odległą firmą. Teraz traktuję ją jako ostateczność. Ale najpierw plusy. Przede wszystkim – podczas nauki zdalnej zyskałem jakieś dwie godziny dziennie, które poprzednio przeznaczałem na dojazd do szkoły. Co prawda zawsze udało mi się jakoś te dwie godziny wykorzystać (na przykład śpiąc w busie), ale jest to niewątpliwie zaleta. Pozostając w temacie dojazdu, zaoszczędziłem pieniądze na paliwie (choć nie dojeżdżałem tak często autem). Na szczęście w kwietniu jeździłem do szkoły na tyle często, że zwrócił mi się koszt biletu miesięcznego. Nie wiem jednak, czy na tym plusy się nie kończą. Co prawda dzięki krawantannie nie muszę się spotykać z wkurzającymi ludźmi, ale działa to w dwie strony – z kumplami i fajnymi nauczycielami też się nie spotkam twarzą w twarz. No chyba że przez lekcje zdalne. No właśnie… Mniej więcej połowa nauczycieli, którzy uczyli moją klasę, korzystała z dobrodziejstw Google Classroom i Google Meet i był to dobry wybór. Interfejs Classroom jest absurdalnie wręcz przejrzysty i umożliwia łatwe przesyłanie i odsyłanie zadań. Co z drugą połową nauczycieli? Ci utrzymywali komunikację przez mobiDziennik i też się to w miarę sprawdziło, chociaż tam panuje większy bajzel – wiadomości wrzucane są do jednego folderu, przez co dziennie mogło tam trafiać ze trzysta wiadomości od wszystkich klas. Auć. W ogóle nauczyciele mają przerąbane z tą nauką zdalną. Widzę po ojcu, który uczy w trzech podstawówkach i ma to nieszczęście, że jest informatykiem, więc to przeważnie na jego barkach spoczywa wprowadzenie innych nauczycieli w temat. Nie będzie przesadą, że pracuje obecnie więcej, niż przy nauczaniu analogowym i nieraz robił za całodobową infolinię. A co z samą nauką? Mam mieszane uczucia. Przede wszystkim wszyscy nauczyciele musieli przyjąć na wiarę, że uczniowie traktują zadania poważnie, a nie „posiłkują się pracami innych użytkowników sieci internetowej”. Czyli wszystko po staremu. Ciężko zrobić sprawdzian przez internet, chociaż naszej pani od matematyki się udało. Każdy był uczciwy przed samym sobą. Jeśli komuś zależało, to traktował sprawę poważnie. Jeśli nie – trudno. Zaskakujące jest jednak to, jak ciężko pracuje się z domu. Miejsce przed komputerem, które przez większość życia kojarzyło mi się raczej z odpoczynkiem po szkole, stało się miejscem nauki. Nie życzę tego nikomu. Trudno mi było odrabiać zadania czy chociaż wysiedzieć przed mikrofonem do końca lekcji. Trudniej niż w szkole. Wniosek? Odpowiednie czynności trzeba robić w odpowiednich miejscach. W szkole – uczyć się. W pracy - pracować. W łóżku – spać (no, ewentualnie tę drugą rzecz, którą robi się w łóżku). Jak temu zaradzić? Moim zdaniem można trochę zadbać o zmianę otoczenia (w granicach możliwości). · Można założyć sobie oddzielny profil „roboczy” na komputerze – bez dziesiątek ikon na pulpicie i jebzdzidy.pl na pasku zakładek. · Nie od dzisiaj wiadomo, że ubiór wpływa na nastawienie. Można się więc pokusić o założenie tych dżinsów na czas pracy – tak jak to (zapewne) robiliśmy dotychczas. · Powinno się wyciszyć telefon. Bombardowanie powiadomieniami wybija nas z rytmu pracy. Współczuję wszystkim, którzy mieli zagrożenia na koniec roku i musieli walczyć o dopa z domu, ale z tego co mi wiadomo, tylko jedna osoba na dwadzieścia pięć w mojej klasie nie przeszła. Efektem ubocznym walki o oceny jest to, że na wielu lekcjach wszyscy, w ramach uczestnictwa w zajęciach, musieli słuchać rozmów z nauczycielami w sprawach ocen. W normalnych warunkach w tym czasie zawsze można było zagadać do kumpla z ławki czy coś. A tak…? Było to po prostu przeraźliwie nudne. Zasadniczo cieszę się, że miałem okazję sprawdzić taką formę nauki. Dzięki temu mam lepszy obraz tego, jak może wyglądać praca zdalna i całe szczęście, że już mam to za sobą. Ponownie, ma to swoje dobre i złe strony. Dobra jest oczywista, a zła – że jeszcze przez niecały miesiąc sam muszę zadbać o swoje przygotowanie do matury. Ale o to nie muszę się martwić. A Wy? Jak krawantanna zmieniła Wam życie?
  16. 1 point
    @Jefersoon Zestaw spoko, ale pokusilbym sie o pare zmian: https://www.morele.net/obudowa-thermaltake-versa-h17-ge000955-1793887/ https://www.morele.net/plyta-glowna-asrock-b450m-pro4-f-6047641/ https://www.morele.net/zasilacz-silentiumpc-vero-l3-500w-spc265-5942214/ https://www.morele.net/be-quiet-pure-wings-2-pwm-bl040-793065/ Wybrana budka jest slabo wentylowana, wiec wypadaloby dorzucic wentylator. Do tego wyciszana budka z oknem mija sie z celem. Dorzucilem tanie, dobre i duze smiglo, ktore zamontowalbys z przodu Versy i zmienilem plyte glowna na taka z wejsciem, ktore pozwoli Ci kontrolowac jego predkosc. Zasilacze Vero warto brac w najnowszej rewizji L3/M3. M3 pozwola Ci odpiac czesc zbednych kabli. Mala roznica kasy, a znaczna jakosci. W grafike w budzecie 400 PLN celowalbym zdecydowanie w GTXa 970. Jest ~10% mocniejszy od 470. Moze nawet ustrzelilbys 1060 6GB. https://www.gpucheck.com/pl-pln/compare/amd-radeon-rx-470-vs-nvidia-geforce-gtx-970/intel-core-i7-6700k-4-00ghz-vs-intel-core-i7-4770k-3-50ghz/
  17. 1 point
    Wygląda ok, ale do takiej małej obudowy kupiłbym co najmniej pół modularny PSU. Nawet to Vero M2. Co do samej obudowy iBOX to taki sam chińczyk jak popularny SilentiumPC ale jeszcze biedniej wykonany. To są niziny budżetowych rozwiązań. Nie potrafię tutaj doradzić, niemniej na pewno szukałbym czegoś innego
  18. 1 point
    @konio52 z takim podejściem to ja mogę powiedzieć - daj mi serię gier, a ja znajdę w nich coś, co mogę wyśmiać na poziomie "kolejny reskin tej samej gry".
  19. 1 point
    SMG pytanie, czy myśleliście o tym by w ramach przedłużenia forum założyć grupę dyskusyjną na Facebooku która byłaby przedłużeniem forum?
  20. 1 point
    Możesz dopłacić do płyty MSI, bo lepiej współpracują z pamięciami. Niekoniecznie musi być to Tomahawk, bo nie ma wielkich różnic między tymi (Tomahawk, Gaming Plus) płytami. Dorzuciłbym do tych Cruciali 3600/CL16: BL2K8G36C16U4R Zastanowiłbym się, czy nie wybrać chłodzenia Fuma 2: https://www.tweaktown.com/reviews/9223/scythe-fuma-2-cpu-cooler-review/index6.html https://www.techpowerup.com/review/scythe-fuma-2-dual-tower-cpu-cooler/6.html Nie blokuje gniazd pamięci: https://www.tweaktown.com/image.php?image=images.tweaktown.com/content/9/2/9223_23_scythe-fuma-2-cpu-cooler-review_full.jpg Wziąłbym dysk ADATA 512GB M.2 PCIe NVMe XPG GAMMIX S11 Pro - to samo + radiator.
  21. 1 point
    Ten wpis kierunkuję do wszystkich twórców, którzy udzielali się na platformie blogowej FA, a jeszcze tutaj zaglądają. Nie wiadomo jak będzie, a nie przewiduję, że dobrze będzie. O ile mnie pamięć nie myli, to redakcja wielokrotnie mówiła, że na działanie forum samo w sobie nie ma większego wpływu. Snuję więc przypuszczenie, że na hosting również, który umrze wraz z niezapłaconym okresem rozliczeniowym. Poza tym nie czarujmy się, redakcja ma obecnie znacznie ważniejsze sprawy na głowie, niż ratowanie i tak martwego już forum. Dlatego apeluję o dwie rzeczy. Po pierwsze, jeżeli ktoś ma tutaj coś, czego nie chciałby stracić, to polecam skopiowanie treści chociażby na arkusze google. Nawet nie trzeba wchodzić w edycję, wystarczy wpis po wpisie kopiować na podglądzie. Formatowanie zjedzie się paskudnie, ale treść zostanie. Po drugie. Jeżeli ktoś ma taką moc sprawczą (nie wiem, kto się ostatnio tym zajmował, chyba Ghost?), to chciałbym tylko zasugerować, bo w obecnej sytuacji nawet prośba może być na wyrost, że warto byłoby zarchiwizować forum, albo chociaż bazę danych, aby nie tracić bezpowrotnie wszystkiego. W końcu to dość znacząca pamiątka polskiego Internetu. Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru!
  22. 1 point
    Udało się i bardzo dziękuje Osobom które do tego się przyczyniły. Multi konto miało mi posłużyć tylko do kontaktu z administracją. O czym świadczy fakt mojej aktywności na nim, daty założenia i to, że nie ukrywałem iż to multi - a w dobie VPN mógłbym - tylko po co? Miło znów zawitać na moim pierwszym forum widząc ten charakterystyczny awatar które pierwszy raz ustawiłem ponad 12 lat temu Temat do zamknięcia, konto matrix do usunięcia.
  23. 1 point
    Nie wiem, czy takie myślenie „będziemy wydawać, dopóki będzie się sprzedawać” występuje u wszystkich wydawców. Ja myślę, że CDA ma ogromny fandom, którego po prostu wydawca nie potrafił zaktywizować. Im więcej czytam wypowiedzi byłych i obecnych redaktorów, tym bardziej przekonany, że w piśmie jest ogromny potencjał. Wymagacie tylko doinwestowania i trochę więcej wolnej ręki. Uważam, że Bauer powinien sprzedać te markę nawet poniżej wartości, bo jeżeli Was po prostu zamknie i rozpuści zespół, to już nigdy nie uzyska ze słów „CD-Action” nawet złotówki. Myślę, że petycja w tej, czy innej formie to bardzo dobry pomysł. Tak po prostu, żeby się policzyć i pochwalić przed potencjalnym inwestorem.
  24. 1 point
    Innymi słowy: w dużej mierze dawnej ekipie "CD-A" udało się utrzymać kontakt z grami komputerowymi lub pisaniem. Myślę jednak, że nie ma nic przyjemniejszego niż pisanie do pisma, które ukazuje się drukiem (oczywiście, jeśli kocha się pisanie). To miłe żyć ze świadomością, że w kioskach, salonikach prasowych, sklepach rozsianych po całym kraju znajduje się kawałek siebie (sorry za patetyczny ton; wiecie, co chodzi). Brawo!
  25. 1 point
    Nawet nie wiedziałem, że masz bloggera. Chyba pora też się przenieść w szerszy świat i powrócić do regularnego pisania, a nie tylko ciągnąć serię Końca Gry... A nie myślałeś nad własną domeną?
  26. 1 point
    @Kelevra1902 Spoko Tak jeszcze gwoli scislosci - poleconej przeze mnie karty nie pomyl z tansza zwykle opcja bez EX w nazwie, bo to pazdzierz z gorszym chlodzeniem. I co do Armisa. Zwroc sobie na wymiary, bo to niezle bydle. Duze budki warte sa swieczki, bo im wieksza, tym latwiej o lepsze temperatury. Ma tez - powiedzmy - otwarta gore (miodowa, centymetrowa kratka, a na niej przyczepiany na magnes panel z siatki), wiec cichy cooler to mus, jesli chcesz wysokiej kultury pracy. Tak sie sklada, ze przerabialem w niej Fortisa z 9700K, majstrowalem w biosie, ile sie da, ale dalej mnie irytowal. Temperatury mial nad wyraz dobre, ale nie tylko o to chodzi. Podmienilem na Ninje, ktorego slysze jedynie w stress testach. W przypadku 3600 kazdy polecony cooler starczy. Mozliwosci OC ten proc nie ma, wiec bedziesz doplacac kolejne stowki za kulture pracy. EDIT: Recenzyjne embargo na nowe procki Intela konczy sie bodajze 29.5.
  27. 1 point
    Z takim budżetem można się pokusić o PCI-E gen 4: https://www.morele.net/inventory/info/46e97372/
  28. 1 point
    @Kelevra1902 Jesli masz wyskakiwac z 2,5k na karte - czekaj do sierpnia na 3070. Biorac pod uwage postep z poprzenich generacji, byc moze dostaniesz karte podchodzaca pod 2080 Ti z lepsza wydajnoscia RTX. Troszke za malo widzialem recek tej karty KFA2 i wolalbym opcje z dwoma wentylatorami, o ktorej czytalem wiele dobrego: https://www.x-kom.pl/p/520368-karta-graficzna-nvidia-kfa2-geforce-rtx-2070-super-ex-1-click-oc-8gb-gddr6.html (dwu-letnie gwara, ale karta tania, wiec masz za co przedluzac) Nie lubie wyszukiwarki Xkoma, ale zmienilbym ramy. G-Skille Ripjawsy to porzadne budzetowe pamieci i dadza rade, poki nie bedziesz ich zylowal kreceniem, a wgrasz jedynie profil XMP. Mialem przez 3 lata 3200 CL16 i sa spoko, a zwykle z najtanszych nie-nonamow. Jak chcesz miec miejsce na Bog wie jaki cooler procka to Corsair Vengeance LPX. Gigabyte Gaming OC bym nie kupowal, bo sam ja mam i wymaga dluzszych eksperymentow z krzywa, by zachowywac sie przywoicie cicho. Dla kogos komu nie zalezy na kulturze pracy i chce ja jeszcze podkrecic to najtanszy, najlepszy RTX 2070 Super. Chcialem Palita Jetstreama, ale chwile po premierze Super nie bylo go juz nigdzie, o KFA2 nie wiedzialem i skuszony swietnymi reckami wybralem wlasnie Gaming OC. Gigus jak to Gigus - zawsze bazowo mocno krecony, zawsze topowo chlodzony, zawsze cierpi na tym kultura pracy. Ta budke sam mam i jest rewelacyjna. Na necie bezglosna, bo ma swietne smigla i regulacje wentylatorow. Dla fanow kultury pracy, ktorzy nie chca poswiecac dla niej zbyt duzo wentylacji i miec miejsce na ewentualne OC. Budy bez okna sa cichsze i chlodniejsze, ale nie widzialem nigdy takiego porowniania, wiec nie wiem, czy to w ogole warto zawracac sobie tym glowe. Dysk to NVMe Panie, mamy rok 2020 https://www.x-kom.pl/p/461049-dysk-ssd-adata-512gb-m2-pcie-nvme-xpg-sx8200-pro.html ; https://www.x-kom.pl/p/490090-dysk-ssd-pny-500gb-m2-pcie-nvme-xlr8-cs3030.html (musisz miec jednak plyte glowna z M2) Z zasilaczem 550W to nienajlepszy pomysl. Pewnie starczy, ale celuj w 650W Bronze/Gold. Seasonic to zawsze bezpieczny wybor. Fortisa odpusc. https://www.morele.net/chlodzenie-cpu-deepcool-gammaxx-400-dp-mch4-gmx400-991037/ (bardziej wydajny, cichszy i tanszy od Fortisa. Stety/niestety niebieskia dioda na wentylatorze) https://blackwhite.tv/Chlodzenie-Thermalright-Macho-HR-02-Rev-C-EU-Version-p939 (daj lysemu zarobic, moze przestanie oddawac sie x-komowi. Jeszcze mocniejszy i cichszy) https://proline.pl/chlodzenie-procesora-scythe-ninja-5-p1398197 (rownie mocny, najcichszy na rynku)
  29. 1 point
    Nowa inicjatywa. To fajnie brzmi. Tylko coś czuję, że nie miałby kto brać udziału w takim odrodzeniu. Wielu odeszło i ma inną robotę, obecnie pracujący nad nowym numerem pewnie też szukają nowej pracy. Chyba że udałoby się zrobić coś "od fanów, dla fanów", poza godzinami pracy. Tylko kto będzie miał na to ochotę, szczególnie, że początkowo nie będzie z tego właściwie żadnych pieniędzy, a tylko mnóstwo włożonej pracy i sporo krytyki. Do tego przydałby się inwestor, tylko znowu - nawet jak się pojawi, to i tak nikt kto ma już dobrą pracę jej nie porzuci. Może by to zrobił po otrzymaniu umowy o pracę i sporo większych zarobków, ale jest to mało prawdopodobne. Co do upadku CD-Action, to mnie chyba najbardziej boli niewykorzystanie forum. Kilku(nastu) genialnych bloggerów, świetny dział sprzętowy z genialnymi moderatorami (i emerytami), Lużna Jazda, Akademia CD-Action, której ktoś chyba w pewnym momencie powiedział 'halt'. Eh, to se ne vrati. Dla zainteresowanych garść statystyk:
  30. 1 point
    @Quassimodo Jesli dobrze pamietam z testow, z Asasynem dostaniesz ogranicznik predkosci obrotowej wentylatorow. Zaloz go przy montazu. To najmocniejszy cooler powietrzny na rynku, ktorego mocy nie potrzebujesz, wiec warto go wyciszyc. Bez niego bedzie niepotrzebnie chlodniej i niepotrzebnie glosniej. No i Grizzly to podstawa. Gramiec starczy Ci na 2 sprawne aplikacje, czyli 4-6 lat.
  31. 1 point
    https://www.gamersnexus.net/images/media/2020/arctic-liquid-freezer/5_arctic-liquid-freezer-3950x_100pct.png
  32. 1 point
    To moje wyobrażenie tego zestawu: https://www.morele.net/inventory/info/d3afd46a/. Ryzen 7 3700X + 32 GB DDR4 + GTX 1660 Super. Wszystko w przewiewnej obudowie, z solidnym zasilaczem, cichym oraz wydajnym chłodzeniem cpu. Kod na montaż: https://forum.cdaction.pl/topic/271216-aktualne-promocje-i-kody-zniżkowe-do-sklepów-internetowych/
  33. 1 point
    Spójrz na temperatury, mógłbyś wodę zagotować. Jaką masz obudowę oraz chłodzenie na cpu? Czy chłodzenie czasem się nie obluzowało?
  34. 1 point
    Widziałbym to tak: Ryzen 7 3700X + X570 AORUS PRO + 32 GB DDR4 3600/CL16 (BL2K16G36C16U4B) + Deepcool Assassin III + SST-PM01B-RGB + Seasonic Focus GX 750. Bardzo dobry zestaw pod względem wydajności, jakości, uzyskiwanych temperatur oraz kultury pracy. W przyszłości tylko dorzucić dysk NVMe oraz lepszą kartę graficzną i będzie super. Można by zaoszczędzić na płycie i wybrać chipset B450, ale ze względu na możliwości rozbudowy lepiej wziąć X570. W czerwcu nastąpi premiera chipsetu B550 z obsługą PCIe 4.0 (B450 tego nie ma), więc ewentualnie można brać to pod rozwagę. Tak nawiasem, w maju czeka nas premiera procesorów Intel Comet Lake-S, ale płyty główne z pewnością nie będą tanie. Test Ryzena 7 3700X: https://www.purepc.pl/test-procesora-amd-ryzen-7-3700x-premiera-architektury-zen-2?page=0,25. Taki i7-10700(K/F/KF) będzie teraz odpowiednikiem i9-9900(K). Ryzen trochę odstaje w grach, ale jeśli istotny dla Ciebie jest również rendering, to na AM4 można w przyszłości posadzić nawet 16 rdzeni (Ryzen 9 3950X).
  35. 1 point
    Można spróbować aktualizacji bądź reinstalacji sterowników karty graficznej i sprawdzić czy nie masz tak zwanego "wycieku pamięci" (z ang. memory leak). Uruchom grę i po zamknięciu gry sprawdź zużycie pamięci RAM. Ten problem polega na tym, że system nie zwalnia miejsca w pamięci RAM tylko ciągle dokłada danych i pamięć się zapełnia. EDIT: Z jakiegoś powodu nie zwróciłem uwagi na temperatury. Zdecydowanie procesor zrzucił zegary żeby zmniejszyć temperaturę i stąd problem. Musisz dokładnie zbadać sprawę chłodzenia.
  36. 1 point
    Dzięki- każdy głos się liczy . Moim zdaniem to nie jest plagiat . Ale - dla spokoju Twojego sumienia - zaraz zmienię opisy i będzie git .
  37. 1 point
    Widzę, że zaczęły się fantazje - na tę chwile nie istnieje możliwość stworzenia cyfrowej wersji czasopisma bo na to rynek nie istnieje. Nie twierdzę, że na rynku nie ma miejsca na ciekawą inicjatywę związaną z grami i branża bo oczywiście, że jest - może powstać fajny portal połączony z treściami video, audio i jeżeli ludzie związani z CDA będa myśleli o czymś podobnym to życze im jak najlepiej, ale proponowanie numerów cyfrowych to tęsknota za istnieniem czegoś takiego jak "numer", tymczasem ludzi interesuje treść. Składanie artykułów, które ukazywałyby się na fajnej stronce do PDFa to zadanie karkołomne i pozbawione sensu.
  38. 1 point
    Może po prostu nowa platforma? https://www.overclockers.co.uk/msi-b450-tomahawk-max-socket-am4-ddr4-atx-motherboard-mb-33t-ms.html https://www.overclockers.co.uk/amd-ryzen-5-3600-six-core-4.2ghz-socket-am4-processor-retail-cp-3b9-am.html https://www.overclockers.co.uk/crucial-ballistix-sport-lt-gray-micron-e-die-32gb-kit-2-x-16gb-ddr4-3200-udimm-my-20d-cr.html https://www.overclockers.co.uk/scythe-scnj-5000-ninja-5-cpu-cooler-120mm-hs-04g-sy.html Jaki masz zasilacz oraz obudowę?
  39. 1 point
    Od siebie skrobnę krótko. Bardzo wam dziękuje za te wszystkie lata przez które mogłem zbierać i czytać wasze recenzje, publikacje i opinie w magazynie. Wiele osób które pisało w CD Action, dla mnie, byli najlepszymi dziennikarzami branżowymi w Polsce. Osobami które naprawdę rozumiały na czym polega skonstruowanie dobrego artykułu o głowę przewyższając poziom osób piszących na najpopularniejszych stronach internetowych( do ciebie bije gry online...). Żałuje tylko że nie byłem z wami od początku..ale wtedy gaming nie był moim zainteresowaniem, tym nie mniej od 2008 r października mam wszystkie wasze numery i z radością będę dalej zbierać pismo aż do jego ostatniego Mam nadzieje, że uda się znaleźć wydawcę nowego który zechcę przygarnąć te pismo. Nie wiem czy wtedy będzie to to samo czy nie, ale, jak się nie spróbuje to się człowiek nie dowie. Jak nie to trudno i tak odejdziecie niepokonani na rynku jeżeli chodzi o stosunek historii, jakości i popularności waszego pisma. Jeszcze raz dzięki za te wszystkie lata, mile chwile na forum( na którym już od dawna się nie udzielam bo fora dość szybko tracą ludzi, niestety), świetne artykuły, mnóstwo śmiechu w młodszych latach, super recenzje, kontrowersyjne opinie( Gris 4/10 ocb), i za naprawdę dobry poziom dziennikarski. Moimi ulubionymi autorami byli Papkin, 9kier, Enki, Berlin, Smuggler. Dzięki za super 12 lat
  40. 1 point
    @HejtTrain Nie wiem, jak taki upgrade poradzi sobie z VR (pewnie zalezy od gry), ale wiem, na co w przypadku twojego configu najlepiej wydac 2,5K: https://www.morele.net/procesor-amd-ryzen-5-1600-af-3-2ghz-16-mb-box-yd1600bbafbox-976702/ https://www.morele.net/chlodzenie-cpu-deepcool-gammaxx-400-dp-mch4-gmx400-991037/ https://www.morele.net/plyta-glowna-msi-b450m-a-pro-max-5939783/ https://www.morele.net/pamiec-corsair-vengeance-ddr4-16-gb-3200mhz-cl16-cmk16gx4m2e3200c16-6025893/ https://www.morele.net/karta-graficzna-gigabyte-geforce-gtx-1660-super-oc-6gb-gddr6-gv-n166soc-6gd-5940480/ 2501,79 na Morele, ale sprawdz ceny w innych sklepach. 6-rdzeniowy i 12-watkowy procek - 4 rdzenie i5 juz nie wyrabiaja. Plytka i cooler pod OC, bo tego procka warto krecic. 16GB szybkiego ramu to obecny standard. Najlepiej wyceniona, porzadna 1660S. Najmocniejsza karta, z ktora poradzi sobie 1600AF jest RTX 2060, ale musialbys dolozyc 500 PLN. Poszukaj filmikow ludzi z podobnym configiem i VR na youtube. EDIT: By w pelni wykorzystac mozliwosci OC i zapewnic sobie mozliwie najcichsza prace, doloz ta paste: https://www.morele.net/thermal-grizzly-pasta-termoprzewodzaca-kryonaut-1g-tg-k-001-rs-757743/ Sprawdz tez, w jaki sposob masz w budzie podlaczone wentylatory obudowy. Niestety nie laduje sie oficjalna strona obudowy, a ja nie moge doszukac sie, czy owa budka ma rozgaleziacz do ktorego podlaczone sa trzy domyslne smigla. Postanowilem oszczedzic 200 PLN na mniejszej wersji plyty, ktora ma mniej wejsc na wentylatory budy.
  41. 1 point
    Dziękuję za te ponad 22 lat spędzone z wami, wczoraj zacząłem przeglądać kolekcję papierowych numerów od numeru 19 począwszy (pierwszy, który nabyłem dzięki cioci, pozostałe numery z okresu 1996-1997 mam na dysku w formie PDF, też je ostatnio przeglądałem). Serce mi się kraję widząc, co wydawca z wami zrobił i niestety nie można zwalać tego na koronawirusa. Na Gry Online przeczytałem, jak bardzo "przysłużył się wam wydawca" - torpedowanie wszelkich zmian, CDA chciało pójść w dziennikarstwo śledcze, ale na to Bauer się nie zgodził, pensje zamrożone, nie można było się doczekać porządnego sprzętu do nagrywania (pewnie dlatego kanał na youtubie miał tak mało filmów), brak od lat zmian na forum i stronie internetowej, dużo ważnych person od was odeszło ostatnio z powodu konfliktu z wydawcą, konkretnie Cormac (szef strony internetowej), spikain (redaktor naczelny), Papkin (szef działu publiscystyki), Monk (wieloletni współpracownik, pamiętam go głównie z tekstu o grach MMORPG) oraz Allor (szef działu sprzętowego). Płakać mi się chce, patrząc, jak spartolono naprawdę spory dorobek, jakie uczynił magazyn dla rynku gier i prasy growej. Wątpię, żeby Bauer znalazł inwestora, po tym, jak wami zarządzał.
  42. 1 point
    nerwo, ty kietasie
  43. 1 point
    Czy można liczyć na stream z gry wstępnej?
  44. 1 point
    Absolutnie wspaniała wiadomość , szkoda tylko że nie padliście wcześniej. No ale cóż, lepiej późno niż wcale Ano smugglerku nie będziemy
  45. 1 point
    Tematy o zakupach komputerów i podzespołów do nich zakładamy w dziale "Komputery i podzespoły". Wątek został przeniesiony.
  46. 1 point
    Lękam się, że jednak musimy poćwiczyć czytanie ze zrozumieniem. Pozwolę sobie zamieścić ten fragment w całości. Liczy on sobie 486 znaków. Cała relacja z marszu (dostępna tu: /bit.ly/2riZyV3) - ok. 16 tys. znaków. Jest to, ano właśnie, "relacja". Wątek zbioru podpisów się w niej pojawia... acz wyraźnie nie jest dominantą. We wspomnianym przez ciebie komentarzu została mi zarzucona nierzetelność. Tymczasem ani w przytoczonym fragmencie nie oceniam zasadności pretensji Amerykanów, ani zasadności zbierania podpisów, ani projektu "Stop 447". Relacjonuję. Tylko tyle i aż tyle Ponieważ komentarze były nieeleganckie, napisane w dość agresywnym tonie, a w dodatku merytorycznie wątpliwe - postanowiłem je usunąć. Wybacz, ale to mój profil i mam na to prawo. Sugeruję się nie domyślać, ale - skoro twierdzisz, że chcesz ze mną rozmawiać o konkretach - rozmawiać o konkretach. Z którego fragmentu relacji (znów: r-e-l-a-c-j-i) wynika, że mój stosunek do tego środowiska jest nieprzychylny? Dzieje się to dość często. Pozostawiam ocenie czytelników tego wątku, czy powyższy fragment (przezornie zacytowany w całości) jest pejoratywnie nacechowany. Powtórzę apel: rozmawiajmy o konkretach. W którym fragmencie komentarza napisałem, że: a) naziści nie pochodzili z Niemiec b) Niemcy nie byli nazistami c) naziści to rasa obcych z kosmosu Odpowiedź? W żadnym. Nie miałem najmniejszej ochoty wypowiadać się na 447, a w dodatku temperatura dyskusji rosła, gdyż (wraz z kolegą) nakręcaliście się wzajemnie (na przykład twierdząc, że uważam, że Niemcy to nie naziści... co jest wierutną bzdurą, nic takiego nie napisałem). Uznałem, że pora wylać wam na głowy kubeł zimnej wody, a samej dyskusji - nie kontynuować. Sorry, mój dom, moje zabawki. Zniknął, bo był nieelegancki, napastliwy i niemerytoryczny. Dlaczego "niemerytoryczny"? Powtórzę: wątek "STOP 447" zajmował jakąś 1/32 tekstu, w dodatku nijak się do zasadności (bądź bezzasadności) zbiórki nie odnosiłem. Gdybym opublikował felieton, w którym bym czynił zarzut organizatorom akcji - bardzo chętnie bym o sprawie podyskutował. Natomiast zupełnie nie tym się zajmowałem. W dodatku nieszczególnie miałem ochotę mieć na swoim profilu komentarze dwóch nakręcających się kogucików, którzy zarzucają mi nierzetelność na bazie tego, co wydaje im się, że wyczytali w tekście. Nie zwykłem prostować zdań, które są prawdziwe. W imię kultury dyskusji jestem w stanie uciec się do uczynienia niewidocznymi komentarzy na wcale niewielkim fanpejdżu. Jeżeli wypowiedzi są chamskie, a w dodatku ich autorzy zarzucają mi błędy na bazie swoich rojeń - sorry. Mam na swoim profilu bardzo różnych komentatorów, bardzo rzadko mi się zdarza moderować tam dyskusje. Natomiast w tym wypadku uznałem to za zasadne. Nie nazywam ludzi "naziolami" i "faszolami". Nie oceniałem też, czy ty (bądź kolega) macie rację w tej konkretnej (bądź w jakiejkolwiek innej) sprawie. Powtórzę: nie zajmuję się 447. Dążenie do prawdy. Natomiast "zarzuty", które mi tu czynisz to tzw. trzecia prawda tischnerowska. Misiu - konkret. Do czego się nie odniosłem? Jeżeli masz zarzut - napisz go, zdarza mi się popełniać błędy (któż ich nie popełnia?), nuż się czegoś ciekawego dowiem, nuż rzucisz świeże światło na jakąś sprawę. Nawet na poprzedniej stronie tego wątku jeden z kolegów mi zwrócił uwagę na omyłkę. I super. Nadmienię jednak, że choć chętnie dyskutuję, to jednak z kulturą. Słowem: bez presupozycji, domysłów, sugestii i re/nadinterpretacji.
  47. 1 point
    Mogę z czystym sumieniem polecić miniserial "Czarnobyl". Temat do dziś budzi kontrowersje zarówno pod względem odpowiedzialności za katastrofę jak i pod względem skutków. Nie jest to dokument ani paradokument, jest sporo sytuacji fikcyjnych, ale jest to jedyny znany mi serial czy film, w którym umieszczono tyle wątków poruszanych w różnych publikacjach. Brakuje chyba tylko słynnego fotografa - Igora Kostina. Ogląda się z zapartym tchem.
  48. 1 point
    Po premierze niezwykle urokliwej kontynuacji pierwszej Mafii, wielu recenzentów ganiło ją za brak typowo sandboksowych aktywności. Jeżeli, drogi czytelniku, również identyfikowałeś się z tymi publikacjami, ciesz się - 2K stworzyło grę, która może ci się spodobać. Ja jednak zmęczyłem się nią bardzo szybko. Mimo kilku miesięcy przyglądania się z niepokojem zwiastunom, które nie wróżyły niczego dobrego, do Mafii 3 przysiadłem w nastroju, w jakim znajduje się jogin po dobrej sesji ćwiczeń oczyszczających umysł. Nie istniały dla mnie trzy rzeczy: oczekiwania, obawy i myśli o niszczeniu kolejnej uwielbianej przeze mnie serii. Nawet pomimo tego, że jedynkę ukończyłem dokładnie 12 razy, a historię Vito Scaletty prześledziłem kolejne cztery. Po zobaczeniu napisów końcowych „trójki” wiem już, że choć jest gra w całym cyklu największa, pozostanie paradoksalnie właśnie tą, przy której spędziłem najmniej czasu. Prawdopodobnie jedynym wspomnieniem po niej pozostanie ta recenzja. Będę brutalnie szczery - problem z „trójką” polega na tym, że jej zrobienie powierzono ludziom, którzy nie zadali sobie trudu zrozumienia, dlaczego pierwowzór do dziś pojawia się w rankingach najlepszych gier wszechczasów. Ludzi otumanionych wielką serią GTA i 70 milionami sprzedanych egzemplarzy samej piątki, tchórzliwych, jak początkujący pisarz, który nie próbuje udowodnić znanemu artyście, że też umie zrobić na kimś wrażenie tworząc po swojemu, a jedynie próbuje pisać tak samo dobrze i marnie przy tym kopiuje, dorzucając elementy z innej baśni. No strzelaj do Polaka Żałuję, bo pierwsze 3 godziny naprawdę zdołały mnie przekonać, że mogę mieć na dłuższą metę do czynienia z czymś rzeczywiście godnym nazywania się spadkobiercą mojej ukochanej Mafii. Po paru chwilach, kiedy dałem porwać się szalonej akcji, nie przeszkadzało mi, że głównym bohaterem nie jest już Włoch, że Mafia stała się dodatkiem do szalonych wojen gangów, a twórcy ustawicznie popełniali merytoryczne błędy używając sformułowań typu „Haitańska Mafia”. Prolog nadzwyczaj się udał. Dokumentalne wstawki, filmowe przeskoki akcji pomiędzy różnymi okresami, sprawnie napisane dialogi… no i akcja z grubej rury, bo napadamy na bank! To wszystko fajnie wprowadza nas w historię Lincolna Claya, z pozoru sympatycznego (ale przez wojnę totalnie znieczulonego na krzywdę bliźniego swego), czarnoskórego weterana wojny w Wietnamie, którego przemianę w rozdrażnionego utratą bliskich potwora ujrzymy w dalszym etapie zabawy. Do tego trudne tematy typu rasizm, potencjalnie także analiza, co sprowadza człowieka na złą drogę – smakowita przystawka! Nie jest to może najbardziej dogłębna analiza przemiany człowieka pod wpływem traumy, ale jak na standard sandboksowych fabuł, jest całkiem dobrze. It rode us all the way to New Orleans Ponadto wykorzystanie części bardzo znanych szlagierów jako tła dla wydarzeń fabularnych, sprawia, że zamieniają dobrą pracę autorów cutscenek w kicz tak straszny, że aż człowiek nie wie, gdzie się schować. Świat Mafii znów czaruje znakomitą muzyką, a radio cały czas nadaje klasyki pokroju „All Along the Watchtower”, „Ruby Tuesday” czy „Piece of my Heart”. Zatrzęsienie hitów jest tak potężne, że kilkunastu różnych recenzentów mogłoby się między sobą dogadać i wrzucić do swoich tekstów po kilka przykładów bardzo znanych utworów, nie powtarzając jednocześnie żadnego. Muzyka ma też jednak swoje słabe strony, jak choćby fakt, że część utworów w zbyt często się powtarza. Na ulicach czuć klimat Nowego Orleanu, przechrzczonego tu na Nowe Bordeaux. Nastrój jest nieco inny niż we wzorowanych na Nowym Yorku miastach z poprzedniczki, ale z pewnością wpisuje się w poetykę serii i jest równie gęsty. Oprócz lubiących pizzę panów w garniturach mamy też przedstawicieli innych kultur, przysiadające na wielkim moście ptaki morskie ustąpiły miejsca krokodylom, oprócz whisky pija się także piwo i samogon, a chrześcijańskie pogrzeby i strzelaniny w kościele zastąpiło Voodoo, wywodzące się swoją drogą po części także z chrześcijaństwa. Paskudny łyk Bordo Hangar 13 znakomicie pojął jedną z najważniejszych składowych pierwowzoru, to jest rozpoznawalny na pierwszy rzut oka klimat. Pod tym względem nie da się trójki pomylić z żadną grą na rynku. Od tego momentu pochwały zasadniczo się jednak kończą, bo Mafia słynęła nie tylko z klimatu. Nie zrozumiano niestety przepotężnej roli, jaką w produkcji Czechów pełniło miasto. Nigdy nie musiało być przesadnie duże, bo było tylko tłem dla świetnie zaprojektowanych, zaskakujących zwrotami akcji liniowych rozdziałów. Bardziej w tym „sandboksowaniu” chodziło o to, że gracz mógł dojechać do celu misji nie obijając się o niewidzialne ściany, czasami skrócić sobie drogę przez jakiegoś przechodnia, ale niekoniecznie gubić rytm opowieści przez zbyt wiele atrakcji. Tymczasem zaoferowane nam w Mafii 3 New Bordeaux zostało od strony konstrukcyjnej zrealizowane żenująco słabo. To lokacja całkiem potężna, o różnorodnych dzielnicach, ale pozbawiona szczególnie charakterystycznych miejsc (z wyjątkiem 2-3). To tylko zestaw ulic, z którego niewiele się pamięta i przejeżdżając przez którąkolwiek, niekoniecznie ma się paradę wspomnień z nimi związanych. Wręcz rażące jest zaserwowane nam na każdym kroku kopiuj-wklej. Spora część mniej istotnych budynków występuje w New Bordeaux za często i np. wykonując misje poboczne ze zbieraniem Playboyów/innego badziewia, często odwiedzamy identyczne stacje/sklepy/magazyny. Twórcy rozleniwili się do tego stopnia, że nawet położenie znajdźki jest w każdym z tych miejsc takie samo. Cofnijmy się jednak do zakończenia prologu, kiedy to szybko można zorientować się, jak będzie wyglądało następne 25 godzin zabawy. Dalsza część kampanii fabularnej (!) przypomina zadania poboczne z dowolnej gry Ubisoftu. Francuski koncern, przy moim skrytym obwinianiu go o niszczenie rynku, cenię jednak choć minimalnie za to, że nigdy swojego ukochanego odbijania kolejnych sektorów mapy nie uczynił jedynym sensem zabawy. Mafia III tymczasem przez kolejne, długie godziny (zakończone dwugodzinnym epilogiem) prezentuje nam zadania tak nudne, że nagle Assassin’s Creed: Syndicate staje się synonimem designerskiej odwagi. Pętla czasu Dobrze, skoro już zdążyłem enigmatycznie ponarzekać, pozwólmy sobie na małe ćwiczenie praktyczne. Kolejne długie godziny, aż do epilogu, to pozbawione interesującej fabuły odbijanie kolejnych dzielnic miasta. By dać wam choć odrobinę odczuć, jak sakramencko nudne to wszystko jest, opiszę w paru zdaniach, jak wygląda tu zabawa od wpadnięcia jak huragan do pierwszej lepszej dzielnicy aż do ustawienia radaru na kolejną, a wy przeczytajcie sobie ten podrozdział dziewięć razy i będziecie mieć symulację, jak przez 80% kampanii wygląda tu rozgrywka. Start… Zaczyna się od tego, że nasz uroczy murzynek z potężną szramą na twarzy wpada do jakiejś dzielnicy i odwiedza najpierw dwie ikonki w kształcie chmurki, gdzie enpece dają mu wstępne informacje, jak zaszkodzić biznesom w danej dzielnicy. Od tej pory do każdego interesu na mapie pojawia się po kilkadziesiąt ikonek z zadaniami pobocznymi i licznik gotówki, którą musimy upuścić szefowi danego biznesu, by wykurzyć go z domu sprzed telewizora. Każde zadanie poboczne to kombinacja trzech składowych: wbiegnij na pałę w tłum wrogów i zastrzel oznaczonego, wbiegnij na pałę w tłum wrogów i przytrzymaj „E” odpowiadając ogniem tylko na tyle by nie zginąć, ostrzelaj tłum wrogów i biegnij na pałę za tym który zacznie uciekać, bo musisz go przesłuchać. Czasami wskoczysz z nim do samochodu i postraszysz jazdą pod prąd, innym razem z okien własnego auta przestrzelisz mu opony. Każdy, nawet solidny interes po kilku takich zadaniach ledwie już zipie i generuje straty. Teoretycznie zróżnicowanie biznesów jest spore. Zabijamy typów oznaczonych jako Capo, niszczymy gangolom wozy, dźwigi budowlane, przyczepy związków zawodowych – ktoś w Hangarze długo wypisywał z wikipedii nazwy różnych szemranych biznesów, o które można posądzić panów w gajerkach, ale projektanci rozgrywki sprowadzili to do wciskania „E”, „Q” i lewego myszki. Po wykonaniu owych kilkunastu bezpłciowych misji, w momencie gdy licznik spadnie do zera, można poprosić wspomnianego zleceniodawcę z chmurką o litość, co sprawi, że z mapy zniknie reszta podobnie nudziarskich questów i pojawi się… równie nudny, ale przynajmniej ostatni – polowanie na przywódcę biznesu. (Dla pełni symulacji, akapit ten warto przeczytać dwa razy, ze względu na taką liczbę interesów w każdej dzielnicy) Polowanie na szefa rozgrywa się oczywiście w większości przypadków w lokacji, którą już przy okazji generowania strat odwiedziliśmy, ale przecież zawsze bezpiecznie znać wcześniej mapkę. Po zabiciu obu biznesmenów w każdej dzielni, przyjedzie do nas szef szefów i trepanacja jego czaszki, dla odmiany, jest jedyną ciekawą aktywnością w grze, znów przypominającą klasyczne, dobrze zrobione etapy z poprzednich odsłon. Reasumując, czeka was każdorazowo 100 minut odhaczania questów o polocie generatora misji Minutemanów z Fallouta 4 (albo i niższym) dla 20 minut czegoś w miarę sensownego, ale też niewybitnego. No, a teraz do początku i „Pętli czasu” i jeszcze osiem razy. Już? To zapraszam dalej. Strzał w stopę Po zdobyciu, oddajemy każdą dzielnicę pod kontrolę jednemu z naszych współpracowników, udając się na narady bojowe. To swoją drogą element, który dość mocno ośmiesza fabułę. Aż dziw bierze, że tak rzekomo potężny gangster jak Marcano, daje się w tak dziecinny sposób podchodzić takiej bandzie wieśniaków. Najpierw całą jego dzielnicę do nogi wybija pojedynczy człowiek, a gracz słyszy od nich jeszcze przez telefon teksty w stylu „no dooobra, jak już mi przejąłeś całą dzielnicę to sobie łaskawie przyjadę”. Do wyboru mamy wiecznie pijanego, tatuśkowatego Irlandczyka, wyposażoną w szałowy fryz Haitankę i Vito Scalettę z pierwowzoru. Swoją drogą implementację Vito uważam za obrzydliwy i tani marketing, bo zaserwowany nam bluzgający oprych ma charakterologicznie niewiele wspólnego z oryginałem. Ewentualnie model postaci. Zadymy pomiędzy współpracownikami są zaś tak kiepsko napisane, że wręcz płakałem, kiedy gra kazała mi tego wysłuchiwać. Ostateczna decyzja o oddaniu dzielnicy przypomina inwestowanie punktów w drzewka – lepsze relacje z jednym ułatwią zejście z oczu policji, inny może podesłać nam grupę wsparcia. Żeby mieć duże profity choć z jednego współpracownika, trzeba pozostałych przy rozdzielaniu nowych ziem dyskryminować, co oczywiście ma swoje konsekwencje fabularne w postaci czyjegoś zgonu. Kombinacji zakończeń jest w Mafii 3 parę, ale i tak całość nudzi w takim stopniu, że już nawet osiągnięcie pierwszego będzie dla wielu fanów zbyt męczące. Perły pokryte skazami Mafii 3 nie ratują nawet naprawdę świetnie zrealizowane strzelaniny czy model jazdy. Tych pierwszych jest w grze całkiem sporo, ale generalnie pasek zdrowia Claya nawet po ulepszeniach łatwo w ich trakcie znika. Wymusza to na chcącym dotrzeć do znów ciekawszego epilogu graczu skradanie, a takowe obnaża głupotę AI – wystarczy wspomnieć o gwizdaniu, które jest ignorowane przez większą liczbę gangsterów niż jeden, ale kiedy już wciągamy zbilżającego się za osłonę przeciwnika, możemy zostać przyuważeni. Przez kolejnego gagatka, który ochoczo ruszy w pułapkę. Potem może nas zaś zauważyć kolejny… i część lokacji da się oczyścić trzymając jeden palec nad klawiszem cichej eliminacji i wciskając go w odpowiednich momentach. Część walk da się także ominąć z tego powodu, że sporo misji dotyczących rozbijania biznesów odbywa się na nabrzeżach. Twórcy zakładając, że gracz będzie zbliżał się od strony lądu, umieścili wiele celów do zabicia w najbardziej oddalonym punkcie – czyli na nabrzeżu. Podpływamy łódką, zatrzymujemy ją, kulka z pistoletu i misja zrobiona w 5 sekund... Ciepłych słów nie da się także powiedzieć na temat wyglądu i optymalizacji gry. Na najwyższych detalach ekran zaśmiecają paskudne tekstury z poprzedniej generacji, a wprowadzone nie wiadomo po co lusterko samochodowe generuje odbicia przypominające brzydsze gry z PS2. Mimo powyższych faktów, gra ustawicznie klatkuje, a na komputerze spełniającym wymagania rekomendowane, jest w stanie wyciągnąć zaledwie 40 klatek (z ciągłymi spadkami do 30) i to zaledwie w ultrapanoramicznym 1080p. Żenada! Jest tu co prawda zwalający z nóg render oświetlenia, który w wielu sytuacjach świetnie maskuje wizualną nędzę, ale to trochę za mało jak na tak znaczną zasobożerność. Nie zdziwi nic Mafia 3 to już nie żadna Mafia, a po prostu kolejny nudny klon GTA z przebłyskami w postaci świetnego klimatu. Gra, która sprzedaje się całkiem dobrze dzięki logo na okładce. Na szczęście dzięki Steam Sharingowi, nie będzie ta marna giereczka ani chwili dłużej wisieć na moim koncie jak kara za grzechy. Byłem, zobaczyłem, z 25 godzin dobrze bawiłem się może przez 1/5 tego czasu i odinstalowałem. Chcieliście sandboksa, macie sandboksa... OCENA: 4/10 Plusy: + Bardzo dobre początek i koniec + Fajnie zrealizowane strzelanie i model jazdy Minusy: - 80% fabuły to questy o polocie losowego generatora z Fallouta 4 - Przez większość czasu fabuła to zamorduj kogoś, zamorduj innego kogoś - Paskudna oprawa graficzna (ratuje ją tylko oświetlenie) - Źle napisane postaci współpracowników - AI nie ogarnia skradania się - Koszmarnie nudna konstrukcja gry - Brak opcji pomijania dialogów - Kopiuj-wklej w mieście (stacje benzynowe, sklepy itp.) - Recykling lokacji (Boże, byłem tu 20 minut temu) - Kiepska optymalizacja PS. Recenzja powstawała straszliwie długo, bo grę przeszedłem praktycznie w tydzień po premierze, ale zajęty ze mnie człek ostatnio ;). PS2. Ile jeszcze marności muszę stworzyć na blogach, żeby komuś zechciało się naprawić blogowy skrypt :(.
  49. 1 point
    Dzięki obietnicy dwóch dużych rozszerzeń, udało się twórcom z cdprojekt RED zatrzymać Wiedźmina 3 na moim twardym dysku na ponad rok. Nawet terabajty jednak z gumy nie są i kiedyś trzeba się pożegnać. Panie i panowie, krew i wino, wino i krew. W ostatniej na jakiś czas przygodzie komputerowego Geralta udajemy się do Toussaint, żeby wyjaśnić sprawę morderstw, dokonywanych przez tajemniczego potwora. Bajkowa kraina szybko okazuje się krzywym zwierciadłem dla krwawych zdarzeń, spisków i coraz bardziej komplikujących się zdarzeń. Zaczyna się jednak mało imponująco, bo od spotkania z bandą stereotypowych, mężnych do przesady rycerzy, gnających po Geralta z poselstwem od księżnej Anny Henrietty. Bezsensowna rzeź milionów przeciwników w misji startowej przyprawia wprawdzie o ból zębów, ale na całe szczęście historia szybko wraca na właściwe tory. Na dalszym etapie, historia z drugiego dodatku bije na głowę tą z Serc z Kamienia. Poprzednio twórcy Wiedźmina postawili na sparafrazowanie pewnej legendy, ale polegli, czerpiąc nadmiernie z jednego źródła i ograniczając inwencję do wynalezienia roli dla Geralta w fabule, która kompletnie nie potrzebowała tego bohatera do szczęścia. Tym razem jest na szczęście inaczej, główną oś fabularną Krwi i Wina zaczerpnięto z kilku różnych źródeł, tworząc coś choć w części nowego i, o dziwo, całkiem zaskakującego. Jedynym żenującym momentem całej opowieści jest pewna, nieobowiązkowa dla niektórych zakończeń, walka z bossem, której jedna faza polega na tym, że jesteśmy zamknięci w wielkim, wypełnionym tkanką mięśniową pęcherzyku i bijemy w miękkie. Jest to tak beznadziejne jak wszelkie motywy pustek w grach. Wielki postęp nastąpił także w kwestii śmieszkowania, które w wykonaniu REDów nigdy przesadnie nie trafiało w mój gust. Opowieść jest bardziej stonowana, a nawiązania typu hrabia de la Croix pojawiają się bardziej w tle, wymagając nieraz głębszego skupienia. Miła odmiana po paskudztwach pokroju malarza van der Hooia. Ogólnie poszczególne elementy historii sprawiają wrażenie dużo lepiej wyważonych i w gruncie rzeczy to właśnie ta opowieść z wiedźmińskich gier podobała mi się najbardziej. Po obszerną krytykę pierwowzoru odsyłam tutaj. Stworzona na potrzeby gry kraina, a także jej jeszcze bardziej baśniowa wersja to lokacje przeurocze, pełne cudownych kolorów. Urok ten nie wynika przy tym ze zwykłego prześwietlenia, a palety kolorów, toteż dalej znajdziecie tu miejsca groźnie wyglądające – ciemne lasy nocą, ponure jaskinie, mroczne opuszczone chaty itp. Sama historia przypomina długością tą znaną z Serc z Kamienia, a dodatkowy wymóg przejścia drugiej połowy bez możliwości wykonywania w tym czasie zadań pobocznych dodatkowo nadaje jej dynamiki. Brak powiązania z główną fabułą i rok czasu na produkcję pozwoliły też na stworzenie dość pokaźnego zestawu dodatkowych zakończeń. Ukończenie absolutnie wszystkiego, łącznie z pytajnikami, to kwestia około 30 godzin zabawy. Do tego te typowe zapychacze też stały się w Toussaint mniej uciążliwe, bo znaczna część z nich weszła w skład zadań pobocznych. Nie są to questy fabularnie wybitne, ot wysyłające nas w kilka spiętych tematyką miejsc na mapie – doceniłem je jednak, bo wskazany przy okazji w dzienniku poziom questa pozwala odnaleźć pytajniki na odpowiednim dla gracza poziomie dużo prostszą metoda, niż ucieczka przed rozszalałymi potworami na zbyt wysokim levelu. Spuchł też odrobinę bestiariusz, głównie o skolopendromorfy i krwiożercze „kwiatki”, które wyglądają inaczej, ale walczą podobnie. REDzi bardzo mądrze projektują przeciwników, tworząc kilka schematów zachowań i przyporządkowując każdy do większej ilości stworów. Wspomniane zakopujące się pod ziemię poczwary oraz szarleje to jedyne zachowujące się inaczej stwory, poza tym mamy jeszcze trochę modeli uzupełniających te już istniejące podgrupy. Jak na kosztujący 70 złotych dodatek – zadanie zaliczone. Na Wiedźmina 3: Dziki Gon zaczęto patrzeć w mediach jak na zjawisko i nie ma w tym niczego dziwnego. Po raz kolejny udało się Polakom stworzyć produkt interesujący dla ludzi na całym świecie, nieprowokujący „wygłaszanych za granicą haseł o polskich obozach zagłady”, a przy okazji mocno zahaczający o polską popkulturę. Prawdę jednak powiedziawszy imponujący rozmachem świat borykał się z garścią problemów związanych z samą rozgrywką. Z paskudnie skonfigurowanym chodzeniem, przed którym ratowało tylko pół-wychylenie gałki pada, z przeciwnikami tracącymi zainteresowanie graczem poza magiczną linią, wreszcie z małym zasobem aktywności. W kwestii gameplayu silono się na pewne nowinki, ale takowe średnio się udały. Urozmaicić starano się przykładowo wyścigi konne, do których dorzucono jazdę na czas z dodającym sekundy cięciem manekinów/ostrzeliwaniem tarcz. W założeniu dobry pomysł zamienił mi jednak pewien fragment fabuły w walkę nie tyle ze stawianym przez grę wyzwaniem, co ze zwyczajnie sknoconą detekcją trafień. Wkurzające jest też to, że Geralt z konia tnie mieczem raz z prawej, raz z lewej, wobec tego podczas galopu trzeba sobie czasami „wyzerować” stronę, z jakiej wyprowadzone zostanie uderzenie. Średnio wypadły także zapowiadane przez autorów dodatkowe mutacje, stanowiące rozbudowę systemu rozwoju postaci. Twórcy od początku zdecydowali się na przypominający nieco Diablo 3 schemat „wybieraj ulubione umiejętności, tylko wrzucone w gniazdo działają” – i było to piękne. Sprawiło to, że odblokowanych sztuczek nie koniecznie trzeba było mieć bardzo dużo, bo od momentu zapełnienia gniazd, rozwój wiązał się już wyłącznie ze zdobywaniem lepszego ekwipunku. Pojęcia więc nie mam, na co ma mi się to przydać w stworzonym na zakończenie Wiedźmina, z definicji dedykowanym postaciom mocno już rozwiniętym, dodatku. Mamy też wreszcie słynną już rezydencję Geralta pod postacią winnicy, którą można trochę odnowić, wpadać tu czasami na drzemkę i ostrzenie miecza i ogólnie próbować udawać, że istnienie tego „domu” wiele zmienia. No dobrze, twórcom udało się w ten sposób trochę naprawić ekonomię i puścić w obrót kompletnie bezużyteczny do tej pory pieniądz. Tak się to wszystko prosiło o jakąś wciągającą minigierkę z produkcją wina, jakimś klikadłem jeszcze bardziej zamulającym androidy i ocenzurowanym w iStore itp. Krew i Wino to niemniej godne, dobrze opowiedziane pożegnanie z Geraltem, a przynajmniej z trzecią częścią growego cyklu. Dziękuję REDzi za fantastycznie spędzone, długie godziny i dziękuję za odwagę. Zamienienie Dzikiego Gonu w platformę do produkowanych na tym samym silniku dodatków, może i ciekawych fabularnie, byłoby naprawdę łatwe. Jak jednak uczy przykład Doriana Graya, prawdzie piękne może być na dłuższą metę tylko to, co nie trwa dłużej, niż te parę chwil… Ocena 8+/10 PS. Dobrze, że już nie będzie kolejnych dodatków, bo do tej pory napisałem na blogu o W3 już jakieś 12 stron...
  50. 1 point
    Trzecia po Company of Heroes 2 i Thiefie megarecenzja na blogu - tym razem najdłuższa w historii... Zacznę tę recenzję prosto z mostu - po przeszło stu kilkudziesięciu godzinach zabawy, niemalże oddychania od dnia premiery Wiedźminem 3, nie mam pojęcia jak zacząć tekst na jego temat. Rozmach całości po prostu przytłacza. Jest w Dzikim Gonie taka sekwencja, kiedy po wielu godzinach gry trafiamy wreszcie do Kaer Moren. Wtedy gracz, mogąc wreszcie poruszać się gdzie dusza zapragnie, zauważy, że projekt lokacji jest identyczny jak w części pierwszej, a podmianie uległy w zasadzie tylko tekstury - tam mamy zawalone schody na wieżę, dziurę wyprutą w murze przez maga, a tam schody do nieczynnego już laboratorium. Gra zleca nam jednak zadanie, wymagające od nas opuszczenia na chwilę zamku - wychodzimy przez ten sam most zwodzony, ale po chwili odkrywamy, że można po prostu wsiąść na konia, pojechać nad to istniejące poprzednio jedynie dzięki sile wyobraźni gracza jezioro, te pagórki porośnięte lasem. Dopiero bezpośrednie porównanie tych dwóch obrazów Kaer Moren uświadomiło mi, jak długą i skomplikowaną drogę udało się wiedźmińskiemu cyklowi pokonać. Wilk na szlaku Powróćmy jednak do początku, czyli... również do Kaer Moren. Pierwsze odwiedziny w Warowni to jednak tylko liniowy prolog, jedyne miejsce w całej grze prowadzące nas po sznurku. Sekwencję wprowadzającą zrealizowano przy tym znakomicie, wykorzystując do tego celu poetykę snu. Wszystko przypomina w pewnym sensie jedną z pierwszych scen całej sagi, kiedy to Ciri po raz pierwszy trafia do Kaer Moren. Wprawny obserwator oczywiście i tu jest w stanie wskazać kilka dość znaczących zmian fabularnych. Nim jednak ktokolwiek zdąży się z powodu takiej "nieznajomości" sagi przez twórców oburzyć, wizja w dość efektowny sposób rozmywa się i lądujemy na szlaku obok Vesemira. Okazuje się, że Geralt ma w kieszeni również list, pachnący bzem i agrestem. Yennefer chciała spotkać się z wiedźminem we wsi Biały Sad, ale niestety łowcy potworów nie zastali jej już w gospodzie. Po krótkim rozeznaniu terenu okazało się, że najlepsze źródło informacji to okupujące akurat okolicę cesarstwo Nilfgaardu, ale ich przywódcy dobrze się cenią - pragną w zamian za informację otrzymać trofeum z pustoszącego okolicę gryfa. Oczywiście nie pozbywają się stwora z miłości do człowieka, ale nie jest w ich interesie, by śmierć dopadała tych, którzy mogą wzbogacić skarb cesarstwa rozmaitymi datkami. Kiedy już czarodziejka się znajduje, gracz otrzymuje zadanie sporo trudniejsze - odnaleźć Ciri oraz dowiedzieć się, czego chce od niej Dziki Gon. Pomiędzy dwójką, a jedynką Powiedzmy sobie wprost - co prawda trójka pozwala spotkać (wreszcie!) obie wymienione, bardzo istotne dla cyklu postaci, ale poza tym fabularnie raczej nie błyszczy tak jasno jak jedynka. Twórcy robią wielką tajemnicę z relacji pomiędzy Ciri, a zwiastunem końca, podczas gdy jest ona oczywista dla wszystkich, którzy poświęcili choć trochę czasu na zapoznanie się z jednym z lepszych literackich przejawów rodzimego postmodernizmu w lyteraturze. Mimo bardzo długiego scenariusza, cała intryga jest niestety dalece mniej przebiegła od tej zaproponowanej przez część pierwszą. Główny wpływ na taki stan rzeczy ma moim zdaniem fakt, że wiele zadań fabularnych jest w grze tak naprawdę formą zwykłego wodzenia gracza za nos - osobiście nie znoszę łańcuchów pokroju: "potrzebuję coś od postaci A, ale muszę dla niej zrobić quest wymagający przedmiotu B zdobywanego od postaci C, która nie odda mi go bez znalezienia przedmiotu D, który ma..." i tak dalej. Taka budowa opowieści nie jest na szczęście dla Wiedźmina regułą, ale jednak się zdarza, przykładowo podczas poszukiwań pewnej ważnej dla fabuły postaci w Novigradzie. W ten sposób twórcy wprowadzają do gry wiele postaci, ale bez części z nich opowieść nie straciłaby w ogóle swojego sensu. Zupełnym przeciwieństwem są natomiast fajne linie questów dla Barona czy dość dynamiczna wizyta na Skellige. Jesień z wiadomo czego średniowiecza Klimat jest ogólnie świetny i trzyma się złotego polskiego średniowiecza, ale trafiło się niestety parę motywów słabszych. Wyrzuciłbym przykładowo z gry Bożątko imieniem Janek, które fabularnie wnosi niewiele, będąc jedynie źródłem żartów o ekskrementach, dużo słabszych jednak, niż w South Parku. W ogóle żartowanie jakoś twórcom Wiedźmina specjalnie nie wyszło. Słabą linię fabularną ma również Keira Metz (pozostałe czarodziejki wypadają pod tym względem dużo lepiej) ze swoim kagankiem, pozwalającym widzieć zmarłych. Serio nie można było się bez tego durnego kiczu obejść? Nie spodobały mi się również wiedźmy, których modele zaprojektowano tak obleśnie, że sam nie wiem czy miały być straszne czy raczej zabawne. Zamykając temat scenariusza, chciałem jednak powiedzieć, że mimo wszystko większość jego składowych bardzo przypadła mi do gustu. Problemem jest niestety to, że twórcy trzymają się Sapkowskiego dość asekuracyjnie, przez co wiele fragmentów sprawia wrażenie bycia zmodyfikowanymi scenami z sagi. Motywacje bohaterów, realia polityczne - wszystko to sprawia wrażenie, jakby było zapętleniem, nie zaś kontynuacją oryginału. Podobać może się za to reżyseria samego finału - dość oczywistego przez długi czas, ale mimo to sprawnie zrealizowanego. Zasadniczo zakończeń jest 36, ale to modyfikacje trzech głównych wariantów - ilość modyfikatorów i waga niektórych spraw zwiastuje, że jeżeli nie będzie wersji oficjalnej. faktycznie może być to ostatnia wirtualna przygoda Geralta. 25 gigabajtów radości W odróżnieniu od wcale nie takiej rewelacyjnej fabuły, świat gry wręcz przytłacza. Mapy rzeczywiście są tutaj przeogromne i tak wypchane hektarami pełnymi atrakcji, że aż dziwiłem się jak pomieszczono to wszystko na około 25 GB. Zanim jednak o samym questowaniu, warto zauważyć również, że jest to świat nie tylko pełen wykrzykników i znaków zapytania, ale i zderzających się sprzeczności. Wsie mają problemy z trapiącymi je urokami, Novigrad wypowiada wojnę czarom w imieniu kościoła wiecznego ognia, a gdzieś pośrodku ciągnie się front pomiędzy Redanią a imperium Emhyra. W obliczu wojny część ludzi staje się obojętna, bo oto najeźdźca, mimo odbierania tożsamości, okazuje się okrutny, ale jakby mniej od poprzedniego pana. Niektórzy jednak widzieli jak pod nożami ich wojska padali najbliżsi. Fantastyczne jest to, że na otoczenie możemy rzeczywiście wpływać swoim postępowaniem - przykładowo pomoc w ucieczce czarodziejów z Novigradu sprawi, że straż znajdzie sobie nowego wroga. Możemy też między innymi wpłynąć na wyniki królewskiej elekcji na Skellige czy nawet podział polityczny świata. Wielokrotnie dobrego wyboru po prostu nie będzie. Od dna oceanu po szczyty gór Do dyspozycji gracza oddano kilka lokacji - Kaer Moren, Biały Sad, Zamek w Wyzimie, Velen z Novigradem oraz archipelag Skellige. Poza zamkiem, stanowiącym swoiste motherbase jak Normandia (które jednak odwiedzać będziemy dużo rzadziej), każda z pozostałych lokacji to miniaturowy sandboks o nieco innej geografii. Przykładowo w Białym Sadzie, lokacji z prologu, dobitnie widać wpływy złotego polskiego średniowiecza, Skellige ma natomiast w sobie coś z krainy wikingów i cechuje się sporymi amplitudami wysokości. Świat jest przeogromny, więc oprócz harcowania na piechotę, możemy także galopować na koniu, pływać kraulem lub łódką. Daje to poczucie dużo większej mobilności postaci, a co najważniejsze, każdy środek transportu ma w grze swoje zastosowanie. Dodatkowo mamy też opcję podróży, ograniczoną jednak jedynie do pokonywania odległości pomiędzy znajdowanymi zazwyczaj w ważniejszych punktach drogowskazami. Jeżeli mogę coś eksploracji zarzucić to chyba tylko wyjątkowo kiepską nawigację. Przez cały czas frustrowało mnie, że gra zawsze pokazuje nam na radarze wyłącznie drogę do wybranego aktualnie questa, w głębokim poważaniu mając własnoręcznie ustawiony przez gracza wskaźnik. Daje się to we znaki szczególnie na Skellige, gdzie strome klify i kamieniste zbocza gór uniemożliwiają przełajowy bieg za strzałką. Nie mówiąc już o tym, że w takich warunkach również klasyczna nawigacja "do questa" lubi się pogubić. Zabij 10 niedźwiedzi Sam świat i jego problemy na wiele by się jednak nie zdał, gdyby nie wypełniające go questy poboczne, podzielone na kilka grup. Najważniejsze jest to, że gra do wyświetlenia napisów końcowych nie wymaga od gracza wykonania wszystkich zadań fabularnych. Część z nich wrzucono do zakładki "poboczne" i naprawdę warto je wykonywać, bo pozwalają zmienić nieco ostateczny bieg historii. Są to też jedyne misje, których nie można już dokończyć po napisach końcowych. Szkoda, że gra nie wrzuca ich do specjalnej zakładki lub nie wyróżnia na tle innych questów dodatkowych. Tutaj dobra rada - sprawdzajcie czy są one zlecane przez postaci wymienione w encyklopedii bohaterów. Wtedy to pewnikiem coś ważnego. Pozostałe questy poboczne również próbują przede wszystkim zaskakiwać graczy czymś ciekawym - czy to nieoczekiwanym zakończeniem czy faktem, że ostatecznie robimy zupełnie inne rzeczy, niż spodziewaliśmy się zastać po przyjęciu zlecenia. Misje poboczne uzupełniają również zlecenia na potwory czy zbieranie skarbów. Pierwsza grupa różni się od zwykłych zadań pobocznych tym, że zwykle czeka nas tropienie potwora, a później walka z nim - ale i tu zdarzają się okazyjne ucieczki od schematu. Poszukiwania skarbów aktywują się natomiast dopiero po znalezieniu rozpoczynających je dokumentów. Gdzie je znaleźć? Pytajcie znaków "?"... Tym sposobem dochodzimy do znaków zapytania, pod którymi ukryto wszystko to, co w poprzednich częściach sprzedawano jako pełnowartościowe zadania poboczne - skupiska bandytów, gniazda potworów, ludzie w opałach. Do tego wszystkiego doszły tak zwane opuszczone miejsca, okupowane zwykle przez potwory w ludzkiej lub też "potworzej" skórze. Po ich wytępieniu, miejsce zaludnia się na nowo, a gracz zyskuje nowy znacznik teleportu, kowala bądź kupca. Czasami także nowe zadania do wykonania. Pod zdobiącymi mapę pytajnikami kryje się ogólnie wszystko to, co jest niegodne zaśmiecania dziennika questów, ale przy okazji zatrzyma graczy przed ekranem na jeszcze trochę. Do tego dochodzą jeszcze wrzucane do dziennika gracza trzy swego rodzaju minigierki - wyścigi konne, bijatyki i gwint. Galopowanie po trasach jest niestety dość nudne, bo gwarancją sukcesu jest po prostu pędzenie przed siebie i zregenerowanie staminy naszego konia odpowiednio wcześnie przed metą. Zabawa jest tu wręcz prostacka - sam przegrałem tylko raz, gdy akurat na chwilę się zdekoncentrowałem i bardzo poważnie zboczyłem z trasy. Finalnie i tak przegrałem tylko o głos, bo AI przeciwnika najwidoczniej stworzone jest pod kątem dostarczenia graczom emocji. Przy walce na pięści niezmiernie denerwuje natomiast exploit ze ścianą - jeżeli przyprzemy przeciwnika do muru, nie umie on wyprowadzić kontry i w efekcie wystarczy tyko chwila cierpliwości, by go zatłuc. Z Gwintem natomiast na dłużej się nie zaprzyjaźniłem. Zasady są proste i łatwe do przyswojenia, ale są tu ciekawsze zajęcia. Walka niegodna wiedźmina Ważną składową gry jest walka, która niestety wywołała u mnie skrajne uczucia. Nie zamierzam wytykać jej tego, że jest prosta i wymaga schematu cios-unik-znak, bo też Wiedźmin 3 nie miał być skomplikowanym slasherem. Do dyspozycji mamy miecz zwykły, srebrny, kuszę oraz standardowy zestaw wiedźmińskich znaków. Czasami skorzystamy też z petard, smarowideł na miecze czy eliksirów. Produkcja obu tych gadżetów wygląda jak dawniej, z tą różnicą, że po jednokrotnym ich zastosowaniu odnawiają się graczom same w trybie medytacji. Z drugiej strony alchemia i tak towarzyszy nam na każdym etapie, proponując wzmocnione wersje gadżetów. Inna sprawa, że całego inwentarza i tak się raczej nie wykorzystuje - gra nawet na najwyższym stopniu trudności jest po prostu za łatwa na długie planowanie i przygotowywanie się do starć. O wiele gorsze są jednak niestety pewne nielogiczne rozwiązania developerów. Głównym problemem jest w moich oczach zupełnie bezsensowny, automatyczny lock kamery na przeciwniku. W trakcie walki, gra sama blokuje nas na celu. Niestety skrypt często lubi sobie dobierać wrogów stojących od gracza najdalej z całej napierającej grupy. To po pierwsze. Reszta problemów z walką Po drugie stosowanie uników częstokroć przypomina rozbrajanie bomby. Przy wyznaczaniu przez grę miejsca, w którym wylądujemy po uskoku, brana jest pod uwagę pozycja względem zablokowanego celu, natomiast przeciwnicy, z którymi w danej chwili nie walczymy, są lekceważeni. Prowadzi to często do sytuacji, kiedy mimo dobrego wyczucia czasu i tak obrywamy, bo obok zablokowanego stworka/wojaka wyskoczył w naszą stronę także inny, ale został zlekceważony przez grę. Po trzecie zaś masa potyczek to jeden, wielki exploit. Każdy przeciwnik porusza się wyłącznie po z góry zdefiniowanym przez grę obszarze i traci zainteresowanie Wiedźminem po przecięciu niewidzialnej linii skryptu. Nie jest to jeszcze tak widoczne w otwartym świecie, ale w zamkniętych budynkach wrogowie nieraz nie potrafią przejść do drugiego pokoju - można ich więc wyżynać stojąc na progu i nie martwiąc się kontrowaniem. Pamiętajcie też, że niezależnie od wszystkiego, wszelkie ściany to sprzymierzeńcy. Jeżeli uda się przyprzeć przeciwnika do muru, również nie trzeba przejmować się kontrą. Jeżeli tylko nie przestaniecie ustawicznie klepać przycisku ataku, żadne niebezpieczeństwo już wam nie grozi. Problemy z kuszą i gryfem Owe głupotki sprawiają, że tak naprawdę o wiele trudniej walczy się z byle grupą utopców, niż bossami. Szefowie nie są jakoś wybitnie skomplikowani, spory problem sprawił mi wyłącznie gryf, przy którym męczyłem się z dwie godziny. To wynikało już jednak wyłącznie z tego, że zapatrzony w zachwycający świat wokół, przegapiłem podpowiedź, dotyczącą celowania z kuszy. Jak się domyślacie, na auto celowaniu trudno było w ogóle o zbliżeniu się do przeciwnika marzyć. W ogóle kusza jest mało przydatnym gadżetem - przydaje się wyłącznie do zabijania jednym strzałem pływających w wodzie utopców (na lądzie zadaje im bardzo mało obrażeń) oraz do sprowadzania na ziemię latających jak gryf przeciwników. Potwory w ogóle zaprojektowano bardzo fajnie, ale za dużą ilością modeli nie idzie niestety tak wiele unikatowych typów zachowań jak choćby w Lords of the Fallen. Wszystko, co lata, różni się wyłącznie mocą ataku, ilością zdrowia i tak dalej. Nie mam o to jednak wielkich pretensji - jest po prostu solidnie. Geralt jak w Diablo 3 Rozwój postaci w Wiedźminie podoba mi się i nie podoba zarazem, ale z ogromną przewagą tego pierwszego. Główną jego wadą jest to, że większość zmian ogranicza się nie tyle do różnicowania rozgrywki, co zabawy w cyferki. Z drugiej natomiast strony bardzo fajne jest to, że odblokowane zdolności działają na Geralta wyłącznie w momencie, gdy są umieszczone w specjalnych slotach. Takowych mamy dwanaście, podzielone na cztery grupy po trzy okienka - jeżeli więc posiedzicie przy grze bardzo długo i będziecie chcieli wycisnąć z niej wszystko, macie okazję w dowolnej chwili grzebać w talentach i zmieniać sobie ustawienia. Do każdej grupy można dodatkowo przypisać mutagen, który dodaje z góry określoną premię, zależną od jego koloru - są tu zabawki zwiększające życie, moc znaków czy wydłużające działanie eliksirów. Dodatkowo umiejętności odpowiedzialne za szermierkę, znaki, eliksiry itp. również posiadają kolorystyczne oznaczenia i zwiększają moc mutagenu, ale wyłącznie gdy są do niego podpięte. Brzmi nieco zawile, ale działa w bardzo intuicyjny sposób - załóżmy, że do jednej z grup umiejętności przypiszemy mutagen zwiększający życie. Jeżeli teraz powiązane z nim umiejętności mają jednakowy kolor, każda podwaja jego efekt. Dodatkowo opłaca się wykonywać zadania z łowami na potwory, bo niemal wszyscy pokonani bossowie to gwarancja zyskania kolejnych mutagenów - gdy już zdobędziemy ich trochę, za pomocą alchemii możemy łączyć kilka w jeden mocniejszy. Dodatkowo na siłę postaci wpływa również dzierżony oręż. Nie mamy tu jednak żadnego rozdawania punktów pomiędzy współczynniki, a postać nie ma rzekomo górnego limitu doświadczenia - teoretycznie da się więc wykupić całe drzewko. W praktyce zadań pobocznych, przy całej tej ogromnej liczbie i tak nie ma na tyle dużo, ale być może dwa duże rozszerzenia jeszcze to zmienią. Cały system rozwoju bohatera jest dla mnie zatem strzałem w dziesiątkę, bo bardzo przypomina mi ten zawarty w Diablo 3, którego geniusz polega dla mnie na tym, że pozwala graczowi się bawić się grą, a nie matematyką. Zadania nie do wykonania Trochę nie podoba mi się z kolei narzucony z góry przez developerów poziom trudności zadań. Każdy quest ma określony poziom doświadczenia, oznaczany kodem kolorystycznym - zielony, czerwony, szary. Pierwsze to wyzwania, na które nasza postać jest już gotowa, czerwone bardzo przewyższają rozwój naszego herosa (ale nie umiejętności, bo kiedy zdobędziemy parę poziomów, odkryjemy że poziom trudności jest jednakowy przez całą rozgrywkę) oraz szare. Ostatnia grupa to wszystko, o czym zapomnieliśmy i co przebija nasze zdolności o więcej, niż pięć poziomów. Z zadaniami tego typu jest taki problem, że wracanie do nich ma niewielki sens - po pierwsze gra nie przyznaje za nie doświadczenia, po drugie co to za wyzwanie położyć wroga jednym ciosem... Rozumiem, z czego takie założenie wynika - każdy kolejny poziom doświadczenia wymaga stałej liczby punktów doświadczenia, więc bez takiego ograniczenia z kolei mierzenie się z trudniejszymi zadaniami przestałoby się opłacać. Patrząc jednak na ilość questów, mam wrażenie, że twórcy nie do końca pomyśleli o powiązaniu tempa levelowania z liczbą zadań. Może to też być po prostu kwestią rozmiaru świata. Przywitałbym z pocałowaniem ręki jakieś skalowanie - oby nie takie, które mordowało na dalszym etapie świetnego Obliviona. Chcialbym po prostu, żeby każde zadanie poza szansą na jakiś ciekawy element fabularny (co też nie jest przy ich liczbie regułą) było również wyzwaniem i oferowało ciekawą nagrodę. Downgrade i upgrade Wiedźmin 3 wygląda prześlicznie, choć oczywiście nie jest to poziom nigdy nie istniejącej nigdy na obszarze całej gry wersji z poprzednich E3. Tytuł zachwyca jednak masą ustawień graficznych, pozwalających odpalić grę na słabszych komputerach. Ogólnie to przy okazji Dzikiego Gonu poczułem ogromną satysfakcję z inwestycji w maszynę zapewniającą 60 klatek przy wszystkich niemal detalach. Dropy widziałem tylko wtedy, gdy z ciekawości odpaliłem sobie na chwilę 30 klatek. Fantastyczna jest również muzyka, którą to można odsłuchać w każdej chwili poza grą. Trochę nie podoba mi się tylko sposób, w jaki gra korzysta z audio przy okazji walk. Galopowanie przez las oznacza ciągłe ściszanie i podbijanie muzyki, bo gra myśli, że będziemy zatrzymywać się, żeby zabić każdego, pierdołowatego potwora na naszej drodze. Bardzo fajny jest również polski dubbing - drzaźniło mnie wyłącznie parę postaci, ale nie była to wyłącznie kwestia podłożonych głosów. Innymi słowy jest super. Zachwyca - nie zachwyca? Gdy ktoś ze znajomych pytał mnie w okolicy premiery Wiedźmina 3 o wrażenia, zwykle wpadając na facebooka w przerwach między rozgrywką odpowiadałem jednym słowem "zachwyca". Po Białym Sadzie byłem przekonany, że tekst zakończę dyszką. Z biegiem czasu wpadałem jednak na kolejne niekonsekwencje i nieciekawe rozwiązania. Sporo w recenzji ponarzekałem, co z dziewiątką może dość brzydko kontrastować. Należy pamiętać jednak, że miejsca, w których chwaliłem to zwykle potężne zalety, tam zaś gdzie w rozbudowanych nieraz słowach krytykowałem - bywało, że ścierałem się z drobnostkami. No i nawet te parę wad nie zmienia faktu, że jest to tytuł po prostu niezwykły. Ale... na razie moim GOTY jest inna gra . Ocena 9/10 Grywalność 8/10 grafika 9/10 audio 10/10 PS. Bez plusów i minusów tym razem. Zajęłyby kolejne 6 stron...
×
×
  • Create New...