Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 01/29/2019 in all areas

  1. 2 points
    No w mojej, a w czyjej ma leżeć? A łapę też mam dosyć sporą, jak autor. Inne bezprzewodówki w tej cenie są dość małe, raczej do prac biurowych.
  2. 1 point
    W trayu ikona baterii i status ładowania lub bezczynności ładowania Dwie opcje włączyć lub wyłączyć. Brak interfejsu nie ma znaczenia. Usługa startuje automatycznie po uruchomieniu komputera. Po pierwszym włączeniu działa cały czas. Tylko zgodne urządzenia mają zapewnione zwiększenie natężenia (do 1,6A - smartfony) inne mają standardowe natężenie (0,5A). Program wykrywa automatycznie zgodne urządzenia. Posiada listę wykrywalnych urządzeń - lista może zostać uzupełniona ręcznie o inne urządzenia (w pliku .ini). Po zakończeniu odłączasz kabel od komputera nie od smartfona (zalecana kolejność). Działa to podobnie jak odłączenie ładowarki z gniazdka elektrycznego żeby nie uszkodzić urządzenia. Dla zachowania stabilności ładowania należy odłączyć inne urządzenia USB. Teoretyczne zalecenia producenta, praktycznie nikt do zaleceń się nie stosuje. Działanie programu polega na zarządzania portem i wysłaniu sygnału do zgodnego urządzenia z listy o wprowadzeniu trybu ładowania i dodatkowo zwiększenia natężenia USB. Wtedy nie można przesyłać danych na urządzenie. Trik polega że system nie łączy się z urządzeniem i działa jak podłączenie do ładowarki z tym że zapewnia natężenie do 1,6A, szybsze ładowanie lub w ogóle umożliwia ładowanie lepiej niż przez tradycyjne podłączenie pod USB z natężeniem 0,5A ale i tak ładuje wolniej niż podłączenie do ładowarki podpięta do gniazdka elektrycznego. Przez zwiększenie natężenia jednego portu USB może zmniejszyć jakość działania innych portów USB. Inne urządzenia mogą tracić na niedoborze w zależności ile tak naprawdę wykorzystują zapotrzebowanie inne porty USB. Jak wykorzystują poniżej maksymalnej wartości to nie ma problemu. Jak wykorzystują maksymalnie mogą funkcjonować nie poprawnie w zależności od urządzenia mogą być różne objawy np. zewnętrzny dysk HDD 2,5" podczas transferu danych zasilany z USB może wystąpić błąd zapisu przy przenoszeniu sporej ilości danych w czasie powyżej jednej godziny.
  3. 1 point
    Obie kości pamięci będą działać w trybie dual channel ale z szybkością 2133 MHz. Płyty z obsługą DDR4 nie mają w zasadzie takich problemów.
  4. 1 point
    Jeszcze dopytam: pojedynczo kości testowałeś w którym slocie? A2? Istnieje taka ewentualność, że może być coś ze slotem na RAM. Gdyby była pewność, że obecne problemy to nie wina płyty lub procesora, to można by wziąć te Patrioty.
  5. 1 point
    BIOS zainstalowany jest najnowszy?
  6. 1 point
    Mam tę samą kartę, co ty. Fabryczne chłodzenie nie należy do najwydajniejszych i ja również borykałem się z wysokimi temperaturami. Na początek rzeczywiście możesz wymienić pastę i zobaczyć, czy to coś pomoże. W moim przypadku problemem była także bardzo głośna praca wentylatorów. Wyeliminowałem to poprzez zakup nowego chłodzenia - Arctic Accelero Xtreme IV. Bardzo ciche, bardzo wydajne, o niebo lepsze od fabrycznego.
  7. 1 point
    Coś takiego, jeśli można przekroczyć o ~ 250 zł budżet: https://www.morele.net/inventory/info/65a4f482/ Core i7 + chłodzenie dla niego, 32 GB szybkiego RAM-u, płyta główna Z370 pod obsługę szybkich pamięci, SSD 512GB, HDD 2TB, cichy zasilacz, przyzwoita obudowa. Jeśli chodzi o kartę graficzną, to nie jest ona tu potrzebna - zintegrowana spokojnie sobie poradzi. Do tego monitor 27 cali 1440p na matrycy IPS z bardzo dobrym odwzorowaniem kolorów. Nie jest to jednak sprzęt do typowo profesjonalnej obróbki zdjęć, bo na taki ekran to musiałbyś mieć osobny budżet, np. coś takiego - https://www.ceneo.pl/44880525
  8. 1 point
    @Wrotek Kiedyś się dało więc pewnie i teraz się da, wymagało to zmian w ustawieniach ,,zmienne środowiskowe,,
  9. 1 point
    Kurcza takie maksimum https://www.x-kom.pl/lista/6p7y7h587 z rx570 i AMD Ryzen 5 1600X Monitor bardzo dobry troszke ponad 3 tys będzie ale fajny zestawik
  10. 1 point
    Wpis z zeszłego tygodnia był, w zasadzie, wprowadzeniem do tematu dzisiejszych moich rozważań – rozmaitych handlarzy w grach komputerowych (głównie RPG-ach) :). Chyba nie ma co tu dużo tłumaczyć – NPC-ki zajmujące się handlem pełnią w zasadzie tylko jedną funkcję: mają skupować nasze graty (ewentualnie zagrać z Geraltem w gwinta). No, z rzadka coś nam sprzedadzą – głównie jednak Bohater kupuje od nich dwa-trzy rodzaje towarów: 1. składniki, których nie chce mu się szukać a są niezbędne do wytworzenia mikstury/zbroi/miecza/czegokolwiek innego, 2. amunicja oraz 3. unikatowe przedmioty sprzedawane tylko przez danego handlarza. Najgorzej więc mają ci handlarze, którzy nie mają nic ciekawego do zaoferowania. Serio – kto z Was kiedykolwiek kupił coś np. od Carlotty w Skyrim? No właśnie. Taka sama sytuacja jest ze sprzedawcami w ogrywanym właśnie przeze mnie Assassin’s Creed Origins (recenzja niebawem ;)) – ulepszam u nich sprzęt (bo muszę…), ale żeby kupić od nich jakieś badziewie? Jeszcze czego! Ale, żeby było zabawniej - zwykle te postacie strasznie windują swoje ceny! Pamiętacie kurtkę z pierwszego Wiedźmina? Komuś udało się na nią zebrać? (bez kodów) Bo mi nie… Choć to tylko wierzchołek góry lodowej – ile to razy przez przypadek kupiłem nie tę rzecz, którą chciałem – za grubą forsę, oczywiście. Odsprzedać mu? Jasne, ale za ułamek ceny. Dobrze, że teraz twórcy zaczęli stosować „stoły wymiany”, problem przynajmniej zniknął :). Dodatkowo - choć często płacą Bohaterowi część wartości danego przedmiotu, a zakładam, że później odsprzedają go z zyskiem, to zawsze mają tyle samo pieniędzy później. Ba, nawet zwykle rzeczy, które później sprzedają nie są jakieś lepsze - ergo: nie inwestują w swój sklep, co jest wyjątkowo dziwne... Zawsze mnie także dziwiło, że oni kupią wszystko! Starą kapustę, tonę jabłek, zardzewiałe miecze, prastare zwoje, książki, narkotyki, Mroczne Ostrze Służące do Krwawych Rytuałów (+12) - wszystko! Pytanie tylko – co oni robią z tymi gratami? Rozumiem, gdy sprzedamy kowalowi Prosty Stalowy Miecz (+1) to on go, zapewne, przetopi albo sprzeda dalej. Ale co jeśli takie miecz sprzedamy – bo ja wiem – sprzedawcy warzyw z Khorinis? „Kupujcie świeże jabłka, kapustę! Na stanie mam też dwadzieścia sztyletów, trzy miecze, jeden orkowy topór, trzydzieści trzy mikstury…” – brzmi dziwnie, nie? Napisałem w poprzednim akapicie "wszystko"... jak pokazują Oblivion i Skyrim kupcy mają wbudowany detektor kradzionych rzeczy. Skąd to wiedzą? Ot, zagadka... Swoją drogą – grając w Fallout 4 naszło mnie coś jeszcze – a co jeśli oni tę całą broń, którą im czasem sprzedaję, później „opychają” bandytom? Czy ta maczeta, którą sprzedałem za 5 kapsli, nie posłuży do napadnięcia na jakiegoś bezbronnego Syntha? Albo, co gorsza, do napadnięcia MNIE? W sumie – to byłaby ciekawa mechanika w RPG-ach – gdy Bohater stworzy Mój Pierwszy Sztylet (-3) i po 2 poziomach go sprzeda to za kilka-kilkanaście dni napadnie go bandyta dzierżący ową broń? Co o tym sądzicie? Oczywiście, handlarze niekiedy sami coś wytwarzają… choć, w sumie, nie wiem do końca co - weźmy za przykład kowala z Riverwood (Skyrim, jakby ktoś pytał :P): całymi dniami niby coś kuje, a efektu nie ma. Co gorsza – facet ewidentnie jest do niczego – podczas, gdy Dragonborn umie już wykuwać smocze zbroje, ten „kowal z wieloletnim stażem, doświadczeniem i własną kuźnią” umie jedynie wykonać jakieś elfickie czy stalowe barachło. Więc i tu Bohater nie ma co kupić. Wyjątkiem jest tu chyba tylko Wiedźmin 3, ale to i tak tylko dlatego, że Geralt sam nic nie wykuje – więc musi mieć jakiegoś typka od kucia ;). A Wy co sądzicie o handlarzach w grach? Do zobaczenia za tydzień! PS. Dziękuję @Arturzyn i @Tesu za zagłosowanie na mnie w tegorocznych Smugglerkach :). (edit2019 - tj. tych z zeszłego roku ).
×