Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 07/26/2014 in all areas

  1. 24 points
    LatajacyHolender Robienie mutli nie popłaca, 8azyli.
  2. 6 points
  3. 4 points
    Nie wiem po co komu film, jak jest taka reprodukcja.
  4. 4 points
    Oto celna i wierna reprodukcja screenshota z dzisiejszych trzech meczyków:
  5. 4 points
    Tak jak groziłem w ostatnim odcinku letsplaya, chcę przedstawić jeszcze dwie produkcje spod szyldu Final Fantasy VII, tym razem filmowe. Pierwszą z nich jest jednoodcinkowe anime Last Order, o którym parę słów poniżej; kolejne będzie Advent Children, jednak ze względu na spory ładunek efekciarstwa w tej drugiej produkcji planuję stworzenie jakiejś wideorecenzji - nigdy wcześniej takiego czegoś nie tworzyłem, dlatego nie obiecuję że nie powrócę jednak do formy tekstowej. Hurt Feelings Edition Ale od początku: Square zarobiło na Final Fantasy VII mnóstwo kasy i dzięki temu dokonało wielu inwestycji, jedną z nich była produkcja filmu Final Fantasy: Spirits Within, na którym Square straciło prawie sto milionów dolarów: gdyby nie bardzo dobra sprzedaż Final Fantasy X i Kingdom Hearts, to pewnie z firmą byłoby dużo gorzej. Plan restrukturyzacji był prosty: "dojenie czas zacząć" i BAM! Compilation of Final Fantasy VII, której przy okazji trafiła się OVA Last Order. zdjęcie znane z gry Od zawsze wyobrażałem sobie adaptację FF7 jako anime, marzyła mi się (i marzy do dzisiaj) seria telewizyjna bardzo wiernie przedstawiająca wydarzenia z gry, bez żadnych retconów, z fajnymi walkami, aranżacjami motywów muzycznych znanych z gry, z głosami pasującymi do postaci, akcją i żywymi dialogami, głupimi minkami jak w Sailor Moon itd. itp., w skrócie: anime akcji typowe dla lat 90. Piętnaście lat później przestano nawet tego typu produkcje anime tworzyć, więc to raczej na zawsze pozostanie w sferze marzeń. I choć Last Order jest względnie solidną produkcją, to z całą pewnością mogę powiedzieć że spełnieniem moich marzeń nie jest. w grze Tifa znalazła ojca w reaktorze, nie przed nim Last Order stworzyło studio Madhouse. To znana marka, istniejąca od dawna, słynie z serii tv, filmów pełnometrażowych, branża gier też nie jest im . Generalnie: nie wypadli sroce spod ogona.Do zaadaptowania wybrano fragment gry, który przedstawiono w niej samej cokolwiek niejasno, bo chodzi o prawdziwą wersję opowieści Clouda o tym co wydarzyło się w Nibelheim oraz to, co stało się później z nim samym oraz Zackiem. W trakcie mojego letsplaya starałem się to wszystko pokazać i wyjaśnić, ale nie każdemu udzielono przywileju oglądania moich nagrań, więc może stąd pomysł na adaptację tego fragmentu (albo chęć bliższego poznania z postacią Zacka, o którym stworzono grę Crisis Core). flashback, również znany z gry Przede wszystkim design postaci: mogło być lepiej, ale dzięki temu że jest to anime, to nie mam dużego problemu z zaakceptowaniem. Tifa, Zangan, Tseng, Zack, Hojo, Reno, Rude według mnie wypadli dobrze. Sephiroth czy Cloud już niespecjalnie - przecież na potrzeby gry Nomura stworzył wiele ilustracji i chciałbym, żeby twórcy OVA ściślej się ich trzymali, w końcu robili produkt pod oczekiwania publiki... "I was really sad" Do głosów postaci nie mam żadnych zastrzeżeń, a głos Hojo według mnie pasuje idealnie - nawet Cid z Advent Children nie pasuje mi aż tak bardzo jak Hojo z Last Order. Muzyka z kolei dziwna mi się wydaje: przez sporą część czasu grają nam jakieś linkinparkowate brzmienia które nie mają nic wspólnego z motywami w grze (albo faktycznie są aranżacjami, a ja nie poznaję tych motywów). W całej 25-minutowej OVA jest chyba tylko jeden albo dwa motywy muzyczne znane z samej gry. creepy music starts playing Teraz najważniejsze, czyli fabuła, czy też raczej sposób przedstawienia/interpretacji fabuły znanej z gry: jak wspomniałem wcześniej, wybrano na adaptację fragment gry po pierwsze bardzo ważny i po drugie przedstawiony w średnio jasny sposób w samej grze (fałszywa opowieść Clouda, ujawnienie prawdy podczas mocno abstrakcyjnej sekwencji w Lifestreamie, dodatkowa scenka wyjaśniająca ucieczkę Clouda i Zacka jest opcjonalna). Niestety twórcy OVA też średnio się popisali, bo akcja anime skacze pomiędzy wydarzeniami w Nibelheim, Tsengiem czytającym raport o uciekinierach i przypominającym sobie interwencję sprzed pięciu lat oraz faktyczną ucieczką Zacka ciągnącego za sobą Clouda w stanie warzywnym. Dla kogoś kto w miarę dobrze poznał fabułę gry to nie powinno stanowić wielkiego problemu, widz nie zaznajomiony z fabułą FF7 prawdopodobnie się zgubi (tak samo jak przy filmie Advent Children). moe W grze było tak: Sephirotha porąbało po odkryciu prawdy o eksperymentach na Jenovie, niszczy on całe Nibelheim; Tifa a potem Zack próbują go zatrzymać w reaktorze na górze Nibel, ale Sephiroth prawie ich zabija; Cloud-szeregowiec znienacka poważnie rani Sephirotha; Sephiroth próbuje zrobić z Clouda szaszłyk, ale ten zbiera w sobie siły i zrzuca go do Lifestreamu; Zangan ratuje Tifę zanim przybędzie Shinra; Hojo zabiera Clouda i Zacka na eksperymenty; po dość długim czasie Zack ucieka i bierze ze sobą Clouda; Shinra dopada uciekinierów i zabija Zacka, pozostawiając Clouda-warzywo na śmierć. derp OVA wprowadza parę zmian i dokłada trochę inwencji twórczej w porównaniu do powyższego streszczenia, o czym jako wielki miłośnik FF7 muszę wspomnieć, bo te zmiany mi w mniejszy lub większy sposób przeszkadzają. Szczęśliwie zachowano parę tekstów prosto z gry (tak sądzę przynajmniej, bo dochodzą kwestie tłumaczenia z japońskiego na angielski). Psycho-Pass wants their character back Sama sekwencja pościgu w grze jest praktycznie nieobecna, tutaj okazuje się, że po pierwsze Zacka i Clouda ściga spory oddział żołnierzy Shinry, a całość jest dość poważną operacją wojskową - przy spotkaniu z żołnierzami jest scena akcji gdzie Zack omija kule niczym Neo z ADHD; owszem, w FF7 ataki bardzo często są over-the-top, ale w tym momencie taki popis efekciarstwa w wykonaniu Zacka mi po prostu nie pasował. Jakby tego było mało, uciekinierów ścigają też Turksowie, o czym w grze już nie było mowy, a nawet byli obserwatorami w trakcie "incydentu" w Nibelheim, co mi już średnio pasuje: w grze los Sephirotha pozostawał nieznany, tutaj jakaś panna rodem z anime Psycho-Pass jest świadkiem całego zdarzenia i zdaje raport praktycznie na bieżąco. A skoro o Turksach mowa, to w anime pokazana jest grupka dziwaków nieobecnych w grze, prawdopodobnie pochodzą z gry będącej częścią Kompilacji: Before Crisis. Nie wiem, nie grałem. Tifa i Zangan Wracając jeszcze do pościgu: na samym końcu znana z gry przejażdżka pickupem kończy się dość drastycznie, bo Turksowie albo strzelają z karabinu snajperskiego albo przywalają rakietą, nie wiem konkretnie co to miało być. Moje wyobrażenie na temat tej przejażdżki było inne, po prostu dojechali gdzieś na miejsce, zauważył ich patrol, wezwał żołnierzy i resztę widzieliśmy. Generalnie ton wydarzeń jest dużo bardziej dramatyczny i nastawiony na akcję niż mój odbiór i wyobrażenia na temat scenki możliwej do zobaczenia w grze. lepsza strona Hojo Ale najpoważniejszym problemem jaki mam z tą OVA to spotkanie Clouda z Sephirothem. Po pierwsze pomieszczenie z Jenovą wygląda mocno inaczej, zapomniano dać tam podłogę i próbowano nadrobić mnóstwem rur niczym w Half-Life, a całość zawieszona jest nad Lifestreamem. Ale najgorsza/najdziwniejsza jest scena, gdy Sephiroth spogląda oczy Cloudowi i po chwili SAM decyduje się skoczyć do Lifestreamu. W grze to Cloud go zrzucił, czym może i natchnął Sephirotha do uczynienia większego zła, ale z drugiej strony uratował wielu ludzi przed atakami tego szaleńca. Tutaj nie wiem co miał symbolizować zielony błysk w oczach Clouda, może Sephiroth dzięki temu zwrócił uwagę na Lifestream i to go natchnęło do skoku? Nie mam pojęcia. Owszem, interpretacja zdarzeń ciekawa, ale tym samym usunęła sporo "wow factor" (such plot twist) z opowieści, dlatego nie rozumiem tutaj motywacji twórców. "zostanę najemnikiem" Podsumowując: czy osoba która nie ma pojęcia o Final Fantasy VII powinna się w ogóle za tę OVA zabierać? Moim zdaniem nie. Czy osoba która dobrze zna i lubi FF7 powinna obejrzeć? W sumie można, ale na kolana nie rzuca. Jest to w miarę solidna adaptacja która nic bardzo mocno nie psuje ani nie dopowiada, zmiany są według mnie w granicach tolerancji o ile człowiek sobie powtarza że to tylko spin-offowa produkcja. Fajnie jest obejrzeć postacie w produkcji anime i usłyszeć ich głosy. Tyle ode mnie, do usłyszenia i zobaczenia (ewentualnie przeczytania) w recenzji/opisie filmu Advent Children.
  6. 3 points
    No to ja ostatnio wyczarowałem coś takiego: http://xruthanx.deviantart.com/art/Space-Marine-rework-with-filter-470838601 (jeeeju pomóżcie mi z wstawianiem obrazka bezpośrednio na forum bo nie chcę tutaj sobie robić jakichś reklam żeby bana wyłapać, ale strasznie się chcę podzielić, bo jestem dumny z tego co zrobiłem) Narysowane ołówkiem, a potem ciepnięte do PS-a i przerobione w jakimś filtrze.
  7. 2 points
  8. 2 points
    Tylko ten jeden mały reaktor robi naprawdę pożyteczne rzeczy. Między innymi jako jeden z niewielu na świecie może produkukować pierwiastek technet 99 (rzadki pierwiastek używany w medycynie) oraz w nim prowadzone są badania nad terapią borowo-neutronową. Może nie mają oni jakichś spektakularnych osiągnięć, ale i tak nie jest najgorzej, więc jeśli Polska Agencja Kosmiczna miałaby przynajmniej takie osiągnięcia jak Państwowa Agencja Atomistyki, to nie byłoby źle. Poza tym technologie kosmiczne to nie tylko loty w kosmos, ale również wszelkie badania wokół i jeśli będzie to dobrze poprowadzone, to może z tego wyjść parę fajnych rzeczy.
  9. 2 points
    Teraz tylko czekam na forumowe taśmy prawdy, gdzie usłyszę jak to ktoś przehandlował moją dymisje za zdjęcia penisów/cycków Kath...
  10. 2 points
  11. 1 point
  12. 1 point
    Banner reklamowy serialu "Herkules" to serial z mojej młodości. Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy śledziłem każdy kolejny odcinek, ekscytując się przygodami walecznego, odważnego, ale i wrażliwego półboga Herkulesa. Po tylu latach mam ogromny sentyment do tej leciwej produkcji, a współcześnie już niestety takie nie powstają. "Herkules" to amerykańsko-nowozelandzki serial nawiązujący do starożytności oraz mitów o bogach i herosach. Składa się z sześciu sezonów podzielonych na 111 odcinków. Na kanwie serii powstało aż pięć pełnometrażowych filmów. Warto też zaznaczyć, że duże zainteresowanie obrazem spowodowało powstanie prequela serialu pod tytułem "Młody Herkules", zaś pojawienie się w kilku odcinkach serii o niestrudzonym półbogu wojowniczki Xenii, zaowocowało nakręceniem nie mniej udanego spin-off-u - "Xena: Wojownicza księżniczka". Cała ekipa w komplecie Produkcja skupia się na poczynaniach półboga Herkulesa i jego przyjaciół. Tak pokrótce opowiada o przygodach walecznego herosa zmagającego się z mrocznymi siłami zła oraz wyznawcami Hery, jak również z samą boginią, z którą pragnie wyrównać rachunki za wyrządzone mu krzywdy. Motyw ten jest główną siłą napędową serialu. Jednakże każdy z odcinków opowiada zupełnie nową przygodę. Herkules niejednokrotnie będzie musiał stanąć w obronie słabszych, zgładzić jakiegoś mitycznego potwora bądź zażegnać konflikt pomiędzy zwaśnionymi rodami. Bardzo często w pokonywaniu przeciwności losu będą mu towarzyszyć przyjaciele. Między innymi u boku naszego bohatera zastaniemy oddanego i wiernego towarzysza broni Jolaosa, tchórzliwego oraz pakującego się raz za razem w tarapaty Salmoneusa bądź wojowniczą księżniczkę Xenę i wielu, wielu innych... Na plot serialu nie da się narzekać. Odcinki są ciekawe, absorbujące oraz zróżnicowanie. Pomimo tych 111-stu epizodów trudno narzekać na nudę albo wypominać serialowi wtórność. Jolaos zawsze miał o sobie wysokie mniemanie i przeogromne ego - dlatego ciągle pakował się w kłopoty Miłośnicy fantastyki powinni być wniebowzięci. Chociaż "Herkules" to prawdziwy miszmasz mitów o bogach i herosach, to znajdziemy w nim wszystko, co dobry serial fantasy powinien zawierać. Są odniesienia do mitologii, znani z mitów i legend protagoniści, przerażające i niebezpieczne potwory, jak również charakterystyczne miejsca. Główny bohater staje do walki z Hydrą, pojedynkuje się z Aresem lub Księciem Złodziei, odwiedza Tartar bądź spotyka się z rodziną na Polach Elizejskich. To tylko nieliczne "ciekawostki", jakie może zaoferować nam serial. Trzeba wspomnieć o dobrej scenografii oraz charakteryzacji. Współcześnie serial nie nadąża za młodszymi rywalami i niestety upływ czasu daje mu się we znaki, jednak należy pamiętać, że to tylko telewizyjna produkcja licząca już prawie 20 lat. Jak na lata dziewięćdziesiąte było ponadprzeciętnie. To samo można powiedzieć o efektach; widać użycie komputera, na przykład przy kreowaniu większości bestii, lecz nie można powiedzieć, że były wykonane bez dbałości i polotu. Na uwagę ciągle zasługuje świetna muzyka Josepha Loduca. Motyw przewodni produkcji był tak chwytliwy, że pamiętam go jeszcze do dziś. Niezgorzej wypada aktorstwo. O wybitnych kreacjach nie ma tutaj mowy, jednak trudno nie polubić wykreowanych przez Kevina Sorbo oraz Michaela Hursta bohaterów. Obaj są niezwykle charakterystyczni, nie wyobrażam sobie bez nich serialu. Braki w aktorstwie nadrabiają świetnym poczuciem humoru. Zresztą serial jest bardzo zabawny, a większość scen została potraktowana z przymrużeniem oka. Można pokusić się o stwierdzenie, że to taka humorystyczna wersja grecko-rzymskiej mitologii. W serialu nie zabrakło też pięknych dam - często do uratowania z opresji "Herkules" to produkcja ponadczasowa. Pomimo tego że się starzeje i z nowymi serialami nie ma co się równać, to jest jedyny w swoim rodzaju. Już nigdy nie powstanie drugi tak pomysłowy, a zarazem oryginalny serial o mitach i bogach. Podsumowanie- Niskobudżetowy serial o przygodach jednego z najpopularniejszych herosów jakich znał świat, które zostały uchwycone w niezwykle humorystycznej oraz lekkostrawnej konwencji. Współcześnie kicz, jednakże dla pokolenia lat dziewięćdziesiątych to klasyka, do której wraca się z niewymuszonym uśmiechem i łezką kręcącą się w oku. Ocena - 6+/10
  13. 1 point
    Recenzja zawiera spoilery dotyczące zakończenia podstawowej wersji The Last of Us. Czytasz na własne ryzyko. ---------------------------------------------------------------------------------------------- Producent: Naughty Dog Platformy: Ps3, Ps4 (wkrótce wersja Remastered wraz z dodatkiem) Data wydania: 14 Luty 2014 Wersja Polska: Pełna ---------------------------------------------------------------------------------------------- The Last of Us, najlepsza gra na Playstation 3 doczekała się dodatku (niestety nie jest to samodzielny dodatek, wymaga on podstawowej gry The Last of Us). Jest to pierwszy i zarazem ostatni dodatek singleplayer i co najlepsze jest on naprawdę dobry! Niestety rzadko ostatnimi czasy spotkamy trzymające poziom DLC, zazwyczaj większość z dodatków to "zbroja dla konia" lub kosztujące dużą kwotę 4 bronie do multiplayera co naturalnie jest skokiem na kasę. Właśnie dlatego bardzo obawiałem się Left Behind, bałem się tego że będzie on po prostu słaby i nudny. Dzięki Bogu Niegrzeczny Pies dba o graczy i ich wymagania dotyczące elektronicznej rozgrywki. W Left Behind mamy tak naprawdę opowiedziane dwie historie wzajemnie się przeplatające w obydwu jednak sterować będziemy Ellie. Pierwsza historia jest opowiedziana przed tą znaną z The Last of Us, poznamy w niej przyjaciółkę Ellie - Riley. Pod koniec wątku znanego z podstawowej wersji gry Ellie mówi Joel'owi że nie tylko ją ugryzł zarażony ale także jej przyjaciółkę. Z tą informacją tak naprawdę wiemy jak skończy się dodatek, jednak i tak możemy zaskoczyć się jednym dosyć mocnym zwrotem akcji. Warto dodać że w tej części DLC Ellie nie wystrzeli ani jednego naboju, polega on na przechodzeniu się po centrum handlowym i dowiadywaniu się co nie co o obydwu dziewczynach i łączących ich relacji. Zostało to tu zaprojektowane po mistrzowskiemu i nie jest ani trochę monotonne. Mamy tutaj także parę mini-gierek o których wolę za dużo nie mówić żeby nie popsuć wam zabawy ale zdarzy nam się tu nietypowo pograć na... automatach! Druga historia jest co jakiś czas "wtrącana" w tą pierwszą a jest ona znajdywaniem apteczki dla chorego Joel'a, wypełnia ona lukę która była w podstawowej wersji gry (między jesienią a zimą) tłumacząc przy tym skąd Ellie ma np. łuk. Jest to znany z The Last of Us gameplay: chodzimy, strzelamy lub skradamy się, craftujemy, szukamy sekretów, wykonujemy banalne zagadki, czy skaczemy by znaleźć drogę do celu, czyli nic nowego. Jedyna nowa rzeczą to możliwość skonfrontowania ze sobą ludzi z zarażonymi. Robimy to np. rzucając butelką obok bandytów by odgłos przyciągnął zarażonych, my zaś sami obserwujemy toczącą się walkę. Jest dosyć przyjemne i brakowało tego w podstawce. Możemy (ale nie musimy) tego użyć w dodatku dwa razy, jednak w 99,9% wygrają zarażeni co jest dosyć dziwne bo nie mają jakiejś dużej przewagi liczebnej. Jednak ogółem jest to dosyć miłą odskocznią od pierwszego wątku fabularnego. Ogólnie rzecz biorąc dodatek warty polecenia, jest to po prostu The Last of Us tylko więcej. Nie może być jednak tak dobrze. Standardowo gra posiada sporadyczne lagi czy błędy graficzne, zawodzi też długość dodatku jest to tylko 3-4 godziny, tekst nie zawsze pokrywa się z polskimi dialogami. A właśnie, polski dubbing zdaje się być ciut lepszy niż ten z podstawki choć i tak bardziej polecam angielski. Warto dodać też o dosyć wysokiej cenie która w dniu premiery wynosiła ok. 60 zł. Jednak patrząc na całość trudno tego dodatku nie polecić, jest to po prostu kawał dobrej roboty i widać że włożono w niego dużo pracy. Zalety +Fabuła i postać Riley +Napuszczanie na siebie zarażonych i ludzi +Jeden naprawdę dobry zwrot akcji +Parę dobrych minigierek +Lepszy niż w podstawce polski dubbing... Minusy -Ale nadal o wiele lepszy angielski -Długość (3-4 godziny) -Cena mogła by być ciut mniejsza 8/10 Grywalność: 8 Grafika: 8 Audio: 8
  14. 1 point
    Kupiłem sobie Pokemon Art Academy na 3DS-a, żeby sobie porysować, bo ostatnio robiłem to jakoś w podstawówce. Po kilku dniach udało mi się zrobić np. coś takiego: Miałem dokładnie wytłumaczone kroki i pokazane kilka kolejnych, coraz bardziej zaawansowanych wersji tego obrazka, ale i tak jestem z siebie dumny. Muszę wejść w to rysowanie bardziej, uspokaja.
  15. 1 point
    Kiedyś zdarzało mi się całkiem sporo czasu spędzać przy FPSach online. Counter-Strike 1.6, Call of Duty: Modern Warfare 2, Black Ops, Battlefield 3. A teraz trochę Team Fortress 2 i Global Offensive. Równie dobrze można wrócić do tradycji, częściowo. MW2 jest w tym momencie nie do grania na PC. Youtube Video -> Oryginalne wideo
  16. 1 point
  17. 1 point
    Na początek sprawdziłbym temperatury (w spoczynku i pod obciążeniem).
  18. 1 point
  19. 1 point
    Ten zasilacz ma mocną linię 12V więc nie ma sensu bawić się w pseudooszczędne procki. Spokojnie można wziąć np. i5 4590 - http://www.morele.net/inventory/info/ag0bwS/ (niech znajomy się upewni, że posiada obudowę mieszczącą płyty ATX).
  20. 1 point
  21. 1 point
  22. 1 point
    A do kiedy ta promocja? Oko, już kupiłem. Teraz czekam aż przyjdzie. jusz mam Nie działa
  23. 1 point
    I dlaczego nie spadają? PS G'day mates!
  24. 1 point
    W której Lord dostaje diamentowe oczy, Anzelm panikuje, a walka trwa 20 tur.
  25. 1 point
  26. 1 point
    Ja znam taki fajny skrót na imię William.
  27. 1 point
  28. 1 point
    następny co chce być turem. TUR JEST TYLKO JEDEN I ON MA MONOPOL NA ZAKŁADANIE BEZSENSOWNYCH FREDÓW!
  29. 1 point
  30. 1 point
    Steampunk i futurystyka? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Te dwa terminy absolutnie nie pasują do siebie, w ogóle wszyscy przypisujący tę łatkę wszelkim -punkom, nie pojmują, skąd się one wzięły i co próbują przekazać. Ogólnie zgadzam się zresztą z tym, co napisano w pierwszym komentarzu.
  31. 1 point
    Wydane w zeszłym roku The Incredible Adventures of Van Helsing zaskoczyło graczy z dwóch powodów. Po pierwsze zupełnie nagłą zapowiedzią, po drugie zaś tym, że już przed premierą jedynki, twórcy obiecali graczom? trylogię. Na efekty tych obietnic nie byliśmy zmuszeni czekać jakoś strasznie długo, bowiem złożenie dwójki zajęło Węgrom z NeocoreGames około jednego roku. Wykorzystali oczywiście ten sam silnik, nie zmieniając przy tym drastycznie zasad zabawy. Jest to jednak wynik imponujący, tym bardziej, że w tak krótkim okresie czasu rzeczywiście udało się stworzyć jak najbardziej kompletny tytuł, wystarczający przynajmniej na 15 godzin dobrej zabawy. Powiedzmy sobie też wprost, pośpiech przeszkodził im w odpowiednim doszlifowaniu swojego dzieła, nie jest to więc produkcja przeznaczona dla ludzi, którzy kręcą nosem na wszystko inne, niż wypieszczone pozycje z segmentu Triple A. Wyraźnie inna jest też wreszcie sytuacja na rynku hack?n?slashów. Drugi z trzech No właśnie, przypomnijmy sobie okoliczności związane z premierą pierwszego Van Helsinga, co tu dużo kryć, bardziej sprzyjające, niż przy okazji sequela. Sporą częścią rynku władały wtedy praktycznie tylko dwie nowe produkcje z gatunku: Torchlight oraz Diablo. Drugie okazało się przy tym znacznym zawodem, co sprawiło, że na rynku mogły rozgościć się inne pozycje z gatunku ? zawiedzeni dziełem Blizzarda fani poszukiwali dla siebie nowego gniazdka. Ostatni rok przyniósł nam jednak znakomite Reaper of Souls, a do grona liderów dołączyło dodatkowo darmowe Path of Exile. Druga część Van Helsinga bez wątpienia nie trafi do tego zacnego grona, ale już atrakcyjna cena premierowa (ok. 40 złotych), sprawia, że będzie dobrą odskocznią od tych mimo wszystko lepszych tytułów. Mamy do czynienia z indykiem, trudno więc oczekiwać po scenariuszu tak niezapomnianych i epickich sekwencji jak młyn, otwierający znaną wersję kinową. Nie znaczy to jednak, że historia nie jest ciekawa, wręcz przeciwnie, jak na segment hack ?n? slashy sprawia bardzo dobre wrażenie. Z nieustraszonym łowcą plugastwa wszelakiego, zwanym Van Helsingiem, spotykamy się chwilę po zakończeniu części pierwszej, by przez kolejne 15 godzin uczestniczyć w wielkiej wojnie o Borgovię. Scenariusz wyśle nas także w objęcia boga Peruna, który może wspomóc nas w walce z najeźdźcą, ogólnie jest jednak dość prosty i raczej nie obfituje w zwroty akcji. Historię opowiadają nam dość miernie wykonane przerywniki filmowe, czy też ukazujące losy bohaterów, czy odwołujące się do samej sytuacji na polu bitwy. Pneumaogry? Tym, co w Van Helsingu 2 wybija się ponad przeciętność, jest z pewnością sam klimat. Mamy tu do czynienia z bardzo przemyślaną mieszanką steampunka oraz fantasy. Wpływa to bardzo pozytywnie na różnorodność lokacji. Futurystyczne miasta spotykają się więc z nastrojowymi, przyprószonymi śniegiem lasami czy skalistymi zboczami gór. W ten klimat udanie wpisują się także potwory, szczególnie spodobał mi się przy tym Pneumatyczny Ogr. Wyobraźcie sobie poskręcanego śrubami Shreka z bazooką na plecach i? tak właśnie poczwara wygląda. Pomysłowość twórców w tej kwestii mocno zaskakuje, nawet jeśli i tak ostatecznie te wszystkie fajne modele postaci okazują się jedynie mięchem armatnim. Siecz i rąb Ważniejsza jest jednak sama rozgrywka, tutaj Van Helsing 2 okazuje się natomiast po prostu rzetelnie zrealizowanym przedstawicielem gatunku. Nie ma tu zbyt wielu elementów RPGowych, aczkolwiek już sam rozwój postaci jest jakby trochę bardziej rozbudowany od tego zaproponowanego w nowej grze Blizzarda. Inwestujemy punkty w cztery współczynniki podbijające zadawane obrażenia czy choćby liczbę punktów życia oraz odblokowujemy kolejne zdolności na drzewku talentów. Tutaj sprawa jest dość ciekawa ? każdą sztuczkę możemy ulepszać maksymalnie do 10 poziomu, a także dokupić do nich maksymalnie po trzy różne ?modyfikatory?. Jak się z tego korzysta? Bardzo prosto, przed aktywowaniem umiejętności, należy klepnąć odpowiednio klawisz ?A?, ?S? lub ?D?, do których są one domyślnie przypisane. W obliczu takiego bogactwa, nie przeszkadza nawet niewielka liczba klas (zaledwie trzy), bowiem rzeczywiście da się tu stworzyć dwie, kompletnie inne postaci tego samego typu. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze towarzysząca nam przez cały czas lady Katerina. Nie jest co prawda najbardziej niezastąpionym narzędziem walki, ale ma pojemny ekwipunek, toteż lepiej z nią niż samemu. Dostępny w grze oręż dzieli się na dwie grupy: długo- oraz krótkodystansowy, przy czym przełączanie się pomiędzy oba typami uzbrojenia odbywa się przy pomocy jednego tylko przycisku myszy. Aha, dla broni palnej mamy odrębne drzewko talentów, a w trakcie rozgrywki dorobimy się jeszcze prywatnej chimery, którą poślemy w bój przy pomocy zaklęcia. A może? Tower defense? Najmocniejszym punktem programu okazała się natomiast mini gierka typu tower defense. W trakcie kampanii fabularnej, wykorzystywana jest głównie w kilku zadaniach pobocznych i schemat ogólnie przypomina to, co oferował Dungeon Kepper. W każdym zadaniu mamy planszę z wyznaczonymi miejscami na różnego rodzaju wieżyczki, pułapki. Dodatkowo na mapach umiejscowiono po kilka obszarów, skąd wychodzą przeciwnicy, którzy następnie próbują po wytyczonej ścieżce wtargnąć do naszej bazy, położonej po przeciwnej stronie. Przy tym wszystkim za każdym razem podczas budowy przeszkód ogranicza nas budżet, toteż nie należy robić tego na chybił trafił. Klasycznie też dla hack ?n? Slasha, wciąż możemy pomóc sobie szabelką, choć brak tego typu interwencji jest dodatkowo punktowany. Troszkę problemów technologicznych Van Helsing 2 nie popisał się niestety w kwestii optymalizacji. Gra wygląda bardzo ładnie, ale wiąże się to głównie z designem samych lokacji, technologicznie nie mamy do czynienia z cudem świata. Mimo takiego stanu rzeczy gra wczytuje się nieraz bardzo długo, a animacja lubi zwolnić do paru klatek na sekundę. Jak zwykle też Internety odkryły dość prosty sposób, by przyspieszyć trochę działanie gry. Wystarczy odpalić ją bez pośrednictwa Steama (czyt. w trybie offline). W teorii fajnie, w praktyce jednak odcina nas przy okazji od paru fajnych funkcji, w tym trybu kooperacji dla czterech osób. Jeżeli już poruszyliśmy ten temat, w jednej kwestii Van Helsing 2 robi krok naprzód względem Diablo III ? obecnością trybu rywalizacji dla maksymalnie ośmiu graczy. W pozostałych aspektach jednak gra od NeocoreGames musi niestety uznać wyższość konkurencji ze stajni Blizzarda. Oferuje sympatyczne piętnaście godzin, ale nie ma w sobie czegoś, co kazałoby mi przechodzić ją milion razy i faktycznie bawić się w zbieranie łupu. Nie ma DRMu, ale jest gorsza technicznie i oferuje jednak trochę mniej. NIe jest też tak dopracowane - trafiają się bugi, a polskie tłumaczenie pisano na kolanie. Bliżej więc Van Helsingowi 2 do tytułów stawiających bardziej na fabułę i stronę artystyczną, niż na długie godziny zabawy. Trudno wreszcie ukryć, że za tak wysoką oceną końcową opowiada się też bardzo przystępna cena ? niecałe 40 złotych. Jeżeli tylko nie boicie się trochę surowych indyków, bierzcie śmiało ? na pewno się nie rozczarujecie. PLUSY: + Niezła fabuła + Stosunek cena/jakość + Sekwencje Tower defense + Steampunkowy klimat MINUSY: - Optymalizacja - Błędy w tłumaczeniu - Do czołówki trochę brakuje... Grywalność 8/10 Grafika 7/10 Audio 8/10 Ocena końcowa 8/10
  32. 1 point
    47- junior mod Konuga- junior admin Tur- ekspert od spamerskich tematów grz- admin i skarbnik
  33. 1 point
    To jest MMO. Chodziło mi raczej o stricte porównanie modelu jazdy. W WD nie jest on tak ważny jak w The Crew, a jest jednak miej irytujący. Tu już nie chodzi o sam fakt iż jest to gra racer czy MMO racer, bo w tym przypadku to jest szczegół. Tylko dlatego, że gra jest MMO można przymykać oko na fatalne rozwiązania czy niedoróbki ? Ja nie wymagam od The Crew hiper, ultra pięknej grafiki czy realistycznego modelu jazdy, ale niech to będzie robione na tyle dobrze, że granie w ten tytuł będzie sprawiało satysfakcję, a nie irytację. Co z tego, że dostępnych jest cała masa bardzo dobrych misji, tysiące kilometrów dróg umiejscowionych w niesamowitym świecie, kiedy to podstawowy element jest pomyłką totalną. The Crew było tytułem z ogromnym potencjałem i szkoda, że na tym się skończy, bo sam model jazdy to tylko jeden z bardzo licznych bubli. Zgadzam się co do delayu na 2015, bo pracy jest masa, a i nie wiem czy rok by starczył, żeby wszystko wrzucić na odpowiednie tory.
  34. 1 point
  35. 1 point
    http://www.morele.net/procesor-intel-core-i5-4690k-socket-lga1150-64bit-do-3-9-ghz-88w-cache-6mb-box-bx80646i54690k-haswell-refresh-647918/ http://www.morele.net/plyta-glowna-asrock-z97-pro4-z97-lga1150-pcx-dzw-glan-sata3-usb3-raid-ddr3-crossfire-z97-pro4-640933/ http://www.morele.net/dysk-seagate-3-5-2tb-sataiii-7200rpm-64mb-cache-st2000dm001-434392/ http://www.morele.net/obudowa-zalman-z3-plus-czarna-matx-atx-okno-usb-3-0-605201/ http://www.morele.net/chlodzenie-cpu-thermalright-hr-02-macho-black-white-fm1-am2-am3-am3-lga775-lga1150-lga1155-lga1156-lga1366-lga2011-tr131-517030/ lub http://www.morele.net/chlodzenie-cpu-silentiumpc-grandis-xe1236-spc099-643221/
  36. 1 point
    Dzisiaj zauważyłem, że na Gry Online pojawił się artykuł o modach do gry Gothic 2. Oto link do artykułu - http://www.gry-online.pl/S018.asp?ID=1061 .
  37. 1 point
  38. 1 point
  39. 1 point
    To moje Luźne Gacie, więc wszyscy w nich siedzicie.
  40. 1 point
  41. 1 point
    @kraven2000 To jest jakiś pomysł. W końcu nie każdemu musi przypasować sama kierownica (a samo kółko DFGT nie jest dużo gorsze od G25). Poza tym z kierownicą przy bardziej wymagających grach, to trzeba się trochę nagimnastykować, co niektórych po pewnym czasie mocno zniechęca.
  42. 1 point
    Ja mam cały czas weekend. ;]
  43. 1 point
    ze sie wyzlosliwialem, to inna sprawa, ale banowanie to po prostu redakcyjna robota i w sumie chyba nie z tych najprzyjemniejszych, szczegolnie gdy trzeba dac bana komus, kto juz dlugo na forum siedzial (ale sie zburaczyl).
  44. 1 point
    Spooq Zbierał zbierał... i uzbierał. Ostatni ost za za dużą sygnaturkę plus nienajlepszy dobór słów w niej. Mówiłem, że najmniejszy wyskok się źle skończy... oh well.
  45. 1 point
    Jak chcesz wiecej, to to jest zła kasa, jak chcesz mniej, to bardzo dobra, a jak chcesz tyle samo, to w sam raz.
  46. 1 point
    8azyliszek Dzisiejszego dnia żegnamy 8azyliszka, bohatera ciemiężonego przez system, który to bohater próbował walczyć z niesprawiedliwą moderacją postów przez zakładanie multikont. Zawiódł.
  47. 1 point
    Tja, jeszcze czego Aktywuję na steam i nie zagram :geniuszzła:
  48. 1 point
    Alan Wake!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nosz w mordę, tu już naprawdę mocarny strzał. Dzięki CD-A!
  49. 1 point
    Te które już dodałem do Plan to Watch Date a Live 2 - anime, które będzie mnie trzymało z dala od popełnienia sudoku. Najbardziej oczekiwane przeze mnie anime tego roku. Hanamonogatari - ciąg dalszy head tiltingu Seikoku no Dragonar - coś intuicja mi podpowiada, że może być dobre Mahouka Koukou no Rettousei - słyszałem o tym dobre rzeczy
  50. 1 point
    Słuchajcie forumowicze, mam prblem z gą fifa 12, kupiłem oryginałke, zainstalowałem, klkam przycisk "graj" i nic się nie dzieję. Wiecie może o co chodzi i jak to naprawić?? Mój sprzęt: System: Windows XP Professional Procesor: Intel Core 2 duo 2.9GHz Płyta główna: ASUS P5q SE Plus Grafika:nVidia GeForce GTS 250 Zapoznaj się z zasadami nazywania tematów. - MD
×
×
  • Create New...