Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 06/03/2014 in all areas

  1. 7 points
    bynajmniej próbował zabrzmieć mądrze XD
  2. 6 points
    bez przesady, gracze to albo grubasy jeżdżące po marketach na specjalnych wózkach, albo chudzielce z rączkami jak zapałki
  3. 5 points
    Cieszę się, że doszliśmy do konszachtu w tej kwintesencji.
  4. 5 points
    Wspaniale sprawdza się jako poszycie wahadłowca.
  5. 5 points
  6. 4 points
    A może zamiast tego wytropimy i odkryjemy jakieś multikonto, co, Zgred?
  7. 4 points
    I WONDER HOW I WONDER WHY YESTERDAY YOU TOLD ME 'BOUT THE INDIE TIME AND ALL THAT I CAN SEE IS JUST A GIMBUS PRZEGRYW-TREE
  8. 4 points
    jak ja jestem aberacją to wy w ogóle dewizantami
  9. 4 points
  10. 3 points
    Imo całkowicie subiektywne, a zarazem mylne podejście. Wszyscy (no, chyba że ich przeszłość była tragiczna) wspominają swoją młodość w jasnych barwach. Dlatego wszystko wydawało się lepsze, bo było NOWE. Internet w Polszy jeszcze nie był tak rozwinięty. A konkurencja nie tyle była lepsza, co po prostu była. Co do jakości, to bywało różnie. I raczej słabo. Już wtedy CD-A kosiło konkurencje na wielu polach. Teraz po tyle (i bywa że mniej) na cdp.pl sprzedają klucze. Do tej pory zakurzone pudełka zalegają mi po szufladach. Nikt nie chce tego odkupić, bo płyty przez te naście lat się zmęczyły i straszą zużyciem... Teraz mamy różne Humble, promocje i wyprzedaże na Steam. Mogę mieć więcej i taniej. I nie muszę szukać w mieszkaniu miejsca na pudełka. Steam - nigdy nie było większego wyboru. A gry nie były lepsze. Były po prostu czymś nowym. Prawda
  11. 3 points
    Do teraz się zastanawiam - może to było alibi do mnie?
  12. 3 points
    W tym odcinku: Brzydcy też mają prawo do miłości, Lydia postanawia sobie poleżeć, Smocze Dziecię nauczy się drzeć jeszcze lepiej. Dzień 15 Wspinamy się na najwyższą górę w Skyrim- Gardło Świata, by tam w Wysokim Hrothgarze spotkać się z Siwobrodymi, którzy wezwali nas po zabiciu pierwszego smoka. Siwobrodzi to powstały bardzo dawno zakon psychologów pomagających panować nad emocjami. Nasza bohaterka wdrapuje się po 7 tys. stopni i dociera do celu. Tam uczymy się jak panować nad krzykami, coby drzeć ryja bardziej ukierunkowanie i mocniej. Aby zakończyć te zadanie musimy, o dziwo, pójść do jakiś podziemi, zabić wszystkich, uniknąć pułapek i zabrać pewien artefakt, Róg Juregena Wiatrowładnego. Jest to jedno z tych nieszablonowych zadań, gdyż naszego celu na końcu grobowca nie ma. Jest za to notka od osoby, która była tamże przed nami, a która jakoś przeszła przez to wszystko, a później pozamykała wszystkie drzwi, zresetowała pułapki, by przekonać się, że to właśnie nasza postać jest Smoczym Dziecięciem. Aby odzyskać naszą zgubę trzeba biec do mieściny, w której już byliśmy, do Rzecznej Puszczy. Dzień 16 W gospodzie ?Pod Śpiącym Gigantem? po konspiracyjnej wymianie zdań spotykamy Delphine. Jak okazało się, to ona jest ową kradziejką, oddaje nam róg, ale wciąż nie ufa co do bycia Dovahkiinem. Dziwne, zważywszy na to, iż większość mieszkańców Skyrim już przy pierwszym spotkaniu jest gotowa powierzyć naszej postaci choćby i życie. No nic, w celu jej przekonania trzeba się udać pokroić smoka. W miejscu końca naszej podróży spotykamy Alduina, wielką skrzydlatą bestię, która spaliła Helegen na początku naszej przygody. Alduin odlatuje, a my zabijamy to drugie, też tam obecne smocze ścierwo. Ten czyn przekonuje Delphine do tego, że to jesteśmy kim jesteśmy, a nie dajmy na to bezimiennym więźniem zrzuconym za występki do Górniczej Doliny. Stawia ona bardzo intrygujące pytanie: ?Kto stoi za powracaniem smoków do życia??. Odpowiedź jest oczywista. Jeśli nie wiadomo kto jest za coś odpowiedzialny, to na pewno są to Żydzi, komuniści, Rosjanie, masoneria, albo Talmor. Dajemy jej czas na wymyślenie dokładnego planu, a nasza bohaterka idzie zająć się czymś ciekawszym. Wracamy do Siwobrodych w celu poznania ostatniego słowa Nieugiętej Siły- ?Dah?. Dzień 18 Ostatnie wydarzenia były męczące, więc idziemy się rozluźnić w tawernie. Spotykamy Sama Guevenna, który proponuje nam pijacką bitwę. Co może pójść nie tak? Dzień 19 Niezależnie od świata w którym się znajdujemy, pełnego elfów, krasonludów czy hipsterów, wszędzie funkcjonuje jeden uniwersalny system błyskawicznej teleportacji. Alkohol. Zabawa z Samem kończy się rozjeburdą i to w Markarcie. Wychodzi na jaw, że było grubo, a ?beka była niezła?, bowiem budzimy się w świątyni, gdzie skruszeni sprzątamy po sobie zbierając między innymi palec giganta. Idąc teraz od okruszka, do okruszka dowiadujemy się kolejno o: porwaniu kozy, przygarnięciu pierścionka zaręczynowego i naszej próbie ożenku. Udajemy się do naszej wybranki, do Gaju Wiedźm, by odzyskać pożyczony pierścień. Wydało się przy okazji, że miłość jest ślepa, ale nie aż tak. Nasza narzeczona do ładnych nie należy, a do tego nie chce przyjąć do wiadomości, iż nasza bohaterka jest hetero. Musimy ją zabić. Było minęło. Przy okazji zabijamy smoka- banał. Dzień 20 Nareszcie, ostatni krok do poznania co stało się z nami w pijackim widzie, kto ma upokarzające fotki i czemu Lydia, która przez cały czas nam towarzyszyła nie może tego zwyczajnie wyjaśnić. W podziemiach spotykamy naszych kolegów z melanżu. Najpewniej, ponieważ nie mamy czasu na wyjaśnienia, gdyż kroimy ich w sposób raczej niehumanitarny. Po prawdzie to było to tak: Idziemy na Rambo- giniemy. Idziemy na Rambo- giniemy. Zmieniamy się w wilkołaka- giniemy. Nie ma czasu, przestajemy strugać głupa, zabijamy męty, mimo że gra ma jakieś problemy z załapaniem, że używamy krzyku. Oj, mimo naszego zwycięstwa Lydia umarła. Trzeba wczytać. Poznajesz nowe słowo mocy: KUR KA! Udało się, wszyscy żyją, poza magami, którzy stanęli nam na drodze, z nimi nie jest najlepiej. Pojawia się portal, ale go olewamy, przeto są jeszcze skrzynie do ograbienia. Centralnie pod portalem, jest wnęka gdzie znajduje się kufer, chcemy do niej dojść, jednak i tak gra nas przenosi. W dziwnym miejscu spotykamy Sama, który tak naprawdę nie jest Samem, a deadrycznym księciem rozpusty Sanguinem. Ten bawił się świetnie podczas naszej niepamiętnego wypadu i w nagrodę obdarowuje nas potężnym artefaktem Różą, która przywołuje Dremore pomagającym nam w walce. Jupi! Dzień 22 Podczas pierwszej wizyty w Białej Grani, spotkaliśmy Rumunów czy inną cyganerie, która zleciła nam znalezienie redgardzkiej kobiety i dostarczeniu wiadomości o niej. Dopiero teraz się tym zajmujemy. Ponownie udajemy się do tawerny, gdzie jest właśnie poszukiwana niewiasta, Saadia. Ona rzecze, iż ludzie, którzy o nas pytali to nasłani zabójcy, więc biedna, zaszczuta ofiara zleca nam zabicie ich. No jasne, przecież komu jak nie nam można zaufać? Niech będzie, idziemy do lochów i za śmieszną kaucję pomagamy jednemu Redgardowi, a ten wyjawia gdzie znajduje się facet, któremu mamy zrobić betonowe buciki. Czyli, nie zgadniecie, ale trzeba pójść to jakiś podziemi i wybijać wszytko co stanie nam na drodze. W sumie, to nie całkiem. Albowiem po pokonaniu mięsa armatniego, napotykamy się na Kamatu, którego żywot na tym padole łez mamy ukrócić. Ten chce nas przekonać, że jest inaczej niż wmawiała nam Saadia. Podsumowując: Saadia jest biedną ofiarą, ale nie chce mówić czemu na nią polują, za to zleca zabójstwo Kamatu jest zbirem, który posłał wielu ludzi na śmierć, aby nas sprawdzić W sumie, wierzę temu gościowi, ale nie chcę mi się w to dalej brnąć. Przywołujemy Dremore i robimy z nich orientalną kuchnie. Aczkolwiek, nasza biedna Lydia znów umarła. Mam to gdzieś, głupia była, sama jest sobie winna, nie po to jej dałem dwuręczny miecz, żeby próbowała szyć do przeciwników z łuku. W odróżnieniu do Utgerd mamy dostęp do ciała więc zabieramy nasze klamoty, a jej jeszcze ciepłe zwłoki zostawiamy w tym zapomnianym przez bogów miejscu. Nasza bohaterka ma z tego powodu wyrzuty sumienia. Przez jakieś dwadzieścia sekund. Zmierzamy po nagrodę, zahaczamy o Jorrvaskr, werbujemy Farkasa i mamy nadzieję, że on przetrwa nieco dłużej. A dalej? Wojna! Ciąg dalszy nastąpił. Będzie i ciąg dalsiejszy.
  13. 2 points
  14. 2 points
  15. 2 points
    HALO POLICJA PROSZE PRZYJECHAC NA WYKOP
  16. 2 points
    Przyznanie do piractwa użytkownik arek1976 29 maj godzina 21:25. http://www.cdaction....a-originie.html Edit: Wtorek 17:56 użytkownik Yesus: http://www.cdaction.pl/news/38391
  17. 2 points
    Podążając za... Hayao Miyazakim - między bogiem a człowiekiem (Księżniczka Mononoke) Księżniczka Mononoke/Mononoke-hime Występują(głosy): Yoji Matsuda, Yuriko Ishida, Yuko Tanaka, Kaoru Kobayashi, Masahiko Nishimura Anime jest dla dzieci ? to wiedzą przecież wszyscy. Czy urocze, nieludzkie i pełne zwierząt bajki mogłyby kiedykolwiek stać się czymś interesującym dla dorosłego odbiorcy, który z rozkoszą ogląda ?Czas apokalipsy?, a bajek dotyka wyłącznie towarzysząc dzieciom w rodzinnym seansie? Jak się okazuje ? niespecjalnie. Studio Ghibli, dotychczas zapewniające produkty bajeczne, zazwyczaj naznaczone czytelnym przesłaniem, po raz drugi w swej historii postanowiło uderzyć w wysokie nuty ? ich dźwięk słyszymy do dziś, a w 1997 roku zaczęło się szaleństwo, trwające właściwie do dziś. W sumie dziwiłem się komentarzom pod moim pierwszym wpisem o Hayao Miyazakim, bowiem komentujący pragnęli dostać wrażenia z ?Mononoke-hime?, a nie (jak przypuszczałem) głośnym ?Spirited Away? czy chociażby ?Ruchomym zamku Hauru?, o których słyszał nawet taki laik jak ja. Nic to ? rzekłem sobie ? z pewnością owa księżniczka musi być czymś wyjątkowym. Chwila szukania informacji, szybkie rzucenie okiem na klatki? moment? czy ja dobrze widzę? Jeleń z ludzką twarzą? W jednej chwili wróciły wspomnienia, gdy jako 7-letni bąk leżałem znudzony w salonie ciotki, trwało święto Wszystkich Świętych, starsi gadają, nic do roboty, ino telewizor gra. Skaczę po kanałach, aż trafiam na poczciwą ?dwójkę?. Bajka ? tak to wyglądało, ale gdy wielki dzik, pokryty jakimś pęczniejącym plugastwem zaczął walczyć z gigantycznym białym wilkiem z koszmarów ? wtedy zacząłem się niepokoić. Najgorsze jednak nadeszło ? spojrzałem w twarz jelenia, któremu potem odleciała głowa. Koszmar. Żadnych anime przez kolejne 9 lat. Wiecie ? nigdy nie należałem do przesadnych odważniaków, a do tego wtedy byłem jeszcze mały, chyba więc mogę się usprawiedliwić faktem, że ?Mononoke-hime? przeraził mnie do szpiku kości, powodując nawroty przerażania za każdym razem, gdy w telewizji bądź internecie pojawiła się japońska kreska. Dziś zaś, 11 lat starszy i nieco już odważniejszy postanowiłem zmierzyć się z koszmarami po raz kolejny z okazji tej serii, czując się podobnie jak podczas powrotu do hotelu ?Overlook? w kubrickowskim ?Lśnieniu?. Nie jestem wielkim znawcą anime (co powtarzam stanowczo za często), ale biorąc pod uwagę fakt, że ?Akira? pojawiła się rok później niż Mononoke, można przypuszczać, że to ona zapoczątkowała modę na ?anime dla dorosłych?. I myli się ten, któremu właśnie zapaliły się lampki ostrzegawcze pt. ?macki?. ?Mononoke-hime? to kolejny (po ?Totoro?) powrót Miyazakiego do własnych korzeni. Mając widocznie dość francuskich i włoskich klimatów z poprzednich tytułów, reżyser sięgnął głęboko w japońską kulturę, powołując do życia średniowieczną Japonię wraz z jej pięknymi lasami, rządzonymi przez tajemniczych bogów natury. Niestety szybko rozwijająca się technologia zachwiała starą równowagę, co poskutkowało wojną pomiędzy bogami a ludźmi. Ci pierwsi starają się utrzymać swoje tereny i poddanych (każdy typ zwierzęcia ma swojego boga), a ci drudzy pragną wydobywać coraz więcej minerałów ze starożytnych lasów, by rozwijać i poprawiać swój styl życia. Wojna zawsze ma złe skutki, a pierwszym z nich jest atak paskudnego potwora na małą wioskę pośród wzgórz. W tym momencie poznajemy naszego bohatera ? Ashitakę ? młodego wojownika, podobnego do Nausicii z pierwszego filmu Miyazakiego. Młodzieniec powala bestię grożącą miejscowości, lecz szybko okazuje się, że potworem był gigantyczny odyniec ? bóg z lasu. Ashitaka podczas wali dotknął boga, co poskutkowało nałożeniem na naszego bohatera klątwy, powoli go zabijającej. Aby znieść dotkliwe znamię młodzieniec musi wyruszyć w podróż, by odnaleźć legendarnego boga-jelenia, po drodze jednak Ashitaka wplątuję się w spór pomiędzy dwoma kobietami. Wpierw poznajemy Eboshi ? silną przywódczynię sporej osady na jeziorze. Kobieta ta bez strachu staje do walki, dzierżąc prototypowy muszkiet i łaknąc bogactw otaczających osadę terenów. Z jej rozkazu wycięto pobliskie lasy, a ziemi wyrwano pokłady żelaza, zapewniając mieszkańcom bogactwo. Osada jest dosyć dziwna ? pozycje dominującą obejmują tam kobiety, tworząc dość osobliwe społeczeństwo. Założycielka ponadto pragnie zwyciężyć bogów przy pomocy technologii, nie obawiając się jednocześnie gniewu cesarza. Kolejną, dużo ważniejszą (bo znów typ Miyazakiego) dziewczyną jest San ? wychowana przez gigantyczne, białe wilki rówieśniczka Ashitaki. Porzucona przez uciekających przed wilkami rodziców stała się jakby ?wilczycą?, w co sama święcie wierzy, a inne zwierzęta już nie bardzo. Dzika (lecz w jakiś sposób zaznajomiona z ubraniami), wysportowana i zabójcza ? poprzysięgła Eboshi zemstę za zniszczenie lasu i jej vendetta trwa już nieco czasu. Pomiędzy te dwie siły ? technologii i natury ? wplątuje się Ashitaka, a to nawet nie koniec kłopotów ? dużą rolę odgrywa również bóg dzików łaknący zemsty oraz tajemnicza kasta wojowników. Czym ?Księżniczka Mononoke? różni się od poprzednich dzieł Miyazakiego? Głównie podejściem do tematu. Co prawda część wcześniejszych dzieł również brzmiała dosyć poważnie, ale dopiero ten film wygląda poważnie. W piętnastej minucie bohater strzałą z łuku odrywa przeciwnikowi głowę, innemu odcina równo obie ręce. Gdy pierwszy raz widzimy San, to trudno zachować spokój patrząc, jak dziewczę wysysa krew z jątrzącej się rany gigantycznego wilka. Sami bogowie wprost promienieją aurą dzikości i niebezpieczeństwa, do tego część z nich jest dziwaczna i przerażająca, jak choćby wspominany jeleń z twarzą. Na domiar złego dzieją się tu rzeczy tak przerażające, że aż ciężko mi było na nie patrzeć, poczynając od podróży przez pełen duszków las, po całą sytuację na brzegu świętego jeziora. Brr. Ta ?bajka? jest poważna i przerażająca ? nie pozwoliłbym chyba oglądać jej jakiemukolwiek dziecku w trosce o jego zdrowie psychiczne, lecz dla odbiorcy nieco bardziej dojrzałego ?Mononoke-hime? jest nie lada ciekawostką i być może filmem kultowym. Miyazaki udoskonalił swe zdolności narracyjne w tak dużym stopniu, że fabuła zdaje się nie zwalniać ani na moment, zręcznie przeplatając sceny niezwykle dynamiczne z pełnymi spokoju i uczucia świętości przerywnikami. Bardzo dużo się dzieje, wiele osób jest wplątanych w tą kabałę, a stawka rośnie i rośnie, z czasem zahaczając o prawdziwy koniec świata. Oprawa graficzna zasługuje na najwyższe noty ? doskonała dynamika, zróżnicowane kolory, bogactwo dziwactw i niemożliwości oraz wyraziście nakreślone postacie z pewnością dodają produkcji uroku. Nie jestem też pewien, ale chyba skorzystano z pomocy komputera w kilku momentach, ale nic potwierdzić nie mogę. Wiadomo za to, że Miyazaki osobiście poprawiał i dopieszczał ponad ¾ klatek całego filmu, co musiało być zajęciem dosyć ciężkim i pochłaniającym. Muzyka nadal brzmi i pasuje doskonale, choć w sumie nic mi w ucho na tyle nie wpadło, by dłużej tam pozostać, jak w przypadku ?totoro?. Niektórzy traktują ten film jak istne dzieło sztuki, rzecz legendarną i wartą kultu ? osobiście raczej nie podzielam tych opinii. ?Mononoke-hime? jest świetnym filmem, na dodatek z pewnością jednym z najlepszych w dorobku studia Ghilbi, ale jakoś nie udało jej się mnie porwać. Zaszokować ? owszem, ale? to po prostu nie jest dla mnie przełom w żadnym stopniu. Jest brutalnie, jest mądrze i jest pięknie ? warto znać i pamiętać. Zwiastun
  18. 1 point
    Podsumowując, jakże ciekawy dzień w tym temacie: 1. Oceny Berlina są kontrowersyjne, a twierdzą tak zwłaszcza osoby z kilkoma postami na końcie. 2. Berlin nigdy nie ma racji, nawet gdy ma Zdaniem tych panow nigdy nie ma [smg] 3. Ocena Wolfa okazała się bardziej kontrowersyjna niż recka WD 4. Smuggler pisze na zielono, a Berlin nadal ma mniej niż 1000 postów 5. Berlin czyta dokładnie posty, za co należy się pochwała. 6. Berlin przyznaje się że popełnia błędy (ale nie w wypadku Wolfa) 7. Moje zdanie = ocena bliższa prawdzie 8. DS 2 i ME 3 to syf (lepiej nie podawaj mi swojego adresu, bo takie herezje to żaden prawdziwy gamer nie ździerży) Takie podsumowanie dzisiejszej szopki, a Spec Ops potwierdzam ma świetną fabułe, ale okropny gameplay (zagrać warto tym bardziej, że często jest w promocji za kilka złotych).
  19. 1 point
    Najlepszą stroną do szukania modów jest strona Nexus Mods: http://www.nexusmods.com/oblivion/? Tam też zwykle masz szczegółowe i zrozumiałe instrukcje (acz po angielsku) jak je zainstalować. Zwykle nie trzeba specjalnych programów do tego, a jedynie trzeba kopiować pliki gdzie trzeba i ewentualnie aktywować mod w launcherze gry (nie bawiłem się modami w Oblivion, ale Morrowind i Skyrim tak robią).
  20. 1 point
    3edgy5me Wyobrażałem ją sobie w białym plugsuitcie z czerwonawymi wstawkami i bez tego "muh angst" wypisanego na twarzy.
  21. 1 point
    Masz procka do OC i nie wiesz jak się podkręca? Trochę kiepsko... Są od tego poradniki na necie. Nie jest to specjalnie trudne, ale jeśli jesteś zielony w sprawach sprzętu, to nie koniecznie może Ci się to udać.
  22. 1 point
    Górale jeszcze czasami mówią:
  23. 1 point
    Dobra płyta, ale już chyba jej nie dostaniesz. No i nie wiem czy jest sens wydawać tyle kasy na mobo pod 3570k. Z77 Extreme 4 spokojnie starczy.
  24. 1 point
    Pecetowy Doom zapoczątkował prawdziwy szał FPSowy. O ile na przeróżnych systemach pojawiały się dotąd gry z widokiem FPP i strzelaniem, na Amidze było chociażby Total Eclipse (ciekawa gra, choć nie FPS, może opowiem o niej przy innej okazji), to w roku 1995 nastąpił prawdziwy wysyp, również na Amidze. W absolutnym zalewie ułomnych naśladowców i kulejących średniaków typu polski Ubek czy Za Żelazną Bramą, można było wypatrzyć trzy tytuły odstające od reszty. Jednym z nich była pokazana tu uprzednio Cytadela, która jednak przy dozie dobrej woli kwalifikowała się na 6-7/10. Pozostałe dwa to Gloom, do którego mam jednak małą awersję za zbyt bezczelne zrzynanie z idowego hitu, oraz bohater tego wpisu i filmiku, Alien Breed 3D. AB3D jest trzecią grą (lub czwartą, zależy jak liczyć Tower Assault, lub piątą, jeśli osobno policzymy AB'92) w serii sławnych strzelanek od Team 17. O ile jednak dotąd były to strzelanki prezentowane z góry, Alien Breed 3D jest... eee... 3D. Ba, działając na sprzęcie teoretycznie kilkakrotnie słabszym od wymagań minimalnych Dooma i zajmując w sumie niecałe 2 dyskietki 880 kilobajtów, działa płynnie i oferuje ficzery, których w Doomie nie było typu walka pod wodą i prawdziwe piętra. Cena za takie wyczyny technologiczne była w sumie niewielka - brak sejwów (trzeba było podawać hasła), brak muzyki (za to solidne udźwiękowienie, w tym np. odmienne odgłosy kroków w zależności od podłoża) i względnie niewielka rozdzielczość obrazu 3D, choć nic nie traciło na czytelności, jak to było w Cytadeli. Czy poza technologią AB3D coś oferuje? A owszem, a owszem. Dynamiczne tempo rozgrywki, 5 odmiennych broni, zróżnicowani przeciwnicy i całkiem spore poziomy już na standardowej A1200. Ponadto po podłączeniu drugiej Amigi przez port serial można było rozegrać prosty deathmatch 1 na 1. Podobno "ekscytujący", ale dziś nie ma jak sprawdzić, czy tak było napawdę. Zresztą co tu dużo (więcej) pisać - nawet Amiga Power wystawiło AB3D całe 91%, więc to naprawdę najwyższa półka, a nie "omg fps na amidze dajemy 10/10".
  25. 1 point
    698 zł Procesor Intel Core i5-4590 3.3GHz LGA1150 BOX (BX80646I54590) http://www.morele.net/procesor-intel-core-i5-4590-3-3ghz-lga1150-box-bx80646i54590-640864/ 1 188 zł Karta graficzna MSI GTX 770, 2GB DDR5 (256 Bit), HDMI, DP, DVI GTX770 - (N770 TF 2GD5/OC) http://www.morele.net/karta-graficzna-msi-gtx-770-2gb-ddr5-256-bit-hdmi-dp-dvi-gtx770-n770-tf-2gd5-oc-546561/ 249 zł Płyta główna MSI B85-G43 Sc LGA1150 Intel B85, 4xDDR3, VGA, GbLAN, ATX HASWELL http://www.morele.net/plyta-glowna-msi-b85-g43-sc-lga1150-intel-b85-4xddr3-vga-gblan-atx-haswell-581506/ 195 zł Dysk Seagate Dysk Seagate 1TB, SATAIII, 7200RPM, 64MB cache (ST1000DM003) http://www.morele.net/dysk-seagate-dysk-seagate-1tb-sataiii-7200rpm-64mb-cache-st1000dm003-432403/ 295 zł Pamięć Crucial Ballistix Tactical DDR3-1600 CL8 - 8GB (BLT2CP4G3D1608DT1TX0CEU) http://www.morele.net/pamiec-crucial-ballistix-tactical-ddr3-1600-cl8-8gb-blt2cp4g3d1608dt1tx0ceu-491985/ 189 zł Zasilacz Thermaltake Smart SE Modular 530W (SPS-530MPCBEU) http://www.morele.net/zasilacz-thermaltake-smart-se-modular-530w-sps-530mpcbeu-549804/ 59 zł LG GH24NSB0 RBBB black bulk SATA (bez softu) GH24NSB0RBBB http://www.morele.net/lg-gh24nsb0-rbbb-black-bulk-sata-bez-softu-gh24nsb0rbbb-602337/ 145 zł Obudowa Zalman Z3 PLUS - USB3.0 - BIAŁA (Z3 PLUS WHITE) http://www.morele.net/obudowa-zalman-z3-plus-usb3-0-biala-z3-plus-white-609357/ = 3 018 zł Link do koszyka: http://www.morele.net/inventory/info/gYP7t/ Czterordzeniowy procesor, wydajna karta graficzna, porządna płyta główna, szybki dysk 1TB, 8GB pamięci, modularny zasilacz, nagrywarka, przewiewna obudowa.
  26. 1 point
  27. 1 point
    Najlepsza w tej cenie jest ASRock Z77 Extreme6, aczkolwiek ma to średni sens - bardziej by się opłacało sprzedać ten procesor i przejść na i5-4670k.
  28. 1 point
    Ten procesor już posiadasz? Jak tak, to wtedy: http://www.morele.net/plyta-glowna-asrock-z77-extreme4-intel-z77-lga-1155-2xpcx-vga-dzw-glan-sata-raid-ddr3-sli-crossfire-z77-extreme4-458745/
  29. 1 point
    Nie trzeba Kubusiów, wystarczy znajomość twórczości najlepszej krakowskiej kapeli drunk-metalowej.
  30. 1 point
    Dobrze wygląda nad kominkiem
  31. 1 point
    Gainward daje tylko 2 lata gwarancji. Już lepiej brać MIS, aczkolwiek ona ponoć jest dość głośna. Może lepiej wziąć ASUSa lub tańszego Zotaca.
  32. 1 point
  33. 1 point
    STEFAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAN BATOOOOOORRHHHYYYYYY
  34. 1 point
    Żebyś się nie zdziwił jak komuś omsknie się Karząca Ręka Admina i dostaniesz pysznego boe... banana XD
  35. 1 point
    22 lata po premierze Wolfensteina 3D Blazkowicz wraca w kolejnej grze z serii, tym razem bliżej oryginału niż kiedykolwiek. Czy faktycznie nic się nie zmieniło przez prawie ćwierć wieku? I jaki właściwie jest nowy Wolfenstein? Co prawda '3D' nie jest pierwszą grą pod szyldem, a pomiędzy nią a New Order były też tytuły bardzo dobre, ale trudno oprzeć się wrażenie, że to właśnie teraz historia zatacza koło. Postaram się unikać spoilerów, ale trochę się na pewno wyświęci. Historia rozpoczyna się od alianckiego desantu na niemieckie umocnienia w 1946. Ten etap jest jednak tylko preludium do kampanii i mało nachalnym tutorialem wyjaśniającym stosunkowo bogatą mechanikę gry. Pod jego koniec Blazkowicz musi podjąć decyzję, która wpłynie na całą resztę gry. Istnieją de facto dwie osobne (choć bardzo podobne) kampanie zależne od tego, co zrobimy w krematorium. Prawdziwa akcja zaczyna się w 1960, w alternatywnej wersji historii, w której Niemcy wygrali wojnę i podbili prawie cały świat. To właśnie ten "nowy porządek". Blazko nie jest już wojskowym (bo poza Wermachtem nie ma już wojsk) tylko członkiem ruchu oporu. Stopniowo fabuła dryfuje coraz dalej od faktów w stronę szalonego SF z podróżami kosmicznymi i antyczną technologią. Wycinanki laserem dają sporo frajdy Wróćmy do tej bogatej mechaniki. WNO jest FPSem z krwi i kości, więc strzelamy z karabinów, kucamy, skaczemy, biegamy i wślizgujemy się. Ale twórcy liznęli trochę mechaniki tu i tam i dają naszemu protagoniście kilka nowych opcji. Mamy więc noże do rzucania (ostatniego nie wolno rzucić) i granaty, jedne pod MMB, drugie pod G, ale też możliwe do wybrania z koła broni. Koło jest nieszczególnie wygodne, dlatego dodano 'Q', które wybiera poprzednią broń. Dysponujemy też oczywiście pistoletami i karabinami, niektóre z dołączonym tłumikiem, inne z dwoma trybami ostrzału, a wszystkie z akimbo*. Zestaw broni oryginalnością głowy nie urywa, podobnie też się z różnych klamek strzela, ale nie ma większego powodu do narzekań. Oprócz tego mamy możliwość wychylania się poprzez przytrzymanie Alta. I to nie tylko w prawo i w lewo, ale też w górę i w dół (i wszystkie możliwe kombinacje). Możemy więc zabić wroga za osłoną wyższą niż on sam, albo odstrzelić nogi komuś przez szparę pod drzwiami. Mamy jeszcze spawarkę, która przecina łańcuchy i wycina dziury w ogrodzeniach. Ciekawie rozwiązano element zdrowia. Blazko ma 100 punktów życia, każda apteczka i jedzonko (nawet psia karma) dodaje nam punkty. Jeśli przekroczymy tę setkę, dostajemy overheala, jak w TF2 - możemy dobić nawet do 200, ale będzie nam ubywało po punkcie na sekundę, aż zrównamy z podstawowym poziomem zdrowia. Oprócz tego jeśli oberwiemy do nierównej liczby, np. 65, ale się schowamy, to się zregeneruje, maksymalnie o 19 punktów. Pancerz jest dużo prostszy - możemy uzbierać sto punktów z różnych elementów opancerzenia - kamizelek, hełmów, zbroi dla psów czy kawałków zniszczonego mecha. Do tego dochodzą perki - wykonywanie określonych czynności, podobnych do achievmentów, odblokowuje nowe umiejętności dla bohatera. Dziesięć cichych zabójstw umożliwia rzucanie nożami, dziesięć headshotów poprawia zoom, dobicie do 200HP przyspiesza regenerację itd. Łącznie mamy cztery drzewka, które przy pewnej dozie samozaparcia można skończyć przy jednym przejściu gry. Oprócz zwykłych, "chodzonych" etapów pokierujemy też m.in. mechem i małą łodzią podwodną. No i znajdźki. Tych jest cała fura. Mamy kody enigmy, które możemy wklepać w menu by odblokować trudniejsze tryby gry; Nazistowskie artefakty, które nie służą zupełnie niczemu (a mogłyby); Figurki żołnierzy, które podnoszą maksymalne zdrowie o 10 punktów; Listy, wycinki rysujące tło fabularne i nagrania. Te ostatnie są nietypowe - oprócz audio pamiętników mamy płyty winylowe zespołów, które powstałyby w świecie rządzonym przez Rzeszę. I tak np. zamiast "Yellow Submarine" słuchalibyśmy "Das Blau U-Boot". Bardzo specyficzne wykony. Sekrety nie są bardzo mono ukryte i większość znajdziemy po prostu przechodząc mapy, bez zagłębiania się w zakamarki. Gra jest zresztą na tyle łatwa, że możemy sobie wszystkie te bajery darować i po prostu pruć naprzód z dwoma strzelbami automatycznymi i śpiewem na ustach. Bo tryb rambo jest jak najbardziej możliwy. Możemy grać podnosząc cekaemy i waląc po osłonach, aż się w końcu rozlecą (a rozpadają się całkiem ładnie). Na niekorzyść tego sposobu przemawia fakt, że wszystko musimy podnosić przyciskając 'E', nie wystarczy przebiec po trupach. Poza tym, w niektórych etapach mamy dowódców z radiami, którzy po zaalarmowaniu będą wzywali posiłki bez końca, dopóki ich nie uciszymy. Można też przejść grę po cichu, strzelając z wytłumionych broni i rzucając nożami. Po zebraniu kilku perków 'stealth' stajemy się takimi ninja, że żaden soldat nam nie podskoczy Gra ma zresztą niezłe replay value i zachęca nas do wielokrotnego przechodzenia na różne sposoby. Składzik Strasburgera Dwa słowa o fabule. Mimo że sama rozgrywka nastawiona jest na niezobowiązującą rozwałkę, to cutscenki i etapy w bazie pomiędzy właściwymi misjami rysują się dużo mroczniej. Blazkowicz jest zgorzkniałym, wypalonym przez wojnę człowiekiem, który zabił i widział dużo więcej, niż by chciał. Stracił przyjaciół i kilkanaście lat życia, w czasie których zniknął świat jaki znał. Budzi się w przerażającym, totalitarnym państwie jak z prozy Dicka. Napotkani ludzie też nie mają lepiej - wszyscy, których Blazkowicz spotyka, zostali w jakiś sposób złamani przez wojnę. Wątek obozów koncentracyjnych i polski wątek w grze jeszcze wzmacniają ten przekaz. Historia jest oczywiście fantastyczna i trudno brać ją na serio, ale są w niej momenty autentyczne i poruszające. Z drugiej strony twórcy bezustannie puszczają oko do graczy i gra obfituje w całą masę smaczków, bardziej lub mniej subtelnych. Ale są też mroczne karty w tej produkcji. Grę napędza silnik id tech 5. To z grubsza ten sam kawałek kodu, który widzieliśmy w RAGE. Został oczywiście poprawiony (optymalizacja stoi na całkiem niezłym poziomie), ale oprawa i tak nie robi szału. Nadal doskwierają wskakujące tekstury, a do tego często są z powrotem kompresowane, gdy odwrócimy wzrok. I to nawet, gdy musimy danego przedmiotu użyć, żeby przejść dalej. No i stanowczo nie widać tych 32 gigabajtów tekstur. Pikseloza co krok bije po oczach, a do tego często z oszczędności mocy zapieczono w teksturach trójwymiarowe obiekty. Blado wypada też część efektów. W niektórych sytuacjach Depth of Field i filmowe ziarno ładnie maskują niedostatki, w innych nawet to nie pomaga i gra wygląda plastikowo i źle. Złego słowa nie można za to powiedzieć o oprawie dźwiękowej. Ani przez moment nie usłyszymy sztampowych werbli i trąbki tak popularnych we wszystkich wojennych shooterach. Zamiast tego mamy ciężkie metalowe kawałki obfitujące w przester i gitarę basową. Jest ich co prawda niewiele, ale gdy już zagrają, atmosfera momentalnie gęstnieje. Zadbano też o głosy aktorów - Wszystkie akcenty są charakterystyczne (z Polakami włącznie), a komunikaty wykrzykiwane przez niemieckich dowódców przywołują na myśl sławetną scenę z Hitlerem z "Upadku". Ulubione radio nazistów - eseska Wolfenstein New Order to gra pełna sprzeczności. Z jednej strony stara się być niezobowiązującym shooterem pełnym smaczków, a z drugiej opowiada przejmującą historię. Mocno akcentuje swoje korzenie a jednocześnie wprowadza etapy zupełnie oderwane od kanonu. To gra w której twórcy dopieścili assety, jednocześnie zaniedbując silnik do tego stopnia, że wiele z nich jest nieczytelnych. Mimo tego, Wolfenstein nie jest złą grą. Sprawdza się doskonale jako prosty, odstresowujący shooter, a przy tym jest elastyczny i można go przechodzić prawie jak skradankę. Do tego buduje przekonywający, intensywny świat, w który łatwo wsiąknąć. Nie ma w nim trybu dla wielu graczy, ale konstrukcja kampanii gwarantuje kilkadziesiąt godzin dobrej rozgrywki. Machinegames debiutuje mocnym tytułem i życze im jak najlepiej. Ich dzieło ma śmiałą koncepcję podpartą dopracowaną mechaniką. New Order to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów Blazkowicza i bardzo dobra opcja dla wszystkich entuzjastów FPSów. PEŁNA GALERIA Na zakończenie mocarny motyw przewodni: * - Akimbo albo dual wield, czyli strzelanie z dwóch broni naraz. Wiem, wiem, wszyscy i tak to wiedzą.
  36. 1 point
    Ej, ale pozew nie musi zawierać podstawy prawnej, tylko powództwo (ban) i podstawę (buractwo).
  37. 1 point
    Banować moco miliona księżyców! Also - banować, bo nie szanuje szanowalnej elektroniki. BARDZO szanowalnej.
  38. 1 point
  39. 1 point
    Zdecydowanie Microlab FC330. Wygrywają w każdej kategorii (ostatnimi czasy nawet w cenowej). MC-MSF50 są teraz niewytłumaczalnie wręcz drogie.
  40. 1 point
    Takie deklaracje tylko źle świadczą o Tobie. Abstrahując od zasadności pochówku na Powązkach pogrzeb i cmentarz to nie miejsce na demonstracje. Ci co nie szanują własnej historii zawsze niezbyt dobrze kończą. Pewnie zabranie tych "zasłużonych" na bliżej niesprecyzowane "gdzieś indziej" usatysfakcjonowało by sporą grupę naprawiaczy historii. Tylko czy nie bardziej edukacyjne będzie zachowanie ich jako przestrogi. Wystrzelisz ich prochy w kosmos i za 10 lat licealistka pytana o Bieruta skojarzy to z jakimś raperem. Oczywiście... pozostaje jeszcze kwestia kultury i klasy. Na ich ewidentny brak cierpi większość polityków, a co zatrważające przenosi się na na nowe pokolenia. To element naszej historii i pamięci narodowej. Wszystkich nie należy usuwać by za szybko pamięć o tym czasie naszej historii nie znikła. Recepta na popularność w Polsce? - dowalić Tuskowi Cała sytuacja wyglądała na ustawkę, a panna ma wyraźne braki w kulturze. Taki radykalizm to akurat jeden z przywilejów młodości, ale patrząc na głupoty jakie opowiada czy wypisuje na FB przypuszczam że za długo nie poświeci jaj gwiazda.
  41. 1 point
    Warto słuchać, czyli jak ukradłem historię... Ostatnio stężenie absurdalnych sytuacji wyraźnie spadło, chyba, że to ja mam pecha i nie trafiam na kluczowych nosicieli - szalonych klientów. Niewykluczone, że skończył się sezon buractwa lub odmieńcy zbierają siły na okres przedświąteczny. Kilka dni temu odkryłem, że co najmniej jedna nosicielka absurdu przeniosła się na czas nieokreślony do innego sklepu. Historię tę usłyszałem od towarzysza niedoli, pracującego na pierwszej linii - w punkcie obsługi klienta. Ten natomiast dowiedział się o zdarzeniu od Pani Tereski. Kim jest jest wspomniana Teresa? Nieopodal punktu obsługi klienta znajduje się stoisko z preclami. Nie dalej jak kilka metrów od lady naszego przyczółku. Bardzo sympatyczna ekspedientka, z którą pokowcy od czasu do czasu gawędzą nosi właśnie wspomniane imię. Dodam, że stoisko jest niewielkie i oprócz precli, można tam zakupić co najwyżej jakieś pieczywo. Wystawa jest przeszklona i widać cały towar oraz charakter kramiku jak na dłoni, na pierwszy rzut oka. A oto, bez dalszych wstępów, zasłyszana historia... Do Pani Tereski i jej preclowego stoiska podchodzi kobieta w średnim wieku. Po zwyczajowym powitaniu mówi: - Chciałabym fakturę, tu mam paragon. Pani Tereska, wyraźnie zbita z tropu, pyta: - Fakturę? Ale ja tu sprzedaję precle. Muszę przyznać, że na tym etapie historii naprawdę pomyślałem, że kobieta chce fakturę na precelki. Rzeczywistość okazała się nieco bardziej pokręcona. - No jak to? Ale mnie w Saturnie powiedzieli, że fakturę dostanę przy wyjściu... Tutaj Pani Tereska wysiadła. Ja przystanek dalej. Dodam, że Saturn znajduje się DWA piętra wyżej i po drugiej stronie galerii handlowej. Pominę fakt, że otrzymanie faktury poza sklepem, w którym robimy zakupy nie powinno przyjść pani do głowy. Gorzej, że jeśli już ubzdurała sobie, by szukać szczęścia nieopodal wyjścia z centrum handlowego, to dlaczego wybrała akurat malutkie stoisko z preclami? Zastanawiam się, który element pozwolił jej wysnuć wniosek, że dotarła na miejsce? Obok jest chociażby nieszczęsna witryna punktu obsługi klienta, zdecydowanie bardziej pasująca do jej potrzeb. Ale nie, stoisko jest pewnie przykrywką. Pod precelkami leży stos dokumentów i drukarka. Na pewno uzyskam fakturę. W adresie zapiszmy - Dom wariatów. Pozdrawiam Panią Tereskę i nieszczęsnych pokowców... Ciekawe czy klientka w końcu otrzymała nieszczęsną fakturę? Być może nadal błąka się po centrum handlowym, w poszukiwaniu szczęścia, niczym biała dama na murach średniowiecznego zamku. Życzę powodzenia i zdrowia psychicznego, nie zaraz... tylko powodzenia, na odzyskanie zdrowie jest już za późno.
  42. 1 point
    Konuga wrócił [zdjęcia]
  43. 1 point
    PSZCZÓŁKA MAJA SOBIE LATA najgorsza piosenka w dziejach, tak swoją drogą... choć nie tak tragiczna jak my słowianie
  44. 1 point
    Grałem na 4GB RAMu, GTX580 i i5-3570K u znajomego i nie kojarzę żeby było parosekundowe ścinanie. Wszystko działało dobrze (choć na pewno nie było to 60FPS...).
  45. 1 point
    Watch_Dogs oczywiście uruchamia się na 4GB RAM, ale gra jest niegrywalna - podczas spacerowania w promieniu ~50m ma się maksymalny FPS na który pozwala sprzęt, ale kiedy już trzeba podjechać byle gdzie samochodem, to gra przycina się na dobrych parę sekund w kilkusekundowych odcinkach kiedy miasto i okolica doczytują się z dysku.
  46. 1 point
    Ja z Mononoke też zetknąłem się pierwszy raz jako dzieciak, aczkolwiek nieco starszy. Może więc dla tego nie wywołała ona u mnie tak traumatycznych przeżyć. Owszem, było mocno, było dziwnie i nieraz przerażająco. Ale przede wszystkim tajemniczo i magicznie. Ten film ma tak niesamowity klimat i narrację, że w hipnotyzujący wręcz sposób przykuwa do ekranu i nie pozwala się od niego oderwać aż do samiuśkiego końca. W całych internetach nie spotkałem do tej pory chyba nikogo kto mógłby uczciwie powiedzieć, że tytuł mu się nie podobał, bądź, że był słaby. Mononoke jest u mnie na wiecznym propsie. Kropka.
  47. 1 point
  48. 1 point
    "Batman Begins" był bardzo dobry, "The Dark Knight" wyjątkowy, ale trzecia część serii jest strasznie rozczarowująca. Fabuła była pełna schematów i nielogiczności, postać Catwoman strasznie spłycona, zaś zakończenie wkurzające .
  49. 1 point
    Wolf New Order oceniony na 5 !!!!! Kto to oceniał jakiś dzieciak ???? Niech poczyta inne fora i recenzje. Ja gram od 25 lat w gry i powiem tak. Gra wymiata pod każdym względem - grafa, klimat i miodność na poziomie id
  50. 1 point
    Strasznie szkoda ze Wolfa ocenia Berlin. On nie umie oceniac gier, albo wpada w straszny zachwyt nad szrotem i kotletem, albo zdarza sie ze strasznie jakas gre zjedzie. Zapewne wolfa zjedzie od gory do dolu, mimo ze na to nie zasluguje. Prosze, niech on pisze tylko zapowiedzi czy felietony, a nie recki
×
×
  • Create New...