Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 09/19/2013 in all areas

  1. 7 points
    Tylko odpowiednio wojownicze cycki są w stanie zagwarantować pokój.
  2. 7 points
    A ja mam jedno pytanie - gdzie są cycki, prawdziwa gwarancja pokoju na świecie?
  3. 6 points
    Legia Warszawa, aktualny Mistrz Polski budzi w ludziach najczęściej skrajne emocje, albo się ją kocha, albo nienawidzi. Pytanie tylko czemu tak często miłość do tego klubu jest dla niego zabójcza? Niczym groźny pasożyt żerujący na ciele żywiciela, kibole rozpieprzają Legię bardzo umiejętnie. Kary jakie przychodzi płacić właścicielom niejednokrotnie przewyższają zarobki z europejskich pucharów, na które każdy polski klub tak bardzo liczy. Spójrzmy na niektóre liczby: Za sezon 2011/2012 za mecze ligowe oraz Pucharu Polski Legia musiała zapłacić 229 tys. złotych. Za sezon 2012/2013 za spotkania w europejskich pucharach suma sankcji finansowych wyniosła168 tys. euro. Za sezon 2013/2014 (na dzień dzisiejszy): Europejskie puchary: -po meczach z The New Saints F.C. - kara 45 tys. euro + zamknięcie trybuny północnej -po meczach z Molde FK i Steauą Bukareszt - kara 150 tys. euro zamknięcie stadionu na najbliższy mecz w europejskich pucharach (tj. z Apollon Limassol) + zamknięcie stadionu na 1 mecz w zawieszeniu na 5 lat Wygląda to marnie. Ostatnia z sankcji finansowych jest porównywalna z rocznym budżetem dobrze opłacanego grajka w naszej lidze. Wątpię, że nagle zmieni się mentalność boiskowych bandytów i że zaprzestaną rozbojów. Tymczasem Wojskowi mają przed sobą minimum 6 spotkań w Lidze Europy. Przeglądając YT natrafiłem na ten filmik -> Po chwili śmiechu zrozumiałem, że ci goście na serio myślą tak, jak mówią. Weźmy najpierw pierwszego pod lupę. Gość nie bardzo wie co to fanatyzm. Nie rozumie, że fanatyzm w każdej formie jest zły, czy to będzie moherowa babcia, kibol, fundamentalista islamski czy szowinista. Oni wymagają od nas ślepej wiary w ich poglądy i dołączenia do najważniejszej grupy. W przeciwnym razie najchętniej by cię spalili na stosie, skopali i zlali bejsbolem, ukamienowali czy po prostu zastrzelili, w zależności na kogo trafisz. Fanatyzm zawsze dotyczy skrajnych postaw, więc nie można mylić fana z fanatykiem. Tylko pierwsze określanie powinno być pozytywnie odbierane. Drugi gość to nikt inny jak szefuńcio kiboli Legii. Daje idealny przykład tego co wyżej napisałem. Nie podoba ci się zachowanie innej jednostki? Pacyfikuj. Następny niejaki Kelner uważa, że ich siłę utożsamia zrobienie burdy w mieście przeciwnika, zdemolowanie mienia czy obicie kilku ludzi, Do tego najpierw alkohol, żeby przecież poczuć się odważnym. Dla mnie patologia. Skąd się tacy ludzie biorą? Co z tego, że ładna oprawa skoro kolejny mecz będzie przy pustych trybunach? Co z tego, że kasa wpłynęła za wygranie meczu skoro większość środków trzeba oddać z powrotem w ręce UEFA? A to głównie dlatego, że paru (do kilkunastu w zależności od meczu) idiotów nie potrafiło się opanować przed odpaleniem racy. To samo ostatnio na meczu San Marino-Polska. Nie kuźwa nie mogły się tumany ogarnąć, nic przecież trzeba pokazać światu kto tu rządzi. Już nie wspomnę, że praktycznie co mecz ligowy trzeba pojechać po rywalu śpiewając burackie pieśni ku chwale nienawiści zamiast dopingować swój zespół. Jak to wyleczyć? Czy w ogóle da się? Nie przetłumaczysz przecież normalnie, bo już z twarzy widzisz, że zrozumienie zdania złożonego przez takiego osobnika jest nadludzkim wysiłkiem. W dodatku taka jednostka rozumie tylko argument siły, który jest powiązany ze zbiorowością. Jakoś nie widziałem w Warszawie kozaka przechadzającego się samotnie w centrum w szaliku czy koszulce Wisły/Śląska/Lecha/Widzewa itp.. Pod kurtką się nie liczy. Czemu w zachodnich krajach da się uzyskać spokój na stadionach, a u nas nie? W każdym razie: KIBOLE, HEJTUJĘ WAS.
  4. 4 points
    Gearlt Ban za złośliwe i perfidne zdradzenie fabuły GTA V. Przywrócić minusy! Nie chcę dawać plusa, bo to zbyt mainstreamowe! - t3t
  5. 4 points
  6. 4 points
    Raczej odwrotnie, skoro Hut tam teraz pracuje . Poza tym, chyba nie bardzo zrozumiałeś o co w tym tekście chodziło - przeczytaj jeszcze raz, najlepiej ostatni akapit.
  7. 3 points
  8. 3 points
  9. 3 points
    @Darkstar181 Nie rozumiesz. Gdyby CDA dawały tylko kody to by mnie to nie obeszło - reklama zarówno dla pisma jak i gry. Jednak Wargaming w CDA jest wszechobecny. Wskaż mi drugą grę F2P która dostała tyle samo miejsca w piśmie, własny Tipsomaniak, okładkę i pełno kodów na golda. W tej sytuacji mam prawo podejrzewać, że współpraca CDA i Wargamingu wykracza poza ramy "reklama za golda". Głównym problemem jest to, że układy z developerami są niejasne, więc nie możemy dokładnie ocenić na czym polega obecna kampania reklamowa. I tak, jest różnica między reklamą a artykułem w piśmie. Nie sugeruj, że piszę to z niechęci do WoT. Daję ci słowo: jeżeli kiedyś CDA zacznie w podobny sposób lansować jakieś F2P MMO czy coś podobnego to również podniosę larum. Tu chodzi tylko i wyłącznie o standardy. Zbyt bliska współpraca między twórcami a pismem godzi w interes czytelnika, który traci gwarancję niezależności dziennikarzy. I to nie chodzi o łapówki - psychologia zna masę mechanizmów, którymi można oddziaływać na ludzi i zachęcać ich do konkretnych działań bez mówienia im tego wprost. A z tego co wiem to większość dużych korporacji korzysta z podobnych usług przy planowaniu kampanii reklamowych. Co do argumentu o Ubi i coverach - jest on inwalidą. Poradniki i kody do WoT mają w perspektywie czasu "wkręcić" ciebie w płacenie. To swoista inwestycja długofalowa, która zwraca się po pewnym czasie. Takie Ubi zaś po zgarnięciu kasy za licencję nie zarabia dalej z tego tytułu już nic.
  10. 3 points
    1/10 Jeśli łakniesz atencji musi być albo dużo krócej albo dużo bardziej po polsku. Rzekłem. Mam w żopie atencję, po prostu chciałem zadać pytanie i wyrazić swoje myśli, tyle. Co do pisania "bardziej po polsku" - miło było by rozszerzyć to trochę żeby pokazać komuś gdzie wtrącił mu się hiszpański czy inny włoski Druga sprawa - nie rozumiem skali ocen w której 1/10 to coś co mi się nie podoba (chociaż oczywiście to już Twój wybór) ale ile dasz czemuś co Cie autentycznie wk**** i będzie zaprzeczeniem wszystkiego co uważasz za słuszne? -10/10 ? Pozdrawiam - Rei
  11. 3 points
    Jestem zbyt leniwy, aby dopisać na czeku twój nick Darkstar181.
  12. 3 points
    Czemu ten wpis nie jest promowany? Żądamy prawdy!
  13. 2 points
    Atlas Chmur ? jedno z najnowszych, wielkich objawień współczesnej literatury. Mimo, że książka ujrzała światło dzienne w 2006 roku, jednak dopiero ekranizacja, która ukazała się sześć lat później rozsławiła ją jeszcze bardziej. Film, jakkolwiek ciekawy, okazał się jednak tworem dość chaotycznym i bez przeczytania książki trudno było połapać się we wszystkim. Dlatego też seans nakłonił mnie do sięgnięcia po oryginał. Co więcej powieść Davida Mitchela trafiła do mnie o wiele bardziej, niż wersja rodzeństwa Wachowskich. Przede wszystkim też przywróciła mi wiarę w światową literaturę, kiedyś pisałem, że genialne książki już w dzisiejszych czasach nie powstają ? jak się okazuje była to opinia nieco pochopna. Dlaczego? Pierwszą przyczyną jest to, że opowieść po prostu angażuje wyobraźnię odbiorcy. Stwierdziłem, iż użycie słowa ?powieść? w poprzednim zdaniu byłoby jednak nadużyciem, bo całość dość silnie ucieka od kanonów. Na niespełna 540 stronach odnajdziemy tak naprawdę nie tyle jedną całość, co sześć cząstek ? opowiadań czy (jak kto woli) mini powieści. Każda z nich rozgrywa się w innym momencie w dziejach ludzkości, a pewne powiązania logiczne są w niej ledwie delikatnie zaznaczone. Każdego z głównych bohaterów łączy jedynie znamię w kształcie komety i znaczenie tego symbolu ma istotny wpływ dla całej historii. We wszystkim nie ma ciągu fabularnego, po prostu chronologicznie starsza opowieść jest po prostu zapisem cudzych przeżyć, które w pewien sposób poznaje inny z bohaterów Atlasu. Brzmi skomplikowanie? Postaram się trochę to uprościć przy okazji opisu fabuły. *** Adama Ewinga dziennik pacyficzny Całość otwiera opowieść Adama Ewinga. Bohatera poznajemy podczas pobytu w okolicach Australii, prawdopodobnie chodzi tu bardziej o Nową Zelandię, na co wskazują (choć wcale nie wprost) pewne fragmenty opowiadania. Ewing ma okazję podziwiać zgubne skutki kolonizacji oraz posłuchać historii o dawnych plemionach mieszkających w tych okolicach, niegdyś dumnych, teraz wymierających z każdym dniem posługi białemu człowiekowi. Pod koniec pobytu w tym miejscu bohater zaraża się pewnym pasożytem mieszkającym w jego mózgu, przy życiu podtrzymuje go natomiast doktor Henry Goose. Obaj wybierają się statkiem w podróż do Stanów Zjednoczonych ? Ewing targany tęsknotą za domem pisze dziennik. Po drodze okazuje się także, że na pokład zabiera się jeden czarnoskóry, nastomiast główny bohater Listy z Zedelghem Dalej mamy już drugą historię. Jej bohaterem jest genialny kompozytor Robert Frobisher, który wydziedziczony przez rodziców wybiera się do Belgii, by asystować genialnemu kompozytorowi i pomóc w spisywaniu dzieł. Na miejscu zdąży poznać trochę bliżej jego żonę, tak naprawdę jednak zakocha się ich córce. Nie będzie to jednak historia o miłości, dużo ważniejsza jest relacja pomiędzy kompozytorem, a jego nowym pomocnikiem. Mistrz nie do końca respektuje niezależność swojego podwładnego pożyczając od niego co ciekawsze pomysły i podpisując się pod nimi ? z zimną krwią wykorzystuje to, że bohater nie ma szansy ujawnienia światu prawdy. Jako wydziedziczony uciekinier tak naprawdę mało kogokolwiek obchodzi. Okresy półtrwania. Pierwsza zagadka Luisy Rey Trzecim bohaterem okazuje się Luisa Rey ? amerykańska dziennikarka. Podczas, gdy jej koledzy wolą zapełniać gazetę różnymi pierdołami, kobieta zaczyna interesować się pewną sprawą związaną z okoliczną elektrownią atomową. Niedawno uruchomiono tu nowy reaktor, jednak jeden z naukowców napisał bardzo nieprzychylny raport wytykający reaktorowi uchybienia technologiczne. Szczytne cele swoją drogą, ale bez otwarcia budowli ktoś straciłby mnóstwo pieniędzy. Węsząca wokół dziennikarka to z pewnością osoba niewygodna w dobie tak ważnego interesu, więc potajemnie zaczyna działać trzecia ręka ? ktoś próbuje skrócić życie Luisy. Upiorna udręka Timothy?ego Cavendisha O ile jednak Luisa walczy z korporacją, o tyle Timothy Cavendish, brytyjski wydawca ma problem z gangsterami. Pewnego dnia przychodzi do niego pewien adept sztuki pisarskiej z gotową książką, jednak poziom utworu jest (delikatnie mówiąc) dość mało górnolotny. Cavendish nie daje powieści dużych szans na sukces, jednak? nie jest nowiną, że trup napędza sprzedaż. Autor, wywodzący się z przestępczego środowiska, w trakcie uroczystej gali dosłownie spycha z balkonu krytyka, który ośmielił się zniesławić jego utwór. Po natychmiastowej śmierci recenzenta powieść odnosi wielki sukces na fali tej okrutnej reklamy, a autor trafia za kraty. Idealna sytuacja dla Cavendisha ? jest kasa, a autora nie ma. Niekoniecznie. Pewnego dnia odwiedzą go bracia pisarza z żądaniem wypłacenia gigantycznej zaliczki. Bohater pryska przed nimi i pewien zbieg wydarzeń sprawia, że ląduje ostatecznie w domu spokojnej starości. Kto oglądał ?Lot nad kukułczym gniazdem? może już wyobrażać sobie podobną historię tylko nieco złagodzoną, niepozbawioną szczęśliwego finału i opisaną w innych realiach. Antyfona Sonmi ~451 Piąta historia przenosi nas do świata przyszłości ? Seulu z XXIII wieku. Bohaterką historii jest Sonmi ~451, robot, na co dzień pracujący jako usługująca w barze zwanym Papa Songiem. Dodatkowo wszystkie pracujące tam istoty są karmione specjalną substancją, która sprawia, że bez jej dopływu zginą. Każda żyje ze świadomością, że czeka ich kilkanaście lat pracy, po czym firma wysyła wysłużone roboty na zasłużony odpoczynek w rajskie miejsce ? jeżeli ktoś oglądał film ?Wyspa? to podpowiem, że występuje tu pewne podobieństwo do raju przedstawionego w tamtej produkcji. Wszystkie bohaterki żyją według wpojonych im zasad bez jakichkolwiek szerszych potrzeb. To właśnie odróżnia główną bohaterkę ? pewnego dnia odkrywa, że istnieje coś więcej, pojawia się w niej swego rodzaju świadomość, wadliwa cecha robota. Po pewnym czasie ucieka z tego miejsca. Bród Slooshy i wszystko co potem Ostatnie opowiadanie to historia Zachariasza, chłopca z dolin. Pewnego dnia jego wioskę odwiedza tajemnicza Meryonym. Chłopak początkowo podchodzi do niej bardzo nieufnie, myśli o przegnaniu kobiety z wyspy. Ta bowiem bardzo się wszystkim interesuje, chce dokładnie poznać to miejsce. Nie mniej istotna jest również różnica technologiczna ? oto bowiem tajemniczy przybysz przylatuje nowoczesnym statkiem o napędzie terojądrowym. W pewnym momencie ciekawskie zbiorowisko pyta jak okręt jest napędzany. Co prawda nie zrozumieli odpowiedzi, ale nie drążyli tematu dalej, by nie wyjść na totalnych ignorantów ? tak naprawdę żyją w zbudowanych bez użycia skomplikowanych narzędzi chatach, w których centralny punkt to palenisko. Meryonym pewnego razu zyskuje jednak zaufanie bohaterów ratując siostrę Zachariasza, Bazię. W zamian za to chce, by główny bohater zaprowadził ją na szczyt pobliskiej góry ? droga będzie walką bohatera z pewnymi skłonnościami, jakie się w nim obudzą (nie chodzi tu o wykorzystanie panienki ). Ze szczytu bohater będzie miał okazję obserwować śmierć swoich bliskich zgładzonych przez plemię Kona. Barbarzyńcy są w tej historii symbolem władzy, która doszczętnie degraduje resztki cywilizacji tak pieczołowicie budowanej przez człowieka całymi latami. Zagadką jest również los innych plemion ludzkich ? książka opowiada na ten temat w sposób niejasny. Tak naprawdę tematyką powieści jest władza, w każdej historii jest przedstawiona w pewien sposób ? poczynając od form łagodniejszych, do coraz bardziej drastycznych: od kolonizatorów, przez korporacje aż po barbarzyńców. Tak naprawdę ta historia jest pewną osią symetrii ? pierwsze pięć opowiadań jest podzielonych na pół, najpierw poznajemy ich początki. Następnie dostajemy szóstą historię w całości i zakończenia rozpoczętych historii w kolejności odwrotnej. Brzmi niezrozumiale? Wystarczy spojrzeć na kompozycję tego tekstu, bo częściowo nawiązuje do oryginału. Antyfona Sonmi ~451 O ile jednak losy Zachariasza zostały przedstawione w konwencji ogniskowej opowiastki upstrzonej licznymi sprośnościami, o tyle Antyfona Sonmi ~451 to reprezentant innego gatunku. Jest to swego rodzaju wywiad rzeka, choć brzmi to trochę ironicznie biorąc pod uwagę okoliczności. Sonmi po zbadaniu świata na powierzchni trafia do celi śmierci i tytułowa ?antyfona? to tak naprawdę specjalne urządzenie, które zarejestrowało rozmowę o jej życiu (swoją drogą plemię Zachariasza żyjące po wydarzeniach z Seulu czci ją jako bóstwo). Opowieść odnosi się do przeszłości, ale tak naprawdę szydzi ze współczesności i obnaża jej słabości (choćby nowymi słowami tworzonymi przez autora: reklawizja, fordostrada itp.). Człowiek to tak naprawdę istota, która pochłonięta w konsumpcji napełnia kieszenie wielkich koncernów ? władza, mimo, że teoretycznie niższa stopniem od państwa, jest od niego o wiele okrutniejsza. Całość przedstawia też problem braku akceptacji, co widać szczególnie, gdy Sonmi próbuje żyć wśród ludzi. Jakieś podobieństwa literackie? Na pewno można zauważyć tu wpływy Huxleya, choć ponownie trudno nazwać całość kopią ?Nowego Wspaniałego Świata?. Upiorna udręka Timothy?ego Cavendisha Timothy Cavendish okazuje się tak naprawdę bohaterem filmu, który w pewnym momencie trafia w ręce Sonmi ~451. Jak napisałem, całość odnosi się w pewnym stopniu do ?Lotu nad kukułczym gniazdem?, ale w złagodzonej formie. Główne miejsce akcji, czyli dom starców to wcale nie miejsce, gdzie kocha się poczciwych staruszków. Personel traktuje ich jak ludzi niepełnosprawnych umysłowo i czasami wyraźnie daje do zrozumienia, że fajne życie już za nimi. Teraz muszą żyć według grafiku, o wyznaczonej porze przyjmować pigułki i nie sprawiać problemów. Część z nich zgadza się na to, Timothy Cavendish jednak woli wrócić do domu i zmierzyć się z kłopotami. Problem niestety w tym, że to nie on pociąga za sznurki tego miniaturowego raju. Historia, choć pozornie prosta zawiera nawet elektrowstrząsy, choć w skali mikro i trochę inaczej przedstawione. Okresy półtrwania. Pierwsza zagadka Luisy Rey Historia Luisy Rey to natomiast książka, która trafiła na biurko wydawcy. Ze wszystkich historii zachwyca najmniej, głównie sposobem napisania, bo fabule nie można wiele zarzucić. Opowieść o Cavendishu miała naśladować film, więc tam wyrugowanie bardziej złożonych opisów świata było do przyjęcia, tu jednak nie jest fajne. W przypadku Luisy władzę reprezentują wielkie korporacje, jednak chronologicznie wystąpiła przed Timothym Cavendishem, gdyż obie organizacje trochę się różnią. O ile firma posiadająca elektrownię jest z definicji przedsiębiorstwem poszukującym zysku, o tyle los brytyjskiego wydawcy pokazuje, że nawet przedsiębiorstwa mające z definicji pomagać ludziom wcale nie są litościwe. Listy z Zedelghem Kompozytor Robert Frobisher spotyka się z władzą na jeszcze mniejszą skalę ? kompozytor, który czerpie z jego talentu w pełni świadom, że nieznany pianista nie obroni się przed światem sztuki. Historia bohatera jest spisana w formie listów, które w wolnych chwilach czytuje Luisa. Skąd je posiada? Weszła w ich posiadanie dzięki Rufusowi Sixmithowi ? naukowiec, który opracował ów tajemniczy raport o stanie technicznym reaktora. Frobisher swego czasu był bowiem w bliskiej zażyłości z wspomnianym naukowcem. Całość w pewnym sensie przypomina powieść epistolarną i trochę nawet śmieje się z Wertera wprowadzając drobną zmianę ? kochanek pisze do kochanka. Tak naprawdę jednak nie ma tu nudnego, romantycznego biadolenia o miłości, to ponownie coś więcej, opowieść o tym, jak ciężko jest Frobisherowi zabłysnąć w cieniu wielkiego geniusza. Czy kompozytor również postanowi wycelować sobie pistoletem w łeb? Nie powiem? Adama Ewinga dziennik pacyficzny ratuje mu życie i? historia trochę się komplikuje. Adam Ewing przekonuje się o brutalności władzy kolonizatorów. To w istocie wandale, którzy kierowani chęcią zysku rozjeżdżają wszystko jak walec. Są oni przykładem władzy, ale znajdzie się tu także przestroga, żeby nawet jednostkom nie wierzyć święcie na słowo. Zwrot akcji w końcówce zapisanej w formie dziennika historii jest naprawdę znakomity i trochę głupio byłoby go tu zdradzić. Naprawdę warto dotrwać do końca, a to niestety dla współczesnego czytelnika proste nie będzie ? język tej opowiastki jest dość archaiczny, widać w nim też inteligenckie pochodzenie głównego bohatera. Nieczęsto zdarzają się tak bogate książki. *** Jedno jest pewne: dawno nie czytałem tak dobrze napisanej książki. Każda historyjka jest pisana innym językiem, najbardziej stylizowane jest opowiadanie pierwsze i środkowe. Każdy, poza Ewingiem (ktoś musi być pierwszy, o czym mówi końcówka), narrator Atlasu Chmur ma w innym wzór, według którego działa. Na tym jednak kończą się powiązania między historiami. To jedna z tych książek, którą trzeba najpierw przeczytać, koniecznie od początku do końca nie bawiąc się w przestawianie rozdziałów, a następnie siąść i zastanowić się dlaczego całość spisano tak, a nie inaczej. Atlas Chmur autentycznie zachwyca bogactwem fabularnym, a także zaskakuje morałem. Przez pierwsze 300 stron czujemy jedno wielkie poplątanie, ale po przekroczeniu środkowego rozdziału książka nagle składa się znaczeniowo w jedną całość wywołując zachwyt. Niestety takich tworów powstaje dziś już bardzo niewiele. Lecz czymże jest każdy ocean, jeśli nie morzem kropel? PS. Tekst był gotowy na wczoraj, jednak w bardziej wypieszczonej formie. Atlas Chmur autentycznie mnie zachwycił i próbowałem nawet oddać w tekście stylizacje językowe tam zawarte. Coś mnie jednak tknęło, dałem całość do obejrzenia osobie, która książki nie czytała i? tekst był praktycznie nie do przeczytania bez znajomości całości, a powstał po to, by promować tytuł wśród tych, którzy nie czytali. Ostał się zatem tylko podobny układ akapitów, jak historie w książce. Aha, trzeci akapit urywa się w połowie zdania ? to nie błąd, a zamierzony zabieg. PS2. Wersja hardkorowa tekstu może trafi tu za jakiś czas w ramach ciekawostki PS3. Film dla odmiany mi się nie podobał...
  14. 2 points
    PLIT TWOST: są tacy, co nie dają na nią absolutnie żadnej kopulacji.
  15. 2 points
    Oba cycki - Absolut. Lewy cycek - Alfa Prawy Cycek - Omega Cyckolub - religijny wyznawca cyckologii Cyckologia - religia wyznawców cycków. Cyckodzilla - demon zsyłany na przeciwników cyckologii, Przykład:
  16. 2 points
  17. 2 points
    Bo ludzie tacy są. Chciałem kiedyś coś na ten temat napisać, ale stwierdziłem, że jednak wolę się w takie tematy nie mieszać. Generalnie jednak: widzisz internet, czytasz gazety, oglądasz telewizję, obracasz się wśród ludzi. Wszędzie, absolutnie wszędzie występują konflikty. Wojny, tarcia religijne, problemy w rodzinie, kłótnia z kolegami w szkole, rywalizacja miasteczek, wyścig szczurów w biurze, wojny między miłośnikami Sony, a Xboksa, fanami, a hejterami anime. Ludzie mają swoje poglądy i uwielbiają przekonywać do nich innych. Od rzeczy najbardziej błahych, po te dotyczące światowej polityki. Tak po prostu jest.
  18. 2 points
    Przeczytałem, podrapałem się w głowę - trochę racji ma t3tris, a poza tym mamy dział "Poglądy" na forum (choć ostatnio zdechł) i tam można fajnie o tym podyskutować. Generalnie nic nowego i zaskakującego, choć z samą myślą przewodnią (o ile odczytuję ją prawidłowo) się zgadzam. @Iselor - No tu trochę Cię chyba galop poniósł .
  19. 1 point
    Podążając za... Melem Brooksem cz. X - Jedyny Robin Hood z brytyjskim akcentem! (Robin Hood i Faceci w Rajtuzach) Robin Hood i Faceci w Rajtuzach/Robin Hood and Men in Tights Występują: Cary Elwes, Richard Lewis, Roger Rees, Amy Yasbeck, Dave Chapelle Gdybym miał powtarzać suche fakty, że opisywany poniżej film jest prostą parodią wydanego w 1991 r. filmu ?Robin Hood: Książę złodziei?, to byłoby to świętokradztwo i zbezczeszczenie lub po prostu uproszczenie. ?Robin Hood i Faceci w Rajtuzach? o chyba najbardziej znany film Mela Brooksa, puszczany przez polską telewizję rok w rok, sezon w sezon, zmieniając właściwie tylko kanał (aczkolwiek niegdyś dominował Polsat). Z jednej strony ? dobrze, z drugiej ? trochę szkoda*, ale przejdźmy może do filmu? Zawsze, kiedy kręcą film o Robin Hoodzie, muszą sfajczyć nam wioskę. Historię Robin Hooda zna niemal każdy ? powracający z krucjaty młody arystokrata zastaje w Wielkiej Brytanii chaos i tyranię, więc nie zważając na wszelkie przeszkody postanawia złego uzurpatora pokonać, po drodze zdobywając wielkiej urody księżniczkę i pokonując przebrzydłego szeryfa z Nottingham, mając oczywiście poparcie miejscowej biedy. I to samo dzieje się i w tym filmie, ale w takim stylu, że Disney, Costner, i tym bardziej Russel Crowe mogą się schować. A jest tak, ponieważ Mel Brooks zmieszał w tym filmie dosłownie wszystko, co tylko wcześniej stworzył. We?are men, we?re men in thights Zresztą oto skrócony opis tej absurdalnej historii ? Robin Hood wraca z krucjaty do swej średniowiecznej Brytanii, gdzie spotyka czarnoskórego Achoo (Apsika) i razem z nim robi porządek ze złymi rycerzami króla. Następnie wyrusza wraz z nowym przyjacielem do swych posiadłości, właśnie oddalającymi się z rozkazu króla. Po wielkiej fortunie pozostał Robinowi jedynie wierny i ślepy sługa Blinkin (Zezuj). Chwilę potem Robin spotyka na swej drodze przebrzydłego szeryfa z Rottingham (Roger Rees), zyskuje kolejnych kompanów, a sam bohater postanawia dać nauczkę nowemu władcy. Na uczcie poznaje przecudną Lady Marion (Amy Yasbeck) i zakochuje się w niej w tej samej chwili. Następnie leci już z górki ? tworzenie ?gromadki? z chłopów, turniej, walka, ślub/egzekucja itd. Itp. I byłoby to wszystko nudne, gdyby nie doświadczenie komediowe Mela Brooksa. Jeżeli darujesz mu życie, zrobię najobrzydliwszą rzecz na świecie. Spójrzmy na to po kolei ? Główny bohater (Cary Elwes) jest wygadanym i sprytnym awanturnikiem, bardzo przypominającym innego cwaniaka, a mianowicie Ostapa z ?Dwunastu Krzeseł?. Towarzyszy mu zabawny sługa (niczym Igor z ?Młodego Frankensteina?). Rzecz się dzieje w średniowieczu (?Historia świata: Część pierwsza?), jednym z głównych pomagierów Robina jest czarnoskóry Achoo (?Płonące siodła?), bardzo często bohaterowie są niepokojeni przez ekipę filmową (?Lęk wysokości?, ?Kosmiczne jaja?) i znajdziemy tu typowy żart o wzwodzie (?Nieme kino?, ?Smród życia?). Poza tym występuje tu też Mel Brooks w roli rabina (niemal wszystkie jego filmy), a także kilka gwiazd kina, jak np. Patrick Stewart (znów ?Nieme Kino?). No i byłbym zapomniał ? swój udział w filmie ma też Dom DeLuise, czyli aktor, który występował u Brooksa nadzwyczaj często (wymienimy tylko rolę ojca Fiodora z ?Dwunastu krzeseł?). A także humor ? przede wszystkim humor, głupkowaty, idiotyczny i niezwykle zabawny. We may look like a pansies Nie mam zamiaru tu przytaczać samych gagów, bo to głównie dla nich warto po ten film sięgnąć (o ile ktoś go jeszcze nie widział), a potem sięgnąć raz jeszcze, i jeszcze, i jeszcze, i jeszcze. Coś w tym filmie takiego jest, że śmieszy nieustannie, nieważne ile razy się go widziało. ?Robin Hood i faceci w rajtuzach? jest przeładowany skeczami i żartami w takim stopniu, że tu właściwie nie ma minuty bez okazji do śmiechu. Nawiązania do wcześniejszych filmów Brooksa, parodie innych kreacji aktorskich (Dom DeLuise udaje Marlona Brando z ?Ojca Chrzestnego?), parodie historii, parodie gatunku, parodie parodii i satyra na parodie parodii. Tak wiele tu tego jest. I do tego nie ma tu żartów niskiego polotu, wszystkie ciekawe, złośliwe i gryzące. Faktem jest, że im więcej się o filmach w ogóle wie, tym większą radość da seans Brooksowego Robin Hooda. Od strony technicznej nie gryzie nic, aktorskiej ? również nic, humorystycznej ? jest lepiej niż może, filozoficznej? A po co to tu komu? Czysta rozrywka, proszę państwa, być może najczystsza w historii komediowego kina USA (wolę Monty Pythona). Oglądać warto, za każdym możliwym razem. *-szkoda, bo starsze filmy Brooksa nie są tak często puszczane, a ?Dwanaście krzeseł? jest warte takiej reklamy. Zwiastun Youtube Video -> Oryginalne wideo
  20. 1 point
  21. 1 point
    A wyobraźcie sobie jak się fajnie mieszka w mieście pełnym fanów "legiuni" i chce się wrócić późnym wieczorem ze stolicy do swego miejsca zamieszkania po dowolnym meczu, ligowym czy jakimkolwiek innym. Albo paść ofiarą zarzutu, że skoro nie masz łysego łba i szalika to jesteś ciotą, konfidentem, żydem*, komuchem, kibicem Polonii i nie zasługujesz na życie. Spróbuj przejść obok przystanku autobusowego, oklejonego ordynarnymi wlepkami o patriotyźmie w najbielszym tego słowa znaczeniu, hasłami typu "Legia Ultras - nienawidzimy wszystkich", logo browaru Królewskie i plakatami "zachęcającymi" do kupowania biletów na "żyletę". Postaraj się zrozumieć intencje sponsorów z branży browarniczej i okołosportowej (również sklepy związane z MMA i sportami walki) którzy fundują różne ekscesy typu naklejki z rasistowskimi hasłami, beczki wspomnianego Królewskiego i rozmaite grafy "zdobiące" mury miasta, które głoszą podniosłe hasła pokroju "Borzęchwice Wklęsłe wierne Legii", albo noszą portrety Deyny. I choć głowa rozboli, zastanów się jaki związek ma kibicowanie kilkunastu ludziom kopiącym łaciatą piłkę z ksenofobią, rasizmem, antysemityzmem, chuligaństwem i zwykłą, parszywą, jałową, zaciekłą nienawiścią. Przeraź się, że w przyszłym roku prawdopodobnie zamieszkasz w stolicy, i zastanawiasz się czy wolisz ultracką Pragę, bo taniej wyjdzie mieszkać, czy stosunkowo spokojny Tarchomin, z którego do centrum jest 1,5h. *piszę z małej litery bo wiadomo że w znaczeniu stosowanym przez wspomniane przez m(s) jednostki nie chodzi o osobę semickiego pochodzenia, a tylko to pojęcie zostało zbrukane i włączone do kibolskiej grypsery
  22. 1 point
    Plot twist - słowo "fan" jest skrótem od "fanatyk".
  23. 1 point
    http://www.morele.ne...85m-d3h-582757/ Możesz dorzucić?
  24. 1 point
    >3D era/universe>HD era/universe Dokładnego linkacza ci teraz nie znajdę, ale kiedyś ktoś z R* wprost powiedział, że w piątce nie zobaczymy postaci z San Andreas, bo są po prostu z innych "uniwersów". Zresztą to samo odnosiło się do czwórki
  25. 1 point
    Nikt. Albo ufasz CDA i je kupujesz, albo pismu nie ufasz i go nie kupujesz/nie sugerujesz się nim.
  26. 1 point
  27. 1 point
  28. 1 point
    Wyobraziłem sobie właśnie spotkanie tajnego bractwa moderatorskiego, które odbywa się w piwnicy rodowej posiadłości Smugglera. Zakapturzeni ludzie w czarnych pelerynach tworzą krąg wokół nagiego Stillborna, który leżąc na podłodze, z rozpostartymi ramionami dokonuje samobiczowania po jądrach i śpiewa falsetem "chwalmy cycki, już więcej nie zgrzeszę!"
  29. 1 point
    Na Światków Jehowy rada jest tylko jedna. Zniechęcić ich. Ja się obszedłem z nimi dość brutalnie, najpierw ich zapraszając, a później bezceremonialnie się nabijając z ich przypowieści. Zachowałem się jak buc, ale przynajmniej mam spokój. Ksiądz przestanie przychodzić po kolędzie, jak mu się to w twarz powie, by tego nie robił. Agresywny islam nie dotyczy Polski (póki co). Poza tym, zastanawia mnie jedno: skoro jedna i druga strona (wierzący/niewierzący/odcienie szarości między nimi) tak bardzo nie chcą być nawracani przez stronę przeciwną, to czemu sami to czynią? I nie, nie oczekuję odpowiedzi, bo ją znam. Tylko coś nie mogę tego pojąć... Cóż, trzeba wymyślić coś nowego, bo trochę nudno z tymi cyckami. Pewnie dlatego ignoruję tego typu wpisy/posty. Na to nic nie poradzimy. Internetowy butthurt, to już tradycja.
  30. 1 point
    tu jak podkręcić procka : a co do karty podkręcaj w CCC (prawy przycisk myszki i ATI Control Center) zakładka wydajność i tam kręcisz karty nie spalisz w 100% musiałbyś zmieniać napięcia a tego raczej bez odpowiedniego programu nie zrobisz przesuń suwaki o 10mhz i odpal gre (ew benchmarka) i jak nie wyskoczy blue screen lub paseczki male na monitorze to podkręciłeś karte
  31. 1 point
    Hahaha. Nie mogę normalnie... Może niech jeszcze dżihadystom powie, żeby się nie wysadzali w miejscach publicznych? W końcu między islamem a chrześcijaństwem różnice też są w wielu aspektach tylko kosmetyczne. Więc to też jego "koledzy". Ogólnie absurdalny zarzut. Może już lepiej skup się na mangowych cyckach.
  32. 1 point
    Nie można skoro za głoszenie poglądów niepoprawnych politycznie zostałem zbanowany. Dlatego nawet tam nie zaglądam. Nie wiem, może trzeba być lewakiem by tam pisać, wtedy jest ok?
  33. 1 point
    Ostatecznie sprawdzam (a przynajmniej mam taki zamiar) Terę. Mam tylko nadzieję, że pasek postępu instalacji kłamie i gra nie będzie się pobierać przeszło pięć godzin. Ja wiem, że internet rzędu 2 i coś mb/s to nie demon prędkości, ale jednak... Downloader nie żartuje. Ta gra naprawdę wymaga 24 giga na dysku? Ściąganie z prędkością od 500 do 1200 kb/s. To jakieś jaja. Już prędzej ściągnąłbym to z jakiegoś Chomika. A w dupie to mam. Na co mi gra, która dłużej się będzie ściągać niż w nią pogram?
  34. 1 point
    [LENISTWO INTENSIFIES] ale dobra... Przytoczę fragment powyższego wpisu, którego prawdopodobnie nie przeczytałeś pomimo usilnych namów ze strony innych ludzi: Tłumacząc na retardspeak, który może w końcu zrozumiesz: Nikogo nie obchodzi jaka firma jest promowana, a sam fakt promowania. To tak jakby pismo traktujące o polityce, reklamujące się jako bezstronnicze, nagle dodało do jednego numeru materiały promujące jedną partię.
  35. 1 point
    @Darkstar Twoja "logika" natomiast mnie odrobinę załamała. Żebyś jednak zrozumiał o co chodzi musiałbyś nauczyć się czytać... Jako, że jestem grzeczny i zaraz idę spać, wytłumaczę: I właśnie chodzi o to, że nie jest normalną grą, tylko grą F2P, która potrzebuje rozgłosu by zarabiać, a gdy nagle w piśmie pojawia się okładka, duży tekst o Wargamingu, część tipsomaniaka poświęcona ich następnej grze i waluta do gry, już po raz kolejny zresztą, to można się zacząć zastanawiać. Ale nie, nie można przeczytać tekstu powyżej. Lepiej wypisywać głupoty...
  36. 1 point
    Grał gościu z Abbota i Costello. Tak, grający Abbota. Mam nadzieję, że kolejny żart wychwycony
  37. 1 point
    Finally. Chyba najlepsza parodia w historii kina. Szeryf Rottingham to absolutny majstersztyk. Jego rozmowy z Janem dosłownie miażdżą. Nie mogło oczywiście zabraknąć wiedźmy, której radzi się książe. Jest tam jedna taka scena jaka dodaje różne składniki, wrzuca na patelnie, jakby chciała wróżyć, aż wreszcie "jak chcesz znać przyszłość to zatrudnij sobie wróżkę" i nagle okazuje się, że ona tam robi za kucharkę xD Pamiętam jak chodziłem do szkoły to ten film był na ustach wszystkich. Scena walki nad "brodem", zamek, sycylijscy mafiosi. "Celowałem w kata". Po prostu wymieniało się co lepsze cytaty z Robin Hooda. No i całkiem przyzwoite sceny walki jak na parodię.
  38. 1 point
  39. 1 point
  40. 1 point
    @UP Pewnie tak. Minie troche czasu zanim ilosc PS4 i XO podpietych do TV zblizy sie chociaz w polowie do ilosci konsol obecnej generacji posiadanych przez graczy. Ja sam pewnie nie kupie PS4 do czasu az nie wyjdzie wersja Slim, a na rynku nie bedzie sporo gier przeznaczonych na te platforme. Do tego R* zaczal prace nad GTA V kilka lat temu i tworzenie zupelnie osobnej wersji z bardziej zaawansowanym silnikiem na konsole, ktorych jeszcze nikt nie ma oznaczaloby tylko wieksze koszta produkcji. Zreszta nawet wersja na PS4/XO bylaby tylko troche ladniejsza wersja tego co jest teraz na PS3/X360, a nie nowa jakoscia pod wzgledem graficznym tak jak to bywa w okresie przejsciowym miedzy generacjami.
  41. 1 point
    Liczyłem na coś w rodzaju "BUY MORE GOLD" i jakiś fajny obrazek. ;_;
  42. 1 point
    No jacha, nobody's perfect (and I'm nobody ), ale przynajmniej szczerze przyznaje czego od gier oczekuje i jakie tytuły go jarają. BTW, to samo robi TB, który otwarcie mówi, że np. puzzle platformerów nie trawi, a ogrywa je i stara się nieco szerzej przedstawić ich wady i zalety. To jest imho uczciwe podejście. Dodatkową zaletą tych "recenzji" jest fakt, że możesz na bieżąco oglądać gameplay i komentarz do niego - wiele rekomendacji wziąłem sobie dzięki temu do serca, jak również wiele ostrzeżeń. W porównaniu z choćby tymi dwoma panami większość papierowych materiałów wypada blado. Smutne, bo choć nadal CDA kupuję (ot, lekka lekturka na wolną chwilę), to nie biorę ich opinii na poważnie. Za wiele kwasów było po drodze, żeby uważać ich za zupełnie wiarygodnych.
  43. 1 point
    W sumie racja - o ile AJ swoimi krzykami i machaniem rękoma potrafi irytować, o tyle ciężko czasem nie przyznać mu racji. Jedyne co mam mu do zarzucenia to zbyt wielka miłość do sandboxów, które mają u niego naprawdę dużo fory (10/10 dla Skyrima? Nie wydaje mi się).
  44. 1 point
    Mnie na początku też AJ odrzucił (recka Wiedźmina 2...), ale potem zauważyłem, że jednak ma łeb na karku i podchodzi do sprawy skrupulatnie. Also, polski typ humoru =/= amerykański typ humoru. Warto czasami odłożyć formę na bok i posłuchać CO mówi - z każdą recenzją i każdym tematem jest coraz bardziej profesjonalny i za to mu chwała. Rzetelne i pełne pasji omówienie tematu za każdym razem. A porównanie go do Roja uważam za, delikatnie mówiąc, chybione. Próbowałem niejednokrotnie słuchać tego, co mówi nasza YT gwiazda, odłożywszy na bok jego irytującą manierę - generalnie jest to bełkot, często do tego nawiedzony ("manifest graczy" - czy jakoś tak - polecam serdecznie).
  45. 1 point
  46. 1 point
    Moim ostatnim GTA było Vice City Stories w wersji PS2, a ukończyłem GTA3, Vice City i Liberty City Stories. Można więc powiedzieć, że w poprzedniej generacji dostałem swoje GTA fix i dlatego nie czuję parcia w chwili obecnej. Biorąc pod uwagę, że mam opóźniony zapłon względem tego typu produkcji, to mogę założyć, że GTA4 ukończę jakoś za 2-3 lata xD Nie zapominaj o europejskiej premierze SMT4 i nadchodzącej angielskiej wersji Ace Attorney 5. 3DS korci coraz mocniej :3 Szczerze? Pokemansy grałem, widzę czemu podobają się ludziom, ale mimo wszystko to nie mój kawałek chleba - za prosty gameplay, nieistniejący poziom trudności i zbyt wolne tempo. Liczę jednak na to, że może kiedyś się przekonam
  47. 1 point
    PLOT TWIST - byłem Dariusem od samego początku
  48. 1 point
    CDA kupuję z sentymentu, nie dla tekstów (które jakoś tak... nie bawią, jak w 2008 czy 2009) czy gier. Coraz częściej tylko przelatywałam pismo i odkładałam na półkę, najnowszego numeru nawet nie odfoliowałam. Zresztą... po kiksie, jaki odwalił Berlin z wiadomą zapowiedzią, pismo bardzo mocno u mnie straciło. Już wcześniej czuć było, że jest nie tak, ale ten tekst ukazał to wyraźnie - moje ulubione czasopismo o grach zniżyło się do poziomu IGN czy innego Gamespotu. Ja rozumiem, że żyć trzeba za coś, ale do ciężkiej cholery, niejasne umowy z wydawcami/deweloperami, kiksy w tekstach, oceny z sufitu, jakieś takie... uśrednienie pisma - to wszystko źle wpływa na moją opinię o CDA. O piśmie, które na poważnie wprowadziło mnie do świata gier, nauczyło co nieco o sprzęcie i które czytam już od ponad 5 lat. Od pięciu lat wydaję co miesiąc swoje kieszonkowe, choć równie dobrze mogłabym tego nie robić, newsów szukać w sieci, recki oglądać na YT (GamingBrit, Quaz, Angry Joe etc.), gry kupować w Bundlach czy innych Summer Sale'ach. I coraz częściej zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby za te 15 zeta kupić np. bilet na wspólny wypad do kina z wiadomym komuszkiem.
  49. 1 point
    W sumie to chyba najlepsze miejsce, by spiskować na życie Allora, panowie redaktorzy.
  50. 1 point
    Wiesz, mnie wciągnęło na 3 godziny i choć próbowałem, to kolejny raz do tego czegoś przysiąść nie umiałem.
×
×
  • Create New...