Dwie sprawy
Bez wstępu ? dwie sprawy. Zacznę od tej mniej ważnej. Mam tylko nadzieję, że nie porzucę tego wpisu w połowie pisania, jak trzy czy cztery poprzednie teksty...
Czasem zastanawiam się czemu jestem jaki jestem ? chodzi mi o bycie dobrym dla innych. Zawsze jak ktoś zwraca się do mnie z jakąkolwiek prośba, to w miarę moich możliwości (i byleby to było zgodnie z moimi zasadami) staram się mu pomóc. I nie oczekuję nic w zamian ? wystarczy mi po prostu wdzięczność osoby potrzebującej.
Zastanawia mnie jednak, czemu niektórzy nie niosą pomocy? Do metra wsiada jakiś facet i zaczyna bić siedzącą w środku kobietę. Trzej siedzący mężczyźni nie robią nic, prócz próby zawieszenia wzroku na czymkolwiek innym (chociaż nie wiem, czy słowo ?mężczyźni? w tym wypadku nie jest na wyrost). Dlaczego ich moralność nie zaczęła szarpać ich za ramię, by zrobili coś w kierunku powstrzymania napastnika? Było ich trzech ? on jeden. Bez problemów dali by sobie z nim radę. Jednak nie ? coś kazało im siedzieć i udawać że nic się nie dzieje. Obojętność na cierpienie ludzkie, czy może strach przed skierowaniem się napastnika w stronę jednego z nich?
Nie wiem ? może to ja odstaję od reszty, ale nie zawahałbym się pomóc ? inaczej gryzło by mnie sumienie, co i tak dzieje się często. Po prostu musiałbym pomóc ? taki odruch bezwarunkowy?
Drugą sprawą jest to, że? Cholerka, przydało by mi się ogolić <drapie się po zaroście na twarzy>. Nic, trzeba będzie zrobić to jutro rano?

4 komentarze
Rekomendowane komentarze