"Zaginiony Symbol" - troszkę o książce.
Wlasnie dzis stałem się szczęśliwym aczkolwiek też lekko zawiedzionym jakością wydania posiadaczem najnowszej powieści "bez wątpiena najpopularniejszego autora naszych czasów(No co...? Tak było napisane na okładce. Ja tylko cytuje)" Dana Browna.
Brown w swoich książkach zajmował się juz miedzy innymi iluminatami,Zakonem Syjonu,"dostało" się rowniez Watykanowi. Tym razem całość intrygi opierać się ma na masonach. W dwóch najbardziej popularnych książkach Browna(co nie znaczy ze najlepszych,wg mnie jego najlepsza powieść to malo doceniona "Cyfrowa Twierdza") zwiedzaliśmy juz Rzym oraz Paryż. W "Zaginionym Symbolu" arena wydarzeń jest Waszyngton. Z tego co wyczytalem w zapowiedziach i zajawkach tej książki akcja koncentrować się będzie wokół prób odnalezienia przez głównego bohatera(tego samego co w "Kodzie..." i "Aniołach..." porwanego przyjaciela(ktory to jest masonem). Langdon został rzekomo zaproszony przez swojego przyjaciela Petera Salomona do Waszyngtonu po to aby wygłosić jakis wykład na Kapitolu. Napisalem rzekomo bo jak tylko bohater pojawia się w stolicy USA okazuje się ze cale zaproszenie było pułapka. Langdon znajduje odcięta dłoń przyjaciela na ktorej wytatuowano rozne symbole i zostawiono masonski pierścień. Główny bohater oczywiście wyrusza na pomoc porwanemu kumplowi i jak zwykle w książkach Browna ma malo czasu. W rozszyfrowaniu zagadki znow będą pomagac mu wskazówki umieszczone na dziełach sztuki oraz piękna kobieta spokrewniona z porwanych(Langdonowi to dobrze. W każdej książce nowa laska. Wydaje mi się ze to malo konieczne żeby Brown w każdej książce tworzył uczycie miedzy bohaterem a jego pomocnica. W filmowej wersji "Aniołów i Demonów" zrezygnowano z romansu i wyszło to filmowi na dobre,No ale nie wazne,wspólne przeżycie niebezpiecznych zdarzeń zbliża ludzi wiec niech juz będzie)
Tak po krótce przedstawia się fabuła tej książki. Za lekturę tych ponad 600 stron zabiore się dopiero około poniedziałku bo w ten weekend niestety wypadł zjazd,i gdy juz skończę podziele się refleksjami)
Na koniec jeszcze troche o wydaniu. Książka kosztuje 45 zl. Wydana w twardej oprawie ale w dziwny dla mnie sposob. Mamy zwykła gładką okładkę na ktorej tylko na brzegu mamy autora i tytuł a dodatkowo papierową okładkę dodatkową z wydrukowana ładna grafika i innymi bajerami. Znając życie szybko się to zniszczy,i dlatego wolałbym zwykła okładkę. No ale coz. Jak jest taka to musi juz zostać. Na dzis to tyle. Jak przestanie padać śnieg to wybieram się jutro do szkoly i raczej przez weekend nic nie bede pisał. Narazie:)

3 komentarze
Rekomendowane komentarze