[Opowieści Starego Świata] Opowiadanie Wigilijne
24 grudnia 3666 roku piątej ery ? Wigilia
Na dworze rodzinnym Kanonów od samego rana trwają pośpieszne przygotowania do obchodów Święta Bożego Narodzenia, gdyż jak co roku wszystko zostało odłożone na ostatnią chwilę. Z samego rana Fern, używając przysłowia ?gdzie krasnoludów trzech, tam nie ma co jeść?, pozbyła się Dexa i jego dwóch krasych kumpli z dworu pod pretekstem zdobycia choinki.
Sama natomiast na polecenie swojej dobrej znajomej, kucharki Kaito, odszukała Inu i Fiolistkę, które miały ugotować wigilijny obiad. Jednak by ugotować wszystkie potrawy, potrzebowały kilku karpi, na które mieli wczorajszego dnia zapolować Sapcio, Noreen i Pisz w odległej od dworku strumieniu.
Harki i Ruda sprzeczali się natomiast, czy ozdoby choinkowe które mają wyczarować, mają być w kształcie czaszek i węży, czy też w kształcie serduszek, słoneczek i włosów z ogona jednorożca. Pogodziła ich przechodząca obok Tomala, która oznajmiła im wszem i wobec, że mają wyczarować zwykłe, okrągłe bombki i łańcuch z połączonych, posrebrzanych liści dębu.
Matete natomiast pojechał odebrać z dworca PKP Klaudię i Monikę, które poprzez strajk kolejarzy miały trzydniowe opóźnienie.
Kaito dyrygowała wszystkimi w kuchni, gdyż ukończyła wyższą szkołę gastronomiczną, więc jako jedyna wiedziała co jest jadalne. Inu ćwiartowała warzywa, ponieważ kilkadziesiąt lat temu, gdy nie było zakazu jedzenia wędlin podczas Wigilii, jako abstynentka nie mogła zbliżać się do krwistych mięs ? co jej zostało do dzisiaj. Fiolistka doglądała gołąbków, w międzyczasie pomagając przyrządzić Fern sałatkę oraz doprawiać barszcz. Praca szła sprawnie, zwłaszcza że w pobliżu nie było krasnoludzkich podjadaczy.
Krasnoludzki oddział do spraw zaopatrzenia w produkty Green Peace natomiast stał gdzieś głęboko w lesie zastanawiając się nad wyborem choinki. Drugim ich problemem było to, że zgubili się w lesie, ale tym postanowili się zająć gdy już zdobędą poszukiwany przez nich przedmiot. Po drodze spotkali wracających z połowów Sapcia, Noreen i Pisza. Oprócz karpi niesionych przez gladiatora na plecach, Sapcio i Noreen ciągli za sobą jeszcze jakieś inne zwierze. Obydwaj łowcy byli niepocieszeni, gdy okazało się że podczas Wigilii nie można jeść mięsa i upolowanego Gumisia muszą zostawić w lesie. Jako iż krasnoludy zgubiły się, a napotkani wędrowcy znali drogę powrotną, Dex wyciągnął swój topór i urąbał pierwsza lepsza choinkę.
Matete podjechał pod dworzec swoją wypasioną furą z mocą czterech żywych pegazów. Klaudia i Monika już na niego czekały, trzęsąc się z zimna. Nic dziwnego, skoro pochodziły z pustynnej części świata zwanej Varantem. Jednak poczuły się od razu lepiej bo wejściu do pojazdu którym przybył Matete ? był to przecież najnowszy model Alfa Montera, z kominkiem w środku.
Harki natomiast rozmyślał wraz z Rudą nad zaklęciem dzięki któremu wywołają pierwszą gwiazdkę na niebie, ewentualnie powstrzymają upływ czasu nim wszystko nie będzie gotowe. Praktykom tym sprzeciwiała się Tomala strasząc ich tym że przemieni się w jakąś niebezpieczną poczwarę i pożre ich żywcem, jeśli będą mieszać się w prawa natury.
Oddział krasnoludów wraz z rybakami dotarł wreszcie do dworku, niosąc ze sobą dużą ilość karpi oraz ponad trzymetrową choinkę. Stachu wszedł od razu do środka z całym połowem, a krasnoludzi i łowcy za pomocą lin postanowili postawić choinkę. Po dłuższej chwili rozkminiania czemu choinka nie chce stać prosto, pod kątem dziewięćdziesięciu stopni do podłoża, okazało się że została ucięta równo, ale pod warunkiem że stałaby na urwisku o nachyleniu sześćdziesięciu dziewięciu stopni.
Piszu natomiast wparował do kuchni wraz z karpiami, za których przyrządzanie zabrały się przybyłe przed chwilą Monika i Klaudia. Kobiety pracujące w kuchni uwijały się szybko ? już siedem z dwunastu wigilijnych potraw były gotowe. Lecz to wszystko szło sprawnie do czasu, kiedy to właśnie Piszu przyniósł ryby ? gdyż nikt nie miał serca i odwagi pozbawić ich życia. Padło w końcu na mężnego paladyna Matete, który uznał to za swój święty obowiązek.
Ruda natomiast na prośbę Konjela pojawiła się na dworze, by pomóc drużynie krasnoludzkiej przy choince. Tuż obok zmaterializował się Harki, który miał trzymał w rękach ozdoby wigilijne. Ruda za pomocą czarów unieruchomiła drzewko w powietrzu, po czym razem z elfickim mrocznym magiem zabrała się za wieszanie ozdób na choince. Nad wszystkim czuwała zdyszana Tomala, która spuszczając tą dwójkę na chwilę z oka, biegała szukając ich po całym dworku.
Drużyna krasnoludów natomiast wpadła do wielkiego salonu, by ustawić wszystkie stoliki jeden przy drugim tak, by powstał jeden, wielki stół do którego będą mogli zasiąść wszyscy.
Matete z tasakiem w reku stał nad karpiami, odrąbując po kolei każdemu głowę. Robił to w kuchni, z tego też powodu prace nad daniami zostały chwilowo wstrzymane. Na placu boju pozostała jedynie Kaito, która czuwała by paladyn nie odrąbał zbyt wielkiej części ciała razem z głową ryby.
Natomiast KFern i Inu udały się do salonu w którym krasnoludzki oddział szturmowy kończył układanie stołów, by rozłożyć na nich białe obrusy. Gdy mijali się w przejściu, Fern szepnęła do Dexa coś jakby ?tylko z dala od kuchni?.
Po ubraniu choinki wszystkie kobiety zleciały się do kuchni, gdzie paladyn Matete skończył swoją święta misje. Wszystkie zabrały się za kończenie potraw wigilijnych, a mężczyźni, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, zasiedli już do stołów ? każdy zostawiając obok siebie wolne miejsce dla swojej wybranki.
W końcu i kobiety przybyły zasiąść do stołu, a wyczarowani przez Harkiego kelnerzy ? szkielety zaczęły wnosić posiłki. Gdy przed każdym leżał już nalany talerz z barszczem, ktoś zapukał do drzwi. Wszyscy nerwowo popatrzyli po sobie, a Matete poszedł otworzyć drzwi. Okazało się że to Mikołaj, którego zawiódł pojazd ? jeden z jego reniferów zgubił podkowę. A że na zewnątrz są zaspy, to pomoc drogowa dzisiaj przybyć nie może. Jak na dobre maniery i tradycję przystało, wolne miejsce przy stole się znajdzie ? toteż Mikołaj zawitał na Wigilijnym obiedzie w dworku Kanonów.
Kaito przypomniała, że zanim zaczną jeść, trzeba się pomodlić ? jednak nikt za bardzo nie palił się do tego. Nawet poproszony o to Mikołaj odparł, że on tu tylko sprząta. Postanowiono, że każdy pomodli się we własnej (plugawej czy też nie) duszy. Gdy już każdy skończył, zabrano się do jedzenia. Podczas uczty starano się zachować tradycję ciszy podczas jedzenia, ale tylko przez pierwszych kilka minut. Wszyscy jedli, pili, rozmawiali i śmiali się. Na stołach co jakiś czas zmieniano puste talerze na pełne z nowymi potrawami. Dex razem z Przemem i Konjelem opowiadali o czasach wojen Nordmarskich, Harki zabawiał wszystkich czarami wraz z Rudą. Tomala patrzyła na to wszystko z przerażeniem ? jak oni mogą łamać tradycje i tak się zachowywać. Fern myślała o kradzieży złotych sztućców, jednak po jakimś czasie postanowiła że sama siebie okradać nie będzie. Matete prowadził z Sapciem i Noreen konwersację na temat wyższości ludzi nad elfami, a Monika, Klaudia i Inu wsłuchiwały się w opowieści krasnoludów. Piszu, Fiolistka i Kaito z kolei zagadywali Mikołaja o poszczególne prezenty dla każdego z nich.
W końcu ostatnie potrawy znikły z talerzy i nastał czas dzielenia się opłatkami i składania sobie życzeń. Moment ten upłyną w rodzinnej atmosferze, gdyż nawet krasnoludy bratały się z elfami. Ucichły spory i konflikty dnia codziennego. Gdy już każdy wypowiedział formułkę wymyślaną naprędce, a opłatki już się skończyły, wszyscy jednogłośnie krzyknęli ?prezenty?.
Wybiegli na zewnątrz pod choinkę, pod którą leżało kilkanaście pudeł z prezentami. Jednak Mikołaj zatrzymał ich, po czym zaczął rozdawać je pojedynczo, gdyż nie chciał tutaj zamieszek niczym podczas meczu Unii z Tarnovią.
Gdy już każdy został obdarowany, wszyscy wrócili do salonu, by dalej rozmawiać, śmiać się i radować z tego dnia spędzonego w rodzinnej atmosferze? A co było dalej? To już opowieść na inną okazję?

1 komentarz
Rekomendowane komentarze