Spider-Man 3 - recenzja
Dwie (w szczególności jedynka) poprzednie odsłony ekranizacji kultowego komiksu były dobre. Pierwsza oczywiście przedstawiała początki superbohaterskiego fachu Petera Parkera, a w roli łotra wystąpił Norman 'Green Goblin' Osborn. Jego śmierć otworzyła wątek, który został wykorzystany w kontynuacji. Harry, syn Normana chce ukarać winnego śmierci swego ojca, czyli Spider-Mana. Odkrywa, że pod maską kryje się twarz jego przyjaciela Petera.
Historię Harry'ego napisałem nie bez powodu. Za sprawą nie tak do końca martwego taty wraca w trzeciej części jako New Goblin. W międzyczasie z więzienia ucieka prawdziwy zabójca wujka Bena, Flint Marco, który w wyniku wpadnięcia do reaktora zamienia się w Sandmana. Jakby tego było mało z kosmosu przylatuje tajemnicza maź, pragnąca "bliżej poznać" Spider-Mana. Więc gdzie tu miejsce dla zwykłego fotografa zakochanego w Mary Jane? Wybranka Parkera już po pierwszym występie wylatuje z Broadway'a. Złości ją pycha Petera. Wszak Spider-Man jest bardzo sławny, a Parker nie omieszkuje jej o tym przypominać. Radość odnajduje u boku... Harry'ego, który w wyniku wypadku traci na jakiś czas pamięć. Do kłopotów w miłości i kłopotów z czarnymi charakterami dochodzą kłopoty w pracy. Miejsce Parkera pragnie zająć Eddie Brock. I tak dochodzimy do momentu, kiedy to z pomocą Spidey'owi przychodzi czarny strój znacznie zwiększający siłę. Peter nic nie robi sobie z ostrzeżeń doktora Connorsa, że noszenie na sobie symbionta może wyrządzić wiele szkód. Dzięki kostiumowi Spider-Man pokonuje Sandmana (jak się okaże piasek jeszcze powróci) i dokonuje zemsty na Goblinie. Agresja w Parkerze rośnie, a po uderzeniu Mary Jane podejmuje decyzję o zdjęciu symbionta. Ten natychmiast znajduje nowego nosiciela, upokorzonego Eddiego Brocka. Razem tworzą drugiego człowieka-pająka - Venoma. Oczywiście film kończy wielka bitwa wszystkich bohaterów. Nie zdradzę jak wszystko się skończyło.
Po obejrzeniu filmu byłem zawiedziony postacią Venoma. Moim zdaniem twórcy zmarnowali potencjał w nim drzemiący. Jest go zdecydowanie za mało. Zresztą wygląda bardzo licho. Komiksowy symbiont był masywniejszy i groźniejszy. Niemniej warto tą część zobaczyć, bo cała reszta stoi na wysokim poziomie.
7+/10
PS
Przypominam o ankiecie, która od jakiegoś czasu jest na blogu. Osobom biorącym w niej udział dziękuję za poświęcenie chwili na oddanie głosu.

0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia.