Poszukuję pracy, nie znajduję pracy
Przyjechałam do Wocławia na początku października, pewnie jak większość studentów. Głowa pełna marzeń - zaczynam studia, i to jeszcze na takim kierunku, dziennikarstwo muzyczne! Trzeba tylko znaleźć pracę i dalej jakoś pójdzie.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Mam 20 lat. Pochodzę z małej miejscowości. Nigdy nie robiłam superpoważnych rzeczy, nie mam megadoświadczenia, więc nie mam co marzyć o dobrej pracy. Ale ok, nie musi być dobra, byle się utrzymać.
Zaczęłam od internetu - coś mało tych ogłoszeń dla kompletnych laików takich jak ja. Może gazeta? Poczułam się jak w starych filmach, idę po gazetę, przygotowana na żmudne przeglądanie i zakreślanie interesujących pozycji. Żmudno nie było, jakoś ciężko było mi przekonać samą siebie, że "Młode panie do nocnego klubu, WYSOKIE ZAROBKI!!" tyczy się zwykłego kelnerowania.
Może wybiorę się na miasto, w sumie od tego powinnam zacząć? Wszystko pięknie, moje CV spadło na miasto niczym propagandowe ulotki w latach 40. Nic, cisza.
Minęły dwa tygodnie, pierwsze zjazdy na uczelni, ja dalej robię to samo. Wysyłam, dzwonię, chodzę. Jest, jest odzew! Jeden,, drugi, trzeci, może coś się ruszyło? Z rozmowy kwalifikacyjnej na rozmowę, coś pewnie dostanę, choćby i pracę na kasie, cokolwiek, dłużej tak nie dam rady.
Niestety. "Przykro nam, ale pani doświadczenie jest za małe, może kiedyś". Cholera, do pracy w sieciówce i w śmiesznym uniformie?? Przecież chcę się uczyć, jestem zdolna, młoda, chętna, wiec o co chodzi?
Znalazłam w końcu pracę. Za jakieś 800 zł. Może jestem wybredna, ale nie przeżyję z tego, pracując 10 godzin na dobę. Samo mieszkanie i szkoła to ponad 800, chciałabym czasem coś zjeść, taka moja wada.
Już wiem, o co chodzi. Niestety życie jest brutalne. Pewna firma nie ma naboru, a jednak dzwonią do mnie, przeprowadzają rozmowę, są grzeczni, mili i cud - miód. Nie wysłałam CV. Dałam koleżance, żeby zaniosła do siebie do pracy. Tego nie dostałam, ale już wiem, że skupię się na ludziach, którzy mają dojścia. I tak to się kręci.
P.S. Wczoraj widziałam na dworcu bardzo eleganckiego pana w szarym płaszczu, stał w przejściu i grał na flecie poprzecznym, obok oczywiście jakiś kubeczek na drobne. Był bardzo żywy, sprawiał wrażenie zadbanej osoby, która niejedno juz w życiu widziała i robiła. A na kartonie wypisał szwankującym markerem: "Znam j. niemiecki (biegle), j. angielski (bardzo dobrze), szukam pracy". Gdybym miała własna firmę, taki pan dostałby u mnie posadę, ciekawa jestem jego historii. Szkoda tylko, że z racji wieku nigdzie go nie chcą. Podziwiam za wytrwałość.

16 komentarzy
Rekomendowane komentarze