Aaapstryk!
Oto nadszedł dzień, w którym trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Zadanie to będzie o tyle problematyczne, że każde kolejne drgnięcie wskazówki nieznośnie głośnego o tej porze dnia zegara sprawia, że moje własne ślepia systematycznie odmawiają już posłuszeństwa, a nawet zdecydowanie domagają się kilku godzin urlopu.
Mógłby ktoś powiedzieć, że kawy mi trzeba, że ona mnie na nogi postawi. Dziękuję, posiedzę. Głównie dlatego, że nie należę do wielbicieli tej smolistej cieczy. Poza tym zawsze jest przynajmniej jeszcze jedno dobre rozwiązanie. W moim przypadku wystarczyło zegar z mojego biurka schować do szuflady. Ta zagrywka psychologiczna powinna dać mi te kilka cennych minut potrzebnych do podzielenia się z Wami tym, co za chwilę będziecie mogli zobaczyć poniżej. Swoją drogą, wszyscy mi zawsze powtarzali, że czasu oszukać się nie da, a tu taka niespodzianka.
Ale czym właściwie ma być ta wspomniana na początku prawda? Muszę Wam coś wyznać. Mój pseudonim artystyczny to theconverse i... jestem uzależniony.
Nie ty pierwszy powiecie pocieszająco. Owszem, nawet nie ostatni. Wielu takich się jeszcze po mnie pojawi. To akurat mogę Wam obiecać. Ale co mi właściwie jest? Od pewnego czasu zauważyłem u siebie charakterystyczne symptomy głodu fotograficznego. Czym ten głód jest? Mocno to uproszczę, ale chyba to pozwoli Wam zrozumieć. Wstyd się przyznać, ale ja już nie potrafię normalnie funkcjonować, gdy nie mam przy sobie mojego zautomatyzowanego szkicownika rzeczywistości. Tak, macie rację, mam na myśli najzwyklejszy aparat fotograficzny. Ale ja wolę go nazywać inaczej. To dlatego, że on nie tyle robi zdjęcia, co pozwala na zapamiętanie małego fragmentu świata. Takie tu i teraz w moim wszechświecie zapisane na plastikowej kartce pamięci.
Ale to przecież tylko szkic. Zawsze mogę go poprawić, zmienić, narysować na nowo. Stąd właśnie mój upór, by nie nazywać go aparatem, a szkicownikiem. Nie wystarczy przecież wycelować, nacisnąć spust i pracę zakończyć. Nie, ona się dopiero zaczyna. Chyba, że Wy lubicie akceptować to co dostajecie bez słowa sprzeciwu, bez jakiegokolwiek zająknięcia nawet. Przecież nie oszukuję sam siebie tworząc nową wizję znanego wszystkim świata. Może ja właśnie chcę, by pozostali ten mój twórczy zamysł dostrzegli i przyjęli za swój. Wtedy rzeczywistość nie będzie już taka jak w momencie szkicowania. Ona będzie już bliższa temu, co sobie o niej wymyśliłem. Nie tylko ja ją przecież będę widział.
Teraz pozwólcie, że użyczę Wam na chwilę moje oczy. Ale ostrożnie, dobrze? To akurat jedyne, które aktualnie posiadam. Na początku mogą delikatnie obcierać, także dajcie sobie kilka minut na odpowiednie dopasowanie?
I jak? Co sądzicie o takim postrzeganiu świata? Trzeba do niego przywyknąć, ale chyba moglibyście żyć dalej spoglądając moimi oczami, prawda? A może sami weźmiecie szkicownik w dłonie i pokażecie mi swoje otoczenie? Tylko uprzedzam, to uzależnia. Na szczęście zazwyczaj jedynym objawem jest nietypowy kata? Aaapstryk! No tak. O tym właśnie mówiłem.
Zaloguj się, aby obserwować
Obserwujący
0

5 komentarzy
Rekomendowane komentarze