Skocz do zawartości

poCONVERSE'ujmy o...

  • wpisy
    235
  • komentarzy
    1993
  • wyświetleń
    108932

Good bug is a dead bug.

Zaloguj się, aby obserwować  
theconverse

128 wyświetleń

Szósty dzień tygodnia jeszcze kilka lat temu nieodłącznie kojarzył mi się z wczesnym wstawaniem, gargantuicznym wręcz talerzem przysypanym barwnymi kanapkami i sokiem w kartoniku, który to wytwór przemysłu papierniczego* zazwyczaj forsowany był w jedyny i niepowtarzalny sposób, bo za pomocą ołówka. Niekoniecznie dobrze zaostrzonego trzeba dodać. I kiedy
BAMsE
notuje teraz co trudniejsze słowa, ja na Waszych oczach wyprowadzę wspólny mianownik dla wymienionych przed chwilą elementów.
:happy:
A był nim zupełnie inny świat, do którego można się było dostać wyłącznie za pomocą drzwi zwanych wyobraźnią.

Tak naprawdę takich światów były tysiące. W jednym z nich usłyszałem kiedyś słowa, którymi zatytułowałem ten wpis. Ich autorem był pewien najemny zbir. Mówili na niego First, bo ponoć zawsze pierwszy dawał w mordę. W dowód osobisty mu nie zaglądałem, ale przedstawił się jako Deekeon Robinson. Zawsze myślałem, że to imię zapisuje się troszkę inaczej, ale zabrakło mi śmiałości by go o to zapytać. Tam gdzie go spotkałem i tak mało kto potrafił czytać i pisać. Za to praktycznie każdy był skarbnicą ludowych mądrości. No i zawsze, ale to naprawdę za każdym razem witali mnie słowami: "
Howdy, stranger!
" Taki to już urok podróżowania przez pustkowia?

Ale o tym wiedzą tylko nieliczni, którym dane było poznać magię drzemiącą w papierowych grach fabularnych. Tylko tutaj wyświetlana grafika była zależna od tego, co kto miał w głowię, a nie ile miał w portfelu i na jaką kartę graficzną mógł sobie pozwolić. I ten niezapomniany do teraz dźwięk turlających się po stole kości dwudziestościennych. "
Trwaj chwilo, jesteś piękna
" chciałoby się zakrzyczeć. Dwa takie fragmenty z przeszłości udało mi się dzisiaj odnaleźć wśród delikatnie już przykurzonych zapisków zapalonego niegdyś gracza. Każdy z nich stanowi wstęp do czegoś na wzór przygody. Są to bardzo krótkie opowiadania, które pozwalały lepiej ?wejść w skórę? odgrywanych postaci, którym przyszło zmagać się z rzeczywistością zniszczoną przez nuklearny konflikt. Zapraszam Was zatem do świata, gdzie wyniszczona wojną z inteligentnymi maszynami ludzkość stanęła nad przepaścią i tylko od nas graczy zależało, czy odnajdzie w sobie siłę by odwrócić się na pięcie, dobyć zawsze wiernego Colta M1911 i wpakować cały magazynek blaszanej paskudzie prosto w pysk. Przyjemnej lektury!

* kartonik, nie sok
:wink:

UTOPIA

Każdy kiedyś słyszał o Utopii, niewielkiej mieścinie, która zniknęła z mapy świata. Sam będąc jeszcze szkrabem, pamiętam jak dziadek opowiadał mi historię o tym tajemniczym miejscu. Miasteczko to tak naprawdę nigdy nie istniało. Było zakątkiem naszej wyobraźni, miejscem do którego klucz mieli tylko wybrani? lub szaleńcy. Wielu próbowało ją znaleźć, bo ponoć kto tam dotarł, napotykał niesamowite bogactwo. Mówiono o skarbach, przy których Fort Knox to drobniaki, które można wydać na kawę z automatu. Zawsze chciałem tam trafić nawet za cenę szaleństwa. Nigdy jednak nie potrafiłem. Teraz pozostało mi tylko szaleństwo i moja mała, miękka cela.

Choć bywają piękne, szmaragdowe burze piaskowe są bardzo śmiertelne. Nazwano je tak, gdyż niebo o tej porze roku nabiera szmaragdowej barwy, a piaski pustyni w zatknięciu z błyskawicami pozostawiają po sobie małe kamienie w kolorze soczystej zieleni. Na własne nieszczęście trafiliśmy w sam środek takiej burzy. Zielone piekło jakie rozwarło się nad naszymi umęczonymi głowami zmusiło do ślepego brnięcia przed siebie, byle schronić się przed tym co miało dopiero nadejść. A dziać się miało wiele. Na początku wiatr stawia piaskowe ściany, a deszcz tnący wszystko na swej drodze, skażony i kwaśny, potrafi na trwałe uszkodzić wzrok. Później piasek zamyka się nad człowiekiem, tworząc ciasny, głośny pokój. Nikt nie wie dlaczego tak się dzieje. Mówią, że to wpływ promieniowania, anomalie pogodowe. Inni wspominają o ponurym żarcie tych na górze. O zabawie w trzy kubki, gdzie kubkami są piaskowe pudełka, a szukanym przedmiotem tkwiący w nim właśnie ludzie.

Ostatecznie każdy traci przytomność. Każdy. Był taki, mówili mu Blady Bob, co naszprycował się lekami pobudzającymi i wszedł do piaskowego pokoju. Myślał, że sobie poradzi. Następnego dnia znaleźliśmy go w kawałkach. Nie wytrzymał biedak napięcia. Ale jeśli tylko masz szczęście, trafisz przed bramę. Nie, nie tę. I nie stoi tam żaden cholerny św. Piotr. Bramę Utopii. Ponoć jest piękna. Cała skrzy się od złotych wykończeń. Ta jednak była zwyczajnie zardzewiała. Dookoła zaś rozchodził się wysoki na kilkanaście metrów mur. Burza nadal szalała, choć tutaj była jakby troszkę spokojniejsza. Nagle rozległ się krzyk. Ktoś wołał z góry?

EMPTY GROUND

Part 1: three of them

Chapter 1: Sense

Po długiej i męczącej drodze, gdy chłodnica dodge?a miała już ochotę umrzeć z gorąca, a elektryka działała już tylko w trybie przerywanym, na horyzoncie ukazał się zarys małego miasteczka. Budynki choć słabo widoczne, zdecydowanie wyrastały ponad ogromną chmurę chemikaliów wypluwanych raz za razem przez piętrzące się kominy. To na pewno było miasteczko przemysłowe, a okropny odór było czuć już z kilku kilometrów. Nieustannie wypychane do atmosfery gazy już nie tylko przesłaniały całe miasto, co bardziej płonęły najgorętszym ogniem jaki wykrzesać mógł tylko Moloch.

Chapter 2: El Sekatore

A paliwa miało starczyć przynajmniej do Toledo! Już nigdy nie uwierzę ludziom pustyni. Nigdy! O, jakieś światła na horyzoncie. Zdecydowanie muszę się tam dostać. Ale dlaczego te płomienie mają kilkanaście metrów wysokości, a ja czuję jakby mi się gotowała krew?! Pieprzone upały!

Chapter 3: Nick Parkins

Dwieście gambli za głowę jakiegoś zawszonego mutka? Czemu nie. Połowa teraz, połowa po robocie. W końcu to tylko jeden ścierwojad i do tego lekko przygłupi. Zróbię co trzeba w tym mieście, a za trzy dni będzie na mnie czekał transport do Detroit. Jesteś już martwy, mutancie!

Part 2: souvenirs from the journey

Chapter 1: meet my friends

Jeśli tak dłużej pójdzie, to zostawię tu na chodniku moje płuca. Ten dym zaraz przeżre mi gardło. No i jeszcze te dziwne dźwięki. Co to ma być?! Ktoś próbuje kosić asfalt, czy co? No i albo ten cały smród rzucił mi się na oczy albo kogoś w tej gównianej mgle widziałem. Gdzie tu jest pieprzona klimatyzacja?! Zostawmy jednak ten hałas i dym w spokoju. Tu na pewno ktoś jest. Czuję to. Cały czas się na mnie patrzy. Dlaczego to miasteczko musi być jedyną drogą do Detroit?

Chapter 2: how nice

Miasto wygląda na nienaruszone przez wojnę. Domy jak stały, tak stoją. Nawet drogi są całe. No może oprócz tych kilku wyrw, no ale każdemu może się zdarzyć małe trzęsienie ziemi. Miasto jest całe?! Przecież tu nie widać nic na więcej niż dwadzieścia metrów! Ale przynajmniej dawni mieszkańcy byli chętni zostawić nam swoje sprzęty. Ten samochód troszkę się odkurzy i będzie jak nowy. Aaa! Parzy! Przeklęty grill, a nie miasteczko!

Chapter 3: world of darkness

Czy ja wariuję, czy słyszę dzieci? Wyraźnie słyszę te ciche głosiki. Tu musi ktoś być. I cały czas ktoś patrzy. Czuję się jak jakaś zwierzyna łowna. Czekać tylko jak ktoś mi lufę w tyłek wepchnie. Dźwięk ciężarówki! Głośny warkot starego trucka. Znam ten warkot! I znam ten zapach! Ciężarówka pełna trupów, która widziałem już na pustyni. To przestaje być zabawne. Cholera! To wcale nie jest zabawne! Co do??! Co to ma być?! Nikt nie będzie zrzucał na mnie zwłok, nikt! Choć tu popaprańcu, dam ci ołowiany prezent.

Zaloguj się, aby obserwować  


4 komentarze


Rekomendowane komentarze

Gość
Dodaj komentarz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

×
×
  • Utwórz nowe...