Skocz do zawartości

poCONVERSE'ujmy o...

  • wpisy
    235
  • komentarzy
    1993
  • wyświetleń
    108932

Ten bez domu, ten bez marzeń...

Zaloguj się, aby obserwować  
theconverse

179 wyświetleń

Zanim tekst właściwy, kilka słów wprowadzenia. Gdy zakładałem swojego bloga, domyślnie postrzegałem go jako miejsce przeznaczone na komentarze związane z WWWeekendowymi Konkursami. I póki co, taki ma on głównie charakter. Ale przyjąłem również, że zawsze dwa z siedmiu wpisów będą traktowały na tematy całkowicie inne. Można powiedzieć, że takie życiowe i dotyczące każdego, ale opisywane jednak z mojej perspektywy, z wszystkimi tego wadami i zaletami. I tutaj muszę przyznać się do poczucia ogromnej pustki, która przez cały dzień nie pozwalała mi zadecydować czym chciałbym się z Wami podzielić. I tak godzina po godzinie coraz to bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że będę zmuszony te kilka zdań poświęcić sytuacji jaka się dziś przytrafiła, a która tyczyła się sporu odnośnie zdjęć konkursowych. Zainteresowanych odsyłam do odpowiedniego wątku na stronie głównej*. Wydarzenie to ciekawe i według mnie wymaga szerszego opisania. Może więc zajmę się tym jutro, choć wolę niczego nie obiecywać.

*

Tym razem chciałbym, żeby Wasze spojrzenia powędrowały w zupełnie inną stronę. Poniżej będziecie mogli zapoznać się z czymś, co przypomina tekst dziennikarski, być może nawet reportaż. Nie dotyczy on jednakowoż konkretnej osoby lub sytuacji, ale stanowi pewien obraz rzeczywistości, z którym zapewne każdy z nas kiedyś miał styczność. Niech moje słowa będą zaledwie zarysem tego, co sami bardzo wyraźnie dostrzegacie. A może dopiero zaczniecie zauważać. Tyle ode mnie. Teraz o tym bez domu, o tym bez marzeń?

Sznurek rozgrzanych popołudniowym słońcem samochodów przesuwał się powoli, brnął mozolnie od świateł do świateł. Jak zawsze o tej porze. Ludzie przyklejeni do szyb swoich pojazdów wypatrywali przed sobą własnych domów, oczekującej z obiadem rodziny. Zaraz obok stoi przystanek, taki zwyczajny, z krzywo przyklejoną reklamą modnego pisma dla panów. Tłum czekających, każdy zajęty swoim własnym życiem. Nikt nie zauważa, a może nie chce zauważyć jego? tego bez domu.

Ich uwagę zwraca dopiero upadająca z niestosownym brzękiem pusta aluminiowa puszka. Jeszcze chwilę temu zawieszeniu w bezruchu własnych przemyśleń powoli odwracają głowy, wymierzają spojrzenia na tego, który śmiał im przeszkodzić w bezgłośnym oczekiwaniu na spóźniony już kwadrans autobus.

Rozgarniane w chwilowym szale śmieci lądują obok śmietnika. Trzask tłuczonego szkła przenika wszystkich wokół. Patrzą z niesmakiem na tego? szczura, brudasa, na tego łazęgę. Tak o nim mówią. Eleganckie panie odwracają się z wymalowanym na twarzy zażenowaniem, młodzi chłopcy wytykają palcami. Jednak miejska wrzawa zagłusza, całkowicie pokrywa po cichu ronione łzy zgarbionego mężczyzny. Niektórzy nie mogą zrozumieć, że ten aluminiowy skarb może być czyimś ciepłym posiłkiem, kolejnym dniem. Nie potrafią zobaczyć w tym zbieraczu człowieka, takiego jak oni sami. A on jest taki sam, a przynajmniej był jednym z nich jeszcze kilka miesięcy temu.

Pracował w dużej firmie. Nie, nie był tam nikim szczególnie ważnym. Pracownik zdecydowanie średniego szczebla. Ale wtedy prowadził godne, dostatnie życie. Miał do kogo wracać po pracy. Piękna żona zawsze na niego czekała, dzieci wypatrywały jego powrotu przez małe okienko w kuchni. Stało się. Firma zbankrutowała. Zaczęło brakować pieniędzy. Żona przyzwyczajona do wygód i drogich prezentów znalazła to u innego. Dzieci zabrała ze sobą. On został sam. Choć nie, była z nim jeszcze jego towarzyszka, ruda kotka Lilit. Przyjaciół nigdy nie miał, nie miał na nich czasu. Rodzice odeszli już kilka lat wcześniej. Załamał się.

Jego imię jest nieistotne. On sam mówi, że już nie potrzebuję imienia. Dziś i tak nie jest ono nic warte, nie nakarmi go. Gdzie teraz mieszka? Nigdzie i wszędzie zarazem. Śmieje się, że jest trochę jak obozowicz, bo zawsze ma ze sobą ogromy plecak, a śpi tam, gdzie go nogi poniosą. Dnie spędza w centrum miasta, bo tam zawsze można znaleźć coś na handel, może nawet jakieś jedzenie dostanie. Wieczorami wraca do swojego obozowiska, na skraju miasta. Ze starych aluminiowych rurek, podziurawionego koca i kawałka blachy zrobił sobie lokum. Spogląda w niebo, uśmiecha się i chwali pogodę, mówi, że teraz ciepło, nie marznie nocami. W zimie pomysł z leśna altanką by się nie sprawdził. Kiedy mróz bezlitośnie kąsał, udawał się do noclegowni. Jest ich kilka, niczym szczególnym się nie różnią. Są po prostu ugrzane i ciasne. Teraz nie chce się tam pojawiać. Nie umie patrzeć na takich jak on, widzi wtedy samego siebie, swoje dawno temu utracone życie.

Dlaczego zgodził się porozmawiać, pokazać trochę własnego świata? Powiedział, że lubi przebywać z młodymi. Tylko oni kojarzą mu się z czymś miłym, z własnymi dziećmi. Nie ma już z nimi kontaktu. Chciałby mieć, ale woli, żeby one pamiętały go takiego jakim był kiedyś, kimś kogo oczekiwały z niecierpliwością. Nie takiego dziada, jakim się stał. Po chwili mówi, że to dobrze mieć marzenia i całe życie by do nich dążyć. To jest prawdziwe szczęście.

Po tych słowach odwraca się, zarzuca swój wielki plecak na ramię i na odchodnym dodaje:
Ja już swoje przeżyłem. A marzenia? Te zostawiłem w swoim starym domu
?

Zaloguj się, aby obserwować  


6 komentarzy


Rekomendowane komentarze

I właśnie dlatego piszę. By ktoś po przeczytaniu chociaż przez moment się zastanowił. Ale przede wszystkim by rozpocząć dyskusję, bo dopiero wtedy ludzie zaczynają myśleć, analizować. Kontakt z drugim człowiekiem zawsze nas zmienia w pewnym stopniu. A ja chcę zmieniać się razem z Wami. :wink:

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Ale podejrzewam, że już w pierwszej takiej sytuacji jak opisana, nikt nie będzie pamiętał o tym tekscie (niestety).

Żeby zacząć myśleć w ten sposób trzeba by dyskusji na ten temat, jak sam zresztą napisałeś.

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Zajrzę tutaj znowu i przeczytam to jeszcze raz, kiedy niedługo przyjdzie mi zmierzyć się z reportażem na studiach. Bynajmniej nie po to by coś skopiować ale by poczuć coś, co niektórzy nazywają weną. A tak przy okazji to częściej powinieneś zamieszczać tu podobne teksty, zamiast komentować cotygodniowe konkursy.

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Konkursy chciałem opisywać zakładając tego bloga, ale być może ten tekst nie pozostanie tylko pojedynczym epizodem. Choć nie ukrywam, że bliższe mi jest pisanie z zachowaniem większego dystansu do rzeczywistości, nie tak poważnie jak w tym przypadku. Wszystko zależne jest tak naprawdę od ilości wolnego czasu, a tego zbyt wiele ostatnio nie mam i od aktualnego nastroju oczywiście.

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
Gość
Dodaj komentarz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

×
×
  • Utwórz nowe...