Skocz do zawartości
  • wpisy
    86
  • komentarzy
    185
  • wyświetleń
    28391

Torchlight

Zaloguj się, aby obserwować  
LordTyrranoos

476 wyświetleń

Oczekiwanie na nadejście wielkiego i niekwestionowanego hitu, jakim niewątpliwie będzie trzecia odsłona powstałej w 1996r. serii Diablo, wydłuża się niemal z każdym tygodniem. Musimy jeszcze poczekać dobrych kilkanaście miesięcy, by w końcu w 2011r. ujrzeć gotowy produkt na naszych pecetach. Tymczasem czas oczekiwania nieco nam osłodzi najnowszy projekt studia Runic Games (założonego notabene przez trzech współzałożycieli legendarnego Blizzarda ? Maxa i Ericha Schaeferów oraz Petera Hu) pod tytułem Torchlight. Niejeden fan diabelskiej serii wpadnie w autentyczne osłupienie, gdy tylko wgłębi się w niecodzienny, ale zarazem dość znajomy świat...

b72677c2fc1aab43e45de64fc56c76fc.jpg

Diablo 3 pre-alpha?

Po rozpoczęciu właściwej rozgrywki naszym pierwszym skojarzeniem i wręcz słowem-kluczem, które często przewinie się w recenzji, będzie wyraz ?Diablo?. Możemy bowiem dostrzec, iż Torchlight to faktycznie produkt autorstwa byłych programistów Blizzarda. Pierwszym tego objawem jest warstwa fabularna i środowisko, w którym toczymy boje. Trafiamy do tytułowego miasteczka, gdzie wyznacznikiem wszystkiego jest miejscowy drogocenny kruszec, zwany Ember. W trakcie gry uświadamiamy jednak sobie, iż owy surowiec ma wiele negatywnych właściwości, czego dobrym przykładem okaże się wybrana przez gracza postać. To jedynie zapowiedź tego, co czeka na mieszkańców Torchlight kilkadziesiąt pięter pod ziemią, gdzie rodzi się czyste zło wcielone, pragnące jedynie zagłady i śmierci.

Nie napisałem jednak jeszcze o najważniejszym ? Torchlight to typowy przedstawiciel gatunku hack?n?slash, gdzie naszym jedynym celem jest parcie do przodu, taranowanie przeciwników, nabijanie punktów doświadczenia i wykonywanie questów. Wokół tego schematu kręci się cały gameplay tej gry. Na samym początku wybieramy jedną z trzech klas postaci. Twórcy do wyboru udostępnili nam Destroyera ? potężnego, wytrzymałego zawadiakę, Vanquishera ? strażnika miasta, który w celującym stopniu opanował obsługę broni palnej, a także Alchemista ? chudego młodzieniaszka, wykorzystującego zdobytą wiedzę magiczną. Mój typ padł na tego pierwszego, z dość prozaicznej przyczyny ? rozwój postaci jest tak skonstruowany, iż możemy tworzyć poniekąd klasy pośrednie, czego dobrym przykładem był mój Destroyer, wykształcony w duchu zaklęć magicznych ? połączenie magii i miecza to gwarant sukcesu. Po wyborze protagonisty czas na dokonanie jednej z najważniejszych decyzji w całej grze ? wybrać... rysia czy psa? Panowie z Runic Games postanowili wprowadzić do skostniałego już od kilku lat gatunku nieco innowacji, czego pierwszym przejawem jest właśnie osobisty pet. Nie dość, że pomaga on w walce, to możemy posłać go do miasta z ekwipunkiem, który chcemy sprzedać, a także... przetransformować go w inną postać! Temu procesowi towarzyszy przyjemna i znana między innymi z Fable: Zapomniane Opowieści minigra związana z łowieniem ryb, którymi karmimy peta w razie potrzeby.

1d.jpg

Już od samego początku dostrzegamy podobieństwa do nieśmiertelnego Diablo ? strukturę miasta oraz hierarchiczność postępu. Torchlight prezentuje się dokładnie tak samo, jak Tristram w pierwszej części Diabełka. To tutaj przyjmujemy wszelkie questy i handlujemy, stąd także podróżujemy portalami i teleportami do różnych podziemnych lokacji. A główny antagonista? Odszukamy go na ostatnim, 35 poziomie pod powierzchnią, a pojedynek z nim zajmie nam dobrych kilka minut czasu i dziesiątki magicznych eliksirów. By jednak przedrzeć się do tak odległej siedziby mroku należy pokonać wcześniejszych kilkadziesiąt miejscówek, których design i budowa także przypominają nam pewną grę. Zwiedzimy katakumby, jaskinie, dziwnie wyglądające azteckie (?) ruiny, skąpane w nieprzebytej dżungli oraz wszelkiej maści podziemne rejony kopalni. Wszystko skąpane jest w mroku, choć wykorzystywany cell-shading nadaje Tochlightowi nieco bajkowego nastroju.

Po wstępnej fazie tutorialowej będziemy musieli wykonać pierwszego questa, zleconego przez starszego maga. Wymaga to od gracza zejścia na pierwszy poziom i zapoznania się z przeciwnikami oraz początkowymi broniami. O ile więc z początku dysponować będziemy jedynie podstawowymi mieczami, halabardami i toporami, to później wyszalejemy się jak nigdy przedtem. Poza standardową bronią białą, w naszym ekwipunku swoje miejsce znajdą prawdziwe giwery rodem z shooterów ? shotguny, pistolety, karabiny, nawet tak hardcore?owe pozycje jak działko Tesli czy działo Tsara! Ogromny plus za połączenie oldskulowego inwentarzu z nowoczesną techniką! Co będziemy siekli i wystrzeliwali? Wszelkiego typu maszkary, począwszy od zombie i szkieletów, poprzez duchy i ogromne pająki, kończąc na mechanicznych pojazdach kroczących oraz gromnych bossach w liczbie kilku sztuk na każdy poziom. Tak naprawdę to niczym oni się nie różnią od zwyczajnych hord oponentów, posiadają natomiast dziwne nazwy i zdecydowanie podwyższone statystyki punktów życia ? czasem trzeba się długo namachać dwoma mieczami, żeby pokonać danego kolosa. Co zaś tyczy się ostatniego tytana ? Ordrak to kawał skurczybyka, przy którym ciągle znajdują się inne maszkary. Ostatnią walkę można uznać za epicką, a jestem tym szczęściarzem, który nie poległ ani razu przy tym pojedynku.

1a.jpg

Po zakończeniu głównego wątku fabularnego, którego przejście na normalnym poziomie trudności zajmie około 6-7 godzin, czeka na nas dość dużo innych zajęć, przede wszystkim questy poboczne. Z początku dostępnych jest trzech zlecających, natomiast po pokonaniu Ordraka ? dochodzi dwóch kolejnych i dodatkowe wejście do tzw. ?Shadow Vault?, będącego kolejnym rozbudowanym miejscem siekania przeciwników. Zadania poboczne polegają tylko i wyłącznie na pokonaniu danego bossa bądź też przyniesieniu do zleceniodawcy określonego przedmiotu. Zostaniemy oczywiście odpowiednio nagrodzeni ? jakimś słabym itemem (który najczęściej od razu zostanie sprzedany), punktami doświadczenia oraz dziwnymi, gdyż rzadko spotykanymi w tego typu grach, punktami popularności. Element ten to kolejna statystyka, która praktycznie nie ma żadnego znaczenia w rozgrywce, natomiast umożliwia dalszy rozwój specjalnych umiejętności naszej postaci. Te znajdują się w trzech odmiennych drzewkach technologicznych, a przyporządkowywanie im dostępnych punktów rozwojowych jest dowolne, co owocuje powstawaniem klas pośrednich. Z tychże skillów najbardziej przydatnymi według mnie i jednocześnie najczęściej wykorzystywanymi przez mojego Destroyera były szybkie cięcia, szarża, trzęsienie ziemi oraz sejsmiczny ciąg. Każde z nich rozwinięte do maksymalnego poziomu (10 lvl) umożliwiają efektowną i efektywną eksterminację oponentów. A gdy dodamy jeszcze do tego rozwój czterech głównych cech, określających każdą postać (siła, zręczność, magia, obrona), otrzymamy naprawdę złożony i fantastycznie prosperujący system rozwoju postaci. Warto także podkreślić zróżnicowanie systemu obrażeń, który istnieje w Torchlight. Każda broń posiada własne parametry, takie jak odrzut, dodatkowe obrażenia od ognia, elektryczności czy szansa na cios krytyczny. Działa to także w drugą stronę ? protagonista posiada statystyki odporności na trucizny, ogień, chłód i elektryczność, które nierzadko stają są ważniejsze od poziomu zbroi, chroniącej naszego pupila od fizycznych uszkodzeń. Na końcu należy napomknąć, że prędkość levelowania jest dość wysoka ? awans z 38 na 39 level to góra pół godziny rozgrywki.

Akcja jest intensywna, nie ma czasu na nudę, jednak od czasu do czasu należy odwiedzić handlarza oraz innych NPC-ów, odpowiedzialnych za uprzyjemnianie nam rozgrywki. O ile więc wizyty u handlarza polegają jedynie na sprzedaży i kupnie poszczególnych elementów wyposażenia, o tyle odwiedziny szulera czy ?specjalistów? wymagają nieco zastanowienia (są kosztowne, często możemy utracić dany item). U tego pierwszego możemy kupić przedmioty z niewiadomymi statystykami po bajońskich cenach, widząc jedynie ich typ oraz mały obrazek. Ci drudzy zaś to perła całego Torchlight; ludzie, z których usług korzystać będziemy prawdopodobnie najczęściej. Odpowiedzialni są oni za dodawanie nowych właściwości broniom i zbroi, także pierścieniom i naszyjnikom, oddzielanie klejnotów od przedmiotów oraz łączenia kamieni szlachetnych. Co prawda cena jednej wizyty waha się w granicach nawet kilkudziesięciu tysięcy sztuk złota w przypadku unikalnych elementów wyposażenia, o tyle warto to robić jak najczęściej. Destroyer na 39 lvl, posiadający dwie unikalne bronie sieczne z czterema klejnotami, każda zadająca 700 obrażeń na jeden standardowy cios i ponad 7000 na szybkie cięcie ? to moc, jakiej nie można sobie wyobrazić...

1b.jpg

Na sam koniec pozostawiłem kwestię trybu multiplayer. Nie, nie odnajdziecie go jeszcze w obecnej wersji programu, choć według pierwszych zapowiedz Torchlight miał być właśnie MMORPG-iem. Twórcy postanowili najpierw wydać tryb singleplayer, a za kilkanaście miesięcy (mówi się nawet, że za dwa lata) wydać darmową edycję MMO. Jeżeli będzie się ona prezentowała tak, jak dzisiaj recenzowana produkcja, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, iż będzie to pierwszy MMORPG, któremu poświęcę więcej niż dwie godziny...

Ewenement

Torchlight zachwyca dwiema rzeczami. Po pierwsze ? bardzo dobrze wykorzystaną technologią cell-shading (duża zasługa silnika OGRE, przystosowanego do bajkowych klimatów), znaną m.in. z Prince of Persia czy najnowszego FPS-a od Gearbox Software ? Borderlands. Po drugie ? wybitnie niskimi wymaganiami sprzętowymi, które umożliwiają grę nawet na starych laptopach! Do uruchomienia tego tytułu potrzebujemy zaledwie: procesora taktowanego zegarem 800 Mhz, pół gigabajta pamięci RAM, niecałe pół gigabajta miejsca na dysku twardym oraz praktycznie dowolnej karty graficznej. Małym minusem jest jednak to, że na maksymalnych ustawieniach grafiki i włączonym antyaliasingu gra potrafi przyciąć w dowolnym niemal momencie, a w szczególności podczas finalnej walki. Wszak jeżeli zważamy na wymagania sprzętowe, jakość oprawy wizualnej wręcz zachwyca. Co prawda przy przybliżeniu kamery widać kanciaste tekstury i prostotę wykonania, lecz przy normalnej grze zaobserwować można wręcz wodotryski graficzne w przypadku zaklęć i umiejętności specjalnych. Wszystko ma swojski klimat, choć nie zwiedźcie się bajkowością grafiki ? Torchlight to produkcja krwawa, gdzie po ekranie latają flaki i kończyny, a protagonista ciągle na swojej drodze spotyka kałuże posoki.

1c.jpg

Za oprawę dźwiękową odpowiada Matt Uelmen ? twórca soundtracka do Diablo, Starcrafta czy WoW-a. To wystarczający powód, by muzykę nazwać odpowiednią dla tego typu rozgrywki. Choć jest intensywna i zmienia swoje natężenie, najczęściej odpływa na drugi plan i nie przeszkadza w dalszej eksploracji terenu gry. W dubbingu wzięła udział Lani Minella, czyli postać niemalże kultowa w swoim środowisku (podłożyła głosy w ponad 500 grach...). Warto jednak przybliżyć nieco faktów ? do tworzenia ścieżki dźwiękowej Torchlighta Uelmen wykorzystywał między innymi dwunastostrunową (!) gitarę i elektryczną hawajską gitarę, która ?nieco? różni się od powszechnej definicji gitary. To prawda - geniusze korzystają z niekonwencjonalnych rozwiązań...

Znowu tylko Steam!?

Torchlight można nabyć jedynie za pośrednictwem sieci za około 16 Euro. Cena jest dość spora, aczkolwiek w zamian za niewiele ponad 65 złotych otrzymujemy produkt kompletny, który osłodzi nam oczekiwanie na Diablo 3. Czy może być jednak jego realnym konkurentem? Cóż, jeżeli jego los potoczy się tak samo, jak kultowej serii hack?n?slashy ? czemu nie? Torchlight posiada wszelkie zadatki na to, by stać się iście epicką produkcją i autentycznym zagrożeniem pozycji Diablo na tronie. Tymczasem jednak wystawiam w pełni zasłużoną ?ósemkę? z plusem ? dla niesamowicie miodnej i wciągającej produkcji, która jako jedna z niewielu wywołała u mnie syndrom ?jeszcze jednej godziny?. A ja zmykam, nabić kolejny level...

Zalety:

+ niesamowita miodność i prostota

+ oprawa techniczna

+ syndrom ?jeszcze jednej godziny?

+ wymagania sprzętowe

+ intensywna akcja

+ świetnie powiela sprawdzone rozwiązania...

+ ... i dodaje kolejne

Wady:

- dystrybucja elektroniczna

- krótka kampania główna

- potrafi przyciąć

Ocena: 8+/10

Tekst pierwotnie pojawił się na łamach portalu SwiatGry.pl, na który zresztą gorąco zapraszam :).

Zaloguj się, aby obserwować  


5 komentarzy


Rekomendowane komentarze

Krótka kampania główna? Zanim skończyłem grę, siedziałem nad nią dobrych kilka dni po jakieś 4h. Mnóstwo długich, wymagających poziomów, niekończące się zejścia coraz bardziej w głąb góry... Chyba graliśmy w inne gry.

Po inną recenzję zapraszam na: http://forum.cdaction.pl/blog/czytelnick/i...?showentry=5053

Wątpie. Główny wątek zajął mi około 7h, nie robiąc podczas żadnych questów pobocznych. Długie i wymagające poziomy? Jeżeli grałeś Vanquisherem lub Alchemistem - to tak. Gra Destroyerem jest często mało wymagająca.

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Na szczęście, jeśli pogłoski nie okażą się fałszywe, niedługo ujrzymy ten tytuł w pudełkach :smile: A wtedy kupię na pewno! (Tak się napaliłem, a jeszcze nawet nie odpaliłem dema na płytce CDA. Czas to zrobić...) :happy:

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
Gość
Dodaj komentarz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

×
×
  • Utwórz nowe...