Skocz do zawartości

Nowy Kącik Yody

  • wpisy
    74
  • komentarzy
    74
  • wyświetleń
    2368

Moralność pana gracza

MajinYoda

184 wyświetleń

Nieodłącznym elementem większości gier RPG są wybory moralne. W zasadzie to głównie RPG, bo takowe zaczynają się pojawiać też w innych produkcjach (nawet w GTA V). Ostatnio zastanawiałem się nieco nad tym – jakich wyborów dokonywałem w grze i dlaczego? Utarło się, że gracz najpierw idzie dobrą ścieżką. Ja jednak robię nieco inaczej – za pierwszym razem przechodzę tak, jak uważam za stosowne, a dopiero potem czytam „co zrobić, by mieć najlepsze/najgorsze zakończenie w…?”. Często też rozmyślam – kto tak właściwie ma rację?

(UWAGA – spoilery!)

Wprawdzie już kiedyś pisałem o Gothicu 3, ale sądzę, że warto to rozwinąć. Dlaczego założyłem, że buntownicy są tymi dobrymi? Tak, Innos i te sprawy, walka z okupantem… ale może to jednak orkowie mają rację?

Oczywiście, że nie mają – to akurat kiepski przykład ;). Za to większą zagwozdkę miałem w Skyrimie, gdzie ścierają się dwie grupy – Legion  - uważający, że kraina powinna być nadal częścią Cesarstwa - oraz Stromcloaks – uznający Skyrim za odrębne państwo. A temu wszystkiemu przyglądają się elfy… Napisałem, że miałem zagwozdkę? Owszem, ale tylko początkowo. W tym przypadku uznałem, że wybór jest oczywisty – Legion, ponieważ, moim zdaniem, zjednoczone Cesarstwo lepiej poradzi sobie w nadciągającej drugiej wojnie niż odrębne państewka. Ale czy na pewno? Cóż, z odpowiedzią poczekamy pewnie do TES VI…

tullius-or-ulfric-be-informed-compare-th

Źródło: ballmemes.com

Zupełnie inny kłopot miałem z Fallout 4, gdzie do wyboru mamy cztery frakcje: Minutemenów – rodzaj milicji, chcą odbudować społeczeństwo po wojnie na zasadzie „ludzie dla ludzi” – Bractwo Stali – armia wyposażonych w technologię (często kradzioną) żołnierzy – Instytut – banda jajogłowych, którzy żyją pod ziemią i tworzą syntetycznych ludzi (porywając tych z powierzchni) – oraz Railroads – grupa, która za zadanie postawiła sobie uwolnienie syntetycznych od Instytutu…

aA1wAwL_700b.jpg

Źródło: 9gag.com

I wiecie co? Na pierwszy rzut oka wygląda to następująco (od dobrej do złej): Minutemen –> BoS –> Railroads -> Instytut. Jednakże, po dłuższym czasie spędzonym z tą grą mam wrażenie, że wcale tak nie jest. Owszem, „minutowcy” (jak ich nazywam) mają wizję wspólnego życia w społeczeństwie i wzajemnej ochrony (głównie tych, którzy sami nie mogą się obronić) i są oni, bezsprzecznie, tymi dobrymi. Co jednak z resztą?

Moim zdaniem drugą dobrą opcją jest Instytut. Fakt, tworzą oni syntetyczne wersje ludzi, ale nie widzą w tych robotach żywych istot – raczej narzędzia.  Nie zapominamy też, że każdy z nich ma połowę (chyba) DNA naszej postaci. Dodatkowo, ich wizja sprowadzenia ludzkości pod ziemię wcale nie jest taka zła, szczególnie patrząc na to, jak wygląda powierzchnia. Railroads to banda przygłupów, którą Instytut przesadnie się nie przejmuje. Ale to nic przy  Bractwie, które uważam za opcję najgorszą. Ich jedyną bronią jest, cóż, broń. Sami tworzą technologię, owszem, ale najczęściej próbują kraść cudzą. I Elder Maxon mnie zawsze irytował.

Opuśćmy jednak gry Bethesdy, które nigdy nie słynęły z głębokich wyborów moralnych (choć w Fallout 4 długo myślałem) i przejdźmy do Wiedźmina 3. W tym przypadku od razu wiedziałem, że są trzy zakończenia, ale i tak robiłem wszystko po swojemu. Efekt był taki, że dostałem to, czego, w sumie, od początku chciałem – Ciri jako cesarzową Nilfgaardu. Dlaczego to, a nie życie wiedźminki? Cóż, najpierw stwierdziłem, ze króla Radowita trzeba się pozbyć, bo był szalony. Następnie jednak miałem wybór między Dijkstrą-kanclerzem a wolną Temerią.

F4MHY6qKAZdFusmr.jpg

Źródło: kwejk.pl

Tu wybór był dość nieoczekiwany dla mnie - musiałem zdecydować "na już". I wybrałem Vernona Rosha  Czemu? Ponieważ w mojej rozgrywce Dijkstra nie udzielił mi wsparcia podczas oblężenia Kaer Mohren, bo nie pozwoliłem torturować Triss. Więc mu się odwdzięczyłem.

Jednocześnie uważam, że cesarzowa Cirilla to najlepsze możliwe wyjście. owszem, Nilfgaard to "ci źli", ale mam wrażenie, że jest z nim tak, jak ze wspomnianym Instytutem - mają po prostu zły PR ;). Dodatkowo, wychowana przez Geralta i Yennefer oraz wspomagana przez ojca Zirael poradzi sobie z władzą i jej nie odbije. Oby.

Rodzima produkcja miała jednak więcej wyborów, których dokonałem – więc nie pamiętam większości z nich ;). Najbardziej, chyba, zapamiętałem zadanie z zaginioną żoną i jej siostrą, która chciała mnie odwieść od poszukiwań. Cóż, po ujawnieniu prawdy oszczędziłem ją.

Również wcześniejsza część - Zabójcy królów - dała mi kilka miejsc na przemyślenie swojego wyboru. Najgorszy był ten ostatni - zabić Letho czy go oszczędzić? W mojej jedynej rozgrywce nad tą kwestią głowiłem się dobre 10 minut. Poważnie! Ostatecznie jednak go zabiłem uznając, że zrobił zbyt dużo złego i do tego, na początku gry, wina za śmierć króla Foltesta spadła na Geralta.

Kończąc, muszę napisać jeszcze o wspomnianym na początku GTA V. Pod koniec jest wybór czy zabić gangstera i mordercę Michaela czy psychopatycznego ćpuna Trevor, albo oszczędzić obu. Cóż, w tym przypadku wybór był oczywisty i za każdym razem jest.

Oszczędzam obu, bo w końcu wszyscy trzej są bohaterami, nie?

A jakie jest Wasze podejście do wyborów moralnych w grach? Piszcie w komentarzach :).



4 komentarze


Rekomendowane komentarze

Kwestie moralne w grach komputerowych to w większości przypadków jakaś abstrakcja. Bardzo często sprowadzają się do porównywania przeciwstawnych do siebie opcji. Dobry albo zły. Szlachetny albo podstępny. Wojowniczy albo pacyfistyczny. Same archetypy.

W rzeczywistości wygląda to inaczej. Często wspieramy kogoś postępującego nie do końca właściwie tylko dlatego, że to nasz kolega/znajomy. Dobrze widać to na festynach- kolega po pijaku szukał zaczepki, ale koniec końców i tak przy nim obstaliśmy, bo po drugiej stronie też trafił się jakiś narwaniec który przeszkadzał w polubownym rozwiązaniu problemu.

W grach wygląda to na tyle głupio, że zazwyczaj jeden chce walczyć a drugi negocjować. Jeden chce zmienić ludzi w roboty a drugi uważa, że to nie stosowne. Jeden chce zaatakować konwój z amunicją a drugi skład leków. Banały, banały, banały. Wybieramy to co bardziej do nas przemawia.

Rzeczywistość jest sto razy bardziej skomplikowana. Wystarczy spojrzeć na Grecję z lat II wojny światowej. Kilka przeciwstawnych do siebie frakcji, każda z własnymi motywami i przekonaniami. Zamachy i walki uliczne były na porządku dziennym. Jeden z "graczy" po otrzymaniu wsparcia rozpętał wojnę domową w efekcie czego wszyscy tłukli się między sobą. Koniec końców i tak doszło do wojskowej dyktatury. 

Problem został świetnie oddany w Red Dead Redemption podczas "wyzwalania" Meksyku. Z jednej strony wojska rządowe mordujące rebeliantów rekrutujących się spośród skrajnie zabiedzonego ludu. Z drugiej wspomniana insurekcja głosząca konieczność radykalnych zmian i obiecująca poprawę sytuacji. Obydwie frakcje dokonują zbrodni wojennych na cywilach i jeńcach. Abraham Reyes w końcu zdobywa władzę i okazuje się takim samym politykiem (szlacheckie pochodzenie już ma) jak poprzedni "właściciele" prowincji.

Dające do myślenia i świetnie zrealizowane z narracyjnego punktu widzenia. Najpierw przyczyniamy się do śmierci dziesiątek osób wspierając reżim, potem mordujemy niedawnych sojuszników ramię w ramię z niepiśmiennymi chłopami. 

  • Thanks 1

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
7 minut temu, LukasAlexander napisał:

Kwestie moralne w grach komputerowych to w większości przypadków jakaś abstrakcja. Bardzo często sprowadzają się do porównywania przeciwstawnych do siebie opcji. Dobry albo zły. Szlachetny albo podstępny. Wojowniczy albo pacyfistyczny. Same archetypy.

Zgadzam się z Tobą - niemniej lubię ten element w grach, choć jest, jak słusznie zauważyłeś, banalny.

Z drugiej strony - pomyślałem o G3. Najlepiej to widać w ścieżce Beliara - Bezimienny, po długim czasie wojowania dla Innosa (w 1 i 2) uznaje "chrzanić króla, orkowie powinni rządzić!". Po czym Beliar (spoiler alert!) każe nam pozabijać orków, bo poszli za Xardasem-Adanosem, a nie za nim. Szkoda tylko, ze są zastępowani przez buntowników, ale co tam ;).

7 minut temu, LukasAlexander napisał:

W rzeczywistości wygląda to inaczej. Często wspieramy kogoś postępującego nie do końca właściwie tylko dlatego, że to nasz kolega/znajomy. Dobrze widać to na festynach- kolega po pijaku szukał zaczepki, ale koniec końców i tak przy nim obstaliśmy, bo po drugiej stronie też trafił się jakiś narwaniec który przeszkadzał w polubownym rozwiązaniu problemu.

W zasadzie tylko dlatego wybieram Instytut w F4 - niby są tymi złymi (w końcu porywają ludzi i przerabiają ich na roboty), ale, z drugiej strony, tej organizacji przewodzi syn głównego bohatera! Wiem, że jest to strasznie spłaszczone, ale hej - to tylko gra od Bethesdy :P.

7 minut temu, LukasAlexander napisał:

Problem został świetnie oddany w Red Dead Redemption podczas "wyzwalania" Meksyku.

Żałuję, że nie mogę w niego zagrać - nie posiadam i w najbliższym czasie na pewno nie będę (może kiedyś się złamię? :P).

Edytowano przez MajinYoda

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Przyznam gdy byłem młodszy za bardzo nie rozumiałem z tymi wyborami i stąd też grałem jako skończony d.pek :) Ale zmieniłem się i staram się gram dobry i sprawiedliwy chyba że chytrym sposobem można coś wydobyć coś ciekawszego.  Np GTA IV Mamy zabić jednego z braci Derricka albo Francisa. Wybór był trudny :P ale można wyłuskać drugie tyle od Francisa jeśli zadzwonimy do niego przed oddaniem strzału.

  • Upvote 1

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

@NomadP -  z jakiegoś dziwnego powodu zapomniałem o wyborach w GTA IV :). Przy Francisie i Derricku zawsze miałem zagwozdkę - obaj byli siebie warci. Zazwyczaj zabijałem tego drugiego - w końcu Francis był szychą w policji, mógł się przydać.

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
×