Skocz do zawartości

Tomb Raider 2018

Sergi

459 wyświetleń

Od ostatniego filmu z Larą Croft minęło 15 lat. Przez ten czas gry przeszły remaster, spin-offy i restarty. Hollywood czekał cierpliwie na swoją okazję i - gdy już opadł kurz po drugiej z nowej serii grze - wypuścił ekranizację poprzedniego Tomb Raidera. Jak podobny jest film do gry i czy podobieństwo działa na jego korzyść?

hero_tomb-raider-2018.thumb.jpg.2a5ba97ece5cc20f3248f6c3b20ce097.jpg

W Larę wciela się tym razem Alicia Vikander, znana z takich filmów jak "Dziewczyna z portretu" czy "Ex machina" ale też czysto rozrywkowego "U.N.C.L.E.". Kiedy ją poznajemy (Larę, nie Alicię), ledwie wiąże koniec z końcem pracując jako kurier rowerowy. Nie skończyła studiów, ba, nie wykazuje zainteresowania archeologią ponad to, czego nauczył ją ojciec. Czeka na nią spadek po zaginionym przed kilku lat ojcem, ale podpisanie dokumentów oznaczałoby akceptację faktu że Richard Croft nie żyje, a z tym uparta Lara nie może się pogodzić. Po imponującym wyścigu rowerowym i wypadku Lara ląduje w areszcie. Pracownica sir Crofta, Ana Miller wyciąga ją i po raz kolejny namawia do podpisania dokumentów spadkowych. I w końcu dziedziczka ustępuje. Zjawia się w biurze i już, już ma podpisać dokumenty, kiedy jej uwagę przykuwa pozostawiona przez ojca zagadka stanowiąca klucz do jego poszukiwań i (prawdopodobnie) tajemnicy jego zaginięcia. I tu następuje pierwszy duży zgrzyt w filmie: Lara nie podpisuje papierów, choć zajęłoby jej to kilka sekund. Zamiast tego pieniądze na wyprawę poszukiwawczą zdobywa zastawiając bezcenny medalion, pamiątkę po ojcu. Nie ma to sensu w świecie przedstawionym (mogłaby mieć miliony, więc po co kombinować z paroma tysiącami?) ani w kanonie filmów i gier (gdzie taki medalion jest artefaktem którego trzeba będzie później użyć w punkcie kulminacyjnym). Zostawione przez ojca znaki jasno mówią że nie należy go szukać, ale Lara jak każde dziecko wie lepiej od swojego rodzica i postanawia jednak go znaleźć.
Ustala że trop urywa się w Hong Kongu. Udaje się więc tam i odnajduje Lu Rena, z którym kontaktował się Richard. Tyle że Lu jest synem marynarza o tym samym imieniu i nazwisku, którego wynajął Richard Croft przed siedmiu laty. Lara wynajmuje go, żeby przetransportował ją na Yamatai - wyspę która była celem wyprawy ojców. Junior budzi mieszane uczucia - chwilami wydaje się że jest ważną postacią, z dużymi zdolnościami, własną historią i motywacjami, to znów jest pionkiem biegającym w tę i z powrotem, żeby popchnąć fabułę naprzód. Alegoria NPC? Postać dopisana w ostatniej chwili? Sami zdecydujcie.
Statek oczywiście rozbija się u brzegu rzeczonej wyspy, a dwójka protagonistów trafia do niewoli. Tak, jest ich tylko dwójka, nie cała grupa jak w grze. I akurat to poczytuję za plus. Nie ma dłużyzn i silenia się na pogłębienie postaci o różnych charakterach, którzy w gruncie rzeczy i tak nie mają większego wpływu na historię. Nie mamy też bractwa Solarii, zamiast tego od razu dostajemy Trinity, wprowadzone w Rise of the Tomb Raider. I to też dobry ruch - ich motywacja i sposób działania są jasne i logiczne: to firma/organizacja chcąca odkopać Himiko, mityczną pierwszą cesarzową Japonii, hinotwaną od początku filmu. Jej ekspozycja jest dobrze poprowadzona i - poza jedną głupotką w postaci trupa na sprężynie - wypada całkiem dobrze, dużo lepiej niż rozwiązano to w grze. Odnalezienie grobowca było także celem Richarda, który jak się okazuje też był na wyspie. Lara ucieka z obozu i po perypetiach nawiązujących do wydarzeń z gry zabija po raz pierwszy. Tutaj, podobnie jak w grze, po pierwszym traumatycznym zabójstwie w obronie własnej każde następne przychodzi jej z łatwością równą Terminatorowi.
Następuje konfrontacja z ojcem i ujawnia się różnica w poglądach: Lara nie wierzy w historie o klątwach i duchach, jest więcej zła na ojca że poświęcił tak dużo żeby ratować świat. Ale chce uwolnić Lu i pozostałych robotników przymusowych, więc rusza do obozu uzbrojona w łuk, by uwolnić więzionych rybaków i skonfrontować Matthiasa, dowódcę oddziału Trinity. Richard daje się złapać, a Lara postawiona przed ultimatum: pozwoli ojcu zginąć albo wypuści niewysłowioną zagładę zapieczętowaną we wnętrzu góry od tysięcy lat. Jak już powiedzieliśmy, Lara nie wierzy w historie o duchach, więc po krótkim wahaniu otwiera wrota. 

 

tomb_raider2018_01.jpg.c94c3c70b657c5a997f43007ab82b4d9.jpg


Po wejściu do jaskini czekają ich jeszcze trzy próby mocno inspirowane Indianą Jonesem. Trochę szkoda że scenarzyści nie wysilili bardziej szarych komórek, bo pułapki w grobowcu są takie sobie. Co nie przeszkadza oczywiście kilku najemnikom zginąć po drodze.
Uszczuplona drużyna dociera w końcu do komory grobowej, gdzie wywiązuje się walka. Lara chwyta w końcu za ikoniczny czekan, który nie wiadomo po co został tam w ogóle przyniesiony, w grze był bardziej na miejscu. Tajemnica Himiko zostaje ostatecznie rozwikłana - nie jest nadprzyrodzona, choć starożytnym mogło tak się wydawać. Richard ma swoją satysfakcję i może w końcu umrzeć za miliony. Wysadza grobowiec i grzebie "przeklętą" cesarzową, a Lara ucieka z pomocą Lu Rena. Na zakończenie wykupuje zastawiony medalion i przy okazji kupuje legendarne pistolety, które tak dobrze znamy z serii. Pozostaje jeszcze przygotować grunt pod sequel (Trinity to Patna, a ta jest z kolei kierowana przez Anę, której Lara oddała kontrolę nad całą firmą) i następuje koniec. Przynajmniej na razie.
Ostatecznie dostajemy film który z grubsza podąża za fabułą gry, ale unika jej sprzeczności i absurdów które mnie osobiście drażniły. Nie dostajemy też przemiany bohaterki z niewiniątka w twardziela - Lara w pierwszej scenie uprawia jakiś bliżej nieokreślony sport walki, a w retrospekcjach dobrze strzela z łuku. Przez cały film jest dość konsekwentna, choć można było trochę bardziej zaakcentować jej zmianę. Vikander miała by wtedy możliwość bardziej błysnąć. Jej podobieństwo do Lary z gry jest takie sobie, ale można na to przymknąć oko. Scenarzyści nie epatują przemocą, nie mnożą lokacji i zagrożeń na wyspie do poziomu absurdu. Mamy niezłe tempo i napięcie. Ale z drugiej strony nie dostajemy też nic, co wzniosłoby ten film na wyżyny kinematografii; Poza kilkoma zaskakującymi momentami fabuła wpada w koleiny kina akcji i pulpowych opowiadań. Szkoda tym bardziej że nie trzeba było wiele. Ze zdziwieniem stwierdziłem też że za muzykę odpowiada Junkie XL, autor muzyki to takich filmów jak Mad Max Fury Road czy Deadpool. Jak na takiego twórcę ścieżka dźwiękowa jest zaskakująco stonowana i subtelna. Nie ma niestety motywu przewodniego który zapadłby w pamięć, a solo radzi sobie chyba lepiej niż podczas seansu. Natomiast utwór z trailera jest kompletnie od czapy, nie licuje z tonem filmu, bardziej pasuje do sieciowego shootera niż filmu przygodowego.
Tomb Raider jest jedną z lepszych ekranizacji gier, choć nie mówi to wiele - ten gatunek mieści w sobie tyle pomyłek i rzeczy miernych, że łatwo się na tym tle wyróżnić. Postawiłbym go zaraz za pierwszą ekranizacją z 2003 roku.

trmovie.png



0 komentarzy


Rekomendowane komentarze

Brak komentarzy do wyświetlenia.

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
×