Jump to content

Czy Vampyr dorówna Maskaradzie

Yoorko

560 views

Ostatnia dobra gra z krwiopijcami ukazała się czternaście lat temu. Nawet jeśli brać pod uwagę tytuły, w których nie grają oni pierwszych skrzypiec, powyższe twierdzenie jest ciężko obalić, mając w pamięci doskonałe Vampire The Masquerade: Bloodlines. Tytuł niepozbawiony wad, jednak posiadający niezaprzeczalny klimat i wprowadzający szereg rozwiązań zapewniających długą rozgrywkę na wysokim poziomie fabularnym oraz mechanicznym. Czy będziemy mogli dzisiaj zresetować zegary? Oto nadchodzi długo oczekiwany Vampyr.

Wampir jaki jest, każdy widzi. Długie kły, krwawe drinki i nietoperze, prawda? Nic bardziej mylnego! Obraz tych potworów ewoluował w kulturze, zmieniając się niemal o 180 stopni. Wystarczy wziąć pod lupę ostatnie sto lat i mamy pełen przekrój – od przerażającego Nosferatu, przez arystokratycznego potwora Stokera, romantyczną wizję Anny Rice oraz zniewieściałe komary ze Zmierzchu. A to tylko główni przedstawiciele „gatunku”, którego rozpiętość z całą pewnością zapewniła jakiemuś kulturoznawcy doktorat.

Skryci w świecie gier

W świecie gier przedstawienia tych potworów także doczekały się wielu interpretacji. Jednak najbardziej dopracowaną otrzymaliśmy w systemie RPG Wampir: Maskarada. Ten wydany w 1991 roku podręcznik wprowadzał gracza w uniwersum, gdzie pod osłoną nocy pośród ludzi żyją potwory. Świat maskarady zaskakiwał różnorodnością i szczegółowością, krwiopijcy zostali podzieleni na szereg klanów, z których każdy czerpał z innego wzorca kulturowego. Gracz mógł wcielić się w zezwierzęconych Nosferatu, arystokratycznych Ventrue, szalonych Malkavian czy władających magią Tremere. Wybór jednego z trzynastu klanów był chyba najważniejszym wyborem podczas tworzenia postaci. Definiował on nie tylko przynależność i pozycję gracza w świecie, ale zapewniał zgoła odmienny zestaw umiejętności oraz wymuszał niejako sposób prowadzenia postaci. W połączeniu z obszernym światem o wielowiekowej historii, w którym główną rolę grają konkurujące ze sobą frakcje zrzeszające poszczególne klany oraz rozbudowaną mechaniką, system Maskarady zaoferował graczom rozrywkę na poziomie robiącym piorunujące wrażenie. Wisienką na torcie klimatu była mechanika bestii skrywającej się w każdym z wampirów, która mogła przejąć kontrolę nad naszą postacią, sprawiając iż stawał się on szerzącym terror potworem.

Maskarada na ekranach

O maskaradzie można długo i niejeden już długo o niej pisał. Jeśli jesteście zainteresowani papierowymi sesjami, zapewne znacie ten system, a jeśli nie – zachęcam do zapoznania się. Przejdźmy jednak o kilka lat w przyszłość. W 2000 roku pojawiła się pierwsza większa próba przeniesienia tego uniwersum na ekrany komputerów. Vampire The Masquerade: Redemption to cRPG opowiadający historię przemienionego w krwiopijcę krzyżowca, który na przestrzeni ośmiu wieków stara się ocalić ukochaną oraz własną duszę przed potępieniem. Tytuł był nawet niezłym – jak na tamte czasy – cRPGiem, jednak z systemem fabularnym Maskarady miał niewiele wspólnego. Jak przystało na ten gatunek, główny nacisk rozgrywki położono na walkę, gdy w oryginale była ona zepchnięta na drugi, a może i dalszy plan. Tytuł jednak spotkał się z dość ciepłym przyjęciem graczy. Jako ciekawostkę warto tu wymienić obecny w grze tryb sieciowy, w którym jeden z graczy wcielał się w rolę narratora.

Przeniesienie rozrywki na wyższy poziom

Nadszedł rok 2004 i na półkach pojawiła sięm kolejna pozycja z Maskaradą w tytule. Tym razem jednak fani otrzymali to, na co czekali długie lata. Vampire The Masquerade: Bloodlines to rasowy RPG, oferujący mechanikę opartą o papierowy system, nieliniową fabułę oraz możliwość wcielenia się w przedstawiciela jednego z siedmiu klanów. Omówienie tego tytułu z całą pewnością pojawi się jeszcze na blogu, jednak już tu należy wymienić niespotykaną w tamtych czasach, a i obecnie często znacznie uboższą, swobodę w kreowaniu oraz rozwijaniu naszego bohatera. Jak w oryginale, już sam wybór klanu zmieniał całkowicie sposób rozgrywki, którą prowadziliśmy, decydując nie tylko o tym, jak będą odnosić się do nas poszczególne frakcje, ale także czy będziemy mogli swobodnie poruszać się po powierzchni (np. budzący natychmiastowe przerażenie w przechodniach nosferatu większą część gry spędza, poruszając się kanałami). Tytuł wzbudził zachwyt nie tylko u fanów Maskarady. Przeniesiony z papierowego systemu klimat został doskonale odwzorowany, mechanika bestii sprawiała, że w sytuacji krytycznej niejednokrotnie stawaliśmy pomiędzy trudnym wyborem przeżycia i naruszenia prawa maskarady (zasada mówiąca o tym, iż krwiopijcy mają się nie ujawniać światu), a prowadzona fabuła kilka razy doprowadziła do tego, że byłem szczerze zaskoczony. Ostatni raz grałem w ten tytuł w zeszłym roku i mogę śmiało stwierdzić, iż po upływie trzynastu lat oraz ograniu go kilkukrotnie, nadal potrafi pozytywnie zaskoczyć. Cieszy także duża grupa modderska, dzięki której możemy nie tylko wzbogacić tytuł o nowe elementy, załatać niektóre błędy, ale także podkręcić stronę wizualną produkcji. Tytuł oczywiście miał też swoje za uszami. Przykładem niech będzie błąd, który na szeregu konfiguracji uniemożliwiał przejście gry w jej zaawansowanej fazie a który został załatany… przez społeczność. Jest to minus, świadczący jednak o tym, jak wielkie zaangażowanie graczy potrafiła wzbudzić ta gra.

Nadciąga Vampyr

Od wydania Bloodlines minęło już 14 lat i po drodze temat krwiopijców pojawiał się w grach kilkukrotnie, jednak nie jestem w stanie przywołać w pamięci tytułu, który robiłby to tak dobrze jak omówiony przed chwilą. I oto na horyzoncie pojawił się Vampyr – produkcja francuskiego studia Dontnod Entertainment, które znać możecie z takich tytułów jak „Remember Me” oraz „Life is strange”. Rozbudowana kampania marketingowa przedstawia mający dzisiaj premierę tytuł jako RPG akcji w klimacie gotyckiego horroru. Fabuła przenosi gracza do powojennego Londynu, w którym szaleje epidemia hiszpanki (1918-1919). Wcielamy się w postać Jonathana E.Reida – chirurga wojskowego, który stawia sobie za cel walkę z epidemią. Jednak prócz walki z zarazą, przyjdzie mu stawić czoła kryjącej się w nim bestii, gdy odkryje, budząc się w masowym grobie, iż został przemieniony w wampira.

Zapowiedzi i fragmenty gameplayu, przedstawione przez twórców w czasie kampanii marketingowej, ukazują nam mroczny świat tonący w zarazie. Na ulicach pojawiają się nie tylko szukający okazji do wykorzystania chaosu na własną korzyść przestępcy, ale także krwiożercze bestie i łowcy tychże, widzący w bohaterze zwierzynę łowną. Twórcy chwalą się rozbudowanym systemem walki, w którym wykorzystamy zarówno umiejętności walki wręcz, improwizowaną broń białą i palną, jak i nadprzyrodzone zdolności. Ciekawi mnie niezmiernie, jak zrealizowany zostanie motyw wampirzego głodu i jakie będzie miał realne przełożenie na rozgrywkę, prócz wiadomego już przełożenia na punkty doświadczenia. Interesującym rozwiązaniem może okazać się także wprowadzenie kilkudziesięciu mieszkańców Londynu, którzy mają zostać wpisani w ekosystem miasta i ich ewentualna śmierć z naszej ręki będzie wpływać na to, w jakim świecie przyjdzie nam się poruszać. Przypadkowe ofiary mogą więc przynieść nieoczekiwane skutki dla rozgrywki – na ile będą to tylko zmiany kosmetyczne lub chwilowe wydarzenia przyjdzie nam się jeszcze przekonać. Twórcy wspominają także, iż całą grę da się przejść bez zabijania NPCów, jednak znacznie wzrasta wówczas poziom trudności.

Historia ma doprowadzić gracza do jednego z wielu zakończeń uwarunkowanych podjętymi decyzjami. I tu pojawia się największa zagadka. Na gameplayu widzimy, że lokalizacje mają klimat, walka wygląda nieźle, a fabuła może być interesująca. Wampir: Maskarada podchodził do tematu poważnie, jednak wszystkie elementy przedstawiał w nieco krzywym zwierciadle, wypaczając je na swoja modłę. Poczucie grozy, które towarzyszyło rozgrywce przedstawiono z przymrużeniem oka – gracz czuł, że tylko się bawi konwencją. Twórcy Vampyra zdecydowanie poszli w innym kierunku. Tu głównym założeniem jest oddanie klimatu gotyckiego horroru, lekkiej dozy zagubienia i niepewności świata, który osadzony w solidnych fundamentach nagle zaczyna ukazywać pęknięcia, wywołując w odbiorcy niepokój. Ten ulotny, upiorny i lekko kiczowaty klimat nie jest łatwy do oddania i dzieli go bardzo cienka linia od nieprzyjemnego horroru od którego odwracamy wzrok z niesmakiem.

To jak będzie?

Jak wyjdzie w praktyce – dowiemy się już niebawem, bowiem gra miała dzisiaj swoją premierę i pojawiają się już pierwsze recenzje. Jeśli mieliście już okazję posmakować walczącego z hiszpanką Londynu – zapraszam do pozostawienia komentarza, będę wdzięczny za wszelkie opinie, które pomogą w zdecydowaniu czy warto.

Tekst ukazał się pierwotnie na: https://yoorko.pl/czekajac-na-vampyra/



3 Comments


Recommended Comments

Dnia 15.05.2019 o 14:28, DJUDEK napisał:

Ej, link do bloga nie działa!

Miałem dłuuugi przestój w pisaniu i domena wygasła. Na szczęście już czas odzyskałem i nadrabiam powoli zaległości. Muszę tylko teksty powstałe w międzyczasie jeszcze powrzucać, bo śmierdzi na stronie starociem :p

  • Upvote 1

Share this comment


Link to comment
Dnia 28.07.2019 o 13:00, Yoorko napisał:

Miałem dłuuugi przestój w pisaniu i domena wygasła. Na szczęście już czas odzyskałem i nadrabiam powoli zaległości. Muszę tylko teksty powstałe w międzyczasie jeszcze powrzucać, bo śmierdzi na stronie starociem :p

No, teraz wreszcie mogę poczytać! Dzięki! :p

  • Upvote 1

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...