Jump to content
  • entries
    23
  • comments
    26
  • views
    11,696

Watch Dogs 2 - recenzja wersji na PS4


Bregowicz

1,226 views

 Share

Resetuje router jednym przyciskiem: Hackerman Bregowic2

 

Po edukacyjnym materiale jakim były pierwsze Patrzące Psy* na Ubi spadła fala krytyki. Niezbyt szokującej, jeśli przyjrzeć by się podejściu studia do pierwszych gier z serii. Za główne wady uważano bohatera, który jest równie interesujący co intelektualna ameba, rozgrywkę polegającą na góra dwóch pomysłach i szary, pusty, sterylny wręcz świat. Ubi słucha, Ubi myśli, Ubi… skacze na skrajny koniec skali.

Koniec z dziadkowym sztywniactwem! Teraz ma być luzacko, a motywem luz w dolnych plecach i nisko na nogach. Stajemy się wesołym młodzieniaszkiem, Marcusem Followeyem, dla przyjaciół Retr0 (bo czemu by nie). Akurat trafiamy na niego, gdy musi włamać się do Paskudnej Korporacji ™, by wymazać swoje dane. Sprawdzamy czy wiecznie używane słuchawki działają, przemykamy cichaczem, otwieramy nieotwieralne drzwi, a ofiary losu, które trafią nam się na drodze uszkadzamy morderczym narzędziem zagłady, czyli niezawodnym jojo. Wszystko idzie zgodnie z planem, już witamy się z gąską, WTEM!, zostajemy porwani. Zginiemy, my i nasze pchły? Nie, skąd, zostajemy w taki sposób przyjęci do lokalnego oddziału DeadSec.

Dość samodzielnego zdobywania świata. Przez całą grę jesteśmy w kontakcie i kooperacji z wesołą grupką – zimną graficiarką, szalonym inżynierem-amatorem żywą emotką, wycofanym hackerem i… no cóż, Horatio. Jest to różnorodna grupa dająca powód do rozegrania interesujących scenek – o ile jesteś charakterologicznie do nich zbliżony. W przeciwnym wypadku ich nadmierna luzackość, coolowość i wywalonizm będzie jedynie irytować. Sprawiają bowiem wrażenie oderwanej od rzeczywistości gównażerii (choć nie mają problemów z jazdą i piciem alkoholu w miejscach publicznych, więc jak to 20latkowie to tylko większy wstyd) zamkniętej w swoim małym świecie, niezdolnej do dokonania jakiejkolwiek autorefleksji. Ich największym problemem, zanim poznają co to jest zagrożenie, jest niska liczba zdobywanych polubieni pod udostępnianymi czynnościami. Przez całą grę nie dowiadujemy się nic o powodach, które miotają nimi jak szatan, zmuszając do działań. Spoglądając z boku można dojść do wniosku, że toczą uciążliwą walkę ze Złą Korporacją™ (stosując bez cienia zażenowania te same sztuczki co Brzydka Korporacja™), bo się nudzili rozbijając się wcześniej po mieście.

WATCH_DOGS2_20161123155158.jpg.558aa41cf7744200a6ac54dbdce91ae2.jpg

Śmieszki twierdzą, że to nowy Galaxy Note

Cały scenariusz zresztą sprawia wrażenie jakby był pisany przez dwie różne osoby. Pierwsza, główny scenarzysta, napisała główne punkty historii i zwroty akcji, jednak bez konkretnego opisu scen. Chwilę przed zabraniem się za to dostała od szefostwa listę „fajnych” rzeczy, które ma tam upchać. Wstała, wbiła sobie ołówek w oczy i padła na ziemie. Uznała, że się nie ruszy, tak sobie będzie leżeć. Ad-hoc został więc zatrudniony jakiś stażysta, który bez problemu machnął to, co sobie państwo wyżsi życzą. Oczywiście nie martwił się takimi bzdurami jak brak logiki i ciągłość scenariusza.

Z powyższego wynika mnóstwo perełek. O braku motywacji już wspomniałem. Grupa bez problemu ufa Marcusowi, choć chwilę wcześniej dopiero się poznali. Wielkie przyjaźnie, które kształtują się zazwyczaj przez dłuższy okres, tu pojawiają się już w następnej scenie. Ciekawe wątki są zamykane bez satysfakcjonującego zakończenia, a postaci, które w nich brały udział bezpowrotnie znikają i nie wrócą nigdy. Takie działania są zupełnie niezrozumiałe, skoro w tej grze są naprawdę przyjemne „momenty”, które przykuwają do ekranu i dają nadzieję na poprawę. Najlepszą, najpiękniejszą perłę pozostawiłem, nomem omen, na koniec. Zakończenie, bo o nim mowa, jest jednym z najmniej zadowalających form zamknięcia historii z jakim miałem do czynienia w tym roku. Samo w sobie nie jest może złe, ot klasyczne posunięcie Mrocznej Korporacji™ Ubi, ale całości nie pomaga obudowanie tworzone przez samą grę. Od początku, od pierwszego momentu w którym mamy swojego smartfona, w menu misji jawi się ta ostatnia, której nie wykonamy póki nie wypełnimy paska lajków. Przez bite kilkanaście godzin widzimy ją w menu i w końcu spodziewałem się tych emocji, tych wybuchów, tworzyłem projekty i rozmyślałem, a co tu mi twórcy szykują za fabularny i gameplayowy stek. A zamiast steka dostaliśmy parówkę.

 WATCH_DOGS2_20161127150400.jpg.3782b0f598ae69c28b0c7a20b2073521.jpg

Jedź na GSB mówili, widoki są cudowne mówili

Gameplayowo zasadniczo jest podobnie jak w poprzedniczce z drobnymi zmianami. Zamiast ścisłej rutyny „wejdź-zabij-zassij dane-ucieknij” mamy również możliwość „nie wchodzić-wysłać drona- zassać dane – uciec”. Rewolucja.

Poważniej – znowu mamy dwa sposoby radzenia sobie z problemami stawianymi podczas misji. Pierwszy polega na podążaniu ścieżką „przyczajonego laptopa, ukrytego telefonu”, a drugi na frontalnym podejściu do klienta. Podział szlachetny, dający swobodę działania, jednak mimo wszystko cierpiący na pewne bolączki poprzedniczki. Tryb ninja daję dużą frajdę z eksperymentowania możliwościami hackowania. Planowanie pozbycia się, często licznych, przeciwników bez wyciągania głośnej broni i uniknięcia przybycia posiłków umożliwia choćby przykładowe połączenie umiejętności wytworzenia bomb i przyczepienia do pojazdu, sterowanie tymże na odległość, kierowanie latającym dronem i nasyłanie gangów na określoną ofiarę losu. A może inny sposób? Uniesienie się na wyżyny za pomocą żurawia, opracowanie drogi do celu, wysłanie drona skoczka i irytowanie przeciwników wbudowanym głośniczkiem? Efektywne użycie umiejętności przynosi satysfakcję i choć jest dość powolne, stawiałem go wyżej niż atak bezpośredni.

 

WATCH_DOGS2_20161130155213.jpg.96614cff96be4687d47b114a082b54d6.jpg

 

Takie tam, z chaosem w tle, XD, lol, #czachadymi

Ten bowiem cierpi na choćby cherlawość Marcusa. Nie jest on bowiem taką górą mięsa jak jego imiennik z Gears of War i błyskawicznie ląduje na deskach w przypadku otwartej wymiany ognia. Zresztą same strzelanie jest zwyczajnie… przyzwoite i nie wyróżnia się pośród innych rzemieślniczo zrobionych strzelanek. Jego przewagą jest za to inna wada produkcji – wystrzelenie wszystkich przeciwników, nie wymagające przecież wielkiej taktyki, umożliwia solidne ułatwienie w przechodzeniu misji. W jednym zadaniu moim celem była infiltracja budynku i pobranie danych z serwera**. Problem polegał na tym, że siły wyższe uznały, iż musiałem zjawić się w danym miejscu osobiście, a nie posłużyć się dronem. W momencie zjawienia się u celu, wybrzmiał alarm i na moją pozycję ruszyła co najmniej grupa GROM po zażyciu ekstazy, więc mój plan „na cichacza, chyłkiem chyłkiem” poszedł w wentylator lub jak Gucio w miód. Z kolei byłem świadkiem jak inna osoba weszła z buta na teren i z pieśnią na ustach wystrzelała wszystko co się ruszało. W momencie włączenia alarmu, nikt nie miał na tyle dużo krwi w dłoni, by powiadomić posiłki, więc czas pobierania upłynął w spokoju i melancholii, z postacią samotną niczym ten kwiatek na pustej łączce. To nie powinno chyba tak wyglądać?

Graficznie zmiana jest zdecydowanie na plus. Szare budynki, szarzy ludzie, szary deszcz i szara zieleń odeszły w niebyt. Teraz wszystko jest ładne, kolorowe, młodzieżowe i zachęca do jazdy po mieście. Nie ma tego uczucia, że co dzielnica to zwykła sklejka z poprzednich ujęć, gdyż co chwila zwiedzamy inne uliczki wypełnione różnorodną paletą barw. Wreszcie nie musimy wybierać się samochodową mydelniczką poza teren Chicago, żeby zobaczyć, że nasz monitor nie ma awarii w wyświetlaniu czegoś poza mieszanką szarości z brudem. A jazda nie jest oczywiście rewolucją na miarę stracenia z tronu Forzy Motorsport, a nawet GTA, ale przynajmniej stara się być odrobinę przyjemniejszą formą poruszania się niż to co było dostępne w pierwszej części. W celu rozwiania wątpliwości – nie jest choćby  odrobinę realistyczna. Chyba, że ktoś potrafi przez bite kilometry poruszać się na jednym kole motocyklu typu harley, wtedy będzie mi po prostu głupio.

 

WATCH_DOGS2_20161124143255.jpg.e1d6a34f62b61f794ee214204ab3a6fe.jpg

 

Ten screen ma więcej kolorów niż całe WD1

Gra ma też pewien pakiecik problemów, ale nie tak złożonych, by bardzo rzucały cień na odbiór całości. Głupia forma zmiany radia na padzie od PS4 (jednoczesne kliknięcie panelu dotykowego i zmiana prawą gałką, zgadnijcie czym się steruje pojazdami w grze?), można byłoby pochwalić się większą liczbą aktywności pobocznych (choć te, które są, mogą spokojnie dostarczyć paru godzin, więc w sumie to czepialstwo), problemy z inteligencją wrogów (3 milisekundy po wypełnieniu paska zainteresowania i całe województwo wie, gdzie się znajdujesz, telepatia? Gps w plecach?).

Ocena jest problemem. WD2 jest lepszą produkcją od poprzedniczki. Bardziej przyciąga do ekranu i silniej zachęca do korzystania z umiejętności protagonisty. Jednocześnie zamienia pewne problemy na nowsze, dla niektórych gorsze (eh, te gimbusiarstwo). Mimo wszystko, przez lwią część grania bawiłem się całkiem dobrze i pewne znużenie brakiem nowych zabawek, a więc monotonnością rozgrywki, dopadło mnie mniej więcej po 70% gry. Oba tytuły z serii jednak nie powalają na kolana i nie ma między nimi tak dużej różnicy jak w przypadku Far Cry 2 a 3 bądź między Assassin’s Creedem a jego kontynuacją z Ezio Auditore. Chciałbym obdarować prezentem w formie 8, ale diabełek na ramieniu za każdym razem dźga mnie szpikulcem w szyję, więc jedyne co mogę to 7-/10. Zagrać warto, choć nie jest to silny „must have”.

*Dla niewtajemniczonych, prezentacje na targach a właściwa gra, którą dostaliśmy do przejścia widocznie różniły się grafiką, a w świat poszedł i zdobył sławę, pieniądze oraz kobiety hasztag #watchdogsuczy

** Niesamowite, te zaskoczenie! – powiedział nikt czytając te zdanie

 

 Share

2 Comments


Recommended Comments

Cytuj

A zamiast steka dostaliśmy parówkę

MASZ COŚ DO PARÓWEK?!

A w ogóle pierwszy screen mnie rozje... bał ("Nudle Maps"). XD

[pic rel]

15826587_232526460530752_7016246916980557602_n.jpg

Edited by DJUDEK
Link to comment

Parówki nie są złe, jestem studentem, więc wiem co w lodówce piszczy. Ale wiesz, idziesz do restauracji, spodziewasz się stejka, potencjał był, szyldy krzyczą "będzie lepiej", momenty były, z doświadczenia wiesz, że ta firma stara się najbardziej za drugim razem, a kelnerzyna stawia na stole parówkę zrobioną ze zmiksowanego kota. Trochę żal. (Żal.pl, lol, XD).


Poza tym, już poza samą recenzją (większa przyswajalność, rozbicie tekstów, wygląda jedwabiście), przeczuwam porę suchą na blogu, więc przepraszam tych parunastu czytających. Na horyzoncie zdarzeń, na końcu korytarzu pełnym marzeń (święta i popowe radio, wybaczcie) z nowych produkcji macha (ewentualnie) kampania nowego Call of Duty i w sumie tyle. Inne tytuły są poza zasięgiem finansowym, a przez steama mam wreszcie do ogrania trzy starocie (Shadow Warrior, Darksiders II oraz Dishonored, choć ostatni tytuł już raz zaliczony, to mam ochotę na wysoki chaos w mieście, a że wpadła edycja z dodatkami...), których opinie po przejściu nie są chyba nikomu potrzebne.

Tak samo jest z książkami (na czytniku przynajmniej roczne tytuły, chociaż niespodziewanie wpadnł nowszy Mróz czy inny felietonista). Sytuację może uratują filmy lub zapowiedzi gier, jeśli jakiś tytuł zainteresuje mnie na tyle, by a) było wystarczająco informacji na mały, zgrabny tekst, a jednocześnie  b) nie był tytułem z potrójnym A. 



 

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...