Jump to content
  • entries
    161
  • comments
    921
  • views
    176,403

Tearaway Unfolded

Sergi

736 views

HugeHeroLogo_Tearaway-Unfolded.png

Wpis przygotowany dawno temu, ale ze względu na problemy ze skryptem przeleżał na dysku.

Dawno, dawno temu, w 2013 roku, na PS Vita wyszła gra Tearaway. Była całkiem dobra, ale ponieważ PS Vita #nikogo, więc grę ulepszono i wydano jeszcze raz. Tym razem na PS4. I o tej właśnie wersji chcę dzisiaj opowiedzieć.

Oryginalny Tearaway jest dziełem Media Molecule, twórców Little Big Planet, i często wskazywany jako najlepszy tytuł na PSV. Jedną z jego charakterystycznych cech jest to, że wykorzystuje niemal w 100% możliwości handhelda - od mikrofonu aż po tylny panel dotykowy. Niby nic niezwykłego, ale mało który deweloper zawraca sobie głowę takimi wodotryskami. Wobec małego echa jakie wywarła gra na przenośną konsolę, kierownictwo Sony podjęło ryzyko i zleciło studiu Tarsier przeniesienie gry na PS4.

Tearaway%E2%84%A2%20Unfolded_20160416231

Fabularnie gra praktycznie się nie zmieniła. Głównym bohaterem gry jest kurier - chłopiec imieniem Iota (lub Atoi jeśli wybierzemy dziewczynkę). Nasz protagonista żyje w papierowym świecie w którego niebie pojawiła się dziura (a w zasadzie dwie). Przez jedną z nich dostają się Scraps (Skrawki? Strzępy?), potwory niszczące wszystko czego dotkną. Przez drugą dziurę zaglądamy my, gracze. Ciekawą cechą Tearaway jest to, że napotkane postacie wiedzą o istnieniu gracza, nazywają nas 'You' i zdają się nie dostrzegać że Iota jest naszym awatarem. Tutaj nie ma łamania czwartej ściany - zostaje wyburzona już na samym początku. Wyruszamy więc w podróż, aby załatać dziurę i dostarczyć tajemniczą wiadomość. Po drodze czeka nas trochę zawirowań, przynajmniej jeden konkretny zwrot akcji i zaskakujące zakończenie. Wszystko jest ujęte w lekki cudzysłów, podane w formie bajki. Historia trafi bez problemu do siedmiolatków, ale sporo smaczków znajdą też starsi gracze. Np. profesora Gawkinsa, który ma swoją hipotezę według której nie ma bogów, są za to gracze :)

Tearaway%E2%84%A2%20Unfolded_20160409194

 Gra została względem oryginału wydłużona. Nie grałem w pierwszego Tearaway, więc nie jestem w stanie określić co zostało dodane, ale odnoszę wrażenie że dodatkową zawartość wciśnięto pod koniec. Te etapy gwałtownie przechodzą jeden w drugi i różnią się od reszty gry. Raz biegasz po pustyni, potem przeciskasz się między książkami by nagle biegać po wiszących w przestrzeni wydzierankach. Te rozdzialiki są bardzo dobre, wyglądaj jak wiaderko świeżych pomysłów na które zabrakło miejsca wcześniej, ale jednak trochę odstają. Fabularnie nie kleją się z resztą opowieści.
To mój największy zarzut względem gry. Reszta to prawie jednostajny zachwyt. 

Iota zaczyna skromnie jak na bohatera platformówki - może chodzić we wszystkie strony i w zasadzie tyle. Stopniowo zdobywa możliwość skakania, podnoszenia przedmiotów i turlania się. Na krótko dostaniemy nawet bojowy akordeon. Brak natomiast double jumpów i atakowania. Skromne zdolności Ioty uzupełniają możliwości gracza - światło Dualshocka działa jak podręczne słońce, naciśnięcie touchpada wstrząsa elementami planszy, a przesunięcie po nim palcem wywołuje wiatr. Oprócz tego mamy do dyspozycji m.in. w pełni funkcjonalny aparat fotograficzny, którym Iota robi zdjęcia. Do wyboru jest kilkanaście filtrów (sepia, negatyw, manila etc.) i kilka soczewek (makro, zoom, panorama, GIF(!) ) a żeby obrócić aparat kręcimy padem. Na upartego można z jego pomocą przejść grę jak FPS. Pojawiają się też nieco bardziej dynamiczne fragmenty, jak ujeżdżanie świni czy latanie na lotni. Oprócz głównej platformowej mechaniki, dużą rolę grają wstawki "dekoratorskie". Co jakiś czas jesteśmy proszeni o zrobienie papierowego obiektu - narysowanie, wycięcie i przyklejenie komuś nowego nosa albo stworzenie medalu który zostanie nam przyznany za bitwę którą właśnie wygraliśmy. Możliwości tego edytora są dosyć skromne, ale przy pewnej dozie cierpliwości możemy wzbogacić grę o assety własnej roboty. Ten element gry działa bezbłędnie i gra "wszywa" nasze wytwory w oryginalny kod tak dobrze, że postronna osoba może mieć trudności z rozróżnieniem oryginalnej zawartości od tej wyciętej przez gracza. Oczywiście możemy robić bohomazy i wycinać wszystko na odwal się (wszystkie NPC i tak będą się cieszyć), ale działa to tak dobrze, że aż chce się dłubać przy tych papierowych czapeczkach i innych tworach. Przy użyciu aplikacji Playstation na smartfony i tablety jest trochę łatwiej operować wycinankami, można też wsadzić do gry zdjęcia. Działa to też w drugą stronę - każdy odkryty w grze model możemy pobrać ze strony Tearawy.me, wydrukować i złożyć.
 Takich małych radości jest dużo więcej - moim ulubionym numerem jest ten w którym Iota podnosi wiewiórkę, rzuca ją nam (piski zwierzątka można usłyszeć z głośniczka w padzie), a my "wrzucamy" ją z powrotem do telewizora, w punkt, którego kurier nie mógł osiągnąć. Szwedzi z Tarsier rozebrali na części pierwsze mechanikę wersji handheldowej i przerobili je tak, żeby wykorzystać 100% możliwości DS4. Ani przez chwilę nie mamy wrażenia że gramy w port albo kotleta. Mechanika jest po mistrzowsku dopasowane do dużego brata Vity.

Tearaway%E2%84%A2%20Unfolded_20160409200

 Dwa zdania o oprawie. Pierwszy Tearaway wyglądał bardzo dobrze, ale to, co na handheldzie wygląda bardzo dobrze, na pees czwórce byłoby już mierne. Dlatego grę sprytnie dopakowano i wzbogacono o detale. Setting nie jest może bardzo podatny na wodotryski (w końcu wszystko jest z papieru), ale wygląda bardzo dobrze. Każda wydzieranka, wycinanka, każdy papierek i confetti są tym czym mają być, elementy nie są zapieczone jeden na drugim i wrzucone na odczepnego. Dróżka w trawie jest osobną kartką z obydwiema stronami, a gdy przysunąć kamerę widać jak papier ugina się pod nogami kuriera. Większość animacji została też wykonana tak żeby imitować poklatkowe animacje z wieczorynek. Audio nie zostaje daleko w tyle - sympatyczne sample i utwory ilustrujące kolejne rozdziały dobrze brzmią i pasują do tego, co dzieje się na ekranie. Szczególnie wdzięczny jest motyw z ujeżdżania świni - wpada w ucho i daje się słuchać także poza grą, czy głosy narratorów (kobieta i mężczyzna, oboje równie dobrzy).

Trochę szkoda że gra nie dostała żadnego multiplayera. Replay value jest niewielki, przy drugim przejściu jest już nudnawo, a w grze drzemie ogromny potencjał który można by wykorzystać w jakiejś formie online - areny, wyścigów czy tworzenia własnych poziomów.

Przy okazji Knacka pisałem że słabo jest z jego nextgenowością. I gdyby ktoś mnie spytał czego oczekuję po tytułach aspirujących do takiego miana, to w podwójnej szklanej bańce, jak wzór kilograma, pokazałbym właśnie Tearawy: Unfolded. Grę ze świeżym, sensownym i dobrze zrealizowanym pomysłem. Która na równi stawia grafikę i estetykę, a przy tym dostrzega że nowa generacja to coś więcej niż X razy więcej teraflopów mocy obliczeniowej i sprawnie korzysta z tych mniej oczywistych nowych możliwości.
 



0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...