Jump to content
  • entries
    161
  • comments
    921
  • views
    176,494

Deadpool

Sign in to follow this  
Sergi

1,565 views

FvqAuEC.jpg

Wade Wilson. Szkarłatny komik, regenerujący się degenerat, wygadany najemnik. Wreszcie dostaje własny film i z hukiem wchodzi do kin na walentynki. Bo to w końcu historia miłosna, choć Spidermana w filmie nie ma.

Co prawda Wade'a Wilsona* mogliśmy już zobaczyć w filmie - w 2009, w "X-Men Geneza: Wolverine", ale tam jego udział był niewielki, a na dodatek zaszyto mu usta i wszczepiono lasery do oczu. Teraz dostajemy pełnoprawną adaptację komiksu, znów z Ryanem Reynoldsem.

Słowo wyjaśnienia dla osób nieznających do tej pory tej serii:

Deadpool jest Marvelowskim antybohaterem, rodzajem błazna którego nie można zakwalifikować jako superbohatera ani super-złoczyńcę. Ma moc regeneracji, podobną do Wolverina; walczy dwiema katanami, ale nie stroni też od strzelania; prowadzi wewnętrzne monologi i uwielbia chimichangi. I taki z grubsza jest filmowy Deadpool. Scenarzyści nie ugrzecznili go, ani nie zmiękczyli jego dowcipu żeby szersza audiencja weszła do kin. I całe szczęście.

Twórcy trzymają się oryginału także w kwestii konstrukcji - film ma oś fabularną, ale bardzo gęsto przetykaną żartami i akcją. Zaczyna się od intensywnej sceny walki która nadaje tempo, a później Wade raczy nas telegraficznym skrótem swojej historii. Bo wydaleniu z wojska brał małe roboty, raczej dla zbirów niż najemników, zakochał się, wszystko wyglądało dobrze i nagle wszystko stracił. Część fabuły dziejąca się w teraźniejszości ma na celu odzyskać dziewczynę i - po części - samego siebie.

Wszystko to jest mocno schematyczne, ale składa się do kupy, i w jakiś pokręcony sposób kupiłem tą fabułę, autentycznie zależało mi na tym, żeby Wade'owi się udało. Zresztą nawet gdyby fabuła nie trzymała się kupy, to nikomu by to nie przeszkadzało. Od pierwszych sekund film powoduje że szczerzymy się ze śmiechu i co kilkanaście sekund podbija tego banana aż do samego końca. Scenarzyści bardzo dobrze czują każdą sytuację, każdą scenę i gdy ma się zrobić zbyt ciężko, kiedy zbliżamy się do punktu w którym zdajemy sobie sprawę że dekapitacja wcale nie jest śmieszna, Reynolds rzuca dowcip który rozładowuje napięcie i możemy jechać dalej.

deadpool-gallery-03-gallery-image.jpg

Wzmiankowany humor jest niskich lotów, żarty kręcące się wokół tyłków i genitaliów stanowią tu bazę, a język którym posługuje się Wade stoi na takim samym poziomie. Dystrybutor filmu w Polsce zdał sobie sprawę z tego i napisy są bardzo dobre - nie ma tu "kurde, cholera" tylko mięso po całości. Momentami nawet mocniejsze od oryginałów i kreatywnie przetłumaczone wyzwiska. Wobec kulawych tłumaczeń z literówkami które widuję w kinach, "Deadpool" to majstersztyk.

A mamy jeszcze przejażdżkę po pop kulturze i meta humor. Wade wie że jest bohaterem komiksu i filmu, więc bezustannie rozmawia z widzami. W pewnym momencie żartuje nawet z "czwartej ściany", w innej scenie obraca kamerę. Garściami sypią się żarty z Zielonej Latarni, samego Ryana Reynoldsa, i oczywiście X-Menów.

Dużo jest też smaczków, mniej lub bardziej subtelnych, ze Stanem Lee na czele. Choć jego wolałbym już nie widzieć w tych cameo.

deadpool-spoiler-talk-best-of-and-about-that-end-credits-scene-837830.jpg

Sami X-Meni to trochę słaby punkt filmu. Dostajemy dwójkę mało znanych mutantów, do tego zrobionych od sztancy - czuły olbrzym i zbuntowana nastolatka. Deadpool wszystko to dowcipnie wypunktowuje, a Negasonic Teenage Warhead (tak) i Colossus nie są tylko ozdobami, ale i tak wypadają blado. Do tego chcą żeby Wade dołączył do X-Menów (a on nie), podczas gdy typowym dla Deadpoola zachowaniem jest pchanie się tam, choć nikt go na X-Mena nie chce.

Sceny walki i efekty specjalne stoją na najwyższym światowym poziomie (zdziwiłbym się gdyby było inaczej). CGI nie odstaje (i sądzę że szybko się nie zestarzeje), a Deadpool pod maską jest faktycznie szpetny, choć może i tak trochę za ładny jak na oryginał. Mamy furę eksplozji, latające kule i kończyny, a sceny z Ducati Panigale to miód na serce każdego fana dwóch kółek.

Wspomniałem o katanach, więc z obowiązku dodam że cała choreografia też trzyma wysoki poziom.

deadpool-director-explains-why-scenes-were-cut-from-trailer-552615.jpg

Chciałem napisać że ten film mógł zostać straszliwie okaleczony i ugrzeczniony, ale na szczęście tak się nie stało, ale... tak naprawdę nie było takiego ryzyka. Kampania marketingowa, akcje w stylu "Skullpoopl" i zaangażowanie samego Reynoldsa zapowiadały film, który trafi w punkt.

Co nie znaczy oczywiście że film się każdemu spodoba. To kino dość specyficzne i jeśli nie jesteś fanem komiksu, istnieje szansa że wyjdziesz z kina rozczarowany. BA! Wiem na 100% że niektórym fanom komiksów film się nie spodoba.

Ale on jest jak pizza zamówiona przez Wade'a - z oliwkami i ananasem. I jedno i drugie jest smaczne, prawda? Więc albo zwymiotujesz albo będziesz się zajadał. Ja nażarłem się jak mało kiedy.

* - Tak, wiem. Deadpool się tak naprawdę inaczej nazywa, ale dla uproszczenia będę się trzymał tej linii.

Sign in to follow this  


18 Comments


Recommended Comments

Widziałem i śmiałem się z całą resztą sali. Kolega poszedł jeszcze później dwa razy, bo film wielce udany. Pozbawiony nadętego patosu, prosty film o prostym gościu, co to ma pewne problemy osobiste. Głównie na punkcie swojej facjaty, choć zgodzę się z autorem, że w komiksach była gorsza.

Co mnie zachwyciło szczególnie, to forma wykonania filmu, czas teraźniejszy przeplata się ze wspomnieniami Deadpoola, co może nie jest niczym nowym, ale tutaj wychodzi rewelacyjnie.

I ponownie, Sergi ma rację, film nie dla wszystkich. Uwierzycie, że są ludzie, którzy wolą oglądać Karolaka niż Reynoldsa ? To się dopiero nazywa szkodliwy fandom....

Share this comment


Link to comment

Obejrzałbym, ale nie lubię przemocy i brutalności w filmach. Gdyby była wersja green band czy jak to się nazywa, to jeszcze, ale tak to nie. :P

Odbiję to sobie Zwierzogrodem. ;)

Share this comment


Link to comment

Generalnie z autorem się zgadzam, ale we fragmencie o X-Menach...Colossus...mało znany?! O.o

Nie mam pojęcia co to była za postać, więc jest mało znany. Popularny jest Wolverine i Magneto :P

Share this comment


Link to comment

Generalnie z autorem się zgadzam, ale we fragmencie o X-Menach ...Colossus...mało znany?! O.o

Palnąłem. Colossus był w X2, w Ostatnim Bastionie i Przyszłości Która Nadejdzie. Na swoją obronę powiem że mocno się różni od tamtej postaci.

Share this comment


Link to comment

W Idiokrcji była tak scena, w której dowiadujemy się, że ileś tam lat w przyszłości, wszystkie oskary wygrał film zatytułowany bodajże "[beeep]" w którym przez 90 min jest jedno ciągłe ujęcie na męskie pośladki.

Tak właśnie widzę ten film.

Przygnębia mnie sukces tej produkcji ale trudno.

Dziwi mnie tylko jedno, dlaczego ludzie mówią ale te filmy z Sandersem żałosne. Same żarty o dupie, genitaliach i seksie (no może jeszcze jedzenie chrupek wyciągniętych z nosa). Albo a ten Wywiad ze Słońcem narodu taki żałosny. Same żarty o dupie i....

I nagle: ale ten deadpool wspaniały! Same żarty o dupie, genitaliach i seksie. No ale cóż, to jest ludzkość po prostu.

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment

Adaptacje mają trochę łatwiej, bo przychodzą z materiałem źródłowym, który został już zaakceptowany jako wart zekranizowania. To dużo sugeruje odbiorcom, stąd cały dziewięćgagowy front lubienia filmów na podstawie komiksów, przy jednoczesnym niezrozumieniu, że to medium potrafi więcej rzeczy, niż pokazywanie seksownych ludzi, którzy biją się po mordach.

One Punch Man działa tak samo.

inb4 jechanie na sztuczce z czwartą ścianą to wykorzystanie medium do granic możliwości

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment

One Punch Man działa kompletnie inaczej, ale nie spodziewam się głębszej analizy po wypowiedzi ograniczającej ekranizacje komiksów do seksu i przemocy.

  • Upvote 2

Share this comment


Link to comment

Ta insynuacja mnie rani, Rankinie, niczego takiego nie napisałem. Wydzieliłem tę część ekranizacji komiksowych, które zaliczają się do ulubionych dzieł ninegagowej audiencji. Nie obraziłem przy tym filmów z seksownymi ludźmi bijącymi się po mordach, a raczej obraziłem sprowadzanie komiksowych adaptacji do tego, co wypuści w danym miesiącu Marvel i DC. Osobiście bardzo lubię Watchmen, V for Vendetta i design w Hellboy'u II, aczkolwiek te filmy nie ociekają geniuszem i strzelam, że nie to rozumiesz poprzez "ekranizacja nieograniczona do seksu i przemocy". Jeśli chodzi Ci po głowie jakiś tytuł, którego lektura pozwoliłaby mi z Tobą rozmawiać, to chętnie go poznam :P.

Przy tekście o OPM chyba też zakłóciłem kanał komunikacyjny. Próbowałem postawić znak równości między poziomem i różnorodnością żartów w OPMie i Deadpoolu, ale zważywszy na to, że drugiego jeszcze nie zobaczyłem, a pierwszego w połowie sezonu zacząłem przeklikiwać do ładnie animowanych walk, żeby uniknąć cringe'u spowodowanego nieudolnymi próbami wprowadzenia fabuły, może rzeczywiście coś mi umyka. Chyba że odnosisz się tylko do tego jak działa zjawisko lubienia Saitamy i versusowanie jego powerlevela z najpotężniejszymi postaciami swoich uniwersów, ale wtedy też nie wiem jaką głębszą analizę masz na myśli, skoro sprowadza się ona do słowa "mem".

Share this comment


Link to comment

No nie, bo jest wybitny. Dałem mu 10/10. To jest ten sam poziom co Mroczny Rycerz, Powrót Batmana czy Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz, niewiele mu ustępują też ostatni X-meni czy pierwszy Iron Man.

Share this comment


Link to comment

Bardzo lubię Deadpoola, ale takiej laurki bym nie wystawił. Chociażby z szacunku dla Watchmenów, Sin City, Vendetty, części X-Menów i paru Batmanów. Poza tym generalnie unikam "naj-".

Share this comment


Link to comment

One Punch Man działa kompletnie inaczej, ale nie spodziewam się głębszej analizy po wypowiedzi ograniczającej ekranizacje komiksów do seksu i przemocy.

To i tak więcej niż ty wyśiliłeś się napisać ;) wyczuwam straszny bół tyłka w twoim komentaarzu, aaaale cię zapiekło.

Share this comment


Link to comment

No i spotkałem człowieka, który ceni sobie "Planetę Singli" wyżej niż Deadpool'a... Co więcej, ja z nim pracuję ! Coś strasznego, jak mi opowiadał o w/w produkcji, z jakim uczuciem się rozwodził nad każdymi scenami, kładł emfazę na grę aktorską... A ja z nim piwo chciałem pić...

Jeśli to jakieś rozgrzeszenie, to facet od niecałego roku jest w związku małżeńskim, może to tak rzutuje na umysł....

Share this comment


Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...