BogartBlog '

  • wpisy
    9
  • komentarzy
    5
  • wyświetleń
    2373

"MAGNUM" - opowiadanie w klimatach Fallouta.

Bogart

152 wyświetleń

Opowiadanie napisałem już dawno , a ponieważ widzę że część osób publikuje swoją skromną twórczość na gs-ach to czemu mam nie spróbować ?.

4lipca godz. 11.10, 2242 r. New Reno

Jak co tydzień Louis przeglądał księgi rachunkowe. Dzień jak co dzień ? pomyślał , interes kwitnie , dochody rosną , ale gdzieś w głębi duszy wiedział że oszukuje sam siebie.

Od kilku miesięcy do jego uszu zaczęły dochodzić niepokojące wiadomości. Najpierw były to plotki , potem opowieści różnych wędrowców w końcu fakty. Z początku nie dawał im wiary lecz gdy przybrały na sile , zaczął się niepokoić.

Dzika Banda , siedmiu wspaniałych , regulatorzy , te i inne określenia padały podczas

kolejnych czynów tej grupy: eksterminacja łowców niewolników z ich przywódcą Metzgerem , rozbicie gangu Froga Mortona w Reading czy też zniszczenie bazy Raidersów na północny wschód od New Reno.

Ta ostatnia wiadomość poważnie go zaniepokoiła Metzger i Morton to mięczaki ale żeby rozwalić bazę bandytów bez licznego oddziału i ciężkiego sprzętu to po prostu niemożliwe.

Tymczasem załatwiło ich zaledwie siedmiu gości.

Pocieszał go fakt że nikt nie może pokonać jego cyngli uzbrojonych w pistolety laserowe. Co ciekawe sprawcy tych wydarzeń używali tylko jednego typu broni Magnum 44. , nie odważą się , nie ośmielą się zadrzeć z ?rodziną? która rządzi tym miastem.

Godz. 11.30

Rozważania te przerwał jeden z jego ludzi który wpadł do pokoju razem z drzwiami.

- co robisz idioto ?

- Jezus wyszeptał zdyszany

- co Jezus ?

- nie żyje

- no, już od dość dawna

- nie, Big Jesus Mordino gryzie glebę

- coo! jak to się stało ?

- podobno załatwił go jeden facet ?

- to niemożliwe tylko jeden ?

- tak

- może miał karabin Gausa, M-60, wyrzutnię rakiet ?

- nie tylko jeden rewolwer

- jaki ?

- Magnum 44.

- zimny pot oblał Louisa, na pewno Magnum 44. ?

- tak

- ten człowiek kimkolwiek jest musiałby być niesamowicie szybki co najmniej jak Billy Kid

- czy to na pewno ten pistolet ?

- na sto procent

Louis usiłował zebrać myśli , jeżeli to ten sam facet , ale nie tamten poruszał się zawsze w asyście sześciu kompanów , ten był sam ale ta szybkość niewiarygodna , nadludzka.

- postaw ?chłopców? w stan gotowości , ściągnij wszystkich których zdołasz , ?pchnij?

Kogoś do Bishopa zaproponuj rozejm a i wstawcie nowe drzwi , żelazne.

Nerwowo przeładowując pistolet Louis czekał na odpowiedź, sekundy dłużyły się jak minuty, minuty ciągnęły się jak godziny.

11.40

Do pokoju wtoczył się plując krwią posłaniec. Bishop?nie?żyje.

Przed upadkiem powstrzymało go dwóch jego kumpli chwytając go za ręce.

Kto ?

Z zaciśniętej dłoni wypadł drobny przedmiot i poturlał się pod biurko.

Louis schylił się i podniósł go.

Widok zmroził mu krew w żyłach.

Była to łuska po naboju kaliber 44.

Barykadować drzwi , zasłaniać okna , bierzcie najcięższe gnaty i amunicję ppanc. , granaty i wszystko co tylko wpadnie wam w ręce.

Po dziesięciu minutach byli przygotowani na wszystko.

Teraz pozostało już tylko czekać.

11.50

Alarm!!! Coś się zbliża. Przez szparę w oknie Louis zobaczył jakieś dziwne urządzenie ,

przypomniało ono robota którego widzieli jego ?chłopcy? podczas transakcji z enklawą , tylko co on tu robi ?

Z zamyślenia wyrwał go odgłos strzału

- jeden z naszych dostał

Rozpoczął się regularny ostrzał.

Po chwili grupka obrońców wiwatowała nad szczątkami robota.

Nagle jakby z podziemi za ich plecami wyrosło siedem postaci.

- grzejcie w nich ile fabryka dała ? zakrzyknęła jedna z nich.

Salvatore nie mógł w to uwierzyć na placu pośród trupów jego ludzi stała siódemka postaci.

- zatrzymajcie ich za wszelka cenę

Zaryglował drzwi zasiadł za biurkiem opierając na jego blacie M-60.

12.00

Za drzwi dochodziły odgłosy strzałów pomieszane z krzykami umierających. Chwilę później eksplozja rozniosła w strzępy drzwi.

Błyskawicznie wywalił całą serię w kierunku drzwi. Poczuł dotkliwy ból w prawej nodze.

- wiesz kim jestem ? Ja rządzę tym miastem. Jestem Louis Salvatore to moje miasto.

Odpowiedzią był szczęk odciąganego kurka.

- dogadajmy się , zostaniemy wspólnikami fifty ? fifty.

Nieznajomy zbliżył się i zdjął hełm.

- to ty , giń zdrajco ? powiedział sięgając prawą ręką po broń ukrytą w kaburze za plecami.

Salvarore opróżnił kaburę o całe życie za późno.

Sześć nowych kul tkwiło w jego ciele , z kącików ust zaczęła spływać krew.

- taki człowiek , takie miejsce , dlaczego? dlaczego? wychrypiał , kaszlnął i osunął się na podłogę.

- jak tam sytuacja Cass?

- w porządku

Tajemnicza siódemka pozbierała sprzęt i spokojnie opuściła progi salvatore?s bar.

Ten który był na początku nucił słowa pewnej chyba przedwojennej piosenki:

?Do not forsake me, o my Darling? "

PROSZĘ O KOMENTARZ NA TEMAT OPOWIADANIA TYLKO SZCZERZE


0


2 komentarze


Dynamiczne i odpowiednio gangsta - plus. Ale niestety - problemy z interpunkcją, dużymi literami, oddzielaniem wypowiedzi postaci od opisów, wszystko to sprawia że ciekawa treść jest nieczytelna.

0

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz