Jump to content
  • entries
    31
  • comments
    90
  • views
    28,511

Złota Godzina, cz. 3 z 4

Sign in to follow this  
849

286 views

Następne dni były pełne wyciszenia. Mihael miał wrażenie, że rzeczywistość stała się nagle stonowana i łagodna. Nie mówił wiele, nie zamienił z nikim więcej niż kilka ogólnikowych formułek i zawierających niewiele treści słów. Trzymał się na uboczu, ale nie izolował. Odnosiło się wrażenie, że był w nim jakiś przedziwny spokój.

Kaj nie zadawał wielu pytań. Większości dowiedział się z krążących po szkole historii i od Darii, która odzyskiwała swoje dawne pogodne usposobienie dzięki towarzystwu i trosce oddanych koleżanek. Dziewczyna opowiedziała mu, co spotkało Mihaela, ale pominęła własne doświadczenia. Kaj, podobnie jak Daria, postanowił dać przyjacielowi trochę czasu na zaleczenie ran, choć odniósł wrażenie, że w porównaniu z poprzednimi razami trwa to zbyt długo. Miał zamiar zaczepić Mihaela przy pierwszej okazji i porozmawiać z nim poważnie, w każdym razie na tyle poważnie, na ile był w stanie.

Przyjaciele wyszli ze szkoły. Pokryty śniegiem chodnik naznaczony był setką ścieżek, które wciąż rozmnażały się pod zimowymi butami przechodniów. Na pobliskim przystanku otworzyły się drzwi autobusu, wysypując ludzi ubranych w odcienie szarości w samo epicentrum wydeptanych dróg. Minęli ozdobiony śniegiem kiosk z pordzewiałej blachy falistej, spod której przez małe okienko ulatywały ślady życia w postaci smug dymu tytoniowego. Niedługo zaczną zapalać się uliczne latarnie, aby przejąć rolę słońca, które zbliżając się do horyzontu, rozpoczynało tak cenioną przez fotografów złotą godzinę.

Mihael odezwał się pierwszy.

? Zastanawiałem się ostatnio ? zaczął. ? I przemyślałem parę rzeczy.

? Na przykład jakie?

? Mam zamiar wreszcie coś zrobić.

? W związku z Krzywym?

? Znamy się od lat ? Mihael spojrzał na przyjaciela. ? Razem w tym siedzimy. Muszę wiedzieć, czy jesteś ze mną.

? Do czego zmierzasz? I co konkretnie zawiera się w ?coś zrobić??

? Rozwiązanie. A przynajmniej jakaś odpowiedź, w przeciwieństwie do nadstawiania gęby wprost pod jego pięść.

? Pytałem, co konkretnie...

? Ty nie musisz nic robić. Po prostu chodź ze mną i patrz. Ale muszę wiedzieć, czy jesteś po mojej stronie.

? Ten podział na strony raczej nie zapowiada niczego dobrego.

Mihael zatrzymał się, spojrzał przyjacielowi prosto w oczy.

? Jeśli jesteś ze mną, chodź. Jeśli nie, zostań.

Kaj nie odpowiedział.

? Więc?

? Dobra ? odparł. ? Ale jeśli planujesz coś głupiego...

Mihael klepnął go w ramię. Rękawiczka miękko uderzyła o kurtkę, wzbijając świeże płatki śniegu.

? Chodź tędy ? zakomenderował. ? Obserwowałem Krzywego i wiem, gdzie będzie po lekcjach. Według planu powinien niedługo skończyć zajęcia.

Strzepnęli śnieg ze stojącej nieopodal zmurszałej ławki, po czym usiedli. Mihael pochylił się, opierając łokcie na kolanach i spoglądał w kierunku szkoły.

Krzywy pojawił się po niedługim czasie w towarzystwie trzech towarzyszy. Mihael odczekał aż ich miną i ruszył za nimi, zachowując odpowiedni odstęp.

Trzecioklasiści doszli do skrzyżowania, na którym jeden z nich pożegnał się z pozostałymi i poszedł w swoją stronę. Będzie słabszy efekt, pomyślał Mihael. Szli wzdłuż ulicy, powoli porastającej rzędem kamienic, które nadawały formę nieustającej miejskiej migracji. Zapuszczali się w coraz węższe, coraz dalsze od głównych arterii uliczki, coraz bardziej wyizolowane niewielkie krainy na planie wielkiej metropolii.

Gdzieś za nieczynnym sklepem zoologicznym, minąwszy lekko rozbujany sporadycznymi zrywami wiatru szyld zakładu krawieckiego, Krzywy z kumplami skręcił w prowadzącą na podwórze bramę. Mihael przyspieszył kroku. Gdy trzecioklasista przekroczył granicę między przejściem a podwórzem wyznaczoną przez świeży śnieg, usłyszał, jak ktoś go woła. Odwrócił się, wbijając wzrok w ciemność bramy.

Mihael szedł powoli z rękami w kieszeniach kurtki i spojrzeniem pełnym determinacji. Mijał bezładne zawijasy na obskurnych ścianach, wyłaniające się z półmroku, który wypełniał przejście. Kaj szedł dwa kroki za nim. Zauważył, że przyjaciel lekko drży.

Resztki promieni słonecznych oplatających łagodnie i lekko opadające płatki białego puchu tworzyły niemal namacalną granicę do pary z pogłębiającym się cieniem bramy. Po jednej stronie Mihael, którego intencje skrywał półmrok, po drugiej trzecioklasista, na rękach którego roztapiały się spadające z wysoka kryształki.

Przez ułamek sekundy Krzywy był szczerze zdziwiony widokiem chłopaka. Równie niewiele czasu zajęło mu przyjęcie swojej zwyczajnej pozy z tą różnicą, że nie szczerzył zębów. Najwyraźniej nadgodziny w swoich spotkaniach z pierwszakami traktował jak obowiązek, nie przyjemność. Pustka po uśmiechu uświadomiła Kajowi, że Krzywy nie jest zbyt kontent z naruszania swojego prywatnego czasu i przestrzeni oraz że żarty, o ile można tym słowem określić ich dotychczasowe kontakty, właśnie się skończyły.

? Dam ci jedną szansę, żeby mnie zabawić swoimi wyjaśnieniami i wynagrodzić mi zmarnowany czas ? zaczął Krzywy.

Mihael zrobił jeszcze parę kroków i znalazł się na tyle blisko trzecioklasisty, że ten mógłby jednym ciosem złamać mu nos. Widząc, że na to najpewniej się zanosi, stojący z lewej towarzysz Krzywego również zrobił krok naprzód, aby przyłączyć się, gdy tylko zacznie się zabawa.

Mihael spojrzał prosto w oczy Krzywego.

? Słuchaj, ty skurwys...

Nie dokończył. Nie musiał. Nawiązał kontakt wzrokowy z wyrostkiem i to mu wystarczyło. Skoro Krzywy patrzył mu w oczy, nie patrzył na jego ręce. Kaj zauważył nagłe napięcie w sylwetce przyjaciela. A reszta rozegrała się w jednej chwili.

Mihael pchnął Krzywego nożem w brzuch.

Ściślej mówiąc, ostrze ugrzęzło w prawym boku trzecioklasisty. Krzywy zdołał tylko charknąć. Zarzucił gwałtownie rękami, lecz nic nie osiągnął. Mihael szybko wyjął ostrze z trzewi wyrostka i ciął od lewej jego towarzysza. Tamten instynktownie zasłonił się przedramieniem, dzięki czemu w przyszłości będzie miał pokaźną bliznę na ręce, a nie na klatce piersiowej.

Krzywy upadł. Jego lewy skrzydłowy chwycił się za krwawiącą obficie kończynę, w otępieniu patrząc na strumień czerwonej cieczy. Mihael zacisnął mocniej pięść na rękojeści i niemal rzucił się na trzeciego chłopaka, ale tamten, po początkowym osłupieniu, wykonał niezdarny półobrót i puścił się biegiem przez podwórze.

Lewy skrzydłowy dostrzegł skierowane teraz w swoją stronę ostrze i pozwolił instynktom pokierować swoim ciałem. Zaczął pokracznie truchtać za swoim kolegą, jęcząc i potykając się co kilka kroków.

Półciemności wieczoru zaczęły otaczać z wolna miasto, docierając pomiędzy stare kamienice, gdzie dwie osoby obserwowały szkarłatne wzory z wolna pokrywające biel na ziemi. Krzywy leżał na plecach, uciskając bok i jąkając jakieś nieskładne słowa. Mihael stał nad nim i walczył ze sobą, by nie kopnąć wyrostka lub nie wbić ostrza w jego trzewia raz jeszcze.

? No, to teraz już wiesz, co konkretnie się zawiera w ?coś zrobić?. ? Mihael odwrócił się w stronę Kaja.

? Jasna cholera ? zdołał tylko wydobyć z siebie tamten.

Mihael odłożył nóż, ocenił poziom zabrudzenia swoich rękawiczek, po czym otworzył plecak tak, by nie zostawić na nim śladu krwi. Wyjął z niego drugi nóż, trzymając go za owinięte w szmaty ostrze. Odwinął i odrzucił strzępy materiału na bok, po czym podszedł do Krzywego. Nachylił się nad nim, jedną ręką złapał mocno za prawy nadgarstek, po czym włożył trzecioklasiście nóż w dłoń, którą zacisnął w pięść drugą ręką. Uwolnił chwyt, a Krzywy od razu wypuścił ostrze z ręki. Mihaelowi to wystarczyło. Podniósł szmaty i ruszył powoli w stronę szeregu kubłów. Obok nich stał kontener na zużyte ubrania. Chłopak odsunął metalową pokrywę i nie odwracając się, zaczął mówić:

? Sytuacja idealna. Krzywy dotarłby do bramy tam, w rogu, wyszedł na drugą ulicę i przechodząc jeszcze kilka podwórek za jakieś pięć, dziesięć minut byłby w domu. Ja z kolei skręcam w przeciwną stronę i po niecałym kwadransie lawirowania jestem u siebie. ? Wyrzucił tkaniny i skierował się z powrotem do wylotu bramy. ? Niestety, tym razem wracając ze szkoły natknąłem się na tego skurwysyna, który dzisiaj akurat kończy lekcje o podobnej porze. Z dala od świadków, nie licząc jego kumpli i ciebie, mój przyjacielu, wyciągnął na mnie kosę. Jako że spuszczał mi w szkole wpierdol regularnie, a ostatnimi czasy nawet groził otwarcie ?poćwiartowaniem?... A może ?pochlastaniem?? Które brzmi lepiej? ? Mówił chłodno, hamując emocje, zdradzane przez drżenie rąk. ? W każdym razie z obawy zacząłem nosić przy sobie nóż. Wziąłem go ze swojej kuchni, łatwo sprawdzić, że to jedyny, którego brakuje w komplecie. ? Stanął znów nad jęczącym Krzywym. Ręce wsadził w kieszenie i kontynuował. ? Ten tu natomiast jest kradziony. Krzywy skądś go zwinął, wszystko jedno skąd. Jedyne co mi zostało, to pozbyć się rękawiczek. Raczej nie najwygodniej się w nich trzyma nóż, poza tym nie będzie wątpliwości, co kto trzymał w ręce. ? Mihael spojrzał na Kaja. ? Dlatego chciałbym, żebyś je wywalił gdzieś daleko stąd. Wtedy powiem, że cię tu w ogóle nie było. Ty masz problem z głowy, a ja dodatkowy fakt po mojej stronie. Nie zmienię później zdania, bo wkopanie ciebie, wkopie automatycznie również mnie.

Kaj kręcił tylko głową z na wpół otwartymi ustami. W końcu powiedział:

? Przegiąłeś. Przegiąłeś, bracie, i to mocno.

? Moje słowo przeciw ich słowu ? odparł Mihael. ? Ja się już z tego nie wywinę, ale ty jeszcze możesz.

? Cholera jasna, trzeba przecież zadzwonić na pogotowie...

W postawie Mihaela coś się zmieniło. Jakiś ulotny szczegół. Niby wciąż trzymał ostrze luźno w dłoni, niby spełniło już swoje zadanie na dziś, lecz Kaj w jakiś nieprzyjemny sposób odczuł jego obecność.

? Któryś z jego przydupasów zadzwoni. A jak nie, to matka, tego z rozciętą ręką zacznie się dopytywać i to zrobi. No, ?bracie? ? zaakcentował wypowiedziane wcześniej przez Kaja słowo. ? Jesteś ze mną?

? I jeszcze ten gówniany szantaż...

? Żaden szantaż. Jesteś tu. Takie są fakty. Trzy osoby określą cię jako mojego wspólnika. Pomóż mi trochę uwiarygodnić moją wersję i niedługo będziemy mieć spokój.

Kaj nigdy nie sądził, że będąc w jednym miejscu z Krzywym i Mihaelem, to przed tym drugim zacznie czuć obawę.

? Nie ? powiedział krótko. Na propozycję, na całe to zdarzenie, na wszystko.

W pojedynczych oknach zapalały się światła, oficjalnie rozpoczynając zimowy wieczór.

? Stary, prali nas obu. Dostałeś po pysku co najmniej tyle co ja, a teraz idziesz im na rękę...

Kaj patrzył w ziemię, zaciskając mocno pięści.

? To nie jest... ? Znowu pokręcił głową. ? To nie jest wyjście.

Ostrze jak gdyby lekko się uniosło. Mihael odwrócił się w stronę przyjaciela.

? Bili cię. ? Szedł powoli. ? Kopali. ? Jedno słowo na jeden krok. ? Opluwali. Wyzywali. Zeszmacali.

Kaj podniósł wzrok. Spojrzał twardo Mihaelowi w oczy. Widział tylko gniew.

? To, co zrobiłeś, to żadne wyjście.

? Siedzenie i bezczynność, to żadne wyjście.

? To, że zachowali się jak sukinsyny, nie znaczy, że ty masz się tak zachowywać.

? Nie zachowywali ? to są sukinsyny.

? Wpierdolili mi. Wpierdolili tobie. Cholera, ale to...

? A teraz ich bronisz.

Stali twarzą w twarz.

? Nie bronię ich, tylko staram się trafić do twojego łba! Tu w ogóle nie chodzi o nich.

? Kij z wpierdolem...

I Mihael powtórzył, co Krzywy powiedział Darii. Mówił, a jego samokontrola malała. Kaj zakrył oczy dłonią. Przeciągnął nią powoli po twarzy i powiedział tylko:

? To nie jest usprawiedliwienie.

Mihael zamachnął się. Kaj zacisnął pięści i uniósł ręce do gardy, jednak jego szybkość nie miała szans z niemą furią Mihaela.

Ostrze zatrzymało się kilka centymetrów od klatki piersiowej Kaja.

? Wypier*alaj ? powiedział przez zaciśnięte zęby Mihael. ? Jak jeszcze raz cię zobaczę, to po tobie.

Kaj stał przez chwilę i patrzył w jego zimne oczy, po czym odwrócił się i odszedł.

Przeszedł jedną przecznicę i usiadł na schodkach jakiejś kamienicy. Nie zwrócił nawet uwagi, że każdego innego dnia nie ośmieliłby się w ogóle samemu przebywać w tej okolicy. Siedział chwilę ze spuszczoną głową wspartą na rękach, a gdy usłyszał nadjeżdżający ambulans, wstał i ruszył w stronę swojego domu.

Nie mógł zasnąć tej nocy. Patrzył na czarne linie, które przesuwały się po suficie ilekroć za oknem przejeżdżał samochód. Starał się uspokoić burzę myśli w swojej głowie. Nie powiedział o niczym nikomu.

Następnego dnia Mihael nie pojawił się w szkole. Nie pojawił się też dzień potem. Ani już nigdy. Plotki, półprawdy i niekompletne informacje krążyły po klasach, lecz nikt nie pytał Kaja czy brał udział w niedawnych zajściach. Więc jednak nic nie powiedział, krążyły myśli w głowie chłopaka. Postanowił, że on też nie wsypie Mihaela.

Krzywy i jego kumple przemykali gdzieś na korytarzach. Kaj nie nawiązywał z nimi kontaktu wzrokowego, starał się nie chodzić nigdzie sam i nie zwracał na siebie uwagi. Może całe zdarzenie wpłynęło jakoś na Krzywego, może chodziło o upokorzenie, a może wyjawienie współudziału Kaja tylko by pogorszyło sytuację trzecioklasisty, przypominając światu o jego innych ofiarach. Niemniej jednak i on nic nie powiedział.

Kaj dotrwał do końca pierwszej klasy. Następnej jesieni jego prześladowców nie było już w szkole. Nie spotkał Mihaela już nigdy potem.

***

Długi spacer, który Kaj wybrał w miejsce przejażdżki komunikacją miejską, pozwolił mu przemyśleć kilka spraw i podjąć decyzję. Wszedł do czynszówki. Po kilku krokach, podkreślanych skrzypieniem podłogi, zatrzymał się przy schodach. Spojrzał na drzwi do mieszkania Mariki i stwierdził, że nie ma sensu odkładać postanowień na potem. Podszedł, następnie zapukał dwa razy.

Nie musiał długo czekać na odpowiedź. Drzwi otworzyły się, a za nimi zobaczył dziewczynę, która najwyraźniej szykowała się do wyjścia. Jeśli Marika próbowała choć odrobinę ukryć swój brak entuzjazmu na widok gościa, to z miernym skutkiem. Cofnęła się o krok i skupiła na zapinaniu butów. Szykownych, zdecydowanie wieczorowych.

? A ty czego tu chcesz? ? Nie zaszczyciła go spojrzeniem.

? Przechodziłem obok i pomyślałem, że sprawdzę, co słychać w sąsiedztwie ? powiedział zanim zdążył się ugryźć w język. Potarł lekko podbródek, starając się zachować fason i schować uszczypliwości do kieszeni. ? Więc... Jak tam ci się wiedzie...?

Dziewczyna wzięła torebkę i zgasiła światło w mieszkaniu. Zamknęła za sobą drzwi, po czym zaczęła przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu kluczy.

? W porządku, miło, że pytasz. ? Sarkazm był niemal namacalny.

? Słuchaj... Wiem, że głupio wczoraj wyszło...

Marika przerwała mu, unosząc rękę.

? Nie. Zdążyłam już ochłonąć. Miałeś rację, przynajmniej po części. Wpadłam w kłopoty, a ty mi pomogłeś. ? Przekręciła klucz w zamku i szarpnęła klamkę dla pewności. Westchnęła. ? Może tylko chciałabym, żebyś postąpił łagodniej.

? Jeśli mógłbym jeszcze jakoś pomóc...

? Dzięki, poradzę sobie. ? Tym razem jej głos nie był tak cierpki.

? W każdym razie, co do twojego wczorajszego gościa...

? Tak?

? Nie wiesz może, gdzie mógłbym go znaleźć?

? A co, spodobało ci się wasze poprzednie spotkanie? ? Coś jak gdyby cień uśmiechu przemknęło przez jej starannie umalowaną twarz.

? O, zdecydowanie ? Kajowi wrócił zwyczajny ton. ? Chciałbym skoczyć z nim na piwo, to byłby początek pięknej przyjaźni.

Dziewczyna zastanawiała się chwilę, czy pytać dalej, ale doszła do wniosku, że i tak nie uzyska jasnej odpowiedzi.

? Prawdopodobnie siedzi w pubie ?Pod Leniwym Kogutem?, zaraz za lombardem na osiemdziesiątej trzeciej. W każdym razie o ile jeszcze jest trzeźwy. Jeśli pójdziesz tam teraz, może zdążysz, zanim zacznie się zataczać.

? Dzięki. ? Kaj starał się ułożyć w głowie coś błyskotliwego. W końcu powiedział tylko: ? Dbaj o siebie.

Marika zatrzymała się przy drzwiach wejściowych do budynku.

? Sama nie wiem, czy mam cię prosić, żebyś nie dał tam nikomu w szczękę, czy żebyś uważał na własną.

Uśmiechnęła się i wyszła w noc.

Rejwach ulicy przedostawał się z zatłoczonej jezdni na szeroki chodnik, gdzie mechaniczne odgłosy stawały się stukotem setek par butów. Fasady budynków pokryte były mozaiką rozświetlonych okien, szyldów i reklam. Pomiędzy zakratowanym wejściem starej budowli, która kiedyś była kinem, a oświetloną słabym, zimnym światłem witryną sklepu obuwniczego, wciśnięte było wejście do podziemnego pubu. Tandetny neon migotał nieregularnie, przypominając przechodniom o fantazji ludzi, którzy nadali temu miejscu nazwę. Strumienie różnobarwnych świateł tworzyły przedziwne kształty ze strzępów cieni, budując rozmaite figury na sylwetkach trzech mężczyzn, którzy dyskutowali o czymś przed schodkami prowadzącymi do wnętrza baru.

Jeden z nich stał z założonymi rękami, opierając się o barierkę, narażając swoją reprezentacyjną skórzaną kurtkę na zabrudzenie. Drugi ćmił papierosa, przykucnąwszy naprzeciw. Trzeci natomiast stał wyprostowany, jak gdyby czegoś oczekiwał.

Bingo, pomyślał Kaj, rozpoznając w stojącym wyrostku faceta z poprzedniego wieczoru. Wkroczył na teren zawłaszczony przez neonowe światło i uniósł dłoń w powitalnym geście.

? Czołem, panowie.

Dwóch chłopaków spojrzało na niego niechętnie, zachowując czujność. Trzeci przyglądał się przez chwilę Kajowi, a gdy go wreszcie rozpoznał, wyraz jego twarzy uległ zmianie. Kaj zdziwił się, gdy rozpoznał to, co malowało się teraz na obliczu jego ?przyjaciela?, jako zmieszanie, najwyraźniej szczere.

? To ty... ? powiedział wyrostek, po czym rzucił coś do kolegów i wyszedł mężczyźnie naprzeciw. W jego ruchach widać było wyraźne zażenowanie.

Spojrzał gdzieś na chodnik, potarł kark.

? Słuchaj, jeśli chodzi o wczoraj...

Kaj nie mówił nic. Obserwował rozwój sytuacji i starał się coś zaimprowizować, ponieważ żaden z wcześniej przygotowanych scenariuszy nie przewidywał takiego obrotu spraw.

? No, trochę mnie poniosło ? kontynuował tamten. ? Wiesz, byłem nieco, jakby to powiedzieć, wstawiony... ? plątał się. ? Ja ją nawet lubię. Naprawdę. Ale szef kazał mi iść i pogadać po mojemu, a ja trochę za wcześnie wciągnąłem... ? Rozłożył bezradnie ramiona. ? No i jakoś tak wyszło.

? A... ? wydusił tylko z siebie Kaj. ? No to... Hm. ? Ułożył usta w podkowę. ? To gratuluję autorefleksji.

? Także nie roztrząsajmy, co?

? Nie no, jasne, spoko. ? Kaj postanowił zapomnieć o dawnych urazach. Zwłaszcza ciała. ? W zasadzie to przyszedłem właśnie w sprawie twojego ulubionego towaru.

Wyrostek wyciągnął przed siebie ręce w obronnym geście.

? Skończyłem z tym, stary. Widziałeś, co to g*wno robi z mózgiem.

? Skończyłeś?

? No.

? Tak po prostu?

? Nie no, wziąłem jeszcze ostatni raz, tak ?na drogę?, ale teraz to już będzie lepiej. Naprawdę.

Kaj pokręcił tylko głową.

? Powodzenia na nowej ścieżce życia i tak dalej. W każdym razie chciałem się jakoś skontaktować z Trzema Zerami, a najlepiej od razu z ich szefem.

? To nie będzie trudne ? odparł wyrostek. ? Blondas jest w środku. To prawa ręka bossa. A przynajmniej niedługo będzie.

Chłopak rzucił coś krótko do jednego z kumpli, który po chwili zniknął wewnątrz pubu. Gdy wyszedł, wyrostek rzucił tylko:

? Zostawię was samych.

Klepnął Kaja w ramię, po czym razem z towarzyszami ruszył w głąb miejskiej nocy.

Po chwili z baru wyszło kilka postaci. Na ich czele stał niezwykle chudy i dość wysoki młody mężczyzna, na oko nieco tylko młodszy od Kaja. Miał bardzo jasne, niemalże białe włosy, co trudno było dostrzec pomiędzy odcieniami neonowych świateł metropolii. Uśmiechał się, a Kaj miał nadzieję, że już nigdy więcej u nikogo nie zobaczy takiego uśmiechu.

To zapewne był człowiek, o którym opowiadał Jeremi. Niezwykły spokój i opanowanie podkreślały tylko jego wystudiowane, prawie że delikatne ruchy. Sieć pozorów i ogłady otaczała jego sylwetkę i skrywała skrzętnie to, co przezierało lekko w spojrzeniu ? osobliwe, melancholijne okrucieństwo.

? Więc to ty postanowiłeś ubarwić mój wieczór ? powiedział Blondas.

? W zasadzie mam tylko prostą prośbę.

? Tak, słyszałem coś na ten temat, ale nie musimy się spieszyć z interesami. Nie można przecież zapominać o szacownej sztuce konwersacji.

Kaj od razu zauważył, że jego rozmówca czerpie wiele przyjemności z układnego obracania słowami. Wiedział, że spełnienie przysługi, o którą poprosi, nie będzie zależeć od ewentualnie zaproponowanego wynagrodzenia, lecz od kaprysu. Słowem, Blondas zaczął właśnie pewien rodzaj gry.

? Konwenans? U kogoś takiego jak ty? ? odparł Kaj.

? U kogoś takiego jak ja? ? Lekkie rozbawienie w głosie Blondasa zdradzało ziarno zainteresowania. Teraz należało pozwolić mu wzrosnąć.

? Spotkałem pewną śliczną, piegowatą dziewczynę. Przypuszczam, że w twoim typie. ? Być może nie powinien wspominać, czego się dowiedział od Jeremiego, jednak coś w Blondasie mówiło mu, że gdyby dziewczyna naprawdę uciekła, a on chciałby ją odzyskać, już by to zrobił. ? Nie masz najlepszej reputacji, delikatnie mówiąc.

? Ach tak. ? Spojrzał gdzieś w bok, jak gdyby zamyślony. ? ?Miała w sobie to niebezpieczne połączenie piękna i smutku. Niebezpieczne, bo do takiej kobiety serce wyrywa się podwójnie?.

? Wybacz, ale oddałem wszystkie swoje książki Berelliego do biblioteki. Zapełniły dział ?pretensjonalne?.

Blondas zaśmiał się niemal bezgłośnie.

? A jednak ? zamiast spędzić miło wieczór przy lekturze, jesteś tutaj. Wygląda na to, że poznałeś już moją lepszą stronę z relacji osób trzecich. Pora więc, żebym ja się dowiedział czegoś o tobie. Z kim mam przyjemność?

? Czy to jedno z tych podchwytliwych pytań z gatunku ?szukam człowieka??

Tym razem Blondas zaśmiał się głośno. Ostro, krótko.

? Jak najbardziej. To zawsze jest pytanie z tego samego starego, niezmiennego, a wręcz dewoluującego gatunku.

Kaj postanowił podjąć wątek i zdobyć parę punktów.

? Może ja właśnie jestem przedstawicielem takiego gatunku. Zawsze wbrew dobrym radom pcham się tam, gdzie mnie nie chcą. Jak prehistoryczny crassigyrinus.

? A więc obracasz się w środowisku nauk przyrodniczych?

? Czy stwierdzenie, że jestem zwykłym biologiem, nie byłoby zupełnie niesatysfakcjonującą odpowiedzią?

? Albo przepisowym unikiem; bo kto normalny ot tak odpowie szczerze przed zupełnym obcym?

? Kto normalny ot tak odpowie szczerze przed sobą.

? Touché. ? Blondas wykonał lekki ukłon.

? Pewnie miło by było rozmawiać tak całą noc, ale przypuszczam, że masz lepsze rzeczy do roboty.

? Wprost przeciwnie. Odrobina odmiany od towarzystwa ćpunów dobrze mi zrobi. Nie powiem, żebym znalazł z nimi wspólny język.

? Więc sam nie jesteś ćpunem?

? Nie bardziej niż człowiekowi przystoi. ? Cień pogardy przekradł się przez twarz Blondasa. ? W każdym razie nie wciągam kokainy.

? Wyobrażam sobie, że są lepsze rzeczy.

? Tymi, którzy ćpają to, co materialne, najłatwiej rozporządzać. Dlatego to dla mnie dobry punkt wyjścia. Im mniej hyle w towarze, który możesz zaoferować, tym wyżej zajdziesz i więcej kontroli zyskasz. Jeśli ja sam ćpam władzę, to kto będzie kontrolował mnie?

Kaj uśmiechnął się ironicznie.

? A i tak nadal jesteś tylko ?prawą ręką?. Nieważne, jak długo będziesz szedł i jak wysoko zajdziesz, zawsze będziesz komuś podlegał. Stołek pana tego świata jest już od dawna zajęty.

Blondas roześmiał znowu.

? No proszę, kaznodzieja! Przyznaję, umiesz zabawić rozmówcę.

? Skoro już jesteśmy w temacie władzy i panów, chciałbym się spotkać z Mihaelem.

? O? A w jakim by to mogło być celu?

? Powspominać stare czasy. Jestem pewien, że chętnie by spędził któryś wieczór na sentymentalnych rozmowach. Powiedz mu, że Kaj chciałby pogadać.

Blondas mierzył go swoim rozbawionym wzrokiem. W końcu stwierdził:

? Jestem pewien, że będzie mile zaskoczony.

? O tak, to na pewno.

Blondas odwrócił się i ruszył po schodkach do pubu, gdzie czekało na niego kilku znudzonych kumpli, najwyraźniej zawiedzionych, że nie będzie okazji rozruszać mięśni. Zanim zniknął za drzwiami, rzucił:

? I pozdrów moją drogą przyjaciółkę. Jestem pewien, że jeszcze długo będzie wspominać nasze wspólnie spędzone chwile.

Sign in to follow this  


0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...